Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

Temat: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Postaram się opisać krótko moją historię. Małżeństwem jesteśmy/byliśmy 5 lat. Przed ślubem znaliśmy się 6 lat. Mój mąż zawsze był domatorem - to ja wyciągałam go na imprezy, do pubu czy do kina. Nigdy nie byłam też kobietą bluszczem - mąż wyjeżdżał służbowo, chodził na treningi piłki nożnej czy na siłownie. Nigdy go o nic nie wypytywałam i nie podejrzewałam. Jedyny problem jaki mieliśmy w czasie trwania małżeństwa to konflikt z jego rodziną. Konflikt na tyle duży, że z rodzicami nie odzywał się praktycznie rok, a z siostrą dwa lata. Z perspektywy czasu mogę napisać, że mąż nigdy nie był jakoś specjalnie wylewny, wiele rzeczy starłam tuszować się ja - a to przytulając się, a to przygotowując wspólny posiłek żeby usiąść i pogadać.

W połowie ubiegłego roku urodziła nam się córka. Od początku była wymagającym dzieckiem, z pewnością nie była noworodkiem który spał od karmienia do karmienia. Sytuacja pomiędzy nami zaczęła zmieniać się z dnia na dzień. Mąż często powtarzał, że potrzebuje przestrzeni, wolności, że nie będzie z nami cały czas siedział w domu. Nawet kiedy mówiłam że jest źle i że się z małą wyprowadzę - powtarzał że zależy mi tylko żeby posypał głowę popiołem i siedział z nami w domu. Z pracy wracał co raz później, często nie mogłam się do niego dodzwonić, o jakiejkolwiek bliskości między nami nie było mowy. Nie interesował się naszymi problemami. Próbowałam rozmawiać miliardy razy. Nie mogłam spać po nocach. Kiedy prosiłam go żeby mnie przytulił odpowiadał "idź spać do cholery". Z córką też nie miał szczególnego kontaktu - zazwyczaj ona leżała na macie, a on siedział z telefonem. W lutym zachorowałam na depresję. Kłóciliśmy się strasznie. Żadne rozmowy nie przynosiły efektu. Czasami miałam wrażenie, że mąż mnie nie cierpi. Miałam nadzieję, że jak wrócę do pracy jakoś to się poukłada. Natomiast w dni w które pracowałam do 18 (mąż pracuje do 16) zamiast zająć się małą, mąż zaczął jeździć na obiad do mamy. W niedzielę popołudniu też odwiedziny u rodziców. Zawsze ktoś coś. W sierpniu kiedy powiedział mi, że nie pojedzie z nami na wakacje bo nie chce ze mną przebywać, wyprowadziłam się z małą z domu. Reakcja męża była taka, że już mi mówił, że żaden szantaż na niego nie zadziała i nie ma zamiaru się starać czy zmieniać. Na chwilę obecną jego stanowisko jest takie, że w ciągu 3 miesięcy podejmie decyzję co do mnie czuje. Oczywiście uważa, że jego zachowanie to tylko konsekwencja mojej zaborczej miłości.

Czy ktoś z Was spotkał się z podobną sytuacją? Zastanawiam się czy separacja w takiej sytuacji ma jakikolwiek sens.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Próbowałaś go namówić np. na wspólna terapię?
Jest źle i pytanie, czy on w ogóle chce żeby było lepiej, czy odpuścił już sobie to małżeństwo. Zdarza się, że ludzie nie potrafią odnaleźć się w rodzicielstwie, cóż, rzeczywistość nie zawsze przypomina wyobrażenia. A może nawet nigdy;-) Coraz częściej słyszę, że mężczyźni mają z tym problem: chcą dziecka, ale najwyraźniej uważają (pojęcia nie mam na jakiej podstawie), że po jego narodzinach absolutnie nic się zmienia i później szok.
Nie lubię rozsiewać pesymistycznych wizji, ale moim zdaniem bez wsparcia z zewnątrz (terapeuty) Wasze małżeństwo ma nieduże szanse na przetrwanie, bo raczej nie masz co liczyć, że on się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

3

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Oczywiście, że próbowałam. Odpowiedź brzmiała "nie chciałbym chodzić na terapię". Póki co chodzę sama - opinia terapeuty (lekarza psychiatry) też nie jest optymistyczna - uważa że lepiej nie będzie, a mąż mną manipuluje. W pewnym momencie zrobiło się zaklęte koło - czym bardziej ja wymagałam uwagi, tym bardziej on uciekał. Wszystko było na mojej głowie - dom, opieka nad dzieckiem. Podobnie w weekendy - zmywanie, sprzątanie. Widział, że budzę się zapłakana w nocy i nie zrobił z tym nic. Słyszałam, że albo ma koleżanki które sobie świetnie radzą z dwójką dzieci albo że żony kolegów mają gorzej. Obecnie uważa, że jego zachowanie jest uzasadnione, bo ja to czy tamto. Ale prawda jest taka, że nawet po mojej wyprowadzce przez 10 dni nie odwiedził córki. Sama już nie wiem co teraz robić - próbować rozmawiać czy zostawić w spokoju. Przez całe lato w weekend nie zabrał nas nigdzie, nawet spacer do parku obok to był dla niego wyczyn, a pretensje ma że nie zgodziłam się żeby zawiózł rodziców nad morze. Oczywiście i tak zawiózł i przez 15h nawet nie napisał że dojechał.

4

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Walczyłaś - nie pomogło.
To teraz dla odmiany odpuść i zobacz co się wydarzy.

5

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Myślę, że twój mąż ma nierówno pod sufitem i coś jest nie tak z jego rozwojem emocjonalnym, psychiką.
On nie potrafi budować więzi (z tobą, z rodziną), a w sytuacjach kryzysowych reaguje ucieczką i wycofaniem.
Nie zmienisz już go. Zresztą przepłaciłaś już starania się chorobą.
Postaraj się zająć się sobą i dzieckiem.
Dalej będziesz wiedziała co robić.

6 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2016-08-22 22:06:10)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
Lillka-15 napisał/a:

Myślę, że twój mąż ma nierówno pod sufitem i coś jest nie tak z jego rozwojem emocjonalnym, psychiką.
On nie potrafi budować więzi (z tobą, z rodziną), a w sytuacjach kryzysowych reaguje ucieczką i wycofaniem.
Nie zmienisz już go. Zresztą przepłaciłaś już starania się chorobą.
Postaraj się zająć się sobą i dzieckiem.
Dalej będziesz wiedziała co robić.

Popieram w 100%. To przykre i na pewno bardzo cierpisz z tego powodu. ale uwierz, że lepiej jak się odsuniesz od niego, a być może i odejdziesz jeśli się nic nie zmieni z jego strony; niż miałabyś się ciągle się z nim użerać. Nie tak wygląda małżeństwo i rodzicielstwo. Twój mąż nie dorósł ani do jednego ani do drugiego. Nie sposób sobie nawet wyobrazić tego, jak się do Ciebie zaczął odnosić, jak traktować. Nie powinno się dawać takim zachowaniom przyzwolenia w imię czego? Tzw. "dobra dziecka, małżeństwa,.." ? Wbrew wszystkiemu nie powinnaś go teraz zostawić w spokoju. Niby dlaczego? Ty Musisz wszystkie sprawy dżwigać teraz sama, a on ? Musi pomyśleć? Nad czym? Założyliście rodzinę wspólnie, więc dbanie o jej utrzymanie i dobro jest także jego obowiązkiem. Nie szanuje Cię, nie interesuje dzieckiem, obarczył wszystkimi obowiązkami. Dla mnie rozwiązanie jest jedno: albo próbujecie się porozumieć i odbudować to, co utracone, albo jeśli nie obudzi się teraz po Twoim odejściu, rozważyć decyzję o całkowitym rozstaniu.

7

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Chciał mieć to dziecko?

8

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
WaltonSimons napisał/a:

Chciał mieć to dziecko?

Ale czy to coś zmienia w kwestii opieki i obowiązków nad mężczyzną od tej chwili spoczywających?

9

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Też mi się wydaje, że to nic nie zmienia w kwestii obowiązków. Dziecko chciał mieć. Pojawiło się na świecie w momencie kiedy miał 35 lat i stabilną sytuację majątkową. Mamy też mieszkanie. Nic go nie zaskoczyło, o dziecko staraliśmy się świadomie. Natomiast ja wymagałam pomocy i zaangażowania. Przykładowo kiedy mała miała kilka miesięcy zadzwonił kolega zaprosić męża, zaprosić go na całodzienny wyjazd do Warszawy na verva street racing. Kolega z którym spotykaliśmy się średnio raz na dwa lata. Rozmawiałam z mężem, tłumaczyłam że jestem zmęczona, że trzeba z małą pójść na spacer, że nie wolno mi znosić wózka bo jestem po cesarce, że w tym roku to nie jest szczególnie dobry pomysł. On uważał, że to jest obowiązek mojej mamy przyjechać i mi pomóc (mimo że moja mama w tygodniu przyjeżdżała codziennie). Co więcej był gotów do pomocy wepchnąć mi swoich rodziców, z którymi od kilku lat nie miałam kontaktu. Kiedy urodziło się dziecko nie zabraniałam im przychodzić w odwiedziny, ale też nie miałam zamiaru udawać, że nic się nie stało - jak byłam w 9 miesiącu ciąży teść nawet nie mówił mi dzień dobry na ulicy. Na wyścig nie pojechał, ale przez kolejny rok słyszałam, że przez tą sytuację, przez to że mu zabroniłam, on nie może uprawiać ze mną seksu.

Niestety okres separacji sprawia, że jestem jeszcze bardziej rozżalona. Np. w środę jest u córki, wie że mała dostaje temperaturę i przez dwa dni go to zupełnie nie interesuje. W końcu się okazuje, że mała ma anginę musi wziąć antybiotyk. Wcześniej każdy antybiotyk kończył się szpitalem, bo nie chciała połykać i od razu wymiotowała i też go to nie interesuje.

10

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

a jak wyglądały wasze początki?

11

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Początki były cudowne. Miłość, zaangażowanie, duża namiętność. Czułam, że jest moim księciem z bajki.

12

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
Lillka-15 napisał/a:

Myślę, że twój mąż ma nierówno pod sufitem i coś jest nie tak z jego rozwojem emocjonalnym, psychiką.
On nie potrafi budować więzi (z tobą, z rodziną), a w sytuacjach kryzysowych reaguje ucieczką i wycofaniem.
Nie zmienisz już go. Zresztą przepłaciłaś już starania się chorobą.
Postaraj się zająć się sobą i dzieckiem.
Dalej będziesz wiedziała co robić.

Zgadzam się z Lilką, nie ma o kogo walczyć.
Lepiej Wam będzie bez niego, przynajmniej mniej stresów i nerwów.


Codzienność Królewicza przerosła, jest niedojrzały emocjonalnie.

13

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

On ma romans.

14

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Nie powiem, że nigdy nie przyszło mi to do głowy. Po rozważeniu wszelkich okoliczności (miliard razy) obawiam się, że to jednak kwestia charakteru. On zwyczajnie chciał mieć rodzinę i być w 100% wolnym. Wszystkie nasze plany miał gdzieś - planowaliśmy zmianę mojego samochodu, remont mieszkania. Gdy pojawiły się pieniądze - sprzedał działkę, którą dostał od rodziców, kupił sobie za całą sumę skuter. Jego wytłumaczenie było takie, że skoro się kłócimy i nasze małżeństwo wisi na włosku może robić co chce. A dodam, że nie było tak że jeździł do pracy autobusem czy tramwajem. Wręcz przeciwnie jeździł nowiutkim suvem, podczas gdy ja z dzieckiem i wózkiem 11-letnim clio z gazem. Już pomijam fakt, że trzy lata temu miał wypadek motocyklowy po którym kilka tygodni podcierałam mu tyłek i moje zdanie co do powrotu na jednoślad też zlekceważył. Jak stwierdził nie może dać się tłamsić.

15

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Autorko,

Sytuacja jest trudna i ci bardzo współczuję.
Masz dwa wyjścia:
albo namawiasz męża na terapię małżeńską (u sprawdzonego terapeuty a nie u panienki pół roku po studiach).
albo po prostu włączasz dystans. Ile można rozmawiać i ciągle prosić się o to samo? Jak widać twoje rozmowy efektów nie dają. Byc może niewłaściwie się komunikujesz? Nie wiem tego. Jednak to co możesz i powinnaś zrobić to zacząć chronić siebie i swoje emocje. Prosiłaś o rozmowy milion razy. Pora zmienić zachowanie - swoje własne.

16

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Najwyższa pora spojrzeć prawdzie w oczy.

17

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Niestety wygląda to na romans. I to bardzo schematyczny. Siedzenie z telefonem, olewanie, krnąbrne odpowiedzi... da Ci znać, co do Ciebie czuje?????
Nie zgadzaj się na to. Psychaira ma rację, manipuluje Tobą i to bardzo.
Musisz się odsunąć, radzić sobie sama. Teraz nie staraj się na silę zbliżyć go do córki, nawet ze względu na nią samą.
Po ewentualnym rozwodzie sprawy opieki rozwiąże Sąd.
Odpuść zupelnie, również z szacunku do siebie samej . Na tę chwilę nie ma się o kogo bić.
To trudne ale postaraj się maksymalnie skupić na sobie i dziecku.
A jak Cię stać... wynajmij detektywa.

18 Ostatnio edytowany przez Bulka (2016-08-24 12:45:55)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

A jeśli Cię nie stać na detektywa to pożycz, bo inaczej gostek do śmierci będzie ci grał na nosie.

19

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Macie rację. Zawsze byłam naiwna. Byłam do tego stopnia naiwna, że jak moja mama chciała mi przepisać mieszkanie przed ślubem, to stwierdziłam że dzień po pójdę do notariusza i przepiszę na męża połowę. Na szczęście rodzice byli bardziej przytomni. W tym roku odkryłam, że mój mąż ze swoją mamą był u notariusza 10 dni przed ślubem! Buty kupował w dniu ślubu bo nie miał czasu, ale majątek miał czas przepisać:)

20 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2016-08-24 16:42:38)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
SexyLady02 napisał/a:
WaltonSimons napisał/a:

Chciał mieć to dziecko?

Ale czy to coś zmienia w kwestii opieki i obowiązków nad mężczyzną od tej chwili spoczywających?

Jest dość istotna różnica między robieniem czegoś z musu/obowiązku i z chęci.

To pierwsze może prowadzić do dysonansu, który na dłuższą metę staje się nie do wytrzymania.

Ale skoro mąż autorki chciał mieć to dziecko, to nie ma tematu - ma romans, albo jest dupkiem. Innych opcji niestety nie ma. Najpewniej jest dupkiem i ma romans jednocześnie.

21 Ostatnio edytowany przez Bulka (2016-08-24 18:19:08)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Ojejku ale się czepiasz i wydziwiasz. Co najmniej jak autorka biedaka. Chciał, nie chciał. Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr smile Chciał dziecka, ale mu się odwidziało, bo poznał super kumpelę. Proste.

22

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Bulka, czytając Twój post po raz pierwszy od bardzo długiego czasu sama się z siebie uśmiałam.

Spróbuj się wczuć choć trochę w moją sytuację. Byliśmy parą 10 lat. Przeszliśmy razem sporo trudnych chwil. Nie mieliśmy na starcie ani grosza - pamiętam jak grudniowy rachunek za prąd płaciliśmy z pensji grudniowej męża. Z czasem wszystko zaczęło się układać. Planowaliśmy dziecko. Mąż jeździł ze mną na wszystkie wizyty lekarskie, chodził do szkoły rodzenia. Oczywiście kłóciliśmy się jak wszystkie pary - nie jestem osobą która daje sobie wejść na głowę.

Nagle urodziła się mała i cały mój świat się zawalił. Pierwsza sytuacja we wrześniu - mąż nie odbiera telefonu przez 5h, po powrocie mówi że muszę ograniczyć swoje kontrole i za karę nie kupił mi prezentu na urodziny. Zanika między nami bliskość. Ja cały czas siedzę z małą w domu, nie mogę spać, płaczę po nocach, próbuje rozmawiać. Słyszę tylko że ma blokadę bo nie pozwoliłam mu podwozić koleżanki do pracy, jechać z kolegą na verva street racing, siedzieć w barze do 1 w nocy kiedy następnego dnia jedziemy rano z dzieckiem nad morze, zaprosić na roczek siostry która nie pofatygowała się zobaczyć dziecka na oczy, czy wreszcie podrzucić rodziców nad morze. Wszystko to moja wina. Brak seksu jest jedynie konsekwencją mojego zachowania. Jestem w bardzo kiepskim stanie i słyszę żebym znalazła sobie znajomych i zaczęła uprawiać sport. Walczę o siebie - umawiam się z koleżankami na spacery i widzę że tylko my dwie nie dostajemy telefonów i smsów w ciągu dnia z pytaniem co tam u nas słychać. Że wiecznie na wizytach lekarskich jesteśmy same. Właściwie to zamiast lepiej jest tylko gorzej. Naprawdę miałam moment kiedy myślałam że lepiej będzie jak mnie nie będzie.

To ja wyprowadziłam się z małą z własnego mieszkania i dostaje sms linki do artykułów o braku wolności i zaborczej miłości. Bo okazało się, że mój mąż dużo czytał, wie że on nic nie robił źle bo jego zachowanie jest uzasadnione moją zaborczą miłością.

23 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2016-08-24 19:31:30)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

za karę nie kupił mi prezentu na urodziny.

Że k**** co??? Za karę? A do kąta Cię nie postawił i nie kazał na grochu klęczeć?

Rozwiedź się z nim, zanim jeszcze gorzej będzie. Inaczej smutne życie dziecku zafundujesz...

24

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Tak, takiego słowa wtedy użył - za karę. Później jak wszyscy zaczęli się z tego śmiać kar nie było, były tylko konsekwencje mojego zachowania. No bo przecież nie będzie z baru wyskakiwał po 24 jak upierdliwa żona dzwoni. Co z tego, że rano jedziemy z dzieckiem nad morze.

25

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

(......)

To ja wyprowadziłam się z małą z własnego mieszkania i dostaje sms linki do artykułów o braku wolności i zaborczej miłości. Bo okazało się, że mój mąż dużo czytał, wie że on nic nie robił źle bo jego zachowanie jest uzasadnione moją zaborczą miłością.

Serio ? Poważnie ?
Wyprowadziłaś się z niemowlęciem z własnego mieszkania - czy ze wspólnego mieszkania ?
Dlaczego ?
Aż tak bardzo zależy Ci na jego komforcie ?

26 Ostatnio edytowany przez zrozpaczona123 (2016-08-24 20:01:53)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Tak. Wyprowadziłam się z dzieckiem z własnego mieszkania. Nie dlatego, że zależy mi na jego komforcie, ale dlatego że zależało mi na komforcie dziecka. Od lutego prosiłam go o wyprowadzkę kilka razy i zawsze kończyło się tak samo - on wypominał miliony zachowań których muszę ponieść konsekwencje, a ja płakałam. Na koniec on zostawał. Tego wieczoru oznajmił mi, że nie pojedzie z nami na wakacje, bo sprzeciwiłam się zawiezieniu jego rodziców nad morze (chociaż i tak i zawiózł), powiedział że nie chce jechać bo nie będzie ze mną przebywać. Oczywiście ja całą noc nie spałam, a córka całą noc popłakiwała w łóżeczku. Stwierdziłam, że dość. Jak wyszedł do pracy spakowałam nas i pojechałam do rodziców. Po prawie dwóch tygodniach poprosiłam go o opuszczenie mojego mieszkania. On za to przeniósł się do swoich rodziców, którzy byli na urlopie, nie informując ich nawet o tym.

27

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

dziewczyno,jak wyszedł do pracy,trzeba było spakować jego i zmienić zamek w drzwiach

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Przykro mi, że Cię to spotkało...
Brak słów.

Tu się powinna wypowiedzieć Cyngli lub Elle88, które mają dosadny sposób wypowiedzi.

Naprawdę ręce opadają. Toż to jawna przemoc psychiczna, aczkolwiek pachnie romansem niestety...
A ile ma córcia?

29

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

14 miesięcy.

30

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Nie tłumacz się tak. No to trochę razem byliście, ale się skończyło, co sobie użyłaś w związku to Twoje. A teraz się skończyło. Ciesz się że w ogóle było, bo jest masa zajebistych kobitek, które mają tę "wadę" że za dużo widzą... Trzeba wziąć temat na klatę. On nie chce rozmawiać, zbierz dowody, inaczej się umawialiście, więc muszą być koszty podłego zerwania umowy i tyle. I do przodu. Szkoda zdrowia na stwora.

31

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

zrozpaczona123, przykro to pisać, ale, moim zdaniem,  walka o to małżeństwo jest bezcelowa. On Was nie chce. Jesteś na straconej pozycji, bo w tej walce jesteś sama.
Myślę, że na ten stan złożyło się wiele wydarzeń. Twoje żale i wymagania wobec niego, ustawiłabym na ostatnim miejscu. Mimo, że opisywane przez Ciebie sytuacje, jednoznacznie wskazują na jego lekceważący stosunek do rodziny (Ciebie i dziecka) i nawet, jeśli on w swoich zastrzeżeniach wobec Ciebie ma cząstkę racji, to jednak jego aktualne zachowanie w żaden sposób go nie usprawiedliwia.
Być może przerosła go rzeczywistość związana z pojawieniem się dziecka, na którym, jak widać niespecjalnie mu zależy, być może jego rodzina z którą się pogodził buntuje go przeciw Tobie, może to też jego trudny charakter, jednak jak widać, on nie ma zamiaru niczego zmieniać.
Problem, który zostawiłam na koniec, a który być może jest główną przyczyną Waszego kryzysu, to duże prawdopodobieństwo jego zdrady. To mało prawdopodobne, żeby mężczyzna w tym wieku wytrwał bez seksu rok. Uważam, że rzekoma kara dla Ciebie w postaci braku seksu, mało, że jest manipulacją i formą przemocy psychicznej, to przede wszystkim jest pretekstem dla oddalenia się od Ciebie.
Zresztą słowa jakie do Ciebie kieruje nie pozostawiają złudzeń, co do braku jakichkolwiek pozytywnych uczuć do Ciebie. Być może powodem jest ta koleżanka, którą ochoczo podwozi do pracy.
zrozpaczona123, obawiam się, że czas pogodzić się z tą sytuacją, przestać dobijać się do niego i zawalczyć o siebie i córeczkę.
Jeżeli mieszkanie jest Twoją odrębną własnością, wróć do niego i poproś, żeby to on się wyprowadził, nie próbuj zmiękczać go płaczem, bo i tak niczego nie osiągniesz. Zadbaj o finansowe zabezpieczenie dla Was i jeśli masz możliwość przyjrzyj się jego kontaktom po za domem.
Obawiam się, że Twoje nadzieje, co do dalszego wspólnego życia są złudne.

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
josz napisał/a:

zrozpaczona123, przykro to pisać, ale, moim zdaniem,  walka o to małżeństwo jest bezcelowa. On Was nie chce. Jesteś na straconej pozycji, bo w tej walce jesteś sama.
Myślę, że na ten stan złożyło się wiele wydarzeń. Twoje żale i wymagania wobec niego, ustawiłabym na ostatnim miejscu. Mimo, że opisywane przez Ciebie sytuacje, jednoznacznie wskazują na jego lekceważący stosunek do rodziny (Ciebie i dziecka) i nawet, jeśli on w swoich zastrzeżeniach wobec Ciebie ma cząstkę racji, to jednak jego aktualne zachowanie w żaden sposób go nie usprawiedliwia.
Być może przerosła go rzeczywistość związana z pojawieniem się dziecka, na którym, jak widać niespecjalnie mu zależy, być może jego rodzina z którą się pogodził buntuje go przeciw Tobie, może to też jego trudny charakter, jednak jak widać, on nie ma zamiaru niczego zmieniać.
Problem, który zostawiłam na koniec, a który być może jest główną przyczyną Waszego kryzysu, to duże prawdopodobieństwo jego zdrady. To mało prawdopodobne, żeby mężczyzna w tym wieku wytrwał bez seksu rok. Uważam, że rzekoma kara dla Ciebie w postaci braku seksu, mało, że jest manipulacją i formą przemocy psychicznej, to przede wszystkim jest pretekstem dla oddalenia się od Ciebie.
Zresztą słowa jakie do Ciebie kieruje nie pozostawiają złudzeń, co do braku jakichkolwiek pozytywnych uczuć do Ciebie. Być może powodem jest ta koleżanka, którą ochoczo podwozi do pracy.
zrozpaczona123, obawiam się, że czas pogodzić się z tą sytuacją, przestać dobijać się do niego i zawalczyć o siebie i córeczkę.
Jeżeli mieszkanie jest Twoją odrębną własnością, wróć do niego i poproś, żeby to on się wyprowadził, nie próbuj zmiękczać go płaczem, bo i tak niczego nie osiągniesz. Zadbaj o finansowe zabezpieczenie dla Was i jeśli masz możliwość przyjrzyj się jego kontaktom po za domem.
Obawiam się, że Twoje nadzieje, co do dalszego wspólnego życia są złudne.

Niestety zgadzam się z josz w 100% 
To ogromnie trudne ale wszystko na to wskazuje . Ta koleżanka z pracy... hmmm

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Niestety kryzys pierwszego dziecka... cholerka ... nie zrozumiem tego.

34

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Przyznam, że też już tego wszystkiego nie rozumiem. Zwłaszcza, że mąż z jednej strony potrzebuje czasu żeby wiedzieć co czuje, a z drugiej strony boi się podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Kiedy tylko zaczynam mówić o alimentach, separacji czy rozwodzie to mówi, że minęły dopiero trzy tygodnie, ale wracać do domu na ten moment nie chce.

35

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

Przyznam, że też już tego wszystkiego nie rozumiem. Zwłaszcza, że mąż z jednej strony potrzebuje czasu żeby wiedzieć co czuje, a z drugiej strony boi się podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Kiedy tylko zaczynam mówić o alimentach, separacji czy rozwodzie to mówi, że minęły dopiero trzy tygodnie, ale wracać do domu na ten moment nie chce.

Pewnie "koleżanka" się jeszcze nie zdeklarowała co do przyszłości wink

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Czy miałabyś oparcie, poparcie dla swoich racji w jakimś koledze Twojego męża, lub kogoś kto jest dla niego autorytetem?

Może taka osoba uświadomi mu, że tak się nie robi własnej żonie i własnemu dziecku.
A co na to rodzice jego i Twoi? Wiem jesteście dorośli jednak np. Twoi powinni mu dosadnie uświadomić, że nie jesteś od pomiatania!

Chyba bym zamordowała jak jakiś gość by tak odnosił się do mojego dziecka.
Przecież powinien być napiętnowany, dziad jeden. Przepraszam, uniosłam się ale...
Jego matka nie powinna wpuścić go do domu mówiąc, że rodzinę i dom juz ma czyli Ciebie z dzieckiem!

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Ponadto nie bądź zrozpaczona!

Podnieś głowę i ruszaj do boju! Nie daj się zahukać.
Takie widać czasy gdzie facet jest tylko facetem na papierze. Odpowiedzialność za rodzinę to zaczyna być jak bajka o żelaznym wilku.

38

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

Pierwsza sytuacja we wrześniu - mąż nie odbiera telefonu przez 5h, po powrocie mówi że muszę ograniczyć swoje kontrole i za karę nie kupił mi prezentu na urodziny.

No bez jaj... po tak żałosnym tekscie to chyba z największej miłości bym się otrząsnął. tongue

39

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Obawiam się, że mój mąż jest osobą dla której nikt nie jest autorytetem. Moi rodzice oczywiście chcieli zrobić z tą sytuacją porządek i pewnie gdybym się nie wyprowadziła do tego by doszło. Na chwilę obecną uważają, że życia z nim i tak nie spędzę i zasługuję na kogoś, kto mnie będzie szanował. Ogólnie są dla mnie ogromnym wsparciem.

A co do jego rodziców, to jest strasznie toksyczna rodzina. Nie miał z nim kontaktu przez rok, więc pewnie chodzą na palcach bo się boją że znowu przestanie się do nich odzywać. Powiedział tylko tyle, że nie byli zadowoleni, ale rozumieją że on tak nie może żyć:) To są ludzie, którzy potrafili powiedzieć do swojego syna że jest zerem, debilem, że ja przekonam się jaki on jest. Ja też byłam wyzywana, moja rodzina notorycznie obrażana, nie ukrywam że nasze stosunki nie były dobre. Przez całą ciąże ani razu nie widzieli mnie na oczy (mieszkają kilka domów dalej). Jak się urodziła córka chyba liczyli na to, że to wszystko wyparuje mi z pamięci. Oczywiście pozwoliłam odwiedzać małą kiedy mają ochotę (a mieli raz na 2 miesiące), ale wszystkie zapędy teściowej takie jak to że jej się należy pilnowanie małej raz w tygodniu dusiłam w zarodku. Potrafiła mi powiedzieć, że co ze mnie za matka jak do pacierza nawet nie klęknę.

Mąż ma siostrę 13 lat starszą. Z kolei z nią nie miał kontaktu dwa lata. Jak wyprawialiśmy roczek małej to wyraźnie powiedziałam, że nie wyobrażam sobie żeby przyszła jak gdyby nigdy nic. Poprosiłam męża żeby przekazał jej żeby do mnie zadzwoniła, spotkamy się i wyjaśnimy tą całą sytuację. Powiedziała, że do mnie nie będzie dzwonić i się tłumaczyć i że ona moją córkę może poznać jak mój mąż ją do niej przyprowadzi, bo w moim mieszkaniu czuje się niemiło. Na roczek nie przyszła, bo ja wymagałam rozmowy (mąż zaprosił ją za moimi plecami) i nie przyszedł z tego powodu również teść. Pamiętam jak chodziliśmy do jego rodziców zaraz po ślubie w niedzielę, ona zawsze siedziała kilka godzin sama lub z córką, a jej mąż sam w domu. Wtedy obojgu wydawało nam się to dziwne. Później mój mąż zaczął robić tak samo. I zgadzam się, że to matka jest osobą która powinna powiedzieć że weekend spędza się ze swoją rodziną. Tym bardziej jak jest małe dziecko.

40 Ostatnio edytowany przez josz (2016-08-25 20:08:45)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

zrozpaczona123, jego układy z rodziną nie mają większego znaczenia, nie próbuj go tłumaczyć.
Wybrałam co lepsze kwiatki z Twoich wypowiedzi o nim. Przeczytaj jeszcze raz.

zrozpaczona123 napisał/a:

Mąż często powtarzał, że potrzebuje przestrzeni, wolności, że nie będzie z nami cały czas siedział w domu.
...Z pracy wracał co raz później, często nie mogłam się do niego dodzwonić, o jakiejkolwiek bliskości między nami nie było mowy.
...Nie interesował się naszymi problemami.
...Kiedy prosiłam go żeby mnie przytulił odpowiadał "idź spać do cholery".
...Z córką też nie miał szczególnego kontaktu - zazwyczaj ona leżała na macie, a on siedział z telefonem.
...W sierpniu kiedy powiedział mi, że nie pojedzie z nami na wakacje bo nie chce ze mną przebywać, wyprowadziłam się z małą z domu. Reakcja męża była taka, że już mi mówił, że żaden szantaż na niego nie zadziała i nie ma zamiaru się starać czy zmieniać.
...Na chwilę obecną jego stanowisko jest takie, że w ciągu 3 miesięcy podejmie decyzję co do mnie czuje..
... on wypominał miliony zachowań których muszę ponieść konsekwencje,
... Tego wieczoru oznajmił mi, że nie pojedzie z nami na wakacje, bo sprzeciwiłam się zawiezieniu jego rodziców nad morze
... nawet po mojej wyprowadzce przez 10 dni nie odwiedził córki
...Przez całe lato w weekend nie zabrał nas nigdzie, nawet spacer do parku obok to był dla niego wyczyn
... Na wyścig nie pojechał, ale przez kolejny rok słyszałam, że przez tą sytuację, przez to że mu zabroniłam, on nie może uprawiać ze mną seksu."
...On zwyczajnie chciał mieć rodzinę i być w 100% wolnym. Wszystkie nasze plany miał gdzieś
...jeździł nowiutkim suvem, podczas gdy ja z dzieckiem i wózkiem 11-letnim clio z gazem.
...Pierwsza sytuacja we wrześniu - mąż nie odbiera telefonu przez 5h, po powrocie mówi że muszę ograniczyć swoje kontrole i za karę nie kupił mi prezentu na urodziny.
...Słyszę tylko że ma blokadę bo nie pozwoliłam mu podwozić koleżanki do pracy, jechać z kolegą na verva street racing, siedzieć w barze do 1 w nocy kiedy następnego dnia jedziemy rano z dzieckiem nad morze,
...Brak seksu jest jedynie konsekwencją mojego zachowania.

... Jego wytłumaczenie było takie, że skoro się kłócimy i nasze małżeństwo wisi na włosku może robić co chce.

Obraz sytuacji (jak się okazuje trwającej od wielu miesięcy), to nie "kryzys pierwszego dziecka", tylko jego jawna rezygnacja z rodziny.
Przecież on od dawna żyje własnym życiem, mając Ciebie i dziecko głęboko w tyle. Mało tego, świetnie się bawi i prawdopodobnie w "miłym" towarzystwie.
Wraca późno, nawet w środku nocy, nie odbiera telefonów, zrezygnował w seksu z Tobą, ciskał się o koleżankę z pracy, jasno dał Ci do zrozumienia, że nie chce z Tobą przebywać, a teraz nawet nie ukrywa, że wcale nie ma zamiaru wracać do domu. Do tego wszystkiego obarcza Cię winą za swoje zachowanie i karze niczym uczniaka.
Co Ty chcesz ratować?
Czy on w ogóle łoży na dziecko?

41

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Zostaw drania no chyba iż jesteś obwoźne sadomaso na kształt"św" Karola Wojtyły.

42

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Druga kobieta, romans.  U mnie bylo identycznie.

43

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Tak, mąż łoży na dziecko, choć nie ukrywam że musiałam się upomnieć. Ja też mam dobry zawód, więc z głodu nie umrzemy. Na szczęście nie mam na głowie żadnych kredytów. Chociaż w tym zakresie życie mnie oszczędziło. Natomiast tak jak napisałam nie mogę ustalić żadnych konkretów - np. że do 10. każdego miesiąca będzie mi przelewał 100 złotych. Jak tylko wspominam o rozwodzie, separacji czy alimentach słyszę, że minęło za mało czasu, że on nie wie co czuje, że na ten moment nie chce wracać. Ogólnie nic nie wie, wszystko jest na ten moment, dużo złego się stało, ale to nie jest też tak że mu w ogóle nie zależy.

44

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

Tak, mąż łoży na dziecko, choć nie ukrywam że musiałam się upomnieć. Ja też mam dobry zawód, więc z głodu nie umrzemy. Na szczęście nie mam na głowie żadnych kredytów. Chociaż w tym zakresie życie mnie oszczędziło. Natomiast tak jak napisałam nie mogę ustalić żadnych konkretów - np. że do 10. każdego miesiąca będzie mi przelewał 100 złotych. Jak tylko wspominam o rozwodzie, separacji czy alimentach słyszę, że minęło za mało czasu, że on nie wie co czuje, że na ten moment nie chce wracać. Ogólnie nic nie wie, wszystko jest na ten moment, dużo złego się stało, ale to nie jest też tak że mu w ogóle nie zależy.

Dlaczego nie chcesz zmierzyć się z prawdą na temat swojego męża?

45

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Ogólnie chyba ciężko do mnie w życiu dociera, że ludzie potrafią być aż tak źli. Oswajam się z tą prawdą. Po raz pierwszy od długiego czasu czuję, że teraz to ja nie chce żeby do nas wracał.

46 Ostatnio edytowany przez josz (2016-08-26 13:46:44)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

Natomiast tak jak napisałam nie mogę ustalić żadnych konkretów - np. że do 10. każdego miesiąca będzie mi przelewał 100 złotych. Jak tylko wspominam o rozwodzie, separacji czy alimentach słyszę, że minęło za mało czasu, że on nie wie co czuje, że na ten moment nie chce wracać. Ogólnie nic nie wie, wszystko jest na ten moment, dużo złego się stało, ale to nie jest też tak że mu w ogóle nie zależy.

Targujesz się o 100zł na dziecko!?
Dziewczyno, na co Ty jeszcze czekasz? Przestań się oszukiwać i łudzić, że on zastanawia się nad Wami. Nie, od po prostu chce odwlec w czasie tę chwilę, kiedy usłyszy wyrok sądu w kwestii alimentów i będzie musiał NAPRAWDĘ utrzymywać swoje dziecko i sprawować nad nim faktyczna opiekę.
Płaci 100zł (jak ma ochotę), czyli nic nie płaci i tak mu dobrze, a Ty myślisz, cierpisz i czekasz...na co?
Weź wreszcie sprawy w swoje ręce, nie czekaj na jego decyzje. Zacznij zbierać wszystkie rachunki na dziecko ( w tym opłaty za samochód). Piszesz, że pracujesz, dziecko jest jeszcze małe, kto się nim opiekuje w tym czasie? Wkalkuluj koszty opiekunki itd. i idź do prawnika. Zanim się rozwiedziesz możesz wnieść o finansowe zabezpieczenie rodziny.
Zaproponuj np. 2 tyś (zresztą wiesz chyba jakie on ma dochody, skoro stać go na taki somochód), najwyżej sąd zdecyduje inaczej.  Jego się nie obawiaj, walcz o siebie i swoje dziecko, on skrupułów nie ma.
Nawet nie musisz mu mówić, że podjęłaś jakieś konkretne kroki, dowie się, jak dostanie wezwanie do sądu. Przestań się z nim cackać i czekać na cud.
Waszego małżeństwa już nie ma.

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Co u Ciebie, Niezrozpaczona?

48

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Staram się skupić na sobie i dziecku, ale są chwile gdy jest mi bardzo ciężko. W wolnych chwilach czytam też książkę poleconą przez terapeutę. Mąż co raz częściej chce odwiedzać córkę i to mnie dobija - ciągle obarcza mnie winą za wszystko. Nasze rozmowy są bezcelowe, bo twierdzi że większości niewygodnych dla niego rzeczy nie pamięta. Wie tylko, że nie chce wracać do takiego związku jak był i chciałby wierzyć że będzie inaczej, ale dostarczam mu argumentów że niekoniecznie tak będzie, między innymi tym że sama chcę wnieść o rozwód, że stawiam mu kolejne ultimatum. Ogólnie czuję się dość kiepsko.

49 Ostatnio edytowany przez beniaban (2016-08-28 10:14:56)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Zrozpaczona...tak mi się nasunęło...na wszelki wypadek unikaj kontaktu z kolegami(jeśli masz)...nie mamy tez pewności przecież że on nie czyha gdzieś z aparatem żeby pstryknąć fotkę i próbować udowadniać Ci jakąś zdradę...uważaj sobie na to....twierdzi że potrzebuje czasu,...a może potrzebuje czasu żeby uzbierać jakiś dowodów przeciwko tobie...uważaj..na pewno ktoś mu doradza, może rodzina.
Dziwne że nagle zachciało mu się kontaktów z córka, on coś moim zdaniem kombinuje i koniecznie chce Ciebie wpędzić w poczucie winy. Powinnaś udać się do prawnika

50

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Zrozpaczona Twój mąż chyba chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Nasuwa się romans.. no i z jednej strony nie chce mieć i nie zależy mu na Tobie i córce, a z drugiej strony nie chce Was "puścić" żeby mieć bezpieczną alternatywę. No i rozwód - ewidentnie z jego winy, co będzie się wiązało z regularną wpłatą alimentów, co ewidentnie mu nie na rękę skoro Ty się musisz ubiegać o głupie 100zł.. bardzo Ci współczuje.. żyłaś z kimś kogo chyba nie znałaś hmm jak sobie wyobrażasz po tym wszystkim Wasze małżeństwo? taki z niego mąż i ojciec, że lepiej nie gadać.. coś z głową ma chłop nie tak, prawie 40 ka na karku a zachowuje się jak obrażony na cały świat 16 latek. Dosyć, że bidnemu urodziło się dziecko to jeszcze wymagają od niego odpowiedzialności. Uciekaj!!

51

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

Staram się skupić na sobie i dziecku, ale są chwile gdy jest mi bardzo ciężko. W wolnych chwilach czytam też książkę poleconą przez terapeutę. Mąż co raz częściej chce odwiedzać córkę i to mnie dobija - ciągle obarcza mnie winą za wszystko. Nasze rozmowy są bezcelowe, bo twierdzi że większości niewygodnych dla niego rzeczy nie pamięta. Wie tylko, że nie chce wracać do takiego związku jak był i chciałby wierzyć że będzie inaczej, ale dostarczam mu argumentów że niekoniecznie tak będzie, między innymi tym że sama chcę wnieść o rozwód, że stawiam mu kolejne ultimatum. Ogólnie czuję się dość kiepsko.

Nie daj się zwieść jego fałszywym, nikłym cieniem nadziei jakim próbuje mącić Ci w głowie - "chciałby wierzyć", akurat.
Głównym jego celem jest urobienie Cię, wystraszenie, wpędzenie w poczucie winy. Nie łudź się, że on bierze pod uwagę powrót, po tym wszystkim co robił od ponad roku?
Dalej twierdzę, że on chce tylko oddalić w czasie wyrok sądu w sprawie alimentów. Co Cię powstrzymuje przed tym, żeby zażądać od niego godziwych pieniędzy na dziecko?

52

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Co do alimentów - po wielu rozmowach mąż przekazał nam utrzymanie satysfakcjonującą kwotę, więc póki co sprawa nie jest pilna. Wczoraj był u córki i próbowałam z nim rozmawiać. Jest tak agresywny i negatywnie nastawiony, że aż niewiarygodne. Usłyszałam, że w swoim postępowaniu w ciągu ostatniego roku nie widzi nic złego. Nie wie co z nami będzie, ale od stycznia nie czuje do mnie nic pozytywnego i nawet nie byłby w stanie mnie przytulić, przy czym może mu się to zmieni (przy czym zastrzega że nie wie czy się zmieni:) A jeżeli wróciłby do domu to ma pewne warunki - oczywiście wiążą się z tym na co wcześniej nie wyrażałam zgody, czyli zabieraniem małej do rodziców i siostry:)

53

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Dzień dobry.
Czy Ty uważasz że mąż Cię kocha?
Czy Ty kochasz męża?

54 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-08-29 18:12:47)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

Nie wie co z nami będzie, ale od stycznia nie czuje do mnie nic pozytywnego i nawet nie byłby w stanie mnie przytulić, przy czym może mu się to zmieni (przy czym zastrzega że nie wie czy się zmieni:) A jeżeli wróciłby do domu to ma pewne warunki - oczywiście wiążą się z tym na co wcześniej nie wyrażałam zgody, czyli zabieraniem małej do rodziców i siostry:)

Zwykła manipulacja, która ma na celu podporządkowanie sobie ciebie i zmuszenie do potulnego wykonywania wypowiedzianych i niewartykułowanych życzeń Pana. Takie przedstawienie sytuacji powinnaś czytać: "musisz się o mnie starać, musisz udowodnić, że ci na mnie zależy, musisz spełniać moje życzenia i zachcianki, bo inaczej będziesz winna rozpadu związku".
Nic nie musisz. Nie pozwól sobą manipulować, nie ulegaj jego prostym zagrywkom, których celem jest skłonienie ciebie do uległości i potulnego wykonywania jego poleceń, bo to jest najlepsza droga, aby on stracił do ciebie resztki szacunku, ale przede wszystkim, że ty stracisz sama do siebie szacunek.

55

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Czuję się okropnie. Mąż traktuje mnie jak śmiecia. Zachowuje się jakby to on odszedł i to co najmniej z powodu mojej zdrady. Nie wiem czego oczekiwał po tym jak mi oznajmił, że nie pojedzie z nami urlop bo nie chce ze mną przebywać. Co gorsze nie wiem co myśli i czego oczekuje teraz. Są takie sytuacje, że rozpadam się na kawałki. Tak jak wcześniej napisałam mąż długo nie utrzymywał kontaktu ze swoją siostrą. Właściwie to on musiał do niej wyciągnąć rękę. Ona nie odezwała się ani kiedy miał wypadek, ani w żadne święta ani kiedy urodziło nam się dziecko. Raz tylko przekazała przez teściową żebyśmy oddali jej wałek do malowania wart 10 złotych, który pożyczyliśmy 3 lata temu. Mój mąż się z nią pogodził. Ja oczekiwałam że to ona podejmie próbę rozmów ze mną. Nie chciała ani do mnie zadzwonić, a tym bardziej przyjść do mojego mieszkania. Nawet stwierdziła, że ona moje dziecko pozna na swoich warunkach - tzn. kiedy mój mąż je do niej przyprowadzi. I już pomijając jego stwierdzenie z wczoraj, że jeżeli wróci będzie zabierał córkę do niej to jeszcze dzisiaj wracam z małą z pracy (oczywiście dziecko, zakupy, wszystko na mojej głowie), a on po 16 podjeżdża sobie pod jej dom. Wczoraj był u niej, dzisiaj był u niej. O co w tym wszystkim chodzi? Tyle razy go prosiłam ponieważ kończy pracę wcześniej żeby zajął się małą i nigdy nie wyrobił się przed 17.

56 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2016-08-29 20:42:49)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Psychiatra nie ma racji. Twój mąż Tobą nie manipuluje. Twój mąż się na Tobie psychicznie wyżywa. I to podle. W momencie, w którym potrzebujesz go najbardziej. Dla dziecka, dla Was jako rodziny. Jesteś karana za to, że do niego dzwonisz? Przyłączam się do głosów, że za tym zachowaniem kryje się romans. On się chce Ciebie w ten sposób pozbyć, żebyś miała dość, żebyś nie wytrzymała w końcu i sama od niego poszła. Wtedy będzie mógł powiedzieć, że to nie jego wina, że to Ty jesteś ta zła, która rozbiła rodzinę. On będzie czysty. Przysłowiowa szklanka wody będzie stała krzywo i będzie mu przez to z Tobą źle.

57

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
SonyXperia napisał/a:

Psychiatra nie ma racji. Twój mąż Tobą nie manipuluje. Twój mąż się na Tobie psychicznie wyżywa. I to podle. W momencie, w którym potrzebujesz go najbardziej. Dla dziecka, dla Was jako rodziny. Jesteś karana za to, że do niego dzwonisz? Przyłączam się do głosów, że za tym zachowaniem kryje się romans. On się chce Ciebie w ten sposób pozbyć, żebyś miała dość, żebyś nie wytrzymała w końcu i sama od niego poszła. Wtedy będzie mógł powiedzieć, że to nie jego wina, że to Ty jesteś ta zła, która rozbiła rodzinę. On będzie czysty. Przysłowiowa szklanka wody będzie stała krzywo i będzie mu przez to z Tobą źle.

Jestem tego samego zdania. Obawiam się, że mąż już od dawna ma inny obiekt zainteresowań, a swoim (podłym) zachowaniem stwarza tylko "klimat" do obarczenia winą żony o kryzys w małżeństwie.
To nie kryzys, tylko koniec i chyba powinnaś się z tym pogodzić.

58

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Sporo czasu minęło odkąd tu ostatnio pisałam. Potrzebuję Waszego wsparcia i wygadania się. Zdecydowałam się na rozwód. Zawsze najbardziej z samotności bałam się choroby dziecka i tego jak sobie z nią poradzę. W sierpniu córka przechodziła anginę. Dostała antybiotyk, temperatura dość szybko spadła. Mąż jakoś specjalnie się nie przejął, ale też nic nadzwyczajnego się nie działo. Tydzień po anginie córka budzi się w nocy cała rozpalona - mierzę temperaturę, ma 41 stopni. To było w nocy z czwartku na piątek. Lekarz stwierdza zapalenie jamy ustnej, przepisuje kolejny antybiotyk, ale temperatura nie spada. Noc jest dramatyczna. Pędzę do szpitala, a tam stwierdzają zapalenie płuc. Po dwóch dniach pojawia się wysypka i mamy podejrzenie odry. Co robi mój mąż, który do tej pory nosi dumnie obrączkę na palcu - NIC! Nawet nie pyta czy kupić mi jedną cholerną bułkę na śniadanie. We wtorek okazuje się, że być może konieczny będzie szpital. Pytam męża czy zmieni mnie po południu bo sama czuję się fatalnie i mam umówioną wizytę do lekarza. Oświadcza, że nie bo wyjeżdża na szkolenie do Krakowa i nie może sobie TAK tego odwołać. I w dodatku stwierdza, że skoro już raz leżałam z małą na antybiotykach z zapaleniem oskrzeli i się nią opiekowałam (tak było w marcu, bo faktycznie nie chciał wziąć nawet dnia urlopu, przez to też w szpitalu spędziłyśmy Wielkanoc), to tym razem też dam radę. Czuję się jakby ktoś dał  mi w twarz. Oczywiście pojechał, cały dzień nie pyta jak się czujemy. O 21 wysyłam smsa czy nadal trwa szkolenie - rano odpisuje że miał after party.

Już pomijam fakt, że przed całą tą chorobą był umówiony na spotkanie z córką na godzinę 17, o 15 przysłał mi smsa że musi zostać w pracy dłużej nie da rady. Dowiedziałam się, że dłużej w pracy nie został. Okazuje się, że odwołał spotkanie z dzieckiem (a widzą się raz w tygodniu), bo musiał odebrać żelazko ze sklepu. Mam dość.

59

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Przykre to jest ale nie masz wpływu  na zainteresowanie ojca dzieckiem. Dostaniesz alimenty na dziecko i być może na siebie ale do odpowiedzialności go nie zmusisz.Twój jeszcze aktualny mąż szaleje czuje się jak kawaler i nie dorósł do roli męża i ojca. Wiem ,że to ciężkie ale musisz zdać sobie sprawę ,że nie możesz już na niego liczyć i im mniej myślisz o tym ,że on się bawi a ty masz kłopoty tym lepiej dla Ciebie.Na to niestety potrzebujesz czasu by odnaleźć się w nowej sytuacji.

60

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Bardzo to przykre:(

Baaardzo Ci wspolczuje.

Przeczytalam caly watek I niestety zgadzam sie z dziewczynami, ktore podejrzewaja twojego meza o romans.

Bylam w bardzo podobnej do twojej sytuacj, tylko z drugim dzieckiem. Zostawiona sama sobie, gdyz pan maz byl zajety.

U mnie okazalo sie, ze owszem, byl zajety ale z kims innym:(
Jak czytam Twoje posty to sie objawy w100% zgadzaja:(

Jesli moge Ci radzic:
Nie podejmuj zadnych pochopnch krokow. Jestes przemeczona opieka nad dzieckiem I zestresowana - nie zlapiesz dystansu.Coreczka z kazdym miesiacem robi sie starsza I stopiowo bedzie wymagala troszke mniej uwagi.

Sprobuj meza wysledzic - w sensie czy nie wchodzi w gre romans.
Telefon, e-mail, wspolni znajomi.

Tylko delikatnie - nie splosz go bo zacznie sie lepiej maskowac. I nie pytaj wprost bo zrobi z Ciebie wariatke. Bedzie sie wypieral I wmawial Ci ze wymyslasz.
W przypaku ew. rozwodu dowody zdrady bardzo Ci sie przydadza.

61

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Dawno mnie tu nie było. Chciałabym napisać wszystkim, których interesuje moja historia, jakie jest jej zakończenie. Od rozstania i mojej wyprowadzki minęło 8 miesięcy. Na początku znosiłam to wszystko naprawdę bardzo bardzo ciężko. Żyłam złudzeniami, dwa razy podjęliśmy próbę terapii małżeńskiej. Ostatnią terapię przerwałam kiedy nikt z rodziny męża, w tym oczywiście sam mąż nie pojawił się na pogrzebie mojej babci. Nawet nie przysłał smsa z pytaniem jak się czuję. W dodatku jeszcze próbował zrzucić odpowiedzialności za to zachowanie na mnie  - brak zaproszenia na pogrzeb, słabe więzi z babcią ze strony mojej rodziny (oczywiście argument wyssany z palca). Nie wytrzymałam, więcej na terapię nie poszłam. Przez cały ten czas mąż nie interesował się za bardzo ani mną ani córką. Do córki przychodził kiedy mu pasowało - zazwyczaj na 2 godziny w niedzielę, czasami co dwa tygodnie. Efekt jest taki, że dziecko nie ma z nim żadnej więzi - wręcz ucieka na jego widok. Oczywiście staram się żeby dziecko nie kojarzyło wizyt taty z czymś złym, ale ona chyba wyczuwa moje zdenerwowanie. Kiedyś nie wierzyłam, że będę umiała spojrzeć na pewne rzeczy z dystansu, zauważać to co doskonale widzą inni ludzie. Mimo tak długiego czasu nie założyłam żadnej sprawy w sądzie. Dziś jestem po kolejnej wstrząsającej rozmowie. Usłyszałam że w zakresie pieniędzy na utrzymanie córki będzie przekazywał ile chce i kiedy chce, a dobrą wolę w tym zakresie będzie wykazywał jeżeli ja dostosuje się do jego żądań dotyczących kontaktów. W przeciwnym razie będzie płacił jak najmniej. I oczywiście przykro mu, ale musi posunąć się do takich metod. Ja w  tygodniu pracuję długo, córka wcześnie chodzi spać - nie mama możliwości zapraszać go na wizyty. Jestem tym wszystkim bardzo zmęczona. Muszę znaleźć siły na złożenie pozwu. Liczę na Wasze wsparcie.

62

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

oj głupia... z twoich wypowiedzi wynika, że twój mąż to potwór a ty anioł weź się zastanów nad tym... moze to w tobie jest coś nie tak? moze to ty ciagłym gderaniem i plokami skłuciłąś go z rodziną, może masz problem z samoakceptacją i poczuciem wlasnej wartości i wymyślasz problemy którymi go zadręczasz? on nie jest super-hero i nie rozwiąże wszystich twoich problemów, ja widze w twoich wypowiedziach jedynie oskarżenia zero jakiejkolwiek samokrytyki kobieto, każda kobieta która jest w dłuższym związku to przechodziła, niezadowolenie z siebie i zwalanie winy na niego bo to on jest tym diabłem wcielonym i zasłanianie się tym dzieckiem, ty wejdz w skóre swojego faceta jak on musi cierpiec, ze jego kobieta tak własnie o nim myśli. Tak bo twoje wypowiedzi nie o nim swiadcza tylko o tobie. porażka.

63

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

zrozpaczona123, bez względu na Twoją "zaborczość", nic nie usprawiedliwia Twojego męża w kwestii opieki  i w ogóle braku zainteresowania dzieckiem.
Przede wszystkim, nie daj sie zastraszyć. Jeśli tyle czasu minęło od Twojej wyprowadzki (mieszkacie w jednej miejscowości?), to niech nic nie powstrzymuje Cię od zlożenia pozwu o zabezpieczenie finansowe rodziny. Chyba, że mąż nie żałuje pieniędzy na dziecko, jednak ze wzgledu na jego groźby, dobrze by było, żeby sprawy finansowe załatwić formalnie.
Podobnie, jak kontakty z dzieckiem. Nie wiem, czy w ogóle bierzesz pod uwagę powrót do niego, ale on już w tej chwili nie ukrywa, że nic dobrego Cię nie czeka, tzn. będziesz musiała tańczyć tak, jak on zagra, do tego dojdzie Ci obsluga pana.
Zastanów się, jak długo chcesz jeszcze żyć w takim zawieszeniu. Z tego, co piszesz, wynika, że ani przedtem, gdy jeszcze mieszkaliście razem, a tym bardziej teraz, mąż niłością do Ciebie nie pała.

64 Ostatnio edytowany przez Neko713 (2017-04-13 11:27:35)

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?
zrozpaczona123 napisał/a:

Dziś jestem po kolejnej wstrząsającej rozmowie. Usłyszałam że w zakresie pieniędzy na utrzymanie córki będzie przekazywał ile chce i kiedy chce, a dobrą wolę w tym zakresie będzie wykazywał jeżeli ja dostosuje się do jego żądań dotyczących kontaktów. W przeciwnym razie będzie płacił jak najmniej. I oczywiście przykro mu, ale musi posunąć się do takich metod. Ja w  tygodniu pracuję długo, córka wcześnie chodzi spać - nie mama możliwości zapraszać go na wizyty. Jestem tym wszystkim bardzo zmęczona. Muszę znaleźć siły na złożenie pozwu. Liczę na Wasze wsparcie.

Nagraj to lub jeśli to tylko możliwe niech ktoś trzeci będzie świadkiem takiej wypowiedzi.
Wstaw kamerkę do pokoju w którym widuje się z dzieckiem. Zawsze możesz powiedzieć, że trochę się obawiałaś, że zrobi się agresywny. Teraz Twoja kolej aby być bezwzględną i ugrać jak najwięcej dla siebie i swojego dziecka.

65

Odp: Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

podpuszczacie dziewczynę zamiast jej powiedzieć że powinna do męża wrócić, wcale nie musi robić tego co on chce ale chyba na tym związki polegają, żyje się w symbiozie - ty coś dla mnie i ja dla ciebie ona ugotuje upierze posprząta a za to on pracuje

tez się nie dziwię, że do dziecka się nie zbliża - jak autorka myśli o nim jako o potworze to niech by się spotykał zaraz by coś wymyśliła, że krzywdę dziecku robi czy coś, nie raz się takie kwiatki widzi, on zły, niedobry ona anioł tylko, że to on dziecka nie widuje, płacić kasę musi bo tak sąd kazał sama odeszła bo się dostosować nie chciała do norm społecznych, tak to jest jak się hameryka marzy i wolność bezwzględna tylko jak się tam nie było to się nie wie, że większość ludzi tam to tradycjonaliści

obudź się dziewczyno nim będzie za późno jeszcze możesz to wszystko zawrócić a jeśli tak bardzo ci na dziecku zależy to zastanów się jaką ty mu krzywdę robisz odmawiając mu ojca

Posty [ 1 do 65 z 78 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kryzys pierwszego dziecka - czy jest do pokonania?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024