Cześć!
Jak sugeruje tytuł znalazłam się w sytuacji lekko komicznej, ale za to bardzo problematycznej - niestety.
Opowiem wszystko w jak najbardziej możliwym skrócie, żebyście się zorientowały o co tak naprawdę chodzi.
Mam przyjaciela z którym przyjaźnie się już od 1LO czyli 4 lata. Znamy się bardzo dobrze, traktuje go jak brata i tak nawet się do niego czasami zwracam. On wie o mnie wszystko, począwszy od tragedii miłosnych, intymnych wyznań, po kompromitujące imprezy, tak samo ja orientuje się we wszystkim co u niego się dzieje. W tym roku rozpoczęliśmy studia, on dzienne, ja zaoczne, mieszkam w mieście gdzie studiujemy, więc widujemy się często. [to o przyjacielu]
W mojej grupie, poznałam pewnego chłopaka, którego spotkałam na imprezie wakacyjnej, było to dla mnie całkowite zaskoczenie, bo nikt z nas nie wspominał na jakie studia się wybiera. Od października nasze relacje, nawet nie wiem jak to napisać, po prostu zaczęliśmy spędzać ze sobą bardzo dużo czasu. Przyjeżdżał w tygodniu, w weekendy, kiedy mieliśmy zjazdy proponowałam mu, żeby został na weekend u mnie, bo naprawdę nie opłacało mu się wracać do domu - oczywiście proponowałam mu tylko spanie na kanapie, bez żadnych bonusów
[to o chłopaku]
Pod koniec października doszło do pierwszej bliższej sytuacji pomiędzy nami, pomijając pocałunki. Zdecydowaliśmy się na petting. Chłopak nie jest za bardzo doświadczony, ja również więc jak na 1 raz było całkiem nieźle. Wczoraj urządzałam imprezę dla ludzi z mojej grupy i paru znajomych z lo. Zaprosiłam też mojego przyjaciela, impreza skończyła się ok. 2 i sama zdecydowałam, że jest w tak kiepskim stanie, że lepiej jak przenocuje u mnie a rano ogarnie się i poleci na zajęcia. Został też u mnie wspomniany wcześniej chłopak. Nie wiem czy % czy atmosfera spowodowała, że powtórzyliśmy to tego wieczoru, tylko tym razem było to naprawdę intensywne przeżycie. Wstałam z samego rana, szybko ogarnęłam chatę, zrobiłam śniadanie. Mój przyjaciel z wielkim fochem coś je, patrzy na nas "spod byka", pytam się o co mu chodzi, a on oburzony odpowiada, co mnie to interesuje, o nic mu nie chodzi i że impreza bardzo udana jak widać dla niektórych. Nigdy się tak nie zachowywał, a znam go na tyle, że wiem kiedy jest OK a kiedy nie. Potem znowu zapytałam o to samo, a on na to, żebym bawiła się dalej. Może to nie było śmieszne, ale wybuchłam wtedy śmiechem, bo myślałam, że zwyczajnie sobie robi żarty i powiedziałam, żeby się nie wygłupiał. Na tym się skończyło, dziś wgl. mi nie odpisuje a piszemy ze sobą codziennie i nie odbiera, też przestałam już dzwonić, bo sama jestem lekko zagubiona, stąd pomysł na ten temat.
Nie wiem czy był świadkiem tego co działo się w nocy, nie wiem czy mam papierowe ściany w mieszkaniu i nie wiem o co mu może chodzić.
Proszę was o jakąś poradę, jak się zachować? Wiem, że to co czytacie to tak naprawdę 'przeżycia wyrośniętej nastolatki', ale potrzebuje dojrzałej i mądrej porady, bo nie chce stracić przyjaciela ani chłopaka.
Z góry dziękuję, życzę miłego dnia ![]()