Jestem młodą mężatką. Mój wybranek jest moim pierwszym partnerem życiowym jak i seksualnym. Kochamy się i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie mimo, że żadne z nas nie jest idealne. Ja - wymagająca, pracowita, choleryczka. On - wrazliwy, czuły, flegmatyk z głową w chmurach. Uchodzimy za parę idealna, świetnie sie uzupełniamy ale ...
Pojawił się pierwszy poważny problem. Problem pt. 'kolega z pracy'. Brzmi banalnie czyz nie ? A jednak jest dużo bardziej skomplikowane niż by się mogło wydawać.
Poznaliśmy się kilka miesięcy temu. On, zonaty, prawie dwa razy starszy ode mnie, prawie rówieśnik moich teściów. Nie oczarował mnie od razu, to nie typ przystojnego podrywacza z kryzysem wieku średniego na barkach. Połączyły nas wspólne pasje, zainteresowania, podobne poczucie humoru o temperament. Zaczęliśmy się co raz lepiej poznawać i niebezpiecznie szybko do siebie zblizac.
Przełom nastąpił kiedy zaczęłam zwierzać mu się że swoich problemów w związku. To był mój pierwszy błąd. Bardzo szybko pozwolił sobie na krytykowanie mojego męża i jednoczesne prawienie mi kompletów. W domyśle cały czas przekazywał mi, że zasługuje na kogoś lepszego.
Niedługo potem pojawiła się propozycja seksu. Byłam chyba bardziej wystraszona niż zaskoczona. Bez zawahania odmowiłam i po wszystkim sytuacja jakby zaczęła wracać do normy. Kuba złapał większy dystans, a nasza relacja wróciła na stopę koleżeńska. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.
Niedługo później znów zaczął się do mnie zbliżać. Niewinnie przytulać i obejmować, aż w końcu kilka razy pocałował mnie z zaskoczenia. Wtedy popełniłam kolejny błąd - zamiast kategorycznie kazać mu przestać uciekałam i udawałam, że taka sytuacja nie miała miejsca.
Na szczęście udało mi się go od siebie nieco bardziej odsunąć. Teraz oboje uznajemy się za dobrych kolegów, nadal dużo rozmawiamy jednak kiedy teraz wypytuje jak układa mi się z mężem, odpowiadam w samych superlatywach. Nawet jeśli wcale nie jest tak różowo. Widzę po nim, ze jest zawiedziony tak jakby czekał, aż zacznę narzekać. Z drugiej strony martwi się o mnie i wspiera mnie w każdej chwili. Interesuje się mną, służy radą i pomocą.
Co z tego, że jestem świadoma jego wad ? Co z tego, że nie chcialabym aby to on byl moim partnerem życiowym skoro w każdej wolnej chwili myślę o nim. Wracam do naszych wspólnych rozmów, upamiętniam je. To on przychodzi do mnie we śnie, to on jest głównym bohaterem w moich fantazjach. Dlaczego ?
Wiem, że taki stan rzeczy to juz zdradza. Wiem, że mój mąż na to nie zasługuje. Jak z tym walczyć ? Co jest tego przyczyną ?