netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

72 odpowiedzi8 952 wyświetleniazałożony przez Perełka_niebieska, 08.06.2017

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 73 ]

1

Temat: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Witam!

Kurczę, nie wiem jak zacząć. Może, po prostu cześć Wszystkim!
Co do mojego wieku: spokojnie mieszczę się w przedziale 20-24 lat.
No to na tyle by było wstępu.
Daje, mój problem:

Powoli zaczynam się przyzwyczajać, że jest taka opcja, że po prostu będę singielką w 50% z wyboru w drugim 50% -bo tak wyszło. A może jednak, nie, bo będę w związku. To też jakaś myśl, tylko, że bardzo trudna do zrealizowania.
Bo po pierwsze, jestem feministką i mam radykalne poglądy na pewne sprawy. Nie będzie mi żaden ,,mały mężczyzna'' rządził, rozkazywał, i nie wiadomo co wymagał. Nie zamierzam się dostosowywać, ustępować, chadzać na zgniłe kompromisy itp idiotyzmy. Taki przykład z dziś, jestem w galerii handlowej, w butiku, coś tam mierze, obok mnie dziewczyna nie wiele ode mnie starsza, a już z dzieckiem ze 4 lata, i facetem. Ten syn niegrzeczny, lata po całym sklepie, jej partner jak mniemam ojciec dziecka, ma na to wyeb...i jeszcze strzela focha, że ona tak długo mierzy, a ona w jakiejś za ciasnej kiecce jeszcze szuka dziecka po sklepie. Nie kupiła w końcu nic bo ta sukienka która była ładna, to za droga. Słuchajcie ja na jej miejscu wpadłabym w taką wściekłość, że kamień na kamieniu by nie pozostał, mi jako feministce zwyczajnie scyzoryk się w kieszeni otwiera, jak widzę takie sytuacje. No a ja, właśnie wzięłam wypłatę, zaszalałam, byłam u kosmetyczki, spędziłam kilka godzin w galerii handlowej, kupiłam sobie fajne rzeczy i jeszcze mi reszta została. I o to mi właśnie chodzi, mam całkowitą wolność, mogę sobie kupić co mi się podoba i nikt nie ma prawa mi słowa powiedzieć, bo to są moje decyzje i moje życie. Boje się związku, bo nie chce właśnie tak beznadziejnie skończyć, poza tym nie lubię dzieci i raczej nie chce własnych. Brzydzi mnie to jak żyje w Polsce wiele pseudo rodzin. Sorry, że tak ostro, ale pisze co czuje.
Jeżeli mowa o facetach...
W sumie do to mam prawie pustą kartę. Z wyjątkiem... jednego- aktualnego. To bez wątpienia moja pierwsza miłość. W sumie to ja nie lubię facetów, mam do nich dystans. Szczególnie stronie od rówieśników z którymi nie mam wspólnych tematów, źle się czuje w ich towarzystwie, to są takie dwa inne światy, że szok. M jest starszy trochę więcej niż 10 lat. To duży plus. Poza tym jest po rozwodzie i jest wojskowym. Nie jest narwanym szowinistą, co na gwałt chce rodzinę i dzieci, wręcz przeciwnie, ceni sobie wygodne życie. Konkret. Najważniejsze, nie jest typem nieudacznika który jest zazdrosny jak błazen, o seksowne ubrania, o kolegów z roku, o dyskoteki (na które i tak nie chodzę) to jest typ prawdziwego macho, on na takie pierdoły nie zwraca uwagi. Każdy mieszka u siebie, czasem ja nocuje u niego, rzadziej on u mnie. Mamy podobne poczucie humoru, podobne zainteresowania, poglądy. Ale też na co dzień każdy z nas ma swoje życie, małżeństwo, czy jakiekolwiek dzieci, bardzo by nam skomplikowały, utrudniły i zatruły życie. Dlatego usunęłam. Od tamtej pory, nie do końca sobie radzę. Jestem pewna, że go kocham, mimo, że czasem bywa despotą, że nie znosi sprzeciwu, że ma słabość do alkoholu i kobiet. Zależy mi na nim, na naszej relacji. Tyle, że ja nie dorosłam do tej decyzji o poważnym związku, nie wyobrażam sobie siebie w roli żony, na razie, w przyszłość pewnie mogłabym być, ale po warunkiem, że po ślubie nie wiele by się zmieniło. Nie zamierzam uczyć się gotować, być ostoją rodziny. Ja w sumie jeszcze sama siebie nie utrzymuje, pomagają mi mama i dziadkowie. Moja pensja idzie na moje potrzeby i jeszcze coś zaoszczędzę. Nie ma większych obowiązków i zobowiązań, Lubię zorganizować wszystko tak by mi było po prostu wygodnie. Jestem zwolenniczką prostych rozwiązań. Jemu w sumie też pomagają, ale to jest inaczej bo on ma duże mieszkanie, stabilną pracę. Na razie mówi, że dobrze jest jak jest. Ale co będzie jak mu się odmieni, jak będzie chciał założyć rodzinę? Mieć dzieci? Ja się nie zamierzam do niczego zmuszać. Ja go nie chce przetrzymywać, nie chce żeby mi kiedyś wypominał, że prze-zemnie nie ma dzieci, czy ze nie zdążył się ożenić, założyć rodziny czy coś. W sumie to moja rodzina go prawie nie zna, ja im często coś o nim opowiadam jak o przyjacielu, ale nie wiedzą, że praktycznie żyjemy razem. Moi znajomi go znają, nie mam problemu przed rówieśnikami, którzy nie są dla mnie autorytetami i nie obchodzi mnie co o nas myślą. Ale rodzice to co innego, rodzice są bardzo ważni, jacy by nie byli. Robię grunt. On uważa, że nie muszę na razie nic mówić, po co komplikować. I tak, żyjemy razem bez żadnych kroków na przód, on kiedyś się chciał mną pochwalić przed rodziną to mnie zaprosił. Czasem czuje się jak maskotka, w rękach innych. I czuje, ze to moja wina wszystko, że nie potrafię stworzyć innej relacji, że jestem rozchwiana emocjonalnie, że wewnętrznie jestem dzieckiem. Ale co z nim? Tu mi na nim zależy, ale robię krok w przód i dwa w tył.
Co ja robię źle?

2

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

big_smile big_smile big_smile

do kitu ten troll!!! hahahah

3

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Witaj,

Też jestem feministką ale chyba mam jakąś totalnie odmienną definicję feminizmu tongue

Perełka_niebieska napisał/a:

Witam!


  Od tamtej pory, nie do końca sobie radzę. Jestem pewna, że go kocham, mimo, że czasem bywa despotą, że nie znosi sprzeciwu, że ma słabość do alkoholu i kobiet. Zależy mi na nim, na naszej relacji. 
Co ja robię źle?

Zdajesz sobie sprawę, że powyższy cytat w pełni zaprzecza ideologi feminizmu, którą się legitymujesz?

A tak pozatym w moim odczuciu faktycznie jesteś zagubiona i coś powoduje u cb. lęk przed zaangażowaniem się w konkretną relację.

Ja też tak mam i również przeważnie nie mam o czym gadać z facetami w moim wieku.
To jednak nie oznacza, ze zabieram się za pierwszego lepszego, starszego od siebie erotomana.

Może tobie zależy na zabawie?
A może masz jakiś obraz mężczyzny z przeszłości, który nie pozwala ci na nawiązanie bliższej relacji?

Ja bym proponowała wybrać się do psychologa, ponieważ czuję że twój problem ma głębsze dno.

Na koniec-związek pomiędzy Tobą a tym facetem jest bez przyszłości-zdajesz sobie z tego powodu sprawę?

Przemysł sobie to wszystko na spokojnie.

Pozdrawiam cię serdecznie smile

4

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Coś, jakby Ludmiłła albo Kammiś wróciły z nową twarzą.
Taka niezależna, jej zdaniem. I z dzieciowstrętem.
Ważne, że jest aktualnie maczo, przy którym jednak, feminizm Autorki ulatuje w Kosmos.
Po co więc pytanie o widoki na "poważny związek", skoro nie wie ona sama, jak miałby on wyglądać?
Troll, czy nie, czarno widzę, gdy poza ważniejsza jest od pragnienia rozpoznania własnych potrzeb.

5

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

powtarzam juz od dawna: kiepskie te trolle, żadnej inwencji, kreatywności
ciagle te same, odgrzewane kotlety

trollu! wcale nie zachecasz do komentowania
ogarnij sie!

6

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Skrypt forum umożliwiający wyświetlanie reklam czasem płata figle. Wchodzę tu, a w oczy bije reklama "wielka księga cipek" - przecena... lol

7

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

było.............

8

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Zostaw biednych mężczyzn w spokoju. Skoro ich nie lubisz i się z nimi nie liczysz to sugeruję zostać wieczną singielką ew. zakonnicą.

" Nie zamierzam się dostosowywać, ustępować, chadzać na zgniłe kompromisy itp idiotyzmy" - życie i związki to sztuka kompromisu. Nie potrafisz, daj sobie spokój.

"Ale też na co dzień każdy z nas ma swoje życie, małżeństwo, czy jakiekolwiek dzieci, bardzo by nam skomplikowały, utrudniły i zatruły życie" - oczekujesz tyko przygodnego zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych, a nie partnera.

To chyba na tyle.

9

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

10

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Trolliszcze big_smile

11

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Może nadałam zły tytuł. Ale wczoraj to nie był dobry czas na kojarzenie czegokolwiek.
Tytuł : Czy kobieta która zraziła się do mężczyzn ma szanse na związek i miłość - jest za długi.

Praktycznie cala moja rodzina opiera się na kobietach, gdyby nie one czarno to widzę. Ojciec mnie prostu olewał, a mamie wiele rzeczy utrudniał. W konsekwencji  nas zostawił. Nie pomagał w moich wychowaniu. I Całe szczęście, obyło się. Ostatecznie zostałyśmy same i mama wychowała mnie sama. W tym czasie jeszcze kończyła studia, niczego mi nie brakowało, ani ładnych ubrań, ani zabawek, co roku jeździliśmy na wakacje. Także, po prostu uważam, że rola męża i ojca jest mocno przeceniona. Kobiety same całkiem nieźle sobie radzą. Moje koleżanki niektóre wręcz mi zazdrościły, bo ich rodzicie się często bili, kłócili, nie miały w domu spokoju. I niby powinny być szczęśliwsze bo miały pełne rodziny. Ogólnie od małego mężczyźni mnie zawodzili, ojciec, dziadek, o facetach nauczycielach nie wspomnę, zawsze miałam u nich przechlapane, odwrotnie u pań nauczycielek, byłam ulubienicą, były ostrzejsze, ale lepiej do mnie trafiały. Użyłam w tytule słowa feministka bo nie wiem, jakie inne mogłoby je zastąpić, jeżeli takie znacie to mnie poprawcie. Na fitness, lekcje tańca, chodzę wyłącznie do kobiet. Moja instruktorką jazdy też jest kobieta, że o ginekologu nie wspomnę. Mężczyźni mnie krepują, nie mogę się przy nich skupić. Po prostu pod wieloma względami bardziej odpowiadają mi kobiety. Nie chce żeby mnie nikt podejrzewał, że jestem lesbijką, bo nie jestem. Są mężczyźni którzy mi się podobają, są pociągający. W M urzekło mnie wiele rzeczy. Jest bardzo inteligentny, nie jest gadułą, ale umie bardzo ciekawie poprowadzić rozmowę, kiedy trzeba przejąć inicjatywę, a przy tym ma w sobie nadal taki chłopiec urok. Szarmancki uśmiech wnikliwe spojrzenie. Umie mnie pocieszyć, wie do do mnie trafić żeby mi coś przetłumaczyć, na spokojnie ale stanowczo. Uwielbiam go przytulać, całować. Jest doskonałym połączeniem partnera-ojca-starszego brata-kumpla. Przy nim jak mało przy kim, czuje się tak bezpiecznie, lekko. Ja znów wobec niego mam ogromny przypływ ciepłych uczuć, żeby go pocałować, przytulic, chociaż złapać za rękę, poprawić włosy, pogładzić po buzi. Interesuje mnie co u niego, zawsze życzę mu jak najlepiej, interesują mnie jego problemy, na ile mogę coś pomóc czy doradzić. Namówiłam go żeby się zdrowiej odżywiał, do minimum ograniczył alkohol.  Ja wiem, że te imprezy z kobietami, alkohol, ten jego charakter niekiedy despotyczny, że to tak nie powinno być. Ale bądźmy szczere nie ma facetów idealnych. Seks, alkohol i kobiety to i tak najmniejsze grzechy mężczyzn. Ci co tacy niby porządni nie piją, nie oglądają się za kobietami tacy są najgorsi, ja się najbardziej boję takich ,,porządnych'' stateczny mąż, wzorowy ojciec  głowa rodziny, a za zamkniętymi drzwiami zboczeniec, gwałciciel, domowy kat, i nie wiadomo co jeszcze.
Dlatego ja już zdecydowałam, że nie chce się wpieprzyć w taką nieszczęśliwą sytuacje, z której się nie wyplatam.
On nigdy nie powiedział wprost, że nie chce dzieci, nie przepada za dziećmi to widać, ale nigdy się nie zadeklarował. O tym, co ja sądzę wie, ale mówi, że jak mu będzie bliżej do 40 to będzie wtedy się zastanawiał. W takim razie ma jeszcze czas. Ja na razie sobie tłumacze, że jeszcze nie dojrzałam do takich decyzji, że w tym wieku to normalne. Już się z tego powodu rozstawaliśmy, kilka razy. Próbowałam z nim rozmawiać, ale on mówi, że to za wcześnie, że to nie jest czas na takie decyzje. Nie chce żeby z mojego powodu coś stracił, żeby go coś w życiu ominęło. Tak jest między nami dobrze, wygodnie, tylko ten jedne cholerny problem kwestia założenia rodziny. Ani przyskoczyć, ani ominąć...

12

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

feministka=kobieta, ktora zrazila sie do mezczyzn big_smile big_smile

13

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Może po prostu, kobieta, którą mężczyźni zawiedli w życiu.

14

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

To, ze masz jakis irracjonalny uraz do mezczyzn ma maly zwiazek z feminizmem (chociaz sa oczywiscie feminazistki oszolomy, ktore facetow kreauja na potwory wcielone), a bierze sie z tego, ze nie mialas dobrych wzorcow w domu. Zaloze sie, ze Twoja mama wieszala na ojcu psy ciagle, mowila jaki on byl zly i straszny i ostrzegala przed mezczyznami jako grupa. Prawda jest taka, ze mezczyzni to LUDZIE smile Niektorzy sa fajni, honorowi i wogole super, a niektorzy to chamy- takze generalizacje sa bezsensowne.

15

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
_v_ napisał/a:

feministka=kobieta, ktora zrazila sie do mezczyzn big_smile big_smile

Toż to w Polsce popularna definicja feminizmu i jak widać, dobrze rozpowszechniona. Feministka=kobieta, która zawiodła się na mężczyznach, skrzywdzona, bojąca się mężczyzn i ich nielubiąca. Wiadomo.

Taka trochę feministka z braku wyboru, zmuszona sytuacją.

16

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

ja uwazam sie za wojujaca feministke wink
ale mezczyzn uwielbiam wink

17

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

@ Excop, strzał w dychę smile

Droga autorko, czym wg Ciebie jest feminizm, bo ja chyba nie wiem o co chodzi...

18

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Za słownikiem PWN

feminizm
1. «ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet; też: ideologia leżąca u podstaw tego ruchu»
2. «zjawisko występowania zewnętrznych cech żeńskich u mężczyzn»

Perełko_niebieska, feministka to po prostu kobieta.
A czy masz szansę na związek, to zależy tylko od Ciebie. Z tego, co czytam, na chwilę obecną nie chcesz zakładać rodziny. Związek z mężczyzną Cię interesuje, odpowiada Ci obecny układ, więc dlaczego oczekujesz dalszych kroków, deklaracji ze strony partnera? Nie pomyślałaś, że jemu też taki układ odpowiada?

19

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

odpowiada Ci obecny układ, więc dlaczego oczekujesz dalszych kroków, deklaracji ze strony partnera? Nie pomyślałaś, że jemu też taki układ odpowiada?

Ja po prostu lubię mieć wszystko poukładane, zaplanowane. Nie wiem ile można trwać w takim układzie 2, 3 lata? 5? A co potem? Biorę pod uwagę to, że może mi się odmienić i włączyć tryb na założenie rodziny. A jeżeli nie?
Praktycznie każdy facet wcześniej czy później chce mieć dzieci.
Ja Wam napisze jak ja to widzę. Jakby nadal się między nami układało i ten układ by dobrze funkcjonował z korzyścią dla obydwu stron. To za jakieś 4/5 lat jak skończę studia, trochę się odkuje. To może moglibyśmy się pobrać. Teraz czy za rok absolutnie nie. Ale w dalszej perspektywie tak. Jego małżeństwo było od początku nieudane i bardzo krótkie. I na szczęście tylko cywilne. Praktycznie mało kto w ogóle wiedział, że taki epizod miał miejsce. Nawet ja nie wiedziałam, mnie ktoś uświadomił. To pierwsze co pomyślałam to, że jak nic ma dziecko. A to by go całkiem przekreślało.
Ja wszystko biorę bardzo poważnie, i przywiązuje się. Jestem w układzie bo tak jest wygodnie i bezpiecznie. Ale myślę o nim poważnie. Jak raz zerwaliśmy, tłumaczyłam mu to, że ja nie dam rady, nie chce, nie jestem w stanie być typową kobietą w związku, żoną i matką. A, że oszalałam, że za bardzo w przyszłość wybiegam, że jesteśmy młodzi powinniśmy korzystać z życia, a te trudne decyzje zostawić na później.
Oczywiście ja mu o moich przykrościach z przeszłości nie opowiadałam.

,,Zaloze sie, ze Twoja mama wieszala na ojcu psy ciagle, mowila jaki on byl zly i straszny i ostrzegala przed mezczyznami jako grupa.''

Nie. Mama wyszła za ojca bardzo młodo. I wszyscy jej odradzili, wręcz toczyła wojnę rodziną. W końcu wygrała, oni odpuścili. I myślę, że duma/wstyd/nieznajomość życia, nigdy nie pozwoliły jej się przyznać do błędu. Ale babcia, ciotki mi sporo opowiadały i sama coś pamiętam. W końcu z jakiegoś powodu ostatecznie skończyła studia takie, że dziś sama pomaga ofiarom przemocy. Ale fakt, opowiadała i ostrzegała, tak ważne uświadomienie. Nawet ja przez jakiś czas byłam wolontariuszką. Ale praca taka patologią mi nie leży zupełnie, wybrałam inny zawód. Ale coś z tego wyniosłam.

20

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Wiecie, że ja nadal na Dzień Dziecka dostaje prezenty? Kasa, słodycze. M też mi zrobił prezent na Dzień Dziecka. I to drogi prezent. On w ogóle czasem kupuje mi drogie prezenty. Nie znoszę obłudnie mówić, że nie mogę tego przyjąć, czy że niepotrzebnie. Ale jest mi trochę niezręcznie, bo mnie nie stać żeby jemu wywdzięczyć się takimi samymi prezentami. Na przykład nie lubię gotować, więc jem kanapki, albo na mieście. On się stołuje u rodziny albo też na mieście, ale zazwyczaj to on płaci, ja mogę płacić tylko w jego urodziny, imieniny. Ja nie chce po prostu być problemem, żeby przeze mnie za dużo tracił. Bo ja punkcie kasy też mam hopla, ciągle liczę, przeliczam, boje się, że mi braknie, żyje z kartką i ołówkiem, chociaż aż tak nie muszę, mam swoje pieniądze i od rodziny dostaje na studia i wydatki. I kolejny powód - dziecko byłoby, dla mnie niechcianym, nieplanowanym, kamieniem w portfelu. Ja jak biorę wypłatę sama decyduje, co wydam ile i na co. A jaka to satysfakcja, samodzielna zarobiona wypłata. Można bez wyrzutów nakupić ciuchów, kosmetyków, iść do fryzjera, kosmetyczki. Nie wyobrażam sobie wpłacać wypłaty na wspólne konto, czy zarabiać na rodzinę, wtedy to już żadnej motywacji do pracy by nie było. Po prostu z mojego konta nie przemknie się złotówka bez mojej wiedzy.
M wszystko ma oryginalne, ale ogólnie uchodzi za dusigrosza. Czasem po prostu ma gest. Ja jak tak czasem o nim myślę, to pierwsza myśl byłabym cholernie zazdrosna o nasze ewentualne wspólne dziecko, bo gdyby on jemu kupował a mnie nie? Kiedyś oblałam egzamin to tak wyłam, że on przez 2 godzin mnie nie mógł uspokoić, tak samo jak wyłam o małego kotka który zdechł, a on mnie zupełnie jak dziecko brał na kolana, uspokajał pocieszał. A co gdyby to dziecko było w centrum uwagi i wobec niego byłby bardziej czuły? Albo w Aqua Parku bawimy się jak dzieci, tylko przy nim skacze do głębokiego basenu, wieszam się mu na szyi, nosi mnie na plecach. A dziecko by mi go zabrało, nagle miałabym rywala o jego miłość, uwagę. Musiałabym sie dzielić, a nawet ja bym miała mniej, wszystkiego.  Jestem zazdrosna, kiedy idzie o niego potrafię być nawet zaborcza, ja o niego bym się nawet biła. Wiem, że to niedobre, ale silniejsze ode mnie. I tak z jednej strony, ma takie poglądy na rodzinę trochę feministyczne z drugiej jak idzie o tego konkretnego faceta to wiele poglądów i zasad bierze w łeb. Także jestem pełna sprzeczności, nie wiem cy to wszystko da się złożyć w całość i stworzyć związek.

21 Ostatnio edytowany przez zabpth (2017-06-12 01:16:34)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
Perełka_niebieska napisał/a:

Użyłam w tytule słowa feministka bo nie wiem, jakie inne mogłoby je zastąpić, jeżeli takie znacie to mnie poprawcie

Kryptolesbijka, hmm penisolesbijka- lesbijka z potrzebą penisa co jakiś czas, bilesbijka- wiadomo, ułomofeministka, na razie nic więcej nie wpada mi do głowy.

A jak piszesz na poważnie, to twoje problemy przejdą Ci jak dorośniesz. Ten gość to jakby substytut ojca, którego Ci brakowało. Dla tego trocheś niedojrzała, z wypaczonym postrzeganiem mężczyzn. Widzisz tylko to co tobie odpowiada, ażeby utrzymać swój status pseudoniezaleznośći, piszę pseudo bo sama napisałaś że Ci mama dokłada, bo twoja pensja na twoje potrzeby. Dlatego całym sercem jestem za tobą, również uważam że do założenia rodziny to się średnio nadajesz.
Ale jeżeli zakładasz taką możliwość, to lepiej żebyś dorosła póki będziesz mogła mieć jeszcze dzieci.


Ps.
Aaaa wpadło mi do głowy jeszcze trollofeministka, bo faktycznie naciągana historia...
Jeżeli tak to piosenka z dedykacją :]

Pozdrawiam


22 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-12 01:36:22)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Nie istnieją kobiety, które nie chcą dzieci. Istnieją tylko takie, które jeszcze nie chcą dzieci lub, które nie chcą dzieci, bo już je mają. Ugniesz się, zracjonalizujesz sobie, odsłonisz łamliwe szczudła swojego antynatalizmu. Nie wierzę, że Twój antynatalizm obroni się w perspektywie czasu. Już teraz przecież chcesz dzieci, tylko masz lęki pt. "co, jeśli pokocha dziecko bardziej ode mnie?". Już teraz, gdybyś była niezależna finansowo i miała wypłatę razy 3, pewnie snułabyś wizje o słodkim bobasku.

Ja jestem antynatalistą, ale mój antynatalizm jest podparty filozofią i argumentami David'a Benatar'a, Hermann'a Vetter'a i innych. Twój antynatalizm wydaje się być podparty wyłącznie strachem i młodością, która musi się wyszaleć i nie jest gotowa na macierzyństwo. Chcesz żyć wygodnie, ja też, ale pewnego dnia zorientujesz się (lub sobie zracjonalizujesz), że można żyć wygodnie także z dzieckiem.

I ostatnia sprawa. U mnie, jako u antynatalisty, kobieta, która chce dzieci nie ma czego szukać, poza koleżeństwem lub seks-przyjaźnią, ale w to właściwie też już się nie bawię. Jeżeli naprawdę jesteś antynatalistką, powinnaś ze swoim facetem ustalić już teraz, czy chce dzieci i kiedy. Jeżeli ich chce, zakomunikuj mu, że ich nie dostanie - nigdy. Jeżeli to zaakceptuje, nic nie stoi na przeszkodzie, abyście tworzyli związek. Jeżeli zaś chce dzieci, powinnaś z nim zerwać lub zaproponować najwyżej koleżeństwo albo seks-znajomość. W przeciwnym razie zakochasz się, a on po miesiącach, może latach złamie Ci serce i odejdzie do takiej, która mu spłodzi dzieci. Nie łudź się, że będzie inaczej.

Ludzie to generalnie idioci, oni muszą przekazać swoje extra-januszowe geny, wychować lepszą wersję siebie, mieć zabawkę do kochania, oczko w głowie, powód do dumy, przedłużenie własnego, ograniczonego śmiercią życia, zapełniacz marazmu w związku, niektórzy argumentują nawet, że powinno się zrobić dziecko, żeby ZUS miał z czego wypłacać emerytury albo, żeby cywilizacja nie wymarła. To są wzorce tak głęboko zakorzenione w kulturze, a jednocześnie otoczone bezmyślnym kultem i totalnie wyłączone z krytyki w debacie publicznej, że nie uda Ci się tego wyplenić w żadnym człowieku, jeżeli nie ma, sam z siebie, skłonności do dojrzałych antynatalistycznych refleksji. O ile Twoje są w ogóle jakkolwiek dojrzałe.

23 Ostatnio edytowany przez zabpth (2017-06-12 04:22:53)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

...

Ej, ale ona nie jest antynatalistką, tylko feministką, ewentualnie jakąś dziwaczną odmianą.
Generalnie, to fajnie że jesteś antynatalistą, co podkreślasz w kółko.
Widać że chciałeś zabłysnąć intelektem, niestety wydaje mi się że ten wątek ze swoim poziomem nie będzie chyba odpowiednim nośnikiem dla twojej wszechwiedzy, za duży kontrast.
Doceniam że naczytałeś się książek, przynajmniej wiesz jak masz żyć i czym się kierować, jakkolwiek antynatalizm bzdurny by nie był.
Generalnie inspirowanie się jakimiś poglądami nie jest niczym złym, warto jednak być elastycznym, a odnoszę wrażenie że w tych swoich poglądach jesteś mocno kategoryczny, ja trochę boje się takich ludzi, kojarzą mi się z różnymi fanatykami.
Filozofia na która się powołujesz dość mocno wpływa na resztę twoich poglądów, przez co tworzysz sobie jakieś zasady, które są zwykłymi ograniczeniami( w innym wątku gdzieś widziałem).
Nie będę argumentował filozofii, które w swojej durnocie zaprzecza choćby twojemu istnieniu, jak i potrzeby twojego istnienia, ponieważ my jako ludzie bez względu na różne filozofie, jesteśmy istotami biologicznymi, i biologia nas określa, jak i sens naszego istnienia, który tak naprawdę sprowadza się właśnie do spłodzenia potomstwa, w celu przedłużenia gatunku. Jest to nadrzędny i w zasadzie jedyny cel naszego istnienia.
Określa to nasza biologiczna natura, jak i każdego innego organizmu żyjącego na naszej planecie.

osobliwy nick napisał/a:

Ludzie to generalnie idioci, oni muszą przekazać swoje extra-januszowe geny, wychować lepszą wersję siebie, mieć zabawkę do kochania, oczko w głowie, powód do dumy, przedłużenie własnego, ograniczonego śmiercią życia, zapełniacz marazmu w związku, niektórzy argumentują nawet, że powinno się zrobić dziecko, żeby ZUS miał z czego wypłacać emerytury albo, żeby cywilizacja nie wymarła. To są wzorce tak głęboko zakorzenione w kulturze, a jednocześnie otoczone bezmyślnym kultem i totalnie wyłączone z krytyki w debacie publicznej, że nie uda Ci się tego wyplenić w żadnym człowieku, jeżeli nie ma, sam z siebie, skłonności do dojrzałych antynatalistycznych refleksji. O ile Twoje są w ogóle jakkolwiek dojrzałe.

Te wzorce, które są w każdej kulturze, z dupy się nie wzięły, a są właśnie kreacją na ewolucyjnej drodze rozwoju człowieka, a wynikają właśnie z naszej biologicznej natury, którą odziedziczyliśmy po naszych praprzodkach, którzy nie tworzyli jeszcze żadnej kultury, a kierowali się jedynie instynktem. Instynktem przetrwania gatunku, przedłużenia linii, to bardzo silny instynkt.
Zatem nie dziw się że na drodze rozwoju ludzkości i procesie kreowania się pierwszych kultur, nadrzędne miejsce zajęło właśnie odniesienie się do tego instynktu, wszak to wszystko po to aby łatwiej było przetrwać, po to tworzyły się pierwsze plemiona, później bardziej rozwinięte kultury. Dla tego dziwi mnie twoje oburzenie, że płodzenie potomstwa jest mocno zakorzenione w kulturze? Na tyle mocno że ludzie zamroczeni alkoholem, całkowicie oderwani od możliwości oceny sytuacji, czy też świadomości, mimo wszystko są wstanie kopulować, często z tego rodzą się dzieci, taki przykład pierwszy z brzegu, ale jak myślisz, co nimi kieruje instynkt czy chęć przeżycia orgazmu.
Mamy również zakodowane wiele rożnych mechanizmów mających na celu właśnie dobór i prokreacje. Funkcjonują u każdego na co dzień, cały czas, tak naturalnie że nawet nie jesteśmy świadomi ich ciągłego działania. Są u każdego, określają nasze zachowania, reakcje i itp.
Podlegamy im nawet w takiej banalnej sytuacji jak wejście do pomieszczenia w którym znajdują się obce osoby jak i również w wielu innych codziennych sytuacjach, i nawet Ty jako antynatalista jesteś całkowicie im podporządkowany i również się do nich stosujesz choćby po to, że właśnie te mechanizmy na przestrzeni dziejów i rozwoju kulturowego człowieka, określiły właśnie wiele różnych norm społecznych, z którymi spotykasz się na co dzień, do których się stosujesz jak i również które sam przestrzegasz.
Dla tego negacja narodzin, to całkowite zaprzeczenie naszej naturze, sensu istnienia, który mimo nawet najwymyślniejszy filozofii jest bardzo prosty i sprowadza się do przedłużenia gatunku.
To wszystko jest dość już oczywiste, ale niejako uświadamia jak wiele istnieje czynników, jak wiele różnych zachowań, różnych norm, które mają swoje źródło właśnie w potrzebie przedłużenia gatunku, praktycznie na co dzień przez większość czasu jesteśmy otoczeni różnymi sygnałami zachowaniami itp. które są wynikiem zakodowanych w nas archetypów różnych zachowań i mechanizmów, odpowiedzialnych za sex w celu płodzenia. 
Zatem żyjąc w sprzeczności z twoją biologiczna naturą, prędzej czy później będziesz czuł pewnego rodzaju pustkę, wszak przeciwstawiasz się temu co Cie określa jak i sens twojego bytu. Da się przeskoczyć, więc może ze swoim silnym przekonaniem, dotrwasz bezdzietnie do końca swych dni.
Zresztą filozofia i tak chybiona, gdyż ludzkość prędzej czy później doprowadzi do samo zagłady, jak różne wcześniejsze cywilizacje które uczą nas że wraz z rozwojem przychodzi samozagłada. Zatem po co zatruwać sobie głowę, czymś co samo i to w naturalny sposób nastanie.
Do tego Autorzy na których się powołujesz przynajmniej ten pierwszy(drugiego nie wiem) nie był w życiu zbyt szczęśliwy, raczej samotny, a może niedostosowany? Nie przeczę że gdzieś tam jest uważany za jednostkę wybitną, to częsta cecha u osób niedostosowanych społecznie. Dodatkowo, jak już pisałeś o zakorzenionych wzorcach, osoba która kieruje się taką filozofią, w jakiś sposób jest skazana na odrzucenie ze strony społeczności. Ciekawe jak u Ciebie, czy spotkałeś się z jakąś formą niechęci, kiedy już wynurzyłeś się ze swoimi wartościami. Nie chęć do potomstwa samo w sobie to nic nadzwyczajnego, ale poparte filozofią twego życia, może się już wydawać kontrowersyjne.
Generalnie udzielanie się na jakimś tam forum, to chyba jakby forma chęci udziału w życiu jakiejś tam społeczności, a twoja silna postawa, mocno kategoryczna, nie przeczę sprawiająca wrażenie osoby bystrej, nie mniej jednak mocno to podkreślasz choćby w formie swoich wpisów, trochę to jakby potrzeba docenienia, próba dominacji intelektualnej, czy też udowodnienia czegoś? Dla tego twój mądry wpis, mocno kontrastuje z przedstawionym tutaj problemem, którego istota wpływa w jakiś sposób na poziom całego wątku.
Ale odnośnie tego tematu, to w większości się zgadzam z tym co piszesz.
Wyluzuj trochę, schlej się i pozwól zadziałać instynktowi.
Myślę że jeszcze nie jedną dyskusje przeprowadzimy.

Pozdrawiam

24

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

sorry,caly czas czytałam antyANALISTA
czyli taki, co nie lubi, jak go w pupę zapinaja big_smile

25

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

Nie istnieją kobiety, które nie chcą dzieci. Istnieją tylko takie, które jeszcze nie chcą dzieci lub, które nie chcą dzieci, bo już je mają.

Akurat to jest bzdura. Owszem, WIEKSZOSC kobiet chce miec dzieci i je ma, natomiast nie WSZYSTKIE. Mam cztery dychy na karku i ani przez jeden moment nie chcialam miec potomstwa. Watpie, ze kiedykolwiek mi sie odmieni.

26

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
_v_ napisał/a:

sorry,caly czas czytałam antyANALISTA
czyli taki, co nie lubi, jak go w pupę zapinaja big_smile

Antyanalista smile
hehee
Dobre :]
I jednym przejęzyczeniem sponiewierałaś całą filozofię przemądrzalca antyanala.

Dobrze smile
Pozdrawiam nawet serdecznie.

27

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
zabpth napisał/a:
_v_ napisał/a:

sorry,caly czas czytałam antyANALISTA
czyli taki, co nie lubi, jak go w pupę zapinaja big_smile

Antyanalista smile
hehee
Dobre :]
I jednym przejęzyczeniem sponiewierałaś całą filozofię przemądrzalca antyanala.

Dobrze smile
Pozdrawiam nawet serdecznie.

big_smile o ja glupia blondi big_smile

28

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
_v_ napisał/a:
zabpth napisał/a:
_v_ napisał/a:

sorry,caly czas czytałam antyANALISTA
czyli taki, co nie lubi, jak go w pupę zapinaja big_smile

Antyanalista smile
hehee
Dobre :]
I jednym przejęzyczeniem sponiewierałaś całą filozofię przemądrzalca antyanala.

Dobrze smile
Pozdrawiam nawet serdecznie.

big_smile o ja glupia blondi big_smile

Blondi??
Ja zawsze wyobrażałem sobie Ciebie, taką bardzo krótko obciętą, ruda to max co Ci dawałem, jakoś blondi mi się kłuci z twoimi wpisami, bardziej taka J.I Jane, albo Sinead O`connor, w tej krótkiej wersji, ulepszona o cycki.
hmm
Pozdrawiam ciekawie

29

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
zabpth napisał/a:
_v_ napisał/a:
zabpth napisał/a:

Antyanalista smile
hehee
Dobre :]
I jednym przejęzyczeniem sponiewierałaś całą filozofię przemądrzalca antyanala.

Dobrze smile
Pozdrawiam nawet serdecznie.

big_smile o ja glupia blondi big_smile

Blondi??
Ja zawsze wyobrażałem sobie Ciebie, taką bardzo krótko obciętą, ruda to max co Ci dawałem, jakoś blondi mi się kłuci z twoimi wpisami, bardziej taka J.I Jane, albo Sinead O`connor, w tej krótkiej wersji, ulepszona o cycki.
hmm
Pozdrawiam ciekawie

uchyle rabka tajemnicy: mam dlugie,falowane wlosy, w kolorze winno-rudym smile ale naturalnie jestem jasną blondynką wink

z cyckami strzal w dziesiątkę - mam idealne big_smile

30

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Ty siebie nazywasz feministka? I właśnie takie osoby przynoszą zla slawe feminizmowi. Feministki opierają życie na zasadzie rownouprawniwnia w zyciu codziennym a ty jesteś po prostu uparta i czujesz sie lepsza od reszty wszechświata i myślisz że twój partner sie dostosuje i bedzie ci we wszystkim przytakiwał.. To lepiej zostań singielka..

31 Ostatnio edytowany przez zabpth (2017-06-12 20:06:43)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
_v_ napisał/a:

...w kolorze winno-rudym smile...

O jeny, a co to za kolor? Dla mnie to brzmi jak wyrwane z etykiety jakiegoś jabola z lokalnego warzywniaka.

"Antywszywka to pyszne winko, o odpowiedniej mocy, łupie jak trza, o pysznym smaku jabłuszek zalanych dynksem, z najlepszych jabłek zebranych z okolicznych pastwisk, dzięki czemu ma piękny kolor winny, a bardzo często kiedy wraca z powrotem, to nabiera szlachetnego koloru winno-rudego
Na rynku od 3 miesięcy a już zdobyło liczne nagrody;
1 miejsce w kategorii: Na zeszyt szefowo
2 miejsce w kategorii: Wątroba puchnie
1 miejsce w kategorii: Na miejscu"

Tak mi się skojarzyło, oczywiście Ajm sorry, jeżeli odbierzesz to jakoś osobiście, podejrzewam że to ładny kolor :]

_v_ napisał/a:

z cyckami strzal w dziesiątkę - mam idealne big_smile

No pewnie że tak, jeżeli chodzi o cycki, to zawsze strzelam kiedy mogę :]

Pozdrawiam Cię :]

32

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

no weź tu mów facetowi o kolorach tongue
czerwono-rudy smile

zabpht napisał/a:

No pewnie że tak, jeżeli chodzi o cycki, to zawsze strzelam kiedy mogę :]

padłam big_smile

33

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
_v_ napisał/a:

no weź tu mów facetowi o kolorach tongue
czerwono-rudy smile

zabpht napisał/a:

No pewnie że tak, jeżeli chodzi o cycki, to zawsze strzelam kiedy mogę :]

padłam big_smile

No wiem, sorry, powinno być to w wątku "Happy End"

34 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-14 02:56:43)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
zabpth napisał/a:

Generalnie, to fajnie że jesteś antynatalistą

Dziękuję za uznanie.

zabpth napisał/a:

Widać że chciałeś zabłysnąć intelektem

Intelekt rzadko jest potrzebny, aby afirmować, odtwarzać lub rozumieć określone poglądy. Ważniejsza jest kategoria, której nawet największym intelektualistom brakuje - uczciwość wobec samego siebie i argumentów adwersarzy.

zabpth napisał/a:

Doceniam że naczytałeś się książek, przynajmniej wiesz jak masz żyć i czym się kierować, jakkolwiek antynatalizm bzdurny by nie był.
Generalnie inspirowanie się jakimiś poglądami nie jest niczym złym, warto jednak być elastycznym, a odnoszę wrażenie że w tych swoich poglądach jesteś mocno kategoryczny

Jakoś bycie konformistą-lejowodem nigdy mi nie odpowiadało. Staram się być po prostu uczciwy intelektualnie. Traktuję argumenty jedynie jako mięso armatnie sporu. Zawsze jest zatem miejsce na bycie elastycznym, o ile znajdzie się rzezimieszek, który w sposób logiczny przetrąci moje racje.

zabpth napisał/a:

Filozofia na która się powołujesz dość mocno wpływa na resztę twoich poglądów

Możliwe, nigdy nie zastanawiałem się, czy ma ona jakiś związek z innymi przekonaniami, które posiadam.

zabpth napisał/a:

Nie będę argumentował filozofii, które w swojej durnocie zaprzecza choćby twojemu istnieniu

Zaprzecza także istnieniu Hitlera, obozów zagłady i dzieci, które umierają z niedożywienia. 

zabpth napisał/a:

my jako ludzie bez względu na różne filozofie, jesteśmy istotami biologicznymi, i biologia nas określa, jak i sens naszego istnienia, który tak naprawdę sprowadza się właśnie do spłodzenia potomstwa, w celu przedłużenia gatunku. Jest to nadrzędny i w zasadzie jedyny cel naszego istnienia.

Cel ten osiągamy od milionów lat. I w jego wyniku szacuje się, że:
- ponad 15 milionów ludzi umarło w ostatnim tysiącleciu w wyniku klęsk żywiołowych,
- około 20000 ludzi dziennie umiera z głodu,
- 840 milionów ludzi cierpi głód i niedożywienie,
- ponad 102 miliony ludzi umarło od roku 541 przed naszą erą do roku 1912 w wyniku epidemii,
- 50 milionów ludzi umarło w roku 1918 w wyniku pandemii grypy,
- blisko 11 milionów ludzi rocznie umiera na choroby zakaźne,
- ponad 7 milionów ludzi rocznie umiera na nowotwory złośliwe,
- ponad 3,5 miliona ludzi rocznie umiera w wypadkach,
- około 56,5 milionów ludzi umarło w roku 2001, co daje ponad 107 śmierci na minutę,
- 133 miliony ludzi przed dwudziestym wiekiem zostało zabitych w masowych mordach,
- od 170 milionów do 360 milionów nieuzbrojonych cywili i cudzoziemców w pierwszych osiemdziesięciu ośmiu latach dwudziestego wieku w wyniku rozporządzeń rządów zastrzelono, zatłuczono, torturowano do śmierci, zadźgano, spalono, zagłodzono, zamrożono, zmiażdżono, zmuszono do pracowania do śmierci, pogrzebano żywcem, utopiono, powieszono, zbombardowano lub w jakiś inny sposób zabito,
- 1,6 miliona ludzi umarło w wyniku wojen w XVI wieku, 6,1 miliona w XVII wieku, 7 milionów w XVIII wieku, 19,4 miliona w XIX wieku, 109,7 miliona w XX wieku, 310000 w roku 2000,
- około 40 milionów dzieci rocznie pada ofiarami przemocy,
- ponad 100 milionów obecnie żyjących kobiet i dziewczynek zostało poddanych klitoridektomii,
- 815000 ludzi w roku 2000 popełniło samobójstwo (obecnie szacuje się, że samobójstwo popełnia ktoś co 40 sekund, ponad 800000 ludzi rocznie).

Cel piękny, niemal bym się zachwycił jego błyskotliwością, szkoda tylko, że rzeczywistość tak krwawo i na pohybel weryfikuje jego fundatorów i mimowolnych uczestników.

zabpth napisał/a:

Określa to nasza biologiczna natura, jak i każdego innego organizmu żyjącego na naszej planecie.

Jeżeli chcesz uczynić swoje życie wypadkową bezmyślnych replikatorów, pod postacią dawkinsowskich samolubnych genów, które dzielisz nawet z bakteriami w swojej własnej, porannej kupie - droga wolna, bądź posłańcem nieuświadomionych imperatywów kloacznych bakterii.

zabpth napisał/a:

Te wzorce, które są w każdej kulturze, z dupy się nie wzięły, a są właśnie kreacją na ewolucyjnej drodze rozwoju człowieka, a wynikają właśnie z naszej biologicznej natury, którą odziedziczyliśmy po naszych praprzodkach, którzy nie tworzyli jeszcze żadnej kultury, a kierowali się jedynie instynktem. Instynktem przetrwania gatunku, przedłużenia linii, to bardzo silny instynkt.

Dziękuję, że wytłumaczyłeś mi świat wzorców, które przyświecają Tobie i bakteriom w Twojej kupie. Ale wygląda na to, że mimo miliardów lat ewolucji i nowoczesnych metod antykoncepcji, chcesz być odtwórcą identycznych wzorców, co te pierwotne stworzenia. Nie daje Ci to do myślenia? I może nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie konsekwencje tych zapędów.

zabpth napisał/a:

Mamy również zakodowane wiele rożnych mechanizmów mających na celu właśnie dobór i prokreacje. Funkcjonują u każdego na co dzień, cały czas, tak naturalnie że nawet nie jesteśmy świadomi ich ciągłego działania. Są u każdego, określają nasze zachowania, reakcje i itp.
Podlegamy im nawet w takiej banalnej sytuacji jak wejście do pomieszczenia w którym znajdują się obce osoby jak i również w wielu innych codziennych sytuacjach, i nawet Ty jako antynatalista jesteś całkowicie im podporządkowany i również się do nich stosujesz choćby po to, że właśnie te mechanizmy na przestrzeni dziejów i rozwoju kulturowego człowieka, określiły właśnie wiele różnych norm społecznych, z którymi spotykasz się na co dzień, do których się stosujesz jak i również które sam przestrzegasz.
Dla tego negacja narodzin, to całkowite zaprzeczenie naszej naturze, sensu istnienia, który mimo nawet najwymyślniejszy filozofii jest bardzo prosty i sprowadza się do przedłużenia gatunku.
To wszystko jest dość już oczywiste, ale niejako uświadamia jak wiele istnieje czynników, jak wiele różnych zachowań, różnych norm, które mają swoje źródło właśnie w potrzebie przedłużenia gatunku, praktycznie na co dzień przez większość czasu jesteśmy otoczeni różnymi sygnałami zachowaniami itp. które są wynikiem zakodowanych w nas archetypów różnych zachowań i mechanizmów, odpowiedzialnych za sex w celu płodzenia.

To, że z samo-powielania się pewnych struktur, przy okazji, w wyniku selekcji i mutacji wyrosły zachowania i zdarzenia im towarzyszące, które w tej chwili kategoryzujemy jako właściwe ludziom oraz mają one dla nas jakąś wartość, w żaden sposób nie konstytuuje powinności dalszego (bezmyślnego) samopowielania się. A to choćby dlatego, że te same realizujące się mimowolnie replikacje, przyczyniły się również do wieloaspektowego cierpienia i okrucieństwa.

zabpth napisał/a:

Zatem żyjąc w sprzeczności z twoją biologiczna naturą, prędzej czy później będziesz czuł pewnego rodzaju pustkę, wszak przeciwstawiasz się temu co Cie określa jak i sens twojego bytu.

Możliwe, nie jestem wolny od wzorców narzuconych przez społeczeństwo. Nie sądzę jednak, że istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński lub ojcowski, zanim dziecko zostanie spłodzone (nie znam także prac naukowych, które taki termin by definiowały i udowodniły istnienie czegoś podobnego). Natura nie miała potrzeby zaszczepienia w nas chęci posiadania dzieci, gdyż pojawiały się one mimowolnie w wyniku popędu płciowego. Cały ten rzekomy pre-instynkt jest wynikiem wzorców i imperatywów narzuconych przez kulturę lub takich, które wywiedziemy sami, z obserwacji innych członków społeczeństwa.

zabpth napisał/a:

Do tego Autorzy na których się powołujesz przynajmniej ten pierwszy(drugiego nie wiem) nie był w życiu zbyt szczęśliwy, raczej samotny, a może niedostosowany? Nie przeczę że gdzieś tam jest uważany za jednostkę wybitną, to częsta cecha u osób niedostosowanych społecznie. Dodatkowo, jak już pisałeś o zakorzenionych wzorcach, osoba która kieruje się taką filozofią, w jakiś sposób jest skazana na odrzucenie ze strony społeczności. Ciekawe jak u Ciebie, czy spotkałeś się z jakąś formą niechęci, kiedy już wynurzyłeś się ze swoimi wartościami.

Spotykam się jedynie z niezrozumieniem i wypieraniem moralności, właściwej antynatalistom. Ludzie wolą urodzić dziecko, człowieka, który szczeźnie w męczarniach na raka, z prawdopodbieństwem 1/4, bo wszyscy tak robią, bo taki jest cel istnienia, bo [tu wstaw dowolne inne argumenty]. Nie stać ich na refleksję, co w istocie czynią, że stawiają na szali czyjeś życie i mają mocno ograniczony wpływ na wynik gry.

zabpth napisał/a:

Generalnie udzielanie się na jakimś tam forum, to chyba jakby forma chęci udziału w życiu jakiejś tam społeczności

Gdzie tam. Liczę tylko na łatwy seks.

zabpth napisał/a:

a twoja silna postawa, mocno kategoryczna, nie przeczę sprawiająca wrażenie osoby bystrej, nie mniej jednak mocno to podkreślasz choćby w formie swoich wpisów, trochę to jakby potrzeba docenienia, próba dominacji intelektualnej, czy też udowodnienia czegoś?

Wystarczy, że zaszczepię w kimś cień refleksji, nie mam wyższych ambicji, wymieniając poglądy z ludźmi.

Beyondblackie napisał/a:

Akurat to jest bzdura. Owszem, WIEKSZOSC kobiet chce miec dzieci i je ma, natomiast nie WSZYSTKIE. Mam cztery dychy na karku i ani przez jeden moment nie chcialam miec potomstwa. Watpie, ze kiedykolwiek mi sie odmieni.

Dlaczego nie chciałaś?

35 Ostatnio edytowany przez zabpth (2017-06-14 06:24:08)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

...

Na początek wyrazy uznanie za tak skrupulatne odniesienie się do mojej wcześniejszej wypowiedzi, która dotyczyła Twojej wcześniejszej. Uznanie za te quote, jak widzisz ja idę na łatwiznę, nie raz się zdarzyło że tworząc takie ładne tabelki, wklejałem nie to co trzeba nie tam gdzie trzeba, i zanim doszedłem do ładu to po próbie dodania wypowiedzi okazało się że muszę się od nowa zalogować i cała praca w piz*du.
Pewnie jakąś chwile musiałeś na to poświęć.
Dla tego wybacz że nie zrobię tego samego, tylko odniosę się w luźny sposób do tego co tam napisałeś.
Zatem odnośnie zrównania celu naszego bycia z tym samym co przyświeca bakterią z kupy.
No cóż, dokładnie tak właśnie jest, przyświeca nam ten sam cel. I  Ty również zostałeś wymyślony ażeby realizować ten sam cel który przyświeca bakteriom z kupy. I nie zmienią tego dziwaczne idee, którymi napchana masz głowę.
Zresztą piszesz tak jak by życie było jakąś straszna traumą, to skoro nie chciałeś się narodzić to czemu nie sięgniesz po oczywiste rozwiązanie.
Ja np. cieszę się że istnieje, zdecydowaną większość swojego życia przeżyłem bardzo radośnie.
Dalej piszesz że dzieci umierają na raka. Uogólniając, umieranie kończy nasze bytowanie, czyli generalnie umierając nie ma nas, tak samo jako by nie było gdybyśmy nie byli poczęci. Jak by nie było efekt ten sam dla tego nie rozumiem tego argumentu, że lepiej się nie narodzić bo nie trzeba wtedy umierać.
Pisałeś że instynkt przedłużenia gatunku nie jest potrzebny, bo sprawę załatwi popęd.
Tylko że popęd to właśnie narzędzie instynktu przetrwania gatunku. Gdybyśmy rozmnażali się przez pączkowanie, to nawet jak byśmy wciąż byli wypozażeni w penisa i cipę, to służyły by nam jedynie do sikani. Popęd by nie istniał.
Nawet sex który tak bardzo lubisz, jest właśnie po to przyjemny żeby chętniej i częściej po niego sięgać oraz również po to żeby kojarzył się z czymś przyjemnym. Jak by uprawianie sexu było bolesne i nie fajne, a w perspektywie ciąża i poród, który jest dość bolesny, to byśmy tego sexu nie uprawiali. I nie było by nas.
Także wydaje mi się że nie powinieneś korzystać z mechanizmów w które wyposażyła nas natura, abyśmy mogli przetrwać jako gatunek. Co z tego że przyjemny, skoro dla większości ziemskiej populacji oprócz przyjemności służy również do mnożenia się, którego nie akceptujecie. Ale sam sex jest fajny to ok. Taki trochę podwójny standard.
Stajesz się przez to mniej autentyczny. Przecież narodziny to właśnie efekt poczęcia.
Więc dlaczego antynataliści nie negują źródła, tylko sam fakt narodzin. Bez sexu nie było by mnożenia się oraz waszego bólu dupy z tym związanego.
Generalnie ta cała filozofia jest mocno chybiona, to że żyjemy mamy świadomość, cierpimy umieramy, odczuwamy, to nie zmienia faktu że cel naszego istnienia jest dokładnie taki sam jak bakterii z kupy.
Zresztą nie kojarzę żeby przytaczana filozofia powoływała się na tego typu argument, ale mogę nie pamiętać, minęło już ładnych parę lat od kiedy się z tym zetknąłem. Nawet jeżeli porównywanie nas do mniej szlachetnych bytów tylko dla tego że się mnożymy, ma być argumentem przeciwko naszemu istnieniu to i tak nie zmienia to faktu że tak właśnie jest i nikomu to nie przeszkadza oprócz antynatalistom.

Aaa... I nurtuje mnie jeszcze jedno.
Co zrobi antynatalista, jak podczas uprawiania sexu zaliczy wpadkę?
Laska np. nie będzie chciała usunąć ciąży.
Macie na to jakiś sposób?

A teraz takie pytanie odrębne.
Napisałeś że siedzisz na forum bo liczysz na łatwy sex.
Ja też lubię łatwy sex, ale jakoś przesiadując tu czytając czy też udzielając się, zwróciłem uwagę, że dla większości przewijających się tu ludzi, łatwe nie jest zrozumienie czegoś co jest błahe bądź oczywiste, a zrozumienie najprostszych mechanizmów często przekracza pojmowanie. A to co jet łatwe, z radością skomplikuję i sprawią że stanie się nie możliwe.
Wydaje mi się że licząc na łatwy sex możesz się trochę przeliczyć.

Pozdrawiam
Powodzenia z tym łatwym sexem, jak będzie łatwo, daj znać.

36 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-14 22:39:58)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Po pierwsze mam wrażenie, że zbaczamy z meritum wątku, dlatego nie będę tu dalej rozkładał z Tobą antynatalizmu na czynniki pierwsze. Jeżeli chcesz o tym popisać, załóż osobny wątek, pewnie się dołączę. Odniosę się na koniec tylko do kilku rzeczy.

zabpth napisał/a:

Także wydaje mi się że nie powinieneś korzystać z mechanizmów w które wyposażyła nas natura, abyśmy mogli przetrwać jako gatunek. Co z tego że przyjemny, skoro dla większości ziemskiej populacji oprócz przyjemności służy również do mnożenia się, którego nie akceptujecie. Ale sam sex jest fajny to ok. Taki trochę podwójny standard.
Stajesz się przez to mniej autentyczny. Przecież narodziny to właśnie efekt poczęcia.

Zgadza się, dlatego chciałbym kiedyś zaprzestać wszelkich form seksu, które mogą prowadzić do zapłodnienia lub zabezpieczać się w sposób, który gwarantuje 100% skuteczność. Na razie jednak sobie tego nie odmawiam i nie jestem przekonany, czy antynataliści powinni być aż tak radykalni. Idąc tym tokiem rozumowania powinniśmy również przestać jeździć samochodami, bo można kogoś niechcący potrącić. Moim zdaniem wystarczy odpowiedzialna i ostrożna jazda, a rezygnacja z prowadzenia samochodów i z seksu przyniesie niewspółmiernie więcej wyrzeczeń i szkód, niż pożytku.

zabpth napisał/a:

Aaa... I nurtuje mnie jeszcze jedno.
Co zrobi antynatalista, jak podczas uprawiania sexu zaliczy wpadkę?
Laska np. nie będzie chciała usunąć ciąży.
Macie na to jakiś sposób?

Nie ma na to sposobu. Każdy powinien podjąć decyzję indywidualnie. Ja podjąłbym decyzję w zależności od tego, kim byłaby ta kobieta i na jakim etapie znajomości bym z nią był.

zabpth napisał/a:

A teraz takie pytanie odrębne.
Napisałeś że siedzisz na forum bo liczysz na łatwy sex.
Ja też lubię łatwy sex, ale jakoś przesiadując tu czytając czy też udzielając się, zwróciłem uwagę, że dla większości przewijających się tu ludzi, łatwe nie jest zrozumienie czegoś co jest błahe bądź oczywiste, a zrozumienie najprostszych mechanizmów często przekracza pojmowanie. A to co jet łatwe, z radością skomplikuję i sprawią że stanie się nie możliwe.
Wydaje mi się że licząc na łatwy sex możesz się trochę przeliczyć.

To była tylko ironia. Ale jak coś mam kajdanki, 5 metrów sznurka w szafce i wolne soboty.

37

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:
zabpth napisał/a:

Aaa... I nurtuje mnie jeszcze jedno.
Co zrobi antynatalista, jak podczas uprawiania sexu zaliczy wpadkę?
Laska np. nie będzie chciała usunąć ciąży.
Macie na to jakiś sposób?

Nie ma na to sposobu. Każdy powinien podjąć decyzję indywidualnie. Ja podjąłbym decyzję w zależności od tego, kim byłaby ta kobieta i na jakim etapie znajomości bym z nią był.

Czy można spytać jaka jest ta deycjza w zależności do stopnia znajomości?
Wybacz że kontynuuje temat ale zaciekawiła mnie ta kwestia smile

38

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Akurat to jest bzdura. Owszem, WIEKSZOSC kobiet chce miec dzieci i je ma, natomiast nie WSZYSTKIE. Mam cztery dychy na karku i ani przez jeden moment nie chcialam miec potomstwa. Watpie, ze kiedykolwiek mi sie odmieni.

Dlaczego nie chciałaś?

Odpowiedz jest prosta: nie lubie dzieci i cenie sobie wlasna niezaleznosc. Nigdy nie rozplywalam sie na widok niemowlat i nie lecialam bawic sie z przedszkolakami. Szczerze mowiac, dzieci dzialaja mi na nerwy. Pieklo jakie jestem w stanie sobie wyobrazic, to pokoj pelen wrzeszczacych berbeci.

39 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-16 01:02:29)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
jjbp napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:
zabpth napisał/a:

Aaa... I nurtuje mnie jeszcze jedno.
Co zrobi antynatalista, jak podczas uprawiania sexu zaliczy wpadkę?
Laska np. nie będzie chciała usunąć ciąży.
Macie na to jakiś sposób?

Nie ma na to sposobu. Każdy powinien podjąć decyzję indywidualnie. Ja podjąłbym decyzję w zależności od tego, kim byłaby ta kobieta i na jakim etapie znajomości bym z nią był.

Czy można spytać jaka jest ta deycjza w zależności do stopnia znajomości?
Wybacz że kontynuuje temat ale zaciekawiła mnie ta kwestia smile

Po pierwsze - pytanie, czy wybaczyłbym i, czy powinienem jej wybaczyć nieusunięcie ciąży (zakładając, że byłaby taka realna, bezpieczna możliwość). Sądzę, że bym jej nie wybaczył i całą odpowiedzialnością za powstanie tego człowieka i jego życie obarczył ją. Wobec tego dziecko obchodziłoby mnie równie wiele, co dziecko sąsiada, czy znajomej, gdyż nie powstałoby w wyniku mojej świadomej decyzji, czy błędu, tylko w wyniku czyjejś decyzji i to wbrew moim poglądom.

To tak, jakbym jechał z kobietą w samochodzie i ona potrąciłaby przechodnia, jednak pomimo moich protestów, gróźb nie zatrzymałaby samochodu i nie udzieliłaby pomocy, ani nie dałaby mi takiej możliwości. To ona byłaby winna śmierci lub kalectwa tego człowieka, w wyniku nieudzielenia pomocy, nie ja. To ona powinna sponsorować rentę tego człowieka przez resztę życia. Podczas ciąży to kobieta prowadzi samochód i ma możliwość go zatrzymać. Jeśli tego nie zrobi, dla antynatalisty jest skończona.

Zakładając jednak, że bym jej wybaczył, nieusunięcie ciąży miałoby jakieś uzasadnienie, przeciwwskazania (np. ryzyko śmierci matki), to najważniejsze jest dobro dziecka i naprawienie swojej winy - wówczas powinienem czuć się współodpowiedzialny. Gdyby kobieta była mi obca i nie widziałbym z nią perspektyw na związek, to w zależności od tego ile rozsądku bym jej przypisywał, próbowałbym uzyskać absolutne prawo do opieki nad dzieckiem i władzę rodzicielską lub, jeśli uznałbym ją za odpowiednią osobę na miejscu matki, a ona chciałaby wychować to dziecko, ograniczyłbym się do monitorowania tego jak sobie radzi oraz być może szukał jakichś sposobów na uchronienie samego dziecka przed "wspaniałością" świata, na którym się znalazło, na tyle, na ile to możliwe. Ostatecznie, jeżeli byłaby to moja partnerka, z którą widziałbym perspektywy na dalszy związek, wychowałbym to dziecko razem z nią. Jakkolwiek obecnie nie widzę w sobie cienia motywacji na związek z kimkolwiek i wolałbym wychowywać dziecko samotnie niż być w związku z kobietą.

Beyondblackie napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:
Beyondblackie napisał/a:

Akurat to jest bzdura. Owszem, WIEKSZOSC kobiet chce miec dzieci i je ma, natomiast nie WSZYSTKIE. Mam cztery dychy na karku i ani przez jeden moment nie chcialam miec potomstwa. Watpie, ze kiedykolwiek mi sie odmieni.

Dlaczego nie chciałaś?

Odpowiedz jest prosta: nie lubie dzieci i cenie sobie wlasna niezaleznosc. Nigdy nie rozplywalam sie na widok niemowlat i nie lecialam bawic sie z przedszkolakami. Szczerze mowiac, dzieci dzialaja mi na nerwy. Pieklo jakie jestem w stanie sobie wyobrazic, to pokoj pelen wrzeszczacych berbeci.

W takim razie jesteś pierwszą taką kobietą, którą poznałem. Znasz jakieś inne?

40

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:


Beyondblackie napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:

Dlaczego nie chciałaś?

Odpowiedz jest prosta: nie lubie dzieci i cenie sobie wlasna niezaleznosc. Nigdy nie rozplywalam sie na widok niemowlat i nie lecialam bawic sie z przedszkolakami. Szczerze mowiac, dzieci dzialaja mi na nerwy. Pieklo jakie jestem w stanie sobie wyobrazic, to pokoj pelen wrzeszczacych berbeci.

W takim razie jesteś pierwszą taką kobietą, którą poznałem. Znasz jakieś inne?

Znam ze dwie kobiety, ktore maja podobne zdanie na temat dzieci. Statystycznie, jest to akceptowalna liczba, bo w koncu jako rasa ludzka musimy sie rozmnazac.

Ale sama zawsze sie upewnialam, ze moj partner nie chce miec dzieci. Nawet w wieku 20 lat bylo to dla mnie niesamowicie istotne. Sama mysl, ze jakis inny organizm moze mnie skolonizowac jest rodem z horroru. Bylam raz w ciazy i jak sie dowiedzialam po paru tygodniach, natychmiastowo abortowalam. Minelo 10 lat i absolutnie nie zaluje swojej decyzji.

41 Ostatnio edytowany przez jjbp (2017-06-16 11:26:05)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:
jjbp napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:

Nie ma na to sposobu. Każdy powinien podjąć decyzję indywidualnie. Ja podjąłbym decyzję w zależności od tego, kim byłaby ta kobieta i na jakim etapie znajomości bym z nią był.

Czy można spytać jaka jest ta deycjza w zależności do stopnia znajomości?
Wybacz że kontynuuje temat ale zaciekawiła mnie ta kwestia smile

Po pierwsze - pytanie, czy wybaczyłbym i, czy powinienem jej wybaczyć nieusunięcie ciąży (zakładając, że byłaby taka realna, bezpieczna możliwość). Sądzę, że bym jej nie wybaczył i całą odpowiedzialnością za powstanie tego człowieka i jego życie obarczył ją. Wobec tego dziecko obchodziłoby mnie równie wiele, co dziecko sąsiada, czy znajomej, gdyż nie powstałoby w wyniku mojej świadomej decyzji, czy błędu, tylko w wyniku czyjejś decyzji i to wbrew moim poglądom.

To tak, jakbym jechał z kobietą w samochodzie i ona potrąciłaby przechodnia, jednak pomimo moich protestów, gróźb nie zatrzymałaby samochodu i nie udzieliłaby pomocy, ani nie dałaby mi takiej możliwości. To ona byłaby winna śmierci lub kalectwa tego człowieka, w wyniku nieudzielenia pomocy, nie ja. To ona powinna sponsorować rentę tego człowieka przez resztę życia. Podczas ciąży to kobieta prowadzi samochód i ma możliwość go zatrzymać. Jeśli tego nie zrobi, dla antynatalisty jest skończona.

Zakładając jednak, że bym jej wybaczył, nieusunięcie ciąży miałoby jakieś uzasadnienie, przeciwwskazania (np. ryzyko śmierci matki), to najważniejsze jest dobro dziecka i naprawienie swojej winy - wówczas powinienem czuć się współodpowiedzialny. Gdyby kobieta była mi obca i nie widziałbym z nią perspektyw na związek, to w zależności od tego ile rozsądku bym jej przypisywał, próbowałbym uzyskać absolutne prawo do opieki nad dzieckiem i władzę rodzicielską lub, jeśli uznałbym ją za odpowiednią osobę na miejscu matki, a ona chciałaby wychować to dziecko, ograniczyłbym się do monitorowania tego jak sobie radzi oraz być może szukał jakichś sposobów na uchronienie samego dziecka przed "wspaniałością" świata, na którym się znalazło, na tyle, na ile to możliwe. Ostatecznie, jeżeli byłaby to moja partnerka, z którą widziałbym perspektywy na dalszy związek, wychowałbym to dziecko razem z nią. Jakkolwiek obecnie nie widzę w sobie cienia motywacji na związek z kimkolwiek i wolałbym wychowywać dziecko samotnie niż być w związku z kobietą.

O ja chrzanie.
Twoje poglądy antynatalisty się liczą, ale jej (np niechęc usunięcia dziecka) już nie. Widzę tu skrajną nietolerancję względem innych poglądów i to w bardzo poważnej sprawie którą dzielisz z drugą osobą. Szczególnie, że sprowadzasz to do prostej sprawy: ona nie usuwa dziecka = jest dla Ciebie skończona, no chyba że jej tę straszną zbrodnie "wybaczysz". A porównania do wypadków są co najmniej nie na miejscu bo ten samochód zwany spłodzeniem dziecka prowadzicie razem. To tak, jakbym ja teraz porównała namawiania do aborcji do tego, że prowadzicie samochód i namawiasz ją do potrącenia kogoś żeby go zabić mówiąc że inaczej jej tego nie wybaczysz (od razu mówię - nie jestem pro life w sprawach aborcji, mam tu inne poglądy, idę Twoim tropem z tymi porównaniami). Równie bez sensu, równie nie na miejscu.
Wybacz ale doradzałabym zrezygnowanie z seksu.
I'm out.

42 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-06-16 13:43:12)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

W takim razie jesteś pierwszą taką kobietą, którą poznałem. Znasz jakieś inne?

Jeszcze ja smile
W przeciwieństwie do Beyond Blackie bardzo lubię dzieci, lubię się z nimi bawić, a i one lubią mnie. Kontakty raz na jakiś czas z dziećmi koleżanek mi spokojnie wystarczają. Nie chcę mieć dzieci, jestem na to przede wszystkim za wygodna. smile

Gdy byłam młodsza, to chciałam mieć dzieci "kiedyś". Dziś wiem, że to "kiedyś" nie nadejdzie smile

43 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-06-16 13:42:17)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

...

44

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Ostatnio byłam na wycieczce takiej jednodniowej do Małopolski. O tym, że jest taka okazja, wyrwać się na jeden dzień, dowiedziałam się na kilka dni przed. Najbardziej doceniam w moim życiu wolność, brak przyziemnych problemów, typu: facet mi nie da jechać, albo z kim zostawię dzieciaka. Brrr na sama myśl czuje się nieswojo. Stop! - to mi może mówić w kryzysowych sytuacjach mój dzienny limit na karcie bankomatowej. Ja sobie zawsze takie wycieczki rozplanowuje w czasie, co chce zobaczyć, gdzie pójść. Jak już zaplanuje, to nie cierpię zmieniać planów. Dlatego małe kameralne lub nawet indywidualne wycieczki są dla mnie zbawienne.
Ale taka sytuacja, że akurat w czwartek było święto, i jakiś znajomy M organizował urodziny, gdzieś w hotelu pod miastem, to ponoć się mocno alkoholizowali. Niektóre laski to dzwonią do facetów, tylko baw się grzecznie, wkurzają, że ich faceci są na takim melanżu, okazują zazdrość publicznie. Dla mnie to trochę żenada. Zresztą ja żyłam tą moja wycieczką, poza tym stres o egzaminy, wyniki. To szczególnie zaprząta mi głowę i jeszcze praca. Ale ogólnie to już się z nim bardzo zżyłam, jak go nie widzę 2 dni, to już bardzo tęsknie, to nie jest na zasadzie motyli w brzuchu, ja po prostu muszę go przytulic, usłyszeć głos, zobaczyć, że wszystko w porządku. Jakieś wybryki jestem mu w stanie wybaczyć, przymknąć oczy. Moja znajoma uważa, że zaczynam mu matkować. Przesadza. Ale, fakt, że zżyliśmy się ze sobą bardzo.  To jest nawet więcej niż miłość, bo my się bez słów rozumiemy.
Ja najbardziej lubię tylko z nim, nie w większym składzie, tylko we dwoje.
Wiecie czym mnie jeszcze ujął, lubi zwierzęta, uratował kiedyś małego jeża, który szedł na stracenie, czyli prosto na ruchliwa jezdnie, a on go wziął i odniósł w bezpieczne miejsce, człowiek który lubi zwierzęta, jest wrażliwy na ich krzywdę nie może być złym człowiekiem.
Ale odskakując od tematu, podoba mi się takie małżeństwo, jak ma np Ola Kwaśniewska. Czyli, że jest z tym Kubą, ale w sumie w ich życiu nie zaszły jakieś radykalne zmiany od ślubu, Kuba jeździ w trasy koncertowe, oddaje się swojej pasji, ona stara się go w tym wspierać, jeździ na jego koncerty, ale też daje mu dużo luzu, żeby mógł się skupić na pracy. Ona sama koncentruje się na swojej karierze, a przy tym nie wyrosła z bycia córeczką rodziców, bo jak czytałam nadal się u nich stołuje, albo dołącza do nich na wakacjach, jak Kuby jest w trasie koncertowej co by sama w domu nie siedzieć. Co prawda tak to opisuje prasa. Ale chyba akurat w tym przypadku chyba nie mija się bardzo z prawdą, bo nie widać, żeby Ola z wózkiem  latała, albo z zakupami i dodawała posty w stylu ,,przygotuje obiad dla męża''. Bo dajmy na to w przypadku księżnej Kate to co najmniej 4 dzieci powinna być, tyle nianiek, służących, kucharzy, ochrony, o nic się nie trzeba martwić o opłaty, o prace, tu nawet dzieci nie trzeba lubić, czy mieć do nich podejście.
Albo jak ja ostatnio na urodzinach chrześnika, kupiłam mega prezent, odpicowana poszłam na przyjecie urodzinowe, zrobiliśmy kilka pamiątkowych fotek, takich w odświętnych ubraniach, przy wysprzątanej chacie, stole pełnym łakoci. Było miło, lubię swojego chrześnika ale na krotko, jak nie płacze, nie strzela fochów, usiądzie na kolanach do zdjęcia, ale ja po dwóch godzinach mam dość. Ile można bez sensu jeździć traktorkiem po dywanie, albo te głośno grające zabawki, jak podziwiam ich matkę, że daje radę z dwójką małych dzieci w dwóch małych pokojach, dwa łóżeczka, zabawki nie ma się jak ruszyć, klaustrofobii idzie dostać. Ale tak chyba wygląda życie matki Polki nudne, pracowite, zero romantyzmu, zero relaksu, zero szaleństwa, zero czasu dla siebie, zero ostrego głośnego seksu - jak żyć????!!!! Aaaabbbbbrrrrrrr straszne to.
Powiedzcie mi jak interpretować słowa faceta, że kiedyś w przyszłości dziecko może być, ale nie musi - to chce czy nie chce dziecka? 

Panowie, a gdyby Wasza partnerka, nie palała entuziazem do macierzynstwa, uszanowalibyście to, i pogodzili się z tym, że tego dziecka po prostu nie będzie w Waszym zwiazku?

45 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-17 21:42:30)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
jjbp napisał/a:

O ja chrzanie.
Twoje poglądy antynatalisty się liczą, ale jej (np niechęc usunięcia dziecka) już nie.

Oczywiście, że się liczą. Jest wolną osobą. Poza tym, że jestem antynatalistą, jestem także libertarianinem. Niech robi sobie zatem co zechce, dopóki nie narusza mojej wolności. Dopóki jestem zwolniony z odpowiedzialności za jej decyzje, w tym z odpowiedzialności prawnej, nie widzę żadnego problemu. Niestety, nie żyjemy w państwie prawa, ani w państwie libertariańskim. W podobnym przypadku, w RP, zostałbym obciążony alimentami na sporą część życia.

jjbp napisał/a:

Widzę tu skrajną nietolerancję względem innych poglądów i to w bardzo poważnej sprawie którą dzielisz z drugą osobą. Szczególnie, że sprowadzasz to do prostej sprawy: ona nie usuwa dziecka = jest dla Ciebie skończona, no chyba że jej tę straszną zbrodnie "wybaczysz". A porównania do wypadków są co najmniej nie na miejscu bo ten samochód zwany spłodzeniem dziecka prowadzicie razem.

Nie prowadzimy, gdyż ja nie mogę usunąć ciąży na przykład za nią, ani w sobie samym. To ona trzyma kierownicę i siedzi w fotelu kierowcy. Dla strony pasażera nie przewidziano hamulców.

jjbp napisał/a:

To tak, jakbym ja teraz porównała namawiania do aborcji do tego, że prowadzicie samochód i namawiasz ją do potrącenia kogoś żeby go zabić mówiąc że inaczej jej tego nie wybaczysz (od razu mówię - nie jestem pro life w sprawach aborcji, mam tu inne poglądy, idę Twoim tropem z tymi porównaniami). Równie bez sensu, równie nie na miejscu.

Nie można zabić kogoś, kto nie istnieje, no chyba, że będziesz w stanie potrącić twór rzędu pojedynczej komórki, czy dwóch. Co więcej, według Benatara, który powołuje się na badania EEG mózgu i badania dotyczące odczuwania bólu przez płód, świadomość u płodu powstaje nie wcześniej niż między dwudziestym ósmym a trzydziestym tygodniem ciąży i wcześniej płód nie jest zdolny ani do myślenia, ani do odczuwania bólu. Jeżeli zaś nie istnieje świadomość, nie możemy mówić o istnieniu człowieka w ogóle.

jjbp napisał/a:

Wybacz ale doradzałabym zrezygnowanie z seksu.

Dzięki za radę. Ale, tak jak pisałem, to wstrzemięźliwość i ostrożność posunięta w moim mniemaniu już za daleko, do granic absurdu. Porównywalna do zaprzestania jazdy samochodem, bo można kogoś potrącić. Na razie stoję na stanowisku, iż wzmożona ostrożność w tym temacie wystarczy i nie trzeba od razu wylewać dziecka z kąpielą.

Cougarzyca napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:

W takim razie jesteś pierwszą taką kobietą, którą poznałem. Znasz jakieś inne?

Jeszcze ja smile
W przeciwieństwie do Beyond Blackie bardzo lubię dzieci, lubię się z nimi bawić, a i one lubią mnie. Kontakty raz na jakiś czas z dziećmi koleżanek mi spokojnie wystarczają. Nie chcę mieć dzieci, jestem na to przede wszystkim za wygodna. smile

Gdy byłam młodsza, to chciałam mieć dzieci "kiedyś". Dziś wiem, że to "kiedyś" nie nadejdzie smile

A miałaś z kim zrobić te dzieci i założyć rodzinę?

Perełka_niebieska napisał/a:

Powiedzcie mi jak interpretować słowa faceta, że kiedyś w przyszłości dziecko może być, ale nie musi - to chce czy nie chce dziecka?


Po co go o to pytasz, skoro:

Perełka_niebieska napisał/a:

my się bez słów rozumiemy.

To zdanie nie pozostawia wiele do interpretacji. Może mieć i może nie mieć dziecka, akceptuje dwa przypadki. Można zadać pytanie doprecyzowujące - którą opcję woli, gdyby mógł decydować. Ewentualnie, jeśli mu nie wierzysz, zbadaj go wariografem. Albo podwędź jego list do św. Mikołaja. Jeżeli będzie tam o dziecku, wiadomo, że kłamie. Ostatecznie, jeśli to nie pomoże, spróbuj go potraktować rozżarzonym grzebaczem do pieca, wtedy na pewno się przyzna. Poleciłbym jeszcze koło do łamania, ale dziś już takich nie produkują.

46

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

  A miałaś z kim zrobić te dzieci i założyć rodzinę?

Miałam i cały czas mam. smile

47 Ostatnio edytowany przez Perełka_niebieska (2017-06-17 22:35:06)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

,,To zdanie nie pozostawia wiele do interpretacji. Może mieć i może nie mieć dziecka, akceptuje dwa przypadki. Można zadać pytanie doprecyzowujące - którą opcję woli, gdyby mógł decydować. Ewentualnie, jeśli mu nie wierzysz, zbadaj go wariografem. Albo podwędź jego list do św. Mikołaja. Jeżeli będzie tam o dziecku, wiadomo, że kłamie. Ostatecznie, jeśli to nie pomoże, spróbuj go potraktować rozżarzonym grzebaczem do pieca, wtedy na pewno się przyzna. Poleciłbym jeszcze koło do łamania, ale dziś już takich nie produkują.''--------------------------------------

Rozumiem, że te kilka zdań jest napisane z sarkazmem. Ogólnie mamy podobne podejście do życia, podzielamy swoje pasje, mamy podobne poglądy na wiele spraw. Tylko ta kwestia ewentualnego założenia rodziny/posiadania dziecka to stąpanie po niesamowicie cienkim lodzie, ja się bardzo w takich dyskusjach nakręcam, że ja się wrobić w bachora nie dam, itp. wiec wole tej dyskusji z nim nie zaczynać, a on na razie nie jest tematem zainteresowany.
Jeżeli on pragnie dziecka i kłamie, to sam siebie krzywdzi. Ja sobie zdaje sprawę, że na świecie krąży pełno obrzydliwych zboczonych bydlaków którzy tylko czyhają na okazję, żeby jaką niezbyt rozgarnięta laskę na dziecko złapać, większość wpadek to świadome działanie facetów. Chłop jak chce udupić kobietę, zatrzymać przy sobie darmowa służąca z opcją niania, kucharka, sprzątaczka to właśnie wrabia ją w dziecko. Bo to jest trójkąt bermudzki, sytuacja bez wyjścia. Kobiety potem tkwią w takim g... latami, ich kariera stoi w miejscu, są niezadbane bo nie maja czasu dla siebie, jednym słowem przegrały życie, zanim maja szanse się odkuć to już dobiją 50 i tak pół życia bezpowrotnie zmarnowane.
Taka jest prawda, że facet jak zrobi kobiecie dzieciaka to może wrócić do kawalerskiego życia, a kobieta jak raz na ruski miesiąc z koleżankami na zakupy wyskoczy to jeszcze dać mu medal, ze dzieciakiem się zajął.
Ja taka męską szowinistyczną świnie to z 10 km wyczuje. Także nikt mi nie powie...nie ważne...

Ja się dam podejść, wpadkę zawsze można usunąć, a jakby mi zabraniał na siłę, to chciałby widzieć jak przy nim okładam się pięściami po brzuchu, kaleczę, rzucam z krzykiem, wyzwiskami. Przecież chyba by mu serce pękało, chciałby przeżyć taka sytuacje? Albo żebym zrobiła taki numer jak Klara Hubertowi (Barwy Szczęścia) swoją droga numer jaki wycięła Klara Hubertowi powinna wyciąć praktycznie każda kobieta swojemu facetowi, taka szkoła życia. Ten watek mnie rozbroił, dla niewtajemniczonych: Klara i Hubert zostali rodzicami, Klara nie radziła sobie z opieką nad małym dzieckiem, przechodziła depresje poporodową, do tego we wszystko wtrącały się siostry Huberta, krytykowały Klarę. I ta w końcu uciekła z domu zostawiając męża z dzieckiem. I wielka mobilizacja, nagle pytanie jak on sobie poradzi z opieką nad niemowlakiem, pomagały mu obydwie siostry, chłopak jednej z nich, brat, i jeszcze koleżanka. A on miał czas latać na piwo, nagrywać płytę. Nie oglądam Barw na co dzień, ale ten wątek pilnie śledziłam. Jakie to typowe, kobieta ma sobie poradzić z dzieckiem a facet, no jak gdzie kiedy... Także tego typu sytuacje/dyskusje, nie mają przed mną tajemnic.

Tak więc jeżeli M ukrywałby przede mną chęć posiadania dziecka, robiłby sobie sam największa krzywdę. Nie chce go rozczarować. Nie chce żeby przeze mnie ominęło go w życiu, założenie rodziny czy cokolwiek innego. Jeżeli by mi powiedział teraz, że chce mieć dziecko w najbliższej przyszłości po prostu uszanowałabym to, i zrozumiałabym to, że jest na innym etapie życie i byśmy się rozstali. Byłoby mi zal, ale przeżyłabym to i życzyła mu jak najlepiej.
Ale im dłużej jesteśmy razem tym ciężej byłoby się rozstać. Posiadanie dzieci to kluczowa sprawa i o tym trzeba mówić od początku. Jeżeli myślę o nim poważnie o naszej wspólnej przyszłości, to powinnam być szczera i jestem, tu nie ma co ukrywać, bo tylko będą rozczarowania.
Mi się trudno zdać na to, że może mi się odmieni, może tak, a jak nie?

48

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

smile No niech mnie, Perełka_Niebieska, nie ustawaj w rozwijaniu tematu...

49

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Mój M, że tak powiem, mówi, że uwielbia spędzać ze mną miło czas, lubi się zrelaksować. A każdą moje starania, żeby wrócić do tematu mówi, że przyjął do wiadomości, że nie lubię dzieci, nie da się ukryć. Po cholerę drążyć temat. Przecież na razie i tak nie bierzemy ślubu, ani nie jest to ostatni dzwonek żeby mieć te dzieci. Ten temat wywołuje same napięcia, ja zaciskam zęby, albo podnoszę głos, albo zaczynam krzyczeć, zaraz jest mi przykro, przeżywam i ogólnie jest od razu odechciewam mi się wszystkiego seksu w pierwszej kolejności.
Tak ogólnie to ja go kocham, nasze wspólnie spędzone chwile są bezcenne, tyle już razem przeżyliśmy, dobrego, złego, różnych przygód, tyle wspólnie spędzonych nocy, pierwszy raz, pierwsza miłość, pierwszy związek, pierwsze wakacje we dwoje.
Ogólnie on mi pasuje pod wieloma względami, nie ma upierdliwych rodziców, nie będę mieć psychicznej teściowej. Poza tym mieszka sam, już od dawna i nikomu nie pozwala włazić z butami do swojego życia.
Akceptuje mnie taka jaka jestem czyli, nie wymusza na mnie żebym tu i teraz dojrzała. Nie muszę się uczyć gotować, grać przed nim niezwykle samodzielnej.
Jest dla mnie taki opiekuńczy.
Ja mam taką swoją grupę znajomych, całkiem nie w moim wieku, spotykamy się i oddajemy swoim pasją, bez reszty, ja chodzę na te spotkania i będę chodzić i nikt mi nie zabroni. A on po prostu ma swoich znajomych, nie interesuje się moimi.
Ja uchodzę za taką cichą nieśmiała skromna myszkę, ale ja potrafię pokazać pazury, ten co dużo gada mało robi, a ja wręcz przeciwnie, mało mówię, ale w potrafię dążyć co celu za wszelką cenę, wszelkimi sposobami. Nie jestem pyskata, ale jak już coś powiem/zrobię to wszystkim na dobre kapcie spadną. Nie staram się za wszelką cenę wszystkim przypodobać. Np kiedyś M organizował imieniny była jego rodzina i wg, i ja nie zamierzałam się zapieprzać przy garach po prostu wszystko gotowe kupiłam i zamówiłam. I nawet nie starałam się zachować pozorów, że cokolwiek z jedzenia nie jest kupne, nie zamierzam udawać, że jestem wielbłądem. Ponoć jego eks żona była pod wieloma względami moim przeciwieństwem. I apropos myślicie, ze jemu nie jest przykro, że go na razie nie przedstawiłam jako oficjalnego partnera? Niby zna moich rodziców, ale jako kolega. On mówi, że dobrze jest jak jest. Ale może mu przykro, że ja się tak czaje. Po prostu wiem jak może zareagować moja mama i rodzina. I wole dawkować informacje. Mniej wiedza spokojniej śpią.

50

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Pisze, tak chaotycznie, jak czuje. Ja o tym nie mam z kim pogadać. Moim koleżankom z pracy czy ze studiów nigdy nic o sobie nie opowiadam, one by i tak nie zrozumiały, a zależy mi na dobrych relacjach i atmosferze na studiach i w pracy. Zresztą on sobie nie życzy, żebym o nas opowiadała do znajomych, rodziny, co do Facebooka, nie mam w zwyczaju, dodawać cudzych zdjęć bez zgody, on wie, ale i tak mi zapowiadał, żebym żadnych naszych wspólnych zdjęć nie wrzucała. W ogóle ja z nim mam chyba ze 4 zdjęcia. I tylko w telefonie. Już sporo czasu jesteśmy razem a w sumie nadal wiele osób o nas nie wie.
Ja bym bardzo chciała, żeby nam wyszło, żeby on mnie pokochał, tak szczerze, na bardzo poważnie, na dobre i złe, tak jak ja jego. Chociaż nie wiem czy to będzie możliwe, czy faceci chcą takie kobiety które nie są zbyt ciepłe, rodzinne, nie lubią dzieci i nie garna się do obowiązków domowych.
Ja jego kocham i akceptuje takim jakim jest.

51

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Kocham go, ale po prostu nie mogę sobie poradzić z myślą, że moje życie mogłoby się radykalnie zmienić na gorsze mąż dziecko, mniej czasu i kasy na swoje przyjemności, dużo więcej przykrości, zmartwień, problemów. Poza nim ogólnie czuje, ze moje dzieciństwo dobiegło końca bezpowrotnie i za jakiś to ja będę decydować czy chce być żoną, matką, i to ,,kiedyś'' nie jest już takie odlegle, nierealne, i bardzo się boje co to będzie, jak to będzie. Pozdrawiam i idę spać.

52

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
Perełka_niebieska napisał/a:

  Zresztą on sobie nie życzy, żebym o nas opowiadała do znajomych, rodziny.

Bardzo feministyczne podejście.

53

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
Perełka_niebieska napisał/a:

Powiedzcie mi jak interpretować słowa faceta, że kiedyś w przyszłości dziecko może być, ale nie musi - to chce czy nie chce dziecka?



Co tu nie rozumieć

Może być- z inną, tą prawdziwą

Ale nie musi- to kiedy patrzy na Ciebie

Heppi|
Nie chcesz, to mówisz i masz
Pozdrawiam

54 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-18 17:33:42)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
Cougarzyca napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:

  A miałaś z kim zrobić te dzieci i założyć rodzinę?

Miałam i cały czas mam. smile

To gdzie byłaś jak Cię szukałem!?

Beyondblackie napisał/a:

Znam ze dwie kobiety, ktore maja podobne zdanie na temat dzieci. Statystycznie, jest to akceptowalna liczba, bo w koncu jako rasa ludzka musimy sie rozmnazac.

Ale sama zawsze sie upewnialam, ze moj partner nie chce miec dzieci. Nawet w wieku 20 lat bylo to dla mnie niesamowicie istotne. Sama mysl, ze jakis inny organizm moze mnie skolonizowac jest rodem z horroru. Bylam raz w ciazy i jak sie dowiedzialam po paru tygodniach, natychmiastowo abortowalam. Minelo 10 lat i absolutnie nie zaluje swojej decyzji.

Jestem w szoku. Czyli jednak te opowieści znajomych, że istnieją takie kobiety były prawdą. Czuję się jak Indiana Jones, który odnazał atlandydę.

Perełka_niebieska napisał/a:

Ja sobie zdaje sprawę, że na świecie krąży pełno obrzydliwych zboczonych bydlaków którzy tylko czyhają na okazję, żeby jaką niezbyt rozgarnięta laskę na dziecko złapać, większość wpadek to świadome działanie facetów. Chłop jak chce udupić kobietę, zatrzymać przy sobie darmowa służąca z opcją niania, kucharka, sprzątaczka to właśnie wrabia ją w dziecko. Bo to jest trójkąt bermudzki, sytuacja bez wyjścia. Kobiety potem tkwią w takim g... latami, ich kariera stoi w miejscu, są niezadbane bo nie maja czasu dla siebie, jednym słowem przegrały życie, zanim maja szanse się odkuć to już dobiją 50 i tak pół życia bezpowrotnie zmarnowane.

Jest dokładnie odwrotnie. To kobieta, jeśli nie ma innych celów w życiu, przesiąknęła określonymi wzorcami lub, jeśli, jak to często jest argumentowane - "chce mieć kogoś do kochania", stara się wmanewrować faceta w dziecko. A gdy to już się stanie, ten służy głównie do zarabiania pieniędzy i zapewniania bezpieczeństwa, choć w coraz większym stopniu jest na niego przerzucany także obowiązek zajmowania się tym dzieckiem i domem. Jeżeli już ktoś prosi się o wpadkę, to zwykle są to kobiety, które się nie zabezpieczają, bo są lekkomyślne albo wręcz przeciwnie, po prostu dążą do realizacji swoich zamierzeń. Mnie co najmniej dwie kobiety próbowały złapać na dziecko, nie biorąc żadnych tabletek antykoncepcyjnych (pomimo, że nie miały żadnych przeciwwskazań), a namawiając na seks bez zabezpieczeń. Jedna mi wprost powiedziała, że mi kiedyś przebije gumkę. Jak mężczyzna może prosić się o wpadkę, z kobietą, która zabezpiecza się tabletkami?

55

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

To gdzie byłaś jak Cię szukałem!?

I już się czepia tongue

osobliwy nick napisał/a:

Mnie co najmniej dwie kobiety próbowały złapać na dziecko, nie biorąc żadnych tabletek antykoncepcyjnych (pomimo, że nie miały żadnych przeciwwskazań), a namawiając na seks bez zabezpieczeń. Jedna mi wprost powiedziała, że mi kiedyś przebije gumkę.

Rozchwytywany jesteś. smile Mimo wszystko masz szczęście. Znam dziewczynę, która złapała jednego mężczyznę na dwójkę dzieci.

56 Ostatnio edytowany przez zabpth (2017-06-18 20:10:01)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

...

Wybacz dociekliwość, ale mama pytanie
Zawsze sie zabezpieczasz samodzielnie, czy jak bierze pigułki to już się nie zabezpieczasz?
Bo ja rozumiem jakieś tam stałe partnerki, którym już ufasz. A jak jakieś mniej znane?
Czy jako zwolennicy antynatalizmu, zrzeszacie się jakoś?
Robicie zloty?
Wymieniacie się wiadomościami?
Podejrzewam że nie ma was wielu w naszym kraju. To też łatwiej się zrzeszyć mniejszej grupie.

Pozdrawiam

Edit:
I jeszcze jedno, skoro jako przeciwnik życia, postanowiłeś jednak żyć i się życiem cieszyć, zamiast ostatecznie rozwiązać kwestie swojego bytu.
To rozumiem, że żeby nie grzeszyć już więcej, jesteś pewien że dzieci nie chcesz nie zechcesz. Więc żeby wykluczyć możliwość wpadki, nie lepiej jakby antynataliści poddawali się kastracji?
Jakiejś tam współczesnej metodzie, wazektomia,czy inne podobne?
Nie czuł byś się pewniej?

57 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-18 20:26:23)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
zabpth napisał/a:

Wybacz dociekliwość, ale mama pytanie
Zawsze sie zabezpieczasz samodzielnie, czy jak bierze pigułki to już się nie zabezpieczasz?

Gdy kobieta bierze pigułki i widzę, że podchodzi do tego odpowiedzialnie, nie zdarza jej się zapominać oraz, gdy jej ufam, to jestem skłonny zrezygnować z zabezpieczenia się z mojej strony.

zabpth napisał/a:

Bo ja rozumiem jakieś tam stałe partnerki, którym już ufasz. A jak jakieś mniej znane?
Czy jako zwolennicy antynatalizmu, zrzeszacie się jakoś?
Robicie zloty?
Wymieniacie się wiadomościami?
Podejrzewam że nie ma was wielu w naszym kraju. To też łatwiej się zrzeszyć mniejszej grupie.

Nie poznałem nigdy żadnego antynatalisty, poza tym jednym, co na mnie czasami w lustrze patrzy, raz karcąco, raz jakby z pożądaniem. Znam jedynie filozofów i przedstawicieli tego stanowiska. Kobiet powyżej nie zaliczam do antynatalistek, bo nie argumentują, że prokreacja jest niemoralna lub z jakichś powodów nie powinna mieć miejsca, zatem wydają się akceptować płodzenie potomstwa w ogóle, nie chcą jedynie widzieć samych siebie w tej roli. Ja zaś, jak i antynataliści ogółem, w ogóle nie akceptuję powoływania na świat kolejnych ludzi.

58 Ostatnio edytowany przez zabpth (2017-06-18 20:41:39)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:
zabpth napisał/a:

Wybacz dociekliwość, ale mama pytanie
Zawsze sie zabezpieczasz samodzielnie, czy jak bierze pigułki to już się nie zabezpieczasz?

Gdy kobieta bierze pigułki i widzę, że podchodzi do tego odpowiedzialnie, nie zdarza jej się zapominać oraz, gdy jej ufam, to jestem skłonny zrezygnować z zabezpieczenia się z mojej strony.

zabpth napisał/a:

Bo ja rozumiem jakieś tam stałe partnerki, którym już ufasz. A jak jakieś mniej znane?
Czy jako zwolennicy antynatalizmu, zrzeszacie się jakoś?
Robicie zloty?
Wymieniacie się wiadomościami?
Podejrzewam że nie ma was wielu w naszym kraju. To też łatwiej się zrzeszyć mniejszej grupie.

Nie poznałem nigdy żadnego antynatalisty, poza tym jednym, co na mnie czasami w lustrze patrzy, raz karcąco, raz jakby z pożądaniem. Znam jedynie filozofów i przedstawicieli tego stanowiska. Kobiet powyżej nie zaliczam do antynatalistek, bo nie argumentują, że prokreacja jest niemoralna lub z jakichś powodów nie powinna mieć miejsca, zatem wydają się akceptować płodzenie potomstwa w ogóle, nie chcą jedynie widzieć samych siebie w tej roli. Ja zaś, jak i antynataliści ogółem, w ogóle nie akceptuję powoływania na świat kolejnych ludzi.

Czyli jesteś jedyny, to może właśnie o Ciebie chodzi, czasami przesiaduję na takim forum z dobrymi ludźmi, mocny akcent pro-kato, prawicowcy, myślę powoli o założeniu rodziny, więc powoli rozglądam się za jakąś miłą dziewczyną, z zaszczepionym wartościami, No żeby dziewica i słuchała męża.
No nie ważne ale byłem świadkiem wymiany postów. Wydaje mi się że wyznaczyli nagrodę za... twoje dziecko, albo nasienie. Ponoć ma być nowym zbawcą.
Jest tam parę kobiet które zgłosiły się do misji.
Musisz uważać,  ponoć trenują nawet biegi z pełnymi ustami.
Nie ufaj tutejszym kobietom co nie chcą dzieci , to mogą być ich agentki, które podstępem chcą się zapłodnić, "nasieniem złego", jak to określają.
Hmmm
Jest tam taka pani, bardzo aktywna pod pseudonimem:

@Couga500+

Nie wiem czy ma to związek czy chodzi o Ciebie,czy tylko zatruli się kadzidłem.
Ale bądź ostrożny, nie ma was dużo, więc warto żebyście nie wyginęli za szybko, skoro mnożyć się nie chcecie to tym bardziej jesteście zagrożeni.
Mogę wkleić fragment rozmowy jak chcesz,
Ale to później, idę na przesłuchanie teraz, szukają nowych do zespołu oazowego. >:)

59 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-18 23:50:06)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
zabpth napisał/a:

Nie ufaj tutejszym kobietom co nie chcą dzieci

Nie ufam nikomu, kogo znam tylko w internecie.

zabpth napisał/a:

Ale bądź ostrożny, nie ma was dużo, więc warto żebyście nie wyginęli za szybko, skoro mnożyć się nie chcecie to tym bardziej jesteście zagrożeni.
Mogę wkleić fragment rozmowy jak chcesz,
Ale to później, idę na przesłuchanie teraz, szukają nowych do zespołu oazowego. >:)

Nie musimy się mnożyć, aby szerzyć swoje poglądy, tym bardziej, że potomek nie zawsze afirmuje przekonania rodziców. Musimy być skuteczni w promowaniu i argumentowaniu naszych przekonań.

60 Ostatnio edytowany przez Cougarzyca (2017-06-19 12:37:45)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

Gdy kobieta bierze pigułki i widzę, że podchodzi do tego odpowiedzialnie, nie zdarza jej się zapominać oraz, gdy jej ufam, to jestem skłonny zrezygnować z zabezpieczenia się z mojej strony.

Prawdę mówiąc to nie bardzo potrafię dostrzec logiki w tym działaniu. Skoro Tobie zależy na nieposiadaniu potomstwa, to czemu dodatkowo się nie zabezpieczysz? Składasz całą odpowiedzialność w jej ręce, zarówno za brak dzieci, jak i ewentualne ich się pojawienie, a to już niefajne. Ale skoro znajdujesz dziewczyny, które to akceptują...

W taki właśnie sposób zresztą moja koleżanka nabrała chłopaka na dzieci. Też nie zdarzało jej się zapominać, ale chłopak postanowił ją rzucić. Więc ona postanowiła zapomnieć i nie powiedzieć. A że chłopak dalej ufał...

zabpth napisał/a:

  Nie ufaj tutejszym kobietom co nie chcą dzieci , to mogą być ich agentki, które podstępem chcą się zapłodnić, "nasieniem złego", jak to określają. Hmmm Jest tam taka pani, bardzo aktywna pod pseudonimem: @Couga500+

Żeś mnie, kurna, przejrzał... sad

ps. "Couga 500+" - mistrzostwo! big_smile

61 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-19 20:02:41)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
Cougarzyca napisał/a:

Prawdę mówiąc to nie bardzo potrafię dostrzec logiki w tym działaniu. Skoro Tobie zależy na nieposiadaniu potomstwa, to czemu dodatkowo się nie zabezpieczysz?

Po pierwsze, na pewnym etapie znajomości, brak zaufania w tak prostych sprawach stawiałby znak zapytania nad sensem takiej znajomości w ogóle. Jeżeli kogoś kocham i ta osoba darzy mnie takim samym uczuciem, to argumentowanie typu - "założę, na wszelki wypadek, gdybyś mnie chciała oszukać" lub "bo, nie mam pewności, że umiesz dopilnować tak prostej rzeczy", jest nie na miejscu. Poza tym nie zakochałbym się w nikim, kogo podejrzewałbym o podobne rzeczy, zatem, jeżeli już jestem z kimś w związku, osoba ta jest zwolniona z takich podejrzeń. Po drugie są dziewczyny, którym mógłbym zaufać nawet nie będąc z nimi w związku, zwłaszcza tym, które nie mają problemu z tabletką po. Chyba rozumiesz co to zaufanie? I po trzecie, zabezpieczanie się ze strony faceta zawsze wiąże się z rezygnacją z pełnego komfortu, zaś, gdy kobieta bierze tabletki, można uprawiać seks bez żadnego dyskomfortu, co więcej jest to bardziej skuteczna forma antykoncepcji. Zauważyłem także, że gdy moja partnerka brała tabletki, a ja zabezpieczałem się jeszcze dodatkowo, ona podchodziła do tematu bardziej beztrosko. W końcu stwierdziła, że w ogóle nie będzie brać tabletek, skoro ja i tak się zabezpieczam. I tak zostaliśmy z prezerwatywami, które są znacznie mniej skuteczne niż antykoncepcja hormonalna. Ostatecznie 1+1 wyszło równe mniej niż 1.

Cougarzyca napisał/a:

Składasz całą odpowiedzialność w jej ręce, zarówno za brak dzieci, jak i ewentualne ich się pojawienie, a to już niefajne. Ale skoro znajdujesz dziewczyny, które to akceptują...

Cała odpowiedzialność powinna być właśnie po stronie kobiety, bo to ona może zostać zapłodniona, a nie facet. Jeżeli daje się zapłodnić, mając narzędzia, by temu zapobiec, jej sprawa. Wiem, że to "niefajne", bo karze Wam trzymać łeb na karku. Ale tak to już ewolucja wymyśliła, że mamy płeć, która jest zapładniana i, która zapładnia. Niestety współczesne, sztuczne prawne narzędzia przymusowej odpowiedzialności, wymierzone w mężczyzn, mocno wypaczyły, to co unormowała ewolucja. Aż dziw, że gatunek ludzki był w stanie rozwijać się przez 6 milionów lat bez instytucji alimentów. A poźniej wychodzą takie kwiatki jak:

Cougarzyca napisał/a:

W taki właśnie sposób zresztą moja koleżanka nabrała chłopaka na dzieci. Też nie zdarzało jej się zapominać, ale chłopak postanowił ją rzucić. Więc ona postanowiła zapomnieć i nie powiedzieć. A że chłopak dalej ufał...

W normalnych, niesfeminizowanych czasach ostatnią rzeczą, jaka by przyszła kobiecie do głowy, byłoby łapanie faceta, który ją zostawił na dziecko. Bo bez opieki mężczyzny zeżarłby ją jakichś drapieżnik, zanim by tego potomka urodziła lub klepałaby biedę z tym dzieciakiem przez resztę życia. Dzisiaj prawo stoi po stronie kobiet i wszystko jest do góry nogami. To mężczyzna musi martwić się o swoją antykoncepcję, a do tego jeszcze kobiety, bo inaczej system, państwo, a nawet społeczeństwo go wytarga za ucho i wyjaśni jak należy postępować. A skoro nie ma równowagi sił, narzędzi prawnych, argumentów, próżno szukać w dzisiejszych społeczeństwach stabilności matrymonialnej. W warunkach sprawiedliwości społecznej, ani ja, jako antynatalista, ani faceci w ogóle nie musieliby podchodzić tak drobiazgowo do tematu.

62

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

     Po pierwsze, na pewnym etapie znajomości, brak zaufania w tak prostych sprawach stawiałby znak zapytania nad sensem takiej znajomości w ogóle.

Dla mnie zaufanie rozciąga się trochę bardziej, na wspólną odpowiedzialność za ewentualne dzieci. Tabletki chronią, owszem, ale też nie w 100%. Stąd uznałam, że mężczyzna, któremu tak bardzo zależy na nieposiadaniu dzieci weźmie sprawę w swoje ręce, podobnie jak kobieta.

Ja sama również jadę na jednym zabezpieczeniu, ale partner mimo wszystko uważa (można być ostrożnym również i bez prezerwatywy). Wg mnie tak wygląda odpowiedzialność. Wiem też, że w razie czego nie zostawi mnie samej z "problemem". Czy Ty jesteś w stanie dać swoim kobietom taką pewność, czy umyłbyś ręce?

osobliwy nick napisał/a:

I po trzecie, zabezpieczanie się ze strony faceta zawsze wiąże się z rezygnacją z pełnego komfortu, zaś, gdy kobieta bierze tabletki, można uprawiać seks bez żadnego dyskomfortu,

A co jeśli kobieta po tabletkach źle się czuje i takowych przyjmować nie może. Czy byłbyś wtedy w stanie wziąć kwestię zabezpieczenia całkowicie na siebie?

osobliwy nick napisał/a:

  Zauważyłem także, że gdy moja partnerka brała tabletki, a ja zabezpieczałem się jeszcze dodatkowo, ona podchodziła do tematu bardziej beztrosko. W końcu stwierdziła, że w ogóle nie będzie brać tabletek, skoro ja i tak się zabezpieczam.

Trafił swój na swego tongue

Cougarzyca napisał/a:

Cała odpowiedzialność powinna być właśnie po stronie kobiety, bo to ona może zostać zapłodniona, a nie facet. Jeżeli daje się zapłodnić, mając narzędzia, by temu zapobiec, jej sprawa. Wiem, że to "niefajne", bo karze Wam trzymać łeb na karku.

Bardzo niefeministyczne, a fe tongue Do do tanga trzeba dwojga. Jest zapładniana i zapładniacz, stąd odpowiedzialność powinna spoczywać na obydwojgu. Myślenie podobne do pro-kobiecych sądów, które przyznają dzieci matce bez względu na wszystko, bo to one rodziły. Mało rozsądne.

Cougarzyca napisał/a:

W normalnych, niesfeminizowanych czasach ostatnią rzeczą, jaka by przyszła kobiecie do głowy, byłoby łapanie faceta, który ją zostawił na dziecko.

Poprawka: planował ją zostawić. Ona "pomogła" mu podjąć "odpowiednią" decyzję.

Właśnie w niesfeminizowanych czasach byłoby to normalne. Dziś powinno być dokładnie na odwrót. Niestety, wciąż jest mnóstwo kobiet uważających, że bez mężczyzn sobie nie poradzą.

Cougarzyca napisał/a:

  Dzisiaj prawo stoi po stronie kobiet i wszystko jest do góry nogami.

Przy swoich poglądach powinieneś to rozumieć. W końcu to ona jest zapładniana i ma ponosić odpowiedzialność, nie?

Baby płaczą, że nie ma równości, chłopy, że prawo stoi po stronie kobiet... Ciężko się w tym wszystkim połapać smile

Cougarzyca napisał/a:

  To mężczyzna musi martwić się o swoją antykoncepcję,

Nic nie "musi". Jak wszystkie inne, jest to kwestia do uzgodnienia między partnerami. Tyle, że u Ciebie to "musi" skierowane jest w stronę kobiety. I to jest właśnie niefajne. Chyba, że po drodze coś źle zrozumiałam.

63 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-19 21:56:51)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
Cougarzyca napisał/a:

Dla mnie zaufanie rozciąga się trochę bardziej, na wspólną odpowiedzialność za ewentualne dzieci.

Biorę odpowiedzialność, gdy wpadka nie jest z jej winy, gdy nie byliśmy w stanie lub nie zdążyliśmy użyć tabletki po, gdy aborcja była utrudniona lub niemożliwa. Jeżeli kobieta zaniedbuje lub utrudnia którąś z tych rzeczy czuję się zwolniony z odpowiedzialności.

Cougarzyca napisał/a:

Ja sama również jadę na jednym zabezpieczeniu, ale partner mimo wszystko uważa (można być ostrożnym również i bez prezerwatywy). Wg mnie tak wygląda odpowiedzialność. Wiem też, że w razie czego nie zostawi mnie samej z "problemem". Czy Ty jesteś w stanie dać swoim kobietom taką pewność, czy umyłbyś ręce?

Jeżeli zostaną spełnione wszystkie działania mające na celu powstrzymanie ciąży, to nie zostawię nikogo z problemem, co nie oznacza, że od razu będę tworzył z taką kobietą szczęśliwą rodzinę. Tak jak pisałem, co do dalszych losów jej osoby, dziecka i moich - podjąłbym decyzję w zależności od tego, kim byłaby ta kobieta i na jakim etapie znajomości bym z nią był.

Cougarzyca napisał/a:

A co jeśli kobieta po tabletkach źle się czuje i takowych przyjmować nie może. Czy byłbyś wtedy w stanie wziąć kwestię zabezpieczenia całkowicie na siebie?

Tak. Ale raczej nie jestem skłonny wierzyć w podobne scenariusze. Jeżeli kobieta źle się czuje po tabletkach, sądzę, że po prostu nie jest dla mnie.

Cougarzyca napisał/a:

Przy swoich poglądach powinieneś to rozumieć. W końcu to ona jest zapładniana i ma ponosić odpowiedzialność, nie?

Odpowiedzialność wyłącznie za swoje decyzje lub lekkomyślność. Żyjemy w czasach antykoncepcji, tabletek po i aborcji. Mężczyźni to nie ksenomorfy, które zapładniają siłą lub podstępem i nie bardzo wiadomo jak się przed nimi chronić, niczym w uniwersum Obcego. Tymbardziej żadna kobieta, gdy już dojdzie do zapłodnienia, nie musi wycinać sobie płodu na żywca, jak w Prometeuszu. Wystarczy, że weźmie tabletkę po. Osobiście rozumiem dlaczego, pomimo tego prawo stoi po stronie kobiet, ale się na to nie godzę.

Cougarzyca napisał/a:

Nic nie "musi". Jak wszystkie inne, jest to kwestia do uzgodnienia między partnerami. Tyle, że u Ciebie to "musi" skierowane jest w stronę kobiety. I to jest właśnie niefajne.

Otóż przez takie manipulatnki jak ta opisana powyżej - musi. Przez uwarunkowania prawne, które obciążają go odpowiedzialnością - musi. Przez chorobliwą i poszechną społecznie fiksację kobiet na punkcie płodzenia potomstwa - musi.

64

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
osobliwy nick napisał/a:

  Jeżeli kobieta zaniedbuje lub utrudnia którąś z tych rzeczy czuję się zwolniony z odpowiedzialności.

Ok, teraz rozumiem.

osobliwy nick napisał/a:

   Tak. Ale raczej nie jestem skłonny wierzyć w podobne scenariusze. Jeżeli kobieta źle się czuje po tabletkach, sądzę, że po prostu nie jest dla mnie.

Nie wierzysz,  że kobieta może czuć się źle po tabletkach, czy wolisz być z tą dobrze-się-czującą?

osobliwy nick napisał/a:

   Mężczyźni to nie ksenomorfy, które zapładniają siłą lub podstępem i nie bardzo wiadomo jak się przed nimi chronić, niczym w uniwersum Obcego.

Na pewno większość, bo wierz mi, istnieją i tacy, którzy nabierają na dziecko kobiety smile Większość kobiet też nie nabierze mężczyzn, choć podejrzewam, że mimo wszystko odsetek kobiet "ratujących" w ten sposób swoje związki jest dużo wyższy niż mężczyzn.

osobliwy nick napisał/a:

     Osobiście rozumiem dlaczego, pomimo tego prawo stoi po stronie kobiet, ale się na to nie godzę.

A ja nie rozumiem takiego prawa i rozumiem dlaczego mężczyźni się na to nie godzą. Zresztą nie powinni.

osobliwy nick napisał/a:

  Otóż przez takie manipulatnki jak ta opisana powyżej - musi. Przez uwarunkowania prawne, które obciążają go odpowiedzialnością - musi. Przez chorobliwą i poszechnią społecznie fiksację kobiet na punkcie płodzenia potomstwa - musi.

Teraz nie rozumiem, bo przecież zmuszony się nie czujesz, a wręcz wymagasz od kobiety, by to ona się zabezpieczała. Ja Ci właśnie próbuję tłumaczyć, dlaczego powinieneś sam się zabezpieczać. smile Chłopak (teraz już mąż) koleżanki do dziś nie ma pojęcia, że obydwie wpadki były planowane. Za każdym razem z tego samego powodu.

A ta fiksacja kobiet, mimo wszystko chyba się zmniejsza. Szczerze mówiąc, to nie sądzę, że odsetek mężczyzn sfiksowanych na tym tle jest dużo mniejszy, niż kobiet.

65 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-19 22:35:03)

Odp: Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?
Cougarzyca napisał/a:

Nie wierzysz,  że kobieta może czuć się źle po tabletkach, czy wolisz być z tą dobrze-się-czującą?

Jedno i drugie. Sądzę, że kobiety powszechnie wyolbrzymiają lub zmyślają rzekome negatywne skutki antykoncepcji hormonalnej, bo nie chce im się brać tabletek lub mają przeciwne cele. Z tego co wiem ryzyko wystąpienia nieprzyjemnych skutków ubocznych jest tu bardzo niewielkie, jeżeli zaś spotyka akurat kobietę, co do której byłbym skłonny mieć jakieś plany, to chyba wolę odpuścić.

Cougarzyca napisał/a:

Teraz nie rozumiem, bo przecież zmuszony się nie czujesz, a wręcz wymagasz od kobiety, by to ona się zabezpieczała. Ja Ci właśnie próbuję tłumaczyć, dlaczego powinieneś sam się zabezpieczać.

A ja zdaję sobie z tego sprawę, pozwoliłem sobie jedynie na dygresję, że gdyby świat nie stał na głowie, to nie facet musiałby się o to martwić, tylko kobieta, która zostawałaby sama z dzieckiem, jeżeli zrobiłaby je z nieodpowiednim facetem lub w momencie, w którym on nie chce dziecka.

Cougarzyca napisał/a:

Chłopak (teraz już mąż) koleżanki do dziś nie ma pojęcia, że obydwie wpadki były planowane. Za każdym razem z tego samego powodu.

Dlatego też, na chwilę obecną, nie ma miejsca na stały związek w moim życiu. I nawet antynatalistce nie byłbym skłonny ufać, wierzyć w pełni w czyste intencje. Brak stałego związku zapala przynajmniej większości kobiet czerwoną lampkę na wypadek spłodzenia dziecka.

Cougarzyca napisał/a:

A ta fiksacja kobiet, mimo wszystko chyba się zmniejsza. Szczerze mówiąc, to nie sądzę, że odsetek mężczyzn sfiksowanych na tym tle jest dużo mniejszy, niż kobiet.

Możliwe. W końcu kobiety nieprzerwanie się emancypują, co niesie ze sobą spadek zainteresowania macierzyństwem. Z kolei mężczyźni przejawiają odwrotne tendencje - golą głowy na łyso, organizują jakieś marsze w obronie rodziny, wydają się marzyć o byciu przykładnymi tatusiami, domagają się urlopów tacierzyńskich (to akurat słuszne). Niestety wzorce, którymi karmi nas kultura są w nas zakorzenione tak głęboko, że wszystkie te ruchy wydają się kroplą w oceanie, burzą w szklance wody.

Posty [ 1 do 65 z 73 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy Feministka taka jak ja, ma szansę na poważny związek i milość?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026