i ja bez śnaidania raczej nie wychodzę nigdzie ale dziś to była podbramkowa sytuacja. z regóły wstaję ok godzinę przed wyjściem aby spokojnie wypić dużą (0,5l) herbatkę zjeść owsiankę lub placuszki (ostatnio mi bb. smakują KasiMPM otrebowe placki na słodko) i ubrac się i dzieci uszykować (rzeczy dla nich i jedzonko). a dziś masakra, wszystko w biegu, dobrzez że rzeczy wczoraj uprasowałam i wieczorem się wykąpalam (dziś brak czasu na prostowanie włoskow więc spieam styłu i już).
Madzia!!!!!!
koniec użalania się nad sobą!!!!
ubieraj się szybciutko, ładnie umaluj się i na spacer zapraszam!!!!
przejdź się do parku może z książką (ja uwielbiam czytać na świerzym powietrzu), albo ze słuchawkami na uszach co tam lubisz. ładny dzień to ci się humorek naprawi a i spacerek (szybki marsz) spali wczorajsze kcal.
nie przechodź na I fazę, kontynuj II fazę. każda z nas ma za sobą takie podkniecia. nie załamuj się tylko walcz dalej
:D:D