jagodowa napisał/a:Ja zajadam się bigosem....bigosikiem.....mmmm.... Chyba na nim przebytuję tą okropną zimę.
Bigos chodził za mną od dłuższego czasu. Dziś zrobiłam, zjadłam duuużo. A teraz większość czasu spędzam w toalecie.
O wiele bardziej wolę to niż zaparcia. Zwłaszcza że nie muszę dziś nigdzie wychodzić. Przeczyści mnie za wszystkie czasy.
Hah. Wczoraj zgubiłam telefon i bez przerwy mam wrażenie, że coś mi dzwoni albo wibruje. A biedaczysko leży w zaspie albo ktoś go sobie wziął, chociaż to mało prawdopodobne, bo wartość sprzętu była znikoma. Szkoda mi tylko numeru, który miałam od sześciu lat około. Liczę na wydanie duplikatu. A może któraś z was ma w domu jakiś zalegający telefon na sprzedaż? 
Powiem wam, że naprawdę przyzwyczaiłam się do takiego jedzenia. Teraz już nawet nie stosuję się jakoś bardzo sztywno do systemu dni białkowych i z warzywami. Po prostu jak już czuję, że mam ochotę np. na bigos, jak dziś, to go robię i jem. Warzywne zachcianki przede wszystkim! Pamiętam, jak miałam fazę na dynię...
Wychodzi mi chyba 2/2 czasami 3/3, ale i 5/5 się zdarzy. Na pewno nie jest tak, że bez przerwy zapycham się samym białkiem, albo że codziennie jem warzywa. Wiadomo, że nie jest to tak efektywne jak ustalony z góry system, ale postanowiłam dać sobie trochę luzu. Nie mogę pozwolić, żeby dieta zdominowała moje życie, bo mam też inne, ważniejsze zajęcia. Od początku września trzy razy zjadłam coś słodkiego. Dwa razy trochę chipsów. Alkoholowe grzechy też bywają - cudowne życie studenckie, a ja jestem tylko człowiekiem. Trudno. Tak czy siak nie jem słodyczy, ograniczam maksymalnie tłuszcz. Staram się, żeby zjeść minimum 90 gram białka dziennie i wypić około 2,5 litra płynów, a jeśli gubienie sadełka zatrzyma się, to od początku roku zrobię atak i ściśle będę przestrzegać diety.
Po ubraniach czuję, że jest ok. Znajomi, którzy nie widzieli mnie dwa miesiące powiedzieli, że bardzo schudłam. W domu nie widzieli mnie miesiąc, a też wg nich zeszczuplałam. Aha gdyby strzeliło mi coś do łba i zaczęłabym się teraz obżerać, to muszę liczyć się z tym, że zimę spędzę w jesiennej, starej kurtce, bo moja nowa, zimowa ma rozmiar 40 i jest w sam raz. Dżinsowa spódnica i spodnie też trzymają mnie w ryzach. A wagi jak nie miałam, tak nie mam nadal...
Nie pisuję tu zbyt często, ale czytam każdy post. To dla mnie ogromna mobilizacja.
Pozdrawiam Was serdecznie. Walczymy dalej! 