Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Strony Poprzednia 1 2 3 4 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 531 ]

66

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Pisałem, że najważniejsza jest szczerość i o to zawsze dbałem. Przyznałem od razu, że nie byłem aniołem i sam kilka spraw zawaliłem.
Ja NIGDY nie miałem romansu. Przeczytaj dokładnie, jakiego rodzaju wybryków się dopuściłem.

Czytałam. Dla Ciebie to wybryki, dla mnie niedopuszczalne sytuacje. Ale każdy jest inny.

Jasne, być może dla niej też, dlatego uznawałem, że powinna wiedzieć, żeby podjąć świadomą decyzję, czy chce dalej z kimś takim być. Miała wybór i to na długo przed ślubem.

Pokręcona Owieczka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Ja mam odwagę. Miałbym też zaraz przed ślubem, gdyby mi powiedziała, że kocha innego, a nie mydliła oczu. Mam też tę odwagę teraz, tylko ona niespecjalnie. Zapewne czuje, że cała wina spadnie na nią.

Doprawdy?  A co z:

ACoMiTam91 napisał/a:

Przedstawiłem swoje oczekiwania i ostatecznie zgodziłem się na ten ślub. Po pierwsze dlatego, że ją kocham i chciałem z nią założyć rodzinę. Po drugie z powodu presji społecznej. Gdybyśmy odwołali ślub i wesele (na około 100 osób) na tydzień przed, to koszta tego byłyby dość duże (imprezę organizowali rodzice). Przy czym zwracałem uwagę na rolę presji otoczenia i "skandalu".

Ja tu jednak widzę tchórzostwo .

Przeczytałaś ze zrozumieniem? Zgodziłem się na ten ślub przede wszystkim dlatego, że ją kocham i chciałem tej rodziny. Poza tym nie jestem głupi. Gdybym przerwał to w tym momencie, to dostałoby się też jej, bo przecież jakiś powód musielibyśmy podać. W sumie mogłem jej nie podejrzewać i nie grzebać w starej skrzynce mailowej, to może do dziś żyłbym w nieświadomości.

Pokręcona Owieczka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Zdradę już jej wybaczyłem. Ona wie, że ją kocham, że chcę to wszystko odbudować. Popatrz, mi wystarczyło dwa tygodnie, żeby podjąć taką decyzję. Natomiast ona potrafiła przez lata wracać do mojego zauroczenia koleżanką z liceum, z którą dwa razy pogadałem na Messengerze i raz się spotkałem na kawie. Rzeczywiście nie ma we mnie pokory i chęci przebaczania, a ona to taka cudna kobieta, którą życie zmusiło do błędów...

A Ty nadal święty i niewinny...Serio, nie widzisz swoich błędów? Twój cybersex to tylko "wybryki" ale jej romans to koniec świata.
Nie wybaczyłeś. Zdrady nie da się wybaczyć przez dwa tygodnie, chyba że jest się gruboskórnym i niekochającym nikogo człowiekiem.

Jaki koniec świata? To ja zabieram ją na urlop, to ja proponuję terapię dla par, to ja codziennie mówię, że ją kocham i proszę, żeby ze mną została.
Może potrafię szybciej wybaczyć, bo wbrew temu co sugerujesz, znam swoje błędy z przeszłości i wydaje mi się, że ją rozumiem.
Albo nie rozumiem, bo ja nigdy nie zacząłem kochać kogoś poza nią.

Pokręcona Owieczka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Może się rozpadają, bo ludzie przestają o nie walczyć w krytycznym momencie?

Nie. Takie związki, wg mnie, są skazane na niepowodzenie. Dlaczego? ano dlatego, że ludzie nie zaznali innych smaków, miejsc. Żyjemy inaczej niż nasi dziadkowie, pradziadkowie, którzy przeżywali ze sobą całe życie. Oni często nie mieli wyboru i nie wypadało wtedy się rozwodzić, mimo to często się słyszy że jeden czy drugi dziadek, mieli inną babcię na boku wink My chcemy doświadczać, żyć, bawić się i korzystać. Powiedz, czego Tobie brakowało, że wchodziłeś w takie relacje? Nie mogłeś zaspokajać swoich potrzeb ze swoją narzeczoną?

Wszedłem w ten związek z uzależnieniem od porno i masturbacji, o którym ona szybko się dowiedziała. Do tego mieliśmy od zawsze nieco inny poziom potrzeb jeśli chodzi o sferę seksualną. Mówiłem o tym, prosiłem o wsparcie, o zrozumienie. Nie pamiętam, żeby robiła cokolwiek specjalnego, aby mi pomóc. Nawet nie potrafiła przez dłużej niż parę dni utrzymać umówionych zwyczajów (np. pytania mnie, co robiłem ostatniej nocy).
Ja najwidoczniej jestem starej daty i nie potrzebuję "zdobywać świata", żeby było mi dobrze. Ona chyba też nie, bo gdyby nie moja inicjatywa, to do tej pory nigdzie by nie pojechała i niczego nie doświadczyła (mówię tu o różnych podróżach).

Pokręcona Owieczka napisał/a:

A Ty pamiętasz jeszcze dobre rzeczy?

Pamiętam. Poza tym trudności to naturalny element związków i one mnie nie zniechęcają. Ja wolę odbudowywać, niż budować na nowo.

Zobacz podobne tematy :

67 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-10 14:16:03)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Roxan, pieniadze w malzenstwie chyba  sa wspolne ?

Jestes dosyc radykalna w ocenie.Jestes jakos cieta na facetow? :-)
Autor tez byl nie w porzadku, wiadomo.

Nie wiem czy radykalna, a czy cięta? Może dlatego że sama mam różne doświadczenia i dużo różnych przypadków widziałam. Po prostu niektóre sytuacje wyprowadzają mnie mniej lub bardziej z równowagi... a tu obraz dziewczyny/żony która się stara, wszystko ogarnia wkłada więcej pieniędzy w ich życie... a na koniec facet mówi z pogardą (jednak nie tylko ja to wyczułam), że odchodząc zostanie z niczym bo on sobie odłożył a ona nie...
Przy czym sam też zdradzał... a teraz pewnie będzie stosował na niej szantaż psychiczny, bo jw opisał... Bo tak ma u nich być i koniec! Pewnie gdyby padło pytanie dlaczego jego kobieta musiała przychodząc po pracy i po treningach gotować im obiad, kiedy on siedział cały dzień w domu? A i jeszcze robić zakupy i sprzątać? Pewnie też by powiedział, że taka u nas tradycja rodzinna ... śmiechu warte! Żal mi mimo wszystko tej dziewczyny, nie jego...

68

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:
Gosia1962 napisał/a:

Roxan, pieniadze w malzenstwie chyba  sa wspolne ?

Jestes dosyc radykalna w ocenie.Jestes jakos cieta na facetow? :-)
Autor tez byl nie w porzadku, wiadomo.

Nie wiem czy radykalna, a czy cięta? Może dlatego że sama mam różne doświadczenia i dużo różnych przypadków widziałam. Po prostu niektóre sytuacje wyprowadzają mnie mniej lub bardziej z równowagi... a tu obraz dziewczyny/żony która się stara, wszystko ogarnia wkłada więcej pieniędzy w ich życie... a na koniec facet mówi z pogardą (jednak nie tylko ja to wyczułam), że odchodząc zostanie z niczym bo on sobie odłożył a ona nie...
Przy czym sam też zdradzał... a teraz pewnie będzie stosował na niej szantaż psychiczny, bo jw opisał... Bo tak ma u nich być i koniec! Pewnie gdyby padło pytanie dlaczego jego kobieta musiała przychodząc po pracy i po treningach gotować im obiad, kiedy on siedział cały dzień w domu? A i jeszcze robić zakupy i sprzątać? Pewnie też by powiedział, że taka u nas tradycja rodzinna ... śmiechu warte! Żal mi mimo wszystko tej dziewczyny, nie jego...

Po prostu ty jesteś bezczelna, bo wymyślasz sobie wizję naszego życia pod twój własny pogląd.
Ja zawsze odkładałem więcej kasy, bo więcej zarabiałem. Ona potrafiła przez 5 lat odłożyć 4000 zł i gdyby nie "pan i władca", to nie miałaby do dziś samochodu, z którego ja prawie nie korzystam, bo kupiłem go z myślą o niej.
Jeszcze mniej niż rok temu nie była w stanie ruszyć z miejsca, a dziś wolna i swobodna jeździ sobie po największym mieście w Polsce... jak się okazuje także do swojego kochanka.
Dlaczego? Bo zawsze w nią wierzyłem i pokazałem jej, że może być świetnym kierowcą.
Inni nie wierzyli, a ta rodzina, która za nią "stanie murem" tylko doprowadziła do tego stanu swoją nieprzyjazną postawą.

Napisałem, że dostanie pakiet na start nowego życia, bo zasługuje. Nie moja wina, że mój majątek osobisty jest znacznie wyższy niż jej. Mimo tego część bym jej oddał, chociaż utrzymywać powinien ją nowy kolega.

Ja i szantaż psychiczny? Powiedziałem jej, że jest wolna, że dostanie samochód i kasę na start. Że nie będę robił scen i zostaniemy się "aksamitnie", jeśli tylko woli/kocha tamtego lub nie pokocha już mnie. Powiedziałem też, że wywołam piekło, jeśli dalej będą mnie oszukiwać. Niech robi, jak czuje, ale jawnie.
Ona nie umie podjąć decyzji.

Obowiązki domowe, obiady etc. Dobra, tu zawaliłem. Rozleniwiłem się i nie będę się wybielał. Za rzadko pomagałem, ale ona też nigdy nie "kopnęła" mnie w d*upę żebym zaczął lepiej ogarniać te sprawy. Jednak czy to jest wystarczający powód do tego, by doprowadzić do opisanej przeze mnie sytuacji?

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

A Ty pamiętasz jeszcze dobre rzeczy?

Pamiętam. Poza tym trudności to naturalny element związków i one mnie nie zniechęcają. Ja wolę odbudowywać, niż budować na nowo.

Ale zrozum. Tu nie ma czego odbudowywać. Tu trzeba budować od nowa.
Skoro ona nie chce terapii ani niczego, to po co walczyć?

70

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:
Gosia1962 napisał/a:

Roxan, pieniadze w malzenstwie chyba  sa wspolne ?

Jestes dosyc radykalna w ocenie.Jestes jakos cieta na facetow? :-)
Autor tez byl nie w porzadku, wiadomo.

Nie wiem czy radykalna, a czy cięta? Może dlatego że sama mam różne doświadczenia i dużo różnych przypadków widziałam. Po prostu niektóre sytuacje wyprowadzają mnie mniej lub bardziej z równowagi... a tu obraz dziewczyny/żony która się stara, wszystko ogarnia wkłada więcej pieniędzy w ich życie... a na koniec facet mówi z pogardą (jednak nie tylko ja to wyczułam), że odchodząc zostanie z niczym bo on sobie odłożył a ona nie...
Przy czym sam też zdradzał... a teraz pewnie będzie stosował na niej szantaż psychiczny, bo jw opisał... Bo tak ma u nich być i koniec! Pewnie gdyby padło pytanie dlaczego jego kobieta musiała przychodząc po pracy i po treningach gotować im obiad, kiedy on siedział cały dzień w domu? A i jeszcze robić zakupy i sprzątać? Pewnie też by powiedział, że taka u nas tradycja rodzinna ... śmiechu warte! Żal mi mimo wszystko tej dziewczyny, nie jego...

A nie przyszło Ci do głowy ze ona to robiła bo chciała?
Żal Ci tej dziewczyny? mi też skoro było jej tak źle w tym związku powinna odejść i to dawno temu a nie męczyć się.
Zamiast odejść wdała się w romans, lipa.
A jeśli już sobie pojeździłaś po facecie to może napiszesz co mu/im w tym momencie radzisz.

71 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-10 14:37:27)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Autorze, wypowiedz sie prosze w kwestii pieniedzy: czemu masz ich wiecej? placiles rachunki, ona nie, a i tak ty kase masz. Jak to bylo? jak to jest?
(juz przeczytalam twoja odpowiedz, dzieki)


Roxan, z tym gotowaniem to bywa roznie.

U nas gotuje ja, bo umiem to i sprawniej i lepiej i po prostu LUBIE gotowac.
Chociaz maz czesto pracuje w domu (taka ma prace, home office), to ja gotuje wieczorami, by mial co zjesc w poludnie.
Ja wole gotowac, bo moj maz tego  nie lubi, chrzani sie z tym godzinami itp. Dla mnie to nie jest wyrzeczenie.
Takie gotowanie to najmniejszy problem w tym malzenstwie. Oni maja inne katastrofy, niz obieranie ziemniaczkow dla 2 osob.

Nieznany jest mi paragraf malzenski, ze gdy facet nie pomaga w domu, to mozna sobie poszukac kochanka.

PS>pokrecona Owieczka:
czepiam sie slowek, ale jak to nie ma czego odbudowywac?
Bylo kiedyc tam dobrze; byl zwiazek milosny i 'gospodarczo-ekonomiczny'. Odbudawac znaczy cos naprawic.
Na nowo buduje sie cos, czego jeszcze nie bylo.

72

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Obydwoje daliście ciała, więc czas na konsekwencje. Albo zamykacie wszystko co było, koniec ze zdradami, kłamstwami, cyberznajomościami i kolegami z pracy  i budujecie od nowa, ale koniec.

No i jeszcze nie zapominaj, że jak ja zawaliłem, do temat szybko zamykałem. Nie utrzymuję już kontaktu z osobami, które były w tych moich zdradach.
Pamiętam, jak parę miesięcy temu wyszła ta ostatnia sprawa z koleżanką. Moja narzeczona stwierdziła, że jej nie zależy i mogę sobie dalej z nią utrzymywać kontakt, ale dla mnie NIE BYŁO takiej opcji.
Sam przyznałem się do błędu, z kobietą zerwałem znajomość. Sam od siebie, bo współodczuwałem i myślałem, co musi czuć moja narzeczona, nawet jeśli mówi co innego.

Zastanawiam się, ile miała ona w sobie współczucia i szacunku, gdy raz po raz oszukiwała mnie w sprawie swojego kochanka.

Pokręcona Owieczka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

A Ty pamiętasz jeszcze dobre rzeczy?

Pamiętam. Poza tym trudności to naturalny element związków i one mnie nie zniechęcają. Ja wolę odbudowywać, niż budować na nowo.

Ale zrozum. Tu nie ma czego odbudowywać. Tu trzeba budować od nowa.
Skoro ona nie chce terapii ani niczego, to po co walczyć?

Nie czytasz ze zrozumieniem. Ona się na tę terapię ZGODZIŁA... pisałem już ze dwa albo trzy razy.

73 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-10 14:36:49)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Po prostu ty jesteś bezczelna, bo wymyślasz sobie wizję naszego życia pod twój własny pogląd.

Nie mój drogi, ja Tylko cytuję Twoje słowa, a że zmieniasz nagle zdanie pod wpływem krytyki czy zwyczajnie opinii nie zgodnych z tym co Ty sądzisz, albo chcesz tu "sprzedać"... to już twój problem. Przecież ja sobie tego nie wymyśliłam tylko podałam cytaty, sam powiedziałeś że ona po odejściu zostanie bez grosza, pracy, kochanka, rodziny i nie wiem czego jeszcze.... dopiero jak Ci to wytknęłam, to nagle się hojny zrobiłeś. Już chcesz jej dać odejść bez "scen" itd. kiedy jeszcze kilka postów temu było to dla Ciebie nie do pomyślenia... bo co ludzie powiedzą?
Gubisz się chłopie w zeznaniach.
Albo jesteś perfidnym cynikiem albo trollem. Sorry...

74

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Roxan....ajajajajajaj...

Nie spogladaj ta temat z perspektywy kobiety, tylko z lotu ptaka.

75

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Po prostu ty jesteś bezczelna, bo wymyślasz sobie wizję naszego życia pod twój własny pogląd.

Nie mój drogi, ja Tylko cytuję Twoje słowa, a że zmieniasz nagle zdanie pod wpływem krytyki czy zwyczajnie opinii nie zgodnych z tym co Ty sądzisz, albo chcesz tu "sprzedać"... to już twój problem. Przecież ja sobie tego nie wymyśliłam tylko podałam cytaty, sam powiedziałeś że ona po odejściu zostanie bez grosza, pracy, kochanka, rodziny i nie wiem czego jeszcze.... dopiero jak Ci to wytknęłam, to nagle się hojny zrobiłeś. Już chcesz jej dać odejść bez "scen" itd. kiedy jeszcze kilka postów temu było to dla Ciebie nie do pomyślenia... bo co ludzie powiedzą?
Gubisz się chłopie w zeznaniach.
Albo jesteś perfidnym cynikiem albo trollem. Sorry...

Tak jej pisałem. Mam Ci przesłać screeny z Messengera?
Gubię się może dlatego, bo naskoczyłyście na mnie z kilku stron i już w jednym momencie muszę odpisywać kilku osobom z tłumaczeniami.
Co ludzie powiedzą, to tak myśli jej matka i to są słowa mojej żony, a nie moje.
Ja jej rodziców bardzo polubiłem, oni mnie też. Mamy od zawsze bardzo dobre relacje.
Problem jest taki, że ostatnio zaczęła ona wyciągać rzeczy z dzieciństwa, o których nie wiedziałem.

76

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

No pięknie się rozwija wątek pokazując tło sytuacji..TŁO- nie winę, więc przeczytaj uważnie autorze, zanim zaczniesz się bronić.
Ty kompletnie nie rozumiałeś swojej kobiety, a teraz chyba nie do końca rozumiesz dlaczego właściwie chcesz ją odzyskać.
Swoje grzeszki niby uznajesz, ale umniejszasz ich znaczenie. I nawet nie o cybersex tu chodzi, ale na przykładzie relacji z koleżanką pokazałeś, jak łatwo Ci przyszło umniejszyć swoją winę kosztem uznania, że to Ona przesadza- to pokazuje, jak dalece się rozmijacie w swojej wrażliwości.
Kolega z pracy nie musiał być pzystojniejszy, bogatszy-- po prostu ją rozumie lepiej- a ma romans bo jego  żona może wzruszająco wygląda z noworodkiem, ale patrząc po wyzwiskach względem kochanki- i sfomułowaniu "możesz go sobie wziąć, dziwko" zapewne jest ciężką w życiu kobietą.
Tak więc para zakochanych tchórzy kontra para właścicieli swoich małżonków.

77 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-10 14:47:25)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Roxan....ajajajajajaj...

Nie spogladaj ta temat z perspektywy kobiety, tylko z lotu ptaka.

Nie jestem typową kobietą. Mam typowo ścisły, analityczny umysł i lanie wody przy zmianie "faktów", motanie się... błyskawicznie wychwytuję.
Właśnie dlatego, że patrzę z lotu ptaka a nie tylko na kolejny/ostatni post, który zmienia się u Autora jak chorągiewka...

Edit: a w ogóle mam wrażenie, że nasz naukowiec zaczął się nudzić w wakacje, pisze albo i nie pisze, a może skończył już pisać ten grant do tego te cyber randki też mu się znudziły to sobie by nie stracić czucia w "piórze" opisał sobie dramat w kilku aktach na kobiecym forum z nośnym wątkiem "zdrady" wink
Ponadto podejrzewam, że wszystko ogarnia za niego mamusia, nie wymyślona żona smile Chyba żadna by z takim bucem uzależnionym od komputera i masturbacji nie wytrzymała hmm

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Obydwoje daliście ciała, więc czas na konsekwencje. Albo zamykacie wszystko co było, koniec ze zdradami, kłamstwami, cyberznajomościami i kolegami z pracy  i budujecie od nowa, ale koniec.

No i jeszcze nie zapominaj, że jak ja zawaliłem, do temat szybko zamykałem. Nie utrzymuję już kontaktu z osobami, które były w tych moich zdradach.
Pamiętam, jak parę miesięcy temu wyszła ta ostatnia sprawa z koleżanką. Moja narzeczona stwierdziła, że jej nie zależy i mogę sobie dalej z nią utrzymywać kontakt, ale dla mnie NIE BYŁO takiej opcji.
Sam przyznałem się do błędu, z kobietą zerwałem znajomość. Sam od siebie, bo współodczuwałem i myślałem, co musi czuć moja narzeczona, nawet jeśli mówi co innego.

Zastanawiam się, ile miała ona w sobie współczucia i szacunku, gdy raz po raz oszukiwała mnie w sprawie swojego kochanka.

Mówiła, że jej nie zależy, bo sama była/jest zakochana w kimś innym.

Pokręcona Owieczka napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Pamiętam. Poza tym trudności to naturalny element związków i one mnie nie zniechęcają. Ja wolę odbudowywać, niż budować na nowo.

Ale zrozum. Tu nie ma czego odbudowywać. Tu trzeba budować od nowa.
Skoro ona nie chce terapii ani niczego, to po co walczyć?

Nie czytasz ze zrozumieniem. Ona się na tę terapię ZGODZIŁA... pisałem już ze dwa albo trzy razy.

Nie pisałeś, albo faktycznie nie zauważyłam.  Przeczytałam, że to Ty proponujesz. Dlatego wywnioskowałam, że Ty chcesz, a ona nie.

Ja nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem, ale Ty masz problem ze zrozumieniem zachowań swojej żony.
Chcesz ratować coś, co od początku było źle rozpoczęte. Błędy od podstaw. Prawie (?) jak toksyczny związek.

Ok, jedziecie do tej Grecji i co? Myślałeś o tym? Jesteś w stanie zapomnieć o wszystkim, patrząc jej w oczy, w których nie widać miłości tylko strach i tęsknotę?
Nie szkoda Ci życia?

79 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-10 14:51:20)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Ok, jedziecie do tej Grecji i co? Myślałeś o tym? Jesteś w stanie zapomnieć o wszystkim, patrząc jej w oczy, w których nie widać miłości tylko strach i tęsknotę?
Nie szkoda Ci życia?

Jeszcze mi nie szkoda, bo mam nadzieję, że w tych oczach znów pojawi się miłość do mnie.
Po wyjeździe ma się zacząć terapia.
Nie widziałem, jak się zachować w trakcie wyjazdu i między innymi dlatego założyłem ten wątek.

Macie rację, ten związek od początku był skomplikowany. Może toksyczny. Jednak na ten moment to piłeczka jest po jej stronie.
Ja ją kocham i chcę przy niej zostać. Jeśli ona chce to zakończyć, to sama musi podjąć taką decyzję.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Ela210 napisał/a:

No pięknie się rozwija wątek pokazując tło sytuacji..TŁO- nie winę, więc przeczytaj uważnie autorze, zanim zaczniesz się bronić.
Ty kompletnie nie rozumiałeś swojej kobiety, a teraz chyba nie do końca rozumiesz dlaczego właściwie chcesz ją odzyskać.
Swoje grzeszki niby uznajesz, ale umniejszasz ich znaczenie. I nawet nie o cybersex tu chodzi, ale na przykładzie relacji z koleżanką pokazałeś, jak łatwo Ci przyszło umniejszyć swoją winę kosztem uznania, że to Ona przesadza- to pokazuje, jak dalece się rozmijacie w swojej wrażliwości.
Kolega z pracy nie musiał być pzystojniejszy, bogatszy-- po prostu ją rozumie lepiej- a ma romans bo jego  żona może wzruszająco wygląda z noworodkiem, ale patrząc po wyzwiskach względem kochanki- i sfomułowaniu "możesz go sobie wziąć, dziwko" zapewne jest ciężką w życiu kobietą.
Tak więc para zakochanych tchórzy kontra para właścicieli swoich małżonków.

Całkiem w sedno wink

Rozumiem złość, wściekłość, bo w takiej sytuacji o to nie trudno. Natomiast, sprytne umniejszanie swoich czynów i robienie z nich nic nie znaczących i godnych wybaczenia spraw, to już przesada.
Zaraz Autor znów zacznie krzyczeć, że mówił, przepraszał i to jej wina, że wybaczyła, bo przecież mogła odejść, ale rodzina nie pozwoliłaby na hańbę na wsi.
On ją uratował od wszelkiego zła, nakarmił, dał dach nad głową, auto a ona go wykorzystała.

Powtórzę, ten związek nie ma przyszłości. Jeśli nawet zdecydują się na bycie ze sobą, zaczną odbudowywać małżeństwo za pomocą dzieci, to za kilka lat wszystko wróci i wtedy będzie żal, że się nie rozstali kilka lat temu.

81 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-10 14:57:54)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Natomiast, sprytne umniejszanie swoich czynów i robienie z nich nic nie znaczących i godnych wybaczenia spraw, to już przesada.

To co miałem zrobić? Zataić to? Okłamywać ją? Zrobić sobie z tego tajemnicę? Miałem takiego spowiednika, który mi radził, żeby nic nie mówić, że szczerość czasem więcej niszczy, niż naprawia.
Chyba miał rację.

Pokręcona Owieczka napisał/a:


On ją uratował od wszelkiego zła, nakarmił, dał dach nad głową, auto a ona go wykorzystała.

Ja tak nigdy nie myślałem i dalej nie myślę, no ale ty jesteś dobra w dopowiadaniu sobie różnych rzeczy.

Pokręcona Owieczka napisał/a:


Powtórzę, ten związek nie ma przyszłości. Jeśli nawet zdecydują się na bycie ze sobą, zaczną odbudowywać małżeństwo za pomocą dzieci, to za kilka lat wszystko wróci i wtedy będzie żal, że się nie rozstali kilka lat temu.

Dobrze, powiem to dziś mojej żonie, a po powrocie z Grecji udam się po wniosek o unieważnienie małżeństwa. W końcu nie ma znaczenia to co ja obecnie czuje, nie liczą się moje uczucia, moja miłość i chęć budowania wspólnej przyszłości. Ważne, że parę lat temu zrobiłem coś głupiego i głupi się do tego przyznałem.

82 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-10 15:04:25)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Przypominam wam, ze Autor prosil tu o porady a nie o kopniaki.


Roxann, nie jestes teraz fair, wypominajac mu sprawe z masturbacja. To bardzo nieelegancki chwyt, jego zeznanie w taki sposob tu wykorzystac.....
Forum ma pomagac, nie kopac w dupe. Autor napisal o uzaleznieniu dobrowolnie. Trzeba to uszanowac.
Nie rozumiem takich "doradzcow".
Co chcesz osiagnac twoimi slowami o masturbacji? co wnioslas do tematu?

To czy zwiazek ma szanse, pokaze czas.

Warto sprobowac. Podstawa dla mnie jest jego milosc. Ona portafi uczynic cuda.

83

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Roxann napisał/a:

Ponadto podejrzewam, że wszystko ogarnia za niego mamusia, nie wymyślona żona smile Chyba żadna by z takim bucem uzależnionym od komputera i masturbacji nie wytrzymała hmm

Mojej matki zazwyczaj nie ma, bo jeździ za chlebem za granicę. Byłoby fajnie, ale niestety...
Gratuluję "domysłów". Kolejna trafna opinia.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

To co miałem zrobić? Zataić to? Okłamywać ją? Zrobić sobie z tego tajemnicę? Miałem takiego spowiednika, który mi radził, żeby nic nie mówić, że szczerość czasem więcej niszczy, niż naprawia.
Chyba miał rację.

Może trzeba było po prostu tego nie robić? A jeśli nie potrafiłeś z tego zrezygnować, trzeba było od niej odejść. Jak się kocha, to się nie zdradza, nie krzywdzi.

ACoMiTam91 napisał/a:

Ja tak nigdy nie myślałem i dalej nie myślę, no ale ty jesteś dobra w dopowiadaniu sobie różnych rzeczy.

Serio? Trzeba było nie pisać czego to ona od Ciebie nie dostała. Brzmi to jednoznacznie.

ACoMiTam91 napisał/a:

Dobrze, powiem to dziś mojej żonie, a po powrocie z Grecji udam się po wniosek o unieważnienie małżeństwa. W końcu nie ma znaczenia to co ja obecnie czuje, nie liczą się moje uczucia, moja miłość i chęć budowania wspólnej przyszłości. Ważne, że parę lat temu zrobiłem coś głupiego i głupi się do tego przyznałem.

A mów jej co chcesz. Jesteście dorośli.
Unieważnienie? Może i ona taki złożyć, skoro twierdzisz, że byłeś uzależniony, to masz na to papiery. Jej pomogą w sądzie.
Człowieku, ona Cię nie kocha i wątpię by pokochała. Masz szansę zacząć swoje życie od nowa. Pomyśl nad tym.

85

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Autorze nie przejmuj się zjadliwymi wypowiedziami, dostajesz baty za to że masz jądra i już.
Rób jak dyktuje Ci rozum i serce ale miej przy tym otwarte oczy, czyli nie bądź ślepy na to co zrobiłeś, co ona zrobiła i dokąd zmierzacie.

86

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
maku2 napisał/a:

Autorze nie przejmuj się zjadliwymi wypowiedziami, dostajesz baty za to że masz jądra i już.
Rób jak dyktuje Ci rozum i serce ale miej przy tym otwarte oczy, czyli nie bądź ślepy na to co zrobiłeś, co ona zrobiła i dokąd zmierzacie.

Dzięki. To rozsądna opinia. Okazuje się, że jak facet krzywdzi, to źle, a jak kobieta zrobi coś jeszcze gorszego, to pojawiają się wymówki. Smutne to.

Zawaliłem. Uważam, że bez terapii nam się nie uda. Jestem na to gotowy. Ona twierdzi, że też pójdzie. Może warto spróbować? Najwyżej nauczymy się czegoś o sobie i wejdziemy zdrowsi w nowe związki.

87

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

Patrzy wyżej. Ja wybaczyłem, ale moja żona w to nie jest w stanie uwierzyć, bo patrzy na mnie przez pryzmat tego, co było między nami złe. Ma w głowie obraz mnie jako kogoś, kto nie jest w stanie się zmienić na lepsze, bo kiedyś popełnił kilka błędów.


Mi się wydaję, że ona NIE CHCE uwierzyć w to, że jej wybaczyłeś. Nie kocha Cię, jest z powodów, o których napisałam wyżej i chce w podświadomości, żebyś Ty podjął za nią decyzję o rozstaniu i zakończył ten związek.

To chyba też nie do końca, bo zdała już sobie sprawę, że jeśli ją zostawię, to zostanie z niczym. Bez kochanka (bo on też ma sprawę na włosku i za kolejny błąd jego żona weźmie rozwód), bez męża, bez rodziny (która się od niej zapewne odwróci), bez pracy (tę akurat dość szybko znajdzie), bez pieniędzy (jak pisałem, ja mam dziesiątki tysięcy, ona nawet nie ma tysiąca...).

Bez męża? A po co jej mąż, którego nie kocha, nie spełnia się w łóżku, a ten musi zadowalać się cyberseksem, o czym ona wie?
Bez rodziny? Rodzina zawsze za nią stanie. Rodzice, rodzeństwo darzą się miłością bezwarunkową.
Bez pracy i pieniędzy? Jak znajdzie pracę to i będzie miała pieniądze.

I moje ulubione zdanie "ja mam dziesiątki tysięcy, ona nawet nie ma tysiąca..". U mnie w małżeństwie mamy WSPÓLNE pieniądze, Wasze małżeństwo to fikcja i jakieś totalne nieporozumienie. A im więcej czytam Twoich wypowiedz, tym bardziej mi szkoda Twojej żony.

88

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Człowieku, ona Cię nie kocha i wątpię by pokochała. Masz szansę zacząć swoje życie od nowa. Pomyśl nad tym.

No i w końcu jakiś konkret.

89

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Przypominam wam, ze Autor prosil tu o porady a nie o kopniaki.


Roxann, nie jestes teraz fair, wypominajac mu sprawe z masturbacja. To bardzo nieelegancki chwyt, jego zeznanie w taki sposob tu wykorzystac.....
Forum ma pomagac, nie kopac w dupe. Autor napisal o uzaleznieniu dobrowolnie. Trzeba to uszanowac.
Nie rozumiem takich "doradzcow".
Co chcesz osiagnac twoimi slowami o masturbacji? co wnioslas do tematu?

To czy zwiazek ma szanse, pokaze czas.

Warto sprobowac. Podstawa dla mnie jest jego milosc. Ona portafi uczynic cuda.

Nic mu nie wypominam tylko zwracam uwagę na jego nieścisłości i tło ich małżeństwa które chcąc czy nie przedstawił jakie przedstawił. ..
Mnie osobiście zbulwesowało to. Każdy ma prawo do innych opinie odczuć.  Po prostu nie wyobrażam sobie tego by facet siedział dniami przed komputerem zabawial wirtualnie wprawdzie ale nawet z osobą ktorą znał  potem umniejszal te zdrady...  bo się jednak przyznał. ..podczas gdy kobieta wszystko wokół niego ogarniala latami... miała najwyraźniej dość skoro zdradziła a on teraz pisze...co pisze...
Po co są takie posty? By nie tylko klepac po plecach ale i pokazać że istnieje świat coś poza własnym czubkiem nosa i ekranem komputera

90 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-10 15:21:04)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:

Bez męża? A po co jej mąż, którego nie kocha, nie spełnia się w łóżku, a ten musi zadowalać się cyberseksem, o czym ona wie?

Też nie wiem, po co. To ona 3 miesiące temu leżała na podłodze i zapłakana błagała mnie, żebym się z nią ożenił. To dobre pytanie, ale nie znam odpowiedzi.

Lady Siggy napisał/a:

Bez rodziny? Rodzina zawsze za nią stanie. Rodzice, rodzeństwo darzą się miłością bezwarunkową.

Oby, tego jej życzę. Ja tylko powtarzam to, co ona sama o swojej rodzinie ostatnio mówi. Czytałem jednak, że zdradzający często sami odcinają się od rodziny i zaczynają ją krytykować. Może jakiś mechanizm obronny przed krytyką, która zawsze się pojawia? Poza tym masz dość idealistyczny obraz rodziny. Znam wiele, które do takowego nie pasują.

Lady Siggy napisał/a:

Bez pracy i pieniędzy? Jak znajdzie pracę to i będzie miała pieniądze.

Widzisz, to samo jej powtarzam po tym zwolnieniu z obecnej. Może jednak jej obawy wynikają nie tyle z niepewności o byt o nową pracę, ale są efektem tego, że nie będzie już spotykać się w pracy z kochankiem.

Lady Siggy napisał/a:

I moje ulubione zdanie "ja mam dziesiątki tysięcy, ona nawet nie ma tysiąca..". U mnie w małżeństwie mamy WSPÓLNE pieniądze, Wasze małżeństwo to fikcja i jakieś totalne nieporozumienie. A im więcej czytam Twoich wypowiedz, tym bardziej mi szkoda Twojej żony.

Nie wiesz, że jest coś takiego jak majątek osobisty? Ja od zawsze jej mówiłem, że moje pieniądze są też jej i tylko prosiłem, żeby wskazała, na co chce je wydać (to jeszcze przed ślubem). Niestety niespecjalnie z tego korzystała.

Roxann napisał/a:

Nic mu nie wypominam tylko zwracam uwagę na jego nieścisłości i tło ich małżeństwa które chcąc czy nie przedstawił jakie przedstawił. ..

Weź jednak poprawkę na to, że ta nasza tekstowa komunikacja jest mocno uproszczona. Nie da się wszystkiego przekazać, łatwo o pomyłki czy nieporozumienia.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Autorze nie przejmuj się zjadliwymi wypowiedziami, dostajesz baty za to że masz jądra i już.
Rób jak dyktuje Ci rozum i serce ale miej przy tym otwarte oczy, czyli nie bądź ślepy na to co zrobiłeś, co ona zrobiła i dokąd zmierzacie.

Dzięki. To rozsądna opinia. Okazuje się, że jak facet krzywdzi, to źle, a jak kobieta zrobi coś jeszcze gorszego, to pojawiają się wymówki. Smutne to.

Zawaliłem. Uważam, że bez terapii nam się nie uda. Jestem na to gotowy. Ona twierdzi, że też pójdzie. Może warto spróbować? Najwyżej nauczymy się czegoś o sobie i wejdziemy zdrowsi w nowe związki.

Widzę, że przybyła odsiecz wink

Autorze, uważasz że żona zrobiła coś gorszego od Ciebie, bo kłamała jak rozumiem. Oczywiście, ale na szczęście, kłamstwo ma krótkie nogi.
Oboje zrobiliście sobie nawzajem krzywdę, popełniliście błędy, których mimo wszystko, nie da się naprawić, ani o nich zapomnieć.

Wiadomo, że jest żal tych lat, dobrych chwil, ale w którymś momencie zaczęło się to sypać. Ty zamknąłeś się w swoim świecie, ona później znalazła swoje  ujście.
Terapia otworzy Wam oczy na Wasz związek, musicie się liczyć z bólem, z wylewaniem pomyj i rozdrapywaniem ran.

92 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-10 15:25:21)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Kobitki, duzo w was jadu i zlosci.

Wiadomo, ze Autor tez narozrabial. I nie jest to tak, ze on tego nie widzi, jak twierdzicie. Ja czytam chyba jakies  inne Forum.
Ciagle dopowiadacie jakies tresci, ktorych on tu nie wyprodukowal. Trzymajcie sie tekstu, nadinterpretacja to jak krzywe lustro, nie oddaje tego, co sie w nim odbija.

Nie wierzycie w jego slowa?
To juz wasza sprawa. Nie widze powodu, dla ktorego ktos na anonimowym Forum tu musialby pisac nieprawde. Facet rozebral sie tu do gaci i pisze o sobie najintymniejsze rzeczy; uszanujcie to. Nie przypominajcie ciagle o cyberseksie, bo robi sie to niekonkretne.

Facet jest gotowy na terapie.
Facet jest gotowy dac jej kase i auto, rozstac sie aksamitnie.
Facet jest gtowy na urlop sam-na-sam ze zdrajczynia.
Facert jest gotowy na naprawe zwiazku.
Facet jest gotowy na przebaczenie.
I wreszcie: ciagle kocha.

Moim zdaniem zrobil wszystko.
Co zrobila ona?

CO?????
Aha, gotuje i sprzata.
A to przepraszam.

93

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Terapia otworzy Wam oczy na Wasz związek, musicie się liczyć z bólem, z wylewaniem pomyj i rozdrapywaniem ran.

"Marzę" o tym i jestem na to gotowy. Niech jej ktoś otworzy wreszcie serce, umysł i głowę, bo moje próby były często nieskuteczne. Tylko niekoniecznie jej kochanek.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Co zrobila ona?

Nic, bo ona go nie kocha, ale nie ma siły by odejść.

95

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Mi się wydaję, że ona NIE CHCE uwierzyć w to, że jej wybaczyłeś. Nie kocha Cię, jest z powodów, o których napisałam wyżej i chce w podświadomości, żebyś Ty podjął za nią decyzję o rozstaniu i zakończył ten związek.

To chyba też nie do końca, bo zdała już sobie sprawę, że jeśli ją zostawię, to zostanie z niczym. Bez kochanka (bo on też ma sprawę na włosku i za kolejny błąd jego żona weźmie rozwód), bez męża, bez rodziny (która się od niej zapewne odwróci), bez pracy (tę akurat dość szybko znajdzie), bez pieniędzy (jak pisałem, ja mam dziesiątki tysięcy, ona nawet nie ma tysiąca...).

Bez męża? A po co jej mąż, którego nie kocha, nie spełnia się w łóżku, a ten musi zadowalać się cyberseksem, o czym ona wie?
Bez rodziny? Rodzina zawsze za nią stanie. Rodzice, rodzeństwo darzą się miłością bezwarunkową.
Bez pracy i pieniędzy? Jak znajdzie pracę to i będzie miała pieniądze.

I moje ulubione zdanie "ja mam dziesiątki tysięcy, ona nawet nie ma tysiąca..". U mnie w małżeństwie mamy WSPÓLNE pieniądze, Wasze małżeństwo to fikcja i jakieś totalne nieporozumienie. A im więcej czytam Twoich wypowiedz, tym bardziej mi szkoda Twojej żony.

Otóż to. Jak widać nie tylko ja to zauważ(ył)am. ..

96

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Przypominam wam, ze Autor prosil tu o porady a nie o kopniaki.


Roxann, nie jestes teraz fair, wypominajac mu sprawe z masturbacja. To bardzo nieelegancki chwyt, jego zeznanie w taki sposob tu wykorzystac.....
Forum ma pomagac, nie kopac w dupe. Autor napisal o uzaleznieniu dobrowolnie. Trzeba to uszanowac.
Nie rozumiem takich "doradzcow".
Co chcesz osiagnac twoimi slowami o masturbacji? co wnioslas do tematu?

To czy zwiazek ma szanse, pokaze czas.

Warto sprobowac. Podstawa dla mnie jest jego milosc. Ona portafi uczynic cuda.


Forum ma za zadanie otworzyć oczy i pokazać, że nic nie jest ani białe, ani czarne, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I czasami kopniak w tyłek pomoże bardziej i zmotywuje, niż takie porady jak "Warto sprobowac. Podstawa dla mnie jest jego milosc. Ona portafi uczynic cuda."

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Terapia otworzy Wam oczy na Wasz związek, musicie się liczyć z bólem, z wylewaniem pomyj i rozdrapywaniem ran.

"Marzę" o tym i jestem na to gotowy. Niech jej ktoś otworzy wreszcie serce, umysł i głowę, bo moje próby były często nieskuteczne. Tylko niekoniecznie jej kochanek.

Postaw jej ultimatum. Koniec z facetem. Zero kontaktu. Ta Grecja może w tym pomóc, bo zasięg ograniczony.
To będzie naprawdę ciężka walka, wg mnie nie do wygrania, ale podobno cuda się zdarzają wink
powodzenia

98 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-10 15:30:30)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Lady Siggi: masz racje.
Poczytaj rady, ktore ja mu daje: KONKRETY.
Ale WSZYSTKIE  porady i uwagi  mozna dawac z klasa.
Autor zachowuje sie tu z fasonem.
Nalezy jak widac i czytac do ludzi inteligentnych. Podejrzewam, ze takich odpowiedzi tu tez oczekuje.
Ciagle przypominanie o cyberseksie i uzaleznieniu od masturbacji jest niesmaczne i nie na miejscu.

To jest wasza metoda na otwieranie oczu?

99

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Gosia1962 napisał/a:

Co zrobila ona?

Nic, bo ona go nie kocha, ale nie ma siły by odejść.

No to niech mi powie, że mnie nie kocha, a nie "nie wiem", "wydaje mi się, że cię kocham", "czuję straszny żal, jak sobie pomyślę, że miałoby cię nie być w moim życiu", "czuję pustkę", "nikogo nie kocham", "nie wiem, czy kocham własnych rodziców".
Wydaje mi się, że co godzinę mogłaby mi dać inną odpowiedź.

Niech powie, że nie kocha i już nie pokocha, to ja oddam jej to auto, dam 20000 zł, powiem rodzicom coś takiego, co nie obciąży jej całkowicie (tak, przyznam, że ja też byłem sukinsynem), unieważnię ten ślub (nie będziemy napiętnowani hasłem rozwodnik/rozwódka) i dam jeszcze buziaka na pożegnanie.

Nie ma gorszego cierpienia, kiedy kochasz, a ta druga strona trzyma w takiej niepewności.

Od 2 dni jesteśmy w innych miastach. Ona wróciła i zapytała mnie, czy może spać w mojej podkoszulce, bo ma mój zapach... co to jest? Granie mi na nosie?

100

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Lady Siggi: masz racje.
Poczytaj rady, ktore ja mu daje: KONKRETY.
Ale WSZYSTKIE  porady i uwagi  mozna dawac z klasa.
Autor zachowuje sie tu z fasonem.
Nalezy jak widac i czytac do ludzi inteligentnych. Podejrzewam, ze takich odpowiedzi tu tez oczekuje.
Ciagle przypominanie o cyberseksie i uzaleznieniu od masturbacji jest niesmaczne i nie na miejscu.

To jest wasza metoda na otwieranie oczu?

Ale jest to dość istotny fragment jego życia, który też pewnie wpłynął na jego relację z żoną, a to, że uważasz cyberseks i masturbację za jakieś wulgarne i niesmaczne słowa to Twój problem. Autor nie wstydził się tego robić, więc ma go teraz zawstydzić, że na forum padają takie słowa? Używanie ich nie umniejsza nikomu, ani inteligencji, ani klasy.

A, co do fasonu Autora to bym zachowała dystans, bo nie wszystkie wypowiedzi o nim świadczą.

W każdym razie Autorze, gdyby Ci nie wyszło jednak z żoną, to masz tutaj osobę bardzo zafascynowaną Twoją big_smile

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

... co to jest? Granie mi na nosie?

To są Wasze wspólnie przeżyte lata. To jest uzależnienie od drugiego człowieka, z którym spędziło się szmat czasu. A Ty? Wyobrażasz sobie życie bez niej? Pewnie tak, bo wiele z nas zaczynało wszystko od nowa.
Ja też byłam w takim związku, który zaczął się w liceum, po 6 latach ślub i prawie 10 lat małżeństwa. Moje odejście było moim wybawieniem, ale kiedy chodziłam po supermarkecie i kupowałam wszystkie rzeczy od nowa, to się popłakałam. Bo nagle, musiałam zaczynać od nowa. Powiedzenie komuś, po tylu latach "nie kocham" nie przychodzi łatwo. Bo to nie chodzi tylko o miłość, ale i przyjaźń i przywiązanie.

102

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Gosia1962 napisał/a:

Co zrobila ona?

Nic, bo ona go nie kocha, ale nie ma siły by odejść.

No to niech mi powie, że mnie nie kocha, a nie "nie wiem", "wydaje mi się, że cię kocham", "czuję straszny żal, jak sobie pomyślę, że miałoby cię nie być w moim życiu", "czuję pustkę", "nikogo nie kocham", "nie wiem, czy kocham własnych rodziców".
Wydaje mi się, że co godzinę mogłaby mi dać inną odpowiedź.

Niech powie, że nie kocha i już nie pokocha, to ja oddam jej to auto, dam 20000 zł, powiem rodzicom coś takiego, co nie obciąży jej całkowicie (tak, przyznam, że ja też byłem sukinsynem), unieważnię ten ślub (nie będziemy napiętnowani hasłem rozwodnik/rozwódka) i dam jeszcze buziaka na pożegnanie.

Nie ma gorszego cierpienia, kiedy kochasz, a ta druga strona trzyma w takiej niepewności.

Od 2 dni jesteśmy w innych miastach. Ona wróciła i zapytała mnie, czy może spać w mojej podkoszulce, bo ma mój zapach... co to jest? Granie mi na nosie?


Nie jest łatwo zakończyć od tak 10 lat związku. Ty również nie wiesz co chcesz, więc nie wymagaj tego od niej.

103 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-10 15:41:55)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Drogi Autorze.

Ja zycze ci duzo madrosci i cierpliwosci w tym calym balaganie malzenskim.
Ty zrobiles chyba juz wszystko, by naprawic swoje wybryki.
Teraz kolej na nia.
Dlatego napisalam w jednych z pierwszych postow, ze ONA ma teraz gadac, co chce, jak chce. Ty daj sie jej na tym urlopie wygadac.
Ale daj jej ultimatum: Zero kontaktow z kochasiem.
Oczywiscie bedziesz musial trzymac reke na pulsie.Bez tego sie nie obejdzie.
To nielatwe,i nieprzyjemne. Ale innej opcji, jak kontrola nie umiem wymyslic..... To nieprzyjemne, ale co innego proponujesz?

Tak na marginesie to ja mysle, ze fagas nigdy nie mial zamiaru z nia byc. To byl dla niego seksualnie i emocjonalnie ciezki czas-ciaza, polog, znalazl zobie zsatepstwo.
Zonka zajeta soba nieczesto prawila komplementy, o seksie zapomnij.

Jakby tak strasznie kochal, (a zony nie), to juz by dawno budowal nowe gniazdko.
Nie o to mu chodzilo.

I nie wierz w to, ze pojechali do hotelu grac w Chinczyka. Bajdurza oboje, nie lykaj tych bzdetow.

Lady Siggi...robisz sie coraz bardziej niesmaczna.

104

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:

W każdym razie Autorze, gdyby Ci nie wyszło jednak z żoną, to masz tutaj osobę bardzo zafascynowaną Twoją big_smile

Niestety w realu też tak było i moja żona to dostrzegała. Ja czasem - głupi i próżny - cieszyłem się tym zainteresowaniem ze strony innych kobiet, chociaż go nie wykorzystywałem (poza opisanymi w pierwszym poście przypadkami).
Z drugiej strony moja żona raczej nie cieszyła się wielkim zainteresowaniem ze strony innych facetów... aż pojawił się ten konkretny.
Boże, teraz do mnie dotarło, jak idiotycznie się zachowywałem. sad

105

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Lady Siggi: masz racje.
Poczytaj rady, ktore ja mu daje: KONKRETY.
Ale WSZYSTKIE  porady i uwagi  mozna dawac z klasa.
Autor zachowuje sie tu z fasonem.
Nalezy jak widac i czytac do ludzi inteligentnych. Podejrzewam, ze takich odpowiedzi tu tez oczekuje.
Ciagle przypominanie o cyberseksie i uzaleznieniu od masturbacji jest niesmaczne i nie na miejscu.

To jest wasza metoda na otwieranie oczu?

Ale co jest dla ciebie niesmaczne? Mówienie o cyberseksie?  Rozumiem ze mówienie o zdradzie fizycznej Cię nie zniesmacza? Więc nie rozumiem skąd ta obrona Autora czy umniejszanie jego zdrad. Popatrz jak to Ciebie bulwersuje samo wspomnienie o tym... myślisz ze po innej kobiecie to spływa kiedy o tym się dowiaduje? To znaczy ze trzeba natychmiast to zamieść pod dywan bo o tym się nie rozmawia???

106

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Autorze czytam i nie wieże w to co czytam, uważasz że to co ty robiłeś przed ślubem to było OK. Nie to była zdrada jak by na to nie patrzeć. Mówienie jej o tym to nie było w porządku to było zagłuszenie wyrzutów sumienia. Twoja żona też cię zdradził., ale tak jak mówi Gosia to jest zależne od was czy to przepracujecie czy nie.
Ona tera wierzy biednemu misiowi, który z powodu małego dziecka nie może odejść od żony. Ona jeszcze tego nie zauważa. Poczytaj na tym forum i nie tylko na tym oni nie odchodzą bo mają za dużo do stracenia. Twoja żona jest teraz w depresji, wyjazd razem nic nie da w waszych relacjach. Ona musi się poskładać . Terapia małżeńska też nic nie da. Ona potrzebuje terapii dla siebie która pomoże jej spojrzeć na siebie i stwierdzić czego ona chce oraz może pomoże jej trzeźwo ocenić tamtego gościa z boku, inaczej pójdziecie na terapie ktoś na was zarobi a i tak nie ruszycie o krok do przodu. Ty się miotasz i nie wiesz co zrobić, ale ją kochasz i chcesz z nią być. Nie możesz powiedzieć, że ona cię kocha czy nie kocha. Zadawanie tych pytań na tym etapie jej zauroczenia jest bezsensowne (ona jest teraz w amoku zauroczenia-zakochania nic do niej nie dociera), jeżeli nie jest wystarczająco silną kobietą to depresja ją dopadnie i to wielka. Jeśli musisz jechać na wyjazd to jedź. Daj jej pobyć samej. Teraz twoja obecność dla niej nie ma znaczenia. Jeśli nie znajdzie siły aby sie otrząsnąć z tego stanu i zerwać całkowicie wszelki kontakt z tam tym gościem to jakakolwiek praca z twoje strony jest bezsensowna. Pozostaje ci tylko czekać a zapewniam cię że może to trwać nawet rok. Powinieneś być konsekwentny w tym, że o waszej przyszłości nie będziesz myślał dopóki ona nie zakończy tamtej relacji. Jesteś 3 miesiące po ślubie życie dopiero przed tobą. Macie długi staż związku kryzysy w każdym się zdarzają. Jej stan można porównać do stanu alkoholika na odwyku, każda kontakt najmniejszy to odwyk zaczynamy od początku. Wspólny wyjazd ma sens tylko w przypadku jeśli jesteś wstanie jej tam dać dużo czasu dla niej tylko dla niej aby nie myślała o gościu (myślenie tylko pogorszą jej stan psychiczny) ale też nie oczekuj super relacji i nie spodziewaj się że będzie to prawdziwa podróż poślub. Raczej wyjazd znajomych. Pisałeś, że dużo pracowałeś, kupowanie prezentów nie zastąpi poświęcanego czasu, ale naprawdę poświęconego czasu. Decyzja należy do Ciebie. smile

107

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:

Nie jest łatwo zakończyć od tak 10 lat związku. Ty również nie wiesz co chcesz, więc nie wymagaj tego od niej.

Z pierwszego postu (pogrubioną czcionką):
"Kocham ją, chcę z nią mieć rodzinę i dzieci. Chcę naprawiać błędy z przeszłości i stawać się lepszym człowiekiem. Nie mam jednak zamiaru trzymać jej przy sobie na siłę. To nie ma sensu, tym bardziej, że nie mamy jeszcze dzieci czy kredytów."

Daruj sobie (szkoda Twojego i mojego czasu).

108

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

No to niech mi powie, że mnie nie kocha, a nie "nie wiem", "wydaje mi się, że cię kocham", "czuję straszny żal, jak sobie pomyślę, że miałoby cię nie być w moim życiu", "czuję pustkę", "nikogo nie kocham", "nie wiem, czy kocham własnych rodziców". (...)

Nie dopuszczasz do siebie myśli, że te zdania są prawdziwe, że jest na takim emocjonalnym kołowrotku, że już niczego, jeśli chodzi o uczucia, nie jest pewna a nie chce obiecywać gruszek na wierzbie? (Nie. Nie bronię jej, ale też nie atakuję Ciebie.)


Podjąłeś decyzje i o waszym wyjeździe, i o terapii. Przestań więc rozpamiętywać dotychczasowe wydarzenia, nie pozwól swej wyobraźni hasać, bo to naprawdę niczemu dobremu nie służy.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Z drugiej strony moja żona raczej nie cieszyła się wielkim zainteresowaniem ze strony innych facetów... aż pojawił się ten konkretny.
Boże, teraz do mnie dotarło, jak idiotycznie się zachowywałem. sad

Brakowało Wam zainteresowania, usiedliście na laurach, nie dbaliście o związek, o Was. Dlatego wyszło jak wyszło.
Ty zaspakajałeś swoje potrzeby na swój sposób, ona znalazła adoratora i poszło....

110

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Bo to nie chodzi tylko o miłość, ale i przyjaźń i przywiązanie.

Jak czytam Wasze opinie o moim związku, to wychodzi mi, że tej przyjaźni nigdy nie było, a i przywiązania nie było na czym budować.
To ja już jej zupełnie nie rozumiem...

111

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Gosia1962 napisał/a:

Co zrobila ona?

Nic, bo ona go nie kocha, ale nie ma siły by odejść.

No to niech mi powie, że mnie nie kocha, a nie "nie wiem", "wydaje mi się, że cię kocham", "czuję straszny żal, jak sobie pomyślę, że miałoby cię nie być w moim życiu", "czuję pustkę", "nikogo nie kocham", "nie wiem, czy kocham własnych rodziców".
Wydaje mi się, że co godzinę mogłaby mi dać inną odpowiedź.

Niech powie, że nie kocha i już nie pokocha, to ja oddam jej to auto, dam 20000 zł, powiem rodzicom coś takiego, co nie obciąży jej całkowicie (tak, przyznam, że ja też byłem sukinsynem), unieważnię ten ślub (nie będziemy napiętnowani hasłem rozwodnik/rozwódka) i dam jeszcze buziaka na pożegnanie.

Nie ma gorszego cierpienia, kiedy kochasz, a ta druga strona trzyma w takiej niepewności.

Od 2 dni jesteśmy w innych miastach. Ona wróciła i zapytała mnie, czy może spać w mojej podkoszulce, bo ma mój zapach... co to jest? Granie mi na nosie?

To może podaj do niej kontakt albo najlepiej podeslij jej to forum

112

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

siggi, czy jak tam ci...
Piszesz, ze on nie wie, co chce?

Kocha.
Wie co chce.

Ja jestem po prostu obiektywna.

PS nie szukam na Forach ani kolegow, ani wrogow.
Mam meza, szczesliwy uklad, twoj strzal w stosunku do mojej osoby jest bardzo hybiony.
Trzymaj sie konkretow.

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Bo to nie chodzi tylko o miłość, ale i przyjaźń i przywiązanie.

Jak czytam Wasze opinie o moim związku, to wychodzi mi, że tej przyjaźni nigdy nie było, a i przywiązania nie było na czym budować.
To ja już jej zupełnie nie rozumiem...

Napisałam ogólnie. Że po tylu latach związku, jest nie tylko miłość, ale i przywiązanie.
Nie wiemy jak wyglądał Wasz związek, bo napisałeś tylko te złe rzeczy, które zaczęły się u Was pojawiać.

Myślę, że terapeuta przypomni Wam dlaczego zaczęliście być ze sobą, kiedy zaczęło się psuć i co zrobić, by przetrwać to i być ze sobą.

114

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Wielokropek napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:

No to niech mi powie, że mnie nie kocha, a nie "nie wiem", "wydaje mi się, że cię kocham", "czuję straszny żal, jak sobie pomyślę, że miałoby cię nie być w moim życiu", "czuję pustkę", "nikogo nie kocham", "nie wiem, czy kocham własnych rodziców". (...)

Nie dopuszczasz do siebie myśli, że te zdania są prawdziwe, że jest na takim emocjonalnym kołowrotku, że już niczego, jeśli chodzi o uczucia, nie jest pewna a nie chce obiecywać gruszek na wierzbie? (Nie. Nie bronię jej, ale też nie atakuję Ciebie.)

Ona też twierdzi, że nie chce składać obietnic bez pokrycia i ja jej wierzę. Tylko mimo tego ciężko ten stan znieść. Rozumiesz? Już odpuściłem pytanie o to, czy mnie kocha czy co czuje. Musi kiedyś sama z siebie mi to powiedzieć. Dopiero wtedy co coś będzie znaczyć.

115

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

siggi, czy jak tam ci...
Piszesz, ze on nie wie, co chce?

Kocha.
Wie co chce.

Ja jestem po prostu obiektywna.

PS nie szukam na Forach ani kolegow, ani wrogow.
Mam meza, szczesliwy uklad, twoj strzal w stosunku do mojej osoby jest bardzo hybiony.
Trzymaj sie konkretow.


Mój nick wyświetla Ci się z boku, po lewej stronie.

Obiektywna? Obiektywna w stosunku do Autora, bo z żoną pojechałaś ostro, również naditnerpretując fakty.

116

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Ona też twierdzi, że nie chce składać obietnic bez pokrycia i ja jej wierzę. Tylko mimo tego ciężko ten stan znieść. Rozumiesz? Już odpuściłem pytanie o to, czy mnie kocha czy co czuje. Musi kiedyś sama z siebie mi to powiedzieć. Dopiero wtedy co coś będzie znaczyć.

Rozumiem. smile

117

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:

Obiektywna? Obiektywna w stosunku do Autora, bo z żoną pojechałaś ostro, również naditnerpretując fakty.

Mimo wszystko to Ty twierdzisz, że ja nie wiem, co chcę, chociaż w pierwszym poście wyraźnie to wskazałem...

118 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-10 15:57:53)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Masz racje Siggy- nadinterpretacja z mojej strony polegala na tym, ze uwazam (tego na pewno nie wiedzac), ze ona z nim spala.
Ale znam zycie.
Nie widze logicznie rzecz ujmujac, powodu, dla ktorego dwoje ludzi ZAKOCHANYCH udaje sie POTAJEMNIE do HOTELU w innym miescie.

Chcieli tylko pogadac?

Hm. Mozna bez noclegowania.

119

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Gosia, masz podobne pojmowanie świata, więc bronisz tez autora na podstawie jego deklaracji, a nie obrazu który się wyłania. żeby nie było- współczuję obojgu .
I można być gotowym IŚĆ na terapię, a druga sprawa że tam się po głowie nie głaszcze, więc gotowość wyjdzie..ale warto, bo tu jest wysoka temp. dyskusji, może z czasem autor też zobaczy różne rzeczy..

120

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Masz racje Siggy- nadinterpretacja z mojej strony polegala na tym, ze uwazam (tego na pewno nie wiedzac), ze ona z nim spala.
Ale znam zycie.
Nie widze logicznie rzecz ujmujac, powodu, dla ktorego dwoje ludzi ZAKOCHANYCH udaje sie POTAJEMNIE do HOTELU w innym miescie.

Chcieli tylko pogadac?

Hm. Mozna bez noclegowania.

Nawet jeśli się kochali, to nie ma to dla mnie takiego znaczenia jak fakt wielokrotnego oszukiwania prosto w oczy.
Co ja straciłem na tym, że inny z nią był? Ja byłem jej pierwszym i już na zawsze tak zostanie.
Jak jednak mam budować rodzinę z kobietą, której nie umiem czy nie mogę zaufać? To jest problem i mam nadzieję, że terapia w tym pomoże.

Jeśli chodzi o seks to nie chciałbym tylko, żeby za jakiś czas żona tamtego wystrzeliła z taką historią, bo problemem nie będzie to, że spali, ale kolejna nieszczerość ze strony mojej żony.
Ja jej to tłumaczę, a ona dalej idzie w zaparte, że to tylko przytulanie.
No i mimo wszystko jak się postaram, to ciągle godzi się na pieszczoty czy seks ze mną...

121 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-10 16:11:59)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Obiektywna? Obiektywna w stosunku do Autora, bo z żoną pojechałaś ostro, również naditnerpretując fakty.

Mimo wszystko to Ty twierdzisz, że ja nie wiem, co chcę, chociaż w pierwszym poście wyraźnie to wskazałem...

Bo czytając, jak piszesz o dowodach, które zbierasz do unieważnienia małżeństwa, jak żona zostanie po rozwodzie bez niczego, to ciężko mi uwierzyć w Twoją wielką miłość. Ale z drugiej strony napisałeś, że na siłę trzymać nie będziesz, więc rozumiem, że masz plan B.

Edit, bo napisałeś jak ja pisałam swoją odpowiedź.
"godzi się na seks", ona powinnna tego seksu pragnąć, a nie się na niego godzić.

122

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:
Lady Siggy napisał/a:

Obiektywna? Obiektywna w stosunku do Autora, bo z żoną pojechałaś ostro, również naditnerpretując fakty.

Mimo wszystko to Ty twierdzisz, że ja nie wiem, co chcę, chociaż w pierwszym poście wyraźnie to wskazałem...

Bo czytając, jak piszesz o dowodach, które zbierasz do unieważnienia małżeństwa, jak żona zostanie po rozwodzie bez niczego, to ciężko mi uwierzyć w Twoją wielką miłość. Ale z drugiej strony napisałeś, że na siłę trzymać nie będziesz, więc rozumiem, że masz plan B.

Tak, to tylko plan B. Do tej pory wierzyłem jej bezgranicznie i miałem tylko jeden plan na przyszłość (naszą, wspólną), ale jak widać okoliczności uległy zmianie. Nie mogę zostać ze spuszczonymi gaciami i porożem na głowie. Chyba rozumiesz?

123

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Podobne pojmowanie swiata? Hm.

A jakie pojmowanie maja jego przeciwniczki? Uproszczone?

Ze kobitka to zawsze bidulka jest, bo nieboze musialo gotowac codziennie obiad dla dwoch osob i sprzatac po nim? I z tego wielkiego nieszczescia znalazla sobie fagasa?
Na tej podstawie rozpadloby sie prawie KAZDE malzenstwo.

Niby mu wybaczyla jego wybryki, ale jednak potem poszla w tango?(=wybacza sie tylko raz: nie ma tu podwojnej kary za przestepstwo).


Ja naprawde nie pojmuje waszych atakow na Autora.
Facet (=jesli pisze prawde) zrobil WSZYSKO.
Ona na razie NIC.
Bo ona ciagle teskni i nie moze pozbierac mysli, by powiedziec TAK albo NIE.

Boi sie, bo fagas jej nie chce, co do niej powoli dociera.
Boi sie stracic meza, bo jednak nie bylo tak zle.

No bidulka jest.

124 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-10 16:15:50)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:

Edit, bo napisałeś jak ja pisałam swoją odpowiedź.
"godzi się na seks", ona powinnna tego seksu pragnąć, a nie się na niego godzić.

No wiem, dlatego nie naciskam specjalnie i się dzieje "od święta". Pozostaje mi zaspokajanie się w wiadomy sposób, bo przecież skoku w bok nie zrobię.

125

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Gosia1962 napisał/a:

Podobne pojmowanie swiata? Hm.

A jakie pojmowanie maja jego przeciwniczki? Uproszczone?

Ze kobitka to zawsze bidulka jest, bo nieboze musialo gotowac codziennie obiad dla dwoch osob i sprzatac po nim? I z tego wielkiego nieszczescia znalazla sobie fagasa?
Na tej podstawie rozpadloby sie prawie KAZDE malzenstwo.

Niby mu wybaczyla jego wybryki, ale jednak potem poszla w tango?(=wybacza sie tylko raz: nie ma tu podwojnej kary za przestepstwo).


Ja naprawde nie pojmuje waszych atakow na Autora.
Facet (=jesli pisze prawde) zrobil WSZYSKO.
Ona na razie NIC.
Bo ona ciagle teskni i nie moze pozbierac mysli, by powiedziec TAK albo NIE.

Boi sie, bo fagas jej nie chce, co do niej powoli dociera.
Boi sie stracic meza, bo jednak nie bylo tak zle.

No bidulka jest.

Z tym co zrobiła żona Autora, a czego nie zrobiła należało by się wypowiedzieć po poznaniu jej wersji wydarzeń. A my mamy tu tylko jedną.
W kwestii obiadów również przesadzasz, bo cały czas pracowała i to wcale nie jest obowiązek kobiety stać przy garach.

126

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
Lady Siggy napisał/a:

W kwestii obiadów również przesadzasz, bo cały czas pracowała i to wcale nie jest obowiązek kobiety stać przy garach.

Też się zgadzam, że mogłem bardziej się angażować w obowiązki domowe.
Chociaż jak byliśmy na studiach, to ona tylko chodziła na uczelnie, a ja w zasadzie zacząłem już pracę naukową i/lub angażowałem się w liczne projekty.
W sumie wtedy częściej coś ugotowałem czy posprzątałem. Jednak z czasem to wszystko mocno przeszło na nią. Później ona zaczęła pracę i nie zadbałem o to, żeby wyrównać proporcje.
Mój błąd.

127 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-10 16:34:46)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Terapia otworzy Wam oczy na Wasz związek, musicie się liczyć z bólem, z wylewaniem pomyj i rozdrapywaniem ran.

"Marzę" o tym i jestem na to gotowy. Niech jej ktoś otworzy wreszcie serce, umysł i głowę, bo moje próby były często nieskuteczne. Tylko niekoniecznie jej kochanek.

big_smile  big_smile

za rok dopiszesz tu swoją "buźkę"

128 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-10 16:36:48)

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Aha, myślicie, że warto jej pokazać ten wątek? Jeśli tak, to kiedy? Przed wyjazdem, w trakcie czy po? Może lepiej tego nie robić?

Ela210 napisał/a:
ACoMiTam91 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Terapia otworzy Wam oczy na Wasz związek, musicie się liczyć z bólem, z wylewaniem pomyj i rozdrapywaniem ran.

"Marzę" o tym i jestem na to gotowy. Niech jej ktoś otworzy wreszcie serce, umysł i głowę, bo moje próby były często nieskuteczne. Tylko niekoniecznie jej kochanek.

big_smile  big_smile

za rok dopiszesz tu swoją "buźkę"

Raczej Nie. Jeśli do końca roku sytuacja nie ulegnie wyraźnej poprawie, to zacznę wprowadzać w życie plan B.
Czytałem trochę wątków na tym forum i nie będę kobiety przy sobie trzymał na siłę przez lata.

129

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Aha, myślicie, że warto jej pokazać ten wątek? Jeśli tak, to kiedy? Przed wyjazdem, w trakcie czy po? Może lepiej tego nie robić?

NIe. zachowaj sobie to forum, przyda się może. Jest tu coś, czego nie możesz jej powiedzieć?

130

Odp: Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc
ACoMiTam91 napisał/a:

Aha, myślicie, że warto jej pokazać ten wątek? Jeśli tak, to kiedy? Przed wyjazdem, w trakcie czy po? Może lepiej tego nie robić?


Moim zdaniem nie powinieneś.
Waszym problemem obecnie jest zdrada Twojej żony. I tak jest Wam ciężko, po co wygrzebywać inne rzeczy, które były wcześniej w Waszym związku. Ty swoje wyciągnąłeś z tej dyskusji i wykorzystaj to w rozmowie z żoną.
Jeżeli zdecydujecie na terapię to wtedy przed fachowcem będziecie mogli opisać i opowiedzieć o wszystkim.
Poza tym, za kilka tekstów tutaj (również Twoich) mogłaby wrócić wcześniejszym samolotem z tej Grecji.

Posty [ 66 do 130 z 531 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Tragedia w pięciu aktach. Prośba o pomoc

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024