Nie wiem nawet od czego zacząć. Może od początku. Nie mam osoby z którą mogłabym i z którą chciałabym o tym porozmawiać. Od kilku lat jestem w związku, co prawda nie jesteśmy po ślubie, ale planujemy go w przyszłym roku. Budujemy razem nową przyszłość i nowy dom. Łączy nas wiele. Uczucie, wspólne zainteresowania, podobne charaktery a także już zobowiązania, w tym finansowe. Jesteśmy dla siebie jak najlepsi przyjaciele, ale i najlepsi kochankowie. Mój narzeczony jest osobą na której zależy mi najbardziej na świecie. Za nic nie chciałabym go stracić. Zdarzają się oczywiście zgrzyty. Jak wszędzie. Kłóciły się, krzyczymy, ostatnio może częściej. Po pracy marzymy tylko o odpoczynku, niestety ostatnio każdy z nas ma na myśli inną jego formę. Przez to mamy mniej czasu dla siebie. Ale to nie tłumaczy tego co dzieje się u mnie.
Zmieniłam nie dawno pracę, nie jest to praca marzeń, ale wychodzę z założenia że jeżeli panuje fajna atmosfera i przyjaźni ludzie to nawet ta beznadziejna robota może stać się przyjemniejsza. Początki nie były łatwe, nie zbyt szybko zawieram nowe znajomości, ale po paru miesiącach jestem już oswojona i w pracy czuję się jak w domu. Spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Pojawił się ON. Zmienił oddział i tak został u nas kierownikiem, nie moim bezpośrednim jednak nasze działy ze sobą współpracują. Na początku była to czysta sympatia i współpraca. On zauważył że jestem osobą której może zaufać i która w pracy daje z siebie maksimum, ja zauważyłam że jest wymagający jednak bardzo dobrze traktuje swoich ludzi. Po prostu się polubiliśmy. Jednak zaczyna przybierać to coraz bardziej inną formę. Kilka razy usłyszałam że ładnie wyglądam, że dobrze się ze mną pracuje, że ma do mnie zaufanie. Później dowiedziałam się że stara się przekonać managera żebym przeszła do jego działu, na razie jeszcze do tego nie doszło ale myślę że to kwestia kilku tygodni. Nie widujemy się codziennie jednak dość często. Ma żonę i syna jednak nic nie wiem na ich temat bo mało o nich mówi. Gdy jesteśmy sami bez świadków zaczyna ze mną flirtować. Wszystko w granicach przyzwoitości, bardziej w formie żartu, jednak można co nie co przeczytać między wierszami. Ma dobry kontakt ze wszystkimi w pracy, jednak widać że to ja mam u niego specjalne względy. Coraz trudniej mu się pohamować, niby to w formie żartów, ale da się wyczuć jakąś chemię. Co gorsza ciągle o nim myślę. Nie straszne mi są nadgodziny, mogłabym nie wychodzić z pracy. Nikt nigdy nie doceniał mnie tak jak on i nie sprawiał tyle przyjemności.
Przez całe życie nie słyszałam zbyt wielu komplementów, nawet od własnego narzeczonego. Po pracy też mamy kontakt, nigdy sie widzieliśmy się poza pracą, jednak dzwonimy do siebie w sprawach służbowych-tak jakbyśmy oboje potrzebowali kontaktu poza pracą. Nie wiem co się ze mną dzieje, czuję się zauroczona jak nastolatka, życie cieszy mnie jak nigdy, lubię swoją pracę, lubię ludzi, chcę się podobać i ładnie wyglądać. Narzeczony wie że mam "fajnego kierownika" ale nie wie jak bardzo dobrze się z nim dogaduję. Mam wyrzuty sumienia. Ja na pewno byłabym zazdrosna o jego koleżankę z pracy. Dlatego nic nie daję po sobie poznać. Chociaż wcześniej nie chętnie szłam do pracy, byłam ciągle zmęczona. Teraz jestem naprawdę szczęśliwa, w pracy daję z siebie jeszcze więcej by on to docenił. Tylko jak długo to może trwać. Zbyt często myślę o nim, myślę że on o mnie też. Wcześniej myśleliśmy z narzeczonym o dziecku, teraz sobie tego nie wyobrażam, mogłabym spędzać w pracy całą dobę gdy tylko on jest. Boję się tego do czego doprowadzi mnie moje myślenie. Na razie nic więcej się nie wydarzyło, ale coś wisi w powietrzu. Chciałabym to przerwać ale z drugiej strony wcale bym nie chciała bo uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Nie wiem co robić.