netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ja on i ktoś trzeci

176 odpowiedzi21 343 wyświetleniazałożony przez Helena36, 27.01.2018

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ja on i ktoś trzeci

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 177 ]

66 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-01-31 12:21:20)

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Anderstud, ok. Być może się nie mylisz. Niemniej jednak to jest Twoje zdanie. Ty tak do tego podchodzisz i tak wszystko interpretujesz bo tak Ci wygodniej. Zarówno opis ze strony kobiet, jak i mężczyzn jest dla Ciebie czarno-biały. Jako, że będąc kobietą, z Twoją opinią ws kobiet nie zgodzę się w 100%, są też podstawy by sądzić, że i w innych kwestiach Twoja opinia nie jest jedyną obowiązującą.
Co do cytatu który przytoczyłeś, ja wcale nie mówię, że tak jest, użyłam słów, że tak powinnyśmy myśleć. Ja napisałam ze swojej perspektywy, że mi dużo dał fakt, że to ja to zakończyłam, to ja go zablokowałam itd. Może marne pocieszenie, ale dla mnie istotne. To mi pozwoliło się podnieść, "otrzepać" i iść dalej swoją drogą. Mówię to głównie w kontekście radzenia sobie z emocjami związanymi z zakończeniem znajomości, relacji. Z pewnością trudniej jest, co zresztą widać po wątkach sąsiednich, kiedy to facet odpuszcza, a kobieta siedzi, czeka, tęskni. To była po prostu moja rada. Oczywiście nie ma obowiązku. Może akurat tylko dla mnie to było tak ważne w tamtym momencie, jak i potem, kiedy go widywałam. Nawet jeśli było tak jak piszesz, to mam to w głębokim poważaniu. Również jego. Nie wiem jak to powiedzieć, ale przez to czuję, że mimo wszystko "wygrałam". Zachowałam swoją dumę. Zresztą on sam mi przyznał, że to przez nią wszystko się skończyło. I ok. W całej tej beznadziejnej sytuacji choć na koniec coś dla mnie.


Edit. Zauważ, że ja nikogo nie moralizuję, nie oceniam, nie klepię po pleckach, nie namawiam do zdrad czy romansów. Niemniej mleko się już rozlało i trzeba to jakoś posprzątać. I w pierwszej kolejności należy zacząć od wycofania się z toksycznej relacji (albo jednej, albo drugiej albo obu). Odcięcie, oduzależnienie emocjonalne od niego… a wtedy można zacząć robić porządki wokół siebie, we własnym życiu. I tylko w tym kontekście się tu wypowiadam.
Wcale nie uważam, że za wszelką cenę trzeba siedzieć w nieudanym związku, ale do tanga trzeba dwojga. Ja wcale nie wiem czy Autorka w tej sytuacji powinna odejść od męża czy próbować naprawiać małżeństwo. Niemniej jednak by podjąć drugi krok, kochanek musi zniknąć z jej głowy na zawsze. Inaczej to stawianie domku z kart i życie pozorami, w kłamstwie. Wiem co mówię, bo sama byłam w związku kochając innego. Zresztą Adrianaana też opisała, jak to u niej wygląda. Nie no niby można nagle wybuchnąć miłością nagłą do partnera/małżonka i snuć plany o dziecku, ale to takie… w sumie nawet brakuje mi słowa by to nazwać.
Chyba najwłaściwiej i najuczciwiej byłoby po prostu odejść od męża. Zdaję jednak sobie sprawę, że "w pustkę", nieznane niezmiernie trudno. Chyba, że, jak ktoś pisał by pił bił itd. Akurat ona, z tego co pisze, gdyby tylko miała wsparcie w kochanku, pewnie by to zrobiła. Ale go nie ma.

67

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Przykład z życia :
- dziewczyna, żona, matka , miała romans z żonatym, dzieciatymi i starszym panem.
-  potajemne spotkania, wyznania, tęsknota , marzenia skrywane przed współmałżonkami .
- dziewczyna zaszła w ciąże , rozwiodła się z mężem , wyprowadziła do innego mieszkania
- pan, po konsultacji z żona zdecydowali się nie rozwodzić ( nie wiem może nawet odbudować małżeństwo , a może pragmatycznie w nim trwać )
- obecnie pan wspólnie z żona przychodzą na wizyty, spotkania z dzieckiem i płaca alimenty .
- dziewczyna jest pełna żalu ale głównie do żony kochanka, a za kochankiem patrzy maślanymi oczami i nie pozwala by za bardzo go krytykować
- z ex mężem wiążą ja koleżeńskie relacje, jest w nowym związku podobno szczęśliwy .

Jak dla mnie te maślane oczy za kochankiem który zrobił ja w trąbę , to raczej maślane oczy do marzenia które się nie ziściło i dlatego dalej jest takie wspaniałe .
A winna jest ta jego zołzowatą żona ....

68

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Secondo1 napisał/a:

Przykład z życia :
- dziewczyna, żona, matka , miała romans z żonatym, dzieciatymi i starszym panem.
-  potajemne spotkania, wyznania, tęsknota , marzenia skrywane przed współmałżonkami .
- dziewczyna zaszła w ciąże , rozwiodła się z mężem , wyprowadziła do innego mieszkania
- pan, po konsultacji z żona zdecydowali się nie rozwodzić ( nie wiem może nawet odbudować małżeństwo , a może pragmatycznie w nim trwać )
- obecnie pan wspólnie z żona przychodzą na wizyty, spotkania z dzieckiem i płaca alimenty .
- dziewczyna jest pełna żalu ale głównie do żony kochanka, a za kochankiem patrzy maślanymi oczami i nie pozwala by za bardzo go krytykować
- z ex mężem wiążą ja koleżeńskie relacje, jest w nowym związku podobno szczęśliwy .

Jak dla mnie te maślane oczy za kochankiem który zrobił ja w trąbę , to raczej maślane oczy do marzenia które się nie ziściło i dlatego dalej jest takie wspaniałe .
A winna jest ta jego zołzowatą żona ....

Wiesz Secondo, ja odnoszę wrażenie, że tu po prostu przejawia rywalizacja dwóch kobiet o jednego faceta. Patrząc z boku właściwie można zapytać ale o kogo? Niemniej jednak dla obu pań, druga jest konkurentką a wygraną ta, z którą Pan wielmożny został. Ok żona wygrała, ale czy rzeczywiście? Z pozoru na pewno. Pewnie sobie wytłumaczyła, że to była nic nie znacząca znajomość, zwykła wpadka i tyle. Tylko że teraz zapewne nie z sympatii, a nieufności czy zazdrości chodzi z/za tym mężem na wizyty do dziecka. I tak będzie przez długie lata…
Z drugiej strony kochanka.. jeżeli wciąż, po tym wszystkim, wodzi za nim maślanymi oczyma, nie pozwala złego słowa powiedzieć, to ja widzę tylko jedną opcję, że istnieje inna, nieformalna „umowa” między nimi. Tzn, że on jej jakieś bajki sprzedał, dlaczego MUSIAŁ zostać z żoną, pomimo, że tylko ją kocha itd. Jestem tego na 99% pewna. Oczywiście tej wersji oboje będą strzec i wypierać. Dlatego jego żona to dla niej „wróg”, osoba stająca na drodze do jej/ich szczęścia, nie kochanek.
Ale niech tylko żonie znudzi się „śledzenie” męża czy zabawianie jego dziecka… mogę iść o zakład, że rozmans znów rozkwitnie.

69

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
Secondo1 napisał/a:

Przykład z życia :
- dziewczyna, żona, matka , miała romans z żonatym, dzieciatymi i starszym panem.
-  potajemne spotkania, wyznania, tęsknota , marzenia skrywane przed współmałżonkami .
- dziewczyna zaszła w ciąże , rozwiodła się z mężem , wyprowadziła do innego mieszkania
- pan, po konsultacji z żona zdecydowali się nie rozwodzić ( nie wiem może nawet odbudować małżeństwo , a może pragmatycznie w nim trwać )
- obecnie pan wspólnie z żona przychodzą na wizyty, spotkania z dzieckiem i płaca alimenty .
- dziewczyna jest pełna żalu ale głównie do żony kochanka, a za kochankiem patrzy maślanymi oczami i nie pozwala by za bardzo go krytykować
- z ex mężem wiążą ja koleżeńskie relacje, jest w nowym związku podobno szczęśliwy .

Jak dla mnie te maślane oczy za kochankiem który zrobił ja w trąbę , to raczej maślane oczy do marzenia które się nie ziściło i dlatego dalej jest takie wspaniałe .
A winna jest ta jego zołzowatą żona ....

Wiesz Secondo, ja odnoszę wrażenie, że tu po prostu przejawia rywalizacja dwóch kobiet o jednego faceta. Patrząc z boku właściwie można zapytać ale o kogo? Niemniej jednak dla obu pań, druga jest konkurentką a wygraną ta, z którą Pan wielmożny został. Ok żona wygrała, ale czy rzeczywiście? Z pozoru na pewno. Pewnie sobie wytłumaczyła, że to była nic nie znacząca znajomość, zwykła wpadka i tyle. Tylko że teraz zapewne nie z sympatii, a nieufności czy zazdrości chodzi z/za tym mężem na wizyty do dziecka. I tak będzie przez długie lata…
Z drugiej strony kochanka.. jeżeli wciąż, po tym wszystkim, wodzi za nim maślanymi oczyma, nie pozwala złego słowa powiedzieć, to ja widzę tylko jedną opcję, że istnieje inna, nieformalna „umowa” między nimi. Tzn, że on jej jakieś bajki sprzedał, dlaczego MUSIAŁ zostać z żoną, pomimo, że tylko ją kocha itd. Jestem tego na 99% pewna. Oczywiście tej wersji oboje będą strzec i wypierać. Dlatego jego żona to dla niej „wróg”, osoba stająca na drodze do jej/ich szczęścia, nie kochanek.
Ale niech tylko żonie znudzi się „śledzenie” męża czy zabawianie jego dziecka… mogę iść o zakład, że rozmans znów rozkwitnie.

No wybacz Roxann, ale bzdety piszesz .
Naprawdę uważasz, że kobieta wychodząc za mąż staje się jakimś robotem zaprogramowanym na zatrzymanie męża.
To taka sama kobieta jak każda inna. Ma swoje emocje, uczucia...jak każda inna kobieta.
A może żona tego przytoczonego pana go nadal kocha, a może przerobili tą zdradę i chcą być nadal razem, bo właśnie jest uczucie...

70

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Helena36 napisał/a:

dziś usłyszałam, że mnie kocha i widziałam jak mu zależy, ale czy można kochać i nie chcieć zostawić zony ? Bo nie chce skrzywdzić jej i dzieci ... nie wiem sama co o tym myśleć ...nie może mnie oszukiwać ... ....

Może- tak jak oszukuje swoją żonę, Ty swojego męża, ja swojego... To element tej gry. Ja nie zostawiłam mojego kochanka, on zrobił to pierwszy, przez co czuję się...porzucona. Ale zrobił to bo zaczęłam mieć coraz więcej wymagań, tak sądzę. Potrzebowałam go więcej i więcej. Denerwowałam się gdy się nie odzywał i wiedziałam że np. spędza weekend z żoną, później gdy już zadzwonił mówiłam "o wow odezwałeś się wreszcie"... wyczuł że chcę więcej niż on może(chce) mi dać, dlatego skończył to w sposób mistrzowski. Jego słowa nic nie znaczą, liczy się to co robi. Jeśli chcesz sprawdzić czy mu zależy postaw go pod ścianą, niech wybierze miedzy tobą a nią. Jeśli nie umie wybrać i nie chce, nie warto to ciągnąć. Tylko będziesz cierpieć. Heleno czujesz jeszcze coś do męża?

71 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-01-31 15:31:41)

Odp: Ja on i ktoś trzeci
horses napisał/a:

No wybacz Roxann, ale bzdety piszesz .
Naprawdę uważasz, że kobieta wychodząc za mąż staje się jakimś robotem zaprogramowanym na zatrzymanie męża.
To taka sama kobieta jak każda inna. Ma swoje emocje, uczucia...jak każda inna kobieta.
A może żona tego przytoczonego pana go nadal kocha, a może przerobili tą zdradę i chcą być nadal razem, bo właśnie jest uczucie...

Ale ja o uczuciach żony do męża się nie wypowiadam. Może to tak trochę zabrzmiało, że chodziło tylko o zatrzymanie męża itd. Ja przecież tego nie wiem. Odniosłam się do całej sytuacji, patrząc na wszystkich zainteresowanych. I co mamy? Z jednej strony żonę chodzącą z mężem na wizyty do dziecka a z drugiej kochankę patrzącą na niego maślanymi oczyma. Przecież ta kobieta musi to widzieć. Jakoś nie sądzę, że chodzi z tym mężem bo go tam za uszy musi ciągnąć, albo dlatego, że lubi spędzać czas z tym dzieckiem. Może to moja nadinterpretacja, ale ja odebrałam to jednoznacznie, że nie jest go pewna i samego go do kochanki nie puści, przynajmniej na razie. Stąd ta refleksja o rywalizacji. Przecież te obie kobiety zapewne go kochają i chcą z nim być mimo, że on obie okłamuje bo każda chce wierzyć, że to ją prawdziwie kocha a inna to pomyłka albo przymus.
Niestety wiem jak facet zdradzający potrafi kłamać, co wymyślać, jak tworzyć fronty i to z pewnością w obie strony...
Zresztą nie trzeba daleko szukać, wystarczy cofnąć się do postu wyżej. Nikt nie chce przyjąć do wiadomości, że jest/może być okłamywany przez osobę którą kocha i która jej to uczucie wyznała. Bo to, że żonę okłamuje to przecież wiadomo. Więc naturalne chyba, że jej nie kocha albo ma za idiotkę, której można byle bajkę sprzedać. W zasadzie kochance też. Pytanie, czy w ogóle można (za)ufać zdrajcy?

72

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

[
No wybacz Roxann, ale bzdety piszesz .
Naprawdę uważasz, że kobieta wychodząc za mąż staje się jakimś robotem zaprogramowanym na zatrzymanie męża.
To taka sama kobieta jak każda inna. Ma swoje emocje, uczucia...jak każda inna kobieta.
A może żona tego przytoczonego pana go nadal kocha, a może przerobili tą zdradę i chcą być nadal razem, bo właśnie jest uczucie...

Ale ja o uczuciach żony do męża się nie wypowiadam. Może to tak trochę zabrzmiało, że chodziło tylko o zatrzymanie męża itd. Ja przecież tego nie wiem. Odniosłam się do całej sytuacji, patrząc na wszystkich zainteresowanych. I co mamy? Z jednej strony żonę chodzącą z mężem na wizyty do dziecka a z drugiej kochankę patrzącą na niego maślanymi oczyma. Przecież ta kobieta musi to widzieć. Jakoś nie sądzę, że chodzi z tym mężem bo go tam za uszy musi ciągnąć, albo dlatego, że lubi spędzać czas z tym dzieckiem. Może to moja nadinterpretacja, ale ja odebrałam to jednoznacznie, że nie jest go pewna i samego go do kochanki nie puści, przynajmniej na razie. Stąd ta refleksja o rywalizacji.
A że niestety wiem jak facet zdradzający potrafi kłamać, co wymyślać, jak tworzyć fronty (i to z pewnością w obie strony)... to zachowanie kochanki, jak dla mnie, jednoznacznie wskazuje na to co wyżej napisałam.

Roxann, moim zdaniem stworzyłaś sobie jakąś fikcję, że te żony wiedzą i z wygody zostają, albo z chęci wygranej....
A zazwyczaj jest tak, że jak zdrada wyjdzie na jaw, a ten kto zdradza nie miał zamiaru odejść, tylko się zagubił, zgłupiał, zauroczył itp
to zaczyna walczyć o związek.
Jak ta druga strona jeszcze kocha i potrafi wybaczyć, to zdarza się, że to wszystko daje się odbudować i czasami jest nawet lepiej niż wcześniej.
Za odbudowaniem stoi duża praca małżonków, wiele emocji i rozmów.
Też bym chodziła z mężem na takie spotkania, bo to jego dziecko i skoro z nim zostałam, to i ono musi być obecne w moim życiu.
Ponadto facet widzi maślane, a obecność żony jest gwarancją, że tylko na nich była kochanka poprzestanie. Nie będzie trudnych rozmów, żali...

Autorka tego wątku powinna się zastanowic nad jednym. Żona kochanka to  chyba kobieta 60 +. Sama autorka też bedzie miała kiedyś 60 +.
Dowiedzieć się o zdradzie męża w takim wieku to podwójny cios.

73

Odp: Ja on i ktoś trzeci
horses napisał/a:

Roxann, moim zdaniem stworzyłaś sobie jakąś fikcję, że te żony wiedzą i z wygody zostają, albo z chęci wygranej....
A zazwyczaj jest tak, że jak zdrada wyjdzie na jaw, a ten kto zdradza nie miał zamiaru odejść, tylko się zagubił, zgłupiał, zauroczył itp
to zaczyna walczyć o związek.
Jak ta druga strona jeszcze kocha i potrafi wybaczyć, to zdarza się, że to wszystko daje się odbudować i czasami jest nawet lepiej niż wcześniej.
Za odbudowaniem stoi duża praca małżonków, wiele emocji i rozmów.
Też bym chodziła z mężem na takie spotkania, bo to jego dziecko i skoro z nim zostałam, to i ono musi być obecne w moim życiu.
Ponadto facet widzi maślane, a obecność żony jest gwarancją, że tylko na nich była kochanka poprzestanie. Nie będzie trudnych rozmów, żali...

Horses, bo świadome życie w dwóch światach to nie jest tylko "zagubienie", to świadome działanie. Może jakiś przypadkowy skok w bok po %, tak, ale nie romanse trwające kilka miesięcy czy nawet lat. To nie tylko zgłupienie czy zauroczenie, ale świadome i celowe budowanie frontu przeciwko małżonkowi, który nie ma prawa się niczego domyślić, dowiedzieć, to kolejne kłamstwa w oczy, wymyślane wymówki, tłumaczenia... to w całej codzienności wyszukiwanie choćby chwili na rozmowę z kochanką czy kochankiem (bo to obu stron dotyczy), to planowanie kolejnego spotkania itd., itd. Także wybacz, ale ja w bajki typu "pogubił się" nie wierzę. Tak samo w te całe odbudowywanie małżeństw. Tak owszem mogą one funkcjonować, nawet całkiem dobrze, ale to już będzie związek dwójki zupełnie innych ludzi, oparty na innych zasadach. Nawet jak sobie wybaczą, dadzą szansę, to przecież nigdy nie zapomną.
Poza tym większość osób, która raz zdradziła, zdradzi po raz kolejny. Nie mówię, że wszyscy, ale większość.

74

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:

Anderstud, ok. Być może się nie mylisz. Niemniej jednak to jest Twoje zdanie. Ty tak do tego podchodzisz i tak wszystko interpretujesz bo tak Ci wygodniej. Zarówno opis ze strony kobiet, jak i mężczyzn jest dla Ciebie czarno-biały. Jako, że będąc kobietą, z Twoją opinią ws kobiet nie zgodzę się w 100%, są też podstawy by sądzić, że i w innych kwestiach Twoja opinia nie jest jedyną obowiązującą.

Ja nie mówię, że moja racja jest najmojsza i ma być jedyną obowiązującą.
Zwracam jedynie waszą (kochanek) uwagę na fakt, że jako facet, mam trochę lepsze rozeznanie w tej materii,
bo znam osobiście całą masę innych facetów, oni znają jeszcze innych i chcąc nie chcąc to i owo się słyszało, to i owo się widziało.
To i owo również samemu się przeżyło i naprawdę i szczerze jest mi zwyczajnie po ludzku szkoda tych wszystkich dziewczyn,
które marnują swoje najlepsze lata i rujnują poukładane życie w zamian za słodkie słówka, płonne nadzieje i obietnice bez pokrycia.
Bo prawda jest taka niestety, że na nic więcej żadna kochanka liczyć nie powinna i niczego więcej żadna nie dostanie.
To nie jest moje zdanie, ani moje podejście czy interpretacja, bo tak mi wygodniej. To nie jest również kwestia wiary Roxann.
Gadanie, pisanie, obiecywanie... to przecież nic nie kosztuje. Nie po słowach, a po czynach ich poznacie - mówi Ci to coś?
Latanie na firmowe imprezy też nie kosztuje. Tak samo jak jeżdżenie na służbowym paliwie czy wynajęcie apartamentu na firmową kartę.
Nawet gdyby z własnych za to wszystko płacił, to to są śmieszne drobniaki w porównaniu z kosztami rozwodu i zaczynania wszystkiego on nowa.
Naprawdę wierzysz w te swoje urojenia, że on specjalnie żonę zapłodnił tylko po to, żeby byłej kochance zrobić na złość i jej pokazać?
No błagam Cię. A nie przyszło Ci do głowy, że facet zwyczajnie Ci gadał to co chciałaś usłyszeć i ani przez sekundę nie rozważał odejścia od żony?
I wcale nie zrobił jej dziecka na złość Tobie, tylko może po prostu chciał mieć to dziecko. Z nią. Nie, nie z Tobą Roxann, tylko właśnie z nią. Z żoną.
Dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości takiej opcji? Bo nagle twój cały świat runie jak stary dach, a twój kochający nad życie Romeo
okaże się zwykłym dupkiem, który opowiadał Ci bajki w zamian za darmowe bzykanie i kiedy się skończyło, to zamiast poderżnąć sobie żyły,
wzruszył tylko ramionami i wrócił na łono rodziny? Przerażające, prawda? Jak on by mógł? No więc Ci tłumaczę jak. Normalnie. Po prostu.
Tacy już jesteśmy.

75

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Roxann, moim zdaniem stworzyłaś sobie jakąś fikcję, że te żony wiedzą i z wygody zostają, albo z chęci wygranej....
A zazwyczaj jest tak, że jak zdrada wyjdzie na jaw, a ten kto zdradza nie miał zamiaru odejść, tylko się zagubił, zgłupiał, zauroczył itp
to zaczyna walczyć o związek.
Jak ta druga strona jeszcze kocha i potrafi wybaczyć, to zdarza się, że to wszystko daje się odbudować i czasami jest nawet lepiej niż wcześniej.
Za odbudowaniem stoi duża praca małżonków, wiele emocji i rozmów.
Też bym chodziła z mężem na takie spotkania, bo to jego dziecko i skoro z nim zostałam, to i ono musi być obecne w moim życiu.
Ponadto facet widzi maślane, a obecność żony jest gwarancją, że tylko na nich była kochanka poprzestanie. Nie będzie trudnych rozmów, żali...

Horses, bo świadome życie w dwóch światach to nie jest tylko "zagubienie", to świadome działanie. Może jakiś przypadkowy skok w bok po %, tak, ale nie romanse trwające kilka miesięcy czy nawet lat. To nie tylko zgłupienie czy zauroczenie, ale świadome i celowe budowanie frontu przeciwko małżonkowi, który nie ma prawa się niczego domyślić, dowiedzieć, to kolejne kłamstwa w oczy, wymyślane wymówki, tłumaczenia... to w całej codzienności wyszukiwanie choćby chwili na rozmowę z kochanką czy kochankiem (bo to obu stron dotyczy), to planowanie kolejnego spotkania itd., itd. Także wybacz, ale ja w bajki typu "pogubił się" nie wierzę. Tak samo w te całe odbudowywanie małżeństw. Tak owszem mogą one funkcjonować, nawet całkiem dobrze, ale to już będzie związek dwójki zupełnie innych ludzi, oparty na innych zasadach. Nawet jak sobie wybaczą, dadzą szansę, to przecież nigdy nie zapomną.
Poza tym większość osób, która raz zdradziła, zdradzi po raz kolejny. Nie mówię, że wszyscy, ale większość.


Roxann odnosiłam się do sytuacji przytoczonej przez Secondo, a nie do ogółu.
Znam taką sytuację. Kryzys w małżeństwie, romans męża, dziecko, pogodzenie się. Romans może i można było ukryć, ale dziecka, pism z sadów, alimentów juz nie.
Cała rodzina musiała się odnaleźć w tej sytuacji. Najtrudniej było to wytłumaczyć dzieciom, ale się udało.  to była konieczność, bo przecież i tak by się dowiedziały o dziecku ojca. Lepiej wcześniej, niż w czasie odczytywania testamentu wink Małżeństwo przetrwało i ma się świetnie. Serio.
Ludzie i  w małżeństwach się czasem gubią, czasem dobija związki rutyna, czasem pojawiają się problemy. Wtedy łatwo o zdradę i zauroczenie, ale często przychodzi refleksja, ze to był błąd i da się odbudować związek. To wcale nie rzadkość smile
Sa tez tacy co mają większe potrzeby i zdradzać wręcz muszą. Nie opanują się. Ci to są mistrzowie bajeru.
Więc jest różnie, nie ma co generalizować.

76 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-01-31 16:33:22)

Odp: Ja on i ktoś trzeci
horses napisał/a:

Roxann odnosiłam się do sytuacji przytoczonej przez Secondo, a nie do ogółu.
Znam taką sytuację. Kryzys w małżeństwie, romans męża, dziecko, pogodzenie się. Romans może i można było ukryć, ale dziecka, pism z sadów, alimentów juz nie.
Cała rodzina musiała się odnaleźć w tej sytuacji. Najtrudniej było to wytłumaczyć dzieciom, ale się udało.  to była konieczność, bo przecież i tak by się dowiedziały o dziecku ojca. Lepiej wcześniej, niż w czasie odczytywania testamentu wink Małżeństwo przetrwało i ma się świetnie. Serio.
Ludzie i  w małżeństwach się czasem gubią, czasem dobija związki rutyna, czasem pojawiają się problemy. Wtedy łatwo o zdradę i zauroczenie, ale często przychodzi refleksja, ze to był błąd i da się odbudować związek. To wcale nie rzadkość smile
Sa tez tacy co mają większe potrzeby i zdradzać wręcz muszą. Nie opanują się. Ci to są mistrzowie bajeru.
Więc jest różnie, nie ma co generalizować.

No ok. Ja w sumie też nie mogę powiedzieć jakbym się zachowała w danej sytuacji, ale na chwilę obecną nie ma opcji bym wybaczyła facetowi zdradę. Może dlatego, że wiem jak ona wygląda z drugiej strony. Nie potrafiłabym go (już) przytulać, całować, zwierzać...
Heh i ja to mówię tongue kiedy miałam romans z żonatym... ale może właśnie dlatego, bo człowiek w swojej naiwności myśli, czy też myślał, że jest jedyny, najważniejszy, że słowo "kocham", wszelkie gesty mają znaczenie... że ta żona wprawdzie gdzieś tam sobie istnieje, ale absolutnie on jej nie kocha, nic ich nie łączy, nie może no bo jak?
Żona, która wybacza, pewnie też tak to sobie tłumaczy..  mając jednak tą świadomość zdrady.
Pokręcone to wszystko hmm

77

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Roxann odnosiłam się do sytuacji przytoczonej przez Secondo, a nie do ogółu.
Znam taką sytuację. Kryzys w małżeństwie, romans męża, dziecko, pogodzenie się. Romans może i można było ukryć, ale dziecka, pism z sadów, alimentów juz nie.
Cała rodzina musiała się odnaleźć w tej sytuacji. Najtrudniej było to wytłumaczyć dzieciom, ale się udało.  to była konieczność, bo przecież i tak by się dowiedziały o dziecku ojca. Lepiej wcześniej, niż w czasie odczytywania testamentu wink Małżeństwo przetrwało i ma się świetnie. Serio.
Ludzie i  w małżeństwach się czasem gubią, czasem dobija związki rutyna, czasem pojawiają się problemy. Wtedy łatwo o zdradę i zauroczenie, ale często przychodzi refleksja, ze to był błąd i da się odbudować związek. To wcale nie rzadkość smile
Sa tez tacy co mają większe potrzeby i zdradzać wręcz muszą. Nie opanują się. Ci to są mistrzowie bajeru.
Więc jest różnie, nie ma co generalizować.

No ok. Ja w sumie też nie mogę powiedzieć jakbym się zachowała w danej sytuacji, ale na chwilę obecną nie ma opcji bym wybaczyła facetowi zdradę. Może dlatego, że wiem jak ona wygląda z drugiej strony. Nie potrafiłabym go (już) przytulać, całować, zwierzać...
Heh i ja to mówię tongue kiedy miałam romans z żonatym... ale może właśnie dlatego, bo człowiek w swojej naiwności myśli, czy też myślał, że jest jedyny, najważniejszy, że słowo "kocham", wszelkie gesty mają znaczenie... że ta żona wprawdzie gdzieś tam sobie istnieje, ale absolutnie on jej nie kocha, nic ich nie łączy, nie może no bo jak?
Żona, która wybacza, pewnie też tak to sobie tłumaczy..  mając jednak tą świadomość zdrady.
Pokręcone to wszystko hmm

Nie rozumiesz bo wszystko dopasowujesz do swojej sytuacji, a są rózne zdrady.
Twoją sytuację najlepiej opisuje anderstud. Też tak to widzę.
To nie Ty to zakończyłaś. Chciałas związku, a facet każdą rozmowę na ten temat gasił, aż odpuściłaś temat. Sama z siebie.
Ale brawo dla Ciebie, że nie weszłaś znowu w niezobowiązujący dla niego romans. Dałaś radę, a pokusa chociaż kilku chwil z ukochanym jest przecież duża... i tak się przecież rodzą te wieloletnie romanse, w których ona wciąż czeka.
Helena,
to już wiekowy facet. Nic tu nie będzie proste. Proste to jest stwarzanie fajnej atmosfery gestami, smsami, spojrzeniem. Tylko, ze to nie życie.

78

Odp: Ja on i ktoś trzeci
horses napisał/a:

Nie rozumiesz bo wszystko dopasowujesz do swojej sytuacji, a są rózne zdrady.
Twoją sytuację najlepiej opisuje anderstud. Też tak to widzę.
To nie Ty to zakończyłaś. Chciałas związku, a facet każdą rozmowę na ten temat gasił, aż odpuściłaś temat. Sama z siebie.
Ale brawo dla Ciebie, że nie weszłaś znowu w niezobowiązujący dla niego romans. Dałaś radę, a pokusa chociaż kilku chwil z ukochanym jest przecież duża... i tak się przecież rodzą te wieloletnie romanse, w których ona wciąż czeka.

Horses, ale tu prawie każdy swoje wypowiedzi odnosi do własnych doświadczeń lub mu znanych. Ja czytałam wątki zdardzonych też dlatego by mieć spojrzenie z dwóch stron. Wcześniej nigdy się nawet nad tym nie zastanawiałam bo to mnie dotyczyło. Potem wielokrotnie zadawałm sobie pytanie, własciwie te same co teraz Autorka, jak to mozliwe, że on kłamie/kłamał? Poza tym osoba do której mamy uczucia z natury w naszych oczach jest bardziej idealna, niż jest w rzeczywistości. Ile razy w moim watku pojawiło się określenie „maski” czy „różowych okularów”. Zejście na ziemie nie jest ani łatwe ani przyjemne. Ja mam kilka rozstań za sobą, i żadne mnie tyle nie kosztowało. Też dlatego, że w relacjach byliśmy szczerzy. Nie udawaliśmy uczuć. Coś nie grało, one się wypalały i decyzje o rozstaniu właściwie były naturalną koleją rzeczy. 
Oczywiście, że to on zdecydował, że na związek nie ma szans bo...  „bla bla bla”. Natomiast ja zdecydowałam o zakończeniu romansu i to dwukrotnie. I bardziej o to mi chodziło mówiąc, że to ja skończyłam. Raz kiedy dowiedziałam, że ma żonę. Drugi, kiedy próbował ‘wrócić’ po tym jak zerwałam z ówczesnym facetem. Ja również w dużej części zgadzam z tym, co pisze Anderstud. Tu raczej mi chodziło o to symboliczne postawienie ostatniej kropki w tej historii. Nie pozwalając nie tylko na cd. niezobowiązującego dla niego romansu, ale i przyjaźni, którą mi przez dłuższy czas głowę zawracał. Tym bardziej ten krok z zablokowaniem go doceniłam (sama dla siebie) czytając inne podobne wątki, kiedy to facet „odpuszcza” w momencie jeszcze trwającego romansu, kiedy zamiast setek smsów dziennie, nagle nastaje cisza...  czekanie, tęsknota itd.
Dla mnie nie było problemem przerwać romans w wiadomych okolicznościach ale, co zresztą milion razy powtarzałam na forum, uporanie się z emocjami. Wyrzucenie go z mego życia, w jakiejkolwiek roli. Ja sobie poradziłam, opornie, ale jednak. Dlatego wciąż się w podobnych watkach udzielam i staram się coś doradzić. Wiem co te osoby przeżywają. Każda sytuacja jest inna, ale emocje takie same. Nad nimi najtrudniej zapanować. Jeśli się to uda, to już z górki (potem niech już same decydują co dalej, czy naprawiać małżeństwo czy nie).
I z czystym sumieniem wciąż będę powtarzać to, co wiele osób mi wbijało do głowy – najlepsza i najszybsza droga do tego to całkowity brak kontaktu. A pozbycie się toksycznej osoby z naszego życia (nie ważne czy mąż czy kochanek), to milowy krok do odzyskania równowagi psychicznej, kontroli nad własnym życiem i budowania zdrowych, satysfakcjonujących relacji. Poza tym mam wrażenie, że ja w ciągu ostatnich 4 lat dorosłam emocjonalnie bardziej niż przez poprzednie prawie 30. Myślę, że na zawsze pozbyłam się w sobie tej naiwności i idealistycznego podejścia do życia/świata. Ot, taka lekcja życia, czy też porządny kopniak wink

79

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Czytam forum od kilku dni, ale mam jakieś nieodparte wrażenie, że to już kolejny wątek kochanka vs żona, który kończy sie omawianiem romansu Roxan? Nic do niej nie mam, ale może by tak zająć się Autorką? smile

80

Odp: Ja on i ktoś trzeci
anderstud napisał/a:

Ja nie mówię, że moja racja jest najmojsza i ma być jedyną obowiązującą.
Zwracam jedynie waszą (kochanek) uwagę na fakt, że jako facet, mam trochę lepsze rozeznanie w tej materii,
bo znam osobiście całą masę innych facetów, oni znają jeszcze innych i chcąc nie chcąc to i owo się słyszało, to i owo się widziało.
To i owo również samemu się przeżyło i naprawdę i szczerze jest mi zwyczajnie po ludzku szkoda tych wszystkich dziewczyn,
które marnują swoje najlepsze lata i rujnują poukładane życie w zamian za słodkie słówka, płonne nadzieje i obietnice bez pokrycia.
Bo prawda jest taka niestety, że na nic więcej żadna kochanka liczyć nie powinna i niczego więcej żadna nie dostanie.
To nie jest moje zdanie, ani moje podejście czy interpretacja, bo tak mi wygodniej. To nie jest również kwestia wiary Roxann.
Gadanie, pisanie, obiecywanie... to przecież nic nie kosztuje. Nie po słowach, a po czynach ich poznacie - mówi Ci to coś?
Latanie na firmowe imprezy też nie kosztuje. Tak samo jak jeżdżenie na służbowym paliwie czy wynajęcie apartamentu na firmową kartę.
Nawet gdyby z własnych za to wszystko płacił, to to są śmieszne drobniaki w porównaniu z kosztami rozwodu i zaczynania wszystkiego on nowa.
Naprawdę wierzysz w te swoje urojenia, że on specjalnie żonę zapłodnił tylko po to, żeby byłej kochance zrobić na złość i jej pokazać?
No błagam Cię. A nie przyszło Ci do głowy, że facet zwyczajnie Ci gadał to co chciałaś usłyszeć i ani przez sekundę nie rozważał odejścia od żony?
I wcale nie zrobił jej dziecka na złość Tobie, tylko może po prostu chciał mieć to dziecko. Z nią. Nie, nie z Tobą Roxann, tylko właśnie z nią. Z żoną.
Dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości takiej opcji? Bo nagle twój cały świat runie jak stary dach, a twój kochający nad życie Romeo
okaże się zwykłym dupkiem, który opowiadał Ci bajki w zamian za darmowe bzykanie i kiedy się skończyło, to zamiast poderżnąć sobie żyły,
wzruszył tylko ramionami i wrócił na łono rodziny? Przerażające, prawda? Jak on by mógł? No więc Ci tłumaczę jak. Normalnie. Po prostu.
Tacy już jesteśmy.

Anderstud, wszystko ok. Nawet zgadzam się z Tobą. Ale pomiędzy tymi zdaniami, stwierdzeniami, toczyło się sobie życie. Różne sytuacje. Akurat ja w moi wątku to aż nadto dokładnie opisywałam, traktując to trochę jak pamiętnik, miejsce do wygadania. Niemniej pisałam wszystko na bieżąco i właściwie nic „po czasie” nie ubarwiam, dodaję, w kwestii faktów, ew swoich odczuć, emocji bo one są subiektywne. Ok, zrobił dziecko żonie, bo chciał. Tylko no właśnie okoliczności... raz że naście lat od ostatniego dziecka. On już też nie młody... A dwa, jak się ‘policzy’ to tuż po naszej kłótni, jak podobno go olałam kiedy tyle poświecił by choć na chwilę się ze mną spotkać. To co piszesz, delegacje, służbowe samochody, karty, ok . To się zgadza. I to, że zrobił mi na złość, to nie mój wymysł, tylko jego słowa, tak wiem, to tylko słowa... wszystko można powiedzieć. Niemniej jednak on próbował ON wpędzić mnie w poczucie winy, że to przeze mnie, bo go olałam. Jeszcze na święta ub roku pisał miłosne wyznania, a zaraz potem okazało, że znów zostanie ojcem. Myślę, że normalny człowiek, planujący to po prostu by odpuścił, nie robił scen, nie reagował emocjonalnie, bo i po co? W jakim celu? Bym się nad nim zlitowała i znów wpuściła do swego życia, łóżka? Przecież tyle kobiet wokół. Po co te sceny z Sylwestra rok temu. Czemu zaczął nagle pić? To nie tak że ja sobie coś dopowiadam, pisze o faktach. Wiem, że to dupek. Przespał z żoną, zrobił jej dziecko, bo chciał. Tu nie ma nad czym dyskutować. Bardziej mi chodziło o ta całą szopkę jaką odstawił i przez jakiś czas jeszcze odstawiał. Tylko o to.

81

Odp: Ja on i ktoś trzeci
kasandraaa napisał/a:

Czytam forum od kilku dni, ale mam jakieś nieodparte wrażenie, że to już kolejny wątek kochanka vs żona, który kończy sie omawianiem romansu Roxan? Nic do niej nie mam, ale może by tak zająć się Autorką? smile

Możliwe wink
Niemniej, każdy niemal wątek "kochanki" tak szybko zaczynał jak i kończył pod wpływem złośliwych, obrażających komentarzy.
No ja się nie dałam i w sumie cieszę się, że jeszcze tu się towarzystwo "oceniające", chcące wyżyć nie zleciało. 
Każdy tu piszący potrzebuje pomocy, wygadania.
Ale ok. Ja już kończę o mnie wink
Niemniej odnosząc do wątku, nie sposób pominąć osobistych 'refleksji'.

82

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Droga Autorko, jest takie powiedzenie „Wszyscy mamy dwa życia. To drugie zaczyna się w chwili, gdy zdamy sobie sprawę, że mamy tylko jedno.”

Czy warto poświęcić jedyne życie jakie masz, aby tkwić w tym i nie byc szczęśliwą? Nie dostaniesz drugiej szansy na przeżycie tego samego dnia, nie można zrobić crl+Z i wrócić miesiąc, rok, kilka lat wstecz - każdy moment jest dobry, aby wybrać sposób, w jaki będziesz sie czuła w dalszym zyciu.

Byłam zdradzona przez męża, ale przepracowaliśmy to u psychologa i (po dłuuuugiej 2letniej walce o zaufanie) jest lepiej niż na początku małżeństwa.

Nie wybieraj miedzy mężem a kochankiem - wybierz siebie i to, jak chcesz żyć dalej. Dasz radę tak żyć jak teraz przez kolejne lata?  Nie masz juz 20 lat (nie mowię broń Boże, ze jesteś stara, bo jestem starsza wink) - nie warto drugiej połowy życia spędzić na czekaniu na cos, co nigdy nie nastąpi.

83

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:

To nie tak że ja sobie coś dopowiadam, pisze o faktach.

Moja kochana Roxann... o jakich faktach? Nie jesteś jego żoną, nie siedzisz w jego głowie, nie mieszkasz z nimi pod jednym dachem...
O jakich zatem faktach jest mowa? 3/4 tego co opisujesz, to jest standardowe pustosłowie i bezwartościowe zapewnienia notorycznego kłamcy.
Pozostała 1/4 to są twoje wyobrażenia na temat tego jak było czy jest w rzeczywistości, co chyba przyznasz, wcale nie musi odpowiadać prawdzie.
Gdzie te fakty zapytam po raz kolejny, bo to nie tak, że ja chcę być złośliwy. Gdybym chciał, to bym był. Mnie tylko ciekawość ludzka zżera
co jeszcze musiałoby się wydarzyć, żebyś w końcu uwierzyła, że ta historia musiała tak się skończyć, bo tak to się kończy zawsze.

P.S.
Pytasz "po co, skoro tyle kobiet dookoła" a ja zapytam skąd możesz wiedzieć, że innych nie ma albo że ich nie było, gdy tak kochał Ciebie?
Bo tak Ci powiedział? Nie żartuj. Nie takie rzeczy mówił i nie Tobie jednej mówił. Kłamca pozostanie kłamcą, niezależnie od tego jak pięknie kłamie.

84

Odp: Ja on i ktoś trzeci
anderstud napisał/a:

Moja kochana Roxann

Oj jak pięknie piszesz. . Nie ja juz nie kochał go ja kocham Ciebie wink
A tak poważnie nawet ja juz nie mam ochoty o nim pisać wink

85

Odp: Ja on i ktoś trzeci
anderstud napisał/a:

bo tak to się kończy zawsze.

Święte słowa.
Autorko - ZAWSZE.

Ps. Wybaczcie, ale jestem tu nowa i dopiero się rozkręcam i na razie tak się tylko wcinam po cichu wink

86

Odp: Ja on i ktoś trzeci

A gdzie autorka?

87

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Pewnie leży krzyżem przy telefonie i czeka kiedy zadzwoni powiedzieć że kocha oraz pokazać jak mu zależy.
Czytaj - wykonać minimalny niezbędny wysiłek, aby podtrzymać kontakt z obiektem, zachowując jednocześnie bezpieczny dystans.

P.S.
Albo leży na podłodze tarzając się ze śmiechu, że udało jej się strollować forum takim czerstwym sucharem smile

88

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Jestem w pracy i czytam Wasze wpisy. Roxann bardzo Ci dziękuję za to co piszesz, w wielu kwestiach widzę podobieństwo do swojej sytuacji i to co wydawało mi się cudowne i wyjątkowe... widzę, że może nic nie znaczyć. Czuje się bezsilna, nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji, ale widzę, że ta sytuacja coraz bardziej mnie niszczy. Jakie to jest wszystko schematyczne w takich przypadkach. Nadal mu ufam, nie skrzywdzil mnie, a to byloby duzo prostsze ... chcialabym poczuc do niego jakieś negatywne emocje ... Ale te różowe okulary nie pozwalają. Czasami w głowie mi się nie mieści, że do tego wszystkiego doszło. Oklamuje wszystkich do okola, odsunelam się od koleżanek, ponieważ nie mam nawet chęci się z nimi spotykać, bo po co ... nie mówię o tym, boję się, że ktoś się o tym dowie. Żałuję też, że straciłam te idealistyczne podejście do życia o ktorym pisala Roxann , już nic nigdy nie będzie takie samo, z głowy już tego nie wyrzuca. Boję się tez, że uwikłam się w tą sytuację na długi czas ...

89

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Piszecie też, że dla faceta jest to idealna sytuacja, ale patrząc na niego widzę też jak go ta sytuacja wykańcza, nie przespane noce, strach przed żona, nie ma komfortowego życia, żona bacznie mu się przygląda, ponieważ było parę wpadek. Ta sytuacja dla faceta w dodatku w tym wieku i jeszcze Pana prezesa, w firmie jakby się dowiedzieli to byłaby masakra. Dlatego myślę, że gdyby nic do mnie czuł to dałby sobie spokój

90

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Helena36 napisał/a:

J Nadal mu ufam, nie skrzywdzil mnie, a to byloby duzo prostsze ... chcialabym poczuc do niego jakieś negatywne emocje ... Ale te różowe okulary nie pozwalają.

Helenko, ja miałam tak samo. Trudno wzbudzić negatywne emocje wobec osoby, którą kochamy. Na różne sposoby próbowałam go sobie obrzydzić. Jego szarmancki sposób bycia, bardzo to utrudniał. Jednak, choć jeszcze to do Ciebie nie dociera, ale mylisz się, że on Cię nie skrzywdził. Dlaczego więc cierpisz, dlaczego piszesz, że ta sytuacja Cię niszczy? Oczywiście Ty też za to ponosisz odpowiedzialność, ale wychodzę jednak z założenia, że w Tobie uczucia do niego są szczere. Ty byłabyś w stanie się dla niego poświecić. On nie. Jeżeli więc jego działania są perfidne, to ani nie możesz mu ufać, ani twierdzić, że żadna przykrość, krzywda Cię z jego strony nie spotkała. Postaw mu ultimatum, zadbaj o siebie, swoje zdrowie psychiczne. Dlaczego Ty masz godzić się na coś, co Ci nie odpowiada? Bez scen, żali, ale stanowczo.

91

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Helena36 napisał/a:

Piszecie też, że dla faceta jest to idealna sytuacja, ale patrząc na niego widzę też jak go ta sytuacja wykańcza, nie przespane noce, strach przed żona, nie ma komfortowego życia, żona bacznie mu się przygląda, ponieważ było parę wpadek. Ta sytuacja dla faceta w dodatku w tym wieku i jeszcze Pana prezesa, w firmie jakby się dowiedzieli to byłaby masakra. Dlatego myślę, że gdyby nic do mnie czuł to dałby sobie spokój

Komfortowa pod innym względem. Kto by nie chciał w jego wieku mieć 25l młodszej, atrakcyjnej kochanki? Kwestie ukrywania zdrady, życie w dwóch światach, to inna kwestia. Nie każdy jest w tym dobry. Łatwo popełnić błąd, a wtedy lawina ruszy. To jest na pewno stresująca sytuacja, zwłaszcza dla osoby, która rozwodzić się nie zamierza, dba o swój wizerunek itd.
Przypomniała mi się ostatnia rozmowa z kolegą z innego działu. Mówił, że właśnie przyjęli do pracy nową osobę, dziewczynę, ok 30-stki. I dodaje "ładna". Spojrzałam na zdjęcie, potem na niego... a on: "Oj, 'Roxann', w moim wieku (ma ok 50-tki), to wszystko 20l młodsze podoba".

92

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Helena36 napisał/a:

Piszecie też, że dla faceta jest to idealna sytuacja, ale patrząc na niego widzę też jak go ta sytuacja wykańcza...

Piszemy też, że dla faceta to jest akurat najmniejszy wysiłek, żeby stwarzać pozory. Patrząc na niego widzisz... to co on chce, żebyś widziała.
Ja nie wiem ile razy trzeba to samo tłumaczyć, że relacja żonaty facet - kochanka, opiera się głównie na pozorach, kłamstwach i udawaniu,
bo tylko wtedy taki układ działa jak należy. Gdyby którejś z was kochanek jasno i szczerze się określił, że słuchaj mała, to tylko taka zabawa,
nie licz na nic więcej i ciesz się tym co masz, bo nie wiadomo ile czasu potrwa... to która by się na to z własnej nieprzymuszonej woli zgodziła?
Już coś się rozjaśnia czy dalej nic i gadał dziad do obrazu?
Pisałem już to Roxann, napiszę i Tobie - nie siedzicie w głowach tych facetów i nie mieszkacie z nimi na co dzień, więc w sumie tak naprawdę
nie macie nawet mglistego pojęcia ani o tym jak wygląda ich życie, ani o czym myślą kiedy po wszystkim od was wychodzą i wracają do domu.
To co sobie tutaj opowiadacie jedna drugiej i trzeciej, to są tylko i wyłącznie wasze marzenia, wyobrażenia i bożonarodzeniowe życzenia,
a na palcach jednej ręki można policzyć ilu z was, kochanek, one się spełniły.

93

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Roxann masz 100 % racji, jak ja mogę sobie to wszystko tak pod niego tłumaczyć. Bardzo bym chciała zrobić tak jak piszesz tzn. Zadbać o siebie, ostatnio robię to tylko pod kątem wyglądu, codziennie w pracy idealny makijaż ubiór to opanowalam do perfekcji

94

Odp: Ja on i ktoś trzeci
anderstud napisał/a:

Piszemy też, że dla faceta to jest akurat najmniejszy wysiłek, żeby stwarzać pozory. Patrząc na niego widzisz... to co on chce, żebyś widziała.
Ja nie wiem ile razy trzeba to samo tłumaczyć, że relacja żonaty facet - kochanka, opiera się głównie na pozorach, kłamstwach i udawaniu,
bo tylko wtedy taki układ działa jak należy.

No ok. Ale...

anderstud napisał/a:

Pisałem już to Roxann, napiszę i Tobie - nie siedzicie w głowach tych facetów i nie mieszkacie z nimi na co dzień, więc w sumie tak naprawdę
nie macie nawet mglistego pojęcia ani o tym jak wygląda ich życie, ani o czym myślą kiedy po wszystkim od was wychodzą i wracają do domu.
To co sobie tutaj opowiadacie jedna drugiej i trzeciej, to są tylko i wyłącznie wasze marzenia, wyobrażenia i bożonarodzeniowe życzenia...

...kiedy tak się czyta różne wątki zdradzonych żon, równie dobrze można powiedzieć, że relacja "zdradzający mąż - żona" opiera się głównie na pozorach, kłamstwach i udawaniu, bo tylko wtedy taki układ działa jak należy.

Wiadomo, że póki się nie wyda (a nie zawsze wydaje), to sobie takie małżeństwa pozornie, może nawet całkiem dobrze, funkcjonują.

95 Ostatnio edytowany przez kasandraaa (2018-02-01 12:29:54)

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Niestety anderstud ma racje. Jak mi mąż sie w końcu przyznał, co mówił kochance to aż nie wierzyłam smile Twierdził, że sie mnie boi, że go zniszczę, że szantażuję, że cierpi za każdym jednemu razem, gdy idziemy do łóżka, albo że go zmuszałam do np. wyjść do znajomych czy kina, ale oczywiście nie bawił sie dobrze, tylko baaardzo cierpiał cała imprezę. Prezenty, które mi kupował były oczywiście z musu, wyjazdy na wakacje, żebym nic nie podejrzewała i też nie bawił sie dobrze, a jesli na zdjęciach wyglądało to inaczej to „robił dobra minę do złej gry, aby dziecko było szczęśliwe”. Kolekcje w restauracji - dla świetego spokoju a wyznania miłości żeby zmydlić oczy. No i oczywiście poddawał sie mojej tyrani wyłącznie dla dobra dziecka, które przecież jest Bogu ducha winne i nie powinno cierpieć za błędy rodziców. Na wszystkie objawy normalnego małżeńskiego życia i pożycia miał wyjaśnienie jak bardzo w tym cierpi i poświęca sie. Brakowało tylko łzawej historii, że mu zabrałam klucze i przykułam do kaloryfera smile

96

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Dodam jeszcze tylko, że w tym samym czasie kochanka słyszała, ze jest piękna, cudowna, wspaniała, ze dzięki niej odżył, ze żałuje ze wcześniej nie poznał, ze jest światłem jego życia i w ogóle boginią.

Gdy sie jednak dowiedziałam i zrozumiał, ze może stracić rodzine, dziecko, zonę, znajomych, szacunek w pracy i całe życie, jakie zna... kochanka nagle szybko zaczela byc określana nikim, przelotnym flirtem, największym błędem życia, zakompleksiona kobieta bez swojej wartości ktora czyha na fectow bo nie stać ja na własnego mężczyznę, która w sumie zmusiła go do tej relacji, a on biedny żył w ogromnym strachu jak to zakończyć.


Bujdy szły w obie strony, mnie zdradzał z kochanka, kochankę ze mną. Tylko ze nas łączyła więź głębsza, małżeństwa, dziecko, dom i tysiące rzeczy, które pozwoliły nam odbudować małżeństwo. Kochanka miała tylko hotelowy materac i szybkie spotkania na firmowych imprezach, a na tym miłości zbudować sie nie da.

97

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Helena, jedno mnie zastanawia- piszesz wyłącznie o sobie, kochanku i jego żonie .

A Twój mąż ? A Wasze dziecko ?
On nich nawet nie wspomniałaś , nieistotni ? Nie maja wpływu na to co zdecydowałaś ?

Jaki jest wpływ stanowiska kochanka na Twoja decyzje romansu z nim ?
Wiesz, trochę Twoja histria podpada pod teorie hipergamii....

98

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Nie czytałam całego wątku, bo jest jak wiele innych o złych żonach i nieszczęśliwych mężach (choć kochanki zwykle twierdzą, że ich sytuacja inna, bo on kocha itd).
Autorko, chciałabym choć raz się nie zgodzić (choćby z czystej przekory) z anderstudem, ale... No nie da się. Dobrze gada, zwróć czasem uwagę na jego posty, bo jak na razie najbardziej pasują Ci wypowiedzi Roxann (w sumie zrozumiałe, skoro jesteście w podobnych sytuacjach).
No i kasandraaa pisze, jak rzecz wygląda z perspektywy żony (z czego wnioskuję, że pozostała z niewiernym małżonkiem?).

99

Odp: Ja on i ktoś trzeci

evalougo, tak, naprawiliśmy małżeństwo.

Na 2 lata zabrałam mu dziecko, znajomych, pół rodziny, szacunek w pracy, wyprowadziłam sie, zlozylam papiery rozwodowe. Aby odczuł co traci. Warunkiem powrotu była terapia małżeńska i zmiana. Po dwóch latach dałam druga i ostatnia szanse. Na razie (minęło 5 lat) mąż jest idealny, ale moja czujność pozostała i pozostanie juz na zawsze.

100 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-02-01 13:43:29)

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Helena, Twoja sytuacja i Roxann jest podobna tylko pod kątem zaangażowania emocjonalnego może.
Roxann- nie czytałam wątku- była chyba oszukiwana najpierw że Pan ma żonę, potem niby rozwodem. Ty masz powiedziane jasno od początku.
I pamiętaj, że jak się hmm.."wyda" w pracy to Ty stracisz więcej niż On.. Ty stracisz pracę, na 100 % ktoś doniesie Twojemu mężowi.To musisz wziąć po uwagę. Druga sprawa zastanów się na d swoim małżeństwem, czy jeśli naprawdę jest źle, a nie jest to chwilowy kryzys- to warto to ciągnąć?

101

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:

...kiedy tak się czyta różne wątki zdradzonych żon, równie dobrze można powiedzieć, że relacja "zdradzający mąż - żona" opiera się głównie na pozorach, kłamstwach i udawaniu, bo tylko wtedy taki układ działa jak należy.

Wiadomo, że póki się nie wyda (a nie zawsze wydaje), to sobie takie małżeństwa pozornie, może nawet całkiem dobrze, funkcjonują.

Pomimo całej mojej sympatii dla Ciebie myślę, a nawet jestem pewien, że jednak za dużo sobie dopowiadasz, naprawdę smile
Istnieją setki, tysiące, a nawet miliony udanych i szczęśliwych małżeństw, gdzie zdarzają się zdrady, a nawet romanse któregoś z małżonków,
ale są to jedynie drobne, nic nie znaczące epizody w życiu tych ludzi. Kochankowie czy kochanki pojawiają się na chwilę i znikają, a życie płynie dalej.
Nikt się nie rozdrabnia nad takimi przelotnymi "związkami" i nie przywiązuje do nich większej wagi, a już na pewno nie przeżywa tego latami,
bo z czasem wspomnienia się zacierają i człowiek zwyczajnie zapomina. Podczas gdy kochanka wspomina i rozpamiętuje latami to co było,
facet przegląda katalogi salonów ze sprzętem RTV/AGD, dopina zakup nowego domu z małżonką oraz spłodzenie z nią kolejnego dziecka.
I Ty sobie myślisz, że ja pieprzę głupoty bo w twoim przypadku wcale tak nie jest, a ja Ci mówię, że jest, bo znam to wszystko od drugiej strony.
Od tej, gdzie faceci we własnym towarzystwie przy zimnej wódeczce opowiadają sobie o swoich kolejnych zdobyczach radośnie przy tym rechocząc,
nierzadko komentując w niewybrednym stylu inteligencję tych swoich kochanek, wypisując do nich esemesy po pijaku i pokazując sobie nawzajem,
a kiedy tylko któremu telefon zadzwoni i zobaczy na wyświetlaczu numer żony, to od razu do kibla albo na zewnątrz z tym telefonem leci,
żeby kumple nie słyszeli jak jej kochaniuje i skarbeńkuje, po czym wraca do stolika i pada jakaś standardowa wymówka, dlaczego musi już lecieć.

102 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-01 14:47:10)

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Ela210 napisał/a:

Helena, Twoja sytuacja i Roxann jest podobna tylko pod kątem zaangażowania emocjonalnego może.

Zgadza się. Sytuacja Heleny jest znacznie bardziej skomplikowana i ryzykowna. Z jednej strony bo jest mąż, dziecko, a z drugiej jej kochanek jest jej przełożonym. Wręcz fatalna sytuacja. O zmianie pracy to Autorka już powinna zacząć myśleć... bo prędzej czy później będzie musiała to zrobić. Niezależnie czy tylko wycofa z "układu", czy jednak się wszystko wyda.
Ja oczywiście bym poradziła jej to co ja zrobiłam, czyli zmiana pracy (mimo, że ten mój nie był moim szefem, nawet nie pracował w jednej firmie, ale współpracował z nami), odcięcie od niego i skupienie na sobie, swoim życiu, a w tym przypadku też małżeństwie.
Im dłużej Autorka będzie w tym "układzie" tkwiła, tym gorzej dla niej. Tym bardziej, że to też wiąże się z coraz większym ryzykiem, że się wszyto wyda. A wtedy, nawet jak go żona wykopie, to już nie będziesz się mogła tym/nim cieszyć, tak jak by to było, gdyby teraz sam zdecydował rozwieźć. Zawsze będziesz miała z tyłu głowy fakt, że to nie on zdecydował, tylko okoliczności i żona. Inna rzecz, że może też tak być jak pisze Kasandraaa. Nagle on, chcąc ratować małżeństwo czy też własne 4 litery, Cię znienawidzi, komplementy w sekundę zmienią się w obelgi...itd. Nie sądzę, że chciałabyś to odczuć na własnej skórze. Już nie wspomnę o tym, że wtedy pewnie też mąż się o wszystkim dowie, wtedy będziesz cierpiała potrójnie...
Dlatego też ja m.in. dlatego w sytuacji, kiedy mi jasno zakomunikował, że rozwód nie wchodzi w grę, nie chciałam by to się kiedykolwiek wydało, nie zależało mi by mu dopiec, zadbać, by żona dowiedziała, czy za wszelką cenę go zdobyć. Po tych słowach, jego miłosne wyznania, czułe gesty, nie miały dla mnie już żadnego znaczenia, jakiejkolwiek wartości. Pozostało tylko się od niego całkowicie odciąć.

103 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-02-01 15:27:36)

Odp: Ja on i ktoś trzeci
anderstud napisał/a:

Moja kochana Roxann...

anderstud napisał/a:

Pomimo całej mojej sympatii dla Ciebie...

Nie wierzę własnym oczom ... tongue
Ja jestem chyba najbardziej znienawidzoną uczestniczką forum wink Aż się sama dziwię, że jeszcze nie było akcji odnalezienia mnie i spalenia na stosie tongue Oczywiście z transmisją na żywo w tym dziale big_smile


A z tym AGD trafiłeś, bo nawet była taka sytuacja rok temu, że pewnie przez pomyłkę, wysłał mi zdjęcie (ze sklepu) dużej lodówki z opisem, ceną itd.
Pewnie już się przygotowywał na powiększenie rodziny...
PS. Mam tylko nadzieję, że nie jesteś Panem Z tongue

104

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:

Aż się sama dziwię, że jeszcze nie było akcji odnalezienia mnie i spalenia na stosie tongue

Ja słyszałem tu i ówdzie, że podobno była, tylko obszar poszukiwań jest tak rozległy, że może to jeszcze trochę potrwać,
zwłaszcza jak mylisz trop podając współrzędne "w połowie drogi" o ponad tysiąc kilometrów w zupełnie innym kierunku wink

105

Odp: Ja on i ktoś trzeci
anderstud napisał/a:
Roxann napisał/a:

Aż się sama dziwię, że jeszcze nie było akcji odnalezienia mnie i spalenia na stosie tongue

Ja słyszałem tu i ówdzie, że podobno była, tylko obszar poszukiwań jest tak rozległy, że może to jeszcze trochę potrwać,
zwłaszcza jak mylisz trop podając współrzędne "w połowie drogi" o ponad tysiąc kilometrów w zupełnie innym kierunku wink

To był celowy zabieg. Dla zmyłki wink

106 Ostatnio edytowany przez Oli123 (2018-02-01 16:36:41)

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Anderstud, szkoda strzępić języka a właściwie palca na klawiaturze. Do autorki i tak nie dotrze to o czym piszesz. Niestety mózg osoby zauroczonej działa zupełnie nieracjonalnie i żadne powtarzam żadne argumenty nie są w stanie do niej dotrzeć. Oglądałam kiedyś program o działaniu mózgu osoby zakochanej i niestety to co tam się dzieje to istny koktajl substancji chemicznych: dopamina, serotonina, oksytocyna... wszystko to sprawia, że szalejemy z " miłości" a nasze zachowania przypominają zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Dlatego mniemam, iż wszelkie racjonalne argumenty tutaj nie dotrą, to inny lewel świadomości

107

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
horses napisał/a:

Nie rozumiesz bo wszystko dopasowujesz do swojej sytuacji, a są rózne zdrady.
Twoją sytuację najlepiej opisuje anderstud. Też tak to widzę.
To nie Ty to zakończyłaś. Chciałas związku, a facet każdą rozmowę na ten temat gasił, aż odpuściłaś temat. Sama z siebie.
Ale brawo dla Ciebie, że nie weszłaś znowu w niezobowiązujący dla niego romans. Dałaś radę, a pokusa chociaż kilku chwil z ukochanym jest przecież duża... i tak się przecież rodzą te wieloletnie romanse, w których ona wciąż czeka.

Horses, ale tu prawie każdy swoje wypowiedzi odnosi do własnych doświadczeń lub mu znanych. Ja czytałam wątki zdardzonych też dlatego by mieć spojrzenie z dwóch stron. Wcześniej nigdy się nawet nad tym nie zastanawiałam bo to mnie dotyczyło. Potem wielokrotnie zadawałm sobie pytanie, własciwie te same co teraz Autorka, jak to mozliwe, że on kłamie/kłamał? Poza tym osoba do której mamy uczucia z natury w naszych oczach jest bardziej idealna, niż jest w rzeczywistości. Ile razy w moim watku pojawiło się określenie „maski” czy „różowych okularów”. Zejście na ziemie nie jest ani łatwe ani przyjemne. Ja mam kilka rozstań za sobą, i żadne mnie tyle nie kosztowało. Też dlatego, że w relacjach byliśmy szczerzy. Nie udawaliśmy uczuć. Coś nie grało, one się wypalały i decyzje o rozstaniu właściwie były naturalną koleją rzeczy. 
Oczywiście, że to on zdecydował, że na związek nie ma szans bo...  „bla bla bla”. Natomiast ja zdecydowałam o zakończeniu romansu i to dwukrotnie. I bardziej o to mi chodziło mówiąc, że to ja skończyłam. Raz kiedy dowiedziałam, że ma żonę. Drugi, kiedy próbował ‘wrócić’ po tym jak zerwałam z ówczesnym facetem. Ja również w dużej części zgadzam z tym, co pisze Anderstud. Tu raczej mi chodziło o to symboliczne postawienie ostatniej kropki w tej historii. Nie pozwalając nie tylko na cd. niezobowiązującego dla niego romansu, ale i przyjaźni, którą mi przez dłuższy czas głowę zawracał. Tym bardziej ten krok z zablokowaniem go doceniłam (sama dla siebie) czytając inne podobne wątki, kiedy to facet „odpuszcza” w momencie jeszcze trwającego romansu, kiedy zamiast setek smsów dziennie, nagle nastaje cisza...  czekanie, tęsknota itd.
Dla mnie nie było problemem przerwać romans w wiadomych okolicznościach ale, co zresztą milion razy powtarzałam na forum, uporanie się z emocjami. Wyrzucenie go z mego życia, w jakiejkolwiek roli. Ja sobie poradziłam, opornie, ale jednak. Dlatego wciąż się w podobnych watkach udzielam i staram się coś doradzić. Wiem co te osoby przeżywają. Każda sytuacja jest inna, ale emocje takie same. Nad nimi najtrudniej zapanować. Jeśli się to uda, to już z górki (potem niech już same decydują co dalej, czy naprawiać małżeństwo czy nie).
I z czystym sumieniem wciąż będę powtarzać to, co wiele osób mi wbijało do głowy – najlepsza i najszybsza droga do tego to całkowity brak kontaktu. A pozbycie się toksycznej osoby z naszego życia (nie ważne czy mąż czy kochanek), to milowy krok do odzyskania równowagi psychicznej, kontroli nad własnym życiem i budowania zdrowych, satysfakcjonujących relacji. Poza tym mam wrażenie, że ja w ciągu ostatnich 4 lat dorosłam emocjonalnie bardziej niż przez poprzednie prawie 30. Myślę, że na zawsze pozbyłam się w sobie tej naiwności i idealistycznego podejścia do życia/świata. Ot, taka lekcja życia, czy też porządny kopniak wink

Tak wiem, ze już nie macie romansu i Ty romans zakończyłaś.
Ale z drugiej strony tak wałkujesz ten temat nieprawdopodobnie, że aż żal.
Po takim czasie to juz mogłabyś z większym luzem do tego podchodzić. Skończyło się jak się skończyło,
ale fajny seks z fajnym facetem miałaś.....oj nie każda takiego mistrza miała wink

108

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Oli123 napisał/a:

Anderstud, szkoda strzępić języka a właściwie palca na klawiaturze. Do autorki i tak nie dotrze to o czym piszesz. Niestety mózg osoby zauroczonej działa zupełnie nieracjonalnie i żadne powtarzam żadne argumenty nie są w stanie do niej dotrzeć. Oglądałam kiedyś program o działaniu mózgu osoby zakochanej i niestety to co tam się dzieje to istny koktajl substancji chemicznych: dopamina, serotonina, oksytocyna... wszystko to sprawia, że szalejemy z " miłości" a nasze zachowania przypominają zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Dlatego mniemam, iż wszelkie racjonalne argumenty tutaj nie dotrą, to inny lewel świadomości

Dokładnie tak. Ja tu pisałam o zaangazowaniu emocjonalnym, ale to właśnie o tą „chemię” mi dokładnie chodziło. Stąd się bierze to uczucie uzależnienia od drugiej osoby. Człowiek funkcjonuje jak w amoku, „sam siebie nie poznaje”. Nad tymi emocjami, reakcjami trudno zapanować. Tu jeszcze dochodzi dodatowy czynnik, jakim jest poczucie tej zakazanej miłości, niespełnienia.  Te osoby, tu Autorka, mają świadomość, że mogą tylko „ukraść” chwilę szcześcia z tą drugą osobą...  to jest to „paliwo”, które sprawia, że mogą funkcjonować, bez niego tracą radość czy wręcz sens życia. Stąd ta cała huśtafka emocjonalna... od euforii po cierpienie, ból wręcz fizyczny. To działa jak narkotyk.
I to właśnie odkochanie w tym momencie jest kluczowe, inaczej tak jak piszesz, żadne tłumaczenia, rady nie pomogą. To jest bardzo trudne na tym etapie, ale możliwe. Mi np. bardzo pomagało pisanie tu na forum, wręcz pamiętnik się z tego zrobił... Opisywanie swoich uczuć, sytuacji, rozterek. Podobnie jak Autorka nie miałam z kim o tym porozmawiać. Tu dostawałam anonimowe wsparcie i wiele „kopniaków” na otrząśnięcie. Po pewnym czasie sama ze sobą zaczęłam walkę, te wszystkie posty zaczęły powoli do mnie docierać. Pamiętam dokładnie, jak po takim „praniu mózgu” tu miałam gdzieś tam go spotkać. Szalenie bałam się, że to wszystko co sobie tu zaczęłam w głowie układać, szlag trafi, kiedy go zobaczę. Niemniej perspspektywa, że wrócę tu na forum i napiszę, że dałam radę i to wszystko nie poszło na marne, mnie osobiście dopingowała. I potem to uczucie satysfakcji, że jednak nie jestem taka słaba, że jak się chce to się da – bezcenne. I tak powoli, małymi kroczkami, udało się. Każda moja obojetność w jego kierunku, to był mój mały sukces. I to wtedy stało się dla mnie priorytetem, tym co mnie nakręcało. Oczywiscie po drodze musiałam go sobie obrzydzać...
Jeśli  Helenko sama nie potrafisz nic znaleźć, co by wywołało w Tobie negatywne uczucia wobec niego, zacznij w tych wszystkie komentarzach, w tym przede wszytskim Andersuda w tym wątku, widzieć osobę kochanka. Niech to dotrze do Twojej świadomości. Przypominaj je sobie, kiedy będziesz go widziała. Jeśli potrzebujesz więcej, zajrzyj do mojego wątku. Nie musisz całego czytać oczywiście wink Ten etap u mnie zaczyna się chyba od 3 str. Ogólnie to był okres mniej więcej  st-maj 2016. Więc nie wiem ile tych str. jest. Będzie tam pewnie też lawina obrazliwych komentarzy, docinek, ale nie przejmuj się nimi. To jest Twoja droga do wyzdrowienia i na tym się powinnaś teraz skupić. W końcu przyjdzie czas, kiedy dojrzejesz do wyrzucenia go ze swojego żcyia. Im szybciej tym lepiej.
Najpeirw ten etap musisz przejść, dopiero potem robienie porządków ze swoim życiem, małżeństwem będzie miało sens. Nie na odwrót. Bo to błedne koło.
No chyba że wszystko się wyda, czego Ci nie życzę, bo w tym stanie , okolicznościach to bedzie dla Ciebie prawdziwa tragedia. Póki jeszcze coś zależy od Ciebie, zrób to, weź sprawy, swoje życie, swoje dobro w swoje ręce, bo potem bedzie za póżno i zostaną tylko popioły ...

109

Odp: Ja on i ktoś trzeci
horses napisał/a:

Tak wiem, ze już nie macie romansu i Ty romans zakończyłaś.
Ale z drugiej strony tak wałkujesz ten temat nieprawdopodobnie, że aż żal.
Po takim czasie to juz mogłabyś z większym luzem do tego podchodzić. Skończyło się jak się skończyło,
ale fajny seks z fajnym facetem miałaś.....oj nie każda takiego mistrza miała wink

No wiem, ale jakaś taka empatia mi się w tym wątku włączyła.
Może tez przez ten "bliźniaczy" tytuł nie mogłam tu się nie udzielić... wink

110

Odp: Ja on i ktoś trzeci
anderstud napisał/a:

......
facet przegląda katalogi salonów ze sprzętem RTV/AGD, dopina zakup nowego domu z małżonką oraz spłodzenie z nią kolejnego dziecka.
I Ty sobie myślisz, że ja pieprzę głupoty bo w twoim przypadku wcale tak nie jest, a ja Ci mówię, że jest, bo znam to wszystko od drugiej strony.
Od tej, gdzie faceci we własnym towarzystwie przy zimnej wódeczce opowiadają sobie o swoich kolejnych zdobyczach radośnie przy tym rechocząc,
nierzadko komentując w niewybrednym stylu inteligencję tych swoich kochanek, wypisując do nich esemesy po pijaku i pokazując sobie nawzajem,
a kiedy tylko któremu telefon zadzwoni i zobaczy na wyświetlaczu numer żony, to od razu do kibla albo na zewnątrz z tym telefonem leci,
żeby kumple nie słyszeli jak jej kochaniuje i skarbeńkuje, po czym wraca do stolika i pada jakaś standardowa wymówka, dlaczego musi już lecieć.

O matko anderstud  może jesteś jednym z moich kumpli wink

Od ...nastu lat obracam się zawodowo i towarzysko w stałej grupie kilku Panów Prezesów. Jestem jedyną kobietą wśród nich. Po przebyciu chrztu bojowego (długiej drogi przez mękę) w końcu mnie zaakceptowali jako powierniczkę i kumpla(!).  To co zacytowałam powyżej jest żywcem wyjęte z ich zachowań.
Anderstud! Zupełnie jak byś tam z nami był i pił zimną wódeczkę!

P.S.
W rzeczy samej na intelekcie kochanek nie zostawiają suchej nitki. Ciekawe, że właśnie ta dziedzina ich najbardziej mierzi.

111

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Liczi napisał/a:

P.S.
W rzeczy samej na intelekcie kochanek nie zostawiają suchej nitki. Ciekawe, że właśnie ta dziedzina ich najbardziej mierzi.

A mnie to nie dziwi. Ja również obracam się w podobnym towarzystwie, też głównie mężczyzn i wiem, że faceci między sobą lubią się "podbojami" chwalić, koloryzować. Nie zmienia to jednak faktu, że tacy faceci często zdradzają z jakimiś młódkami, z ista itd. Nikt się nie przyzna, że się angażował, bo w tym towarzystwie nawet nie wypada. Choć jedna kwestia jakby inna, bo jak żona dzwoni, to nie uciekają, tylko "no i znów ślubna czegoś chce"... i znów będę się musiał tłumaczyć... Sorry panowie. A tam komentarze, że pantofel. Oni wręcz x2 między sobą podbudowują ego zazdrosną i zaborczą żoną. Czytaj: co najmniej 2 kobiety a najlepiej kilka poza nimi świata nie widzi. Tacy kozacy. 
Ale niech jakiś romans wyda ... od razu komentarze... ale idiota, dał się złapać. Nie mówiąc o przyznaniu, że się zakochał w kochance, to w ogóle odpada.

112

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Nie Roxann. Jak sie zakochują w kochankach, to do nich obchodzą, zostawiajac całkowicie żonę i rodzinę. I układają sobie z nimi życie na nowo.

113

Odp: Ja on i ktoś trzeci

mam podobne zdanie co Kasandraaa.

114

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Liczi napisał/a:
anderstud napisał/a:

......
facet przegląda katalogi salonów ze sprzętem RTV/AGD, dopina zakup nowego domu z małżonką oraz spłodzenie z nią kolejnego dziecka.
I Ty sobie myślisz, że ja pieprzę głupoty bo w twoim przypadku wcale tak nie jest, a ja Ci mówię, że jest, bo znam to wszystko od drugiej strony.
Od tej, gdzie faceci we własnym towarzystwie przy zimnej wódeczce opowiadają sobie o swoich kolejnych zdobyczach radośnie przy tym rechocząc,
nierzadko komentując w niewybrednym stylu inteligencję tych swoich kochanek, wypisując do nich esemesy po pijaku i pokazując sobie nawzajem,
a kiedy tylko któremu telefon zadzwoni i zobaczy na wyświetlaczu numer żony, to od razu do kibla albo na zewnątrz z tym telefonem leci,
żeby kumple nie słyszeli jak jej kochaniuje i skarbeńkuje, po czym wraca do stolika i pada jakaś standardowa wymówka, dlaczego musi już lecieć.

O matko anderstud  może jesteś jednym z moich kumpli wink

Od ...nastu lat obracam się zawodowo i towarzysko w stałej grupie kilku Panów Prezesów. Jestem jedyną kobietą wśród nich. Po przebyciu chrztu bojowego (długiej drogi przez mękę) w końcu mnie zaakceptowali jako powierniczkę i kumpla(!).  To co zacytowałam powyżej jest żywcem wyjęte z ich zachowań.
Anderstud! Zupełnie jak byś tam z nami był i pił zimną wódeczkę!

P.S.
W rzeczy samej na intelekcie kochanek nie zostawiają suchej nitki. Ciekawe, że właśnie ta dziedzina ich najbardziej mierzi.

Zależy, gdzie się ucho przystawi.
Z jednej strony opisują siebie jako mistrzów podrywu, którzy to wszystko mają pod kontrolą,
a z drugiej strony niejednemu panu w średnim wieku chęć do pracy i życia wróciła, jak tylko kilka lat młodsza koleżanka z pracy przeciągle na niego spojrzała wink
Wszystko to gra pozorów

115

Odp: Ja on i ktoś trzeci
kasandraaa napisał/a:

Nie Roxann. Jak sie zakochują w kochankach, to do nich obchodzą, zostawiajac całkowicie żonę i rodzinę. I układają sobie z nimi życie na nowo.

Tak, zgadzam się. Ale wtedy raczej nie chwalą się tym romansem. Nie pochwalą się też tym, że "kochanka" dała kosza. No jak przed kumplami? Albo stworzą bajkę, albo przemilczą.
Inna kwestia, kiedy romans wyda. Wtedy dotąd chojrak zaczyna latać jak kot z pęcherzem. I przed kumplami lipa i ni w te ni wewte. Zwykle, jak u Ciebie się to kończy. I bardzo mi się podobało Twoje podejście. Najpierw wywalenie typka, potem stworzenie możliwości powrotu pod warunkami.
Ja pomimo, że miałam epizod z tym romansem, nie chciałabym go, gdyby nagle wrócił po tym gdyby się wydało. Miał czas by taką decyzję podjąć, bo odkąd dowiedziałam, że ma żonę, skończyłam romans i jasno zakomunikowałam, że póki ma żonę, to no way. Nic nie zrobił poza chęcią powrotu do tego co było. I nie chce mi się rozmkminiać, czy kochał czy nie, czy wszystko co mówił to było kłamstwo... bo po co? Ja po jego wyznaniach też powiedziałam mu że go kocham, ale nie podjął próby rozwodu więc nie ma o czym mówić. Można gdybać, że gdybym nie wycofała wtedy i dalej drążyła, kontynuowała romans w nadziei, że podejmie taką decyzję, ale to było bez sensu. Mój problem wtedy był tylko taki, by się odkochać i tyle.

116

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
Liczi napisał/a:

P.S.
W rzeczy samej na intelekcie kochanek nie zostawiają suchej nitki. Ciekawe, że właśnie ta dziedzina ich najbardziej mierzi.

A mnie to nie dziwi. Ja również obracam się w podobnym towarzystwie, też głównie mężczyzn i wiem, że faceci między sobą lubią się "podbojami" chwalić, koloryzować.(.........)  Nikt się nie przyzna, że się angażował, bo w tym towarzystwie nawet nie wypada.(.......).
Ale niech jakiś romans wyda ... od razu komentarze... ale idiota, dał się złapać. Nie mówiąc o przyznaniu, że się zakochał w kochance, to w ogóle odpada.

Jednak Panowie w Twoim otoczeniu są nieco inni od moich kumpli.
Jeśli któryś kocha (nie "zakocha się")  kochankę to milczy na jej temat i odchodzi od żony w ciągu roku najpóźniej. Znam 3 takie przypadki. Słowa "zakochałem się" padają często i są oznaką czegoś niepoważnego komentowane jako; ".. a na co mnie ta głupota ".

Niestety zgadzam się z Panami, że osoby godzące się na podrzędną, uwłaczającą rolę w układzie (bo przecież nie związku) w nadziei, że nie bacząc na przeszkody stworzą z obiektem swoich afektacji szczęśliwy związek po wsze czasy - muszą mieć ograniczony poziom percepcji. :-)

W moim środowisku mawia się o kochankach; ... dla ciebie wszystko.... samolot, lotnisko, bilety po kinie, butelki po winie....

117 Ostatnio edytowany przez Liczi (2018-02-01 20:39:51)

Odp: Ja on i ktoś trzeci
horses napisał/a:
Liczi napisał/a:
anderstud napisał/a:

......
facet przegląda katalogi salonów ze sprzętem RTV/AGD, dopina zakup nowego domu z małżonką oraz spłodzenie z nią kolejnego dziecka.
I Ty sobie myślisz, że ja pieprzę głupoty bo w twoim przypadku wcale tak nie jest, a ja Ci mówię, że jest, bo znam to wszystko od drugiej strony.
Od tej, gdzie faceci we własnym towarzystwie przy zimnej wódeczce opowiadają sobie o swoich kolejnych zdobyczach radośnie przy tym rechocząc,
nierzadko komentując w niewybrednym stylu inteligencję tych swoich kochanek, wypisując do nich esemesy po pijaku i pokazując sobie nawzajem,
a kiedy tylko któremu telefon zadzwoni i zobaczy na wyświetlaczu numer żony, to od razu do kibla albo na zewnątrz z tym telefonem leci,
żeby kumple nie słyszeli jak jej kochaniuje i skarbeńkuje, po czym wraca do stolika i pada jakaś standardowa wymówka, dlaczego musi już lecieć.

O matko anderstud  może jesteś jednym z moich kumpli wink

Od ...nastu lat obracam się zawodowo i towarzysko w stałej grupie kilku Panów Prezesów. Jestem jedyną kobietą wśród nich. Po przebyciu chrztu bojowego (długiej drogi przez mękę) w końcu mnie zaakceptowali jako powierniczkę i kumpla(!).  To co zacytowałam powyżej jest żywcem wyjęte z ich zachowań.
Anderstud! Zupełnie jak byś tam z nami był i pił zimną wódeczkę!

P.S.
W rzeczy samej na intelekcie kochanek nie zostawiają suchej nitki. Ciekawe, że właśnie ta dziedzina ich najbardziej mierzi.

Zależy, gdzie się ucho przystawi.
Z jednej strony opisują siebie jako mistrzów podrywu, którzy to wszystko mają pod kontrolą,
a z drugiej strony niejednemu panu w średnim wieku chęć do pracy i życia wróciła, jak tylko kilka lat młodsza koleżanka z pracy przeciągle na niego spojrzała wink
Wszystko to gra pozorów

Nikt nie ukrywa, że kochanki i kochankowie podnoszą  ciśnienie i samoocenę. W końcu taka ich rola  :-)

Roxann napisał/a:

Nie pochwalą się też tym, że "kochanka" dała kosza. No jak przed kumplami? Albo stworzą bajkę, albo przemilczą.

Chwalą się, że mogą zając się kolejną bo "stara się urwała".
Ech Roxann, uwierz jak Ci ludzie pokazują drugą stronę medalu. Porzucane kochanki/kochankowie są mglistą przeszłością. Często nie pamiętają ich imion po miesiącu.

118

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Liczi napisał/a:

Jednak Panowie w Twoim otoczeniu są nieco inni od moich kumpli.
Jeśli któryś kocha (nie "zakocha się")  kochankę to milczy na jej temat i odchodzi od żony w ciągu roku najpóźniej.

Ale ja to samo napisałam w poście wyżej.

119

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
Liczi napisał/a:

Jednak Panowie w Twoim otoczeniu są nieco inni od moich kumpli.
Jeśli któryś kocha (nie "zakocha się")  kochankę to milczy na jej temat i odchodzi od żony w ciągu roku najpóźniej.

Ale ja to samo napisałam w poście wyżej.

Dla jasności; milczą tylko o tych, które po rozstaniu z żoną zostają ich oficjalnymi partnerkami. Reszta - parafrazując - nie jest milczeniem wink

120

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Padło w tym wątku dużo uwag do kochanek. Z większością się nie można nie zgodzić, ale drodzy forumowicze weźcie pod uwagę emocje kobiet, które zostają kochankami. Przecież wiadomo, że gdyby nie braki z dzieciństwa, to żadna nie zostałaby pojemnikiem na spermę dla facetów, czy to żonatych, czy nie i bardziej zadbałaby o szacunek do siebie.

Choćby przypadek Roxi, która od lat nie może się uporać z traumą, jaką zadzięcza swojemu żonatemu kochankowi powinien Wam dać do myślenia. Gdyby to jej przeszło, to już dawno zajęłaby się swoim życiem a tak kolejny rok z rzędu pisze o tym samym.
To Wam nie daje do myślenia?

121

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Liczi napisał/a:
Roxann napisał/a:
Liczi napisał/a:

Jednak Panowie w Twoim otoczeniu są nieco inni od moich kumpli.
Jeśli któryś kocha (nie "zakocha się")  kochankę to milczy na jej temat i odchodzi od żony w ciągu roku najpóźniej.

Ale ja to samo napisałam w poście wyżej.

Dla jasności; milczą tylko o tych, które po rozstaniu z żoną zostają ich oficjalnymi partnerkami. Reszta - parafrazując - nie jest milczeniem wink

Ja nie chcę polemizować, bo wszytko co piszecie jest prawdą, ale... akurat w moim przypadku, jedyną osobą, która wiedziała o naszym romansie był jego najbliższy przyjaciel. Co mi powiedział, kiedy po jakimś czasie się spotkaliśmy, nawet nie chcę przytaczać. Bo zaraz będzie, że coś sobie dopowiadam. Ja wiem swoje i to mi wystarczy.

122

Odp: Ja on i ktoś trzeci

To strasznie smutne, że obecnie tyle kobiet wychodzi na ulice protestować w obronie własnych praw, równości, bycia traktowana z szacunkiem, walcza z molestowaniem i byciem traktowanym przedmiotowo, zarówno w pracy jak i w zyciu codziennym, a potem pojawiają sie takie kochanki, które same z siebie robią zabawkę dla facetów:(

Nie jestem jakąś specjalnie walczącą feministka, ale boli mnie to. Jedne walczą o szacunek dla naszej płci, a drugie swoim zachowaniem całkowicie pozbawiają sie go, powodując tym samym negatywny (przedmiotowy) odbiór kobiet w społeczeństwie sad

123 Ostatnio edytowany przez horses (2018-02-01 21:14:14)

Odp: Ja on i ktoś trzeci
Roxann napisał/a:
Liczi napisał/a:
Roxann napisał/a:

Ale ja to samo napisałam w poście wyżej.

Dla jasności; milczą tylko o tych, które po rozstaniu z żoną zostają ich oficjalnymi partnerkami. Reszta - parafrazując - nie jest milczeniem wink

Ja nie chcę polemizować, bo wszytko co piszecie jest prawdą, ale... akurat w moim przypadku, jedyną osobą, która wiedziała o naszym romansie był jego najbliższy przyjaciel. Co mi powiedział, kiedy po jakimś czasie się spotkaliśmy, nawet nie chcę przytaczać. Bo zaraz będzie, że coś sobie dopowiadam. Ja wiem swoje i to mi wystarczy.

Roxann, przejmujesz we władanie każdy podobny wątek. Gdzie Ty tam się wyleczyłaś.
Zrozum, że romans to tez takie zakochanie. Człowiek czuje się jak na haju. Mówi się dużo i nawet się w to wierzy.
Narkoman to nie dosyć, że wierzy, to jeszcze różne rzeczy widzi smile Wszyscy jesteśmy podobni w tym pierwszym okresie.
Wcale nie uważam, że byłaś materacem, że żartował sobie z Ciebie itp. Byłaś heroiną, dawałaś radość, emocje. Zresztą on dla Ciebie również nią był.
Sprawa się skończyła na pierwszym etapie, następny  nie nadszedł,bo on na to nie pozwolił. Czas zejść na ziemię. Naprawdę szkoda życia.

Ps czasem dla zdrowia psychicznego lepiej zachować się mniej refleksyjnie i powiedzieć sobie- było minęło, jego strata smile

124 Ostatnio edytowany przez dobrakobieta90 (2018-02-01 21:14:35)

Odp: Ja on i ktoś trzeci
horses napisał/a:

Sprawa się skończyła na pierwszym etapie, następny  nie nadszedł,bo on na to nie pozwolił. Czas zejść na ziemię. Naprawdę szkoda życia.

Łatwo powiedzieć :-(
Bez pomocy psychoterapeuty Roxi nie da rady. Tyle lat a ona wciąż żyje myślami o żonatym, który ją podle wykorzystał :-(

125

Odp: Ja on i ktoś trzeci
kasandraaa napisał/a:

To strasznie smutne, że obecnie tyle kobiet wychodzi na ulice protestować w obronie własnych praw, równości, bycia traktowana z szacunkiem, walcza z molestowaniem i byciem traktowanym przedmiotowo, zarówno w pracy jak i w zyciu codziennym, a potem pojawiają sie takie kochanki, które same z siebie robią zabawkę dla facetów:(

Nie jestem jakąś specjalnie walczącą feministka, ale boli mnie to. Jedne walczą o szacunek dla naszej płci, a drugie swoim zachowaniem całkowicie pozbawiają sie go, powodując tym samym negatywny (przedmiotowy) odbiór kobiet w społeczeństwie sad

Przepraszam, za to co powiem, ale Ty nie pogodziłaś ze zdradą męża. Przyjęłaś go z powrotem ale po tym co piszesz, to tylko chęć usprawiedliwienia go. One zabawki. Mój facet ok. I tylko mnie kocha. Tyle Ci przyszło z terapii? Współczuję. Naprawdę.

126

Odp: Ja on i ktoś trzeci

O matko, Roxann... Biedna porzucona, narcystyczna, nieszczęśliwa Roxann...

Ze zdrada nigdy sie człowiek nie może pogodzić, może tylko próbować wybaczyć.

Jesli Ci to pomoże - moj mąż to kawał ch*** za to, co mi zrobił i nigdy mu tego nie zapomnę. Ale to dalej nie zmieni Twojej wartości. Przykro mi sad

127

Odp: Ja on i ktoś trzeci

I tak kolejny wątek sie zrobił wątkiem Roxann, dziękuje, podaruje sobie dalsza dyskusje, bo merytoryczne argumenty nigdy nie pokonają intelektu Roxann. Ona wie. Najlepiej.

128

Odp: Ja on i ktoś trzeci
kasandraaa napisał/a:

O matko, Roxann... Biedna porzucona, narcystyczna, nieszczęśliwa Roxann...

Ze zdrada nigdy sie człowiek nie może pogodzić, może tylko próbować wybaczyć.

Jesli Ci to pomoże - moj mąż to kawał ch*** za to, co mi zrobił i nigdy mu tego nie zapomnę. Ale to dalej nie zmieni Twojej wartości. Przykro mi sad

To nie mój wątek, ale jeśli chcesz to załóż swój.. "Wybaczyłam ale wciąż nie mogę pogodzić"

129

Odp: Ja on i ktoś trzeci

Autorko, co tam u Ciebie?

130

Odp: Ja on i ktoś trzeci
kasandraaa napisał/a:

I tak kolejny wątek sie zrobił wątkiem Roxann, dziękuje, podaruje sobie dalsza dyskusje, bo merytoryczne argumenty nigdy nie pokonają intelektu Roxann. Ona wie. Najlepiej.

Cóż poradzić.. są wyjątki... takie te głupie kochanki a tu ni hu hu...
Pozdrawiam smile

Posty [ 66 do 130 z 177 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ja on i ktoś trzeci

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026