Cześć, popełniłem wielki błąd, największy w moim życiu, podjąłem decyzję której wyboru nie potrafię sobie darować.
4 lata temu, poznałem cudowną dziewczynę w szkole, zaczęliśmy się przyjaźnić, rozmawiać, spotykać, po roku znajomości w końcu udało mi się ją pocałować, w deszczu po wyjściu z kina, jak w romantycznym filmie, byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek, układało nam się przez 2,5 roku, w tym czasie drobne sprzeczki, krótkie kłótnie, jak w większości związków. Nie uprawialiśmy sexu, bo ona nie chciała, tłumaczyła mi, że muszę jej pokazać iż to właśnie ja jestem ten jedyny, którego pokochała na całe życie, akceptowałem to, ponieważ nie uprawiałem nigdy sexu, więc mnie do tego nie ciągnęło. W maju 2016 roku jednak stwierdziłem, że chciałbym spróbować, zaczęliśmy o tym rozmawiać, jednak ona nie była do tego przekonana, mówiła, że dopiero jak jej pokaże jak bardzo ją Kocham i będę z nią do końca życia, chciała żebym się oświadczył, choć nie mówiła tego wprost. Po kilkutygodniowych przemyśleniach, pomyślałem czemu nie, jest piękna, mądra, kochająca, wspaniała... Postanowiłem kupić pierścionek, wybieraliśmy się na wakacje nad morze, pomyślałem, że to będzie odpowiednie miejsce i czas, jednak jej nic nie mówiłem o tym, tylko tłumaczyłem, że jeszcze za wcześnie na małżeństwo, chciałem aby niczego się nie spodziewała, miała to być wielka niespodzianka.
Wracając jeszcze do spraw sexu, dochodziło do zabaw ręką, jednak ona wstydziła się mnie, nie chciała mi pokazywać się nago, bała się? nie wiem... w czerwcu ubiegłego roku zrobiła mi brzydko mówiąc "pierwszego loda", ja oczywiście to odwzajemniłem, później robiliśmy to nieco częściej, jednak ja nie potrafiłem jej zaspokoić, rzadko się zdarzało, że ona dochodziła, nie potrafiłem, strasznie mnie to bolało, że bardzo często to ja jako pierwszy kończyłem, a ona leżała taka niezadowolona, i zawiedziona, a ja czułem się bezsilny, byłem w tym kiepski po prostu.
Przyszły wakacje, pod koniec lipca wybraliśmy się na wspólny tygodniowy wyjazd nad morze, i to był przełomowy okres w naszym związku, mimo to, że wszystko zapowiadało się cudownie, nawaliłem.
Pierścionek schowany w samochodzie, wraz z kocem, winem i świeczkami, jak spakowałem w domu, tak go wyjąłem po powrocie, nie wyszło, jednak moja dziewczyna, nic o tym nie wiedziała, i w dalszym ciągu nie wie, nie chce jej tym ranić. Co się stało? Już wyjaśniam, zacząłem być namolny w sprawach sexu, mimo wszystko chciałem spróbować, w końcu wakacje, tak daleko od domu, z drugiej strony nie chciałem oświadczyć się tylko dlatego, żeby się z nią kochać, a dlatego, że wiedziałem to będzie ta jedyna, i w przyszłości będziemy szczęśliwą rodziną, jednak bałem się, że ona pomyśli iż wyskakuje z pierścionkiem żeby uprawiać z nią sex, wtedy poczuł bym się jak skończony d**ek, dlatego postanowiłem się wstrzymać do dnia wyjazdu. W tym czasie wiele się zmieniło, zaczęliśmy się kłócić, głównie z mojej winy, przez dwa dni chodziliśmy skłóceni, zachowywałem się jak idiota, raniłem ją, to był najgorszy wspólny wyjazd na jaki kiedykolwiek się wybraliśmy. Po powrocie do domu, bywało różnie, kłóciliśmy się, potrafiliśmy się nie odzywać po tygodniu, najdłuższe przerwy niż kiedykolwiek mieliśmy, nawalałem, zacząłem się denerwować, wytykać jej same błędy i minusy które w niej widzę, robiłem to wtedy gdy się kłóciliśmy, co zdarzało się często. Obrażałem się jak pipa a nie facet, wytykałem jej, że źle się ubiera, zacząłem ją olewać, a wszystko przez to, że zacząłem myśleć penisem a nie sercem, bo będąc przy niej, kiedy się namiętnie całowaliśmy, miałem straszną ochotę na sex, jednak ona za każdym razem odmawiała, ja zaś się obrażałem na nią, jak skończony kretyn. Z czasem ona nie chciała się całować, żeby do tego nie doprowadzać, mi jednak tego brakowało, po pewnym czasie nie miałem odwagi jej spojrzeć w oczy i powiedzieć "Kocham Cię", ponieważ czułem że się oddaliliśmy. W listopadzie postanowiłem się rozstać, myślałem że tak będzie lepiej, dlaczego? bo jestem skończonym idiotą, podjąłem taką durną decyzję, zamiast starać się to naprawić, na koniec się strasznie kłóciliśmy, jednak ona ciągle mi tłumaczyła, że sex to nie jest powód do rozstania, ja tego nie rozumiałem, najgorsze że zakończyłem to przez facebooka. Spotkaliśmy się po tygodniu, aby oddać swoje rzeczy, krótka rozmowa, i od tamtej pory nie mieliśmy kontaktu, aż do połowy stycznia. W listopadzie było mi bardzo ciężko bez niej, nie mogłem spać, trwało to około trzech tygodni, jednak się do niej nie odzywałem, to bałem się, że będzie jak dotąd. Z początkiem grudnia było mi łatwiej, w święta zaś było mi bardzo ciężko, na Wigilii nie potrafiłem się cieszyć wraz z rodziną, tylko byłem myślami przy tej jedynej. Mimo wszystko odezwałem się do niej dopiero w połowie stycznia, napisałem, że źle się czuje z tym, że po 3 letnim związku rozstajemy się i urywamy kontakt z dnia na dzień, popisaliśmy trochę czasu, później zapytała czy chciałbym się spotkać, tego samego dnia umówiliśmy się wieczorem w jej mieszkaniu, chciałem porozmawiać, trwało to około dwóch godzin, położyłem się, ona przyszła do mnie, przytuliła się, zaczęliśmy się śmiać, żartować, była w moich ramionach cały wieczór, pytała co robiłem przez ten czas, dużo rozmawialiśmy, było cudownie, wtedy zrozumiałem co ja zrobiłem, że zostawiłem tak cudowną dziewczynę, jakim byłem dupkiem w stosunku do niej, a wiem że mnie mocno kochała. Po wyjściu z mieszkania wymieniliśmy się całusami, gdy dojechałem do domu, napisaliśmy sobie "dobranoc", jednak następnego dnia, przez telefon powiedziała mi, że ona jednak nie potrafi do mnie wrócić, za bardzo ją zraniłem oraz za długo się nie odzywałem, płakała, cierpiała, to był dla mnie cios, poczułem się tak jak ona wtedy, gdy ją zostawiłem, albo jeszcze gorzej, nie mogłem wysiedzieć w pracy, chodziłem z mokrymi oczami, wtedy zrozumiałem, jak bardzo ją Kocham, że popełniłem największy błąd w swoim życiu, przemyślałem sobie wszystko, byłem skończonym idiotą, zostawiając taką dziewczynę, jednak to już było za późno, nie chce powrotu, wiem że nigdy już tak cudownej dziewczyny nie spotkam, jedną głupią decyzją spaprałem sobie życie, bo to właśnie ją chciałem Kochać, i z nią się zestarzeć, teraz wiem, że to nie mało możliwe. Tego samego dnia wieczorem napisała mi sms'a, że wraca z Warszawy do domu (wynajmuje mieszkanie w Warszawie), popisaliśmy chwilę, i zapytałem czy chce się spotkać, na co dostałem odpowiedź "raczej nie", po czym zapytałem dlaczego, ona zaś odpowiedziała "nie wiem". Teraz nie chce się spotkać, mówi że to i tak nie ma sensu.
Kompletnie jej nie rozumiem, nie wiem co o tym myśleć, co robić aby móc przywrócić jej zaufanie, bardzo mi na niej zależy, serce mnie boli gdy o niej myślę, wiem że ją zraniłem, tak bardzo chciałbym dostać od niej drugą szansę, poradzicie mi co powinienem zrobić?