Panowie, no ręce opadają. Najlepiej to byście chcieli mieć ciastko i zjeść ciastko. Ale tak się nie da, albo coś jest albo czegoś nie ma i nie ma tu miejsca na półśrodki.
Spotykam się z facetem od 3 miesięcy, narazie jest to luźna przyjacielska znajomość która do tej pory obojgu nam odpowiadała.
Gdy zaczęliśmy rozmawiać poważniej na temat związku to usłyszałam, iż on lubi być sam, ale każdy czasami chce być z kimś i mieć kogoś przy sobie.
I w mojej głowie czerwona lampa i "Alert, Alert!" Pomyślałam sobie, "genialnie!"
Facet chce mieć mnie tylko z doskoku, trzymać jak koło zapasowe gdy plan A nie zadziała? Wtedy jasno określiłam swoje oczekiwania odnośnie naszej relacji i zaznaczyłam, że nie chcę ładować energii i czasu na coś co się może nigdy nie wydarzyć. Po co mam żyć nadzieją, że może książę zdecyduje się kiedyś na coś więcej.
I wtedy on jakby się lekko wystarszył, że on nie chce kontaktu urywać, że warto to jeszcze przedyskutować, że uwielbia spędzać ze mną czas, ŻE NIE SPODZIEWAŁ SIĘ IŻ NASZA ZNAJOMOŚĆ PRZERODZI SIĘ W COŚ WIĘCEJ i teraz się boi (tak, tak typ po przejściach)
Myślę sobie, no nie!! Najpierw wyjdę z siebie a potem wybuchnę !
Dlaczego w dzisiejszych czasach mężczyźni nie potrafią się jasno określić ? Ja wiem, że dla was najlepiej byłoby trzymać wszystkie sikorki za jeden ogonek ale tak się po prostu nie da, tym bardziej kiedy w grę wchodzą jeszcze jakieś uczucia i emocje.
Ja mówię dosyć, z tej znajomości nic nie będzie, trudno trzeba iść dalej.