Anderstud, ok. Być może się nie mylisz. Niemniej jednak to jest Twoje zdanie. Ty tak do tego podchodzisz i tak wszystko interpretujesz bo tak Ci wygodniej. Zarówno opis ze strony kobiet, jak i mężczyzn jest dla Ciebie czarno-biały. Jako, że będąc kobietą, z Twoją opinią ws kobiet nie zgodzę się w 100%, są też podstawy by sądzić, że i w innych kwestiach Twoja opinia nie jest jedyną obowiązującą.
Co do cytatu który przytoczyłeś, ja wcale nie mówię, że tak jest, użyłam słów, że tak powinnyśmy myśleć. Ja napisałam ze swojej perspektywy, że mi dużo dał fakt, że to ja to zakończyłam, to ja go zablokowałam itd. Może marne pocieszenie, ale dla mnie istotne. To mi pozwoliło się podnieść, "otrzepać" i iść dalej swoją drogą. Mówię to głównie w kontekście radzenia sobie z emocjami związanymi z zakończeniem znajomości, relacji. Z pewnością trudniej jest, co zresztą widać po wątkach sąsiednich, kiedy to facet odpuszcza, a kobieta siedzi, czeka, tęskni. To była po prostu moja rada. Oczywiście nie ma obowiązku. Może akurat tylko dla mnie to było tak ważne w tamtym momencie, jak i potem, kiedy go widywałam. Nawet jeśli było tak jak piszesz, to mam to w głębokim poważaniu. Również jego. Nie wiem jak to powiedzieć, ale przez to czuję, że mimo wszystko "wygrałam". Zachowałam swoją dumę. Zresztą on sam mi przyznał, że to przez nią wszystko się skończyło. I ok. W całej tej beznadziejnej sytuacji choć na koniec coś dla mnie.
Edit. Zauważ, że ja nikogo nie moralizuję, nie oceniam, nie klepię po pleckach, nie namawiam do zdrad czy romansów. Niemniej mleko się już rozlało i trzeba to jakoś posprzątać. I w pierwszej kolejności należy zacząć od wycofania się z toksycznej relacji (albo jednej, albo drugiej albo obu). Odcięcie, oduzależnienie emocjonalne od niego… a wtedy można zacząć robić porządki wokół siebie, we własnym życiu. I tylko w tym kontekście się tu wypowiadam.
Wcale nie uważam, że za wszelką cenę trzeba siedzieć w nieudanym związku, ale do tanga trzeba dwojga. Ja wcale nie wiem czy Autorka w tej sytuacji powinna odejść od męża czy próbować naprawiać małżeństwo. Niemniej jednak by podjąć drugi krok, kochanek musi zniknąć z jej głowy na zawsze. Inaczej to stawianie domku z kart i życie pozorami, w kłamstwie. Wiem co mówię, bo sama byłam w związku kochając innego. Zresztą Adrianaana też opisała, jak to u niej wygląda. Nie no niby można nagle wybuchnąć miłością nagłą do partnera/małżonka i snuć plany o dziecku, ale to takie… w sumie nawet brakuje mi słowa by to nazwać.
Chyba najwłaściwiej i najuczciwiej byłoby po prostu odejść od męża. Zdaję jednak sobie sprawę, że "w pustkę", nieznane niezmiernie trudno. Chyba, że, jak ktoś pisał by pił bił itd. Akurat ona, z tego co pisze, gdyby tylko miała wsparcie w kochanku, pewnie by to zrobiła. Ale go nie ma.