Słuchajcie, ostatnio
Co za pech...spotkaliśmy się na mieście z jego znajomym który był żona i dziećmi. My nie wychodzimy razem tak często, a jak już to ja ten czas chce spędzić z nim, a nie przydupasami. Poza tym szliśmy w nasze ulubione miejsce gdzie trzeba być do określonej godziny bo potem nie ma miejsc. Koniec, końców, tamten znajomy zaproponował żebyśmy razem usiedli w barze, dzieci były nieznośne, jedzenie nie dobre (nic nie zamówiłam) zrobiło mi się przykro. Nagle jak gdyby nigdy nic wstałam, powiedziałam, że miło poznać, ale umówiłam się z koleżanką i już jestem spóźniona, on chyba nie do końca rozumiał co słyszy, ale poparł, że faktycznie i wyszliśmy. Nawet to wyszło dość naturalnie i elegancko.
Ale po wyjściu zebrało mnie na takie emocje, ostatecznie mocno się poryczałam, wściekłam o całokształt. Ogólnie ostatnio dość często chciało mi się płakać, są egzaminy i oczekiwanie na wyniki, do tego ostatnio w pracy trochę mi gorzej z nową ekipą, chyba rzucę to w cholerę. A ja tak mam, że wszystko odreagowuje płaczem, nie drę się, nie czepiam nikogo, nie żale na nic. Aż w końcu jak mi się uzbiera to wyję jak bóbr nawet kilka dni. To są takie chwilowe załamania nerwowe, ale wyglądam wtedy jak cień samej siebie. O tym, że tak mam wie garstka osób, w tym on. Bo dużo razem przebywamy rozmawiamy, bywa u mnie w domu, ja u niego. Jedyne co wtedy chciałam to wrócić do domu, pobyć sama. On to wyczuł, odprowadził mnie do taxi, zapłacił. Był opanowywany, bez emocji, Pocałował mnie w czoło. W domu płakałam jeszcze więcej, że po takiej sytuacji to jest koniec. Następnego dnia, jak już mimo wszystko było mi lepiej, napisałam, że przepraszam, że się tak zachowałam, że sprawiłam kłopot itd... Tak ogólnie to jakoś nie miałam odwagi się spotkać. Ale przełamałam się pierwsza napisałam, spotkaliśmy się. Starałam się to jakoś wytłumaczyć, najechałam na niego, o to spotkanie z jego znajomym i rodziną że byłam w niezręcznej sytuacji.
On ogólnie mówił, coś w stylu nie róbmy burzy w szklance wody. Zresztą Ci ludzie nie są jego dobrymi znajomymi, tylko mieszkają w innym mieście, dawno się nie widzieli i tak wyszło.
Nie chce go odcinać od znajomych, ale ja po prostu nie jestem osobą która odnajdzie się w każdym towarzystwie, wręcz przeciwnie dla mnie poznawanie nowych ludzi jest stresujące, potrzebuje czasu, lepiej mi w kameralnym gronie. Co mnie cieszy to, że większość jego kolegów nie ma żon, albo są po rozwodach, albo się nie ożenili. Wyjątki, gdzie mają takie standardowe rodziny i ja wole żeby po prostu kumplował się z takim towarzystwem które ja zaakceptuje.
On znów i jego koledzy mają dość złe zdanie o moich rówieśnikach, że mają pusto we łbach. On ponoć zmienił zdanie jak mnie poznał, że jednak zdarzają się fajni, normalni ludzie nawet dziewczyny
No nie wiem co z tego będzie. Ja bym bardzo chciała, ale właśnie czuje, że takie zachowania emocjonalne są na moją niekorzyść
P.S: Ale tak w ogóle odniosę się ogólnie do tych mądrych postów co tu napisaliście, ogólnie na temat, roli mężczyzny kobiety, o feminizmie i nie tylko.
Otóż ostatnio miałam frajdę, bo pomagałam znajomym sprzątać domki letniskowe i kilka egzemplarzy 50 twarzy Greya poszło z dymem, normalnie wyżywałam się na tych książkach, zniszczyłam je kompletnie, wylewałam na nich środki chemiczne, darłam kartki, dziurawiłam długopisem, co mi nie chciało to spaliłam – uważam, że te książki, trzeba doszczętnie wyniszczyć spalić, co do egzemplarza. Ogólnie to tego nie czytałam – ale wiem o czym to jest i to mi wystarczy. Kto napisał te gnioty powinien zostać przebadany psychiatrycznie, i mieć zakaz publikowania czegokolwiek do końca życia. Po co tak psuć ludzi, taką ciemnotę, taki debiizm, taki psychopatyzm szerzyć.
Wg mnie tacy ludzie jak fikcyjny Grey powinni być zwyczajnie poddawani eutanazji jak chore nieuleczanie zwierzęta. Bo sorry, ale dla takich ludzi nie ma miejsca, zero zrozumienia. To są podludzie, niegodni żeby obcować chociażby ze zwierzętami. Takich zboczeńców powinno się normalnie lwom na pożarcie dawać. Bo po co tacy zboczeńcy mają kobiety krzywdzić?
Mogę zrozumieć homoseksualistów, ludzi bi, Anne Grodzką, ludzi żyjących w trójkątach to jest ok. Ale ludzie którzy mają coś z Greya mnie brzydzą, boję się takich zboczeńców, unikam ich bo to chore psychicznie i fizycznie, jakieś trefne.
Więc jeżeli facet proponuje BDSM to znaczy, że jest ścierwa, śmieć nie facet, i trzeba go poskromić o co nieco, jedne zboczeniec mniej to zawsze coś. I właśnie w takich sytuacjach rodzą się we mnie największe feministyczne odruchy. Przecież ta aktorka co gra z Greyem, jak ona może na siebie patrzeć, swoją rolą psuje kobiety bo uczy je uległości, żeby były głupie, naiwne, podatne na manipulacje i dewiacje. I przykre bo tego gniota napisała kobieta, ja bym w ogóle ją przebadała czy to jest kobieta czy jakieś inne coś....
Ja nie mówię, czasem kobiety potrzebują żeby to facet przejął inicjatywę, zarządził, żeby to facet był tym silniejszym który poprowadzi za którego można się schować, przy którym można czuć się bezpiecznie. Ale to musi być facet z jajami, a nie wydmuszka z niewiadomo czym.
No ale, ogólnie w temacie. Dobranoc