Cześć. To mój pierwszy własny post na tym forum, nigdy wcześniej w sumie nie sądziłam, że będę potrzebowała odezwać się tu.. Ale przejdźmy do sprawy.
Jestem z moim chłopakiem od marca, czyli 5 miesięcy. Mam 18 lat, on 19. Na samym początku związku (gdy jeszcze trochę byłam zagubiona w swoich uczuciach, ale to zbyt wielkiego znaczenia tutaj nie ma) popiłam sobie z moimi dwiema jedynymi przyjaciółkami. Skończyło się jak prawie każda "imprezka" przyjaciółek, czyli pocałowałyśmy się. Każda z każdą. Nic specjalnego, nie podobało mi się to nawet w ich wykonaniu... Nie byłam co do tego przekonana przed ani po, właściwie żałowałam tego od razu gdy to się stało. Po niedługim czasie przyznałam się do tego mojemu chłopakowi (bo uważam, że szczerość w związku jest jedną z najważniejszych rzeczy), który odebrał to..tragicznie. Niemal ze mną zerwał, ale jakoś można powiedzieć że mi to wybaczył.
Jednak nadal po 5 miesiącach potrafi podczas kłótni mi to wypomnieć, czasem nawet jako argument że niby go nie kocham, a kocham strasznie...ponad wszystko.
Nie wiem co robić, czemu to aż tak na niego zadziałało? Nie żywię do żadnej z moich przyjaciółek głębszych, "romantycznych" uczuć, relacji.. Dziewczyny, przyjaciółki robią wiele głupich, dziwnych rzeczy, dobrze wiecie jak to jest...
Nigdy bym nie śmiała nawet pomyśleć o kimś w żaden romantyczny czy seksowny sposób niż o moim chłopaku... a co dopiero umyślnie zdradzić. Nie kręcą mnie dziewczyny. Nie wyobrażam sobie nawet teraz nagle zacząć kręcić, zakochać się ani tym bardziej całować czy uprawiać seks z innym facetem. O dziewczynach nie wspominając.
Po tym incydencie i tym, jak na niego wpłynął czuję się okropnie we własnym ciele. Tak bardzo chciałabym cofnąć się w czasie...
Tylko czy gdyby on nie nastał, zdałabym sobie sprawę, że naprawdę kocham mojego chłopaka? Nie jestem pewna. Jestem dość słaba jeśli chodzi o moje uczucia i określanie ich.
Co zrobić, by przestał mi to usilnie wypominać? Co sądzicie o tym wszystkim?
P.S. Wybaczcie, że ta wypowiedź była trochę chaotycznie ułożona.