Post ten zamieszczam z konta koleżanki, dlatego prosiłabym nie łączyć jej wątków z tym tutaj. Witam wszystkich forumowiczów. Piszę, ponieważ moja sytuacja życiowa na chwilę obecną jest na tyle skomplikowana, że sama nie wiem co robić i prosiłabym o poradę.
Pół roku temu rozstałam się z narzeczonym po 7 latach związku. Narzeczony mnie ograniczał i po prostu to nie było to. W decyzji o rozstaniu pomógł mi pewien mężczyzna. Mój wieloletni przyjaciel, który pewnego wieczoru wyznał, że przez 15 lat darzy mnie wyjątkowym uczuciem. Może to źle zabrzmi, ale dokonałam transferu zmieniając partnera (lecz nie zdradzając poprzedniego!). Aby było łatwiej opisać historię przyjaciela i jednocześnie mojego obecnego chłopaka nazwijmy go Adam. Jest to osoba o niezwykle trudnym i skrytym charakterze. Jest introwertykiem, dużo czasu poświęca na kontemplację nad swoim jak twierdzi bezsensownym życiem. Pochodzi z patologicznej rodziny, gdzie ojciec pił i zachowywał się źle w stosunku do żony i mojego chłopaka. W związku zaangażowałam się od początku, czułam że jest mi dobrze. Adam mówił, że bardzo mnie lubi, że jestem dobrą i wyjątkową osobą. Jednakże po pewnym czasie, w zasadzie po 2 miesiącach rozwijania relacji zaczęło się mocno psuć. Adam nie angażował i nie angażuje się tak jak powinien wyglądać normalny związek. Mówi mi, że życie jest bez polotu, że on oczekuje rzeczy wyniosłych, krytykuje wszelkie przyziemne rzeczy i czynności. Wszystko co jest masowe jest dla idiotów itp itd. Uznał, że moja praca jest mało rozwijająca, a ja sama nie mam ambicji i on boi się, że mu się udzieli moja "małostkowość". Ciągle powtarza mi, że pakuję się z nim w związek bez przyszłości, twierdzi, że jest złym człowiekiem i boi się, że będzie taki jak jego ojciec. Bywa dla mnie bardzo oschły i niemiły, po to by za jakiś czas mówić mi znowu wspaniałe rzeczy. Nasza sytuacja to parabola. 2 tygodnie jest dobrze, po czym on znowu dochodzi do wniosków, że ten związek jest trudny, bo on jest trudny, że to nie ma sensu, lub po prostu jest dla mnie niemiły. Liczy się tylko to, co on myśli i uważa, że jego racje są jedynymi słusznymi, w swoich poglądach jest absolutnym egoistyą. Uważa, że rozumie iż ja też w tym związku czuję się źle, ale on mówi że się nie zmieni bo nad związkiem nie wolno pracować. On taki jest, a w dobrym związku musi być od początku jak w bajce - tak przynajmniej ciągle mi powtarza. Twierdzi, że sie nie zmieni, bo to część jego osobowości. Ponadto w ostatniej rozmowie uznał, że ma problem z tym, że nasza znajomość weszła na miłosny tor poprzez transfer. Adam czuje jakby podebrał komuś dziewczynę, chociaż wcale tak nie jest, bo sama świadomie zerwałam zaręczyny z poprzednim narzeczonym i zrobiłabym to prędzej czy później nawet nie mając możliwości zmiany starego modelu na nowy. Dodatkowo kiedy próbuję z nim rozmawiać, to on się irytuje i mówi, że jak mi się nie podoba związek to mogę sobie iść, a jak będę chciała wrócić to wiem gdzie on mieszka. Uznał też, że świadomie nic od siebie do związku nie wnosi, bo wie że wtedy ewentualne nasze rozstanie zniesie o wiele łagodniej. Jest mi z tym źle, ponieważ już się zaangażowałam. Nie chciałabym stracić chłopaka i jednocześnie przyjaciela, jednakże ten związek kompletnie nie wygląda jak normalna relacja kochających się ludzi (Adam często powtarza, że nie ma miłości). Jest to osoba niestabilna przez co ja poprzez liczne rozmyślanie nad tą sytuacją czuję się nieszczęśliwa i niepewna przyszłości, a szukam stabilizacji. Nie chcę go zostawiać, jednak nie wiem czy to nie jest jedyne wyjście z sytuacji skoro rozmowy z nim nie pomagają, bo on nie zamierza nad sobą pracować, bo po prostu taki jest i już. On za dużo kontempluje nad wszystkim. Wszystko widzi w czarnych barwach. Myślałam nad tym czy by się od niego na jakiś czas nie odsunąć, jednak wiem, że jakby tak się stało, to on i tak nic w tej sytuacji nie zrobi, nie pokaże, że mu zależy tylko uzna, że to jest moja decyzja i on ją uszanuj. Nawet nie spróbuje mnie zatrzymać. Czy taki związek ma sens? W głębi duszy wiem, że to dobry człowiek, bardzo inteligentny, jednak jego trudna przeszłość, charakter oraz jego bolesne słowa sprawiają, że relacja z nim mnie przytłacza. Nie wiem co robić, dlatego też bardzo proszę o poradę.