Witajcie ![]()
Wpis będzie trochę długi, ale chcę wam naświetlić o co mi chodzi i opisać naszą hmm... relację.
Pod koniec czerwca poznałam w necie fajnego chłopaka. Jest 2 lata starszy ode mnie (ja:24, on: 26). Od początku przypadliśmy sobie do gustu, patrzył ma mnie jak na bustwo, widziałam i czułam, że się starał, spotykalismy się a to na rowery, a to na spacery, rolki, seriale, kino itp. Generalnie mimo licznych obowiązków widywaliśmy się 2 razy w tygodniu. Byliśmy na 2 wspólnych wyjazdach, oba udane pomimo kilku stresujących sytuacji, które mam wrażenie jeszcze bardziej nas zbliżyły. Był dla mnie bardzo czuły, pisał i dzwonił codziennie. W łóżku jest nam razem bardzo dobrze. Niestety około 4 tygodni temu sielanka się skończyła. On zmieniał akurat mieszkanie (wyprowadzał się do kawalerki), ale od tamtego czasu coś się zmieniło. Nie jest już taki czuły, zdystansował się, nie patrzy już tak na mnie, pisze, ale rzadziej, czasami zadzwoni, (żeby nie było kontakt jest obustronny, ja też dzwonię, piszę itd.). Po jego przeprowadzce przez 2 tygodnie tylko ja proponowałam spotkania. Po czym on zaczął rozmowę na temat nas. Jak ja to widzę i czego oczekuję. Bo on nie jest się w stanie teraz zaangażować, boi się, bo ostatnia dziewczyna go zraniła. Może za jakiś czas. Ja też nie chciałam rezygnować z tej relacji, uwielbiam spędzać z nim czas, zaczęłam myśleć o nas jak o parze. Z tym, że przez te 2 tygodnie niewiele się zmieniło. Jest jeszcze bardziej wycofany i "oziębły". Kilka dni temu zaczął pisać do mnie jego kolega - niby spotkanie, ale generalnie z podtekstem, oczywiście się nie zgodziłam. X stwierdził, że to nie był jego pomysł, tylko kumpel spytał czy może a on się zgodził.... Aaaa i stwierdził, że on od początku z jego strony nie było zaangażowania (moim zdaniem było), że nie czuł fajerwerków.Ja też nie jestem w pełni zaangażowana. Ale chiałam kontynuwać tą znajomość, żeby się spotykać, spędzać razem miło czas. Z racji, że pracuje w marketingu i często spotykają się ze znajomymi z pracy, ma możliwość mnie zaprosić, ale chyba nie chce... A przecież nie będę się narzucać
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Czy widzicie jakąś szanse na to żeby on się jednak zaangażował? Czy po prostu mnie mami, mówi słodkie słówka żeby było mu dalej "dobrze"? I czy on mnie w ogóle szanuje?