Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria.. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 810 ]

196 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2020-09-07 12:46:43)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
krolowachlodu87 napisał/a:

Masz jakąś manię z tą winą?:D Czasem nikt nie jest winny i tak po prostu jest.

Będę to nazywał przyczyną, ładniej brzmi. Ale skutek tego jest taki, że jak sama stwierdziłaś, nie nadajesz się lub inni się nie nadają do relacji z Tobą. I gdybyś szukała, co jest tego przyczyną to musiałabyś dojść choćby do takich wniosków. I co dalej?, pozostałoby Ci się z tym pogodzić, czy szukać rozwiązania, pytać na forum? Akurat tu na forum, autorka i inni szukają rozwiązania, dlatego możemy się zastanawiać nad przyczynami i po czyjej stronie one leżą.
Zdaję sobie sprawę że to jest trochę filozofowanie, które nie jest dobrze odbierane, ale to również próba logicznego analizowania tego problemu.

Zobacz podobne tematy :

197

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Na pewno nasze preferencje czy priorytety życiowe mają wpływ na to jak nam idzie szukanie partnera ale szczęście też ma swój udział. Bo pewnych rzeczy nie warto zmieniać aby się dostosować a przy odrobinie szczęścia trafi się ktoś kto myśli tak samo jak my albo przynajmniej tak że nam to nie koliduje.

198

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Ajko napisał/a:

Bardzo mnie ciekawi problem tego postu. Dlaczego tak się dzieje, ze ludzie nie mogą znaleźć tej 2 przyjaznej duszy. Moje przemyślenia krążą w okół wybierania zawsze partnerów, którzy zawiodą. Mam wrażenie, że przez to nakręcanie się na jakiś obrazkowy ideał cech fizycznych i charakteru, będzie wręcz 100% pewne, że te osoby wybiorą kogoś kto da złudzenie spełnienia tych oczekiwań. A wybierane osoby na tym bazują by to złudzenie perfekcyjnie dać. Te bajkowe tęsknoty, schematy to jest pułapka takich osób. Nawet gdy się uda, to już takie osoby czują presję, że ten związek musi wyglądać tak jak sobie wymarzyły. A gdyby tak odciąć się od bajek i chcieć partnera (mam na myśli kobitę, albo chłopa) dobrego z charakteru, ale bez oczekiwań na rozwój wydarzeń według "planu". Partnera przy którym miło się spędzi czas, bez ciągłych poważnych rozmów. Partnera, który jest zwyczajnym człowiekiem. Partnera, który jest sobą i nie musi na początku ściemniać o atrakcyjności 2 strony, o domku o dzieciach. Partnera, który szanuje ciebie takim jakim jesteś, nie musisz przy nim udawać kogoś innego i ty nie musisz udawać przy nim lepszej niż jesteś. Partnera, który nie będzie musiał domyślać się jakie teraz twoje ukryte marzenie ma spełnić, bo zawsze może liczyć na informację od ciebie. Partnera, który będzie się czuł bezpiecznie bo nie będzie poddawany dziwacznym psychologicznym testom. Partnera, który ma prawo mieć wady i gorszy dzień. Partnera, który będzie miał prawo mieć swoje zdanie i pozwala ci mieć swoje. Czasem można pominąć kwestię wielkiej miłości, a cieszyć się z sympatii i tego, że miło jest spędzić kawałek czasu razem, bez oczekiwania  bajkowego związku do końca życia. Czasami nam się to przytrafia, ale okazuje się, że musimy koniecznie się porównywać z innymi i wolimy pielęgnować w sobie rozczarowanie niż radość z tego, że przytrafiło nam się coś wyjątkowego i całkiem miłego, spokojnego.
Osoby, które by potencjalnie mnie przyciągały to faceci zwyczajni, mili w obyciu (ale nie przesadnie, bo to podejrzane). Lubię lekko nieśmiałych, nieporadnych lekko na początku  bo to daje nadzieję na normalnego człowieka nie skażonego poradnikami zakompleksionych "samców alfa" wydaje mi się, że nie mają ochoty na durne gierki damsko męskie. Włącza mi się od razu alarm jak facet  rzuca fałszywe standardowe komplementy, jak w opowiadaniach nie szanuje swoich byłych. Jak olewa swoje dzieci. Jak przedstawia się jak ideał.

Bardzo się z tym zgadzam. Wielkie oczekiwania wywołują wielkie rozczarowanie, tym bardziej, że czasem są one na tyle wyśrubowane, że trudno komukolwiek im sprostać. Tymczasem nasze życie to codzienność, a jeśli mamy obok siebie kogoś, kto może nie dostarcza nam fajerwerków, ale za to nas szanuje, możemy na niego liczyć, przyjemnie czujemy się w jego towarzystwie i otrzymujemy sygnały, że odbywa się to z wzajemnością, a przede wszystkim czujemy, że jesteśmy dla niego tak po ludzku ważne, to czy to jest mało? <pytanie retoryczne> Przecież na tym właśnie polega przyjaźń i na tym polega dojrzała miłość.

199 Ostatnio edytowany przez mambra (2020-09-07 17:48:24)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Wiem, że to się tak samo kojarzy, że skoro sama, to pewnie ma nieludzie wymagania. Ale nie wydaje mi się, żeby to był główny powód takiego stanu rzeczy, wiekszosci osób samotnych. To trzeba być mocno odrealnionym, zeby szukać kogoś wg jakiegoś szablonu, a nie wg tego z kim im dobrze. W ogole jaki jest ideał faceta w tych czasach? Bo zdawało mi się, że świat stał się tak otwarty, że nie ma już jakiegoś konkretnego szablonu, duża tolerancja na wszelkie oryginały. To chyba jeszcze jedynie wśród starszych osób. Ale młodzi żyją juz raczej na zasadzie rob ta co chce ta i wybierą sobie raczej kogoś, kto im się po prostu podoba. Różnie jest, ale tak wygląda wg mnie ogólna tendencja. Sama nie widzę tego tak, bym szukała kogoś "jak z obrazka". Nie wiem co powoduje, ze po jakimś czasie się im nudzę, skoro nie wydaje mi się, bym się jakoś zmieniała w trakcie znajomości, a na początku tacy faceci zdają się być zainteresowani. Ale pewnie coś jest na rzeczy. Tylko właśnie nie wiem co.
A wracając jeszcze do wczesniejszego wątki, to na jego poparcie powiem tyle, ze mój poprzedni chłopak bym z Ukrainy i bez grosza przy duszy, bo dopiero próbował tutaj coś zarobić. Ale wydał mi się taki sympatyczny, prosty, pełen życia i potrafiący doceniać różne drobne rzeczy(w przeciwienstwie do nas tutaj, gdy często jesteśmy pesymistyczni i tacy jacyś wyprani z uczuć, emocji), że się zakochałam. Po prostu wydał mi się normalnym, ciekawym, bez schematów człowiekiem.  Mimo, że słyszałam raczej negatywne opinie o facetach z Ukrainy, to nie chciałam tak go oceniać przez pryzmat tego.  I na początku było świetnie naprawdę, a potem zaczął mnie zlewać. Jak zwykle.

200

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Gary napisał/a:

Mistrz mówił, że fajne dziewczyny, to są te, które są dostępne. Takie do których chłopcy podchodzą i rozmawiają. Dostępne każdy kojarzy od razu z rozpustnymi, ale to nie tak... Dostępne w sensie nawiązania kontaktu. I one mają wiele kontaktów, a z wielu kontaktów niektóre mają szansę się nasilić, i ludzie się zbliżają w ten sposób.

Myślę, że coś w tym jest...

Gary napisał/a:

Faktycznie jest stereotyp że kobieta została wykorzystana jako zabawka dla wielu.
Ale może ten stereotyp się zmienia? Kobieta też się bawi?

Zauważyłam, że panowie nie rozumieją, dlaczego kobieta czuje się wykorzystana jak zabawka, bo w końcu sama też seksu chciała, więc powinna się cieszyć z miłych chwil, a nie dołować, że chłopak nagle uciął kontakt.
Ok, przypuszczalnie w analogicznej sytuacji panowie nie czuliby się wykorzystani, ale za to zapewne mają inne niefajne odczucia po takiej akcji, czyli gdy kobieta po seksie ucina kontakt i nie chce się więcej spotykać. Mianowicie mam na myśli to, że przypuszczalnie czują, że widocznie byli kiepscy w łóżku i nie sprostali zadaniu. A jeśli sytuacja się powtarza i każda kolejna kobieta odchodzi po jednej lub góra po kilku wspólnych nocach, to poczucie wartości takiego faceta pewnie sięga dna. I takie tłumaczenie, że powinni się cieszyć z miłych chwil zamiast dołować, na nic się zda ;p Mylę się?


Mamberko, zastanawiałam się, co mogłabym napisać w poruszonym przez Ciebie temacie, bo mnie on również dotyczy, ale nie znam odpowiedzi na te pytania. A szkoda... Póki co mam taką teorię, że po prostu jeszcze nie spotkałam tego właściwego mężczyzny. Załóżmy, że za rok poznam kogoś, kogo pokocham z wzajemnością i z kim będę chciała dzielić swoje życie. Czy to będzie znaczyło, że przez wszystkie minione lata coś robiłam źle? Czy może że po prostu nie mieliśmy okazji się wcześniej spotkać?
Moim zdaniem to nie jest tak, że każdy pasuje do każdego i każdy z każdym może stworzyć związek, a skoro nam się to nie udaje, to coś z nami nie tak. Poza tym czasem po bliższym poznaniu okazuje się, że "to nie to" i to nie Twoja wina. Choć oczywiście warto się sobie przyglądać i ewentualnie nad jakimś sferami w sobie popracować, ale to jeśli samemu się tego chce, a nie dlatego, że ktoś tak uważa lub bo tak trzeba. Ważne jest też to, co kiedyś pisałam, żeby próbować wyczuć, czy mężczyźnie rzeczywiście zależy, czy nie. Czasem się mylimy, a potem jest rozczarowanie i smutek...
Kolejna sprawa, to jak tak patrzę na minione lata i na siebie z tamtych lat, to uważam, że związek w moim wykonaniu byłby wtedy katastrofą. Na szczęście sporo się we mnie zmieniło, ale i tak nadal jeszcze widzę w sobie wiele do przepracowania. Więc może to czekanie ma sens? Może powinnam się cieszyć, że te kilka lat temu nie wyszłam za mąż, bo wtedy powstałaby ruina?
Wiadomo, nigdy nie będę idealna, ale z roku na rok widzę w sobie postępy/rozwój i to mnie cieszy.
Może w tym, co piszę, coś jest. A może to tylko takie pocieszanie się. Nie wiem. Ale nam obu (i wszystkim innym) życzę, żebyśmy kiedyś spotkały te właściwe osoby smile A ten właściwy będzie chciał Cię taką, jaka jesteś i właśnie taką Cię pokocha smile Więc to, że komuś nie pasowałaś, nie ma najmniejszego znaczenia wink

201 Ostatnio edytowany przez mambra (2020-09-07 20:12:49)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:

Zauważyłam, że panowie nie rozumieją, dlaczego kobieta czuje się [...]

Bardzo lubię czytać Twoje wpisy. Jest w nich dużo takiego zdrowego spokoju, mądrości, ciepła i empatii. Piszesz w taki sposób, jakbyś była właśnie jedną z tych "fajnych dziewczyn", dlatego nie rozumiem dlaczego miałabyś mieć problemy z facetami. (Ciekawa jestem jak postrzegają Twoje wpisy panowie, którzy tutaj zaglądają, czy mają podobne odczucia).

Dawniej byłam baaardzo nieśmiała i sama sobie czasem lokowałam drogę. Zdarzyło mi się, że zagadywał mnie facet, który mi się bardzo spodobał(choć nie wiem czy to było takie z czystej sympatii, czy może sie mu spodobałam. I nie było tego dużo, kilka razy), ale ja wtedy tak masakrycznie się stresowałam, że nie potrafiłam zupełnie prowadzić rozmowy, blokowałam się. Więc po prostu potem już mnie nie zagadywali. A później... Potem, gdy już uwolniłam się od tak silnej nieśmiałości, gdzieś w okolicach 30 dopiero, to od tej pory powtarzam znów schemat bycia zostawianą przez męzczyzn, na których mi zależy. Nawet pytałam kolegów jak mnie postrzegają, co wg nich to może powodować. Ale jakoś żaden nie powiedział mi nic konkretnego. Jakieś ogólne uwagi, ale w sumie, nie pozwoliło mi to zrozumieć czegoś więcej. Teraz mam trochę porozbijaną samoocene znów po tej ostatniej relacji. Znów czuję się jak jakieś byle co. No ale nie można pozwolić sobie zostać w takim stanie, trzeba iść do przodu, nikt nie wie co jeszcze moze nas spotkać w przyszłości...

202 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-09-07 22:37:13)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
mambra napisał/a:

Teraz mam trochę porozbijaną samoocene znów po tej ostatniej relacji. Znów czuję się jak jakieś byle co.

Ech, znam to niestety wink Trudno się tego paskudnego wrażenia pozbyć. Ale wiesz, że to tylko wrażenie, czyli nieprawda?

Jak tak czytam Twoje wypowiedzi, to wynika z nich, że spotykasz się z kimś, jest super, a po kilku wspólnych nocach facet się zmywa, czyli według Ciebie nagle coś mu przestaje pasować. Moim zdaniem tu jest sedno - że według Ciebie nagle coś mu przestaje pasować. Uważam, że wcale nie "nagle", tylko od początku. I tu właśnie ważne jest to, o czym już wspominałam - nauczyć się dostrzegać/wyczuwać/rozpoznawać, czy mężczyźnie rzeczywiście zależy, czy nie...

mambra napisał/a:

Tylko, że mi nie chodzi o to, żeby się po prostu tak "bawić z facetami", tylko budować relację i z kimś takim wtedy bawić się również seksem. Poza tym cięzko bawić się seksem, gdy w głowie masz myśl "ciekawe, czy ten po seksie zrobi się obojętny i sobie odejdzie?", gdy w dodatku jest to facet, którego naprawdę lubisz i chciałoby się rozwijać tę relację, a nie czuć znów porzuconym.

Różne są podejścia do tego tematu, ale ja mam podobne podejście do Twojego smile Też ważne jest dla mnie, żeby te wspólne noce były częścią trwałej relacji, żeby wynikały z obustronnego uczucia... I tu się kłania to, co pisałam wcześniej - nauczyć się rozpoznawać, czy mężczyźnie zależy. Tak, wiem, nie zawsze jest to proste i zawsze istnieje ryzyko. Ale można je choć trochę zminimalizować wink

Generalnie nie mam doświadczenia w tych sprawach, ale jednej ważnej rzeczy się nauczyłam i staram się jej trzymać - żeby postępować w zgodzie z sobą.


Edit:
Jeszcze tak odnośnie zmieniania się. Jest taka fajna scena w filmie "What a girl wants". Daphne myśli, że musi się zmienić, dostosować do innych. I któregoś razu Ian mówi jej coś takiego - "Jednej rzeczy nie rozumiem. Dlaczego chcesz być taka, jak inne? Jesteś niezwykła".
smile

203 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2020-09-08 02:12:05)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:

Zauważyłam, że panowie nie rozumieją, dlaczego kobieta czuje się wykorzystana jak zabawka, bo w końcu sama też seksu chciała, więc powinna się cieszyć z miłych chwil, a nie dołować, że chłopak nagle uciął kontakt.
Ok, przypuszczalnie w analogicznej sytuacji panowie nie czuliby się wykorzystani, ale za to zapewne mają inne niefajne odczucia po takiej akcji, czyli gdy kobieta po seksie ucina kontakt i nie chce się więcej spotykać. Mianowicie mam na myśli to, że przypuszczalnie czują, że widocznie byli kiepscy w łóżku i nie sprostali zadaniu. A jeśli sytuacja się powtarza i każda kolejna kobieta odchodzi po jednej lub góra po kilku wspólnych nocach, to poczucie wartości takiego faceta pewnie sięga dna. I takie tłumaczenie, że powinni się cieszyć z miłych chwil zamiast dołować, na nic się zda ;p Mylę się?

Umajona, pozwolę sobie odpowiedzieć na Twoje wątpliwości. Tak na marginesie, to zastanawiam się dlaczego Panie na forum, raczej unikają wchodzenia w polemikę, odpowiadania na posty facetów?.
Tak, masz prawo czuć się źle w sytuacji kiedy facet zostawia Cię po kontakcie seksualnym. Ale jednocześnie nie powinnaś się tak czuć, gdybyś wierzyła w siebie i miała niezachwiane poczucie własnej wartości, pod każdym względem. Nie obwiniałabyś się że byłaś słaba w łóżku, bo Twoja pewność siebie by Ci na to nie pozwalała.
W tym względzie faceci są tolerancyjni i jeżeli w seksie nie ma skrajnych odchyłów od normy to nie jest to powód odejścia.
Powodem odejścia tak naprawdę mogą  być obawy, strach i kompleksy faceta, związane z odpowiedzialnością za związek, poczuciem ograniczania swobody faceta, stawianiem go od początku przed odpowiedzialnością, jego obawą braku akceptacji jego słabej pozycji i posiadanych możliwości, w tym finansowych, niechęcią do tworzenia trwałej poważnej relacji, obawą przed postawionym celem tworzenia rodziny, małżeństwa. Można by tak jeszcze długo wymieniać w miarę zastanawiania się.
Ogólnie faceci nie lubią komplikacji, odpowiedzialności, ograniczeń. Natomiast Ty właśnie tego od nich oczekujesz i to jest Twoje kryterium kontynuowania znajomości.
Mogę się domyślać, że komunikujesz facetowi jak bardzo poważnie traktujesz nawiązywaną właśnie z nim relację. I mogę się domyślać że część z nich to przeraża, część zaczyna mieć obawy i po prostu uciekają. Oni nie są pewni czy chcą sprostać takim wymaganiom i oczekiwaniom.
Inna dziewczyna, podchodząca to tego na luzie, nie stwarza im takiego poczucia odpowiedzialności. Uprawiają z nią seks, przywiązują się, zakochują i zostają, a nawet zakochani chcą tworzyć rodzinę. Często też kobiety w takich relacjach, zachodzą w nieplanowaną ciążę, faceci postawieni przed faktem żenią się i stają się potulnymi mężami.
Zauważasz różnicę, że kobieta podchodząca do tego spontanicznie ma chyba większe szanse zatrzymać przy sobie faceta.
Nie twierdzę że masz być łatwa i bezproblemowa jak inne dziewczyny, ale stawiane przez Ciebie wymagania i ograniczenia mogą odpychać całkiem normalnych facetów.
A to tylko jeden wycinek tego co może zniechęcać facetów.

  napisał/a:

Moim zdaniem to nie jest tak, że każdy pasuje do każdego i każdy z każdym może stworzyć związek, a skoro nam się to nie udaje, to coś z nami nie tak.

Nie każdy pasuje do każdego ale kiedy bardzo chcesz relacji, poznajesz facetów i po kilku-kilkunastu próbach to się nie udaje, to już można mieć wątpliwości i szukać przyczyny po Twojej stronie. Tym bardziej że ten sam facet, jeden, drugi, trzeci bez problemu wiąże się z kolejną inną kobietą. Można to oczywiście tłumaczyć Twoimi podwyższonymi oczekiwaniami, ale to jest jednak przyczyna po Twojej stronie, bo tymi oczekiwaniami jesteś nie dostosowana do tych którzy Ciebie wybierają. I pamiętajcie że „kobieta wybiera z tych mężczyzn którzy ją wybrali”.

  napisał/a:

Poza tym czasem po bliższym poznaniu okazuje się, że "to nie to" i to nie Twoja wina.

A jak tak się wybiera kilka lat i dłużej, to później tym trudniej przymknąć oko na „to nie to” - na zasadzie „nie po to tyle lat czekałam aby teraz godzić się na ustępstwa”
Nie Twoja wina ale decyzja że "to nie to", już Twoja.

  napisał/a:

Choć oczywiście warto się sobie przyglądać i ewentualnie nad jakimś sferami w sobie popracować, ale to jeśli samemu się tego chce, a nie dlatego, że ktoś tak uważa lub bo tak trzeba.

Zgodnie z tym myśleniem, jeżeli będziesz przekonana o tym że przyczyny nie leżą po Twoje stronie to nigdy nie rozpoczniesz pracy nad sobą.
Wydaje mi się że warto spróbować psychoterapii, która mogłaby Ci pokazać gdzie są błędy w Twoim myśleniu, postrzeganiu, decyzjach, wyborach.

  napisał/a:

Ważne jest też to, co kiedyś pisałam, żeby próbować wyczuć, czy mężczyźnie rzeczywiście zależy, czy nie. Czasem się mylimy, a potem jest rozczarowanie i smutek...

To jest też właśnie to, mężczyzna też bada Ciebie i jeżeli widzi wymagania, oczekiwania, testowanie, to chyba jedyne na czym będzie mu zależało to seks i ewakuacja.

  napisał/a:

Kolejna sprawa, to jak tak patrzę na minione lata i na siebie z tamtych lat, to uważam, że związek w moim wykonaniu byłby wtedy katastrofą. Na szczęście sporo się we mnie zmieniło, ale i tak nadal jeszcze widzę w sobie wiele do przepracowania. Więc może to czekanie ma sens? Może powinnam się cieszyć, że te kilka lat temu nie wyszłam za mąż, bo wtedy powstałaby ruina?

Żadne Twoje przewidywania, ostrożność, nie zapobiegną ruinie i rozwodowi. Tym bardziej że tak naprawdę nie masz doświadczenia i nie znasz pułapek które pojawiają się w związkach. Możesz szukać tego jedynego, wybranego a prawdopodobieństwo rozpadu będzie równie wysokie. Związek to nie tylko chwila obecna, to również wiele lat w przyszłości, kiedy zmieniają się ludzie i okoliczności życiowe. Za bardzo chcesz wszystko idealnie zaplanować, a to jest trudne albo się nie udaje.

  napisał/a:

Wiadomo, nigdy nie będę idealna, ale z roku na rok widzę w sobie postępy/rozwój i to mnie cieszy.
Może w tym, co piszę, coś jest. A może to tylko takie pocieszanie się. Nie wiem. Ale nam obu (i wszystkim innym) życzę, żebyśmy kiedyś spotkały te właściwe osoby smile A ten właściwy będzie chciał Cię taką, jaka jesteś i właśnie taką Cię pokocha smile Więc to, że komuś nie pasowałaś, nie ma najmniejszego znaczenia wink

Czytając Ciebie, odnoszę wrażenie że jesteś naprawdę bardzo miłą dziewczyną, taką, która właśnie z tego względu powinna być bardzo aprobowana przez facetów.

204

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Jacekk napisał/a:

Tak na marginesie, to zastanawiam się dlaczego Panie na forum, raczej unikają wchodzenia w polemikę, odpowiadania na posty facetów?

Naprawdę? <szczerze zadziwiona> Bo sama odnoszę wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Choć może masz na myśli jakieś konkretne zagadnienia, wątki, gdzie rzeczywiście dyskusja toczy się raczej między paniami. Z drugiej strony są i takie, gdzie wyraźnie dominujecie Wy, mężczyźni.

W takim razie przełamię tę passę wink, by napisać, że w moim odczuciu bardzo dobrze ująłeś problem tego odbywającego się w głowie planowania i ogromnych oczekiwań, które w rezultacie niektórym kobietom, mężczyznom zresztą także, bardzo komplikują wchodzenie w trwałe związki. Wielokrotnie już na forum pisałam, że nawet potencjalnie zainteresowany mężczyzna wyczuwając z drugiej strony jakąś presję, szybko się wycofa, choćby z odpowiedzialności za późniejsze rozczarowanie kobiety. Być może on jeszcze nie wie co z danej relacji wyniknie, chce wzajemnie się poznawać, cieszyć towarzystwem, a nawet uprawiać seks, ale uważa, że decyzję czy to jest właśnie ta kobieta, z którą chce się związać, podejmie później. Tymczasem ona oczami wyobraźni już widzi wielką miłość, swoją przyszłość u jego boku, a samo 'ofiarowanie' seksu ma tylko przypieczętować jej gotowość do wejścia w poważny związek. Tu często następuje wielkie nieporozumienie, a w parze za nim te wszystkie kobiece niespełnione oczekiwania i rozczarowanie.

Jacekk napisał/a:

Inna dziewczyna, podchodząca to tego na luzie, nie stwarza im takiego poczucia odpowiedzialności. Uprawiają z nią seks, przywiązują się, zakochują i zostają, a nawet zakochani chcą tworzyć rodzinę.

W punkt. Sama jestem zresztą tego przykładem.

205 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-09-08 09:57:44)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Ależ ja jak najbardziej jestem za poznawaniem się na luzie, spotykaniem i randkowaniem wink Problem w tym, że panowie randkowaniem nie są raczej zainteresowani ;p

Generalnie powstaje błędne koło - faceci nie lubią czuć presji, poczucia odpowiedzialności itd itp, a ja nie lubię czuć presji, że jak się z kimś nie prześpię, to już go nie zobaczę...

Edit: zauważyłam taki zabawny paradoks big_smile Faceci niby boją się presji i oczekiwań ze strony kobiet, że one pewnie już chcą związku i zapewne już wybierają suknię ślubną, a jednak mimo to wolą, jak kobieta jest od razu chętna na zabawy w łóżku ;p W moim odczuciu właśnie taka kobieta stwarza większe ryzyko tego, że będzie chciała związku i odpowiedzialności, niż taka, która chce się najpierw spotykać i randkowac na luzie, poza sypialnią ;p

206

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:
Gary napisał/a:

Faktycznie jest stereotyp że kobieta została wykorzystana jako zabawka dla wielu.
Ale może ten stereotyp się zmienia? Kobieta też się bawi?

Zauważyłam, że panowie nie rozumieją, dlaczego kobieta czuje się wykorzystana jak zabawka, bo w końcu sama też seksu chciała, więc powinna się cieszyć z miłych chwil, a nie dołować, że chłopak nagle uciął kontakt.
Ok, przypuszczalnie w analogicznej sytuacji panowie nie czuliby się wykorzystani, ale za to zapewne mają inne niefajne odczucia po takiej akcji,

Po męskiej stronie to chyba byłyby myśli   "Ona nie chce się ze mną spotykać, więc pewnie jestem beznadziejny -- źle wyglądam, nie jestem mądry, nie atrakcyjny, seks ze mną był do bani, znalazła lepszego".



czyli gdy kobieta po seksie ucina kontakt i nie chce się więcej spotykać. Mianowicie mam na myśli to, że przypuszczalnie czują, że widocznie byli kiepscy w łóżku i nie sprostali zadaniu. A jeśli sytuacja się powtarza i każda kolejna kobieta odchodzi po jednej lub góra po kilku wspólnych nocach, to poczucie wartości takiego faceta pewnie sięga dna. I takie tłumaczenie, że powinni się cieszyć z miłych chwil zamiast dołować, na nic się zda ;p Mylę się?

Seks to delikatna sprawa. No i jak sobie wkręci w głowę, że seks jest z nim kiepski, to potem może mieć problem z erekcją, jeszcze się bardziej zblokować seksualnie.

Poczucie własnej wartości też może polecieć na dno i na pewno trudno się przed tym bronić.

Ale chyba nie ma innej metody poznania kogoś niż przechodzenie przez takie przygody. Lepsze i gorsze. Można powiedzieć, że lepiej nie chodzić na seks, tylko poznawać, a seks na końcu. Kończy się to tym, że po seksie cała relacja pada. Wniosek? Niechże seks nie przeszkadza w poznawaniu się.


Moim zdaniem to nie jest tak, że każdy pasuje do każdego i każdy z każdym może stworzyć związek, a skoro nam się to nie udaje, to coś z nami nie tak. Poza tym czasem po bliższym poznaniu okazuje się, że "to nie to" i to nie Twoja wina.

Ciekawe jaki byłby wynik ankiety:    czy gdybyś był całkowicie wolny, niezależny od dzieci, kredytu, relacji rodzinnych, majątkowych, mieszkaniowychi mógł podjąć dowolną decyzję, to o swoim małżeństwie byś powiedział:

1. "ta relacja, 'to nie to', nie moja wina, rozstajemy się"
2. "chcę kontynuować to małżeństwo"

Ja bym raczej wybrał "1". Mimo, że problemy, które teraz mam są w zasadzie takie same jakie miałem w młodości. Tylko w młodości w związek wchodziłem mimo problemów, a dzisiaj bym nie kontynował relacji z powodu tych problemów.

Trzeba przyjąć tolerancję na niedoskonałość drugiej osoby.



Ważne jest też to, co kiedyś pisałam, żeby próbować wyczuć, czy mężczyźnie rzeczywiście zależy, czy nie. Czasem się mylimy, a potem jest rozczarowanie i smutek...

Czy rzeczywiście mu zależy?  -- uważam że to można wyczuć dopiero PO seksie...

207

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:

Ależ ja jak najbardziej jestem za poznawaniem się na luzie, spotykaniem i randkowaniem wink Problem w tym, że panowie randkowaniem nie są raczej zainteresowani ;p

Coraz bardziej przekonuję się, że kluczowe jest stwierdzenie „kobieta wybiera z tych mężczyzn którzy ją wybrali”.
Być może wybiera Ciebie taka kategoria mężczyzn, która nie jest i nie może być zaakceptowana przez Ciebie. Jednocześnie nie wybierają Cię mężczyźni, którzy byliby przez Ciebie akceptowani.
Ta akceptacja dotyczy również wzajemnych oczekiwań. W takiej sytuacji nie ma i nie będzie punktu styku. Czy to ma sens? To mogłoby wiele tłumaczyć.

Nie mogę zgodzić się z tym, że panowie nie są zainteresowani randkowaniem. Oni randkowanie traktują jako element zdobywania, wpisany w ich naturę. Ale jest tego warunek, musisz pozwolić im, poczuć się zdobywcami … Chyba wbrew pozorom to bardzo istotne.

208 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 10:21:20)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

To mnie przyszło do głowy, że kobiety też są paradoksalne smile

Bo nie chcą szybko, ale seksem "kupują" obietnicę wierności i związku do grobowej deski.
Zabrzmiało jak zarzut, ale nie mam takich intencji.
Sama szybko nie lubię, ale pewne swoje teoretyczne poglądy zweryfikowalam.

Oto one, bo właśnie byłam w trakcie pisania postu:

Trochę to zaczynam pojmować. Obserwowałam, szczęśliwy, zdawałoby się, związek mojej koleżanki, który rozpadł się, gdy po dwóch latach zaczęła nalegać na deklaracje. Z jednej strony rozumiem ją i jej potrzeby oraz wartości. Z drugiej - rozumiem jego, który mógł poczuć się przyparty do muru i poddawany presji.
Jestem kobietą, a też nie znoszę zbyt szybkich deklaracji, narzucania tempa itd. Bardzo ceniłam PP za to, że choć do nieśmiałych młodzieńców nie należał, umiał dotrzymywać mi kroku, w razie czego zwolnić, w razie czego ośmielić mnie i zachęcić. Tu jest właśnie moje "clou" - zachęcać, proponować, a nie zmuszać!
Nie mam potrzeby snucia planów, choć może to kwestia etapu życia, na jakim się znajduję. Za mną małżeństwo, narodziny i pierwsze lata dziecka. Nie mam już "ciśnień" na zalegalizowany związek i hołdowanie konwenansom. Wiem, że jeśli coś ma być moje, to będzie, ale i na każdym etapie mogę / możemy się wycofać.
Trudno mi słowami oddać własne podejście. Żyję tu i teraz, nie snuję planów, ale jakoś ogólnie patrzę, czy ten człowiek jest w porządku. A co ma być,to będzie. Może ja zrezygnuję z dalszego ciągu, może on. Nawet po ślubie jest przecież taka ewentualność. Dzisiaj zresztą ślub niczego nie gwarantuje. A i dawniej bywał tylko grą pozorów, nierzadko więzieniem ; nie idealizujmy.
Mam refleksję, że za mało żyjemy dla siebie, a za bardzo przejmujemy się opinią innych. Nawet z tym całym seksem kobiety bardziej obchodzi, co on sobie pomyśli i zrobi niż czego one naprawdę chcą.
Już to kiedyś napisałam: zechcę, to się prześpię na pierwwszej randce, nie zechcę - nie prześpię się w ogóle, ale nie chcę swoim seksem handlować. A panowie niech z tym robią, co chcą.

Niestety, wiele dawnych przekonań czas zdewaluował i zdemaskował - takie jest moje odczucie. A w nas pokutują, czuliśmy się z nimi bezpiecznie, zwalniały nas z myślenia i decydowania o sobie oraz ponoszenia tego konsekwencji.
Domyślam się, że dla niektórych to niemal bluźnierstwo, co piszę, ale takie wnioski śmiem wysnuwać.
Każdy ma prawo do swoich wartości, ale warto czasami zastanowić się, na ile one naprawdę są nasze.

209

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Jacek ujął wszystko w poście. I tu nie chodzi o to, dziewczyny, że deklaratywnie nie chcecie ciągnąć  kogoś przed ołtarz od razu, ale jak same przyznajecie cel przy poznaniu jest ustalony. Proponuję z niego zrezygnowac na początku znajomości.

210 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 10:28:39)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Ela210 napisał/a:

Jacek ujął wszystko w poście. I tu nie chodzi o to, dziewczyny, że deklaratywnie nie chcecie ciągnąć  kogoś przed ołtarz od razu, ale jak same przyznajecie cel przy poznaniu jest ustalony. Proponuję z niego zrezygnowac na początku znajomości.

Mnie wkurza nieziemsko, gdy idę na pierwszą randkę, a facet już uważa mnie niemal za swoją własność. Poznaję człowieka z nastawieniem: pożyjemy, zobaczymy i samo się dzieje lub nie.
Niejednokrotnie było to brane za niechęć lub obojętność.
Dziś umiem już swoje potrzeby zakomunikować a brakiem porozumienia się nie przejmować, ale wciąż dziwi mnie, że to nie jest jasne, naturalne i oczywiste.

211

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:

To mnie przyszło do głowy, że kobiety też są paradoksalne smile

Bo nie chcą szybko, ale seksem "kupują" obietnicę wierności i związku do grobowej deski.
Zabrzmiało jak zarzut, ale nie mam takich intencji.
Sama szybko nie lubię, ale pewne swoje teoretyczne poglądy zweryfikowalam.

Oto one, bo właśnie byłam w trakcie pisania postu:

Trochę to zaczynam pojmować. Obserwowałam, szczęśliwy, zdawałoby się, związek mojej koleżanki, który rozpadł się, gdy po dwóch latach zaczęła nalegać na deklaracje. Z jednej strony rozumiem ją i jej potrzeby oraz wartości. Z drugiej - rozumiem jego, który mógł poczuć się przyparty do muru i poddawany presji.
Jestem kobietą, a też nie znoszę zbyt szybkich deklaracji, narzucania tempa itd. Bardzo ceniłam PP za to, że choć do nieśmiałych młodzieńców nie należał, umiał dotrzymywać mi kroku, w razie czego zwolnić, w razie czego ośmielić mnie i zachęcić. Tu jest właśnie moje "clou" - zachęcać, proponować, a nie zmuszać!
Nie mam potrzeby snucia planów, choć może to kwestia etapu życia, na jakim się znajduję. Za mną małżeństwo, narodziny i pierwsze lata dziecka. Nie mam już "ciśnień" na zalegalizowany związek i hołdowanie konwenansom. Wiem, że jeśli coś ma być moje, to będzie, ale i na każdym etapie mogę / możemy się wycofać.
Trudno mi słowami oddać własne podejście. Żyję tu i teraz, nie snuję planów, ale jakoś ogólnie patrzę, czy ten człowiek jest w porządku. A co ma być,to będzie. Może ja zrezygnuję z dalszego ciągu, może on. Nawet po ślubie jest przecież taka ewentualność. Dzisiaj zresztą ślub niczego nie gwarantuje. A i dawniej bywał tylko grą pozorów, nierzadko więzieniem ; nie idealizujmy.
Mam refleksję, że za mało żyjemy dla siebie, a za bardzo przejmujemy się opinią innych. Nawet z tym całym seksem kobiety bardziej obchodzi, co on sobie pomyśli i zrobi niż czego one naprawdę chcą.
Już to kiedyś napisałam: zechcę, to się prześpię na pierwwszej randce, nie zechcę - nie prześpię się w ogóle, ale nie chcę swoim seksem handlować. A panowie niech z tym robią, co chcą.

Niestety, wiele dawnych przekonań czas zdewaluował i zdemaskował - takie jest moje odczucie. A w nas pokutują, czuliśmy się z nimi bezpiecznie, zwalniały nas z myślenia i decydowania o sobie oraz ponoszenia tego konsekwencji.
Domyślam się, że dla niektórych to niemal bluźnierstwo, co piszę, ale takie wnioski śmiem wysnuwać.
Każdy ma prawo do swoich wartości, ale warto czasami zastanowić się, na ile one naprawdę są nasze.

A możesz konkretnie napisać, co się zmieniło, jakie Twoje przekonania?

212 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 10:54:47)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

No, właśnie mi się wydawało, że w związku, że po trzech latach chodzenia itd...;)
A tymczasem to wszystko dzieje się jakoś... płynnie, trochę samo i nie ma sensu zbytnio manipulować, stwarzać barier. Kluczowa jest świadomość własnych potrzeb, a my często nie odróżniamy potrzeb własnych od narzuconych.
Muszę przyznać, że burzliwe niekiedy dyskusje na forum pomogły mi ułożyć to sobie w głowie.

Tak mi teraz przyszło do głowy... Za bardzo majstrujemy przy rzeczach w gruncie rzeczy prostych.
Jak w tym wierszu, który wczoraj cytowałam, że kwiaty spadają w dół jak trzeba i wystarczy zaufać.

Nawiasem mówiąc cytat to motto do "Pulpecji" Musierowicz, a w "Pulpecji", niby głupim czytadełku, autorka przemyca mnóstwo filozofię taoistyczną - szalenie mądrą, naprawdę.


P.S. Moje przemyślenia na temat własnych i cudzych wartości dotyczą wielu dziedzin życia. Między innymi wiary i religii, zasad i konwenansów. Ale nie będę rozwijać, bo off-top zrobię.
Generalnie doszłam do wniosku, że żyję po swojemu i nikomu nic do tego, skoro nikomu nie robię krzywdy.

213

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:

No, właśnie mi się wydawało, że w związku, że po trzech latach chodzenia itd...;)
A tymczasem to wszystko dzieje się jakoś... płynnie, trochę samo i nie ma sensu zbytnio manipulować, stwarzać barier. Kluczowa jest świadomość własnych potrzeb, a my często nie odróżniamy potrzeb własnych od narzuconych.
Muszę przyznać, że burzliwe niekiedy dyskusje na forum pomogły mi ułożyć to sobie w głowie.

Tak mi teraz przyszło do głowy... Za bardzo majstrujemy przy rzeczach w gruncie rzeczy prostych.
Jak w tym wierszu, który wczoraj cytowałam, że kwiaty spadają w dół jak trzeba i wystarczy zaufać.

Nawiasem mówiąc cytat to motto do "Pulpecji" Musierowicz, a w "Pulpecji", niby głupim czytadełku, autorka przemyca mnóstwo filozofię taoistyczną - szalenie mądrą, naprawdę.


P.S. Moje przemyślenia na temat własnych i cudzych wartości dotyczą wielu dziedzin życia. Między innymi wiary i religii, zasad i konwenansów. Ale nie będę rozwijać, bo off-top zrobię.
Generalnie doszłam do wniosku, że żyję po swojemu i nikomu nic do tego, skoro nikomu nie robię krzywdy.

Czyli że co, nie ma się co zastanawiać i wybierać w przyszłość, bo co ma być to bedzie?

214 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 11:50:18)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
rossanka napisał/a:

Czyli że co, nie ma się co zastanawiać i wybierać w przyszłość, bo co ma być to bedzie?

Owszem, to też.
Wiadomo, że jakieś tam plany i zamierzenia się ma, realizuje, steruje sobą i życiem, ale zbytnie przywiązywanie się do jakiejś wizji to moim zdaniem nie najlepszy pomysł. Zostawiam spory margines na nieprzewidywalne i na niespodzianki od losu.

215 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-09-08 15:45:13)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Ela210 napisał/a:

Jacek ujął wszystko w poście. I tu nie chodzi o to, dziewczyny, że deklaratywnie nie chcecie ciągnąć  kogoś przed ołtarz od razu, ale jak same przyznajecie cel przy poznaniu jest ustalony. Proponuję z niego zrezygnowac na początku znajomości.

Właśnie chodzi o to, że cel nie jest ustalony i dopiero chcemy się z facetem na luzie poznawać...

Przez wiele lat miałam marzenie o nocy poślubnej. Już się pogodziłam z tym, że raczej nie ma szans na to, by ono się spełniło. Ale nie chcę rezygnować z tego, że seks jest dla mnie wyrazem uczucia, wzajemnego zakochania, a nie niezobowiązującą zabawą...

Dla MNIE najlepiej by było właśnie tak, jak pisze Piegowata, że dwie osoby się ze sobą spotykają i ewentualne pójście do łóżka wynika samo z siebie, tak naturalnie, z uczucia czy wzajemnej fascynacji. Póki co wszędzie czuję presję, że muszę, bo jak nie, to nic z tego nie będzie. I to tej presji mówię NIE, to ona zniechęca mnie do czegokolwiek.

Ale odbiegamy od tematu Mambry wink Ja rzuciłam teorię, że ona nie umie dostrzec, że facetowi tak naprawdę od początku nie zależy, stąd późniejsze smutki i rozczarowania. Ta teoria została podważona. Więc jakieś inne pomysły, rozwiązania dla autorki?

Edit: uświadomiłam sobie, że nie do końca jasno się wyraziłam. Nie mam na myśli tego, że autorka od początku im się nie podobała. Na pewno się podobała i była dla nich atrakcyjna smile Tylko chodzi mi o to, że oni od początku traktowali znajomość jako zabawę/przygodę, niezobowiazujaco.

216

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:

Dla MNIE najlepiej by było właśnie tak, jak pisze Piegowata, że dwie osoby się ze sobą spotykają i ewentualne pójście do łóżka wynika samo z siebie, tak naturalnie, z uczucia czy wzajemnej fascynacji. Póki co wszędzie czuję presję, że muszę, bo jak nie, to nic z tego nie będzie. I to tej presji mówię NIE, to ona zniechęca mnie do czegokolwiek.

Bo to MA wyjśc naturalnie. Nie będziesz przecież siedziała i się zastanawiała, czy chcę isć z nim do łóżka, czy jednak nie chcę. Albo czy pójsc do łóżka po 3 spotkaniu, albo po 5 tym, po 2 tygodniach czy 2 miesiącach, czy to ma być u Ciebie czy u niego i tak dalej. Jak czujesz presję, ze musisz, to nic z tego nie będzie. Na innych polach z resztą też. Nawet jak masz koleżanki, z jedną chętnie się spotkasz na kawę, pogadacie, nawet się nie zastanawiasz, czy chcesz iść, bo chcesz. A masz drugą koleżankę, przykładowo z pracy, której nie lubisz, albo jest Ci obojętna, bo nie macie wspólnych tematów, rozmawiacie tylko w pracy osprawach zawodowych, to do głowy Ci nie przyjdzie czy się martwić tym, czy iść z nią na kawę na babskie pogaduchy czy nie. Tu też się samo dzieje, ze się nie przyjaźnicie.
Ogólnie uważam, ze za dużo tez miałam w przeszłości rozkmin, co będzie jak będzie, co zrobić, czy to ten, czy to nie ten. A to i tak wychodzi w praniu i nie ma się co nasawiać. Albo wyjdzie albo nie. Chyba naprawdę kluczem jest mieć swoje życie, bo inaczej to rzeczywiście pustka, o jak Jego nie ma to łolaboga, nic nie ma , co robić, czym się zając i ogólnie marazm.

217 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-09-08 13:09:36)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
rossanka napisał/a:

Chyba naprawdę kluczem jest mieć swoje życie, bo inaczej to rzeczywiście pustka, o jak Jego nie ma to łolaboga, nic nie ma , co robić, czym się zając i ogólnie marazm.

Rossanko, no to pojechałaś po bandzie ;p Gdybym w taki sposób myślała, to nad niczym bym się nie zastanawiała, czy mu zależy, czy nie, tylko bym sypiała z kim popadnie, byleby facet był ;p


Edit:
Trochę smutne, że chęć pójścia do łóżka wtedy, gdy jest obustronne uczucie, jest uznawane za coś dziwnego/niestosownego/co trzeba zmienić/pójść na terapię/wygórowane oczekiwania.
Ale pozostanę przy swoim podejściu smile Tak, wiem, z czym się to ryzyko wiąże ;p Podejmuję je w pełni świadomie ;p

218

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Olinka napisał/a:
Jacekk napisał/a:

Tak na marginesie, to zastanawiam się dlaczego Panie na forum, raczej unikają wchodzenia w polemikę, odpowiadania na posty facetów?

Naprawdę? <szczerze zadziwiona> Bo sama odnoszę wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Choć może masz na myśli jakieś konkretne zagadnienia, wątki, gdzie rzeczywiście dyskusja toczy się raczej między paniami. Z drugiej strony są i takie, gdzie wyraźnie dominujecie Wy, mężczyźni.

W takim razie przełamię tę passę wink,

Dziękuję Olinko, miło mi smile
Takie odnoszę wrażenie, że część Pań na forum unika polemiki z facetami, tak jakby nie chciały ich prowokować, może nie chcą być odbierane jako te zaczepiające, może boją się namolności facetów, ofert przez PM smile, wstydliwość, nie wiem.
Jeżeli jednak to występuje w takim kontekście, to byłoby uzupełnieniem przyczyn mających związek z tym tematem. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich Pań i nie w takim samym stopniu.

Mamy podobne poglądy, ja zgadzam się z Twoimi.

219

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:

Póki co wszędzie czuję presję, że muszę, bo jak nie, to nic z tego nie będzie. I to tej presji mówię NIE, to ona zniechęca mnie do czegokolwiek.

To dziwne, bo gonienie króliczka jest znacznie bardziej ekscytujące od jego szybkiego złapania smile

220

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Jacekk napisał/a:
umajona napisał/a:

Póki co wszędzie czuję presję, że muszę, bo jak nie, to nic z tego nie będzie. I to tej presji mówię NIE, to ona zniechęca mnie do czegokolwiek.

To dziwne, bo gonienie króliczka jest znacznie bardziej ekscytujące od jego szybkiego złapania smile

Widocznie nie warto mnie gonić ;p W tajemnicy Ci powiem, że jestem wiedźmą z wiedźmowatym charakterem big_smile

221 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 13:19:34)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:

W tajemnicy Ci powiem, że jestem wiedźmą z wiedźmowatym charakterem big_smile

Chi, chi, chi!
Umajona, powiedzialam kiedyś PP: "Po co Ci takie beznadziejne stare i brzydkie próchno?" a on mi na to, że lubi stare, brzydkie i beznadziejne. I głupie do tego big_smile, bo nazywa mnie czasami czubkiem, gdy ogarnia mnie głupawka.
A na koniec stwierdził, że właśnie mnie chce, bo brzydszej to już nie znajdzie big_smile
Uwielbiam ten typ poczucia humoru - taki przyjaźnie złośliwy.
Są amatorzy wiedźm, jestem przekonana!

222

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:
Jacekk napisał/a:
umajona napisał/a:

Póki co wszędzie czuję presję, że muszę, bo jak nie, to nic z tego nie będzie. I to tej presji mówię NIE, to ona zniechęca mnie do czegokolwiek.

To dziwne, bo gonienie króliczka jest znacznie bardziej ekscytujące od jego szybkiego złapania smile

Widocznie nie warto mnie gonić ;p W tajemnicy Ci powiem, że jestem wiedźmą z wiedźmowatym charakterem big_smile

Choć mogłoby to wiele tłumaczyć, to jednak w to nie wierzę wink

223

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Ech, co zrobić ;p Chyba każdy wolałby gonić poruszającego się z gracją króliczka, niż latającą na miotle i robiącą salta w powietrzu wiedźmę ;p Choć liczę na takiego amatora, o jakim wspomina Piegowata big_smile

224 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 13:40:59)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:
rossanka napisał/a:

Chyba naprawdę kluczem jest mieć swoje życie, bo inaczej to rzeczywiście pustka, o jak Jego nie ma to łolaboga, nic nie ma , co robić, czym się zając i ogólnie marazm.

Rossanko, no to pojechałaś po bandzie ;p Gdybym w taki sposób myślała, to nad niczym bym się nie zastanawiała, czy mu zależy, czy nie, tylko bym sypiała z kim popadnie, byleby facet był ;p

Cały ambaras z tą "straszną" samotnością bierze się właśnie - jak powiedziałaby Katarzyna Miller - z porzucenia siebie. Oczekujemy, że ktoś nas zabawi, ktoś zajmie, otoczy opieką, zdejmie z nas (a w rzeczywistości jedynie zagłuszy) wszystkie "bóle istnienia".
Gdy człowiek żyje z samym sobą w przyjaźni, zna siebie, jest siebie ciekaw - nigdy nie jest samotny. Gdy umie cieszyć się i zachwycać życiem - nie grozi mu marazm.

Dla mnie moja "samotność" wcale straszna nie jest.

225 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-09-08 14:27:02)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Przyznam że podzielam tę obserwację na forum, że jest tu spora grupa kobiet , tych młodszych głównie  i panien na wydaniu wink które właśnie  tej polemiki unikają albo się z góry  najeżają. smile jakieś przeniesienie na postawy życiowe w realu może to mieć.
Może to też wyraz obaw by nie być  potraktowaną ostro jak niektóre  tu starsze koleżanki, które tej polemiki się nie boją:)

226

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Heh, ktoś jeszcze pamięta w czasach singielstwa określenie "panna na wydaniu"? big_smile

Wracając do wątku, to rzeczywiście coś jest na rzeczy. Pomyślałam sobie teraz o moich koleżankach, które też są "pannami na wydaniu" i to są tak superowe dziewczyny, że nie mam zielonego pojęcia, dlaczego wciąż są same, choć chciałyby spotkać kogoś....

227

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
umajona napisał/a:

Pomyślałam sobie teraz o moich koleżankach, które też są "pannami na wydaniu" i to są tak superowe dziewczyny, że nie mam zielonego pojęcia, dlaczego wciąż są same, choć chciałyby spotkać kogoś....

Być może one są superowe w Twoich oczach, za to w męskich już niekoniecznie. W każdym razie w czymś musi tkwić przyczyna tego stanu rzeczy.

228

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Stara panna zniknęła,  ale panny na wydaniu są, bo mimo  wszystko  około 30 ludzie chcą tej stałość czy rodziny.
Ciężko za kogoś wręczyć, ale raczej się wie, czy ktoś znajomy nadaje się do związków ogólnie, czy kompletnie nie, bo jest odjechany..

229

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Nie no, Jacek to jest w ogóle naszym ekspertem wink,  więc jakie  w ogóle ignorowanie jego wypowiedzi? wink
Śledziłam dziś z pracy wasze wypowiedzi, ale niezbyt miałam czas, żeby coś odpisać. Przyznam, że to wyjaśnienie Jacka dało mi trochę do myślenia, bo gdyby to była prawda, to zmieniałoby to w ogóle całokształt zagadnienia "znikających facetów"(Choć @Gary tłumaczył to nieco inaczej). I być może wyjaśniało by to też coś w moim życiu, bo jestem osobą, która gdy z kimś jest, to się angażuje i nie ukrywa tego, że chce z tym kimś być, widzi nawet ewentualną wspólną przyszłość razem i cieszy się na tę myśl. Staram się nie wywoływać jakiejś presji, dawać sporo swobody facetowi, zwłaszcza w jego pasjach, czy wyjściach ze znajomymi, własnych sprawach, dopóki mam poczucie, że on się stara i też mu zależy, nie oszukuje mnie. Z drugiej strony niezbyt wyobrażam sobie jak można być z kimś w związku i być wobec tego obojętnym, nie angażować się. Bo w ten sposób zachowuję się przy kimś na kim niezbyt mi zależy. Wtedy to jest takie: wyjdzie to wyjdzie, nie to nie... odezwie się teraz, czy za tydzień - co za różnica?
Tak więc sama już nie wiem...

Jacekk napisał/a:

Umajona, pozwolę sobie odpowiedzieć na Twoje wątpliwości. Tak na marginesie, to zastanawiam się dlaczego Panie na forum, raczej unikają wchodzenia w polemikę, odpowiadania na posty facetów?.
Tak, masz prawo czuć się źle w sytuacji kiedy facet zostawia Cię po kontakcie seksualnym. Ale jednocześnie nie powinnaś się tak czuć, gdybyś wierzyła w siebie i miała niezachwiane poczucie własnej wartości, pod każdym względem. Nie obwiniałabyś się że byłaś słaba w łóżku, bo Twoja pewność siebie by Ci na to nie pozwalała.
W tym względzie faceci są tolerancyjni i jeżeli w seksie nie ma skrajnych odchyłów od normy to nie jest to powód odejścia.
Powodem odejścia tak naprawdę mogą  być obawy, strach i kompleksy faceta, związane z odpowiedzialnością za związek, poczuciem ograniczania swobody faceta, stawianiem go od początku przed odpowiedzialnością, jego obawą braku akceptacji jego słabej pozycji i posiadanych możliwości, w tym finansowych, niechęcią do tworzenia trwałej poważnej relacji, obawą przed postawionym celem tworzenia rodziny, małżeństwa. Można by tak jeszcze długo wymieniać w miarę zastanawiania się.
Ogólnie faceci nie lubią komplikacji, odpowiedzialności, ograniczeń. Natomiast Ty właśnie tego od nich oczekujesz i to jest Twoje kryterium kontynuowania znajomości.
Mogę się domyślać, że komunikujesz facetowi jak bardzo poważnie traktujesz nawiązywaną właśnie z nim relację. I mogę się domyślać że część z nich to przeraża, część zaczyna mieć obawy i po prostu uciekają. Oni nie są pewni czy chcą sprostać takim wymaganiom i oczekiwaniom.
Inna dziewczyna, podchodząca to tego na luzie, nie stwarza im takiego poczucia odpowiedzialności. Uprawiają z nią seks, przywiązują się, zakochują i zostają, a nawet zakochani chcą tworzyć rodzinę. Często też kobiety w takich relacjach, zachodzą w nieplanowaną ciążę, faceci postawieni przed faktem żenią się i stają się potulnymi mężami.
Zauważasz różnicę, że kobieta podchodząca do tego spontanicznie ma chyba większe szanse zatrzymać przy sobie faceta.
Nie twierdzę że masz być łatwa i bezproblemowa jak inne dziewczyny, ale stawiane przez Ciebie wymagania i ograniczenia mogą odpychać całkiem normalnych facetów.
A to tylko jeden wycinek tego co może zniechęcać facetów.

I zastanawiam się... bo jeśli tak jest rzeczywiście, to może faktycznie oni się boją tego, że ja się angażuję coraz mocniej w ten związek, że może wymagam ich uwagi na co dzień? Bo ja sama jestem właśnie taką osobą dość uczuciową, która chciałaby mieć to poczucie nici emocjonalne ze swoim facetem tak na co dzień, lubię się przytulać, robić coś wspólnie. No i widać po mnie, że chce z nim być i chciałabym w przyszłości. Czy może tak być, że kogoś to przeraża?
Mam tutaj prośbę do Ciebie, Jacku(ale jestem też bardzo ciekawa opinii każdej osoby, która się tutaj wypowiada, tylko że Jacek pokazał to zagadnienie jakby z zupełnie innej strony i zaciekawiła mnie jego, znaczy Twoja, Jacku( no już nie wiem jak mam się zwracać tutaj big_smile) opinia ), żebyś spojrzał na mój przedostatni temat: "Mam poczucie, że mój facet mnie ignoruje i czuję się coraz gorzej.", tak choć po prostu główny opis problemu - i opowiedział później co o tym myślisz... Czy widzisz tam u mnie taki problem z tym, że może przesadnie wymagałam jego uwagi np.? Jak interpretujesz tę sytuację? Bo teraz już nie mam z nim kontaktu - zresztą pisałam o tym na końcu tamtego tematu, ale czasem zastanawiam się, czy jednak to nie jest w dużej mierze tez moja wina, czy może nie zakończyłam zbyt pochopnie tej znajomości, i tesknie jeszcze za nim. Nie pasuje mi do niego to co sie stało, więc czasem nachodza mnie myśli, że to ja schrzaniłam.  Chciałabym d niego wrócić... hmm

umajona napisał/a:

Generalnie powstaje błędne koło - faceci nie lubią czuć presji, poczucia odpowiedzialności itd itp, a ja nie lubię czuć presji, że jak się z kimś nie prześpię, to już go nie zobaczę...

Edit: zauważyłam taki zabawny paradoks big_smile Faceci niby boją się presji i oczekiwań ze strony kobiet, że one pewnie już chcą związku i zapewne już wybierają suknię ślubną, a jednak mimo to wolą, jak kobieta jest od razu chętna na zabawy w łóżku ;p

Właśnie chodzi o to, że cel nie jest ustalony i dopiero chcemy się z facetem na luzie poznawać...

Bardzo dobrze to ujęłaś, mam bardzo podobnie smile. Ja czuję się przez takie zmienne zachowanie facetów (przed - inaczej, po -inaczej) trochę jednak oszukana. W sensie, no ja rozumiem jakichś młodzików, którzy jeszcze sami do końca nie wiedzą jak reagują, nie zastanawiają się nad tym, ale już ktoś, powiedzmy 20+ powinien chyba trochę odpowiedzialniej podejść do tematu? Nie zdaje sobie sprawy z tego, że może tak kogoś skrzywdzić - kogoś, kto mu zaufał? Czy to silniejsze od nie go? Nie wiem, no nie umiem tego...

Piegowata'76 napisał/a:

Cały ambaras z tą "straszną" samotnością bierze się właśnie - jak powiedziałaby Katarzyna Miller - z porzucenia siebie. Oczekujemy, że ktoś nas zabawi, ktoś zajmie, otoczy opieką, zdejmie z nas (a w rzeczywistości jedynie zagłuszy) wszystkie "bóle istnienia".
Gdy człowiek żyje z samym sobą w przyjaźni, zna siebie, jest siebie ciekaw - nigdy nie jest samotny. Gdy umie cieszyć się i zachwycać życiem - nie grozi mu marazm.

Bardzo ładnie powiedziane, podoba mi się. Ale nie jestem do końca przekonana, czy to prawda. Czy raczej takie pocieszanie się w poszukiwaniach spokoju ducha. Jesteśmy istotami społecznym, towarzystwo drugiej osoby, to co innego niż towarzystwo nas samych dla siebie. Można się ze sobą dobrze czuć, mieć zainteresowana, fajną pracę, wypełniony czas po uszy... Ale jednak kontakt z drugą osobą, to jest odmienny rodzaj piękna. Np. nie porozmawiasz z samym sobą, albo czasem nie chce się samemu robić różnych rzeczy, a chętnie zrobiłoby się je z kimś kogo się lubi. Samemu nie stworzy się rodziny, dom będzie pusty... Można się przyzwyczajać do samotności. Tylko czy to w ogóle normalne, tak po ludzku - zdrowe?

230 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 21:23:36)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Mambro, ja związek miałam na myśli. Na co dzień nie brakuje wokół mnie ludzi. Mam przyjaciół, rodzinę, znajomych i sąsiadów.
Pustelnicą nie jestem.
Ale też nie ma tragedii, gdy zdarza mi się samotny weekend.

231 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2020-09-08 23:05:12)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
mambra napisał/a:

Nie no, Jacek to jest w ogóle naszym ekspertem wink,  więc jakie  w ogóle ignorowanie jego wypowiedzi? wink
Śledziłam dziś z pracy wasze wypowiedzi, ale niezbyt miałam czas, żeby coś odpisać. Przyznam, że to wyjaśnienie Jacka dało mi trochę do myślenia, bo gdyby to była prawda, to zmieniałoby to w ogóle całokształt zagadnienia "znikających facetów"(Choć @Gary tłumaczył to nieco inaczej).

Oczywiście Mambra sobie żartuje smile , a ja nie czuję się ekspertem, nie jestem też psychologiem ani psychoterapeutą, choć psychologia jest w kręgu moich zainteresowań.
Nie można też brać bardzo dosłownie i do siebie, wszystkiego co tu jest napisane na temat tego problemu.
Generalnie uważam, że większości z nas, przydałaby się dobra psychoterapia. Nie dlatego, że z nami jest coś nie tak, ale dlatego że DOBRA psychoterapia mogłaby nam uświadomić ile różnych błędów popełniamy, w myśleniu, w postrzeganiu, wyciąganiu wniosków, podejmowaniu decyzji, wpływu emocji i innych.

Jeżeli chodzi o dotychczasowy mój wniosek z dyskusji, że przyczyna problemu jest w nas, to jest on w pewien sposób uniwersalny. Sprowadza się do logiki, że jeżeli mamy jakieś problemy w stosunkach społecznych, w tym przypadku nawiązania i utrzymanie bliskiej relacji kobiety z mężczyzną, to w większości przypadków przyczyna będzie po naszej stronie.
Przyczyna rozumiana jako nasz brak dostosowania się do otoczenia, lub odmienność która również utrudnia nam to dostosowanie.

Jednak jest wyłom w tej logice, bo gdyby przyjąć że to my jednak mamy prawidłowe zachowania, oczekiwania i widzenie relacji, a 90 procent partnerów ma je zaburzone, to wtedy po czyjej stronie leży przyczyna problemu?
Po naszej, bo nie potrafimy się dostosować do większości otoczenia, czy po stronie tych 90 procent zaburzonych partnerów?? big_smile To jest zagadka filozoficzna. Także nie jest to takie jednoznaczne. smile

Mambra, poczytam Twoje tematy i posty, może będę w mógł Ci coś podpowiedzieć. Poszukam też opracowań i wniosków naukowych z tego problemu, bo jednak jest to interesujące.

Na koniec dodam, że intuicja pań jest często bardzo niezawodna, dlatego panie w wielu rozważaniach tu poruszanych, na pewno mają dużo racji. wink

232 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2020-09-08 21:25:10)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
mambra napisał/a:

Czy raczej takie pocieszanie się w poszukiwaniach spokoju ducha. Jesteśmy istotami społecznym, towarzystwo drugiej osoby, to co innego niż towarzystwo nas samych dla siebie. Można się ze sobą dobrze czuć, mieć zainteresowana, fajną pracę, wypełniony czas po uszy... Ale jednak kontakt z drugą osobą, to jest odmienny rodzaj piękna. Np. nie porozmawiasz z samym sobą, albo czasem nie chce się samemu robić różnych rzeczy, a chętnie zrobiłoby się je z kimś kogo się lubi. Samemu nie stworzy się rodziny, dom będzie pusty... Można się przyzwyczajać do samotności. Tylko czy to w ogóle normalne, tak po ludzku - zdrowe?

W pełni się zgadzam, ja np bardzo potrzebuje czasami pobyć sama,
Ale są dni ze się tęskni za kimś wartościowym kimś do życia, komu na nas zależy, i nie jest tylko na „chwilkę”
a i romanse z czasem się znudzą...

Właśnie siedze oglądam sama film, a miło
by było by przy mnie był ktoś taki do życia.
A tu nic...Kino, wino, paluszki i samotność.

Jacekk napisał/a:

Mamuta, poczytam Twoje tematy i posty, może będę w mógł Ci coś podpowiedzieć. Poszukam też opracowań i wniosków naukowych z tego problemu, bo jednak jest to interesujące.

Ja również chetnie poczytam,
bom też samotna, szukająca miłości.

233 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 21:25:48)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Takie gorsze momenty to i w związku czasem bywają. Uważam je za coś naturalnego chociaż niezbyt przyjemnego.

234

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Mambra, spróbuję jeszcze coś krótko zasugerować, choć jako osoba, która w związku jeszcze nie była, pewnie się nie znam i robię wszystko źle i na odwrót ;p

Ale - zauważ, że próbujesz sobie wmówić, że byłaś za bardzo "jakaś", albo za mało "jakaś". W sensie, że może za bardzo naciskałaś, za bardzo się angażowałaś (swoją drogą, nie wiem, co takiego odstraszającego jest w angażowaniu się będąc w związku, ale może znam błędną definicję tego, czym jest związek), za bardzo coś tam jeszcze, za mało coś tam.
A myślisz, że tamten chłopak też się tym przejmuje? Myślisz, że się zastanawia, że może za mało czasu Ci poświęcał, za mało czułości dawał, za bardzo ignorował lub cokolwiek innego? Myślisz, że się tym przejmował i martwił, czy swoim zachowaniem nie sprawi, że Cię straci? Kto wie, może ma/miał takie przemyślenia. Ale nie sądzę. Nawet nie miał odwagi Ci powiedzieć wprost, że się zmywa, ani nie odpisał na Twoje SMSy, gdy nie wiedziałaś, co się dzieje. Myślisz, że się tym przejmował? Tym, jak się z tym czujesz? Że płaczesz?

Droga Mamberko, jasne, że trzeba się sobie przyglądać, czy nie przekracza się jakichś granic w związku oraz wykazywać się empatią, szacunkiem itd. Ale też nie może być tak, że chodzi się na palcach wokół faceta, żeby przypadkiem on się nie poczuł osaczony, naciskany czy zestresowany. Nie, moim zdaniem to nie tak powinno wyglądać. A na pewno nie jednostronnie. I moim zdaniem wcale nie miałaś w tamtej relacji zbyt wysokich oczekiwań. Przynajmniej na podstawie tego, co opisywałaś.

235 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-08 21:36:01)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Mambra, po prostu rozminęliście się w oczekiwaniach. Niczyja to wina.

236

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:

Mambra, po prostu rozminęliście się w oczekiwaniach. Niczyja to wina.

Dokładnie, dlatego do znudzenia przypominam o tym, żeby się przyglądać, czy jemu zależy, czy nie. Również w tym sensie, czy on chce związku, czy niezobowiązującej zabawy. Wtedy będzie mniej rozczarowań...

237 Ostatnio edytowany przez mambra (2020-09-08 23:13:28)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Jacekk napisał/a:

Oczywiście Mambra sobie żartuje smile , a ja nie czuję się ekspertem, nie jestem też psychologiem ani psychoterapeutą, choć psychologia jest w kręgu moich zainteresowań.

Oj, wcale nie żartuję, ja to w ogóle jestem bardzo poważną osobą, więc jak coś mówię, to jest to śmiertelnie poważne smile

Jacekk napisał/a:

Jednak jest wyłom w tej logice, bo gdyby przyjąć że to my jednak mamy prawidłowe zachowania, oczekiwania i widzenie relacji, a 90 procent partnerów ma je zaburzone, to wtedy po czyjej stronie leży przyczyna problemu?

Hm, no bardzo ciekawa, filozoficzna zagwozdka big_smile Tyko pytanie jeszcze czy istnieje coś takiego jak "prawidłowe zachowania, oczekiwania i widzenie relacji" smile

Jacekk napisał/a:

Mambra, poczytam Twoje tematy i posty, może będę w mógł Ci coś podpowiedzieć. Poszukam też opracowań i wniosków naukowych z tego problemu, bo jednak jest to interesujące.

Ogólnie zależy mi na tym, żebyś tak chociaż "rzucił okiem" na tamten temat, na jego mój wstępny opis. Mam wrażenie, że jesteś osobą, która gdy siez za coś zabiera, to chce to zrobić dobrze, ale ja nie chcę zabierać Ci czasu na czytanie tych moich tam wypocin, tylko raczej interesuje mnie Twoje ogólne spojrzenie i wrażenie z sytuacji z tamtym facetem.

Jacekk napisał/a:

Na koniec dodam, że intuicja pań jest często bardzo niezawodna, dlatego panie w wielu rozważaniach tu poruszanych, na pewno mają dużo racji. wink

Z treścią się zgadzam. Tylko dlaczego tutaj jest taki "; )"znaczek na końcu?

Piegowata'76 napisał/a:

Mambro, ja związek miałam na myśli. Na co dzień nie brakuje wokół mnie ludzi. Mam przyjaciół, rodzinę, znajomych i sąsiadów.
Pustelnicą nie jestem.
Ale też nie ma tragedii, gdy zdarza mi się samotny weekend.

Tak, wiem. Tylko zwiazek z facetem, to co innego niż spotkanie z przyjaciółką, mamą, siostrą smile To taki element, którego niczym nie zastąpisz, a może być bardzo fajny. Ale to jest moje subiektywne spojrzenie. Ludzie są różni i mają odmienne potrzeby w różnych obszarach. Są osoby, które potrzebują czegoś bardziej, podczas gdy inne mogą bez tego żyć albo w ogóle specjalnie nie potrzebować. Albo może to zmieniać się na różnych etapach życia. Tak więc masz rację, trochę może to pochopnie osądziłam.

umajona napisał/a:

Mambra, spróbuję jeszcze coś krótko zasugerować, choć jako osoba, która w związku jeszcze nie była, pewnie się nie znam i robię wszystko źle i na odwrót ;p

Ale - zauważ, że próbujesz sobie wmówić, że byłaś za bardzo "jakaś", albo za mało "jakaś". W sensie, że może za bardzo naciskałaś, za bardzo się angażowałaś (swoją drogą, nie wiem, co takiego odstraszającego jest w angażowaniu się będąc w związku, ale może znam błędną definicję tego, czym jest związek), za bardzo coś tam jeszcze, za mało coś tam.
A myślisz, że tamten chłopak też się tym przejmuje? Myślisz, że się zastanawia, że może za mało czasu Ci poświęcał, za mało czułości dawał, za bardzo ignorował lub cokolwiek innego? Myślisz, że się tym przejmował i martwił, czy swoim zachowaniem nie sprawi, że Cię straci? Kto wie, może ma/miał takie przemyślenia. Ale nie sądzę. Nawet nie miał odwagi Ci powiedzieć wprost, że się zmywa, ani nie odpisał na Twoje SMSy, gdy nie wiedziałaś, co się dzieje. Myślisz, że się tym przejmował? Tym, jak się z tym czujesz? Że płaczesz?

Droga Mamberko, jasne, że trzeba się sobie przyglądać, czy nie przekracza się jakichś granic w związku oraz wykazywać się empatią, szacunkiem itd. Ale też nie może być tak, że chodzi się na palcach wokół faceta, żeby przypadkiem on się nie poczuł osaczony, naciskany czy zestresowany. Nie, moim zdaniem to nie tak powinno wyglądać. A na pewno nie jednostronnie. I moim zdaniem wcale nie miałaś w tamtej relacji zbyt wysokich oczekiwań. Przynajmniej na podstawie tego, co opisywałaś.

No właśnie nie wiem... ale tak mi nie pasuje do jego osoby pewne rzeczy, które tam sie wydarzyły na końcu, że nie daje mi to spokoju. On mi czesto powtarzał ostatnio, że teraz nie będzie miał czasu, bo ma niepoukładane swoje sprawy i chce sie tym najpierw zająć, że go to stresuje, że siedzi mu na głowie itd. Z drugiej strony Znajdował czas dla tych swoich zainteresowań, tam z tymi ludźmi, a dla mnie czasem cały tydzień z weekendem, nie miał czasu. Tłumaczył się, ze ma kiepski humor albo jest zmęczony i nie chce taki do mnie przyjeżdzać, taki padnięty, bo nic nie będziemy mogli ciekawego porobić. A o tamtych zainteresowaniach mówił, że tego potrzebuje, bo go to odstresowuje. No to co? Spotkania ze mną go nie odstresowywały, nie dawały zadnych pozytywnych emocji, uczuć? Smutno mi było, że on nie chce się tym wszystkim ze mną dzielić, jakby kontakt ze mną nie dawał mu nic dobrego. Cieżko było w to wszystko uwierzyć i pierwsze co przychodziło na myśl, to że ściemnia. Że pewnie poznał kogoś innego, albo po prostu nie chce już się spotykać i szuka wymówek. Gdy zobaczył, że mi przykro, to powiedział, że nie chce mnie męczyć, i że może w takim razie lepiej by było, gdyby go nie było...
I ja po prostu tego nie rozumiem czy on ściemniał, czy faktycznie tak myślał.

No ale w tym momencie, to juz raczej bez znaczenia, bo pewnie on już odpuścił ten temat i może nawet już o tym w ogóle nie myśli. Tylko nie daje mi to spokoju, bo szkoda mi tej znajomości.

238

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
mambra napisał/a:
Jacekk napisał/a:

Oczywiście Mambra sobie żartuje smile , a ja nie czuję się ekspertem, nie jestem też psychologiem ani psychoterapeutą, choć psychologia jest w kręgu moich zainteresowań.

Oj, wcale nie żartuję, ja to w ogóle jestem bardzo poważną osobą, więc jak coś mówię, to jest to śmiertelnie poważne smile

Jacekk napisał/a:

Jednak jest wyłom w tej logice, bo gdyby przyjąć że to my jednak mamy prawidłowe zachowania, oczekiwania i widzenie relacji, a 90 procent partnerów ma je zaburzone, to wtedy po czyjej stronie leży przyczyna problemu?

Hm, no bardzo ciekawa, filozoficzna zagwozdka big_smile Tyko pytanie jeszcze czy istnieje coś takiego jak "prawidłowe zachowania, oczekiwania i widzenie relacji" smile

Jacekk napisał/a:

Mambra, poczytam Twoje tematy i posty, może będę w mógł Ci coś podpowiedzieć. Poszukam też opracowań i wniosków naukowych z tego problemu, bo jednak jest to interesujące.

Ogólnie zależy mi na tym, żebyś tak chociaż "rzucił okiem" na tamten temat, na jego mój wstępny opis. Mam wrażenie, że jesteś osobą, która gdy siez za coś zabiera, to chce to zrobić dobrze, ale ja nie chcę zabierać Ci czasu na czytanie tych moich tam wypocin, tylko raczej interesuje mnie Twoje ogólne spojrzenie i wrażenie z sytuacji z tamtym facetem.

Jacekk napisał/a:

Na koniec dodam, że intuicja pań jest często bardzo niezawodna, dlatego panie w wielu rozważaniach tu poruszanych, na pewno mają dużo racji. wink

Z treścią się zgadzam. Tylko dlaczego tutaj jest taki "; )"znaczek na końcu?

Piegowata'76 napisał/a:

Mambro, ja związek miałam na myśli. Na co dzień nie brakuje wokół mnie ludzi. Mam przyjaciół, rodzinę, znajomych i sąsiadów.
Pustelnicą nie jestem.
Ale też nie ma tragedii, gdy zdarza mi się samotny weekend.

Tak, wiem. Tylko zwiazek z facetem, to co innego niż spotkanie z przyjaciółką, mamą, siostrą smile To taki element, którego niczym nie zastąpisz, a może być bardzo fajny. Ale to jest moje subiektywne spojrzenie. Ludzie są różni i mają odmienne potrzeby w różnych obszarach. Są osoby, które potrzebują czegoś bardziej, podczas gdy inne mogą bez tego żyć albo w ogóle specjalnie nie potrzebować. Albo może to zmieniać się na różnych etapach życia. Tak więc masz rację, trochę może to pochopnie osądziłam.

umajona napisał/a:

Mambra, spróbuję jeszcze coś krótko zasugerować, choć jako osoba, która w związku jeszcze nie była, pewnie się nie znam i robię wszystko źle i na odwrót ;p

Ale - zauważ, że próbujesz sobie wmówić, że byłaś za bardzo "jakaś", albo za mało "jakaś". W sensie, że może za bardzo naciskałaś, za bardzo się angażowałaś (swoją drogą, nie wiem, co takiego odstraszającego jest w angażowaniu się będąc w związku, ale może znam błędną definicję tego, czym jest związek), za bardzo coś tam jeszcze, za mało coś tam.
A myślisz, że tamten chłopak też się tym przejmuje? Myślisz, że się zastanawia, że może za mało czasu Ci poświęcał, za mało czułości dawał, za bardzo ignorował lub cokolwiek innego? Myślisz, że się tym przejmował i martwił, czy swoim zachowaniem nie sprawi, że Cię straci? Kto wie, może ma/miał takie przemyślenia. Ale nie sądzę. Nawet nie miał odwagi Ci powiedzieć wprost, że się zmywa, ani nie odpisał na Twoje SMSy, gdy nie wiedziałaś, co się dzieje. Myślisz, że się tym przejmował? Tym, jak się z tym czujesz? Że płaczesz?

Droga Mamberko, jasne, że trzeba się sobie przyglądać, czy nie przekracza się jakichś granic w związku oraz wykazywać się empatią, szacunkiem itd. Ale też nie może być tak, że chodzi się na palcach wokół faceta, żeby przypadkiem on się nie poczuł osaczony, naciskany czy zestresowany. Nie, moim zdaniem to nie tak powinno wyglądać. A na pewno nie jednostronnie. I moim zdaniem wcale nie miałaś w tamtej relacji zbyt wysokich oczekiwań. Przynajmniej na podstawie tego, co opisywałaś.

No właśnie nie wiem... ale tak mi nie pasuje do jego osoby pewne rzeczy, które tam sie wydarzyły na końcu, że nie daje mi to spokoju. On mi czesto powtarzał ostatnio, że teraz nie będzie miał czasu, bo ma niepoukładane swoje sprawy i chce sie tym najpierw zająć, że go to stresuje, że siedzi mu na głowie itd. Z drugiej strony Znajdował czas dla tych swoich zainteresowań, tam z tymi ludźmi, a dla mnie czasem cały tydzień z weekendem, nie miał czasu. Tłumaczył się, ze ma kiepski humor albo jest zmęczony i nie chce taki do mnie przyjeżdzać, taki padnięty, bo nic nie będziemy mogli ciekawego porobić. A o tamtych zainteresowaniach mówił, że tego potrzebuje, bo go to odstresowuje. No to co? Spotkania ze mną go nie odstresowywały, nie dawały zadnych pozytywnych emocji, uczuć? Smutno mi było, że on nie chce się tym wszystkim ze mną dzielić, jakby kontakt ze mną nie dawał mu nic dobrego. Cieżko było w to wszystko uwierzyć i pierwsze co przychodziło na myśl, to że ściemnia. Że pewnie poznał kogoś innego, albo po prostu nie chce już się spotykać i szuka wymówek. Gdy zobaczył, że mi przykro, to powiedział, że nie chce mnie męczyć, i że może w takim razie lepiej by było, gdyby go nie było...
I ja po prostu tego nie rozumiem czy on ściemniał, czy faktycznie tak myślał.

No ale w tym momencie, to juz raczej bez znaczenia, bo pewnie on już odpuścił ten temat i może nawet już o tym w ogóle nie myśli. Tylko nie daje mi to spokoju, bo szkoda mi tej znajomości.

To są typowe zachowania faceta, który już się emocjonalnie odkleja, zaczyna kręcić z inną albo przynajmniej jest w fazie intensywnego rozglądania się. Wtedy brakuje czasu, nagle problemy go przerastają, 'nie chce cię martwić', a w końcu słyszysz, że zasługujesz na kogoś lepszego, albo inną klasyczną wymówkę która obraża rozum.

Możesz długo jeszcze roztrząsać to, czego nie było Ci dane zrozumieć, i nie dojść do żadnych wniosków.

Tak, trzyma nas w tym stanie przede wszystkim to, że takie zachowania tak bardzo do tego kogoś nie pasują, chcemy to zrozumieć, dowiedzieć się co się stało, bo przecież coś się musiało stać, skoro trudno poznać bliskiego człowieka. Ale to po prostu druga strona jego charakteru, równie realna jak ta dobra.
Nie było już przed Wami dobrej przyszłości, tak myślę. Nie jest ważne, czemu komuś nie zależy, bo to niczego nie zmienia, tylko twardy fakt, że nie zależy.

239 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-09 09:35:30)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Bardzo mi się podoba ostatnie zdanie Niepodobnej.
No właśnie! Czasami po prostu nie zagra z kimś i nie ma co się dopatrywać niczyjej winy. Ewentualnie można by się zastanowić, dlaczego powtarza się pewien scenariusz.
Mnie się wydaje, że w przypadku braku zainteresowania ze strony faceta, kobiety po prostu nie chcą tego przyjąć do wiadomości, dwoją się i troją, by zmienić jego zachowanie. A jak już pisałam, odpowiadać możemy wyłącznie za siebie. Więc albo się męczę i narzekam, że kolejny ma mnie w nosie, albo szukam se innego wink
No i z tym szukaniem jest  problem, który się nazywa desperacja (mówię ogólnie, bez wycieczek osobistych, nawet lekko określenie wyolbrzymiając). Tak bardzo chcemy z kimś być, że ignorujemy negatywne sygnały, brniemy coraz dalej, mamy nadzieję...
Dlatego uważam umiejętność bycia singlem za bardzo ważną i cieszy mnie, że potrafiłam się w takim życiu odnaleźć. Spokój pozwala w miarę trzeźwo wybierać, gdy się już kogoś spotka, zrezygnować bez żalu (no, może trochę tylko smile ), gdy jednak okazuje się, że to nie to.
I znosić brak partnera, bo moim zdaniem właśnie znoszenie jest problemem, nie sam fakt. Znosić godnie i pogodnie.
Gdy mnie czasami samotność dopada, to dzwonię do przyjaciółki, albo szukam sobie wciągającego zajęcia, najlepiej lubianego. Nie taplam się w swoich tęsknotach zbyt długo.
Bez faceta dobry film też cieszy. Albo spacer. Albo mnóstwo innych rzeczy.
Ostatnio ktoś mi proponował pieska. Żałuję trochę, że się nie zdecydowałam, boby mnie na częstsze spacery wyciągał smile

P.S. Jak coś się kończy, co kosztowało wiele nerwów i frustracji i kiepsko rokowało, to bardzo dobrze!
Rozmawiałam niedawno z koleżanką uwikłaną w małżeństwo z alkoholikiem, złośliwcem i leniem. Ciężko się wycofać, gdy już tyle zobowiązań: dzieci, kredyty, lęk o jego zdrowie i życie...

240

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

mambra jak czytam co opisałas z tą znajomością na tej stronie..   niektórzy tak mają że odstresowują się w swej pasji i partner im do tego nie jest potrzebny - chyba że tę pasję podziela. Są takie typy, że swą szczerością walą w twarz, nie bacząc na uczucia drugiej strony i albo Ci to pasuje albo nie.. jesli juz teraz żle się z tym czujesz to... może lepiej że on odpuscił temat, byłoby wiecej takich akcji, rodziłoby to konflikty, chyba nie warto..
apropo tego złosliwca, alkoholika i lenia - no ja jestem uwiklana ze zlosliwcem, napadowo pracowitym, szczerym do bólu egocentrykiem i ...  spalam się, a dzieci go ubostwiają, nie wiem czy znajdę siłe na wycofanie się.. generalnie tęsknię za pobyciem jakis czas samej...
a moze faktycznie autorko on ma kogos innego jednak na  oku.. czy to istotne...

241 Ostatnio edytowany przez mambra (2020-09-09 10:34:42)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
niepodobna napisał/a:

To są typowe zachowania faceta, który już się emocjonalnie odkleja, zaczyna kręcić z inną albo przynajmniej jest w fazie intensywnego rozglądania się. Wtedy brakuje czasu, nagle problemy go przerastają, 'nie chce cię martwić', a w końcu słyszysz, że zasługujesz na kogoś lepszego, albo inną klasyczną wymówkę która obraża rozum.

Możesz długo jeszcze roztrząsać to, czego nie było Ci dane zrozumieć, i nie dojść do żadnych wniosków.

Tak, trzyma nas w tym stanie przede wszystkim to, że takie zachowania tak bardzo do tego kogoś nie pasują, chcemy to zrozumieć, dowiedzieć się co się stało, bo przecież coś się musiało stać, skoro trudno poznać bliskiego człowieka. Ale to po prostu druga strona jego charakteru, równie realna jak ta dobra.
Nie było już przed Wami dobrej przyszłości, tak myślę.

.

Tak, masz rację. Myślę, że świetnie to podsumowałaś. W punkt. Odnośnie tej znajomości nie mam się już co łudzić.

niepodobna napisał/a:

Nie jest ważne, czemu komuś nie zależy, bo to niczego nie zmienia, tylko twardy fakt, że nie zależy.

Piegowata'76 napisał/a:

Bardzo mi się podoba ostatnie zdanie Niepodobnej.
No właśnie! Czasami po prostu nie zagra z kimś i nie ma co się dopatrywać niczyjej winy. Ewentualnie można by się zastanowić, dlaczego powtarza się pewien scenariusz.
[...]
Gdy mnie czasami samotność dopada, to dzwonię do przyjaciółki, albo szukam sobie wciągającego zajęcia, najlepiej lubianego. Nie taplam się w swoich tęsknotach zbyt długo.

I bardzo dobrze, nie o to chodzi, żeby "taplać się" w swoich smutkach, miesiącami rozpamiętywać. Trzeba samemu przejąć ster nad własnym życiem. Nie piszę o tym z powodu desperacji, tylko jest to u mnie powtarzający się schemat, sfera życia z którą sobie nie radzę i chcę nad nią popracować, coś zrozumieć dlaczego tak, co robię źle, gdzie jest błąd w moim myśleniu i postępowaniu. Stąd o tym pisze, a nie dlatego, że tak mocno to przeżywam. Nie ukrywam, że chciałabym być z kimś w udanym związku, ale wciąż to jakoś nie wychodzi, więc zastanawia mnie co jest przyczyną...

Piegowata'76 napisał/a:

Rozmawiałam niedawno z koleżanką uwikłaną w małżeństwo z alkoholikiem, złośliwcem i leniem. Ciężko się wycofać, gdy już tyle zobowiązań: dzieci, kredyty, lęk o jego zdrowie i życie...

Tak, masz rację, to jest tragedia. W dodatku alkoholicy potrafią tak manipulować otoczeniem... To jest odchył w jedną stronę, ale nie można tak sobie powtarzać, że ta to ma o wiele gorzej, więc ja i tak mam sto razy lepiej i godzić się z własnym położeniem, które nas do końca nie satysfakcjonuje, dopóki jeszcze jest szansa by je zmienić.

242 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-09 11:14:43)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
mambra napisał/a:

nie można tak sobie powtarzać, że ta to ma o wiele gorzej, więc ja i tak mam sto razy lepiej i godzić się z własnym położeniem, które nas do końca nie satysfakcjonuje, dopóki jeszcze jest szansa by je zmienić.

Nie, jasne, że nie o porównania chodzi, tylko o pewną akceptację, że teraz akurat jestem sama. Bo brak przyzwolenia bywa zgubny, owocuje złymi wyborami albo depresjami jakimiś.
Też nie mogę się pochwalić spektakularnymi związkowymi sukcesami, ale widzę swój udział w tej sytuacji (z takich czy innych powodów nie weszłam w związek nawet gdy była na to szansa - a więc podjęłam decyzję) albo znowu brak wpływu.
Więc jeśli miałam wpływ, to nie będę płakać, mam czego (nie) chciałam ; jeśli natomiast decyzja nie była moja - to tym bardziej tracę czas rozpamiętując i żałując.
Jasne, że czasem trochę smutno, ale życie generalnie bywa czasem smutne. Normalka.

243

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:

Nie, jasne, że nie o porównania chodzi, tylko o pewną akceptację, że teraz akurat jestem sama. Bo brak przyzwolenia bywa zgubny, owocuje złymi wyborami albo depresjami jakimiś.
Też nie mogę się pochwalić dużą liczbą partnerów i spektakularnymi związkowymi sukcesami, ale widzę swój udział w tej sytuacji (z takich czy innych powodów nie weszłam w związek nawet gdy była na to szansa - a więc podjęłam decyzję) albo znowu brak wpływu.
Więc jeśli miałam wpływ, to nie będę płakać, mam czego (nie) chciałam ; jeśli natomiast decyzja nie była moja - to tym bardziej tracę czas rozpamiętując i żałując.
Jasne, że czasem trochę smutno, ale życie generalnie bywa czasem smutne. Normalka.

No tak, zgadzam się z tym, fajnie to opisałaś.

Ciekawi i wartościowi ludzie w ogóle zaglądają tutaj na to forum.

244 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-09 11:55:04)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Dzięki, Mambra smile
Ja też na forum wiele uczę się o życiu i ludziach.

A tu jeszcze garść moich wniosków i przemyśleń:

Fajne jest wypracowanie sobie takiego luzu pt. mogę być sama, bo i w relacji lepiej się wtedy funkcjonuje. Zauważyłam to przynajmniej u siebie. Miałam z PP mniej ciśnień, oczekiwań, po prostu fajnie było razem być, a gdy akurat on zajmował się jakimiś swoimi sprawami (choćby spał na przykład po południu), traktowałam to jako czas dla siebie. Był w tym wszystkim luz i spokój, pomimo że postanowiłam zakończyć ten związek właśnie z powodu nadużywania alkoholu. Było w tym wszystkim przekonanie, że wiem, co robię i dam sobie radę, cokolwiek się stanie. Wspominam ten epizod bardzo pozytywnie

245

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Miłości mozna szukac, ale nie nalezy zachowywac sie przy takim szukaniuy desperacko. Tego kwiatu jest pól światu, nie ma sensu wiazac sie z byle kim.

246

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:

Dzięki, Mambra smile
Ja też na forum wiele uczę się o życiu i ludziach.

A tu jeszcze garść moich wniosków i przemyśleń:

Fajne jest wypracowanie sobie takiego luzu pt. mogę być sama, bo i w relacji lepiej się wtedy funkcjonuje. Zauważyłam to przynajmniej u siebie. Miałam z PP mniej ciśnień, oczekiwań, po prostu fajnie było razem być, a gdy akurat on zajmował się jakimiś swoimi sprawami (choćby spał na przykład po południu), traktowałam to jako czas dla siebie. Był w tym wszystkim luz i spokój, pomimo że postanowiłam zakończyć ten związek właśnie z powodu nadużywania alkoholu. Było w tym wszystkim przekonanie, że wiem, co robię i dam sobie radę, cokolwiek się stanie. Wspominam ten epizod bardzo pozytywnie


Gratuluję decyzji i siły, że jednak miałaś jej na tyle, by podjac na trzeźwo decyzję i odejść. Wiem co to znaczy życie z osobą naduzywajaca alkohol i nie wierzę w magiczne zmiany. To była dojrzała decyzja z Twojej strony, bo to nie jest dobry kierunek by układać sobie z kimś takim przyszlosc... Czasem nawet trochę szkoda, bo w gruncie rzeczy to może być dobra osoba, ale cóż... Im dłużej by się to ciągnęło,  tym później trudniej byloby zakończyć.

247 Ostatnio edytowany przez Olinka (2020-09-11 18:15:12)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Wiesz, Mambra, miałam w ostatnich latach wiele przemyśleń, trochę doświadczeń i powiem tak: NIE WIERZĘ W SŁABYCH LUDZI.
Po to Bozia dała mózg, żeby go używać. Czasem trudno, ale da się. I ZAWSZE można zwrócić się gdziś o pomoc.
Co z tego, że PP był uroczy i tak świetnie znał się na tych wszystkich "męskich" pracach, skoro nie mogłam mu zaufać, że nigdy mnie nie oszuka i nie okradnie. A pewne sygnały już się pojawiły. Przyłapałam go na mało groźnych, ale jednak ostrzegawczych zachowaniach.
Już pisałam: w jednym toksycznym związku byłam, w drugi nie wejdę. Związek, jeśli niewłaściwy, nie ma nic wspólnego z radością i spełnieniem, samotność (tak zwana) jest milion razy lepsza, fajniejsza, dająca więcej możliwości i WOLNOŚĆ. Kiedyś trochę mnie bolała, ale dziś nie rozumiem, czemu ma tak złą opinię.
Zżymam się na to durne wychowywanie ludzi, zwłaszcza dziewczyn,które im wmawia, że życie bez związku jest gorsze. A wcale nie jest! Jest po prostu inne.
Gdy mój syn zarzeka się, że nie będzie miał żony ani dziewczyny, mówię mu, że to jego sprawa i jego życie, że może nie mieć i to też jest o.k.

Cieszę się, że odeszłam od PP, zanim znikł wzajemny szacunek i część sympatii. Zostały mi fajne wspomnienia. Dalej byłoby tylko gorzej.
Łatwo nie było, nawet radziłam się na forum, jak tego pana odesłać z kwitkiem. Ale dało się.


________________

Przyznam jednak, że nurtuje mnie pewna kwestia. Czytuję różnych psychologów, forum, obserwuję i myślę.
A jednak wszystkie złote rady, jak szukać tego jedynego, ograniczają się - mam wrażenie - tylko do wskazówek, jak nie wchodzić w relacje niewłaściwe. Jak unikać toksyków, nie wdawać się w związki z góry skazane na porażkę, jak dostrzegać odpowiednie sygnały.
No, dobrze, ale jak wybierać? Jak przyciągać? Jak sprawiać, żeby ktoś właściwy w ogóle pojawił się na orbicie i do tego zechciał zostać częścią naszego życia? Tak jak pisały dziewczyny na początku wątku, mam wrażenie, że wybierać po prostu nie ma z czego. Wierzę oczywiście w porządnych, normalnych facetów, ale dlaczego jeśli już ktoś się do mnie zbliży, okazuje się takim panem PP? Dlaczego normalni mają mnie w nosie?
Spoko, mogę być sama, całkiem mi fajnie, ale pytanie jest żywotne.

Chcialabym dostać przystępną, łopatologiczną odpowiedź wyjaśniającą te mechanizmy.


______
No, proszę, kolory nauczyłam się zmieniać!  big_smile
WOW!!!





---------------
Post został edytowany z uwagi na naruszenie 10 punktu Regulaminu Forum, który wyraźnie mówi: (...) Umieszczone posty powinny posiadać czarny kolor czcionki.
Z pozdrowieniami, Olinka

248

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:

Wiesz, Mambra, miałam w ostatnich latach wiele przemyśleń, trochę doświadczeń i powiem tak: NIE WIERZĘ W SŁABYCH LUDZI.
Po to Bozia dała mózg, żeby go używać. Czasem trudno, ale da się. I ZAWSZE można zwrócić się gdziś o pomoc.
Co z tego, że PP był uroczy i tak świetnie znał się na tych wszystkich "męskich" pracach, skoro nie mogłam mu zaufać, że nigdy mnie nie oszuka i nie okradnie. A pewne sygnały już się pojawiły. Przyłapałam go na mało groźnych, ale jednak ostrzegawczych zachowaniach.
Już pisałam: w jednym toksycznym zwiążku byłam, w drugi nie wejdę. Związek, jeśli niewłaściwy, nie ma nic wspólnego z radością i spełnieniem, samotność (tak zwana) jest milion razy lepsza, fajniejsza, dająca więcej możliwości i WOLNOŚĆ. Kiedyś trochę mnie bolała, ale dziś nie rozumiem, czemu ma tak złą opinię.
Zżymam się na to durne wychowywanie ludzi, zwłaszcza dziewczyn,które im wmawia, że życie bez związku jest gorsze. A wcale nie jest! Jest po prostu inne.
Gdy mój syn zarzeka się, że nie będzie miał żony ani dziewczyny, mówię mu, że to jego sprawa i jego życie, że może nie mieć i to też jest o.k.

Dokładnie fajnie to napisałaś. My mamy tyle wpajanych durnych schematów, że się w pale nie mieści. Jest jeszcze pełno ludzi, którzy przypomną ci jak powinnaś/ powinieneś być nieszczęśliwy, i jakim jesteś odmieńcem jak twoje życie wygląda inaczej niż schemat.My mamy teraz cudowne czasy bo pełno jest już ludzi pokazujących, że te schematy nie są jedyne. Kiedyś był nakaz męża, żony, często wybieranych przez rodziców. Obowiązek płodzenia dzieci. Obowiązek chodzenia do kościoła. Dziś tyle się zmieniło, jestem wdzięczna, że żyję w tych czasach, bo mam wielką potrzebę samej decydować co jest dla mnie ok, nawet jeśli popełniam błędy. Jestem uczulona na "musisz"

249 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-11 11:55:47)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Ajko, z tym kościołem to bardzo jaslrawy przykład.
Mój były mąż był praktykującym katolikiem, jego rodzice pod tym względem byli też tradycyjni. Ja cale życie chodziłam swoimi drogami, z instytucją kościoła miałam dość luźny związek, ale że moje środowisko (miejsce zamieszkania, bo rodzice już byli ambiwaletni) jest dość konserwatywne, kościół w moim życiu był obecny. Z sentymentem wspominam wyprawy na mszę z koleżankami do parafii oddalonej o 2 km. Ech, kwitło życie towarzyskie, było wesoło... Mam pewną wrażliwość, więc przeżywałam nabożeństwa, obrzędy - do dziś mnie to porusza.
I tak parę lat byłam niezdecydowana. W małżeństwie miałam zryw, aby wrócić na łono instytucji. Potem robiłam to już mniej dla siebie, a więcej dla syna, by mu nie mącić w głowie.
Wreszcie chyba 2 lata temu coś we mnie pękło. Zbliżała się Wielkanoc, ludziska wystrojone w co kto miał najlepszego paradowali na nabożeństwa i z powrotem, a ja zmęczona, zirytowana, wkurzona na ten cały schemat nakazujący pucować mieszkanie, piec, gotować, pogrążona w chaosie i bałaganie, wściekła, że niczym nie nadążam... postanowiłam wyluzować.
Syn już coraz starszy, widzi dobrze, że matka do gorliwości religijnej się nie pali. Postanowiłam być w zgodzie z sobą, nie serwować młodemu hipokryzji, żyć po swojemu.
Nie chodzę już na coniedzielne msze, nie celebruję nabożeństw (i tak mnie nogi bola i nie dam już rady stać kilka godzin w kościele). Mam wiele szacunku dla duchowości, często odwołuję się do Boga, wierzę po swojemu, ale nie muszę tak jak wszyscy.
Doprowadzę jeszcze syna do bierzmowania skoro zaczął się przygotowywać, a potem nie zawracam sobie głowy tym - bez obrazy - cyrkiem dla bliźnich.
Aczkolwiek czasami bywam u naszych dominikanów, gdzie można bardzo mądre i inspirujące rzeczy usłyszeć.

250

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:

Ajko, z tym kościołem to bardzo jaslrawy przykład.
Mój były mąż był praktykującym katolikiem, jego rodzice pod tym względem byli też tradycyjni. Ja cale życie chodziłam swoimi drogami, z instytucją kościoła miałam dość luźny związek, ale że moje środowisko (miejsce zamieszkania, bo rodzice już byli ambiwaletni) jest dość konserwatywne, kościół w moim życiu był obecny. Z sentymentem wspominam wyprawy na mszę z koleżankami do parafii oddalonej o 2 km. Ech, kwitło życie towarzyskie, było wesoło... Mam pewną wrażliwość, więc przeżywałam nabożeństwa, obrzędy - do dziś mnie to porusza.
I tak parę lat byłam niezdecydowana. W małżeństwie miałam zryw, aby wrócić na łono instytucji. Potem robiłam to już mniej dla siebie, a więcej dla syna, by mu nie mącić w głowie.
Wreszcie chyba 2 lata temu coś we mnie pękło. Zbliżała się Wielkanoc, ludziska wystrojone w co kto miał najlepszego paradowali na nabożeństwa i z powrotem, a ja zmęczona, zirytowana, wkurzona na ten cały schemat nakazujący pucować mieszkanie, piec, gotować, pogrążona w chaosie i bałaganie, wściekła, że niczym nie nadążam... postanowiłam wyluzować.
Syn już coraz starszy, widzi dobrze, że matka do gorliwości religijnej się nie pali. Postanowiłam być w zgodzie z sobą, nie serwować młodemu hipokryzji, żyć po swojemu.
Nie chodzę już na coniedzielne msze, nie celebruję nabożeństw (i tak mnie nogi bola i nie dam już rady stać kilka godzin w kościele). Mam wiele szacunku dla duchowości, często odwołuję się do Boga, wierzę po swojemu, ale nie muszę tak jak wszyscy.
Doprowadzę jeszcze syna do bierzmowania skoro zaczął się przygotowywać, a potem nie zawracam sobie głowy tym - bez obrazy - cyrkiem dla bliźnich.
Aczkolwiek czasami bywam u naszych dominikanów, gdzie można bardzo mądre i inspirujące rzeczy usłyszeć.

To jest piękne własnie w tych czasach. Chcesz, czujesz, że ci tam po drodze, to się udzielasz. Nie przekonuje cię co ta, czy inna instytucja  robi nie musisz sie tym zajmować. A kiedyś za czasów dzieciństwa, wczesnej młodości pewnie jeszcze osób 60-70 letnich to był wstyd, wytykanie, kary.
Odchodząc od przybytków różnej maści. Ciotka, która ma koło 60 opowiadała mi, że jak chodziła do zawodówki to chodzenie w spodniach było niestosowne. Ona zabierała spodnie do torby  i w szkole przebierała, jak sie jej matka dowiedziała (napiszę delikatnie) kara cielesna była. Teraz to sie wydaje takie nierealne.

251 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-11 23:50:24)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

No cóż Ajko , ta dzisiejsza wolność wyborów ma swoją cenę. Nie wszyscy są gotowi podjąć odpowiedzialność za siebie. Nie wszyscy są gotowi myśleć samodzielnie. wiele osób gubi się w gąszczu możliwości i wzorców, nie wie co wybrać. nie wszystkim wolność służy. gdy obserwuję jak rozwydrzeni stają się niektórzy, to nie do końca pochwalam te dzisiejsze cudowne czasy.
każdy kij ma dwa końce.

252 Ostatnio edytowany przez kamiloo86 (2020-09-13 00:49:26)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

to że ktoś jest spragniony (czytaj samotny) nie znaczy że ma ugasić swoje pragnienie trucizną (czytaj brać kogoś bo się nawinął) + lepiej być samotnym samemu niż we dwoje wink
życie często nie ma logiki, fajni i wartościowi ludzie: kobiety i mężczyźni czasem mają problem ze znalezieniem kogoś sensownego do związku i nie ma tutaj zastosowanie gadanie że masz za duże standardy, o to właśnie chodzi że każdy ma pewne granice, których nie chcę przekraczać i nie musi, nikt z nas nie jest i nie będzie idealny ale mamy prawo mieć pewne minimalne oczekiwania i nie wolno się godzić na byle co bo to droga do cierpienia, pozbawiona sensu.
Dzisiaj trudniej kogoś poznać bo żyjemy w ogromnym pędzie i podejmujemy szybkie decyzję ale to co wartościowe buduje się powoli, czasy mogły się zmienić ale ta zasada jest stała
I to że nie trafiamy na kogoś ciekawego nie znaczy ze jest jakiś problem w naszym myśleniu czy postrzegania świata, zwyczajnie ludzi, którym zależy na czymś stałym powoli znikają, powodów jest wiele

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Piegowata'76 napisał/a:
umajona napisał/a:

W tajemnicy Ci powiem, że jestem wiedźmą z wiedźmowatym charakterem big_smile

Chi, chi, chi!
Umajona, powiedzialam kiedyś PP: "Po co Ci takie beznadziejne stare i brzydkie próchno?" a on mi na to, że lubi stare, brzydkie i beznadziejne. I głupie do tego big_smile, bo nazywa mnie czasami czubkiem, gdy ogarnia mnie głupawka.
A na koniec stwierdził, że właśnie mnie chce, bo brzydszej to już nie znajdzie big_smile
Uwielbiam ten typ poczucia humoru - taki przyjaźnie złośliwy.
Są amatorzy wiedźm, jestem przekonana!

Są kobiety o wyglądzie anioła, słodkiej laleczki, a wewnątrz wiedźmy są.
A są kobiety o wyglądzie wrednym wiedźmy, a w głębi duszy to bardzo ciepłe dobre kobiety, bardzo wrażliwe.

254

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Obserwuję kilka swoich bliskich koleżanek, które chciałyby z kimś być i chodzą na randki, sama jestem po rozwodzie i też mam jakieś doświadczenia damsko - męskie za sobą. Rzeczywiście, trafić na tą drugą, sensowną osobę wydaje się dziś być bardzo trudne. Szczególnie jak się jest po 40-tce, ma się dzieci i za sobą jakąś historię.
Wydaje mi się, że ważne jest, żeby odpuścić, nie fiksować się na poszukiwaniu, wręcz nie oczekiwać niczego. Owszem, nie zamykać się i być otwartą, ale też nie myśleć o tym, żeby być w związku za wszelką cenę. Tak aby nie upatrywać w każdej kawie czy każdym spotkanym na portalu randkowym facecie tego jedynego. Przychodzi mi do głowy porównanie do kobiet, które nie mogą zajść w ciążę, bardzo często zdarza się, że dopóki się na tym koncentrują nic z tego nie wychodzi, jak odpuszczają nagle się dzieje.... znam osobiście kilka takich przypadków. Tak więc chyba w życiu jest tak, że coś się wydarza, jak najmniej tego szukamy czy najmniej tego oczekujemy.
Chociaż znam też koleżankę, która kilka lat temu postanowiła definitywnie kogoś znaleźć, wiele lat nie miała żadnego długotrwałego związku. Zaczęła bardzo aktywnie działać na jakimś portalu randkowym, to była koleżanka po 40-tce, bez dzieci. Trochę śmiałyśmy się, że podeszła do tego projektowo i finał jest taki, że od kilku lat ma męża, z którym jest bardzo szczęśliwa. Więc takie historie też się zdarzają. Ale może wyjątek potwierdza regułę:)

255

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
AlaMaKota75 napisał/a:

...
koleżankę, która kilka lat temu postanowiła definitywnie kogoś znaleźć, wiele lat nie miała żadnego długotrwałego związku. ... bardzo aktywnie działać na jakimś portalu randkowym, ... ... śmiałyśmy się, że podeszła do tego projektowo i finał jest taki, że od kilku lat ma męża....

To bardzo skuteczna metoda owe podejście projektowe, aktywne działanie, z planem, podążanie wyznaczoną drogą, poznanie wielu kandydatów, sprawdzenie wszystkich, szybko, odhaczenie. Wymaga to dużo pracy.

256 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-22 09:39:20)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
Gary napisał/a:
AlaMaKota napisał/a:

podeszła do tego projektowo i finał jest taki, że od kilku lat ma męża....

To bardzo skuteczna metoda owe podejście projektowe, aktywne działanie, z planem, podążanie wyznaczoną drogą, poznanie wielu kandydatów, sprawdzenie wszystkich, szybko, odhaczenie. Wymaga to dużo pracy.

Z jednej strony jakaś racja w tym jest, a z drugiej... Nie chciałabym projektowo podchodzić do drugiego człowieka.
Czasami, gdy czytam o tęsknocie za związkiem, to właśnie takie wrażenie odnoszę: że chodzi o jakiś projekt, przedsięwzięcie, a nie o pokochanie konkretnej osoby.
Chyba trzeba umiejętnie połączyć jedno z drugim smile

257

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
AlaMaKota75 napisał/a:

Obserwuję kilka swoich bliskich koleżanek, które chciałyby z kimś być i chodzą na randki, sama jestem po rozwodzie i też mam jakieś doświadczenia damsko - męskie za sobą. Rzeczywiście, trafić na tą drugą, sensowną osobę wydaje się dziś być bardzo trudne. Szczególnie jak się jest po 40-tce, ma się dzieci i za sobą jakąś historię.
Wydaje mi się, że ważne jest, żeby odpuścić, nie fiksować się na poszukiwaniu, wręcz nie oczekiwać niczego. Owszem, nie zamykać się i być otwartą, ale też nie myśleć o tym, żeby być w związku za wszelką cenę. Tak aby nie upatrywać w każdej kawie czy każdym spotkanym na portalu randkowym facecie tego jedynego. Przychodzi mi do głowy porównanie do kobiet, które nie mogą zajść w ciążę, bardzo często zdarza się, że dopóki się na tym koncentrują nic z tego nie wychodzi, jak odpuszczają nagle się dzieje.... znam osobiście kilka takich przypadków. Tak więc chyba w życiu jest tak, że coś się wydarza, jak najmniej tego szukamy czy najmniej tego oczekujemy.
Chociaż znam też koleżankę, która kilka lat temu postanowiła definitywnie kogoś znaleźć, wiele lat nie miała żadnego długotrwałego związku. Zaczęła bardzo aktywnie działać na jakimś portalu randkowym, to była koleżanka po 40-tce, bez dzieci. Trochę śmiałyśmy się, że podeszła do tego projektowo i finał jest taki, że od kilku lat ma męża, z którym jest bardzo szczęśliwa. Więc takie historie też się zdarzają. Ale może wyjątek potwierdza regułę:)

Co będzie to bedzie. Ja znam babkę, co to 12 czy 14 lat była z facetem, niemal stare małżeństwo, po czym rozeszli się, ona od 2 czy 3 lat już w innym szczęśliwym związku, także nie wiadomo.
Myslicie, ze związek można "przechodzić"?

258 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-09-22 13:08:02)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Ja nie wierzę w "przechodzenie". Jeśli się związek się rozpadł, to widocznie były jakieś powody niezwiązane bezpośrednio z czasem "chodzenia" czy trwania związku. A że ludzie się zmieniają i czasem ich drogi się rozchodzą, to nic nowego pod słońcem.
Czasami ludzie myślą, że ślub im zagwarantuje trwałość związku. No... pewnie dla niektórych jest to jakiś hamulec, zobowiązanie, ale moim zdaniem, prawdziwe uczucie i prawdziwa wola to nie kwestia formalnych obwarowań.
Ślub bywa samooszukiwaniem, próbą zaklęcia rzeczywistości. Nie twierdzę, broń Boże, że zawsze, ale wcale nie rzadko.

259

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Obserwuję dużo par ostatnio. Nie wiem jaki jest klucz do szczęśliwego związku. Znam pary, które od początku były skazane na rozstanie i się rozstały i znam takie, w których nagle coś się zadziało. Wiem, wiem, nigdy to nie jest nagle albo ktoś jest ślepy (lub nie chce czegoś widzieć). Znam też takie, które są naprawdę fajne razem, po prostu widać, że obie strony są bardzo za sobą, no to się czuje - a są to pary z 15 letnim stażem co najmniej. Więc niektórym się udaje. I nie zawsze to jest tak, że to są na pierwszy rzut oka dobrane pary. Ale ewidentnie lubią się i lubią ze sobą przebywać (a to chyba najważniejsze kiedy pierwsza chemia opadnie)
Ale ogólnie moje spostrzeżenie jest takie, że to jest tak wszystko skomplikowane, że aż mi się czasem odechciewa związku smile

A co do podejścia "projektowego" ono mi też za bardzo nie pasuje. Chciałabym, żeby wszystko jakoś tak wydarzyło się naturalnie i po prostu. Tylko z tą koleżanką to było trochę tak, że ona już była po 40-tce, więc uznała, że last call, nie miała gdzie spotkać potencjalnego partnera, nie jest też jakąs seksbombą, więc podeszła do bycia na portalu właśnie jak do projektu. Czyli postanowiła pomóc trochę szczęściu i była też bardzo wytrwała, przerobiła bardzo dużo spotkań. A tu wytrwałość właśnie jest kluczowa. Funkcjonowanie na portalu jest po pewnym czasie męczące, ja po jakimś czasie byłam totalnie wykończona:)

260 Ostatnio edytowany przez pamabianka (2020-09-22 20:40:28)

Odp: Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..
AlaMaKota75 napisał/a:

Obserwuję dużo par ostatnio. Nie wiem jaki jest klucz do szczęśliwego związku. Znam pary, które od początku były skazane na rozstanie i się rozstały i znam takie, w których nagle coś się zadziało. Wiem, wiem, nigdy to nie jest nagle albo ktoś jest ślepy (lub nie chce czegoś widzieć). Znam też takie, które są naprawdę fajne razem, po prostu widać, że obie strony są bardzo za sobą, no to się czuje - a są to pary z 15 letnim stażem co najmniej. Więc niektórym się udaje. I nie zawsze to jest tak, że to są na pierwszy rzut oka dobrane pary. Ale ewidentnie lubią się i lubią ze sobą przebywać (a to chyba najważniejsze kiedy pierwsza chemia opadnie)
Ale ogólnie moje spostrzeżenie jest takie, że to jest tak wszystko skomplikowane, że aż mi się czasem odechciewa związku smile

A co do podejścia "projektowego" ono mi też za bardzo nie pasuje. Chciałabym, żeby wszystko jakoś tak wydarzyło się naturalnie i po prostu. Tylko z tą koleżanką to było trochę tak, że ona już była po 40-tce, więc uznała, że last call, nie miała gdzie spotkać potencjalnego partnera, nie jest też jakąs seksbombą, więc podeszła do bycia na portalu właśnie jak do projektu. Czyli postanowiła pomóc trochę szczęściu i była też bardzo wytrwała, przerobiła bardzo dużo spotkań. A tu wytrwałość właśnie jest kluczowa. Funkcjonowanie na portalu jest po pewnym czasie męczące, ja po jakimś czasie byłam totalnie wykończona:)

A wiesz może czy ona też zagadywała do tych panów, czy odpowiadała tylko na ich wiadomości, jeśli ktoś sie odezwał? Też jestem na Sympatii i jeszcze jednym mniej popularnym portalu, ale jak w czase pandemii był duży ruch naprawdę i stale ktoś zagadywał, to teraz prawie nic tam się nie dzeje. W dodatku nawet chętnie sama bym zagadywała, czy podeszła tak "projektowo", bo dla mnie to tylko droga do celu, ale po prostu nie widze tam nikogo ciekawego. Albo jacyś stali bywalcy od lat - kojarze twarze, gdy kiedyś sie rejestrowałam, z tymi samymi opisami co kiedyś - którzy wyglądają raczej na hobbystów randkowania niż poszukiwaczy tej jednej osoby. Albo znów jacyś dziwni czy no, od razu tak zagadują, że się odechciewa. Własnie też się zastanawiam gdzie można kogoś poznać do siebie. Na co dzień spotykam ludzi, ale nic się nie dzieje, nikt się zbytnio nie interesuje jakoś bardziej. Na internecie spotykam przeważnie panów, którzy są bardziej zainteresowani przygodami niż czymś więcej ze mną. A potem nagle kogoś poznają i wiążą się z tą osobą... Tak też czasem miałam już. Gdybym wiedziała co mogę zrobić, to bym to zrobiła, ale mijają miesiace, lata i nikt naprawdę zainteresowany się nie trafia

Posty [ 196 do 260 z 810 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 13 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Dylemat Nie-takiej-już-młodej.. Czyli rzeczywistość kontra teoria..

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024