Czas rozwodu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: Czas rozwodu

Witam Panie,
Kiedyś już do was pisałam. Forum pomogło nie tyle mnie co mojej przyjaciółce, po początkowych nerwach gdy zobaczyła mój wpis, wasze słowa dały jej do myślenia. Stanęła do walki tym razem o siebie smile
Obecnie mam inne pytanie, a raczej mamy. W jaki sposób wam forumowiczkom tak szybko udaje się uzyskać rozwody gdy sprawy są z orzekaniem winy? Moja przyjaciółka już  ponad dwa lata zmaga się z rozwodem, prawnik przestrzega że jeszcze rok to minimum. Ja czytam z nią forum, a tu jedna dwie rozprawy i już.... Byłam z nią u adwokata on mówi że z orzekaniem o winie rozwody trwają minimum dwa lata i tak się zastanawiamy czy nie zmienić prawnika, bo z tego co czytamy to wielu z was udaje się to zakończyć szybciej. Jeżeli macie jakieś rady to bardzo proszę o pomoc. Pozdrawiamy B&K smile

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Peter_35 (2016-10-26 21:58:37)

Odp: Czas rozwodu

Nie zmieniajcie prawnika. Z reguły przeciętnie tyle trwa w zależności od tego czy są dzieci, długi oraz majątek i z jakiego powodu jest ten rozwód.

3

Odp: Czas rozwodu

Tyle lat ponieważ system musi zarobić...

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

4

Odp: Czas rozwodu
authority napisał/a:

Tyle lat ponieważ system musi zarobić...

Wręcz przeciwnie - im dłużej trwa sprawa, im większe zaangażowanie sądu - tym gorzej "dla systemu", bo przecież opłata jest stała. No chyba, że mamy tu na myśli całą otoczkę - czyli adwokatów.
Zróżnicowanie pod względem czasochłonności zależy od rejonu Polski, od komplikacji relacji (wspomniane: dzieci, mieszkania, kredyty, długi itp) i nade wszystko od "mocy" dowodów. Mając "twarde" dowody, wiarygodnych świadków - daje się mocne podstawy dla sądu do orzeczenia, nie posiadając solidnych argumentów przemawiających za orzeczeniem winy zmusza się sąd  do wnikliwego badania i ostrożnego oceniania sytuacji - a to bywa czasochłonne.
Ale przyznam, tyle czasu (lata całe) "szarpać się" - to gehenna wyczerpująca psychicznie. I trochę za długa...

5

Odp: Czas rozwodu
authority napisał/a:

Tyle lat ponieważ system musi zarobić...

Dokładnie... często prawnicy sami przedłużają takie sprawy, w porozumieniu z "oponentami" (moja znajoma słyszała kiedyś taką rozmowę w sądzie).

6

Odp: Czas rozwodu

Sorki, że wtrącę. Ile trwa rozprawa zwykła, tzn. bez orzekania o winie? Jaki czas mija od wniesienia pozwu do rozprawy rozwodowej?
Ja mam kumpla, który z orzeczeniem o winie machał się 5 lat!!! Pranie brudów, świadkowie... Teraz mówił, że to nie było tego warte.

7 Ostatnio edytowany przez townincity (2016-10-27 13:40:54)

Odp: Czas rozwodu

Rozwód bez orzekania winy trwa 1-2 rozprawy z tego co czytałyśmy. Z tymi latami i dowodami i całą resztą, piszecie to samo co tłumaczy adwokat. My jednak pytamy ponieważ na forum większość wątków przedstawia się tak że po niecałym roku można przeczytać, że już wszystko po. Dwie trzy rozprawy i sprawa skończona. Zastanawiałyśmy się wiec czy gdzieś popełniany jest błąd i czy nie otrzymamy tu jakiejś porady na temat tego jak można czas skrócić. dziękuję bardzo za wasze odpowiedzi. sąd wyznacza rozprawy odległe w czasie ponadto  jest ich dość dużo. Podobno ze względu na dzieci wedle prawa rozwody powinny nie być "przeciągane" w nieskończoność. Mam nadzieję że odezwie się jakaś rozwódka i może podpowie cokolwiek.

Tak mi się jeszcze nasunęło: skoro brak twardych dowodów może coś przedłużać to czy w sytuacji gdy obie strony nie mają dowodów  lub są one lekkiej wagi sąd nie powinien dać im przysłowiowego klapsa i skończyć "dziecinadę"?

8

Odp: Czas rozwodu

Ja pytałem, ile czasu trwa zwykła sprawa - od złożenia pozwu do rozwodu? Miesiąc, dwa, pół roku?
Z orzeczeniem o winie to inna sprawa. Pisałem o kumplu. To masa czasu, zależna od tego, jak zawzięte są strony, o co walczą, jakich mają adwokatów itp. U kolegi trwało to 5 lat!!! Ale sąsiadka, z podziałem majątku miała 3 lata.

9

Odp: Czas rozwodu
Marvano napisał/a:

Ja pytałem, ile czasu trwa zwykła sprawa - od złożenia pozwu do rozwodu? Miesiąc, dwa, pół roku?
Z orzeczeniem o winie to inna sprawa. Pisałem o kumplu. To masa czasu, zależna od tego, jak zawzięte są strony, o co walczą, jakich mają adwokatów itp. U kolegi trwało to 5 lat!!! Ale sąsiadka, z podziałem majątku miała 3 lata.

nie wiem dokładnie ile od złożenia pozwu. ale z informacji w internecie i z tego co mówił prawnik jeżeli sąd nie jest opieszały to od pół roku do roku już jest się po.

10

Odp: Czas rozwodu
townincity napisał/a:

Rozwód bez orzekania winy trwa 1-2 rozprawy z tego co czytałyśmy. Z tymi latami i dowodami i całą resztą, piszecie to samo co tłumaczy adwokat. My jednak pytamy ponieważ na forum większość wątków przedstawia się tak że po niecałym roku można przeczytać, że już wszystko po. Dwie trzy rozprawy i sprawa skończona. Zastanawiałyśmy się wiec czy gdzieś popełniany jest błąd i czy nie otrzymamy tu jakiejś porady na temat tego jak można czas skrócić. dziękuję bardzo za wasze odpowiedzi. sąd wyznacza rozprawy odległe w czasie ponadto  jest ich dość dużo. Podobno ze względu na dzieci wedle prawa rozwody powinny nie być "przeciągane" w nieskończoność. Mam nadzieję że odezwie się jakaś rozwódka i może podpowie cokolwiek.

Tak mi się jeszcze nasunęło: skoro brak twardych dowodów może coś przedłużać to czy w sytuacji gdy obie strony nie mają dowodów  lub są one lekkiej wagi sąd nie powinien dać im przysłowiowego klapsa i skończyć "dziecinadę"?

To zalezy od paru czynikow np.:
- im wieksze miasto tym dluzej trawaja takie sprawy  - sedziowie sa zawaleni I czasem wyznaczaja rozprawy w terminach odleglych o 6-8 m-cy;
- zalezy czy sa dzieci - z uwagi na tkz. dobro maloletnich zwykle sie nie konczy na 2 rozprawach (kwestia opieki, alimentow itd.);

11

Odp: Czas rozwodu

Witam,

ja jestem w trakcie rozwodu. W pozwie napisalam, ze chce rozwodu z winy meza. On odpisal, ze tez chce rozwodu, ale z winy mojej. Byly dwie rozprawy, swiadkow przesluchano (na jednej rozprawie 5 swiadkow zostalo przesluchanych). Na nastepnej bedziemy przesluchiwani i mysle, ze na tym bedzie koniec. Moj mecenas tez tak uwaza. Mamy maloletnie dzieci, nie mamy majatku wspolnego.
Wazne tez jaki sedzia prowadzi sprawe. Ja trafilam na bardzo konkretnego.
Pozdrawiam !

Kobieta tak potrzebuje mezczyzny jak ryba roweru smile

12

Odp: Czas rozwodu

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.


niceandshy napisał/a:

Witam,

ja jestem w trakcie rozwodu. W pozwie napisalam, ze chce rozwodu z winy meza. On odpisal, ze tez chce rozwodu, ale z winy mojej. Byly dwie rozprawy, swiadkow przesluchano (na jednej rozprawie 5 swiadkow zostalo przesluchanych). Na nastepnej bedziemy przesluchiwani i mysle, ze na tym bedzie koniec. Moj mecenas tez tak uwaza. Mamy maloletnie dzieci, nie mamy majatku wspolnego.
Wazne tez jaki sedzia prowadzi sprawe. Ja trafilam na bardzo konkretnego.
Pozdrawiam !

tu sprawa jest bardzo podobna. Majątek nie jest mieszany z rozwodem, natomiast rozpraw było już kilka i na razie końca nie widać. Nawet badań w RODiK do dnia dzisiejszego nie było chociaż obie strony składały wniosek. Sędzina nie wydaje się być konkretna. Prawnik przestrzega że może się to jeszcze rozwlec w czasie. Nie mam pojęcia z jakich powodów rozwód jest tak wydłużany, przysparza to jedynie dodatkowych nerwów i problemów. Mam nadzieje że u Ciebie skończy się już teraz. Powodzenia.

Pozdrawiam

13

Odp: Czas rozwodu

Ja dostałam rozwód z orzeczeniem winy eksa już na drugiej rozprawie. Z tym, że dzieci są już nastolatkami i nic tu nie budziło zastrzeżeń - dzieci miały zostać ze mną, eks nie tylko że nie utrudniał, ale miał je totalnie w dupie (za co sędzia przy okazji też nieźle go objechał). Sędzia rzeczywiście był bardzo konkretny - na (drugą) rozprawę kazał zarezerwować sobie cały dzień (i on też sobie taki dzień tylko na to przeznaczył). Przesłuchał wszystkich świadków, nas, i po półgodzinnej przerwie odczytał wyrok.

14

Odp: Czas rozwodu
Zorija napisał/a:

Ja dostałam rozwód z orzeczeniem winy eksa już na drugiej rozprawie. Z tym, że dzieci są już nastolatkami i nic tu nie budziło zastrzeżeń - dzieci miały zostać ze mną, eks nie tylko że nie utrudniał, ale miał je totalnie w dupie (za co sędzia przy okazji też nieźle go objechał). Sędzia rzeczywiście był bardzo konkretny - na (drugą) rozprawę kazał zarezerwować sobie cały dzień (i on też sobie taki dzień tylko na to przeznaczył). Przesłuchał wszystkich świadków, nas, i po półgodzinnej przerwie odczytał wyrok.

...widzisz, kolejny raz czytam od kogoś kto to przeżył, że udało się to rozwiązać raz dwa. Dlatego też zastanawiam się co tu jest nie tak. Fakt, że dzieci są małe, ale przecież przedłużanie samego rozwodu nie sprawi że zmienią się fakty i sprawa opieki, chyba że sąd czeka aż dorosną wink
Mam do Ciebie Zorija pytanie, jeżeli zechcesz opisać, jakiego rodzaju dowody przedstawiałaś w sądzie? Po prostu zastanawiam się czy tu aby nie są za "słabe".

15 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-10-28 17:51:47)

Odp: Czas rozwodu

Nie miałam żadnych 100-procentowych dowodów. A w zasadzie nie miałam żadnych. Powołałam na świadka kochankę mojego eksa - i ona dość szybko dała się rozpracować mojemu adwokatowi i sędziemu. W zasadzie tylko tyle. Plus moje zeznania. No i kilku moich świadków zeznających tylko, że wcześniej (przed zdradą męża) byliśmy dobrym, zgranym małżeństwem. To wszystko.
Myślę, że bardzo ważna jest atmosfera, którą stwarzasz (Ty, czy Twoja koleżanka). Jeśli będzie szczera, nie da swoim zachowaniem podstaw do wątpliwości sędziemu, jeśli nie będzie kręcić i zostanie oceniona jako wiarygodna, poważna - to to da jej ogromną przewagę.
Ale musi też być bardzo dobrze przygotowana - tak, żeby w razie np. zarzutów drugiej strony umieć się obronić (ale bez kręcenia czy kłamania).
Na przykład - mnie mój mąż zarzucił, że byłam wściekła - to fakt - robiłam wtedy głupoty - pisałam sms-y, maile... delikatnie mówiąc - takie "nie na miejscu" (przedstawił je w sądzie - było mi wstyd, gdy sędzia przeczytał teksty typu "chyba cię pojebało" tongue big_smile).
Nie wypierałam się tego - przyznałam, że tak, tak pisałam.
Ale też od razu wyjaśniłam - że to był jeden z etapów żałoby, który przechodziłam, że tak się reaguje, że złość i agresja są jakimś tam etapem, obok rozpaczy, którą przeżyłam, obarczania siebie winą, a na końcu - najdłuższego i najtrudniejszego etapu - akceptacji. Wyjaśniłam, że nie jest to dla mnie powód do dumy, ale nie działałam wówczas racjonalnie.
Na koniec sędzia powiedział, że moje zachowanie w tej sytuacji było "nie tylko normalne, ale wręcz naturalne" tongue

Bardzo dużo zależy od wrażenia... trzeba być spokojnym, zrównoważonym i baaardzo konkretnym - wiesz jak było, nie dajesz się zmanipulować, nie dajesz się emocjom (chociaż one mogą się pojawić, to nic złego, byle nie wyszło, że jesteś "wariatką", "furiatką", płaczesz i lamentujesz...).

edit. I wiesz, jak nie byłam jakoś strasznie zdeterminowana, że muszę dostać to orzeczenie o winie; chciałam już tylko się od nich uwolnić i zacząć nowy rozdział; owszem, zależało mi na sprawiedliwości, ale gdybym sędzia nie zasądził winy eksa to też bym to przeżyła; myślę, że to też mi pomogło bo nie wyszłam na jakąś zawziętą, mściwą babę,
powiedziałam to zresztą w czasie rozprawy - chcę rozwodu i na tym mi tylko zależy, i to jest dla mnie priorytet; a orzeczenie o winie tylko "chciałabym" uzyskać, jako pewien rodzaj satysfakcji, zadośćuczynienie...

16

Odp: Czas rozwodu
Zorija napisał/a:

Nie miałam żadnych 100-procentowych dowodów. A w zasadzie nie miałam żadnych. Powołałam na świadka kochankę mojego eksa - i ona dość szybko dała się rozpracować mojemu adwokatowi i sędziemu. W zasadzie tylko tyle. Plus moje zeznania. No i kilku moich świadków zeznających tylko, że wcześniej (przed zdradą męża) byliśmy dobrym, zgranym małżeństwem. To wszystko.
Myślę, że bardzo ważna jest atmosfera, którą stwarzasz (Ty, czy Twoja koleżanka). Jeśli będzie szczera, nie da swoim zachowaniem podstaw do wątpliwości sędziemu, jeśli nie będzie kręcić i zostanie oceniona jako wiarygodna, poważna - to to da jej ogromną przewagę.
Ale musi też być bardzo dobrze przygotowana - tak, żeby w razie np. zarzutów drugiej strony umieć się obronić (ale bez kręcenia czy kłamania).
Na przykład - mnie mój mąż zarzucił, że byłam wściekła - to fakt - robiłam wtedy głupoty - pisałam sms-y, maile... delikatnie mówiąc - takie "nie na miejscu" (przedstawił je w sądzie - było mi wstyd, gdy sędzia przeczytał teksty typu "chyba cię pojebało" tongue big_smile).
Nie wypierałam się tego - przyznałam, że tak, tak pisałam.
Ale też od razu wyjaśniłam - że to był jeden z etapów żałoby, który przechodziłam, że tak się reaguje, że złość i agresja są jakimś tam etapem, obok rozpaczy, którą przeżyłam, obarczania siebie winą, a na końcu - najdłuższego i najtrudniejszego etapu - akceptacji. Wyjaśniłam, że nie jest to dla mnie powód do dumy, ale nie działałam wówczas racjonalnie.
Na koniec sędzia powiedział, że moje zachowanie w tej sytuacji było "nie tylko normalne, ale wręcz naturalne" tongue

Bardzo dużo zależy od wrażenia... trzeba być spokojnym, zrównoważonym i baaardzo konkretnym - wiesz jak było, nie dajesz się zmanipulować, nie dajesz się emocjom (chociaż one mogą się pojawić, to nic złego, byle nie wyszło, że jesteś "wariatką", "furiatką", płaczesz i lamentujesz...).

edit. I wiesz, jak nie byłam jakoś strasznie zdeterminowana, że muszę dostać to orzeczenie o winie; chciałam już tylko się od nich uwolnić i zacząć nowy rozdział; owszem, zależało mi na sprawiedliwości, ale gdybym sędzia nie zasądził winy eksa to też bym to przeżyła; myślę, że to też mi pomogło bo nie wyszłam na jakąś zawziętą, mściwą babę,
powiedziałam to zresztą w czasie rozprawy - chcę rozwodu i na tym mi tylko zależy, i to jest dla mnie priorytet; a orzeczenie o winie tylko "chciałabym" uzyskać, jako pewien rodzaj satysfakcji, zadośćuczynienie...

Gratuluję smile Tutaj jednak sprawy wyglądają inaczej, świadkowie są przesłuchiwani, lamentu nie ma. Nie wiem jakie jest wrażenie sędziny, ale z tego wszystkiego nasuwa mi się jedynie wniosek, że nie spieszy jej się z tym aby sprawę zamknąć, bo jak Ty sama sie przekonałaś - można zrobić to szybko i konkretnie. Możliwe że przeszkodą tu jednak jest to że jest to sąd w dużym mieście. Tu też nie ma jako takich dowodów, oczywiście sa takie które mogą o czymś świadczyć, jednak dla mnie np. jako totalnego laika po obejrzeniu ich nie uznałabym niczyjej winy.
Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź, tak konkretną i obszerną smile Mam nadzieję, że teraz Twoje życie jest już całkiem spokojne i szczęśliwe.
Mam jeszcze takie pytanie (ze zwykłej ludzkiej ciekawości) w jaki sposób sędzia i adwokat rozpracowali kochankę Twojego eks? Myślę, że mogło to ciekawie wyglądać. Nasza "kochanka" odpowiadała na tendencyjne pytania i nie wiem jak została przez sąd odebrana. Czytałam protokół z rozprawy i były to raczej proste pytania: czy całowała się z X, czy z nim współżyje, czy są parą, od kiedy się znają, czy uważa że przyczyniała się do rozpadu małżeństwa itp.

17

Odp: Czas rozwodu
Marvano napisał/a:

ile czasu trwa zwykła sprawa - od złożenia pozwu do rozwodu? Miesiąc, dwa, pół roku?
Z orzeczeniem o winie to inna sprawa. .

U mnie pismo z sądu, po tym jak złożyłem wniosek, przyszło po miesiącu - niestety nie dotarło, ale po mojej reakcji gdy się o tym dowiedziałem- czyli wysłaniu wyjaśnienia i wpłacie - po tygodniu pismo i termin za 3 tygodnie. Sama sprawa trwała godzinę - nie liczę godzinnego opóźnienia w rozpoczęciu.Sprawa bez orzekania - chociaż adwokat namawiał mnie, żeby.

Miasto raczej duże smile

Zawsze uśmiechnięty smile

18 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-10-28 19:15:47)

Odp: Czas rozwodu

Już nie pamiętam o co dokładnie pytał ją sędzia - emocje były duże, tak, że większości nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam tylko ogólne wrażenie, że nie jest siebie zbyt pewna i tak ogólnie, że się miota w tych swoich zeznaniach.
Ale wiem co ja obmyśliłam tongue
A więc, wiesz, tuż po wyjściu na jaw romansu i wyprowadzce eksa, ja nawet nie znałam jej nazwiska, nic o niej nie wiedziałam... ale przeglądałam kiedyś internet i trafiłam na jej maila. Zadziałałam na zasadzie impulsu - napisałam do niej. Nie, nie prosiłam jej o nic, nic z tych rzeczy. Po prostu wywaliłam jej, że rozbiła moją rodzinę, że przyczyniła się do cierpień moich dzieci, itd. itp.
I na rozprawę miałam przygotowaną taką akcję - chciałam zapytać ją, że skoro, ponoć, wg jej słów "nic jej z moim mężem nie łączyło", to jak dostała ode mnie tego maila, to dlaczego nie odpowiedziała? Noż przecież każdy normalny człowiek, który jest "niewinny" próbowałby sprostować, wytłumaczyć, że się pomyliłam, że to nie tak... ewentualnie opieprzyć mnie, że jestem jakaś nawiedzona i się jej czepiam a ona nie wie o co chodzi...

Tak to sobie wymyśliłam. Nie wiedziałam oczywiście co odpowie, ale podejrzewałam, że co najmniej będzie się motać, gubić czy głupio tłumaczyć. A mail był - więc nie mogła się go wyprzeć.

Tymczasem....... gdy tylko wspomniałam o tym mailu, zapytałam ją czy go pamięta, ona od razu zaczęła się tłumaczyć... że to nie ona to wszystko zrobiła! nie ona rozbiła mi rodzinę! tylko on!! tongue big_smile żebym do niego miała pretensje... że ona niewinna... big_smile
Mój adwokat kazał mi w tym momencie zamilknąć - to już absolutnie wystarczyło smile smile za wszystkie inne jej zeznania, wyjaśnienia.
Aaaa, a na koniec jeszcze poskarżyła się sądowi, że w tym mailu nazwałam ją dziwką i kurwą... co było akurat nieprawdą, bo bardzo się pilnowałam pisząc go . Tak ją nazwałam, i owszem, ale później, przy bezpośrednim spotkaniu tongue
Echhhh, człowiek robił głupoty... ale to faktycznie było ode mnie niezależne... reagowałam tak jak musiałam... teraz mnie to śmieszy.
I dziękuję - tak, mam już wszystko poukładane. I dobrze mi w mojej nowej sytuacji. Ale zawsze służę radą "potrzebującym" smile Bo wiem, jak cholernie, diabelnie ciężko przez to przejść. Szczególnie samemu... bo ja byłam w tym wszystkim zupełnie sama... bez bliskiej osoby, przyjaciół, rodziny. W dodatku naprawdę byłam zdruzgotana. Oni byli razem... oboje przeciwko mnie... ale poradziłam sobie smile

19 Ostatnio edytowany przez townincity (2016-10-28 20:34:27)

Odp: Czas rozwodu
Zorija napisał/a:

Już nie pamiętam o co dokładnie pytał ją sędzia - emocje były duże, tak, że większości nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam tylko ogólne wrażenie, że nie jest siebie zbyt pewna i tak ogólnie, że się miota w tych swoich zeznaniach.
Ale wiem co ja obmyśliłam tongue
A więc, wiesz, tuż po wyjściu na jaw romansu i wyprowadzce eksa, ja nawet nie znałam jej nazwiska, nic o niej nie wiedziałam... ale przeglądałam kiedyś internet i trafiłam na jej maila. Zadziałałam na zasadzie impulsu - napisałam do niej. Nie, nie prosiłam jej o nic, nic z tych rzeczy. Po prostu wywaliłam jej, że rozbiła moją rodzinę, że przyczyniła się do cierpień moich dzieci, itd. itp.
I na rozprawę miałam przygotowaną taką akcję - chciałam zapytać ją, że skoro, ponoć, wg jej słów "nic jej z moim mężem nie łączyło", to jak dostała ode mnie tego maila, to dlaczego nie odpowiedziała? Noż przecież każdy normalny człowiek, który jest "niewinny" próbowałby sprostować, wytłumaczyć, że się pomyliłam, że to nie tak... ewentualnie opieprzyć mnie, że jestem jakaś nawiedzona i się jej czepiam a ona nie wie o co chodzi...

Tak to sobie wymyśliłam. Nie wiedziałam oczywiście co odpowie, ale podejrzewałam, że co najmniej będzie się motać, gubić czy głupio tłumaczyć. A mail był - więc nie mogła się go wyprzeć.

Tymczasem....... gdy tylko wspomniałam o tym mailu, zapytałam ją czy go pamięta, ona od razu zaczęła się tłumaczyć... że to nie ona to wszystko zrobiła! nie ona rozbiła mi rodzinę! tylko on!! tongue big_smile żebym do niego miała pretensje... że ona niewinna... big_smile
Mój adwokat kazał mi w tym momencie zamilknąć - to już absolutnie wystarczyło smile smile za wszystkie inne jej zeznania, wyjaśnienia.
Aaaa, a na koniec jeszcze poskarżyła się sądowi, że w tym mailu nazwałam ją dziwką i kurwą... co było akurat nieprawdą, bo bardzo się pilnowałam pisząc go . Tak ją nazwałam, i owszem, ale później, przy bezpośrednim spotkaniu tongue
Echhhh, człowiek robił głupoty... ale to faktycznie było ode mnie niezależne... reagowałam tak jak musiałam... teraz mnie to śmieszy.
I dziękuję - tak, mam już wszystko poukładane. I dobrze mi w mojej nowej sytuacji. Ale zawsze służę radą "potrzebującym" smile Bo wiem, jak cholernie, diabelnie ciężko przez to przejść. Szczególnie samemu... bo ja byłam w tym wszystkim zupełnie sama... bez bliskiej osoby, przyjaciół, rodziny. W dodatku naprawdę byłam zdruzgotana. Oni byli razem... oboje przeciwko mnie... ale poradziłam sobie smile

no to nowa pani eksa zbyt rozgarnięta nie jest.... tu sprawy zeznań mają się inaczej... może też emocje są mniejsze, bo mnie wydaje się że owa "kochanka", kochanką chyba nie jest. Przynajmniej nie wygląda na to. No i jest tu odbijanie piłki i wzajemne oskarżenie o kontakty pozamałżeńskie, może dlatego sprawa tak przeciągana.
A tak poza tym to spójrz jakie to zadziwiające, że zamiast zamknąć buzię ktoś sam się tak odkrywa.
I myślę, że nie ma racji w tym stwierdzeniu (nie obraź się proszę), że oni oboje przeciwko Tobie, bo jakby oboje jechali na jednym wózku to by ze sobą rozmawiali i się przygotowali a skoro nie umieli się bronić to raczej ze sobą też się nie umieli komunikować.
Jesteś dzielna i poukładana, godność i klasa zawsze się obronią. Nie każdy potrafi zachować się z umiarem i utrzymać emocje na wodzy. Ja mam nadzieję, że sprawa która jest obecnie bardzo blisko mnie zakończy się jak najszybciej, bo za dużo już w tej wojnie ofiar. I zastanawia mnie dlaczego sąd nie chce tego ukrócić, bo wydłużając ten czas nieświadomie podjudza strony do walki i cała złość i nienawiść rośnie, a emocje nie mają możliwości opaść.
Miło czytać, że Twoje życie ma znów wiele barw, bo Twoje słowa pokazują, że zakończenie związku, nawet to najgorsze, nie jest zakończeniem normalnego zycia.
Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.



edit.
We wcześniejszym poście napisałaś coś co może być ważną wskazówką, bo te słowa delikatnie oburzyły moją przyjaciółkę :
"powiedziałam to zresztą w czasie rozprawy - chcę rozwodu i na tym mi tylko zależy, i to jest dla mnie priorytet; a orzeczenie o winie tylko "chciałabym" uzyskać, jako pewien rodzaj satysfakcji, zadośćuczynienie..."
ona ma wciąż to nastawienie "jego wina, jego wina! dlaczego ma być też moja?"

Myślę, że to wiele zmienia....

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018