ACoMiTam91 napisał/a:Pisałem, że najważniejsza jest szczerość i o to zawsze dbałem. Przyznałem od razu, że nie byłem aniołem i sam kilka spraw zawaliłem.
Ja NIGDY nie miałem romansu. Przeczytaj dokładnie, jakiego rodzaju wybryków się dopuściłem.Czytałam. Dla Ciebie to wybryki, dla mnie niedopuszczalne sytuacje. Ale każdy jest inny.
Jasne, być może dla niej też, dlatego uznawałem, że powinna wiedzieć, żeby podjąć świadomą decyzję, czy chce dalej z kimś takim być. Miała wybór i to na długo przed ślubem.
ACoMiTam91 napisał/a:Ja mam odwagę. Miałbym też zaraz przed ślubem, gdyby mi powiedziała, że kocha innego, a nie mydliła oczu. Mam też tę odwagę teraz, tylko ona niespecjalnie. Zapewne czuje, że cała wina spadnie na nią.
Doprawdy? A co z:
ACoMiTam91 napisał/a:Przedstawiłem swoje oczekiwania i ostatecznie zgodziłem się na ten ślub. Po pierwsze dlatego, że ją kocham i chciałem z nią założyć rodzinę. Po drugie z powodu presji społecznej. Gdybyśmy odwołali ślub i wesele (na około 100 osób) na tydzień przed, to koszta tego byłyby dość duże (imprezę organizowali rodzice). Przy czym zwracałem uwagę na rolę presji otoczenia i "skandalu".
Ja tu jednak widzę tchórzostwo .
Przeczytałaś ze zrozumieniem? Zgodziłem się na ten ślub przede wszystkim dlatego, że ją kocham i chciałem tej rodziny. Poza tym nie jestem głupi. Gdybym przerwał to w tym momencie, to dostałoby się też jej, bo przecież jakiś powód musielibyśmy podać. W sumie mogłem jej nie podejrzewać i nie grzebać w starej skrzynce mailowej, to może do dziś żyłbym w nieświadomości.
ACoMiTam91 napisał/a:Zdradę już jej wybaczyłem. Ona wie, że ją kocham, że chcę to wszystko odbudować. Popatrz, mi wystarczyło dwa tygodnie, żeby podjąć taką decyzję. Natomiast ona potrafiła przez lata wracać do mojego zauroczenia koleżanką z liceum, z którą dwa razy pogadałem na Messengerze i raz się spotkałem na kawie. Rzeczywiście nie ma we mnie pokory i chęci przebaczania, a ona to taka cudna kobieta, którą życie zmusiło do błędów...
A Ty nadal święty i niewinny...Serio, nie widzisz swoich błędów? Twój cybersex to tylko "wybryki" ale jej romans to koniec świata.
Nie wybaczyłeś. Zdrady nie da się wybaczyć przez dwa tygodnie, chyba że jest się gruboskórnym i niekochającym nikogo człowiekiem.
Jaki koniec świata? To ja zabieram ją na urlop, to ja proponuję terapię dla par, to ja codziennie mówię, że ją kocham i proszę, żeby ze mną została.
Może potrafię szybciej wybaczyć, bo wbrew temu co sugerujesz, znam swoje błędy z przeszłości i wydaje mi się, że ją rozumiem.
Albo nie rozumiem, bo ja nigdy nie zacząłem kochać kogoś poza nią.
ACoMiTam91 napisał/a:Może się rozpadają, bo ludzie przestają o nie walczyć w krytycznym momencie?
Nie. Takie związki, wg mnie, są skazane na niepowodzenie. Dlaczego? ano dlatego, że ludzie nie zaznali innych smaków, miejsc. Żyjemy inaczej niż nasi dziadkowie, pradziadkowie, którzy przeżywali ze sobą całe życie. Oni często nie mieli wyboru i nie wypadało wtedy się rozwodzić, mimo to często się słyszy że jeden czy drugi dziadek, mieli inną babcię na boku
My chcemy doświadczać, żyć, bawić się i korzystać. Powiedz, czego Tobie brakowało, że wchodziłeś w takie relacje? Nie mogłeś zaspokajać swoich potrzeb ze swoją narzeczoną?
Wszedłem w ten związek z uzależnieniem od porno i masturbacji, o którym ona szybko się dowiedziała. Do tego mieliśmy od zawsze nieco inny poziom potrzeb jeśli chodzi o sferę seksualną. Mówiłem o tym, prosiłem o wsparcie, o zrozumienie. Nie pamiętam, żeby robiła cokolwiek specjalnego, aby mi pomóc. Nawet nie potrafiła przez dłużej niż parę dni utrzymać umówionych zwyczajów (np. pytania mnie, co robiłem ostatniej nocy).
Ja najwidoczniej jestem starej daty i nie potrzebuję "zdobywać świata", żeby było mi dobrze. Ona chyba też nie, bo gdyby nie moja inicjatywa, to do tej pory nigdzie by nie pojechała i niczego nie doświadczyła (mówię tu o różnych podróżach).
A Ty pamiętasz jeszcze dobre rzeczy?
Pamiętam. Poza tym trudności to naturalny element związków i one mnie nie zniechęcają. Ja wolę odbudowywać, niż budować na nowo.