Vito, Ty doskonale wiesz, co będzie jak zamieszkasz z kolegą, a nie z nią.
197 2017-08-25 14:16:23 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-08-25 14:18:34)
A ja myślę, ze średnio Ci zależy na dziewczynie- ta znajomość Ci wiele daje- jak napisałeś sam powyżej. Ale jasno widać, że jej daje mniej niż oczekuje.
jej prawo- oczekiwać, Twoje- mieć inne oczekiwania. Gdybyś jasno to wyraził, a nie ze strachu, ze stracisz coś ukrywał to przed nią- sytuacja by sie wyklarowała. Ja widzę, ze Ty oczekiwania dziewczyny znasz.
A swoje przed nia ukrywasz i to jest nie fair...
Założę sie, ze gdy mowa o wspólnym zamieszkaniu to z Twojej strony jest coś w rodzaju nieśmiałego potakiwania.. a nie jasnego postawienia sprawy.
Vito, Ty doskonale wiesz, co będzie jak zamieszkasz z kolegą, a nie z nią.
Koniec związku.
199 2017-08-25 14:22:47 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2017-08-25 14:24:01)
Powiem Ci jak jest ze mną. Jestem typem raczej introwertyka. Lubię samotność, spokój, ale czasem wpada mi do głowy pomysł pojechać nad morze - rano wyjeżdżam, wieczorem wracam, 1000km na luzie).
Ostatnie 15 lat mieszkałam z mężem. Po rozstaniu, po dwóch latach zamieszkałam z moim obecnym Facetem. Bałam się jak cholera. Że nie będę miała czasu dla siebie, że nie dam rady cały czas oddawać się przytulankom, mizianiom, bo tego po prostu nie lubię. ( nie mówię że w ogóle, ale rzyganie tęczą nie jest w moim typie).
Pierwszy miesiąc razem to była masakra. Wszystko nie tak. Pominę, że najczęściej moje zdenerwowanie wynikało z tego, że porównywałam go do ex. Ale dzień po dniu było coraz lepiej.
Wbrew pozorom, nie mamy dużo czasu codziennie dla siebie. On wraca z pracy po 18, więc jest już wieczór. Kładziemy się spać ok 23. W między czasie jakieś zakupy, gotowanie, mam dziecko, więc i lekcje odrobić trzeba. Codzienne obowiązki powodują, że ten czas razem spędza się inaczej niż jak się ze sobą nie mieszka.
Każde z nas ma swoją przestrzeń. Ja fitnesy, on jakieś inne sportowe grania. Oglądamy różne filmy, czasem jak ja coś oglądam w tv, to on siada z laptopem i ogląda mecz. Nie przeszkadzamy sobie.
Ważne jest znaleźć równowagę i dbanie o swoją przestrzeń.
Ja tez jestem introwertyczką, od nadmiaru spotkań towarzyskich robi mi się niedobrze i jestem chora, dosłownie. Ostatnio spotkałam się z chłopakiem poznanym na portalu randkowym i po kilkugodzinnym spotkaniu z nim byłam dosłownie wyczerpana, miałam go dość, ale nie dlatego, że mi się nie podobał czy, że nie mieliśmy o czym rozmawiać. Ja po prostu tak mam z ludźmi. Im dłużej, tym źle to znoszę, potrzebuję samotności.
ósemka napisał/a:Vito, Ty doskonale wiesz, co będzie jak zamieszkasz z kolegą, a nie z nią.
Koniec związku.
Bingo!
Teraz tylko pytanie "kiedy?"
201 2017-08-25 14:26:45 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2017-08-25 14:28:14)
ósemka napisał/a:Vito, Ty doskonale wiesz, co będzie jak zamieszkasz z kolegą, a nie z nią.
Koniec związku.
Chłopie, nie możesz robić nic wbrew sobie! Tylko niedojrzałe dziewczynki tupną nóżką i strzelą focha tylko dlatego, ze nie czujesz teraz pewności co do zamieszkania z nią pod jednym dachem. Normalna dojrzała dziewczyna w dodatku pewna siebie zrozumie to, ba! taka nigdy by Cie na coś takiego nie naciskała. Jesteście ledwo rok, według mnie to za wcześnie, bo ledwo po roku nie można być niczego pewnym (właściwie to nigdy nie jest się niczego pewnym), przecież ten związek to nie jest związek na całe życie... (nie pytajcie mnie dlaczego tak uważam)
Od porad by porozmawiać przeszło płynnie do nieuchronności końca związku ![]()
Od porad by porozmawiać przeszło płynnie do nieuchronności końca związku
Ja tam nie życzę Ci źle, nie uważam, że masz się z nią rozstać, tylko postaw się jej w końcu! I przestań się bać! Zrób coś dla siebie, nie odzywaj się rzez jeden dzień, poczytaj książkę, wyjdź z kumplem, a ją miej gdzieś choć przez jeden głupi dzień. Gotowy jesteś na to? Czy księżniczka Cie rzuci po jednym dniu samotności?
Jesteście ledwo rok, według mnie to za wcześnie, bo ledwo po roku nie można być niczego pewnym (właściwie to nigdy nie jest się niczego pewnym), przecież ten związek to nie jest związek na całe życie... (nie pytajcie mnie dlaczego tak uważam)
Nie ma sztywnych zasad, po jakim czasie ludzie mają, powinni ze sobą zamieszkać. Nie ma "za wcześnie", "najwyższy czas, bo jesteście już xxxx czasu". Każdy związek ma swoje tempo. Nigdy nie wiemy, czy nowo poznana osoba będzie TĄ na całe życie.
W przypadku autora, prawie wszystkie twierdzimy, że to się nie uda. On szuka ucieczki i chyba znalazł powód. Powinien być szczery z dziewczyną i jej powiedzieć o tym. Że jej oczekiwania go przerastają i ma obawy co do wspólnej przyszłości. Tylko szczerość.
205 2017-08-25 14:34:11 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-08-25 14:41:14)
Vito napisał/a:ósemka napisał/a:Vito, Ty doskonale wiesz, co będzie jak zamieszkasz z kolegą, a nie z nią.
Koniec związku.
Chłopie, nie możesz robić nic wbrew sobie! Tylko niedojrzałe dziewczynki tupną nóżką i strzelą focha tylko dlatego, ze nie czujesz teraz pewności co do zamieszkania z nią pod jednym dachem. Normalna dojrzała dziewczyna w dodatku pewna siebie zrozumie to, ba! taka nigdy by Cie na coś takiego nie naciskała. Jesteście ledwo rok, według mnie to za wcześnie, bo ledwo po roku nie można być niczego pewnym (właściwie to nigdy nie jest się niczego pewnym), przecież ten związek to nie jest związek na całe życie... (nie pytajcie mnie dlaczego tak uważam)
Serdeczna, błagam zejdź z tej dziewczyny- jej prawo widzieć zwiazek tak a nie inaczej- Ona niczego nie ukrywa ze strachu że coś ja ominie!!!
A On tak- biega po sklepie z chwyconą parą dżinsów, bo moze ją kupi, a moze nie..
Jak masz takie doświadczenia ze zwiazku- to dlatego ze Sobie pozwoliłaś i pewnie przez jakiś czas to ukrywałaś- czy jasno nie komunikowałaś.
Dla niego zachowanie dziewczyny nie jest ok,dla kogoś innego będzie super, wiec niech jasno i dobitnie to wyjawi- albo zerwie przynajmniej jak go na to nie stać.
Od początku wydawało mi się, że jego zaangażowanie jest letnie, kolejne posty tylko to potwierdziły.
Nie kupuję bajki o toksycznosci dziewczyny- nie ingeruje ani w pracę, ani w znajomych, prawdziwie toksyczna relacja to tendencja do wchodzenia butami we wszystko- od pisania bloga do udawania ze lubię coś co partner - nie widzę tu tego.
serdeczna napisał/a:Jesteście ledwo rok, według mnie to za wcześnie, bo ledwo po roku nie można być niczego pewnym (właściwie to nigdy nie jest się niczego pewnym), przecież ten związek to nie jest związek na całe życie... (nie pytajcie mnie dlaczego tak uważam)
Nie ma sztywnych zasad, po jakim czasie ludzie mają, powinni ze sobą zamieszkać. Nie ma "za wcześnie", "najwyższy czas, bo jesteście już xxxx czasu". Każdy związek ma swoje tempo. Nigdy nie wiemy, czy nowo poznana osoba będzie TĄ na całe życie.
W przypadku autora, prawie wszystkie twierdzimy, że to się nie uda. On szuka ucieczki i chyba znalazł powód. Powinien być szczery z dziewczyną i jej powiedzieć o tym. Że jej oczekiwania go przerastają i ma obawy co do wspólnej przyszłości. Tylko szczerość.
Masz rację, tak samo z seksem. Nie ma "sztywnych ram czasowych kiedy i gdzie". Mówię o tym po prostu ze swojej perspektywy, według mnie jednak to za wcześnie ![]()
207 2017-08-25 14:42:07 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2017-08-25 14:44:55)
serdeczna napisał/a:Vito napisał/a:Koniec związku.
Chłopie, nie możesz robić nic wbrew sobie! Tylko niedojrzałe dziewczynki tupną nóżką i strzelą focha tylko dlatego, ze nie czujesz teraz pewności co do zamieszkania z nią pod jednym dachem. Normalna dojrzała dziewczyna w dodatku pewna siebie zrozumie to, ba! taka nigdy by Cie na coś takiego nie naciskała. Jesteście ledwo rok, według mnie to za wcześnie, bo ledwo po roku nie można być niczego pewnym (właściwie to nigdy nie jest się niczego pewnym), przecież ten związek to nie jest związek na całe życie... (nie pytajcie mnie dlaczego tak uważam)
Serdeczna, błagam zejdź z tej dziewczyny- jej prawo widzieć zwiazek tak a nie inaczej- Ona niczego nie ukrywa ze strachu że coś ja ominie!!!
A On tak- biega po sklepie z chwyconą parą dżinsów, bo moze ją kupi, a moze nie..
Jak masz takie doświadczenia ze zwiazku- to dlatego ze Sobie pozwoliłaś i pewnie przez jakiś czas to ukrywałaś- czy jasno nie komunikowałaś.
Dla niego zachowanie dziewczyny nie jest ok,dla kogoś innego będzie super, wiec niech jasno i dobitnie to wyjawi- albo zerwie przynajmniej jak go na to nie stać.
Od początku wydawało mi się, że jego zaangażowanie jest letnie, kolejne posty tylko to potwierdziły.
Co Ty pie**rzysz, za przeproszeniem. jego zaangażowanie jest letnie??? No rzeczywiście, kosztem własnego czasu chłopak mizia się z dziewczyną, która nie potrafi zrozumieć, ze on chce mieć choć 1 godzinę na przeczytanie książki. 1 godzinę dla siebie! Rozumiesz? Chłopak też sobie pozwala, tak jak ja kiedyś, dlatego mu radzę co ma zrobić - przeciwstawić się, nie mówię mu żeby z nią zerwał, tylko był stanowczy i konsekwentny! Ta dziewczyna strzela fochy o byle gówno i nie nawet nie raczy zrozumieć własnego chłopaka, bo ona chce inaczej. Tak go kocha, że nie daje mu wolności, nawet na godzinę! Dorośli ludzie mają masę spraw do załatwienia, a ona poza związkiem nie ma nic do załatwienia, bo czas poświęca tylko i wyłącznie chłopakowi i jemu każe to samo.
Od początku wydawało mi się, że jego zaangażowanie jest letnie, kolejne posty tylko to potwierdziły.
A może takie stało się z czasem, bo go zwyczajnie sobą zmęczyła? Jeśli ktoś ma potrzebę pobycia samemu ze sobą, ale ta potrzeba nie jest rozumiana i na dobrą sprawę nigdy nie zostaje zaspokojona, bo nawet jeśli się na tę chwilę samotności po cichu zdecyduje, to z poczuciem narażania się na nieuchronnego focha i pretensje szybko zaczyna kalkulować - wtedy rodzi się niemoc i wynikająca z niej niechęć, niekoniecznie zresztą do końca uświadomiona.
czy jak ktoś chce w związku czasu dla siebie, to jego zaangażowanie jest letnie?
Ela210 napisał/a:Od początku wydawało mi się, że jego zaangażowanie jest letnie, kolejne posty tylko to potwierdziły.
A może takie stało się z czasem, bo go zwyczajnie sobą zmęczyła? Jeśli ktoś ma potrzebę pobycia samemu ze sobą, ale ta potrzeba nie jest rozumiana i na dobrą sprawę nigdy nie zostaje zaspokojona, bo nawet jeśli się na tę chwilę samotności po cichu zdecyduje, to z poczuciem narażania się na nieuchronnego focha i pretensje szybko zaczyna kalkulować - wtedy rodzi się niemoc i wynikająca z niej niechęć, niekoniecznie zresztą do końca uświadomiona.
Dokładnie! Jak to się mówi, że jak dziewczyna podaje się na tacy chłopakowi, to on już nie ma na nią takiej ochoty. Podobnie jest z nimi, dziewczyna nie daje mu zatęsknić, chłopak ma ją na co dzień, a w tak świeżym związku to może zacząć szybko nudzić i wyczerpywać, bo nic już nie zaskakuje. Dziwne, że chłopak nie zaczął się rozglądać za innymi z tego przesytu...
A może takie stało się z czasem, bo go zwyczajnie sobą zmęczyła? Jeśli ktoś ma potrzebę pobycia samemu ze sobą, ale ta potrzeba nie jest rozumiana i na dobrą sprawę nigdy nie zostaje zaspokojona, bo nawet jeśli się na tę chwilę samotności po cichu zdecyduje, to z poczuciem narażania się na nieuchronnego focha i pretensje szybko zaczyna kalkulować - wtedy rodzi się niemoc i wynikająca z niej niechęć, niekoniecznie zresztą do końca uświadomiona.
W punkt.
Olinka napisał/a:A może takie stało się z czasem, bo go zwyczajnie sobą zmęczyła? Jeśli ktoś ma potrzebę pobycia samemu ze sobą, ale ta potrzeba nie jest rozumiana i na dobrą sprawę nigdy nie zostaje zaspokojona, bo nawet jeśli się na tę chwilę samotności po cichu zdecyduje, to z poczuciem narażania się na nieuchronnego focha i pretensje szybko zaczyna kalkulować - wtedy rodzi się niemoc i wynikająca z niej niechęć, niekoniecznie zresztą do końca uświadomiona.
W punkt.
Zatem jaki masz plan? Co chcesz zrobić? Widzisz Was "jutro"?
213 2017-08-25 14:54:17 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-08-25 14:54:42)
Nie mówię o ilosci poświecanego czasu dziewczyny, tylko o jego jakosci!
Naprawiać auto 3 godziny moze i uczynny Pan Kazio z parteru, ale czy to znaczy, ze kocha nad życie?
Nie jestem wyrocznią, dzielę się tym co widze w wypowiedziach Vita. I broń Boże nie każę Jemu sie zmieniać- tylko błagam o szczerość wobec siebie i niej.
ósemka napisał/a:Vito, Ty doskonale wiesz, co będzie jak zamieszkasz z kolegą, a nie z nią.
Koniec związku.
Zostań tam gdzie jesteś, dopóki nie będziesz pewny tego, czego chcesz.
Zgadzam się z Ela, poza tym ja wyczuwam ściemę w tym wszystkim.
Co, facet nie ma otworu gębowego żeby jej to wyjaśnić? Porozmawiać normalnie co mu nie pasuje?
Tu jest pewna niekonsekwencja bo z jednej strony autor jej tam nadskakuje ze wszystkim, a tu się przychodzi żalić, że mu laska NIE POZWALA czegośtam?
W ogóle co to znaczy nie pozwala? Nie potrafi jej powiedzieć "kochanie, dzis sie nie zobaczymy bo mam zamiar się pouczyć" i co ona mu zrobi? nawet jeśli jakimś cudem rzuci foszkiem to niech z nią pogada, że ma nie foszyć i tyle.
Ja w ogole nie ogarniam skąd część z was dorobiła do tego historię.
A autorowi to chyba pasuje bo znalazł dla siebie niezły argument żeby wyjść po angielsku ze swojego związku.
216 2017-08-25 15:24:53 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-08-25 15:26:22)
Od porad by porozmawiać przeszło płynnie do nieuchronności końca związku
Nie, ja akurat nie uwazam, ze to koniec zwiazku.
To jest najwyzsza pora by przestac sie bac i wlazic pod pantofel dziewczynie z wlasnej woli.
Zastanow sie co bedzie jezeli ona cie nie zostawi....
Chlopie, ty w koncu musisz sie jej przeciwstawic, bo ci w koncu jaja znikna.weż jeszcze uratuj to, co ci zostalo.
Nie boj sie jej urazic, nie boj sie kolejnych fochow - bo najgorsze co cie moze spotkac, to nie to, ze cie rzuci jak nie bedzie po jej mysli, tylko jezeli z toba zostanie bo NIGDY nie bedziesz mial odwagi sie jej przeciwstawic.
A wiesz co jest najsmieszniejsze? Ze wtedy tez cie rzuci, bo ŻADNA KOBIETA NIE SZANUJE FACETOW BEZ WLASNEGO ZDANIA.
Zgadzam się z Ela, poza tym ja wyczuwam ściemę w tym wszystkim.
Co, facet nie ma otworu gębowego żeby jej to wyjaśnić? Porozmawiać normalnie co mu nie pasuje?
Tu jest pewna niekonsekwencja bo z jednej strony autor jej tam nadskakuje ze wszystkim, a tu się przychodzi żalić, że mu laska NIE POZWALA czegośtam?
W ogóle co to znaczy nie pozwala? Nie potrafi jej powiedzieć "kochanie, dzis sie nie zobaczymy bo mam zamiar się pouczyć" i co ona mu zrobi? nawet jeśli jakimś cudem rzuci foszkiem to niech z nią pogada, że ma nie foszyć i tyle.
Ja w ogole nie ogarniam skąd część z was dorobiła do tego historię.
A autorowi to chyba pasuje bo znalazł dla siebie niezły argument żeby wyjść po angielsku ze swojego związku.
Ale autorowi zależy na niej, a nie potrafi jej powiedzieć co myśli, bo się boi, że ona się obrazi albo zakończy związek, gdy on ją na chwilę oleje, ot co.
A autorowi to chyba pasuje bo znalazł dla siebie niezły argument żeby wyjść po angielsku ze swojego związku.
Nie chcę wychodzić
Chcę spróbować najpierw to wszystko naprostować.
sosenek napisał/a:A autorowi to chyba pasuje bo znalazł dla siebie niezły argument żeby wyjść po angielsku ze swojego związku.
Nie chcę wychodzić
Chcę spróbować najpierw to wszystko naprostować.
No to teraz tak...
Czy uwazasz, ze twoja dziewczyna cie kocha? Czy sadzisz, że bierze pod uwage wasza wspolna przyszlosc? Zdarza jej sie robic jakies plany na ciut dalsza przyszlosc?
Zakladam, że tak, bo raczej nie pozwolilbys sie kastrowac komus, dla kogo jestes chwilowym epizodem w zyciu.
To teraz kolejne pytanie - czy naprawde uwarzasz, ze dziewczyna w szczesliwym zwiazku rzuci faceta TYLKO DLATEGO, ze postanowil spedzac czwartki samotnie w domu?
Czy w ogole widzisz jak to brzmi absurdalnie?
Oczywiscie, ze bedzie niezadowolona, ale ludzie nie koncza DOBRYCH zwiazkow z powodu takich problemow. To TYLKO bedzie niezadowolenie, ktore w koncu minie.
A ty bedziesz mial swoj "czwartek".
Nie wiesz jak z mieszkaniem? Niech to bedzie proba na poczatek - wyegzekwuj jeden dzien. To bedzie taki test przed wiekszya decyzja.
Ona jest mloda wiec jeszcze elastyczna psychicznie i nie bedzie opierac swoich decyzji na poprzednich niepowodzeniach, tylko na wizji polukrowanej przyszlosci.
Ona, jezeli jest w tobie zakochana i zalezy jej na tym zwiazku tak, jak tobie, to tak naprawde boi sie, ze ja zostawisz - tak samo jak ty. Nie zostawi cie TYLKO dlatego, ze chcesz jeden dzien dla siebie, ale bedzie sie fochowac by udowodnic sobie, ze jest dla ciebie tak wazna, ze zrezygnujesz dla niej z tego dnia.
Daj jej poczuc, ze chcesz wolnego dnia dla jej wlasnego komfortu - bys w czasie kiedy jestes z nia byl wypoczety i mogl sie w 100% skupic na niej a nie myslec o innych rzeczach. Daj jej cukierka, ktory jej to oslodzi.
I badz konsekwentny.
Vito, dziś jest dobra okazja żeby poćwiczyć organizowanie swojego czasu. Dziś w nocy jest gala bokserska, zakomunikuj ukochanej, że noc spędzisz z kumplami. A mieszkanie razem sobie odpuść. BANKOWO będzie moja ulubiona zagrywka toksycznych osób - kiedy będziesz wychodził z pracy masz do niej zadzwonić, że jesteś w drodze i o której godzinie dokładnie będziesz, a kiedy broń Boże będziesz miał się spóźnić, wtedy koniecznie masz telefonicznie zakomunikować, że jest korek, powódź, BOR z Macierewiczem wjechał w fiata lub jest Tsunami i trzęsienie ziemi. W przypadku niezakomunikowania ukochanej o powyższych faktach będzie awanturka, bo luba czeka z zegarkiem w dłoni i dokładnie liczy minuty:) Taki jeden przykład mieszkania z bluszczem (potwierdzone na własnym przykładzie). Ty myślisz, że teraz nie masz czasu dla siebie? A co Ty myślisz, że jak z nią zamieszkasz to koteczek da Ci w końcu odsapnąć?
Póki jej nie uświadomisz, że to co robi teraz jest złe i musi zmienić nastawienie to nie pakuj się w żadne wspólne mieszkanie chłopie.
P.S.
W sumie zamieszkaj! Wrócisz (tylko, że styrany i zdeptany psychicznie), założysz podobny temat i będzie co czytać i gwarantuje, że będzie dużo zabawniej.:)
Póki jej nie uświadomisz, że to co robi teraz jest złe i musi zmienić nastawienie (...)
Dodam od siebie, że ona może co prawda twierdzić, że taka potrzeba spędzania ze sobą ogromnej ilości czasu wynika z jej uczucia do Ciebie, dlatego chce Cię tak dużo mieć dla siebie, ale przypadkiem nie daj się na to nabrać - próba zawłaszczenia kogoś na wyłączność to przejaw toksyczności. Jeśli Ci na tym związku zależy, to bezwzględnie broń swojego terytorium, stawiaj granice, egzekwuj własne prawa. Prosto nie będzie, przyjemnie pewnie także nie, ale nie masz innego wyjścia, jeśli nie chcesz się udusić.
No zaraz zostanie wyciągnięta armata na muchę! ![]()
To co opisała V.było juz dość straszne a nawet ona zauwazyła, że na psycholkę to za mało.
To ja sie boję mysleć nawet, jakie Wy dziewczyny macie doswiadczenia.
Vito niech najpierw jasno przedstawi swoje stanowisko i zobaczy co będzie..
ano, potwierdze - na psycholke to jeszcze za malo
ale z drugiej strony to sie zaczyna od wydawaloby sie niewinnych rzeczy
np. wymuszanie seksu u mnie wygladalo tak, ze szanowny pan mowil jak to bardzo chce sie ze mna kochac, tak bardzo, ze sie nie moze powstrzymać - tak mnie pragnie bezgranicznie. i nie wazne ze mialam 39 stopni gorączki, gila do pasa, a kazdy dotych mojej skory wywolywal wrecz ból - jak to przy grypie - nawet ubrania mnie draznily. ale on tak mnie pragnął, ze musial sie kochać - nigdy przy tym nie uzywal sily, ani wyzwisk. i jak mowilan: rób co chcesz, to rzeczywiście robił, a ja leżałam jak kloda i tylko rozkladalam nogi...
dopiero po pewnym czasie sie zorientowalam,ze to ohydna manipulacja tylko ze w białych rękawiczkach
tak wiec zalecam ostrożność
ale nie każdy, kto stosuje takie chwyty od razu jest psychopata
Szczęśliwie w ogóle nie mam takich doświadczeń, ale znając siebie uciekałabym gdzie pieprzy rośnie, gdyby ktoś nie potrafił zrozumieć, że potrzebuję własnej przestrzeni. Ja jednak, choć skłamałabym twierdząc, że było tak zawsze, wyraźnie stawiam własne granice i to samo zalecam Vito.
Przyznam, że dziwi mnie, Elu210, że nie widzisz, że ta dziewczyna, pomijając jej niedojrzałość, ma ze sobą całkiem spore problemy i teraz przenosi je na Autora.
225 2017-08-25 22:29:59 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-08-25 22:30:44)
Szczęśliwie w ogóle nie mam takich doświadczeń, ale znając siebie uciekałabym gdzie pieprzy rośnie, gdyby ktoś nie potrafił zrozumieć, że potrzebuję własnej przestrzeni. Ja jednak wyraźnie stawiam własne granice i to samo zalecam Vito.
Przyznam, że dziwi mnie, Elu210, że nie widzisz, że ta dziewczyna, pomijając jej niedojrzałość, ma ze sobą całkiem spore problemy i teraz przenosi je na Autora.
Dlaczego? Bo czuje dysonans pomiędzy tym jak opisuje dziewczynę Vito, a tym, jak ona go "tłamsi" Tak naprawde z tego co powiedziała czyli faktów a nie z opisu VITA- czyli przekazu wtórnego- to usłyszałam tylko pretensje, ze nie czuje się pożądana wystarczajaco.
Coś czuję że Vito sam się tłamsi nie mówiąc o swoich potrzebach. Ja ich odbieram jako parę niedobraną w oczekiwaniach co do związku.Tylko nie wiem, czy Ona wie jakie sa jego oczekiwania- a nikt nie ma mocy siedzieć w czyjejś głowie.
Life is brutal i ludzie rozpychają sie w wspólnej przestrzeni jeśli czują że jest gdzie. Psycholstwo jest wtedy, gdy czując opór, manipulacjami próbuja postawić na swoim, wykorzystując czyjąś słabość.
Gdyby Vito napisał- włączyłem serial i poprosiłem o ciszę, a Ona zasłoniła TV tańcząc przed ekranem- to uznałabym ze coś jest nie tak.
Gdyby Vito napisał- włączyłem serial i poprosiłem o ciszę, a Ona zasłoniła TV tańcząc przed ekranem- to uznałabym ze coś jest nie tak.
A ja tego akurat nie uznałabym za manipulację, tylko za miłe kuszenie gościa, serial może poczekać, jak jest atmosfera... Ile ludzi, tyle poglądów...
Ogólnie to zgadzam się z Olinką - "uciekałabym gdzie pieprzy rośnie, gdyby ktoś nie potrafił zrozumieć, że potrzebuję własnej przestrzeni".
Ja uciekłam ostatecznie. Ale Autor ma jeszcze szanse się dogadać. Wszystko zależy od drugiej strony, jeśli faktycznie "bluszczowatość" wynika tylko z niedojrzałości i jest chęć i otwarcie na rozmowy, to ok. Jeśli tego nie ma, a jest "jedyna słuszna wizja związku", to niestety...
Ja nie uwazam jej za jakas bardzo toksyczna i zla osobe, ale jednak takie zachowanie jest meczace. U niej pewnie wynika to z tego ze to jej pierwszy zwiazek, nie ma ona raczej ani doswiadczenia ani dojrzalosci w tych kwestiach. Mocno sie zakochala, czuje silne emocje, na razie nie potrafi ich uspokoic i mysli ze jak facet kocha to powinien poswiecac jej kazda wolna chwile i jak na filmach zawsze byc w dobrym humorze i zawsze byc gotowym na seks. Nie mowie ze ona na pewno sie nie zmieni, bo moze tak, ale autor powinien powiedziec co o tym mysli. Nawet tak jak piszecie, zeby powiedzial ze np spedzi z nia duzo czasu, chetnie u niej zanocuje np w weekend, ale np w tygodniu w jakis chociaz jeden dzien zostanie w domu lub wyjdzie z kolega. Jak bedzie obrazona to jak i tak jej zalezy to raczej w koncu zrozumie.
Dlaczego? Bo czuje dysonans pomiędzy tym jak opisuje dziewczynę Vito, a tym, jak ona go "tłamsi" Tak naprawde z tego co powiedziała czyli faktów a nie z opisu VITA- czyli przekazu wtórnego- to usłyszałam tylko pretensje, ze nie czuje się pożądana wystarczajaco.
Tematy tak naprawdę są dwa - nieumiejętność otwartego komunikowania swoich potrzeb i wyznaczania własnych granic, co widzimy u Vito oraz osoba jego dziewczyny. Ja skupiłam się na niej i -
raz jeszcze powtórzę - uważam, że sama ze sobą ma spore problemy. Dlaczego? Bo dojrzały, zdrowy emocjonalnie człowiek nie uwiesza się na drugim, nie zabiera mu przestrzeni osobistej, potrafi zająć się sam sobą, ma jakieś zajęcia, w których się spełnia, własny świat, nie manipuluje za pomocą fochów i szantaży emocjonalnych, których celem jest, co zresztą doskonale jej wychodzi, zawłaszczenie partnera i niemal całości jego wolnego czasu. Ona zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak, który potrzebuje skupiać na sobie 100% czyjejś uwagi (tu wcale nie chodzi wyłącznie o wspomniane pożądanie), a jak tego nie dostaje, to tupie nóżką. Jakie mogą być tego powody, to zupełnie inna kwestia, ale niewątpliwie żaden normalny człowiek na dłuższą metę czegoś takiego nie wytrzyma.
Skutki tej toksyczności, bo nazywajmy rzeczy po imieniu, już widzimy - Vito wyraźnie czuje, że coś jest nie tak, ale na tyle mu na tym związku zależy, że jeszcze gotów jest z siebie rezygnować na rzecz zadowolenia partnerki. Tylko jak długo to potrwa i jakim kosztem? Moim zdaniem nie warto. Dlatego napisałam, żeby bronił swojego terytorium (czytaj: własnej przetrzeni i czasu na realizację własnych potrzeb, które wychodzą poza związek), stawiał granice i egzekwował własne prawa. Wbrew pozorom, to co się tam dzieje wcale nie jest takie niewinne, a z czasem może coraz bardziej narastać. Będę się upierać, że bez własnej przetrzeni i możliwości spędzania czasu po swojemu nie ma zdrowego związku, a tkwiąc w związku niezdrowym człowiek się po prostu unieszczęśliwia. On nie musi tego odczuwać od razu, początkowo może nawet zupełnie nie zdawać sobie z tego sprawy, ale z czasem zacznie się wycofywać, gasnąć, a frustracja i żal, a nawet złość, będą narastać.
Jak dla mnie Ona komunikuje się dość jasno- nie lubi sama siedzieć w domu- jak Vito nie przyjdzie np w sobotę, to ona pójdzie z kimś innym.
No nie wiem, czy to foch, czy stwierdzenie faktu..
Jemu się to nie podoba, uważa że dziewczyna chce nie wiadomo co mu pokazać a jak na mój gust to On czuje sie zmuszony do przyjscia bo nie chce by wychodziła bez niego. Po prostu mimo ze imponuje mu jej ekstrawertyzm, odmienna osobowość, wolałby by czasem była taka jak on- spokojnie posiedziała obok gdy on robi coś sam dla siebie.
Nie wiemy jaka atmosfera towarzyszy tym sporom czy ona bąknie parę słów w stylu- jak to nie chcesz, ty staruszku - i pójdzie sobie bez wiekszego problemu i urazy na drugi dzień, czy pójdzie sobie i obrazi się na tydzień. Bo wtedy może to być niefajne.
Ela, ja się znowu z Tobą zgadzam ![]()
"Jej nie podoba się, że w soboty ją zostawiam, bo ona wtedy "marnuje czas". Mówi, że nie lubi siedzieć sama. Ostatnio chce byśmy spędzali razem całe weekendy. Mówi, że jakby co, to inaczej je sobie zaplanuje - w domyśle jest zła, nie podoba jej się to i będzie mi pokazywała, że w takim razie ona z kim innym spędzi ten czas. Propozycja spędzenia tylko niedzieli ze sobą też by się źle przyjęła i skończyła tym, że w takim razie ona nie wie, czy w ogóle w niedzielę da radę."
Przeczytajcie jeszcze raz ile tu trybu przypuszczajacego i obaw Vita..
aktywna dziewczyna chce zaplanować cały weekend, a nie cały weekend uczepić sie Vita.
Kompromis może wygladać przecież tak, że 1 weekend spędzicie razem aktywnie, a inny spędzisz sam jeśli ją nosi i nie wysiedzi sama i będziesz miał czas zatesknić. Zaproponuj to bez owijania w bawełnę.
Jasno jej to powiedz i wtedy zobaczysz reakcję
"Jej nie podoba się, że w soboty ją zostawiam, bo ona wtedy "marnuje czas". Mówi, że nie lubi siedzieć sama. Ostatnio chce byśmy spędzali razem całe weekendy. Mówi, że jakby co, to inaczej je sobie zaplanuje - w domyśle jest zła, nie podoba jej się to i będzie mi pokazywała, że w takim razie ona z kim innym spędzi ten czas. Propozycja spędzenia tylko niedzieli ze sobą też by się źle przyjęła i skończyła tym, że w takim razie ona nie wie, czy w ogóle w niedzielę da radę."
Przeczytajcie jeszcze raz ile tu trybu przypuszczajacego i obaw Vita..
aktywna dziewczyna chce zaplanować cały weekend, a nie cały weekend uczepić sie Vita.
Kompromis może wygladać przecież tak, że 1 weekend spędzicie razem aktywnie, a inny spędzisz sam i będziesz miał czas zatesknić. Zaproponuj to bez owijania w bawełnę.
Elu, możliwe, że Vito na początku, tak zauroczony dziewczyną sam zabiegał o ten kontakt i w obawie przed jej stratą, spędzał z nią jak najwięcej czasu - tym samym wpędził się w sytuację, której zmienić nie potrafi. Opisał to jednak w sposób, który nasuwa inne wnioski i na nich skupiłam swoją uwagę.
W ogóle to myślę, że on nadal by sobie misiował, siedział do 22 każdego dnia, weekend i nie narzekał, gdyby nie pojawił się problem ze wspólnym zamieszkaniem - czego on nie chce. Czy podaje prawdziwe obawy, czy to strach przed poważną decyzją - to tylko on sam wie.
Otrzymał wiele różnych rad i w zależności od powodu, będzie mógł wybrać tę, która jest mu bliższa.
Ostatnia sytuacja.
W związku z pracą wyjechała na 4 dni (piątego wracała). Mieliśmy przez ten czas kontakt (telefoniczny, smsy i online). Zapytała się mnie jednego dnia, czy ma się nastawiać na wspólny weekend. Odpowiedziałem, że tak, że spotkamy się w piątek, w sobotę wrócę na trochę do siebie pouczyć się (zbliża się egzamin), a niedzielę spędzimy od początku ze sobą. Odpowiedziała, że w takim razie nie nastawia się na wspólny weekend. W rozmowie telefonicznej powiedziała, że jeżeli w sobotę mam wracać do siebie, to dla niej to będzie zmarnowana sobota i że lepiej się spotkać dopiero w niedzielę (już była niezadowolona), a ona dłużej zostanie tam gdzie jest i spędzi ten czas z koleżanką. Odpowiedziałem, że skoro tak przedstawia sytuację i ma czuć, że marnuje dzień, to faktycznie lepiej zobaczyć się w niedzielę. Dalej mieliśmy kontakt, ale było już mniej sympatycznie i dawała mi ciągle do zrozumienia że zobaczymy się dopiero w niedzielę. Nagle okazało się, że coś jej wypadło i że jednak musi wrócić w piątek (swoją drogą powód dla którego wróciła nagle gdzieś zniknął i już o nim później w ogóle nie wspominała). Zaczęła pytać o weekend, bo "chce sobie jakoś go zaplanować". Odpowiedziałem, że w piątek się zobaczymy, rano wrócę do siebie, całą sobotę przeznaczę na naukę, a niedzielę całą spędzamy razem.
Spotkaliśmy się w piątek, kupiłem kwiaty, chciałem ją zabrać na miasto (ale była zmęczona). Wieczór minął bardzo sympatycznie, rozmowa, opowiadanie o minionym tygodniu, przytulanie się, ciepłe słowa.
Rano pyta się, czy jeszcze w sobotę do niej przyjeżdżam, czy już w niedzielę. Odpowiedziałem, że już w niedzielę. Śmiertelnie się obraziła, nie chciała ze mną rozmawiać, wyganiała mnie wręcz, żebym jak najszybciej wychodził i nie marnował czasu. Powiedziała że niczego nie rozumiem i ona nie zamierza mi cały czas tłumaczyć, o co chodzi, że już się o nic nie będzie obrażała, już jej wszystko jest obojętne i nie chce jej się ze mną rozmawiać. Pojawiły się też aluzje, że co robiłem przez cały tydzień (skoro teraz muszę się jeszcze tyle uczyć) i uwagi odnośnie do mojej organizacji czasu.
Możecie nie wierzyć, ale naprawdę mam tyle nauki, że to nie jest żadna przykrywka dla wyjścia z kumplami na piwo. Ja potrafię nawet do 2 w nocy siedzieć. A skoro już stanęło na tym, że sobotę mogę całą na to przeznaczyć, to tak chciałem zrobić. To co teraz robię kosztuję mnie wiele wysiłku psychicznego i finansowego i nie mogę sobie pozwolić na odpuszczanie nauki. A niestety weekendy (kiedy nie ma pracy) są najlepszym momentem, aby solidnie przysiąść nad książkami.
Zamiast komentarza:
Andrzej Wiśniewski: Osoba, która mówi: ''Mam dość i nie wierzę, że nasz związek ma sens'', i nie odchodzi, dokonuje czegoś w rodzaju zamachu stanu i płynnie przechodzi na pozycję: ''Ja tu rządzę, a ty się teraz o mnie staraj, spróbuj mnie od tej decyzji odwieść, udowodnij mi, że ci zależy na mnie''. I ta druga osoba, bojąc się rozpadu związku, rzeczywiście zaczyna się bardzo starać. Zgaduje życzenia partnera, realizuje jego zachcianki, a tym samym poddaje się jego władzy.
Trzeba dużej dojrzałości, żeby takiej manipulacji nie ulec i mieć siłę powiedzieć partnerowi: ''OK, rozumiem, jest mi ciężko, nie przyjmuję tego, ale skoro podjąłeś taką decyzję, to idę sobie popłakać w kącie, ale ty jesteś wolny''.Agnieszka Jucewicz: To jest właśnie dojrzałość?
Jeśli zdefiniujemy dojrzałość jako dużą świadomość siebie, swoich słabych i silnych stron, potrzeb, posiadanie stabilnego, mocnego poczucia wartości i ważności, to tak.
Jeśli coś takiego w sobie mam, to potrafię zachować pewien dystans do partnera, ale też potrafię go przyjąć z różnymi jego kłopotami. Wtedy to, co on mówi i robi, nie zamienia się natychmiast w krytykę mojej osoby, nie jest interpretowane jako wymierzone przeciwko mnie. Potrafię się też obronić przed projekcjami partnera, przed nieprawdziwymi oskarżeniami. Związek jest w ten sposób chroniony przed trwaniem od kryzysu do kryzysu.
Niestety, wielu z nas ma duże problemy w osiągnięciu takiej postawy. Życie pokazuje nam, że ludzie mają dużą biegłość w przerzucaniu odpowiedzialności za kłopoty na swoich partnerów. Wszyscy to robimy, nawet terapeuci.
Ostatnia sytuacja.
W związku z pracą wyjechała na 4 dni (piątego wracała). Mieliśmy przez ten czas kontakt (telefoniczny, smsy i online). Zapytała się mnie jednego dnia, czy ma się nastawiać na wspólny weekend. Odpowiedziałem, że tak, że spotkamy się w piątek, w sobotę wrócę na trochę do siebie pouczyć się (zbliża się egzamin), a niedzielę spędzimy od początku ze sobą. Odpowiedziała, że w takim razie nie nastawia się na wspólny weekend. W rozmowie telefonicznej powiedziała, że jeżeli w sobotę mam wracać do siebie, to dla niej to będzie zmarnowana sobota i że lepiej się spotkać dopiero w niedzielę (już była niezadowolona), a ona dłużej zostanie tam gdzie jest i spędzi ten czas z koleżanką. Odpowiedziałem, że skoro tak przedstawia sytuację i ma czuć, że marnuje dzień, to faktycznie lepiej zobaczyć się w niedzielę. Dalej mieliśmy kontakt, ale było już mniej sympatycznie i dawała mi ciągle do zrozumienia że zobaczymy się dopiero w niedzielę. Nagle okazało się, że coś jej wypadło i że jednak musi wrócić w piątek (swoją drogą powód dla którego wróciła nagle gdzieś zniknął i już o nim później w ogóle nie wspominała). Zaczęła pytać o weekend, bo "chce sobie jakoś go zaplanować". Odpowiedziałem, że w piątek się zobaczymy, rano wrócę do siebie, całą sobotę przeznaczę na naukę, a niedzielę całą spędzamy razem.
Spotkaliśmy się w piątek, kupiłem kwiaty, chciałem ją zabrać na miasto (ale była zmęczona). Wieczór minął bardzo sympatycznie, rozmowa, opowiadanie o minionym tygodniu, przytulanie się, ciepłe słowa.
Rano pyta się, czy jeszcze w sobotę do niej przyjeżdżam, czy już w niedzielę. Odpowiedziałem, że już w niedzielę. Śmiertelnie się obraziła, nie chciała ze mną rozmawiać, wyganiała mnie wręcz, żebym jak najszybciej wychodził i nie marnował czasu. Powiedziała że niczego nie rozumiem i ona nie zamierza mi cały czas tłumaczyć, o co chodzi, że już się o nic nie będzie obrażała, już jej wszystko jest obojętne i nie chce jej się ze mną rozmawiać. Pojawiły się też aluzje, że co robiłem przez cały tydzień (skoro teraz muszę się jeszcze tyle uczyć) i uwagi odnośnie do mojej organizacji czasu.
Możecie nie wierzyć, ale naprawdę mam tyle nauki, że to nie jest żadna przykrywka dla wyjścia z kumplami na piwo. Ja potrafię nawet do 2 w nocy siedzieć. A skoro już stanęło na tym, że sobotę mogę całą na to przeznaczyć, to tak chciałem zrobić. To co teraz robię kosztuję mnie wiele wysiłku psychicznego i finansowego i nie mogę sobie pozwolić na odpuszczanie nauki. A niestety weekendy (kiedy nie ma pracy) są najlepszym momentem, aby solidnie przysiąść nad książkami.
Dlaczego jasno nie zaproponujesz że ten weekend chcesz np na naukę i nie mówisz "zobaczymy" tylko "zaplanuj to inaczej, beze mnie- cały nastepny jestem Twój." Sam sobie komplikujesz życie..
Dlaczego jasno nie zaproponujesz że ten weekend chcesz np na naukę i nie mówisz "zobaczymy" tylko "zaplanuj to inaczej, beze mnie- cały nastepny jestem Twój." Sam sobie komplikujesz życie..
Przecież teraz tak właśnie było.
"Powiedziała że niczego nie rozumiem i ona nie zamierza mi cały czas tłumaczyć, o co chodzi, że już się o nic nie będzie obrażała, już jej wszystko jest obojętne i nie chce jej się ze mną rozmawiać."
A wcześniej mówiła, że o co jej chodzi? Czego nie rozumiesz? W domyśle chodzi o to, że ona po prostu chce sobie zaplanować czas, czy jeszcze o coś innego?
Pokręcone to wszystko, faktycznie ona jest upierdliwa, a ty też bez jaj. Musisz być konkretny i konsekwentny w swoich decyzjach, ale też pogadaj z nią o tym zachowaniu, powiedz ze takimi fochami wprowadza ferment do waszego związku i swoim zachowaniem sprawia, ze wręcz odechciewa ci się z nią spotykać, może wtedy coś do niej dotrze. Ciężko ta komunikacja u was ![]()
239 2017-08-26 11:25:02 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2017-08-26 11:34:51)
Ostatnia sytuacja.
W związku z pracą wyjechała na 4 dni (piątego wracała). Mieliśmy przez ten czas kontakt (telefoniczny, smsy i online). Zapytała się mnie jednego dnia, czy ma się nastawiać na wspólny weekend. Odpowiedziałem, że tak, że spotkamy się w piątek, w sobotę wrócę na trochę do siebie pouczyć się (zbliża się egzamin), a niedzielę spędzimy od początku ze sobą. Odpowiedziała, że w takim razie nie nastawia się na wspólny weekend. W rozmowie telefonicznej powiedziała, że jeżeli w sobotę mam wracać do siebie, to dla niej to będzie zmarnowana sobota i że lepiej się spotkać dopiero w niedzielę (już była niezadowolona), a ona dłużej zostanie tam gdzie jest i spędzi ten czas z koleżanką. Odpowiedziałem, że skoro tak przedstawia sytuację i ma czuć, że marnuje dzień, to faktycznie lepiej zobaczyć się w niedzielę. Dalej mieliśmy kontakt, ale było już mniej sympatycznie i dawała mi ciągle do zrozumienia że zobaczymy się dopiero w niedzielę. Nagle okazało się, że coś jej wypadło i że jednak musi wrócić w piątek (swoją drogą powód dla którego wróciła nagle gdzieś zniknął i już o nim później w ogóle nie wspominała). Zaczęła pytać o weekend, bo "chce sobie jakoś go zaplanować". Odpowiedziałem, że w piątek się zobaczymy, rano wrócę do siebie, całą sobotę przeznaczę na naukę, a niedzielę całą spędzamy razem.
Spotkaliśmy się w piątek, kupiłem kwiaty, chciałem ją zabrać na miasto (ale była zmęczona). Wieczór minął bardzo sympatycznie, rozmowa, opowiadanie o minionym tygodniu, przytulanie się, ciepłe słowa.
Rano pyta się, czy jeszcze w sobotę do niej przyjeżdżam, czy już w niedzielę. Odpowiedziałem, że już w niedzielę. Śmiertelnie się obraziła, nie chciała ze mną rozmawiać, wyganiała mnie wręcz, żebym jak najszybciej wychodził i nie marnował czasu. Powiedziała że niczego nie rozumiem i ona nie zamierza mi cały czas tłumaczyć, o co chodzi, że już się o nic nie będzie obrażała, już jej wszystko jest obojętne i nie chce jej się ze mną rozmawiać. Pojawiły się też aluzje, że co robiłem przez cały tydzień (skoro teraz muszę się jeszcze tyle uczyć) i uwagi odnośnie do mojej organizacji czasu.
Możecie nie wierzyć, ale naprawdę mam tyle nauki, że to nie jest żadna przykrywka dla wyjścia z kumplami na piwo. Ja potrafię nawet do 2 w nocy siedzieć. A skoro już stanęło na tym, że sobotę mogę całą na to przeznaczyć, to tak chciałem zrobić. To co teraz robię kosztuję mnie wiele wysiłku psychicznego i finansowego i nie mogę sobie pozwolić na odpuszczanie nauki. A niestety weekendy (kiedy nie ma pracy) są najlepszym momentem, aby solidnie przysiąść nad książkami.
No i co? Ta dziewczyna to samolubny bluszcz, samo to ostentacyjne pokazywanie autorowi jak ona wszystko planuje to jedna wielka przykrywka dla jej niskiej samooceny. Obraża się, tupie nóżką, nie rozumie, że autor chce a nawet musi się uczyć! Przeciez gdy Vito zacznie z nią rozmawiać na poważnie o swoim problemie z nią to ona rzeczywiście z nim zerwie. Współczuję Vito.
Ta dziewczyna boi się samotności, jak nie chłopak to koleżanka, ktos zawsze musi przy niej być.
A wcześniej mówiła, że o co jej chodzi? Czego nie rozumiesz? W domyśle chodzi o to, że ona po prostu chce sobie zaplanować czas, czy jeszcze o coś innego?
Cały czas o to samo chodzi, że jest jej przykro, że z nią nie chcę się zobaczyć, że ona się nastawia na coś, a ja mam to gdzieś, że wolę zajmować się innymi sprawami. Wszystko to wina mojej złej organizacji czasu, że marnuję ten czas na pierdoły.
Jak powiedziałem, że związek to nie 24h ze sobą, to najpierw powiedziała, że wcale się tak nie widujemy (bo faktycznie w tym miesiącu akurat każde z nas gdzieś wyjeżdża, ale to wyjątek od reguły), a potem, że widocznie mamy inną wizję związku i że ona ze mną już nie ma o czym rozmawiać.
Dobra, zwracam honor
faktycznie to coś jej nie styka w łączach.
sosenek napisał/a:A wcześniej mówiła, że o co jej chodzi? Czego nie rozumiesz? W domyśle chodzi o to, że ona po prostu chce sobie zaplanować czas, czy jeszcze o coś innego?
Cały czas o to samo chodzi, że jest jej przykro, że z nią nie chcę się zobaczyć, że ona się nastawia na coś, a ja mam to gdzieś, że wolę zajmować się innymi sprawami. Wszystko to wina mojej złej organizacji czasu, że marnuję ten czas na pierdoły.
Jak powiedziałem, że związek to nie 24h ze sobą, to najpierw powiedziała, że wcale się tak nie widujemy (bo faktycznie w tym miesiącu akurat każde z nas gdzieś wyjeżdża, ale to wyjątek od reguły), a potem, że widocznie mamy inną wizję związku i że ona ze mną już nie ma o czym rozmawiać.
Zauważ Vito ze ona nawet nie próbuje Cię zrozumieć! Ta dziewczyna nie ma dla Ciebie krzty zrozumienia! Heloł! Gdzie jest wsparcie?
Dobra, zwracam honor
faktycznie to coś jej nie styka w łączach.
Witaj w obozie przeciwników dziewczyny ![]()
Ta dziewczyna boi się samotności, jak nie chłopak to koleżanka, ktos zawsze musi przy niej być.
Tak, mówi, że samotność, to najgorsze, co może być.
I w sumie trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić.
245 2017-08-26 11:48:09 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2017-08-26 11:54:58)
serdeczna napisał/a:Ta dziewczyna boi się samotności, jak nie chłopak to koleżanka, ktos zawsze musi przy niej być.
Tak, mówi, że samotność, to najgorsze, co może być.
I w sumie trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić.
Ale chłopie nikt nie mówi o byciu samotnym przez kolejne 20 lat, zamkniętym w domu bez bliskich! Ona boi się zostac sama nawet na kilka godzin! Jesli jedna sobota spędzona przez nią w domu, np. na czytaniu książki to marnowanie czasu, czytaj w domyśle, siedzenie w samotności, to coś z nią jest nie tak! Ona nie lubi samej siebie, nie lubi spędzać czasu sama ze sobą, to nie jest pewna siebie dziewczyna, to zakompleksiona panna z lękami.
Jesli młoda, piękna, podobająca się chlopakom dziewczyna mówi Ci że samotność to najgorsze co może być to zawiewa to desperacją!
Ale przecież o to chodzi! A niech pokazuje jak sie swietnie bawi, to moze w koncu naprawde nauczy sie swietnie bawic i nie bedzie uczepiona twojego ramienia 24/7.
A jak na razie to wychodzi z ciebie miękki... co to sie boi ksiezniczki nie urazic bo bedzie foch.
No i co z tego?
Ty naprawde uwazasz, ze ona cie rzuci z tego powodu? Czy co?
A nawet jakby i rzuciła z powodu fochnięcia się o jeden raz za dużo to o niej to też coś mówi i nie ma czego żałować
Naprawdę to nie jest normalne, by człowiek w wieku studenta był tak uzależniony od drugiego człowieka, że nie umie sobie sam w pojedynkę czasu zorganizować.
Vito, wspolczuje.
Twoja dziewczyna to skrajny dzieciak i egoistka. Jak mozna nie rozumiec, ze facet uczy sie do egzaminu??? Ja to bym nawet jeszcze dopingowala do tej nauki i kompletnie przestala zawracac glowy na kilka dni. A ta Twoja, zamiast tego, rzuca fochami i sie jeszcze obraza, ze nie jest po jejszemu. No bo ona jest najwazniejsza i Ty masz Pania Ksiezniczke zabawiac 24 godziny na dobe.
Wiesz co? Nawet jak ona jest niesamowita pieknoscia, to bym ja, brzydko mowiac, w dope kopnela jak daleko potrafi zaleciec.
Wcale tak nie było. Vito. Mieszałes w terminarzu tego weekendu. Byłeś się powiedzieć tak zaplanuj. Weekend sama.
Dziewczyna nie boi się samotności. Nie lubi być sama a to różnica.
To ty się. Boisz rozmowy. O wspólnym mieszkaniu (rozmowy i ujawnienia swojego stanowiska bo nie twierdzę że Powinieneś) i szukasz pretekstu by wymiksowac się z tego.
Uciekasz do przodu. Dziewczyny grają w to z Tobą ja za stara na to jestem. Ona mogłaby oczywiście wykazać więcej elastycznosci ale problem jest po Twojej stronie. Ale. Jak napisała Ósemka wybierzesz co chcesz
Jak dla mnie Ona komunikuje się dość jasno- nie lubi sama siedzieć w domu- jak Vito nie przyjdzie np w sobotę, to ona pójdzie z kimś innym.
No nie wiem, czy to foch, czy stwierdzenie faktu..
Wiele zależy od sposobu, w jaki dana informacja zostanie przekazana i co dzieje się potem, ale skoro Vito stwierdził, że to foch, o czym pewnie świadczy ton głosu, może mimika, może demontracyjna postawa, to ja nie mam powodu, aby mu nie wierzyć. Dla mnie jest to forma nacisku. To co zostało później dopisane, już tylko to potwierdza.
W odniesieniu do tego wszystkiego, co wcześniej napisałam - ani trochę nie zmieniam swojego zdania.
250 2017-08-26 12:31:14 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2017-08-26 12:43:55)
Wcale tak nie było. Vito. Mieszałes w terminarzu tego weekendu. Byłeś się powiedzieć tak zaplanuj. Weekend sama.
Dziewczyna nie boi się samotności. Nie lubi być sama a to różnica.
To ty się. Boisz rozmowy. O wspólnym mieszkaniu (rozmowy i ujawnienia swojego stanowiska bo nie twierdzę że Powinieneś) i szukasz pretekstu by wymiksowac się z tego.
Uciekasz do przodu. Dziewczyny grają w to z Tobą ja za stara na to jestem. Ona mogłaby oczywiście wykazać więcej elastycznosci ale problem jest po Twojej stronie. Ale. Jak napisała Ósemka wybierzesz co chcesz
Oczywiście, że boi się samotności. Skąd Ty takie zrozumienie czerpiesz dla niej, skoro nie ma ku temu żadnych podstaw? Vito nic nie namieszał, powiedzial jej kiedy się z nią spotka, przecież musi się uczyć a ona nawet go nie wspiera! Widzisz to? Uczyć sie do egzaminu czy olać egzamin i się miziac z bluszczem? Co wybierasz? Ona powinna zrozumieć, ze chłopak musi się uczyć i nawet sama go dopingować w tym a nie zarzucać mu ze nie chce się z nią spotkać bo woli robić co innego... ŻENADA
Btw. Ktos kto boi się być sam, boi się również samotności. Odwrotnie niekoniecznie.
251 2017-08-26 12:35:51 Ostatnio edytowany przez Olinka (2017-08-26 12:47:00)
Jak dla mnie Ona komunikuje się dość jasno- nie lubi sama siedzieć w domu- jak Vito nie przyjdzie np w sobotę, to ona pójdzie z kimś innym.
No nie wiem, czy to foch, czy stwierdzenie faktu..
Jemu się to nie podoba, uważa że dziewczyna chce nie wiadomo co mu pokazać a jak na mój gust to On czuje sie zmuszony do przyjscia bo nie chce by wychodziła bez niego. Po prostu mimo ze imponuje mu jej ekstrawertyzm, odmienna osobowość, wolałby by czasem była taka jak on- spokojnie posiedziała obok gdy on robi coś sam dla siebie.
Nie wiemy jaka atmosfera towarzyszy tym sporom czy ona bąknie parę słów w stylu- jak to nie chcesz, ty staruszku - i pójdzie sobie bez wiekszego problemu i urazy na drugi dzień, czy pójdzie sobie i obrazi się na tydzień. Bo wtedy może to być niefajne.
Owszem dziewczyna jasno komunikuje czego chce, tylko zauważ ze ona nie ma dla niego empatii, ma być tak jak ona chce, a jak tak nie jest to się obraza. Nie wspiera chłopaka, nie rozumie go i rości sobie prawa do jego wolnego czasu. Zero refleksji.
--------------
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim - stanowi to naruszenie Regulaminu Forum. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji "edytuj".
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka
252 2017-08-26 12:50:36 Ostatnio edytowany przez Vito (2017-08-26 12:52:59)
Wcale tak nie było. Vito. Mieszałes w terminarzu tego weekendu. Byłeś się powiedzieć tak zaplanuj. Weekend sama.
Słucham?
Od początku było ustalone, że widzimy się tylko w niedzielę.
Nagle ona pisze, że jednak będzie w piątek i jak wygląda weekend, więc odpowiedziałem że widzimy się w piątek i w niedzielę.
W którym miejscu mieszałem?
Nie mogę uwierzyć, że nie jest pewna siebie - jest atrakcyjna, podoba się facetom (i wie o tym), bez problemu nawiązuje z innymi kontakt, lubi przebywać w towarzystwie, jest wysportowana.
I to nie jest tak, że nie ma co ze sobą zrobić - jak ja w tym miesiącu wyjechałem, to każdego dnia miała umówione z kimś spotkanie.
253 2017-08-26 12:54:43 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-08-26 12:55:51)
(...) powiedziała, że (...) widocznie mamy inną wizję związku (...)
Fakt. Ty lubisz oddychać nie prosząc o pozwolenie.
(...) że ona ze mną już nie ma o czym rozmawiać.
Pytanie, które po takim stwierdzeniu ciśnie się na usta, a którego nie zadałeś, brzmi:
Czy to znaczy, że zrywasz ze mną?
(...) mówi, że samotność, to najgorsze, co może być.
I w sumie trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić.
Czym innym jest samotność, czym innym jest wymaganie, byś każdą chwilę spędzał z nią (z wyjątkiem tych minut/godzin/dni, na które ona wyrazi zgodę, byś był/żył osobno).
Jej zachowania wobec Ciebie nie jest nawet delikatnym wywieraniem wpływu, to szantaż emocjonalny bez białych rękawiczek. Jeśli nie zrobisz tego, czego ona chce, to będziesz katem, ona zawsze Twą ofiarą.
254 2017-08-26 13:18:50 Ostatnio edytowany przez serdeczna (2017-08-26 13:22:08)
Ela210 napisał/a:Wcale tak nie było. Vito. Mieszałes w terminarzu tego weekendu. Byłeś się powiedzieć tak zaplanuj. Weekend sama.
Słucham?
Od początku było ustalone, że widzimy się tylko w niedzielę.
Nagle ona pisze, że jednak będzie w piątek i jak wygląda weekend, więc odpowiedziałem że widzimy się w piątek i w niedzielę.
W którym miejscu mieszałem?Nie mogę uwierzyć, że nie jest pewna siebie - jest atrakcyjna, podoba się facetom (i wie o tym), bez problemu nawiązuje z innymi kontakt, lubi przebywać w towarzystwie, jest wysportowana.
I to nie jest tak, że nie ma co ze sobą zrobić - jak ja w tym miesiącu wyjechałem, to każdego dnia miała umówione z kimś spotkanie.
To o czym piszesz to tylko powierzchowność, którą Cie przyciągnęła. Im dluzej z kimś przebywasz, tym głębiej poznajesz człowieka. Ta dziewczyna dala Ci wystarczający powód by udowodnić Ci jaka właśnie jest. Oceniaj ją po tym jaka jest wobec Ciebie, czy Cie rozumie, czy Cie wspiera. Znasz ją rok, codziennie jesteście razem, teraz juz widzisz jakie szydło z wychodzi z tej atrakcyjnej dziewczyny.
255 2017-08-26 14:14:18 Ostatnio edytowany przez CatLady (2017-08-26 14:16:17)
Vito napisał/a:serdeczna napisał/a:Ta dziewczyna boi się samotności, jak nie chłopak to koleżanka, ktos zawsze musi przy niej być.
Tak, mówi, że samotność, to najgorsze, co może być.
I w sumie trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić.Ale chłopie nikt nie mówi o byciu samotnym przez kolejne 20 lat, zamkniętym w domu bez bliskich! Ona boi się zostac sama nawet na kilka godzin! Jesli jedna sobota spędzona przez nią w domu, np. na czytaniu książki to marnowanie czasu, czytaj w domyśle, siedzenie w samotności, to coś z nią jest nie tak! Ona nie lubi samej siebie, nie lubi spędzać czasu sama ze sobą, to nie jest pewna siebie dziewczyna, to zakompleksiona panna z lękami.
Jesli młoda, piękna, podobająca się chlopakom dziewczyna mówi Ci że samotność to najgorsze co może być to zawiewa to desperacją!
Przeczytałam cały wątek i przyznam, że jest fascynujący ![]()
Dziewczyna boi się samotności, bo źle ją rozumie. Dla niej kilka godzin spędzonych samotnie, to jest samotność - a tak nie jest. Samotność to jest stan długotrwały, stały, wręcz mogący wywoływać choroby. Niemożność spędzenia kilku godzin samej świadczy o głębszym problemie w niej, jakimś lęku przed byciem samą ze sobą. Samo to, że ona ma ten przymus planowania czasu, ciągle się to wyrażenie pojawiało: "zaplanuje sobie czas", "kwestia organizacji czasu" - tak jakby kilka godzin, które nie są zaplanowane przerażało ją. Zawsze musi ktoś być przy niej, czy to partner, czy koleżanki, ona zawsze musi coś robić, gdzieś być czymś aktywnym się zajmować, zawsze z kimś. Nawet film musi być obejrzany z kimś. To wszystko ma, moim zdaniem, podłoże lękowe.
To nie jest kwestia ekstrawertyzmu, bo nawet ekstrawertycy potrzebują czasem odpocząć i nie wpadają w panikę, gdy tylko zostaną sami w domu na jeden dzień. To tak jakby patrzeć na introwertyka: czym innym jest poczucie dyskomfortu w dużej grupie i chęć, by po tak spedzonym dniu odpocząć, a czymś innym jest lęk, który nie pozwala z tą grupą w ogóle się spotkać, w ogóle przebywać w grupie, odezwać się, rozmawiać z ludźmi. Pierwsze to introwertyzm, drugie fobia społeczna. Ta dziewczyna to nie jest ekstrawertyczka, która lubi towarzystwo - ta dziewczyna ma jakieś stany lękowe odnośnie bycia samą. Tak to widzę po przeczytaniu całego wątku na raz. Normalny ekstrawertyk nie miałby problemu spędzić soboty czytając książkę lub idąc na spacer. Ona wpadła w złość, bo pewnie bała się, że nie uda jej się zorganizować towarzystwa na tę sobotę i co? Sama! Zmarnowany czas!
To w niej jest problem. I to nie jest kwestia wyłącznie tego, że ona jest młoda i niedoswiadczona. Nawet młode dziewczyny czasem chcą być z partnerem, czasem z koleżankami, a czasem same. Dla niej bycie samą nie jest opcją, wywołuje złość, panikę, lęk.
Zgadzam się też np z Elą - brak tu komunikacji. Cokolwiek jest z tą dziewczyną, autor ma problem z jasną komunikacją. "Potrzebuję czasu", "chcę się uczyć/spotkać z kumplem", albo "lubię mieć czas tylko dla siebie" - nic nie pada z jego strony, autor pozwala się wciągać w jej fochy.
To, że panna jest ładna i wie, że podoba się facetom, nie musi oznaczać, że jest pewna siebie. Może być wręcz odwrotnie: może chcieć się podobać, by podnieść swoją pewnosć siebie. Może odsawiać szopkę, by taką się wydawać, a jak zostanie sama ze swoimi myślami, to nagle ją dopada rzeczywistość, nagle siebie słyszy, co naprawdę o sobie myśli...
Mój były na początku związku zachowywał się lekko jak desperat, ale uznałam, że zależy mu aby zrobić dobre wrażenie, że po prostu zabiega. Chciał się spotykać ze mną dość często, mówił że ładuję jego akumulatory. Wysyłał wiadomości bez żadnych nacisków, dzwonił przynajmniej dwa razy w ciągu dnia, żeby się wygadać i pogadać. Czasem słyszałam od niego zdania typu: "Jak się jest w małżeństwie to już nie ma się czasu na koleżanki czy kolegów" Dziwiło mnie to, bo byliśmy na początku poznawania się dopiero, a czułam się zamykana w klatce.
Szczerze, przyzwyczaiłam się do tego i gdy zaczęły się moje wymagania to było gorzej. Odmawiał mi spotkań czasem z głupich powodów. Był często zmęczony, chory albo obolały a prawie nic nie robił, nie pracował. Dla mnie pewnie czasem udawał a intuicja kobieca rzadko zawodzi ![]()
Moim zdaniem zastanów się czy chcesz związku takiego na poważnie, czy jesteś gotowy. Jeśli masz poczucie, że coś tracisz (sama nie wiem czemu) to weź to zakończ. A takie fochowanie się czy robienie po złośliwości to nie ma sensu i taki związek być może przetrwa, ale będzie to narastać jak nie wypracujecie WSPÓLNIE jakiegoś "stylu związku."
Żeby nie skończyło się jak w tym wierszu o Czapli i Żurawiu: ![]()
Tak już chodzą lata długie,
Jedno chce - to nie chce drugie,
Chodzą wciąż tą samą drogą,
Ale pobrać się nie mogą.
serdeczna ku napisał/a:Vito napisał/a:Tak, mówi, że samotność, to najgorsze, co może być.
I w sumie trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić.Ale chłopie nikt nie mówi o byciu samotnym przez kolejne 20 lat, zamkniętym w domu bez bliskich! Ona boi się zostac sama nawet na kilka godzin! Jesli jedna sobota spędzona przez nią w domu, np. na czytaniu książki to marnowanie czasu, czytaj w domyśle, siedzenie w samotności, to coś z nią jest nie tak! Ona nie lubi samej siebie, nie lubi spędzać czasu sama ze sobą, to nie jest pewna siebie dziewczyna, to zakompleksiona panna z lękami.
Jesli młoda, piękna, podobająca się chlopakom dziewczyna mówi Ci że samotność to najgorsze co może być to zawiewa to desperacją!
Przeczytałam cały wątek i przyznam, że jest fascynujący
Dziewczyna boi się samotności, bo źle ją rozumie. Dla niej kilka godzin spędzonych samotnie, to jest samotność - a tak nie jest. Samotność to jest stan długotrwały, stały, wręcz mogący wywoływać choroby. Niemożność spędzenia kilku godzin samej świadczy o głębszym problemie w niej, jakimś lęku przed byciem samą ze sobą. Samo to, że ona ma ten przymus planowania czasu, ciągle się to wyrażenie pojawiało: "zaplanuje sobie czas", "kwestia organizacji czasu" - tak jakby kilka godzin, które nie są zaplanowane przerażało ją. Zawsze musi ktoś być przy niej, czy to partner, czy koleżanki, ona zawsze musi coś robić, gdzieś być czymś aktywnym się zajmować, zawsze z kimś. Nawet film musi być obejrzany z kimś. To wszystko ma, moim zdaniem, podłoże lękowe.
To nie jest kwestia ekstrawertyzmu, bo nawet ekstrawertycy potrzebują czasem odpocząć i nie wpadają w panikę, gdy tylko zostaną sami w domu na jeden dzień. To tak jakby patrzeć na introwertyka: czym innym jest poczucie dyskomfortu w dużej grupie i chęć, by po tak spedzonym dniu odpocząć, a czymś innym jest lęk, który nie pozwala z tą grupą w ogóle się spotkać, w ogóle przebywać w grupie, odezwać się, rozmawiać z ludźmi. Pierwsze to introwertyzm, drugie fobia społeczna. Ta dziewczyna to nie jest ekstrawertyczka, która lubi towarzystwo - ta dziewczyna ma jakieś stany lękowe odnośnie bycia samą. Tak to widzę po przeczytaniu całego wątku na raz. Normalny ekstrawertyk nie miałby problemu spędzić soboty czytając książkę lub idąc na spacer. Ona wpadła w złość, bo pewnie bała się, że nie uda jej się zorganizować towarzystwa na tę sobotę i co? Sama! Zmarnowany czas!
To w niej jest problem. I to nie jest kwestia wyłącznie tego, że ona jest młoda i niedoswiadczona. Nawet młode dziewczyny czasem chcą być z partnerem, czasem z koleżankami, a czasem same. Dla niej bycie samą nie jest opcją, wywołuje złość, panikę, lęk.
Zgadzam się też np z Elą - brak tu komunikacji. Cokolwiek jest z tą dziewczyną, autor ma problem z jasną komunikacją. "Potrzebuję czasu", "chcę się uczyć/spotkać z kumplem", albo "lubię mieć czas tylko dla siebie" - nic nie pada z jego strony, autor pozwala się wciągać w jej fochy.
To, że panna jest ładna i wie, że podoba się facetom, nie musi oznaczać, że jest pewna siebie. Może być wręcz odwrotnie: może chcieć się podobać, by podnieść swoją pewnosć siebie. Może odsawiać szopkę, by taką się wydawać, a jak zostanie sama ze swoimi myślami, to nagle ją dopada rzeczywistość, nagle siebie słyszy, co naprawdę o sobie myśli...
To samo miałam na myśli, dokładnie to wyjaśniłaś CatLady. To całe planowanie... Od początku było podejrzane i nienormalne. To tylko taka przykrywka dla kompleksów u lęku.
Vito, weź ją spróbuj załatwić jej własną bronią. Będzie miała pilny wyjazd lub naukę do egzaminu? Strzel focha, że akurat w ten czas zaplanowałeś spędzić czas razem i basta. Swoją drogą to wracaj do książek, jest sobota i masz się uczyć.
Co Twoja gwiazda dziś porabia kiedy Ty jesteś u siebie?
259 2017-08-26 15:32:08 Ostatnio edytowany przez Vito (2017-08-26 15:32:50)
Co Twoja gwiazda dziś porabia kiedy Ty jesteś u siebie?
Nie mam pojęcia, już nie chciała ze mną rozmawiać, tylko żebym jak najszybciej wyszedł.
Jej milczenie stanowi pewien rodzaj kary wymierzonej w Ciebie, przerzucanie na Ciebie odpowiedzialności za jej odczucia - wpędzenie Ciebie w poczucie winy, za to co się stało.