Witam serdecznie wszystkie "stare" i nowoprzybyłe dukanki, no i oczywiście przesympatycznego Pana, który już pochwał dostał wiele, a ja dorzucam swój skromny głos poparcia dla niebywałego talentu rozśmieszania i poprawiania humoru 
Nie było mnie raptem ze 3 dni, a tu tyle nowości... Gratuluję Wam Waszych sukcesów... Ja nie moge się niestety niczym pochwalic, wręcz przeciwnie. Otóż jestem na diecie od 17 stycznia, schudłam przez ten prawie miesiąc 2,5 kg, więc szału nie ma, ale biorąc pod uwagę, że nadwagi jako takiej nie mam, a odchudzić bym się chciała o jakieś 7kg, czyli względnie niewiele, liczyłam się z powolną utratą wagi. Przestrzegałam diety bardzo restrykcyjnie, poza jednorazowym wybrykiem - garstką popcornu w kinie. Chęć na słodycze udało mi się zaspokoić dozwolonymi "dukanowskimi" przysmakami. Waga spadała w żółwim tempie(porównując do Waszych sukcesów), a ja zamiast nie oglądać się na nic i robić swoje, odpuściłam... Wczoraj, moi drodzy coś mnie napadło... Kończyłam 5 dzień II fazy (proteiny + warzywa), dziś powinnam być na samych proteinach przez kolejnych 5 dni... Ale coś we mnie wstapilo, jestem jak alkoholik, jak jakiś narkoman na głodzie i od wczoraj najadłam się, co ja mówię, nażarłam się tyle słodyczy, ile nie zjadłabym normalnie nawet nie będąc na diecie.... Pochłąnęłam przez te 2 dni z 5 kostek czekolady mlecznej z orzechami, paczkę delicji, snikersa, paczkę wafelków, miseczkę płatków kukurydzianych i nie moge się opanować... Poprostu mam mega wyrzuty sumienia, juz wczoraj miałam, chciałam tak bardzo by dziś trzymać się zasad, ale korci mnie to słodkie jak nigdy. Nie działa na mnie już budyń, dukanowski sernik, jogurty czy serki zakrapiane aromatem i słodzikiem... Mam w domu "normalne" słodycze, bo dzieci i mąż się nie odchudzają i nie potrafię się powstrzymać... W dodatku jak pomyślę co narobiłam, nawet nie boję się że przytyje po tych słodyczach, ale że rozstroiłam organizm i teraz waga utknie w miejscu na dobre. Nie wiem czy znajdę siłę i motywację, by walczyc dalej, czy czasem się nie poddam... Mogę liczyć na wsparcie z Waszej strony? Potraficie mnie zmotywować, dać kopa w tyłek, jakoś pocieszyc po tym co narobiłam? Nawet nie chodzi mi o strach przed przytyciem, ale ten wstyd jaki mam w sobie, że nie potrafiłam się oprzeć, że ta chęć na słodkie była tak silna, jak nigdy... Jak palacz, który musi zapalić....tak ja nie umiem chyba żyć bez słodyczy... Nigdy tego nie zauważyłam, ale chyba jestem uzależniona.... Jestem w jakimś kryzysowym punkcie... Robic dalej swoje, czy odpuścić? Co mówicie?