chomik9911 napisał/a:Mówisz, że chcesz męża zmienić - Ty zmień siebie. Rozsądna z Ciebie dziewczyna, widzisz co jest nie tak, dosyć czasu na gadanie które nie przynosi rezultatów. Wykorzystaj to co Ci podpowiadamy, przestań to wszystko robić, a być może za jakiś czas przekonasz się , że masz faceta w domu a nie wiecznego chłopca.
właśnie od wczoraj wprowadziłam politykę "nie robienia wszystkiego" i tak podsumowując: w zlewie siedzą brudne naczynia powkładane przez męża i na blatach w kuchni porozkładane są talerzyki i jakieś tam papierki. Szlag mnie trafia jak na to patrzę, ale ręki nie przyłożę do sprzątnięcia tego. Mąż dobrze widzi że trzeba się tym zająć, ale przyzwyczaił się, że prawie zawsze ja to robię, więc myśli że tak będzie tym razem. Może jak już nie będzie miał z czego pić, to dojdzie do wniosku że pasuje nastawić zmywarkę
dziś urządzę sobie wieczór relaksu
umówiłam się do fryzjera, wcześniej idę spotkać się z koleżanką, a jak wrócę do domu to naleję sobie wina i będę czytać książkę
Wczoraj już nie miałam okazji z mężem porozmawiać, ale doszłam do wniosku że chyba będziemy musieli ustalić podział obowiązków od nowa. Tak dalej być nie może, dziewczyny otworzyłyście mi oczy
w zasadzie takie zajmowanie się wszystkim wyniosłam z domu, mama zawsze goniła mnie do wykonywania domowych obowiązków i może stąd to przekonanie, że powinnam o wszystkim i za wszystkich myśleć. Chociaż mój tata uczestniczy w sprzątaniu, nawet prasuje (!), gotuje i nie ma z tym żadnego problemu. U męża w rodzinnym domu to było zupełnie inaczej, jego mama zajmowała się wszystkim, a taty nie obchodziło nic. I taki też wzorzec przyjął mój mąż, dla niego to jest coś normalnego że to kobieta ogarnia wszystko. Przyzwyczaił się do wygodnego życia bez obowiązków i chyba tak chciałby żyć w dalszym ciągu.
summerka88 napisał/a:Z drugiej strony tak sobie myślę, że przecież mąż Cherry wychowywał się w rodzinie bez ojca i nie miał wzorca relacji między kobietą a mężczyzną.
mój mąż wychowywał się z ojcem, teść wyprowadził się z domu kilka lat temu na drugi koniec Polski i ma tam nową rodzinę. Ale po prostu, tak jak pisałam powyżej, teść nie robił w domu nic, oczekiwał że wszystko będzie miał podstawione pod nos, tak też było. Mój mąż się na to napatrzył, jak był już starszy też miał wszystko pod nosem, nie miał obowiązków, bo teściowa wolała za niego zrobić, niż prosić po kilka razy... No i teraz jest efekt. Mąż będąc nastolatkiem często bywał poza domem, spotykał się z kolegami lub grał na komputerze. I nie mówię to o godzinie grania czy dwóch - nieraz potrafił spędzić tak cały dzień. To był jego sposób na odcięcie się od domowych problemów i awantur między rodzicami. Teraz ma dużo mniej czasu na granie i czasem złości się, że nie może poświęcić na to tyle czasu ile by chciał...
summerka88 napisał/a:W jednej z moich ulubionych książek Wojciszke pisze o pułapce dobroczynności, czyli sytuacji, w której partner wraz z upływem czasu przestaje dostrzegać dobre uczynki partnera, ktore on stale wykonuje (pranie, gotowanie, sprzątanie, robienie zakupów) i traktuje je jako coś oczywistego.
tak jest chyba w moim przypadku... Dla mojego męża to jest normalne że robię wszystko w domu, bo sama go do tego przyzwyczaiłam, a jak w tygodniu powiem żeby zrobił to czy tamto, to wybałusza oczy 
Ela210 napisał/a: No i D..pa.. Załóżmy, że autorka zbuntuje się przeciwko mamuśkowaniu, co powinna zrobić- bo u niej to wyjątkowo skrajny przypadek- będzie miała na pieńku i z męzem, który zrobi wielkie oczy i z teściową. Nie wiem czy tesciowa mieszka blisko, jesli tak współczuję.
teściowa mieszka blisko, nawet bardzo, bo pod nami, my z mężem zajmujemy piętro. Niestety z nią też mam problem, ale opisałam to już w innym wątku. Mąż na szczęście nie jest z tych, co w razie kłótni pobiegną do mamusi i będą się skarżyć, już prędzej to ona sama przybiegnie do mnie z pretensjami że jej synusia nie ubieram i nie dbam o to, by miał jakieś nowe ubrania. Nie godzę się na to żeby teściowa wtrącała się w nasze życie, nie chcę też żeby kupowała mężowi ubrania, bo to się zdarzało, nawet jak już byłam jego żoną.
ruda102 napisał/a: Od siebie dodam jedno: Autorko, zrewiduj swoje postrzeganie troski, opieki i dbania o drugą osobę zanim dorobisz się dziecka. Nie dlatego, że wtedy to już w ogóle zajeździsz się biorąc na siebie 99% rodzinnych obowiązków - Twoja wola, jak masz takie ambicje na bycie Żoną i Matką Najdoskonalszą, to droga wolna.
właśnie między innymi dlatego jeszcze nie zdecydowałam się na zajście w ciążę. Mąż chciałby już, a ja wiem, że jeśli nie zmienię siebie, swojego myślenia i postępowania, nie "wywalczę" tego, żeby mąż pomagał mi więcej w domu, to gdy pojawi się dziecko, będzie tylko gorzej.