lumina napisał/a:Od paru dni przesiaduję w bibliotece, bo jutro mam pierwszy egzamin. Stresuję się dlatego, że mój kierunek rozleniwia totalnie. Nie robię nic przez cały semestr, a w czasie sesji padam na ryj. Na przeciwko biblioteki jest bar ze spaghetti i zawsze tam chodziłam. Nawet dwa razy dziennie, bo od 9.00 do 20.00 można zgłodnieć.... A teraz? Kurde, coraz bardziej boję się, że przez ten zapierdziel na uczelni się złamię.
Ehh... Oby do końca miesiąca.
A. No i zdaję sobie sprawę, że dla Was moje uczelniane stresy mogą wydawać się pikusiem, bo zdrowie i dzieci są o wiele ważniejsze, ale ja jeszcze ich nie doświadczam i naprawdę bardzo Was podziwiam, że tak ogarniacie te dzieciaki, wszystkie gorączki, infekcje mniej i bardziej poważne, dom, swoją pracę i masę innych obowiązków. Ale muszę się czasami wyżalić. 
Wiesz w naszym życiu znajdujemy się na wielu etapach i każdy z nich jest ważny. Oczywiście dzieciaki potrafią dostarczyć "tomy" radości i na pewno wszystkie dziękujemy Bogu, że je mamy. Jednak zanim przyszły na świat też się uczyłyśmy, pracowałyśmy, walczyłyśmy o własny kont i niezależność. Wprawdzie mam już swoje lata, ale nie przypominam sobie żeby ten okres życiowy był mniej ważny od późniejszych lub obecnego, był po prostu inny.
Dziewczyny ja mam z naszą dietą trochę inny problem i potrzebuję rady "naszych weteranek" Dudzikowej, Tiramisu, Ulolci, Jagodowej.
Otóż mój czynnik BIM jest już prawidłowy, osiągnęłam wagę jaką realnie zaplanowałam jeszcze rok temu przy pierwszym podejściu do Dukana i teraz powinnam zacząć fazę III, czyli utrwalanie. No i z tym mam mały problem, co dziennie odkładam to na później, mówię sobie jeszcze kilo i zawsze mam jakiś pretekst, żeby to odwlec. Zachowuję się tak jak bym nie umiała żyć bez diety, chyba popadłam w paranoje. Jak u Was miało się przejście do fazy utrwalania, bo ja się chyba boje ją zacząć.