Cześć wszystkim! 
Pamiętam, jak namiętnie pisałam tutaj codziennie, cytowałam co drugi post, a teraz zabrakło czasu...
Wzięłam się w garść, idę dalej w zaparte i żyję proteinowo.
Nawet za bardzo nie mam czasu jeść, głód mi nie dokucza, piję litrami, a i Wy, kochane, duuuuuuużo pijcie na zdrowie! 
W moim mieście pogoda taka, że oddychać nie można, ale mi to pasuje, więc spędziłam popołudnie na słoneczku i nabrałam kolorków, witaminy D i od razu mi lepiej.
Może i coś tam się spaliło, pociłam się okropnie.
Droga do rodziców też przyjemna, na rowerku 8 km przejechane.
Wstaję teraz codziennie o 6, bo tej małej pilnuję, nie mam czasu, żeby późno iść spać, bo chcę przynajmniej te 7 godzin przespać... Przestawiłam się już i wyszło mi to na dobre, bo od rana mam najlepszy sport, jaki można mieć.
Gabrysia, którą się opiekuję, to żywe srebro, byłam dziś z nią w JuraParku, wyszalałam się z nią, ba, nawet chyba sama lepiej się bawiłam niż ona.
Taka duża jestem, a pierdoły w głowie.
Przyjemne z pożytecznym.
Życzę Wam szalonych, pozytywnych i energicznych dni mimo upałów, które obecnie towarzyszą. Nie, nie zapomniałam, oczywiście obowiązkowo życzę też spadków na wadze. 