Witam wszystkim. Mam na imię Anita i mam 22 lata. Chciałabym.. sama nie wiem czego oczekuję ale nie mam z kim porozmawiać, wyżalić się. Spróbuję więc tutaj, może spotkam kogoś życzliwego. Otóż wróciłam właśnie z imienin od kuzynki a co się na nich stało to dalej. 4 lata temu spotkałam pewnego chłopaka. Nie zrobił na mnie dobrego wrażenia- zbyt dużo pił wśród ludzi starszych, obcych których ledwo znał. Niezbyt też pałał szacunkiem do innych. Po jakimś czasie zaczął do mnie pisać. Trwało to 2 miesiące. Tyle mnie przekonywał do spotkania. W koncu na nie poszłam. Założyłam że będzie ono koleżeńskie i tak było. Zawsze twardo stąpałam po ziemi ale cóż- zakochałam się. Spotykaliśmy się potem jakieś 3 miesiące. Szczęście trwało krótko. Dobrze, bardzo dobrze było tylko przez 2 miesiące. Potem zaczął się diametralnie zmieniać. Coraz częściej kłamał, obiecywał coś i nie dotrzymywał słowa, obwiniał mnie za wiele rzeczy na które nie miałam wpływu. W pewnym momencie pomyślałam o rozstaniu bo nie jestem osobą, która pozwoliłaby sobie na takie traktowanie na dłuższą metę. Było tylko jedno 'ale'. Miała być moja 18-stka. Był oczywiście zaproszony. Rodzina miała go poznać itd. Unormowało się w miarę więc stwierdziłam, że poczekam do urodzin. 3 dni przed coś go całkiem napadło. Stał się tak opryskliwy. Zaczął mi mówić jakie to kobiety nie są bo jego była go zdradziła. Na końcu dodał tez że nie wie czy przyjdzie na urodziny. Nie przyszedł. Wściekłam się bo zapłaciliśmy za niego! Napisałam czy jest zadowolony, że mnie tak wystawił. Wiem- błąd nie powinnam ale nerwy wzięły górę. Zaczęła się kłótnia. Wtedy się dowiedziała jaka to jestem głupia c*pa, małolata, g*wniara, że tylko mordę drze. Nie płakałam nawet. Jakoś się pozbierałam. Jedynie przyjaciółka o tym wiedziała oraz mama. Po jakimś pół roku odezwał się 2 razy. Dostałam 2 smsy. Jeden niby omyłkowo a drugi, że przeprasza i mu głupio bo byłam ważna a on się głupio zachował itd. Nie odpisałam. Po 2 tyg. od tego zdarzenia jedynie słyszałam że kogoś znalazł i tyle. Właśnie do dzisiaj. Kiedy w ogóle już o tym zapomniałam. Na imieninach mojej kuzynki, która od niedawna spotyka się z nowym facetem przyszła też jego siostra. Padło pytanie od razu a jak po weselu. No i jak się okazało była na weselu mojego byłego, z ktorym się przyjaźni. I tutaj padła seria opowiadań, że jaka to jego żona jest piękna i mądra, jak on o nią dba od początku, jaki to jej prezent zrobił fantastyczny na zaręczyny, ile jej pomaga itd. (oczywiście wszystko w uproszczeniu piszę). Wiecie co jak się bym normalnie tym nie przejęła co były robi to serce mi pękło. Nie chodzi o niego bo teraz nic nie czuję ale.. Stanęło mi wszystko przed oczami. Porównałam to co opowiadała ta dziewczyna a to co ja od niego miałam- i to za nic bo byłam wobec niego uczciwa do bólu! Czuję się jak zwykła.. jak nic nie warta idiotka. Wpadłam w histerię i nie mogę sobie poradzić. Proszę więc Was chociażby o jedno ciepłe słowo.
Podobne tematy
2 2016-08-13 20:47:19 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-08-13 20:48:17)
Jego wcześniejsze odejście nie dotknęło Cię za bardzo, i tak chciałaś to zakończyć.
Więc dlaczego teraz, gdy widzisz go szczęśliwego, masz z tym problem? Nie bądź psem ogrodnika.
Najwyraźniej nie byliście sobie pisani, on ma kogoś innego, Ty też sobie kogoś znajdziesz. Nie ma sensu się nad tym zastanawiać teraz. Uszy do góry.
Spójrz na to z innej strony..
Co to za boląca przeszłość?
Poniżał cię, wyzywał, był opryskliwy...
Powinnaś się cieszyć, że jakaś inna go sobie wzięła
Ty dostaniesz lepszego ![]()
A tamtej świeżej żonie kup bukiet kwiatów w podzięce!
Wiesz, dla żony może być zupełnie inny ;-)
Ok, Autorkę źle traktował, pewnie był niedojrzały. Ale ludzie się zmieniają.
5 2016-08-13 21:34:26 Ostatnio edytowany przez Realista (2016-08-13 21:34:53)
Boli Cię jego szczęście i to, że ją tak traktuje. Cóż prawdopodobnie ona mu się bardziej podoba i bardziej mu zależy na niej takie życie.
Prawdopodobnie kogoś znajdziesz, ale nie wierz w te bajki o tym, że ktoś jest komuś pisany, a ktoś komuś nie jest pisany, bo to jest śmieszne i wykreowane przez filmy romantyczne albo przez naiwne kobiety.
Ogarnij się, zajmij się sobą swoim szczęściem i tyle.
wykreowane przez filmy romantyczne albo przez naiwne kobiety.
Może po prostu przez szczęśliwe kobiety, które znalazły swoje drugie połówki? Ciebie też boli czyjeś szczęście?
Pozwól ludziom wierzyć.
Nie wiem na ile ta dziewczyna co to opowiadała ich zna. Napisałam, że jest jego przyjaciółką ale to chyba nie tak do końca. Chcę to sprostować bo w nerwach źle napisałam. Zna go/ znała. Nie wiem. W każdym razie tam była. Nie boli mnie jego szczęście. Ciężko będzie to zrozumieć osobom, które nie były nigdy w takiej sytuacji. Stanęło mi wszystko przed oczami. To jaki był dla mnie o jak innych potrafił też obrażać i to co jest teraz. Nie mogę pojąc czemu nie zasłużyłam na szczere, normalne przeprosiny z jego storny tylko głupi sms? Na nic dobrego nie zasłużyłam. Czuję się jak śmieć.
I nagle zaczęłaś nad tym rozmyślać, jak zobaczyłaś, że sobie życie ułożył...
Daj sobie spokój.
Ale o co Ci chodzi? Próbował nawiązać kontakt, nie chciałaś, to odpuścił. Zgaduję, że Ty nie masz widoków na zamążpójście i w związku nie jesteś?
Żebyś się czasem nie zdziwiła, czasem ludzie dobrze grają przed innymi i każdy myśli że to cudownie dobrana para, a rzeczywistość wygląda inaczej.
Swoją drogą czym się przejmujesz?
Że burak traktuję inną w mniej buraczany sposób?
I nagle zaczęłaś nad tym rozmyślać, jak zobaczyłaś, że sobie życie ułożył...
Daj sobie spokój.
Przepraszam ale czego Ty nie możesz zrozumieč?
Przecież dziewczyna pisze, że nie boli ją szczęście byłego tylko to, że mimo wszystko nie okazał jej szacunku, kiedy innej bez problemu.
Autorko, ludzie się zmieniają, dojrzewają.
I oby malżeństwo byłego nie byľo farsą
Przepraszam ale czego Ty nie możesz zrozumieč?
Przecież dziewczyna pisze, że nie boli ją szczęście byłego tylko to, że mimo wszystko nie okazał jej szacunku, kiedy innej bez problemu.Autorko, ludzie się zmieniają, dojrzewają.
I oby malżeństwo byłego nie byľo farsą
Z doświadczenia wiem, bez urazy dla autorki, że historie związku zawsze są dwie, a prawda leży po środku.
Brak szacunku, autorka teraz przeżywa, kiedy się dowiedziała że, ożenił się i innej daje, okazuje, wszystko czego od faceta chciała, a nie dostała.
Mam wrażenie, że autorkę bardziej ucieszyłoby gdyby Były, wszystkie kobiety traktował jak kiedyś ją. A jeszcze lepiej, jakby role były odwrócone, Ona szczęśliwa mężatka i On, zastanawiający się, jakim cudem Ona się tak zmieniła. ![]()
Z resztą jak można wyczytać z pierwszego postu, związek był dość krótki i chyba Oboje nie bardzo byli w niego zaangażowani.
Nie wiem, skąd u autorki takie żale ?
A ja poniekąd rozumiem. To nie wcale jakaś tęsknota za miłością życia. To takie... poczucie niesprawiedliwości w związku z tym, że źle ją traktował. Gdyby mój były facet, który mnie poniżał za kilka lat wziął ślub i okazało by się, że jest przykładowym mężem to też czułabym może i jakąś zazdrość, bo jednak ja byłam dobrą dziewczyną i chciałam jak najlepiej a on mnie źle traktował, olewał etc.
Dla autorki kilka słów ode mnie: Myślę, że szybko o tym zapomnisz i jest to chwilowe i nawet powiedziałabym, nic nadzwyczajnego, że czujesz jakiś żal. Może faktycznie się zmienił, a może to tylko pozory, jak ktoś wyżej już zauważył. Na pewno nie masz czego żałować
Był jakąś Twoją lekcją, życiowym doświadczeniem.
14 2016-08-14 06:59:06 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-08-14 07:00:20)
Cyngli napisał/a:I nagle zaczęłaś nad tym rozmyślać, jak zobaczyłaś, że sobie życie ułożył...
Daj sobie spokój.
Przepraszam ale czego Ty nie możesz zrozumieč?
Przecież dziewczyna pisze, że nie boli ją szczęście byłego tylko to, że mimo wszystko nie okazał jej szacunku, kiedy innej bez problemu.Autorko, ludzie się zmieniają, dojrzewają.
I oby malżeństwo byłego nie byľo farsą
No i co w związku z tym? Będzie sobie teraz ryła beret, bo jakiś dzieciak jej nie okazał szacunku wieki temu? ![]()
Zwłaszcza, że sama chciała ten związek wtedy zakończyć i nie widziała dla nich wspólnej przyszłości.
Witam wszystkim. Mam na imię Anita i mam 22 lata. Chciałabym.. sama nie wiem czego oczekuję ale nie mam z kim porozmawiać, wyżalić się. Spróbuję więc tutaj, może spotkam kogoś życzliwego.
Inaczej, szukam kogoś, kto podzieli mój tok myślenia.
Otóż wróciłam właśnie z imienin od kuzynki a co się na nich stało to dalej. 4 lata temu spotkałam pewnego chłopaka. Nie zrobił na mnie dobrego wrażenia- zbyt dużo pił wśród ludzi starszych, obcych których ledwo znał. Niezbyt też pałał szacunkiem do innych. Po jakimś czasie zaczął do mnie pisać. Trwało to 2 miesiące. Tyle mnie przekonywał do spotkania. W koncu na nie poszłam. Założyłam że będzie ono koleżeńskie i tak było. Zawsze twardo stąpałam po ziemi ale cóż- zakochałam się. Spotykaliśmy się potem jakieś 3 miesiące. Szczęście trwało krótko. Dobrze, bardzo dobrze było tylko przez 2 miesiące. Potem zaczął się diametralnie zmieniać. Coraz częściej kłamał, obiecywał coś i nie dotrzymywał słowa, obwiniał mnie za wiele rzeczy na które nie miałam wpływu.
Facet już od początku, nie zrobił na autorce ważenia, ale - lepszy rydz, niż nic - zgodziła się na pierwsze spotkanie, trochę wymiany wiadomości i się " zakochała ".
Potem aż, 3 miesięczny burzliwy związek.
W pewnym momencie pomyślałam o rozstaniu bo nie jestem osobą, która pozwoliłaby sobie na takie traktowanie na dłuższą metę. Było tylko jedno 'ale'. Miała być moja 18-stka. Był oczywiście zaproszony. Rodzina miała go poznać itd. Unormowało się w miarę więc stwierdziłam, że poczekam do urodzin. 3 dni przed coś go całkiem napadło. Stał się tak opryskliwy. Zaczął mi mówić jakie to kobiety nie są bo jego była go zdradziła. Na końcu dodał tez że nie wie czy przyjdzie na urodziny. Nie przyszedł. Wściekłam się bo zapłaciliśmy za niego!
Oj, miało być " wielkie wejście ", pokazanie i pochwalenie się facetem, za którego zapłaciła, a On się nie zjawił.
Napisałam czy jest zadowolony, że mnie tak wystawił. Wiem- błąd nie powinnam ale nerwy wzięły górę. Zaczęła się kłótnia. Wtedy się dowiedziała jaka to jestem głupia c*pa, małolata, g*wniara, że tylko mordę drze.
Kłótnia i nagle On mówi co mówi? Jakoś mnie nie specjalnie dziwi reakcja. Autorka pewnie też w słowach nie przebierała.
Nie płakałam nawet. Jakoś się pozbierałam. Jedynie przyjaciółka o tym wiedziała oraz mama. Po jakimś pół roku odezwał się 2 razy. Dostałam 2 smsy. Jeden niby omyłkowo a drugi, że przeprasza i mu głupio bo byłam ważna a on się głupio zachował itd. Nie odpisałam. Po 2 tyg. od tego zdarzenia jedynie słyszałam że kogoś znalazł i tyle.
Rozstanie niby na zimno, bez szlochów, łez, dramatu.
Facet przeprosił, przeprosiny olane. Niby co miał jeszcze zrobić ? Hymmm, wiem.
Zwrócić koszty poniesione na urodzinach. ![]()
Właśnie do dzisiaj. Kiedy w ogóle już o tym zapomniałam. Na imieninach mojej kuzynki, która od niedawna spotyka się z nowym facetem przyszła też jego siostra. Padło pytanie od razu a jak po weselu. No i jak się okazało była na weselu mojego byłego, z ktorym się przyjaźni. I tutaj padła seria opowiadań, że jaka to jego żona jest piękna i mądra, jak on o nią dba od początku, jaki to jej prezent zrobił fantastyczny na zaręczyny, ile jej pomaga itd. (oczywiście wszystko w uproszczeniu piszę). Wiecie co jak się bym normalnie tym nie przejęła co były robi to serce mi pękło. Nie chodzi o niego bo teraz nic nie czuję ale.. Stanęło mi wszystko przed oczami. Porównałam to co opowiadała ta dziewczyna a to co ja od niego miałam- i to za nic bo byłam wobec niego uczciwa do bólu! Czuję się jak zwykła.. jak nic nie warta idiotka. Wpadłam w histerię i nie mogę sobie poradzić. Proszę więc Was chociażby o jedno ciepłe słowo.
O niczym jak widać nie zapomniałaś, ukrywałaś tylko żale.
Zazdrościsz, że znalazł piękną i mądrą żonę, zazdrościsz że, o Nią dba, zaręczyn, ślubu i ich szczęścia.
Porównujesz i Wasze wspólne 3 miechy wypadają nieciekawie, piszesz tylko jaki On był zły, a Ty dobra. Akurat.
Nic tak nie boli, jak cudze szczęście.
Ciepłe słowo. Ogarnij się.
Z własnego doświadczenia wiem, ze jak ktoś decyduje się napisać na takim forum to nie ma wyjścia, nie ma wsparcia. I to jest ostatnia deska ratunku. A Wy nie wstyd Wam? Jak nie potraficie powiedzieć nic ciepłego to chociaż byście się nie odzywały z tym jadem. Proponuje jeszcze bardziej autorkę zmieszać z błotem a JEGO wynieść na ołtarze. Tak autorka na pewno też go wyzywała bo wiecie najlepiej. Szok! Powiem tak autorko: ja mam w rodzinie jedno małżeństwo. Wyglądają na szczęśliwych, niedawno im się dziecko urodziło. Nowe auto itd. A wiesz jaka prawda? Facet pije, awanturuje się, nawet w ciązy ją popychał. Wczesniej z domu wyrzucał a ona się na to godzi. Także odpuśc sobie śledzenie ich na np. facebooku bo tam prawdy nie znajdziesz. Znajdź własne szczęście bo na nie zasługujesz. Pozdrawiam M.
Taaaak, najlepiej jej wmówić, że dla tamtej kobiety też jest chamem i na pewno dlatego za niego wyszła ![]()
Powiem tak - jak chcesz Autorkę okłamywać, to droga wolna. Ale nie pomożesz jej w ten sposób.
anito31, prosisz o choćby jedno ciepłe słowo.
Hm... .
To, w jaki sposób Twój eks się zachowywał wobec Ciebie nie ma z Tobą nic wspólnego. Jego zachowanie wobec Ciebie nie było, wedle Twych słów, reakcją na Twoje zachowanie. Tak zachowywał się i do innych:
(...) Nie zrobił na mnie dobrego wrażenia- zbyt dużo pił wśród ludzi starszych, obcych których ledwo znał. Niezbyt też pałał szacunkiem do innych. (...)
Zakochałaś się w człowieku, który miał inny od Twego system wartości i sposób traktowania ludzi. Być może teraz zmienił się. Być może.
Rozumiem, że jesteś zła, smutna, rozgoryczona, zawiedziona, rozczarowana, bo wróciły wspomnienia a wraz z nimi poukrywane w różnych zakamarkach uczucia, do których sama przed sobą nie chciałaś się do tej pory przyznać. To taka odłożona w czasie żałoba. Odpłacz, odzłość się i... spójrz przytomnie. Nieprawdą jest, że nie zasługiwałaś na przyjemne traktowanie, to on był małym człowiekiem (by nie napisać tego dosadniej). Odpłacz, odzłośc się i bądź przytomną.
A czy ja napisałam, że dla tamtej też jest chamem? Ja w ogóle to nie wnikam. Ja tylko próbuję uspokoić a jak tobie sprawia radość dobijania kogoś kto cierpi to powodzenia ![]()
A czy ja napisałam, że dla tamtej też jest chamem? Ja w ogóle to nie wnikam. Ja tylko próbuję uspokoić a jak tobie sprawia radość dobijania kogoś kto cierpi to powodzenia
Nie, nie sprawia mi radości dobijanie kogoś, kto cierpi.
Próbuję Autorce uświadomić, że NIE MA powodu do cierpienia. Nie cierpiała podczas rozstania, więc teraz tym bardziej nie powinna.
Taaaak, najlepiej jej wmówić, że dla tamtej kobiety też jest chamem i na pewno dlatego za niego wyszła
Powiem tak - jak chcesz Autorkę okłamywać, to droga wolna. Ale nie pomożesz jej w ten sposób.
Jak dla mnie jest dużo większa szansa na to, że tamten facet nadal jest burakiem, a ta opowieść z trzeciej ręki na temat jego aktualnej sytuacji mocno przekoloryzowana.
Tak naprawdę Autorka nie wie jak jest, wyciągnęła błędne wnioski na podstawie własnej projekcji czegoś, co usłyszała od kogo innego.
Wyczuwam niskie poczucie własnej wartości.
Cyngli napisał/a:Taaaak, najlepiej jej wmówić, że dla tamtej kobiety też jest chamem i na pewno dlatego za niego wyszła
Powiem tak - jak chcesz Autorkę okłamywać, to droga wolna. Ale nie pomożesz jej w ten sposób.
Jak dla mnie jest dużo większa szansa na to, że tamten facet nadal jest burakiem, a ta opowieść z trzeciej ręki na temat jego aktualnej sytuacji mocno przekoloryzowana.
Ale właśnie o to chodzi, że TO NIE MA ZNACZENIA, jaki ten facet jest z inną kobietą. To już nie jest sprawa Autorki.
Brainless napisał/a:Cyngli napisał/a:Taaaak, najlepiej jej wmówić, że dla tamtej kobiety też jest chamem i na pewno dlatego za niego wyszła
Powiem tak - jak chcesz Autorkę okłamywać, to droga wolna. Ale nie pomożesz jej w ten sposób.
Jak dla mnie jest dużo większa szansa na to, że tamten facet nadal jest burakiem, a ta opowieść z trzeciej ręki na temat jego aktualnej sytuacji mocno przekoloryzowana.
Ale właśnie o to chodzi, że TO NIE MA ZNACZENIA, jaki ten facet jest z inną kobietą. To już nie jest sprawa Autorki.
No nie jest, ale jak widać, jej niskie poczucie własnej wartości potrzebowało pożywki, żeby się znowu uaktywnić. Teraz może się spokojnie pogłębiać karmiąc się niepotrzebnymi i fałszywymi analizami.
Cyngli napisał/a:Brainless napisał/a:Jak dla mnie jest dużo większa szansa na to, że tamten facet nadal jest burakiem, a ta opowieść z trzeciej ręki na temat jego aktualnej sytuacji mocno przekoloryzowana.
Ale właśnie o to chodzi, że TO NIE MA ZNACZENIA, jaki ten facet jest z inną kobietą. To już nie jest sprawa Autorki.
No nie jest, ale jak widać, jej niskie poczucie własnej wartości potrzebowało pożywki, żeby się znowu uaktywnić. Teraz może się spokojnie pogłębiać karmiąc się niepotrzebnymi i fałszywymi analizami.
Kiepska samoocena i niskie poczucie własnej wartości, niestety. Ale nad tym można pracować. Tylko czy Autorka chce?
Brainless napisał/a:Cyngli napisał/a:Ale właśnie o to chodzi, że TO NIE MA ZNACZENIA, jaki ten facet jest z inną kobietą. To już nie jest sprawa Autorki.
No nie jest, ale jak widać, jej niskie poczucie własnej wartości potrzebowało pożywki, żeby się znowu uaktywnić. Teraz może się spokojnie pogłębiać karmiąc się niepotrzebnymi i fałszywymi analizami.
Kiepska samoocena i niskie poczucie własnej wartości, niestety. Ale nad tym można pracować. Tylko czy Autorka chce?
Samo chcenie to i tak za mało.
Wiem, bo sam siedzę w tym bagnie.
Trzeba jeszcze mieć odpowiednie narzędzia i wiedzieć, JAK się do tego zabrać.
Ale zgadzam się, że dostrzeżenie w sobie problemu i wyrażenie chęci jego naprawy to dobry początek.
Dziewczyny nie kłóćcie się bo to nie ma sensu. Wielokropek- dzięki właśnie chciałabym ale nie umiem płakać. Siedzę i duszę w sobie. U mnie w domu płakanie było tylko oznaką słabości i ojciec tego nie tolerował. Jeśli już wszystko wypłakiwałam w poduszkę w nocy tak aby nikt nie słyszał. A co do niskiej samooceny to owszem może trochę mam przyznaję. Ale jak mam mieć inną- on mnie tak potraktował, w domu też nie lepiej. Teraz już inaczej jak poszłam na studia- mam kolegów (zwłaszcza jednego) który bardzo mnie szanuje i podkreśla to na kazdym kroku i komplementuje za to jaka jestem.
Kto się kłóci? Rozmawiamy tylko.
Nie wspominając już o tym, że nie jestem dziewczyną (przynajmniej tak mam wpisane w dowodzie) ![]()
Niewyrażone emocje nigdy nie umieraj. Zostają zakopane żywcem, aby powrócić później w znaczniej gorszej postaci.
Nie umiesz płakać? To się naucz.
Kiedyś chodzić też nie umiałaś. ![]()
Duszenie w sobie emocji niczego dobrego nie niesie, złego - wiele.
To, że u Ciebie płacz był oznaką słabości nie oznacza, że tak jest faktycznie.
Łzy nie mają nic wspólnego ze słabością.
Może pora na odrzucenie tego, co rodzice Ci przekazali, a co i fałszywe, i szkodliwe? Może pora na to, byś zobaczyła siebie przytomnym wzrokiem, byś znała nie tylko swe wady, ale i zalety? Uzależnianie swego myślenia, także pozytywnego, od kogokolwiek nie przynosi pożytku.
Chodziło mi raczej o Marinę a nie o Ciebie Brainless. Tak wiem, możecie się dziwić czemu tak zareagowałam. Pewno w jakimś stopniu masz rację, że ukryłam żal w sobie i to teraz wybucha. Wyobraźcie sobie młodą dziewczynę- przed 18. Od rana do wieczora siedzi w książkach bo niestety takie ma liceum. Od rodziców nie słyszy nigdy dobrego słowa chociaż jako jedyna w całej klasie ma świadectwo z wyróżnieniem. Siedzi zawsze sama w pokoju. Ciągle krytkuje ją brat- w jeden dzień za to że sprzata a w drugi za to że się uczy. Ciągle pretensje. Zero miłości i ciepła. Na drodze pojawia się chłopak, który wszystko zmienia. Jest dobrze, bardzo (z początku). Modli się więc gorąco żeby tak było zawsze. Prosi o to Boga. I kiedy nadchodzi dzień 18-stki, który miał być tym jednym z piękniejszych, i na którym myślała że on wyzna jej uczucia. Staje się zupełnie inaczej. Znowu obelgi... Rozczarowanie? Nawet nie macie pojęcia jakie. Ta dziewczyna to oczywiście ja. A teraz jeszcze to na dokładkę, kiedy już naprawdę nie mam go w sercu i o tym też chcę zapomnieć. możecie sobie myśleć co chcecie. możecie sobie pisać o mnie co chcecie. Ale nawet w 1% nie wyobrazicie sobie tego jak się czuję. Nikomu tego nie życzę. Nawet jemu. Nigdy mu źle nie życzyłam chociaż wyobrażenia o tym jaki może być szczęśliwy b. bolą. Ale co mam na to poradzić? Nie chcę tego w sobie mieć. Nie chcę.
Dobrze Wielokropek- spróbuję w takim razie. I mam nadzieję, że to rzeczywiście jest chwilowe. Że zaraz wróci spokój ![]()
32 2016-08-14 13:37:47 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-14 13:38:26)
(...) Ale co mam na to poradzić? Nie chcę tego w sobie mieć. Nie chcę.
Możesz sobie z tym poradzić. Jeśli nie chcesz tego w sobie hodować i na tym podłożu tworzyć spiskową teorię świata, to... pozwól tym nieprzyjemnym uczuciom przeminąć.
Edycja:
I nie próbuj. Zrób to. Wbrew pozorom to olbrzymia różnica.
Ok- w takim razie się po prostu nauczę. Chociaż nie wiem jak ale się nauczę. I nauczę sie wierzyć, że tak jak do tej pory ktoś czuwa nade mną. Tak jest i w tym przypadku. Może kiedyś zrozumiem po co tak się stało. Może po prostu to wszystko się działo i dzieje abym nigdy nie miała możliwości na powrót do niego. Nie wiem. Może kiedyś się dowiem.
Ok- w takim razie się po prostu nauczę. Chociaż nie wiem jak ale się nauczę. I nauczę sie wierzyć, że tak jak do tej pory ktoś czuwa nade mną. Tak jest i w tym przypadku. Może kiedyś zrozumiem po co tak się stało. Może po prostu to wszystko się działo i dzieje abym nigdy nie miała możliwości na powrót do niego. Nie wiem. Może kiedyś się dowiem.
Przede wszystkim opłaca się porzucić takie myślenie, bo to niewiele warte fałszywe analizy wynikające z projekcji podyktowanych niską oceną siebie i swoich możliwości.
Dołączam się do postu Wielokropka. Warto. I Mówi to osoba, która ma niestety podobne problemy.
35 2016-08-14 14:22:09 Ostatnio edytowany przez madoja (2016-08-14 14:23:06)
A ja Cię rozumiem. Zastanawiasz się dlaczego to właśnie Ciebie z jego strony spotkało zło (mimo że byłas dobra), a jakaś inna dziewczyna dostała z jego strony dobro.
Raczej nic na te odczucia nie poradzisz. To normalne że tak się czujesz, masz żal i zastanawiasz się czego Tobie brakowało.
Jeśli to Cię pociesza, to chyba każdy z nas miał złamane serce, każdy z nas oberwał za nic, nawet gdy się starał.
Zobaczysz że za jakiś czas przestaniesz się tak czuć.
Tak, też znam wiele takich osób. Ale wiesz co jakoś wszystkim wyszło to na dobre, i to bardzo. Znam ciotkę, która odeszła od męża pijaka- teraz ma super faceta, który się troszczy o nią i o dzieci a tamtego nie ma nawet dla dzieci. Znam kuzyna, który był 12 lat z kobietą a na samym końcu okazała się taką zołzą, wyłudziła tyle kasy. Teraz się ożenił z fajną, normalną dziewczyną. I tak mogłabym wymieniać. Tyle, że trochę jednak to coś innego. Bo oni tacy już byli. A mój były z tego co się orientowałam do koleżanek był w porządku, tylko jakoś do mnie nie. Z tego co mi mama mówiła to chyba miał problemy ze sobą (psychiczne ale o tym to mi powiedziała po fakcie już). Ja się obawiałam jego ciągotek do alkoholu i innych używek... A przepraszam. Nie, nie tylko dla mnie taki był. Potrafił bez powodu pogardzić grubszą dziewczyną itd. Może teraz tak nie robi. Nie wiem. Może przeszedł cudowne uzdrowienie a może się ukrywa tak ja do mnie wiele czasu (przez cały czas praktycznie nie usłyszałam od niego przekleństwa- sam mi mówił że nie będzie przy mnie przeklinać). Nie będę jednak się nad tym rozwodzić. Pozostaje wierzyć, głęboko wierzyć że kiedyś pięknego dnia znajdę i ja swojego księcia z bajki, co do którego będę pewna ![]()
Spoko, nikt się nie kłóci. Po prostu musiałam swoje zdanie wyrazić bo mnie szlag trafia jak widzę pewne rzeczy. Ja się zgadzam w pełni z Brainless: nie wiesz co się dzieje. Usłyszałaś zapewne kilka rzeczy od znajomej i tyle. A jak znam to uczucie to pewno sobie utworzyłaś wizję w głowie. Nie rób tego. To boli i nie prowadzi do niczego. Pogódź się z przeszłością bo jej nie zmienisz i zacznij się cieszyć, że nie jest z Tobą skoro Cię tak traktował.