Drugie rozstanie, czy jest szansa? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Drugie rozstanie, czy jest szansa?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Drugie rozstanie, czy jest szansa?

Zarejestrowałem się tutaj, ponieważ muszę z siebie wyrzucić swoje problemy.
Historia zaczyna się ponad 4 lata temu kiedy poznałem wspaniałą dziewczynę, zbliżyłem się do niej ponieważ bez ogródek potrafiła mówić o swoich problemach z ojcem. Zaimponowało mi to wtedy, ponieważ miałem bardzo trudne dzieciństwo i z moim ojcem nie mam kontaktu do lat.

Nasza relacja utrzymywana była na odległość, ponieważ pochodziliśmy z dwóch końców polski. Ona zdecydowała przeprowadzić się do mnie, do miasta w którym studiuje.
Wtedy też, gdy razem zamieszkaliśmy moja mama wpadła w depresję z powodu problemów z ojcem i próbowała popełnić samobójstwo. Moja dziewczyna (dajmy na to J., będzie mi się łatwiej wysłowić) mimo, ze sama była przestraszoną nastolatką okazała w sobie wiele siły i dała mi wyjątkowe wsparcie. Dzięki niej przeżyłem tamten okres w moim życiu i zawsze będę jej za to wdzięczny.

Nasz związek trwał na złe i dobre, ja miałem wiele problemów ze sobą bo często się zamykałem, zawsze na wszystko pesymistycznie patrzyłem, a ona była przy mnie i mnie wspierała. Po ponad 3 latach bycia razem, w czerwcu 2016 wpadłem prawdopodobnie w depresję. Odbiło się to na naszym związku, bo moje ciągłe zmiany nastrojów ją wykańczały, wtedy tez podjęła decyzje o tym, że przeprowadzi się na jakiś czas do koleżanki i da nam odpocząć, żebym doszedł do siebie. "Separacja" ta przeciągneła się do miesiąca, po którym wrociła do naszego wynajmowanego mieszkania. Wtedy tez dowiedziałem się, że facet z pracy ją podrywa i mimo jej zapewnień, ze nie jest nim zainteresowana zapaliła mi się czerwona lampka. Zacząłem walczyć o związek, mówić, że będzie już dobrze i dopytywac się czy nic nie jest na rzeczy. Miotaliśmy się w tym przez kolejny miesiąc i w końcu ona postanowiła, że odchodzi. Dowiedziałem się tez, że od razu po rozstaniu z nim była. Był to dla mnie ogromny cios bo poczułem się zdradzony. Spotkaliśmy się po rozstaniu i mówiła mi, że dalej mnie kocha i ma nadzieje że będziemy kiedyś razem, ze chciałaby tego, ale jest strasznie zmęczona. Ja zrozumiałem jaką jest dla mnie kobietą i powiedziałem jej, ze nie widze życia bez niej, że chciałbym żebyśmy byli razem rodziną, naprawili ten związek i żyli razem. Długo ją przekonywałem do tego, pisałem eseje i chciałem ją odzyskać, mimo, że cały czas czułem ogromny ból po tym co zrobiła. Ona czasami w przypływie smutku potrafiła zadzwonić i powiedzieć, że tęskni, że dalej mnie kocha i strasznie tego żałuje. Ale kiedy ja chciałem ją przekonać do powrotu to znowu się oddalała i prosiła żebym nie naciskał. Kiedy już straciłem nadzieje i dałem jej spokój, to ona po 2,5 miesiąch od rozstania odezwała się i chciała naprawić ten związek. Okazało się tez, że długo z tym gościem nie była, bo on chciał ją tylko wykorzystac, przez co znowu była bardziej zraniona.
Z jednej strony bardzo się cieszyłem, ze znowu mamy szanse, a z drugiej czułem ogromny żal i ból po tym jak to rozegrała. Czułem się gorszy od tego faceta, bo nam nawiązanie takiej silnej relacji zajęło tysiące godzin rozmów. Ona bardzo szybko po zejściu się starała poruszac temat wspólnej przyszłosci, chodzi o zaręczyny, mieszkanie razem.
Ja natomiast mimo, że wtedy, przy pierwszym rozstaniu zorzumiałem, ze tego chce to zbywałem temat. Tłumacząc, że to za szybko, że ja jeszcze nie jestem jej pewny i nie wiem kiedy o tym będe myślał. Prawda jest taka, że tez o tym myślałem, ale się bałem poprostu, za dużo we mnie żalu było po tym wszystkim.
Przez 5 miesięcy od zejścia się, w naszym związku pojawiły się nowe problemy spowodowane tym, że czułem się gorszy, ona o mnie walczyła bardzo długo i zapewniała mnie, ze to co zrobiła to była najgorsza decyzja w jej życiu i strasznie tego żałuje. Ja wtedy nie potrafiłem tego zrozumieć i myślałem, ze osobie która podejmuje takie decyzje łatwo jest powiedzieć, że już nie ma się czym martwić.
Wiele razy coś kojarzyło mi się z tym co zrobiła, mieliśmy wtedy gorsze momenty bo ja się oddalałem. Czesto jej wypominałem to, ale ona dzielnie znosiła wszystko bo mnie kochała i mówiła, że chce być ze mną już tylko szcześliwa.
Dwa tygodnie temu w mieliśmy poważna rozmowę, obiecałem jej, ze spokojnie o wszystkim porozmawiamy. Wtedy też zobaczyłem, jak ona bardzo żałuje swojej decyzji i jak ją boli, to że to co zrobiła wcześniej wpływa na nas. Coś we mnie pękło w tamtym momencie i obiecałem, ze będzie lepiej. Poczułem żal do siebie, ze jeszcze swoim bólem dokładałem jej bardziej. Postanowiłem, ze będzie lepiej i chciałem się tego trzymać.
Po tej rozmowie, ona miala wyjazd, przez pierwsze dni było wszystko dobrze, po czym doszło do nieporozumienia w jednej rozmowie. Ona pomyślała, że znowu mam gorszy nastrój bez powodu (akurat wtedy byłem zmęczony po pracy) i zaczęła się stresowac, ze znowu coś jest nie tak. Ja w związku z tym co zrozumiałem podczas ostatniej rozmowy postanowiłem ją uspokoić i wytłumaczyć, ze nie ma się czym denerwowac bo to nie porozumienie. Ona powiedziała, ze te kilka dni od rozmowy nie dały jej jeszcze pewności we mnie i przeprasza mnie za nadreagowanie. Zrozumiałem to, powiedziałem, ze wszystko jest okej i nie musi się tłumaczyć. Chciałem po prostu się zblizyć do niej, żeby się nie martwiła, a ona znowu weszła w stan kiedy mówi, że musi odpoczac bo tego potrzebuje. Ja poczułem, ze już coś jest nie tak i chciałem to naprawić co spowodowało, ze powiedziała mi, że znowu nie szanuje jej prośby i ona potrzebuje spokoju.

Kilka dni po tym mieliśmy rozmowę, w której powiedziałem jej, że naprawdę chce żeby było dobrze między nami, że pójdę na terapię do psychologa, zeby uporać się z moimi problemami jeszcze z dzieciństwa. Powiedziała, że się cieszy, tylko szkoda, ze tak późno, bo sama mnie do tego wcześniej namawiała. Powiedziałem jej też, że wybaczam jej to że wtedy kogoś miała i że ważne jest dla mnie, żeby sama wybaczyła sobie bo zalezy mi na jej spokoju. Powiedziałem tez , że chce przyszłosci z nią, wspólnego mieszkania i rodziny, ale kiedy to mówiłem to ona powiedziała, żebym przestał bo chciała tego tak długo, ze ją to teraz boli.  Z rozmowy wynikło, to że ona jest przemęczona i nie może tak dalej. Dlatego też dałem jej spokój.

Dzisiaj zapytałem co u niej słychać, ostatecznie wyszło, ze zdecydowała, że musi zadbać o siebie i o swój stan i się rozchodzimy. Że ona już tak dłużej nie może, że przeprasza ale ona już tego nie chce bo za długo ją odpychałem. Przyjąłem to ze spokojem, bo jej to przecież obiecałem. Powiedziałem, ze rozumiem stan w którym jest, ale nie wyobrażam sobie, ze po tym wszystkim nie mielibyśmy być ostatecznie razem. Powiedziałem, ze zawsze będę ją kochał i jeżeli przyjdzie taki moment, że stwierdzi, ze nie może żyć beze mnie to żeby zadzwoniła. Ona powiedziała, że nie chce mnie usuwać z życia całkowicie bo zawsze będzie do mnie dużo czuła i nie chce mnie tracić całkowicie. Ja niestety powiedziałem, ze nie możemy się kontaktowac, bo jeżeli jest pewna swojej decyzji, to ja nie potrafiłbym ruszyć z miejsca, szczególnie teraz kedy czuje, że jestem w dobrym punkcie. Chce isc na terapię i sam w końcu dla siebie uzyskać spokój. Chce też tego dla niej, bo wiem, ze moglibyśmy być szczęśliwi razem.

Zastanawiam sie czy jest szansa, ze ona się odezwie i będzie chciała zobaczyć jaki jestem i jak może być. Jeszcze ponad dwa tygodnie temu potrafiła powiedzieć przyjaciółce, ze przyjęłaby od razu moje zaręczyny. Nie wydaje mi się, że to wszystko mogłoby zniknąć tak o. Wiem, ze załowała swojej decyzji i po niej jeszcze bardziej zrozumiała kim dla niej jestem, zajęło mi to 5 miesięcy, ale jednak się udało. Zdaje sobie sprawę, że musze się zająć sobą teraz i postarać się być szczęśliwym i ten wpis jest też dla mnie jakiś krokiem, zeby być bardziej otwartym i stawiać czoła problemom. Po prostu chciałbym happy endu, ale nie wiem czy moge na to liczyć.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Drugie rozstanie, czy jest szansa?

Klękanie z pierścionkiem nie naprawi waszego życia, nie sprawi, że będziecie innymi ludźmi i nie rozwiąże waszych życiowych problemów. To życzeniowy i naiwny sposób myślenia, któremu nie powinieneś ulegać. Jeśli zawaliłeś, to przez swoje wielomiesięcznie zachowanie, a nie przez brak oświadczyn. A jeśli zostałeś już dwukrotnie porzucony, to zastanów się - dlaczego? Ile warty jesteś dla osoby, która sprawdza się z innymi, odstawia Cię do kąta, wyprowadza się od Ciebie zmęczona Twoim zachowaniem, wreszcie porzuca, gdyż jesteś zbyt męczący? Mam wrażenie, że odpowiedź jest dość oczwyista.

Moim zdaniem powinieneś skupić się teraz na sobie. Jeśli czujesz, że potrzebujesz terapii - idź na nią.

3

Odp: Drugie rozstanie, czy jest szansa?

Nie mogę nic powiedzieć, czy wróci, czy nie. Widać że coś czuje, bo nie wracałby po tak męczącej walce w tym związku. mieliście toksyczną relację i niszczącą. Tylko tyle można stwierdzić. Jedno jest pewne, nie zbudujesz szczęśliwego związku, jeżeli sam nie będziesz sobie radzić ze sobą. Dlatego zanim zabierzesz się za cokolwiek, nawet jeżeli się okaże że to już naprawdę skończone, to musisz się wziąć w garść i zrobić ze sobą porządek.

4

Odp: Drugie rozstanie, czy jest szansa?

A wiesz co byłoby gdyby ten gość ja chciał? Byłoby razem. Odeszła z jakiegoś powodu raz to i odejdzie drugi.  Zostaw to i zajmujesz się sobą. 

Wiem że i tak nie posłuchasz. Musisz się najpierw upodlic i dopiero coś zrozumiesz. Kwestia tylko czy musi mieć kogoś czy sam jesteś w stanie jej dać spokój po prostu. Im wcześniej skończyć ten rozdział tym wcześniej zaczniesz nowy. Inaczej może się to ciągnąć latami..

5

Odp: Drugie rozstanie, czy jest szansa?

Nie mam zamiaru się upodlać jeszcze bardziej. Może naiwnie wierzę, że jeżeli mnie naprawdę kochała to jakaś część jej wierzy, że po terapii będzie lepiej i sprawy między nami mogły by się ułożyć lepiej.
Wiem, że nie mogę żyć tą myślą bo się wykończę, ale na razie trudno o tym nie myśleć.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Drugie rozstanie, czy jest szansa?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024