zagubionaa94 napisał/a:Najpierw chciał sie zorientować ile czasu trzeba czekać, co potrzebne itp
Proszę nie pisać że nie robię nic bo chodze do psychiatry i biorę leki.
Terapie jedna zaczelam ale nie pasują mi godziny. Szef by nie pozwolił mi sie zwalniać raz w tygodniu o dwie godziny wczesniej.
Aktualnie szukam innego terapeuty na nfz ale pewnie i tak się zdecyduje na prywatna terapie.
Roznawialam z nim wczoraj o tym ze niby go szantażuje i naprawdę nie mówił by sam z siebie, że chciałby wziąć ślub juz w lutym tylko dla świętego spokoju. Głupi nie jest. Może nie myśli w kategoriach , że będzie miał ze mna ciężki żywot, bo w sumie jestem jego pierwsza poważną partnerką. Nie miał raczej doświadczenia z kobietami.
Moim zdaniem robisz teraz rozsądnie. Terapia to bardzo dobry pomysł, powinnaś poczuć za pewien czas poprawę. Co prawda nie wiem, czy będziesz całkowicie "wyleczona", nie wiem, czy to w ogóle możliwe, ale nawet jeśli nie, to poprawa i tak podniesie Twój komfort i poziom życia.
Z tym swoim partnerem - dobrze, że jednak się nie spieszysz, moze wszystko będzie dobrze, a może on się jednak wycofa, bo stwierdzi, ze nie chce żyć z osobą, która ma takie problemy. Zaniepokoiło mnie to, jak sama napisałaś, że On jest pewny na 90 procent. Zabrzmiało to tak, jakby do końca nie był pewny, mnie by to zaniepokoiło, po co ci osoba,, która w razie problemów odwróci się od Ciebie. Wiadomo, życie jest różne, jak jest dobrze to jest dobrze. Jak przyjdą problemy - to niektórym najłatwiej jest odejść, bo to proste i wygodne. Mam nadzieję, że tak się nie stanie w przypadku Twojego partnera, chociaż różnie to bywa.
Co do zaburzeń psychicznych to jest niestety tak, że jak mówisz o tym obcym ludziom, to oczywiście każdy rozumie, jednak w bliższych relacjach nie jest już tak kolorowo, po jakimś czasie możesz usłyszeć: pomyliłem się, myślałem, ze będę mógł z Tobą być ale jednak nie moge, nie moja wina - tak też może być. Co poradzisz, jak ktoś nie chce z Tobą być, to nic nie zrobisz.
Można też wybrać inne wyjście - z nikim się nie wiązać, bo po co obciążać drugą osobę swoimi zaburzeniami. Wtedy ma się pewnośc, że się nikogo nie skrzywdzi i ma się czyste sumienie i spokojną głowę - tylko, ze na dłuższą metę krzywdzi się samego siebie, bo jednak nie jest się z kimś z obawy. Ale przynajmniej nie krzywdzi się innej osoby.
Daj znać jakby co jak się dalej sprawa rozwinie, bo sama jestem ciekawa.
Najważniejsze, że podejmujesz terapię - bardzo mądra decyzja. 