
Powiedz, Sony, jesteś zaręczona z facetem i on w pewnym momencie przychodzi i mówi: wiesz, zdiagnozowali u mnie schizofrenię, ale co tam, spoko, da się z tym żyć. Nie będę jadł tych tabletek, niedobre są i żołądek mnie od nich boli. Ale wiesz co, ślub bym wziął z Tobą już za tydzień, bo tak strasznie Cię kocham, co Ci szkodzi? Przecież słyszałem te głosy już wcześniej, od samego początku i nie przeszkadzało Ci to. A jak nie mam objawów, to nie wpuszczają mnie bez kolejki do kina, więc to się nie opłaca, no i z pracy musiałbym się zwalniać godzinę wcześniej...
Co robisz?
A - lecisz do USC po papiery do ślubu
B - tłumaczysz mu, że powinien jednak się leczyć, pilnujesz, żeby jadł te tabletki, obserwujesz, jak się zachowuje, a ślub obiecujesz mu na wiosnę
C - wychodzisz i znikasz w sinej dali