Krejzi, nie komentowałam, przyjęłam do wiadomości.
Krejzi, nie komentowałam, przyjęłam do wiadomości.
No i super.
Żeby tak wszyscy reagowali na portalach randkowych to ludziom by się chciało tam przebywać.
Ale szacun też dla tego Faceta.
Ela, ok ![]()
Osobiście najbardziej cieszy, że Piegus zareagowała na taki szczery tekst w racjonalny sposób
Obawiam się, że są tutaj osoby, które by to przyjęły zupełnie inaczej..
do Bagiennika Krejzolko.
Ja zrozumiałam że Piegowata się fochnęła do Pana najpierw, a właściwe wnioski przyszły póżniej. ![]()
Ja mu nic nie powiedziałam, po prostu w pierwszej sekundzie zrobiło mi się przykro, a za chwilę poszłam po rozum do głowy.
nie wiem jak Wam, ale mi kompletnie bez sensu wydaje się ocenianie wygladu po zdjęciach. zapewniam że bez wizażysty mogę sobie zrobić fotkę typu Selfie gdzie będę wyglądać jak celebrytka lat 35 i taką gdzie będę wyglądać na zmartwioną 50. :0
kwestia ujęcia, oświetlenia, fryzury itd.
więc jaki to miernik? sylwetka tez moze wygladać jak czy siak. Stylizyjąc sę to juz mogę się zmienić w 3 inne osoby jakby mi się chciało.
więc czy do oceny typu urody nie wystarcza opis typu ile mam wzrostu, jaki rozmiar, kolor włosów i typ preferowanej fryzury? No chyba że ktoś ma jakieś znaki szczególne typu wielki nochal np..
do Bagiennika Krejzolko.
Ja zrozumiałam że Piegowata się fochnęła do Pana najpierw, a właściwe wnioski przyszły póżniej.
Dziękuję.:)
![]()
I dlatego wolę zadawać nawet i głupie pytania(chociaż niby takich nie ma) niż zastanawiać się do kogo były to skierowane słowa.
A co do oceniania zdjęcia?
Na portalu randkowym to przydatna rzecz, nie oszukujmy się wygląd jest ważny.
Już w innym temacie dzisiaj napisałam co myślę o retuszowaniu zdjęć, więc nie będę się powtarzać.
Żeby to zrozumieć powinnaś założyć sobie konto na portalu.
![]()
723 2021-03-06 13:04:36 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-03-06 13:14:31)
jeśli załozę konto na portalu kiedykolwiek to na pewno i celowo nie umieszczę tam zdjęć
Tylko dłuższy opis. W sumie byłby to pewnie ciekawy eksperyment, tylko że teraz nie mam na niego ani czasu ani ochoty. Moze kiedyś
Nie umieściłabym zdjęć, ale zakładając konto na portalu zakładałabym znajomości w realu- więc szybkie spotkanie na pewno.
mam też niejasne przeczucie, że bez zdjęcia a zodpowiednim opisem kobieta przyciagnie bardziej interesujących męzczyzn, tak jak mężczyzna ciekawsze kobiety nie chwaląc się zasobnością portfela.
więc może lepiej pokusę pokazania ładnej buzi czy super fury na zdjęciach powstrzymać. ?
ale moze to moje gdybanie jest, bo nie miałam takiego konta. ![]()
724 2021-03-06 13:17:11 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2021-03-06 13:19:38)
jeśli załozę konto na portalu kiedykolwiek to na pewno i celowo nie umieszczę tam zdjęć
Tylko dłuższy opis. W sumie byłby to pewnie ciekawy eksperyment, tylko że teraz nie mam na niego ani czasu ani ochoty. Moze kiedyś
Nie umieściłabym zdjęć, ale zakładając konto na portalu zakładałabym znajomości w realu- więc szybkie spotkanie na pewno.
I na jakiej zasadzie będziesz tam funkcjonowała?
Jak ja jeszcze działałam na portalach to jak przeglądałam profile to:
1. Zdjęcie
2. Jak zaciekawiło mnie zdjęcie to czytałam opis.
3. Jak opis był super to zdarzyło mi się napisać do danego osobnika.
Natomiast jeżeli chodzi o wiadomości to:
1. Odwiedzałam dany profil, zdjęcie i opis.
2. Jak to zaakceptowałam to odpowiadałam na wiadomości.
Raz zdarzyło mi się, że wiadomość była tak zajebista, że nie zwracałam uwagi ani na zdjęcie ani na opis.
P.S. Ale co by musiało być w tym opisie, żebyś do faceta, który nie ma zdjęcia napisała?
725 2021-03-06 13:21:17 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-03-06 13:23:58)
jak założę to się podzielę wnioskami- obiecuję
.
moze tak jak piszesz- nikt nie zwróci uwagi bez zdjęcia ![]()
Co by musiało być w opisie, abym napisała do faceta bez zdjęcia? kawałek golizny
duchowej- dusza podobna do mojej ![]()
726 2021-03-06 13:27:25 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2021-03-06 13:28:01)
jak założę to się podzielę wnioskami- obiecuję
.
moze tak jak piszesz- nikt nie zwróci uwagi bez zdjęcia
O tak i załóż wtedy swój własny temat może coś się wtedy wydarzy...znam z autopsji.
![]()
Szczerze, jak jeszcze były czaty randkowe to nie było na początku ważne zdjęcie.
Liczyło się to jak z daną osobą się pisze.
Z rozwojem portali randkowych jestem za tym, że najpierw zdjęcie(oczywiście prawdziwe bez retuszu i teraźniejsze) a potem opis i ewentualnie wiadomość.
Na profile bez zdjęć wchodzą panowie, ktorzy maja partnerkę, a chcą sobie poużywać na boku. Miałam taki profil bez fotki i w sumie nie zdawałam sobie z tego sprawy, do czasu :-D w drugą strone tez tak działa, jak pan nie ma fotki i w opisie praktycznie pusto to wiadomo o co chodzi, o seks bez zobowiązań, bez ujawniania czegokolwiek.
728 2021-03-06 14:13:14 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-06 14:13:58)
Jeśli znajomość ma się zacząć od Internetu to ciężko nie być świadomym, że ze zdjęciami można zdziałać cuda.
Moim zdaniem zdjęcia powinny przyciągać uwagę a niekoniecznie być wyrocznią do oceniania kogoś. To zasadnicza różnica.
Nie ma co się oszukiwać ani naginać rzeczywistości - wygląd jest istotny, bo odbieramy wrażenia za pomocą oczu. Zwracanie uwagi na wygląd nie oznacza od razu, że kogoś nalezy postrzegać przez pryzmat aparycji.
Poza tym, na wielu portalach, przynajmniej na S., jest tak, że trzeba kliknąć w profil, żeby zobaczyć co w nim jest. Inaczej, nie da się zobaczyć tego, co jest w opisie. Swego czasu, jak miałem tam konto, to bywały sytuacje, kiedy zdjęcie ewidentnie przyciągało uwagę, ale potem już się odechciewało dalszego kontaktu, jak w opisie nie było nic. Zdarzały się też sytuacje odwrotne, kiedy fotka nie powalała, ale opis był tak ciekawy(niekoniecznie długi), żę aż się chciało napisać
Mając kiedyś konto na S., dostałem pare razy wiadomości pod dziewczyn bez zdjęcia. Mogłem oczywiście odpisać, bo na pewno jedna z nich miała w opisie kilka ciekawych rzeczy, ale skoro ja odważyłęm się dodać fotkę, to dlaczego mam nie wymagać tego od drugiej strony? NIEZALEŻNE od intencji drugiej strony.
729 2021-03-06 14:34:49 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2021-03-06 15:22:55)
To już akademickie dyskusje, ale nawet chamstwo można owinąć w piękny papierek i z tym kojarzy mi się dyplomacja. Nie jest to autentyczna delikatność i wrażliwość na drugiego człowieka.
To ja już wolę szczere chamstwo, bo wtedy mogę się nie przejmować cymbałem.
Chociaż oczywiście nie mogę wiedzieć, czy ten mój rozmówca był szczery, czy dyplomatyczny i nie mój to problem. Grunt, że umiał się zachować.A co do przewrażliwienia, nie odnosiłabym się do niego zbyt surowo. To się z powietrza nie bierze.
Również jestem tego zdania,
spotkałam się również z opinią że ludzie „dyplomatyczni” są po prostu fałszywi.
Wspomniano o konstruktywnej krytyce,
a ja czytałam że krytyka konstruktywna
wcale nie istnieje.
Albo ładnie nazwany przez złośliwych ludzi „czarny humor” jest po prostu tłumaczeniem, złośliwości, chamstwa, bezczelności, wobec innego człowieka.
I żeby to jakoś złagodzić to wmawia się ludziom że są „przewrażliwieni”?
Kasia Sawicka na yotube fajnie tłumaczy
„jak być wysoko wrażliwą i Silną”
link poniżej.
„ja wcale złośliwy chamski nie jestem mam po prostu „czarny humor”...
Można komuś coś zasugerować
w inteligentny sposób nie raniąc,
ale niektórzy maja gdzieś uczucia innych,
I są ah „tacy szczerzy”
i niekoniecznie lubią krytykę skierowaną
w ich stronę.
Są też osoby rzeczywiście poszkodowane przez matkę naturę, czasem bardzo wyraźnie oszpecone, prześladowane z tego powodu w środowisku.
Jak taka osoba ma pracować nad poczuciem własnej wartości, kiedy tyle doznała w zyciu upokorzenia i odrzucenia?
Jestem w stanie wczuć się w sytuację takich osób.
Piegusiu, niektórzy nie są w stanie tego zrozumieć.
Dzięki LM ale pytanie co miałaś w opisie? Bo jeżeli to że szukasz związku to dziwne że pisali panowie szukający kochanki.
Ps. Doszukiwalab się paru innych powodów nieujawniania wizerunku nie tylko bzykanie bez zobowiązań:)
Elu,
jak nie dasz zdjęcia, to i tak będą Cię namawiali żebyś w końcu im wysłała.
Może portal randkowy bez zdjęć by się sprawdził?
gdyby było zakazane wstawianie zdjęć, tylko opis, jakieś pytania byłby możliwe?
732 2021-03-06 15:26:38 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-03-06 15:29:47)
Jak to portal randkowy nawiązujesz znajomości by się spotkać. Jeśli Pan by niczym mnie nie odstraszył można się obejrzeć w realu. A nawet powinno.
Natomiast w opozycji tego co napisała Lody Miętowe.
Niedawno na forum pisała Pani co dała zdjęcie na Badoo chyba i natychmiast zgłosili się żonaci sąsiedzi że by się zabawili .:) Bo ją poznali.
A portal lokalizuje ludzi blisko.
Ok. Bagiennik. Może dziewczyna była tchórzem
bo nie dała fotki. Są może to Ty stchórzyłes bo bałeś się że odpowiadającą ci dziewczyna będzie brzydka
bo gdybyś miał pewność że jest ładna napisałbyś? ![]()
733 2021-03-06 15:33:25 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2021-03-06 15:39:43)
Jeszcze odnośnie krytyki, „hejtowania” drugiego człowieka,
to może być bardzo niebezpiecznie, człowiek z tego powodu może wtargnąć się
na swoje życie, niby z tego „błachego” powodu, niektórzy zapominają że każdy człowiek jest inny, inaczej odczuwa.
Nie raz było słychać o takich historiach.
734 2021-03-06 16:41:05 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2021-03-06 16:50:07)
Jeszcze odnośnie krytyki, „hejtowania” drugiego człowieka,
to może być bardzo niebezpiecznie, człowiek z tego powodu może wtargnąć się
na swoje życie, niby z tego „błachego” powodu, niektórzy zapominają że każdy człowiek jest inny, inaczej odczuwa.
Nie raz było słychać o takich historiach.
W dzisiejszych czasach zatarła się granica pomiędzy "hejtowaniem" a "krytyką", najbardziej jest to widoczne w komentowaniu show-biznesu.
Tam nawet jak coś skomentujesz , ale nie po myśli celebryty to zaraz celebryta pisze o fali hejtu.
Wiadomo, że są różni ludzie, ale jeżeli ktoś jest mega przewrażliwiony na swoim punkcie to nie powinien uczestniczyć w świecie wirtualnym.
Nie powinien dawać swoich zdjęć na portale społeczne a tym bardziej na portale randkowe.
Żeby nie było jestem przeciwna hejtowaniu.
Jak dla mnie tacy prawdzi hejterzy w Internecie to tak naprawdę bardzo zakompleksieni ludzie w realnym życiu.
P.S. W życiu nie napisałam do żadnego faceta, że mi się nie podoba z wyglądu, albo że jest brzydki, gruby itp.
Nie odważyłam się na taki krok.
jeśli załozę konto na portalu kiedykolwiek to na pewno i celowo nie umieszczę tam zdjęć
Tylko dłuższy opis. W sumie byłby to pewnie ciekawy eksperyment, tylko że teraz nie mam na niego ani czasu ani ochoty. Moze kiedyś
Nie umieściłabym zdjęć, ale zakładając konto na portalu zakładałabym znajomości w realu- więc szybkie spotkanie na pewno.
mam też niejasne przeczucie, że bez zdjęcia a zodpowiednim opisem kobieta przyciagnie bardziej interesujących męzczyzn, tak jak mężczyzna ciekawsze kobiety nie chwaląc się zasobnością portfela.
więc może lepiej pokusę pokazania ładnej buzi czy super fury na zdjęciach powstrzymać. ?
ale moze to moje gdybanie jest, bo nie miałam takiego konta.
Ja tak kiedyś zrobiłam dla odmiany. Wyszło, że zaczepiali mnie mniej ciekawi faceci, niż kiedy miałam zdjęcie. Z tego co zauważyłam to raczej zakładali, że z moim wyglądem musi być coś nie tak.
Ech, żeby to w każdej sprawie tak się udawało w miarę łatwo złapać dystans.
Można się tego nauczyć, choć bywa niełatwo i zwykle jest to dłuższy proces.
Mam pewne "rozkminy" na ten temat, ale jak zacznę rozwijać, to znowu mi się oberwie. Może sobie osobny wątek założę.
Chodzi mi o powtarzające się zbyt często sytuacje. Co z osobami, które wciąż mają pecha spotykać się z krytyką i odrzuceniem. Jak wtedy się nie poddać?
Nie nazwałabym tego pechem, bo jeśli sytuacja się powtarza, to musi być jakaś tego przyczyna. Wtedy warto zrobić wszystko, aby się do niej dokopać.
Mam bardzo ładną koleżankę, ale tak stłamszoną przez rodzinny dom, że chyba nigdy w siebie nie uwierzy i swoim spobem bycia zamknięciem, lękliwością i okropnym egoentryzmem (myszki nie zawsze są miłe i urocze) raczej facetów odstrasza. A to potwierdza jej kiepskie mniemanie o sobie i pogrąża wciąż bardziej. Próbowała terapii, lecz nie pomogło.
No widzisz, koleżance nawet uroda nie pomaga, bo ma taki charakter i nastawienie, którym odstrasza potencjalnych kandydatów na partnerów. Tak szczerze, to nie widzę powodu, dla którego ktokolwiek miałby chcieć wejść w związek z kimś, kto jest trudny we współżyciu, a na domiar złego jest skupionym na sobie egocentrykiem? Jednym słowem sama sobie robi krzywdę.
Tu już jest do wykonania praca nad sobą, ale można jej nie podjąć i nadal pogrążać się czekając z utęsknieniem na swojego księcia z bajki, który nie zważając na nic zabije smoka, pokona wszelkie przeszkody, byleby dostać się do serca swojej wybranki. Niestety w życiu to tak nie działa.
Czyli jakby się nie obrócic d..a z tyłu? ![]()
738 2021-03-06 21:31:18 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-06 22:49:21)
Elu, nigdy w ten sposób nie myślałam o opisywaniu się, a brzmi to przekonująco.
Mnie, gdy rozmówca był ciekawy i rozmawiał normalnie, zdarzało się dawać szansę pomimo niezbyt korzystnego zdjęcia. Zgadzam się, że fotografia nie zawsze wiernie oddaje wygląd, a poza tym w bezpośrednim kontakcie dochodzi jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Jeden facet tak fajnie mrużył oczy, gdy się uśmiechał, inny, chociaż nie powalał urodą, miał przepiękne oczy. Już o tym pisałam, że czasami odrzuci mnie z byle powodu i nic na to nie poradzę, ale nie trzymam się odgórnych założeń co do wyglądu. A jak już mnie ktoś zupełnie ujmie, to wszystko jest w nim piękne, bo jego.
Gdy mnie faceci pytają, mówię im, że z jakichś powodów mi nie odpowiadają, ale staram się robić to w sposób nieraniący. Mocno w szczegóły nie ma co się zagłębiać, najczęściej mówię po prostu, że poszukuję kogoś innego. Jednemu napisałam, że jest "trochę starszym panem" i nie obraził się, dodałam zresztą, że miło spędziłam z nim czas, bo była to prawda.
Nie umawiam się już "w ciemno", bez rozmowy i zorientowania się, że nie mam do czynienia z jakimś burakiem. Jakość rozmowy jest dla mnie ważniejsza niż zdjęcie.
Olinko Robię co mogę, jeśli chodzi o pracę nad sobą, ale jak napisałaś, nie od razu Kraków zbudowano. Emocje emocjami, a ważne też w tym wszystkim, aby myśleć. Kopię mozolnie
Myślę nad skorzystaniem z pomocy w kopaniu i poczyniłam pierwsze kroki w tym kierunku. Mam dosyć kręcenia się w kółko, a widzę, że sama nie odkręcę, choćbym tony poradników przeczytała, setki filmików na YT obejrzała i zamęczyła na śmierć forumowiczów ![]()
Koleżanka ma trudniej niż większość, bo jest osobą z lekką intelektualną dysfunkcją. Ale pewnie dałoby się. Może coś jej podpowiem, gdy już trochę ogarnę siebie.
Olinko Robię co mogę, jeśli chodzi o pracę nad sobą, ale jak napisałaś, nie od razu Kraków zbudowano. Emocje emocjami, a ważne też w tym wszystkim, aby myśleć. Kopię mozolnie
I powiem szczerze, na ile jestem uważna, że widać to Twoje kopanie. Naprawdę je widać. To jest żmudny proces i nic nie stanie się z dnia na dzień czy to poprzez wsłuchiwanie się w siebie samą, czy nawet z pomocą specjalisty, bo on co prawda może to znacząco przyspieszyć, ale też nie ma magicznej różdżki, której dotknięcie w ciągu jednej chwili potrafi czynić cuda. Ma za to wiedzę i bardzo pomocne narzędzia.
Ja w każdym razie będę Ci w tym kopaniu kibicować.
I żeby nie było, sama niemal każdego dnia coś nowego na swój temat odkrywam. Czasem są to tak znaczące informacje, że aż robi mi się przyjemnie ciepło, że w końcu wiem, bo intuicja intuicją, ale kiedy coś wreszcie potrafi się nazwać, to ma się poczucie, jakby zrobiło się krok milowy do przodu.
740 2021-03-06 22:33:05 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-06 22:55:23)
Dzieki Olinko, za wspierajace słowa. Kopanie jest bardzo interesujące, choć nie zawsze przyjemne.
P.S. Panno, a jednak istnieje konstruktywna krytyka.
Kiedyś nawaliłam w pracy i to kilka razy pod rząd. Przyszła koleżanka, zmyła mi głowę. Było mi nieprzyjemnie jak cholera i wstyd, i przykro, że tak mnie zbeształa jak uczniaka, ale koniec końców - oddała mi przysługę. Gorzej by było, gdyby udawała, że się nic nie stało, aż doszłoby do poważniejszych problemów. Miałam wtedy swoje kłopoty i byłam potężnie roztargniona.
Raz, gdy byłam młodą kozą, starsza koleżanka z pracy powiedziała mi: "Myślisz, że ta X. jest ci życzliwa. Może mniej niż ta Y, co cię ochrzania". Czas pokazał, że miała dużo racji.
Wrażliwość, a nawet przewrażliwienie to również moja przypadłość, ale z tym się da współpracować i nie poddawać się zanadto.
Nie jest to dobry pomysł, bezwolnie nieść się emocjom i tłumaczyć się wysoką wrażliwością. Zamęczyć się można.
Danuta Wawiło (uwielbiałam tę kobietę) tłumaczyła nastolatkom, że zmiany nastrojów i chandry mijają z wiekiem, ale nie w przypadku ludzi wrażliwych. Ona je miewa, ale zamiast smucić się w nieskończoność jak za młodu, przepędza swoje chandry.
Oczywiście, że konstruktywna krytyka istnieje. Każdy tylko ma chyba trochę inną granicę, gdzie ta krytyka się kończy a zaczyna chamstwo. Trzeba umieć dostrzec błędy w sobie samym a z drugiej strony nie brać wszystkiego tak bardzo do siebie i mieć dystans. Nawet owo dyplomatyczne stwierdzenie "nie jesteś w moim typie" może i jest oklepane i sztampowe, ale moim zdaniem dużo lepsze niż wygarnięćie komuś bezpośrednio na temat jego wyglądu czy tuszy.
742 2021-03-07 11:30:05 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2021-03-07 11:39:05)
Od paru psychologów słyszałam że „konstruktywna krytyka” nie istnieje,
Co sądzicie o tym
„ Jednym z największych nieporozumień, jakimi się nas karmi, jest przekonanie, że krytyka to coś pozytywnego,
co na uczy i pozwala wyciągać wnioski.
Tymczasem, jedynym jej skutkiem jest
stres i wzmocnienie tego, co krytykujemy.
Nieustanne przypominanie sobie tego, czego nie zrobiliśmy w sposób nienaganny, zdecydowanie przeszkadza nam w uczeniu się. Kiedy jako dziecko uczyliśmy się chodzić, zapominaliśmy o tym, co było niewłaściwe, a zapamiętywaliśmy tylko to, co przybliżało nas do celu.
Ci, którzy pamiętają, jakie błędy popełnili, mają skłonność do powielania ich. Jeżeli ktoś opanowuje lekcje w atmosferze wytykania błędów, to udaje się mu to mimo takiej atmosfery, a nie dzięki niej.
Często jestem pytany o wartość tzw.
„konstruktywnej krytyki”.
Nie posiada ona żadnej wartości.
Za takim określeniem kryje się po prostu chęć usprawiedliwienia swojej skłonności do wygłaszania krytycznych ocen.
Motywacją wytykania komuś błędów jest raczej chęć „zdołowania” człowieka, niż autentyczne pragnienie pomocy. Jeżeli chcemy rzeczywiście pomóc danej osobie, powinniśmy wskazywać na jej sukcesy i uczyć ją sposobów ich osiągania.
Obecnie istnieje wysoka specjalizacja w tzw. analizie krytycznej, chociaż rzadko można znaleźć w tej dziedzinie biegłego praktyka. O ile krytyka wygląda w ten sposób:
„Nie, nie! Tak jest źle! Zrób to tak, głupku!”,
o tyle proces analizy krytycznej przebiega zwykle następująco:
„To co robisz nie przynosi takich rezultatów, jakich oczekujesz, osiągniesz je w ten sposób.”
Założeniem analizy krytycznej jest rozpoznawanie niedociągnięć i wydawanie zaleceń bez oceny, ale osoba o niskim poczuciu własnej wartości nawet pozytywną analizę krytyczną potraktuje jako negatywną krytykę, skierowaną do niej osobiście, co wywoła u niej napięcie.
Z mojego doświadczenia wynika, że reakcja na krytykę jest podstawowym czynnikiem wywołującym astmę, alergie, przeziębienia, bóle głowy i – prawdopodobnie z tego powodu, że usztywnia myślenie – artretyzm.
Odwracanie i przeplatanie
Niektórzy ludzie są tak bardzo przyzwyczajeni do stałego krytykowania, że nie znają żadnego innego sposobu niesienia pomocy we wprowadzaniu zmian u siebie i innych. Jeżeli jesteś jedną z takich osób, nie czuj się gorszy, ponieważ reprezentujesz większość.
Moja rada dla Ciebie jest następująca:
krytykuj, jeżeli już musisz, ale rób to inaczej.
Odwracanie
Chodzi o odwrócenie zwykłego wzorca krytyki, który polega na tym, że najpierw zwracamy uwagę na coś dobrego, a następnie oferujemy krytykę.
Na przykład: „Namalowałeś piękny obraz, ale niebo jest zbyt czerwone”. Zdecydowanie lepszy efekt osiąga się wówczas, kiedy odwrócimy kolejność i powiemy: „Sądzę, że to niebo jest zbyt czerwone, ale obraz jest piękny”.
Odwrócenia takiego dokonujemy po to, by wypowiedź kończyła się komplementem, ponieważ w kategoriach napięcia i odprężenia komplement neutralizuje skutki krytyki, zwłaszcza w ciele mówiącego, ale w znacznym stopniu także w ciele słuchacza, toteż staje się on bardziej otwarty na pomoc.
Przeplatanie
Tu procedura jest podobna do poprzedniej, lecz różni się od niej tym, że zaczynamy od komplementu, następnie krytykujemy i kończymy również komplementem.
Na przykład: „To piękny obraz, choć niebo jest zbyt czerwone, ale bardzo mi się podoba, jak namalowałeś fale,” Takie podejście, oprócz pomocy w uwolnieniu stresu, pozwoli rozmówcy przyjąć krytykę w sposób bardziej zrelaksowany i z większą chęcią wprowadzenia zmiany.
Źródło: “Szaman miejski” Serge Kahili King
Tak łatwo powiedzieć, „nie brać do siebie”
Ludzie są różni...
nawet psychopaci(nie mordercy)
są potrzebni do konkretnych zawodów,
i w nich się sprawdzają, bo do tego trzeba mieć odpowiednie cechy charakteru, i osoba nie psychopata w tym zawodzie się nie za bardzo sprawdzi.
Mówią że ktoś kto nie przepracował swoich traum/problemów nie powinien wchodzić
w związek?
Po pierwsze NIGDY nie przepracujemy całkowicie swoich traum,
po drugie, ludzie z ciężkim charakterem bywają w związkach.
Możliwe, że konstruktywną krytyka istnieje, ale jak ktoś jest ciągle krytykowany to traktuje najpierw te krytykę jako prawdę objawiona a później już ma gdzieś te wszystkie święte słowa które rzekomo mają pomóc. Z własnego doświadczenia wiem, ponieważ byłam nieustannie krytykowaną, oceniania i wziąć były wobec mnie oczekiwania którym nie umiałam sprostać albo na tamten moment potrafiłam robić właśnie tak, bo tak czułam.
W panowaniu nad nastrojem pomaga medytacja. Mam skłonności do melancholii okropnej, a kiedy już zbyt długo w tym jestem przyzwyczajam się do tego. Na pomoc przychodzi medytacja. Czasem się czuję zbyt przekolczowana ale ma to sens.
Ja przyznaje że, notorycznie kończę znajomości bez pożegnania, dlaczego dlatego ze to mężczyźni nas tego nauczyli, więc czasem nie mogę się po prostu powstrzymać od tego żeby dać takiemu nauczkę, zwłaszcza co pewniejszy siebie i przystojny. Dlatego chyba nie prędko kogoś znajdę jak będę tak podchodzić do tematu, ale chyba muszę się jakoś jeszcze odegrać za poprzedni związek i coś czuje, że niebawem wrócę do normalności.
744 2021-03-07 13:30:18 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-07 13:36:50)
Uuuuuch, jaka jestem zła! Długi post napisałam i przepadł.
Spróbuję w skrócie:
- Niektóre książki, zwłaszcza nieprzygotowanemu czytelnikowi mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Ta cytowana przez Pannę brzmi jak bełkot, choć jestem w stanie nie interpretować jej zbyt dosłownie i wyłowić, o co chodziło autorowi. Lecę zaraz zobaczyć, kto zacz autor i jakie są o nim opinie.
- Bez krytyki nie ma nauki. Jak uczyłyby się np. dzieci w szkole, gdyby nikt im nie wskazywał błędów i nie podpowiadał, ja np. pisać wypracowania?
- Krytykujący nie zawsze potrafi wyrazić swoją krytykę umiejętnie, nie "siedzi' w głowie krytykowanego, więc robi to jak umie. Czasem mało przyjemnie.
- Oczekiwanie, że świat dostosuje się do nas, jest dość niepoważne, sorrry. Chociaż faaaaajnie by było ![]()
- Zwrócmy uwagę na sygnaturkę Bagiennika: będziesz stale cierpieć, jeśli do wszystkiego odnosisz się emocjonalnie. Oprócz emocji mamy jeszcze rozum.
- No i co charakterystyczne dla "mimoz" - to egocentryzm i widzenie tylko czubka własnego nosa, i tylko własnego punktu widzenia. Warto szerzej spojrzeć na sprawy.
- Dodam jeszcze, na marginesie: czasami trzeba porządnie huknąć, by krytyka była konstruktywna. Ostatnio sporo czytałam i słyszałam o tzw. twardej miłości. A jednak miłości.
- Może i traumy nie znikają, ale można tak nad nimi popracować, by nie rządziły naszym życiem.
A żeby nie było - mimozowatość nie jest mi obca, ani obrażalstwo. Na szczęście szybko mi przechodzi, a odkąd nauczyłam się odrobiny SAMOKRYTYCYZMU - żyje mi się lepiej. Mimozom świat się wali przy najmniejszej krytyce.
Wielu ludziom krytyka myli się z tzw. dowalaniem.
Gdyby konstruktywna krytyka nie istniała, nie mielibyśmy możliwości zwrócenia drugiej osobie uwagi na coś, co dla jej dobra należałoby skorygować. Są bowiem zachowania lub cechy, z których nie zdajemy sobie sprawy, a wtedy spojrzenie z boku bywa cenne, a czasem wręcz bezcenne. Tu chodzi głównie o sposób w jaki to robimy i cel, czyli intencje.
Niemniej nawet na przyjęcie tego rodzaju krytyki, nazywanej krytyką wyższego poziomu, trzeba być gotowym.
No właśnie, Piegowata, nie wiem jak miałby przebiegać proces wychowawczy, gdyby dziecko nigdy nie usłyszało słów krytyki, a przecież jest ona niezbędna, by pokazać mu świat także od tej mniej przyjemnej strony i dać wskazówki nad czym powinno pracować. Już dawno przy tym stwierdzono, że bezstresowe wychowanie to niewypał. W tym miejscu jednak po raz drugi podkreślę, że przede wszystkim chodzi o sposób i cel.
746 2021-03-07 13:53:52 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2021-03-07 14:00:03)
Dziewczyny, a co sądzicie o tym jak dziecko ma ze wszystkich przedmiotów tylko 5, ze niby wszystkim się super interesuje?
I biologia, geografia, i matematyka, polskim, i chemia i fizyką, i historią itd.
Słyszałam ze nie ma tak że jeden człowiek ze wszystkich przedmiotów jest super/wszystkie przedmioty go interesują.
Nawet w którymś z wykładów Tatiana Mitkowa o tym zjawisku wspominała.
Albo o studiowaniu czegoś żeby pokazać innym, ze wyglądu na prestiżowy zawód,
albo dla rodziców.
A później jak się skończy studia, to jest się słabym w tym zawodzie, nie jest się w tym zawodzie szczęśliwym - spełnionym
(co bardzo wpływa na nasz stan psychiczny, stosunki międzyludzkie)
bo robiło się to dla rodziców, albo dlatego dla prestiżowego zawodu?
Co o tym sądzicie?
Ja przyznaje że, notorycznie kończę znajomości bez pożegnania, dlaczego dlatego ze to mężczyźni nas tego nauczyli, więc czasem nie mogę się po prostu powstrzymać od tego żeby dać takiemu nauczkę, zwłaszcza co pewniejszy siebie i przystojny. Dlatego chyba nie prędko kogoś znajdę jak będę tak podchodzić do tematu, ale chyba muszę się jakoś jeszcze odegrać za poprzedni związek i coś czuje, że niebawem wrócę do normalności.
Uuuui, jeśli mężczyzni są tymi złymi, tymi winnymi Twoich złych zachowan to może daruj sobie próby ich poznawania. Ciàgle bedziesz siè rozvzarowywać nimi.
BTW: a nie pomyslałaś, że ten pierwszy facet, który niby nauczył Ciebie kończenia znajomości bez pożegnsnia został wcześniej tak potraktowany przez inną kobietę?
748 2021-03-07 14:04:49 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2021-03-07 14:26:19)
WendyW napisał/a:Ja przyznaje że, notorycznie kończę znajomości bez pożegnania, dlaczego dlatego ze to mężczyźni nas tego nauczyli, więc czasem nie mogę się po prostu powstrzymać od tego żeby dać takiemu nauczkę, zwłaszcza co pewniejszy siebie i przystojny. Dlatego chyba nie prędko kogoś znajdę jak będę tak podchodzić do tematu, ale chyba muszę się jakoś jeszcze odegrać za poprzedni związek i coś czuje, że niebawem wrócę do normalności.
Uuuui, jeśli mężczyzni są tymi złymi, tymi winnymi Twoich złych zachowan to może daruj sobie próby ich poznawania. Ciàgle bedziesz siè rozvzarowywać nimi.
BTW: a nie pomyslałaś, że ten pierwszy facet, który niby nauczył Ciebie kończenia znajomości bez pożegnsnia został wcześniej tak potraktowany przez inną kobietę?
Foggy, a Ty tu przychodzisz żeby tylko krytykować kobiety, zamiast napisać coś miłego, dodającego otuchy, to nie jest tak że prawie zawsze problem tkwi w kobiecie,
A Ty to prawie zawsze na to wskazujesz,
może napisz coś szczerze o sobie, wtedy
my ocenimy?
Spójrz np na Piegusię i nie tylko - ona jest szczera, autentyczna, wyraża swoją opinię, czasami zdarza się jej być krytyczna, ale ona również przyznaje się, pisze o swoich „demonach” jest autentyczna, i wtedy taka odoba jest autentyczna, a nie ktoś kto nie pisze o sobie prawie nic o swoich „niedociągnięciach”a tylko u kogoś coś krytykuje, taką osobę nie odbieram wiarygodnie, jako szczerą, obiektywną.
749 2021-03-07 15:06:51 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-07 15:13:44)
Panno, dzięki za uznanie, ale po pierwsze ja też mam swoje forumowe grzechy na sumieniu, a po drugie spróbuj jednak w poście kolegi znaleźć sens i przekaz. Ma on sporo racji.
Naprawdę niesprawiedliwe jest odgrywanie się na facetach za to, że z jednym nie wyszło, oczywiście w drugą stronę obowiązuje to samo. I rzeczywiście należałoby się zastanowić, po co się poznaje kolejnych facetów, skoro każdego z góry się odtrąca.
A swoją drogą czasami działa się tak automatycznie, że człowiek sam tych swoich mechanizmów nie widzi, dopóki mu ktoś nie pokaże.
"Gdyby konstruktywna krytyka nie istniała, nie mielibyśmy możliwości zwrócenia drugiej osobie uwagi na coś, co dla jej dobra, należałoby skorygować. Są bowiem zachowania lub cechy, z których nie zdajemy sobie sprawy, a wtedy spojrzenie z boku bywa cenne, a czasem wręcz bezcenne. Tu chodzi głównie o sposób w jaki to robimy i cel, czyli intencje."
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
trafiłam na ten wątek i odniosę się Olinko do fragmentu Twojej wypowiedzi , gdyż skłaniam się do opcji że konstruktywna krytyka nie istnieje i nie zgodzę się z Tobą że to brak możliwości pomocy drugiej osobie, w takim przypadku jak opisujesz, to jednak Twoje zdanie, Twoja ocena że coś należy korygować , Twoja niezgoda na czyjąś inność ( oczywiście w dobrym celu ) Twój brak akceptacji danej osoby. Z moich obserwacji wynika że często bierze się ta chęć pomocy , poprawienia kogoś, z mniemania że ma się lepszy, właściwszy pomysł na życie, jeśli ktoś sam zwraca się do nas o radę i zdanie o swoim zachowaniu to ok, wtedy mówimy co myślimy bez względu na intencje bo dano nam prawo do tego, ja chciałabym żeby ludzie zadali mi pytanie dlaczego tak postąpiłam, co mną kierowało, jak się z tym czuję a nie oceniali i wyliczali co mogłam inaczej, jestem zwolennikiem zauważania, usłyszenia, rozmowy, niekoniecznie nauczania, naprawiania Jeśli chodzi o dzieci to wyznaję wychowanie dobrym przykładem, wytłumaczeniem czemu się tak postąpiło, powstrzymaniem od oceny dziecka, opisaniem tego co widzę np: jak tu w Twoim pokoju czysto, ubrania poukładane, zabawki posprzątane tak się czuję u ciebie przytulnie i dobrze......Uczyć dzieci to nie znaczy krytykować to co zrobiły...... ale zauważać to co zrobiły, jak zrobiły i jakie się ma z tym związane odczucie, to bardzo trudne szczególnie dla nauczycieli
bez skali ocen, jakiś szablonów, ram, to oni poczuli by się pogubieni.... Takie postępowanie z dziećmi to nie tylko mój wymysł są o tym książki, które utwierdziły mnie w tym że nie sama tak myślę
751 2021-03-07 16:44:22 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-07 16:49:20)
Całkowicie przychylam się do zdania Olinki i Piegusa.
Nie wiem, czy należy tutaj rozdzielić pewne sfery czy dziedziny życia, ale z pewnością w niektórych z nich krytyka jest kluczowa i NIEZBĘDNA dla sprawnego działania i rozwoju. Choćby wspomniana wyżej nauka, i to niekoniecznie w odniesieniu do uczącego się dziecka( choć też!), ale o samą zasadę uprawiania nauki, jako narzędzia poznawczego. Gdzie byśmy doszli, gdyby na każdą nowość, odkrycie i hpotezy nie pojawiały się żadne uwagi, krytyki i wątpliwości?
Zresztą w przypadku dzieci czy kogokolwiek innego: należy cozekiwać, że zawsze należy głaskać po główce, szeptac miłe słowa i potakiwać, jeśli ktoś popełni rzeczywiście znaczącą gafę? Przecież nie o to chodzi: nikt nie jest tak idealny, żęby jego wybory czy decyzje były w 100 % słuszne. Tak, jak Piegus wspomniał: nie należy mylić krykyki z tym dowalaniem czy zwykłym hejtem! Samokrytycyzm jest tutaj szczególną formą krytyki, gdyż pozwala właśnie na to, aby spojrzeć na otaczająće nas zjawiska czy wydarzenia zupełnie innym okiem, niż nasze. Jakbym nie potrafił spojrzeć na swoje życie krytycznym okiem, to daleko bym nie dociągnął.
Co do sygnaturki, to ucziciwie się przyznam, że lepszej nie mogłem znaleźć
Staram się, najbardziej jak mogę kontrolować swoje emocje, aby one nie dominowały w moim życiu.
752 2021-03-07 18:42:42 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-03-07 18:45:11)
najpierw musiałybyście zdefiniować słowo- krytyka.
bo moze co innego macie na myśli.
jesli krytyka to pokazywanie komuś, jak prawidłowo powinno wygladać np życie w zwiążku- to bez ważnej odpowiedzi na pytanie, czego się od tej relacji oczekuje, bez sensu jest wyrzucanie z siebie porad jak karabin maszynowy.
całe szczęście na tym forum nie jest to aż tak popularne jak na innych,
natomiast jeżeli ktoś przychodzi tu z problemem i czyta to setki osób, ludzie dzielą się podobnymi lub zauważaja w zachowaniu takiej osoby sprzeczności- to wg mnie jest to pożyteczna krytyka i coś wnosi.
Nie każda opinia się przyda, ale czasami też warto wyjść poza własne doświadczenie, a autora o coś dopytać.
Czasem niestety w myśleniu autora sprzeczności aż biją po oczach niestety.
czasem trzeba czasu, by coś więcej dostrzec.
I odwagi ze strony piszącego, by swoje myśli czy cele ujawnić.
co do emocji to można je kontrolować w klatce i tam głodzić, albo kontrolować na wyznaczonym terenie i dać im pobiegać ![]()
czasami wyznaczają nam kierunek.
753 2021-03-07 19:05:55 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-03-07 19:06:51)
To ja rzucę takim przykładem z ostatnich obserwacji w otoczeniu odnośnie krytyki i nauczania.
Chodzę na zajęcia z tańca i mamy instruktorkę z dużą wiedzą, doświadczeniem (ponad 10 lat), ambitną. Chodzę do niej od trzech lat i widzę, jak ostatnio jej podejście ewaluowało. Otórz jest to taka twarda dziewczyna, która jak najwięcej i jak najszybciej chce nauczyć. Na początku kiedy ją poznałam na zajęciach nieraz przy całej grupie dawała uwagi personalne, bez cackania się, rzeczowo, surowo. Wydawało jej się to słuszne, nie jest od głaskania po glowie, tylko od uczenia. Nie jedna osoba zrezygnowała z zajęć u niej z tego powodu albo czuła się źle, zestresowana, lub zdemotywowana. Szczególnie jeśli ktoś dostawał regularnie takie personalne uwagi.
Przez 3 lata podejście mojej instruktorki ewaluowało, teraz nie stosuje krytyki personalnie, tylko tłumaczy jeszcze raz to co widzi, że ludziom nie wychodzi. Zachęca by ćwiczyć zgodnie z własnymi możliwościami, ciałem, umiejętnościami, a nie cisnąć na siłę jak wcześniej.
Powiedziałabym, że to jest fajny przykład, że można nauczać nie krytykując. Efekty dalej są, ludzie przychodzą chętnie, i już dawno nie słyszałam, że ktoś w szatni się na nią skarży.
754 2021-03-07 19:30:59 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-07 19:32:52)
No, dobra, ale nie bądźmy też nadmiernie krytyczni wobec krytukujących, bo nie każdy posiadł wiedzę, jak krytykować właściwie.
Moja mama krytykuje tak, że mam się ochotę powiesić, ale wiem, że źle nie chce. Nieraz mnie denerwuje, nieraz sprawia mi przykrość, ale po namyśle udaje mi się to przefiltrować. Pomaga mi ta odrobina wiedzy, którą wyniosłam z niegdysiejszej psychoterapii, bo kiedyś reagowałam samymi emocjami.
Ela bardzo fajnie napisała o emocjach. Nie ma co ich trzymać w klatce, ale anarchia niewskazana ![]()
755 2021-03-07 19:43:47 Ostatnio edytowany przez Ranna_Panna (2021-03-07 20:10:42)
Pisałam wcześniej o tzw krytyce konstruktywnej czyli takiej co wpływa mobilizująco na człowieka w kierunku pozytywnej zmiany, myślę że to nie krytyka ma taki wpływ a charakter człowieka, jeśli jest taki że potraktuje ją jako wyzwanie ( ja wam pokażę ! ) to jego człowiecza siła a jeśli ma nie takie usposobienie, pomyśli - no jak zwykle jestem do doopy, i nic rozwojowego z tego nie wyniknie
Wiadomo że czym innym jest samokrytyka czy autorefleksja, są tacy co żyją choć jej nie posiadają, ja tam wolę i cenię tych co ją mają
Bagiennik nie zrozumiałeś mnie - nie myślałam o prowadzeniu dyskusyjnych rozmów na tematy rozwoju świata, ani wypowiedź w temacie czyjegoś dziadostwa ( nic nie widziałam, nic nie słyszałam ) ani zabranie głosu na forum gdzie ktoś życzy sobie opinii innych, rozmowa była o personalnej krytyce, która według mojej opinii nie jest pozytywnym zjawiskiem a jej intencji wolę nie dociekać, zawsze ten kto tej budującej krytyki udziela raczej ma o sobie wysokie mniemanie, chociaż w danym temacie ,
To ja rzucę takim przykładem z ostatnich obserwacji w otoczeniu odnośnie krytyki i nauczania.
Chodzę na zajęcia z tańca i mamy instruktorkę z dużą wiedzą, doświadczeniem (ponad 10 lat), ambitną. Chodzę do niej od trzech lat i widzę, jak ostatnio jej podejście ewaluowało. Otórz jest to taka twarda dziewczyna, która jak najwięcej i jak najszybciej chce nauczyć. Na początku kiedy ją poznałam na zajęciach nieraz przy całej grupie dawała uwagi personalne, bez cackania się, rzeczowo, surowo. Wydawało jej się to słuszne, nie jest od głaskania po glowie, tylko od uczenia. Nie jedna osoba zrezygnowała z zajęć u niej z tego powodu albo czuła się źle, zestresowana, lub zdemotywowana. Szczególnie jeśli ktoś dostawał regularnie takie personalne uwagi.
Przez 3 lata podejście mojej instruktorki ewaluowało, teraz nie stosuje krytyki personalnie, tylko tłumaczy jeszcze raz to co widzi, że ludziom nie wychodzi. Zachęca by ćwiczyć zgodnie z własnymi możliwościami, ciałem, umiejętnościami, a nie cisnąć na siłę jak wcześniej.
Powiedziałabym, że to jest fajny przykład, że można nauczać nie krytykując. Efekty dalej są, ludzie przychodzą chętnie, i już dawno nie słyszałam, że ktoś w szatni się na nią skarży.
Właśnie w tym cały sęk, aby ta krytyka była prowadzona w odpowiedni sposób. Grunt, aby miała mobilizujący charakter a nie deprymujący. Nie każdy to niestety potrafi a dla dwóch różnych osób ta sama krytyka może inaczej wyglądać. W podanym przez Ciebie przykładzie w drugim przypadku zapewne i tak większość ludzi z chęcią weźmie udział w zajęciach. W pierwszym natomiast mogą się znależć tacy, których osobista krytyka nie dotknie.
Czy możesz mi Bagiennik podać przykład konkretnej mobilizującej bezdyskusyjnie krytyki, takiej którą obojętnie do kogo skierujesz będzie konstruktywna, bo takaż ci ona w swojej istocie, według Ciebie jest
758 2021-03-07 20:48:17 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-07 20:48:29)
Problem w tym, że dla każdej osoby może przecież inaczej brzmieć, prawda? Dlatego, im się osoby mniej znają tym bardziej trzeba uważać. Nie mam pojęcia, co się działo na tych zajęciach z tańca, ale z założenia raczej nie są to lekkie ćwiczenia, wręcz wymagające. Zatem, jeśli ktoś narzeka na krytykę, płynącą od strony prowadzącego, to mogę powiedzieć, że istnieje 50 na 50 % szans, że prowadzący taką krytykę stosuje słusznie. Chyba, że mamy od razu do czynienia z chamstwem...
Powtórzę to po raz kolejny: nie mylmy konstruktywnej krytyki czy może rady/sugestii z chamstwem.
759 2021-03-07 20:56:50 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-03-07 20:57:39)
To zalezy co jest celem szkoły tańca- są szkoły sportowe i taniec towarzyski weekendowy kurs przed studniówką
w pierwszym przypadku instruktor od tego jest by wytknąć te personalne błędy, by był jakiś progres..
moze chodzi o formę tej krytyki po prostu.
jedna się obrazi jak usłyszy: Kaśka za bardzo wypinasz kuper, a druga nie.
ale ponieważ zwykle instruktor tańczy też to litości, łatwiej powiedzieć te 3 słowa niż pomiędzy podskokami: zauważyłąm niestety że Katarzyna za bardzo wychyliła tylną część ciała do tyłu i dlatego nie nadążyłą za grupą!
mozna tez wszystkim przypominać o kuperku, a kasia pomyśli że top było do Zośki, bo ona to super tańczy,
trafiłam na ten wątek i odniosę się Olinko do fragmentu Twojej wypowiedzi , gdyż skłaniam się do opcji że konstruktywna krytyka nie istnieje i nie zgodzę się z Tobą że to brak możliwości pomocy drugiej osobie, w takim przypadku jak opisujesz, to jednak Twoje zdanie, Twoja ocena że coś należy korygować , Twoja niezgoda na czyjąś inność ( oczywiście w dobrym celu ) Twój brak akceptacji danej osoby. Z moich obserwacji wynika że często bierze się ta chęć pomocy , poprawienia kogoś, z mniemania że ma się lepszy, właściwszy pomysł na życie, jeśli ktoś sam zwraca się do nas o radę i zdanie o swoim zachowaniu to ok, wtedy mówimy co myślimy bez względu na intencje bo dano nam prawo do tego, ja chciałabym żeby ludzie zadali mi pytanie dlaczego tak postąpiłam, co mną kierowało, jak się z tym czuję a nie oceniali i wyliczali co mogłam inaczej, jestem zwolennikiem zauważania, usłyszenia, rozmowy, niekoniecznie nauczania, naprawiania Jeśli chodzi o dzieci to wyznaję wychowanie dobrym przykładem, wytłumaczeniem czemu się tak postąpiło, powstrzymaniem od oceny dziecka, opisaniem tego co widzę np: jak tu w Twoim pokoju czysto, ubrania poukładane, zabawki posprzątane tak się czuję u ciebie przytulnie i dobrze......Uczyć dzieci to nie znaczy krytykować to co zrobiły...... ale zauważać to co zrobiły, jak zrobiły i jakie się ma z tym związane odczucie, to bardzo trudne szczególnie dla nauczycieli
bez skali ocen, jakiś szablonów, ram, to oni poczuli by się pogubieni.... Takie postępowanie z dziećmi to nie tylko mój wymysł są o tym książki, które utwierdziły mnie w tym że nie sama tak myślę
Rozumiem co chcesz przekazać, ale mimo wszystko pozostanę przy własnym zdaniu. Swoje wychowanie oparłam na budowaniu u dziecka poczucia własnej wartości i odnoszę wrażenie, że to mi się bardzo udało, ale to nie było bezkrytyczne spojrzenie na syna, bo kiedy widziałam, że coś warto skorygować, to o tym mówiłam, przy czym w taki sposób, aby wyczuwał moje dobre intencje i nie czuł się krytykowany - to naprawdę da się zrobić. Trochę trudno mi to opisać, ale to się dzieje na przykład wówczas, kiedy wraz z tym idzie wzmocnienie, zauważenie, że dziecko się postarało plus wskazanie, że dostrzegasz jednak drobne błędy, których usunięcie pozwoli osiągnąć lepszy efekt. Potem w parze z tym szła realna pomoc. To jest także forma motywacji, przy czym tutaj koniecznie musisz być dla dziecka autorytetem.
Oczywiście krytyka nie służy ocenie dziecka, ale ukazaniu co jest nie tak w jego zachowaniu czy postawie - wbrew pozorom to jest ogromna różnica. Można na przykład powiedzieć, że dziecko jest bałaganiarzem albo jest niedobre, ale można "popatrz jaki tu bałagan, byłoby nam wszystkim przyjemniej, gdybyś tu posprzątał" lub "sądzę, że dla Krzysia nie było miłe, kiedy nasypałeś mu piasku do oczu, proszę, abyś nie robił tego więcej".
Przykład z tańcem jest świetny. Sama uczę się go od kilku lat, nawet przed chwilą wróciłam z kolejnych warsztatów. Nie wyobrażam sobie nauczyć się techniki bez komentarzy korygujących błędy. Ważny jest jedynie sposób w jaki się to robi. Cóż mi z tego, że ktoś będzie mnie chwalił, jeśli nie wskaże co mogę poprawić, bo jest do poprawienia. Błędy powielane się utrwalają.
Nie mam też problemu z krytyką skierowaną w moją stronę, jeśli jest ona słuszna i nie służy wyłącznie temu, aby mnie zranić czy też moim kosztem samemu sobie poprawić samopoczucie. Uważam przy tym, że jestem dorosła, a dojrzałość polega między innymi na tym, aby pewne rzeczy umieć od siebie odróżnić, jak również przyjmować konstruktywną (będę się upierać, że ona istnieje) krytykę, wyciągać wnioski, nawet jeśli nie wszystko od razu wydaje się łatwe do przyjęcia, za to z czasem może zaprocentować.
Oczywiście to jest moje osobiste zdanie
.
Na forum trochę niekomfortowo dyskutować , aby być zrozumianym, w niektórych tematach musiałby książkę napisać tak rozszerzają się horyzonty, ten o krytyce też jest taki, sam ze sobą by mógł się kłócić, ja też rozumiem co Olinka piszesz i trudno nie przyznać Ci racji choć zainspirowałaś mnie do przeciwnego zdania
762 2021-03-07 22:03:35 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-07 22:04:21)
Powiem szczerze i otwarcie, że ten tekst, o którym wspomniała Ela (o tym kuperku) nie wydaje mi się w żaden sposób obraźliwy. Pod warunkiem, żę przybiera odpowiednią formę i styl. Trzeba to usłyszeć, aby się przekonać.
Jeśli owa krytyka ma się przejawiać w wychowaniu dzieci a efekt jest taki, jak Olinka przedstawiała na przykładzie swojego syna gdzieś indziej (wybacz Olinko, ale przykład dość jaskrawy
), to nic tylko naśladować taką taktykę ![]()
Problemem nie jest sama krytyka, tylko jej odbiór. Przyjmujesz krytykę lub jej nie przyjmujesz i dalej robisz swoje. Jeśli krytyka odnosi się do Twojego zachowania i rzeczywiście warto coś zmienić, żeby na przykład nie stracić pracy, to wtedy trzeba nad sobą popracować. Jeśli jest to krytyka dla samej krytyki, to nie zwracasz na to uwagi. Przecież od Ciebie zależy, co z tym zrobisz. Jeśli poczucie własnej wartości jest niskie, to będziesz się przejmować i rozmyślać. Wiadomo, że nie zadowoli się każdego i dobrze. Trzeba mieć w życiu coś, co trzyma nas na prostych nogach mimo krytyki.
Problemem nie jest sama krytyka, tylko jej odbiór.
Dokładnie :-)
Odbiorca kształtuje komunikat.
Możesz mieć najlepsze intencje, ważyć każde słowo, być mistrzem dyplomacji a jak trafisz na kogoś nadwrażliwego, niekoniecznie chodzi o stałą cechę, ale np. dyspozycję w danej chwili/czasie, to i tak odbierze Twoje słowa jak krytykę złośliwą.
Odbiorca kształtuje komunikat.
Możesz mieć najlepsze intencje, ważyć każde słowo, być mistrzem dyplomacji a jak trafisz na kogoś nadwrażliwego, niekoniecznie chodzi o stałą cechę, ale np. dyspozycję w danej chwili/czasie, to i tak odbierze Twoje słowa jak krytykę złośliwą.
W sumie cała ta dyskusja na temat krytyki zaczęła się od tego, że napisałam:
Ogólnie warto wychodzić poza schemat przypisujący innym złe intencje, bo często to nasze własne przewrażliwienie staje się naszym największym wrogiem, a przecież nie wszyscy, których opinie nas dotykają, mają na celu sprawienie przykrości. Czasem jest to zwykła uwaga, czasem konstruktywna krytyka, a czasem nawet czyjaś życzliwość, nawet jeśli zdarza się, że została wyrażona w nieco niefortunny sposób.
Magda ma rację, tylko następny problem, jaki się pojawia to rosnąca lawinowo liczba osób, które będą coraz bardziej przewrażliwione na swoim punkcie. Obrażają się one wtedy na każde słowo, skierowane do nich, które nie jest zwykłą pochwałą.
Widmo uwaza, że krytykować też trzeba umieć. A tej umiejętności prawie nikt nie posiada na tym forum. Widmo kiedyś było pomniejszym bytem i też miało z tym problem. Nauczycie się za kilka tysięcy lat. Natomiast wchodzę w temat napisany przez pewnego mężczyznę i widzę atak na jego osobę. Nie traktuje się go jako osoby, której chce się udzielić odpowiedzi. Nie, tam osoby z gatunku ludzkiego strzelają do niego, bo śmie mieć inny światopogląd. Jak się chce pomóc, to się zadaje pytania, a nie narzuca własne zdanie. Tako rzecze Widmo.
768 2021-03-08 10:20:40 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-08 10:57:51)
No, cóż... nawet ludzie w miarę rozsądni miewają swoje słabe punkty. Ja na przykład mam, choć uważam się, owszem, za w miarę rozsądną. Tylko ludzie dookoła tego nie wiedzą, bo i skąd? Trzeba brać poprawkę i na krytykujących, i na krytykowanych.
Ja na przykład okrrrropnie nie lubię, gdy mi się mówi, co mam robić, jak czuć. Owszem, można mi pokazać różne możliwości, ale gdy ktoś autorytatywnie stwierdza, że mam postępować tak czy siak, albo "lepiej wie", co JA czuję, to potrafię ugryźć i wiem, że czasami bywam w tym zbyt impulsywna.
Nie zapomnę sprzeczki z dziewczynami na wątku, gdzie napisałam, że syn chce zapracować na swoje wydatki przy zbiorze malin, a że był jeszcze za młody i za mały na samodzielne zarobkowanie, wybieram się na plantację razem z nim.
Oj, miałam za to krytyki co niemiara! Czułam się potraktowana jak niespełna rozumu, jakaś kretynka. A jednak uważam, że nie zrobiłam nic złego i dziś postąpiłabym identycznie.
Było mi jednak wtedy diabelnie przykro.
Ale wiecie... W sumie to nasz problem, co zrobimy z krytyką. Można uznać, że coś w tej krytyce jest, i z niej skorzystać jak z informacji. Można też stwierdzić: "Jestem innego zdania" i zrobić swoje. A można się wkurzać, tupać nogami i płakać w kącie.
Można jeszcze - dopisuję po edycji, bo mi właśnie przyszło na myśl - podejść tak: jeśli krytyka ma jakiś sens, to może warto się nad tym zastanowić, skorzystać z niej. A jeśli jest czystą złośliwością - to po co się, kurrrna, przejmować jakimś palantem?
Sorki, że tak się rozgadałam, ale przychodzą mi do głowy kolejne spostrzeżenia.
Są obszary, gdzie czuję się mocna i dobra - w tych obszarach nie ruszy mnie żadna krytyka, bo wiem swoje. W innych czuję się niepewnie i łatwo mnie zbić z tropu.
Panno, zastanów się nad tym. Nasza reakcja na krytykę jest odbiciem tego, co sami o sobie "myślimy" (w cudzysłowie, bo tu bardziej o odczucia chodzi niż o świadome myślenie).
769 2021-03-08 16:27:22 Ostatnio edytowany przez Ranna_Panna (2021-03-08 16:28:16)
"Panno, zastanów się nad tym. Nasza reakcja na krytykę jest odbiciem tego, co sami o sobie "myślimy" (w cudzysłowie, bo tu bardziej o odczucia chodzi niż o świadome myślenie)."
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Jeśli to do mnie Piegowata, bo jest też Panna w kapeluszu, to chcę powiedzieć że ja jako ja, to raczej z krytyką nie mam problemu tzn z tą do mnie skierowaną bo z samokrytyką już bardziej, mam tak że ludziom wiele odpuszczam ale dla siebie jestem bezkompromisowa, mam plan być teraz bardziej wyrozumiała dla siebie, jako dziecko byłam obiektem zachwytów i ocen jaka to mądra i wspaniała jestem - powiem z perspektywy czasu że to nic budującego a to też krytyka jeno dobra, na mnie wtedy działało to deprymująco że nie mogę już nic więcej zrobić, bo sięgnęłam szczytu, to że ja dziś znoszę krytykę dobrze nie przeszkadza mi uważać że konstruktywna krytyka nie istnieje, istnieją ludzie którzy taką krytykę przerobią na plus i tacy co tego nie zrobią
To do Panny z Kapeluszem było.
![]()
No, cóż... nawet ludzie w miarę rozsądni miewają swoje słabe punkty. Ja na przykład mam, choć uważam się, owszem, za w miarę rozsądną. Tylko ludzie dookoła tego nie wiedzą, bo i skąd? Trzeba brać poprawkę i na krytykujących, i na krytykowanych.
Ja na przykład okrrrropnie nie lubię, gdy mi się mówi, co mam robić, jak czuć. Owszem, można mi pokazać różne możliwości, ale gdy ktoś autorytatywnie stwierdza, że mam postępować tak czy siak, albo "lepiej wie", co JA czuję, to potrafię ugryźć i wiem, że czasami bywam w tym zbyt impulsywna.
Nie zapomnę sprzeczki z dziewczynami na wątku, gdzie napisałam, że syn chce zapracować na swoje wydatki przy zbiorze malin, a że był jeszcze za młody i za mały na samodzielne zarobkowanie, wybieram się na plantację razem z nim.
Oj, miałam za to krytyki co niemiara! Czułam się potraktowana jak niespełna rozumu, jakaś kretynka. A jednak uważam, że nie zrobiłam nic złego i dziś postąpiłabym identycznie.Było mi jednak wtedy diabelnie przykro.
Doskonale pamiętam tę sytuację aczkolwiek nie jestem pewna jednego, dlatego dopytam: czy Ty wtedy prosiłaś o radę w kwestii pracy swojego Syna czy po prostu ot tak ( jak masz w zwyczaju) poinformowałaś co w danym momencie się w Twoim życiu dzieje?
773 2021-03-08 17:47:09 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-08 17:48:22)
Krejzi, ja po prostu lubię pogadać i wtedy zwyczajnie napisałam, co u mnie słychać.
Któraś z dziewczyn wyraziła swój sceptycyzm i zaczęła się jazda.
Panno, zastanów się nad tym. Nasza reakcja na krytykę jest odbiciem tego, co sami o sobie "myślimy" (w cudzysłowie, bo tu bardziej o odczucia chodzi niż o świadome myślenie).
Piegusiu zgadza się, ale skąd to się wzięło?
Może ta osoba była bardzo często krytykowana(często niby dla jej dobra) wyśmiewana, odrzucana z jakiegoś powodu, może przepracowała to, może nie?
ale i tak do końca naszych problemów/traum nie przepracujemy.
775 2021-03-09 15:05:08 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-09 15:25:58)
I tak sobie można do śmierci mówić, że ja mam traumę, źle mnie traktowali w dzieciństwie, więc nic z tym nie robię, tylko narzekam na paskudny świat i strasznych facetów. Ale co to da?
Nie chodzi o to, by trauma zniknęła, tylko by nie przeszkadzała żyć
Byłam w życiu chwalona, ale byłam też wręcz gnojona, szykanowana, bita i zapewniam, że to mojego życia nie determinuje, choć utrudnia i bez wątpienia ma wpływ.
Postanowiłam wreszcie poszukać terapeuty, żeby pojąć, co robię nie tak w swoim życiu osobistym. Już wiem, widzę, że na własną rękę tej zagadki nie rozwiążę, albo potrwa to kolejnych sto lat.
Nie chcę na razie o tym pisać, ale jestem na dobrej drodze ![]()
776 2021-03-09 21:59:46 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-03-09 22:00:29)
Piegus Czapki z głów za tą wypowiedź, poważnie
Więcej takich pozytywnych tonów w życiu niech to każdy doświadczy
Szczególnie ten fragment:
I tak sobie można do śmierci mówić, że ja mam traumę, źle mnie traktowali w dzieciństwie, więc nic z tym nie robię, tylko narzekam na paskudny świat i strasznych facetów. Ale co to da?
Nie chodzi o to, by trauma zniknęła, tylko by nie przeszkadzała żyć
Pełna zgoda, Bagienniku - chepeau bas w stronę Piegowatej
.
Przeszłości nie zmienimy, ale mamy wpływ na to, co jest tu i teraz i co czeka nas w przyszłości. Można całe życie się nad sobą użalać, bo rola ofiary też jest w pewnym stopniu wygodna, choćby dlatego, że można swoimi traumami czy kolejnymi niepowodzeniami usprawiedliwiać dalszy brak działania, ale też można z tym balastem przeszłości się rozprawić, by potem móc już żyć pełnią życia. Jasne, że to wymaga nie tylko ogromu pracy nad sobą, ale i odwagi, jeśli jednak właściwie ustawi się sobie priorytety, to jest łatwiej.
Dokładnie. Tak jak powiedział to mój ulubiony mnich ( nie tylko mój).
Z tą kupą gnoju, którą z różnych powodów dostałeś od życia trzeba coś zrobić, a najlepiej zamienić ją na nawóz. Zakopać w ogródku, żeby wyrosły na nim piękne kwiaty.
To chyba najlepszy sposób, chociaż jeden ma małe gówienko, a inny całą stertę.
Adelo, co to za mnich?
To nie jest na pewno łatwe, z boku bardziej widać pewne rzeczy. Swoje błędy chyba trudniej ogarnąć. Stwierdziłam jednak, że kręcę się w kółko i to długo, że pokonałam ileś tam schodów, a dalej - ściana.
Znam osoby taplające się w bagienku bycia ofiarą. Mniej czy bardziej, ale koleżanka, o której pisałam parę postów wyżej, to już wybitnie. To aż bije po oczach. Ma możliwości, by żyć o wiele lepiej, łatwiej, zmienić to, czego nie chce, ale wybiera tkwienie w patologicznej rodzinie, w biedzie i ciasnocie, cierpienie. I narzekanie takie, że już chyba nie umie rozmawiać o niczym innym. Dlatego pewnego dnia trafił mnie szlag i zerwałam kontakt. Jeśli kocha być nieszczęśliwa, to nie będę jej tego utrudniać.
780 2021-03-10 09:13:50 Ostatnio edytowany przez Panna z Kapeluszem (2021-03-10 09:31:02)
Piegusiu ten mnich to Ajahn Brahm,
fajne ma spojrzenie na życie, ale czasami mam wrażenie ze aż nierealistyczne, oni żyją jakby w trochę innym świecie ![]()
Ogólnie bardzo pozytywny, zabawny człowiek, przy jego wykładach można
się rozluźnić, trochę pośmiać.
Raz opowiadał historię pewnej Polki która dzwoniła do klasztoru
Ale spokojnie to nie ja byłam ![]()
Nie jestem absolutnie za wiecznym użalaniem się nad sobą, mam pewna znajoma która bardzo często użala się
nad sobą, ale innych problemy ma gdzieś...
Nie jest to dobre, i bardzo męczące przebywanie z taką osobą.
Ale stwierdzenie że komuś wygodniej będąc
w roli ofiary, świadczy o nierozumieniu problemu.