Gilotyna1988 napisał/a: A ja dziś płakałam,jechalam samochodem i plakalam jak dzidz. Tesknie .
Pyłek, zazdroszczę Ci tego stanu,to dobry stan i najlepszy na zmiany
Ajajaja!!!!!!!!!
Mi też zdarzało się wsiąść w auto, jechać przed siebie i płakać, jeździłam w odludne miejsca, nad wodę, na punkt widowkowy i wyłam, taplałam się w tych emocjach, czułam wręcz fizyczny ból. Ostatnia taka rozsypka w sylwestra. Ale minęło, jakbym wtedy wypłakała ten największy żal i .... przyszedł względny spokój 
Nawet dzisiaj usłyszałam od postronnych osób, że widzą u mnie zmianę w ciągu tych 2 miesięcy, że przychodzę coraz bardziej wyluzowana, uśmiecham się, makijaż (O! dostrzegalne, jakże miłe) i nie jestem tą samą, zmęczoną, sfrustrowaną osobą co pół roku temu. Nawet się nad tym zastanowiłam i doszłam do wniosku, że rzeczywiście - nawet ostatnie miesiące związku, gdzie niby byliśmy razem a było narastające napięcie, dały mi w kość. Ja się zamartwiałam, ratowałam to kosztem siebie, starałam się za dwoje, jednocześnie zapieprzałam na dwóch etatach, byłam wszystkim zmęczona, a teraz? Teraz są wspomnienia, jeszcze tli się żal, ale już nie ma niepokoju pt. a ile jeszcze będę czekać, a może to ten dzień, a czy on spędzi ze mną czas, a czy jak zrobię to i tamto to obędzie zadowolony, a czy wróci z imprezy, a czy pójdzie na imprezę, a czy to i tamto. I tutaj jest ten spokój. Taka ulga, że mogę się sama sobą, że nie żyję w napięciu 
EDIT: Oczywiście, ten stan pewnie się będzie zmieniał, były i będą gorsze momenty, ale mam nadzieje, że to będzie blakło, obojętniało. Tęsknota jest, to jasne po tylu latach, ale czekam, aż i to minie. Nawet dzisiaj miałam pierwszy raz od rozstania jakieś realistyczne sny z Ex, czułam jakby był obok, jakby to się nie wydarzyło, obudziłam się zdezorientowana, ale otrzepałam się, ogarnęłam, wytłumaczyłam sobie, że to projekcja mojego mózgu i tego już nie ma i nie będzie. Nie wiem, czy działam tak jak powinnam, ale na razie widzę jest lepiej. I widzę że rady - zero kontaktu - to najlepsza rada jaka może być 