tithiel90 napisał/a:LUDZISKA, ciekawi mnie wasza historia, jak to się stało, że do tego stopnia doszliście, że postanowiliście schudnąć, czy zawsze mieliście takie problemy? Czy po ciąży tak zostało?
No dobra.
Mam 21 lat (no prawie 22
) i 172 cm wzrostu. Nigdy nie byłam szczupła. W połowie 2005 r. ważyłam około 75 kg i oczywiście uważałam, że to za dużo, chociaż tragedii nie było. Ale ta waga w ciągu roku skoczyła o 10 kg. Powody były dwa: jadłam za dużo i zbyt kalorycznie i przez (tylko) trzy miesiące brałam tabletki hormonalne, przy których po prostu z dnia na dzień czułam, że rosnę (diane35 - pyszności! Na robienie masy niezawodne. Polecam!). Potem mimo odstawienia waga już nie spadała. Nawet wtedy, gdy starałam się jeść mniej.
Już na studiach próbowałam coś zadziałać. Wielkiej motywacji nie było, ale naprawdę odżywiałam się zdrowo (warzywa, owoce, mało tłuszczu, mało słodyczy). W zeszłym roku wiosną prawie codziennie biegałam około 40 minut. Efektów brak. A ilekroć zdarzyło mi się stanąć na wadze przeżywałam załamanie. 98 kg to chyba najwięcej. Mam nadzieję, że 100 nie przekroczyłam.
Podświadomie czułam, że TO NIE JEST MOJE CIAŁO. Nie było po mnie widać tej prawie stówy, ale sama świadomość, że tyle mam, kłóciła się z moim wyobrażeniem na temat siebie. Byłam taka rozdarta, bo z jednej strony czułam się fajną, atrakcyjną dziewczyną, a z drugiej nie.
Ostateczną decyzję o diecie podjęłam w sierpniu zeszłego roku nad Morzem Czarnym.
Dojechałam autostopem w tak piękne miejsce i nawet nie mogłam się tym całkowicie cieszyć. Sukces był, bo zrealizowałam kolejne marzenie, kolejny plan. Zrobiłam coś fajnego i odważnego. Ale to nie był pełny sukces. Pełny to on by był, gdybym bez żadnych oporów paradowała po zatłoczonej plaży w bikini. A ja, owszem zaliczyłam kąpiel w morzu, ale na plaży, mimo że wokół było mnóstwo starszych, grubszych i brzydszych, nie czułam się komfortowo.
Była niedziela, 15 sierpnia. Opuszczałam tamtejsze wybrzeże z postanowieniem, że wrócę, ale już jako całość. Czyli Ala-ciało i Ala-psychika. Udowodnię sobie, że potrafię, bo skoro możliwe jest podróżowanie prawie bez kasy i skoro ja mogę osiągać takie cele, to mogę wszystko!
A teraz już chyba jestem w całości Alą. Może brakuje kilku kilogramów do bycia SuperAlą, ale plaża byłaby moja!
))
(Tak nawiasem. Jest styczeń, a ja już planuję kolejną wyprawę. I na pewno zahaczę o Morze Czarne!)