Już kiedyś opisywałam tu swoją historię, jakoś sobie z tym poradziłam i było mi dobrze. Do czasu, ten czas właśnie teraz nastał... Od 3 lat znam faceta, który znaczy dla mnie bardzo dużo. W przeszłości nie działo się dobrze pomiędzy nami ale od listopada tak jakby nasz kontakt się odnowił. Od tego czasu przyjeżdżał do mnie, dzwonił i pisał i w sumie tak jest nadal no ale właśnie problem siedzi we mnie.
Kiedy nasz kontakt się odnowił to długo się wstrzymywałam z bliższą znajomością z nim ze względu na to jak kiedyś przeżyłam zawód miłosny z jego powodu. No ale w końcu się poddałam, moje uczucia do niego wygrały i na nowo się na niego otwierałam ale jeszcze nie potrafię mu zaufać. Wszystko było fajnie do czasu ślubu mojego brata, oczywiście wzięłam jego ze sobą i dzięki niemu podobało mi się bardzo. Ale po weselu zaczęłam odczuwać że jest troszkę inny niż przedtem. Niby się odzywał ale tak jakoś inaczej. Wesele było w drugiej połowie maja i od tego czasu przyjechał do mnie tylko raz - ma jakieś 40km do mnie. Na początku przymykałam na to oko ale od poniedziałku zaczęło mi to jakoś przeszkadzać. Fakt faktem, nigdy nie przeprowadziliśmy rozmowy na temat tego co nas "łączy".
Rozmawiałam z kolegą, który zna całą historię i powiedział mi wprost że temu kolesiowi nie zależy na mnie na tyle żeby się ze mną częściej spotykać.. Zawsze jak go pytam o spotkanie to odpowiada że nie wie. No okej, ma dużo pracy w jedne i drugiej (pracuję w dwóch branżach), oprócz tego pomaga rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa. Jeszcze w tym roku zaczął kurs, który kończy się egzaminem we wrześniu. Tylko że dla przysłowiowych znajomych potrafi znaleźć czas... Nigdy nie przyjechał do mnie na weekend bo zawsze coś, kiedyś w ogóle o tym nie pomyślałam. Zresztą w weekendy z reguły jeżdżę do rodziców.
Ostatnio wkurza mnie nawet to jak mi nie odpowie na smsa, czasami muszę czekać kilka godzin a zdarza się też tak że w ogóle nic nie napiszę... Ostatnio zapytałam o to to dostałam odpowiedź że nie zawsze ma tyle czasu żeby mi odpisać na smsa. No bo faktycznie napisanie smsa zajmuje tyle czasu...
Nie wiem czemu mi to tak zaczęło przeszkadzać, kiedyś potrafiłam się do niego nie odzywać kilka dni i było wszystko okej, ewentualnie wystarczył tylko jeden sms. A jak kilka dni się nie odzywałam to z reguły on nie wytrzymywał i dzwonił. Teraz, jak mi nie odpisuję to głupie myśli do głowy mi przychodzą. Jak mam w sobie się tego pozbyć? Przecież nie chce żyć tylko od smsa do smsa czy dzwonienia. On ma swoje życie a ja swoje i nie chce cały czas myśleć co u niego. Wiadomo że mi na nim zależy ale nie chce wyjść na jakoś desperatkę i pisać do niego przeważnie o jednym i tym samym. Nie chce stracić w jego oczach. Nie wiem jaki jest jego zamiar wobec mnie. Jak jest ze mną czy rozmawiamy to ewidentnie wykazuję zainteresowanie moją osobą. Mówił mi też już nie jeden raz że mam jego odwiedzić, no okej dla mnie to żaden problem tylko pojadę do niego a jak to on powiedział często po pracy jedzie do rodziców czy też ogarnia sprawy z drugiej pracy. Oczywiście jak pytałam go o to to też mi powiedział że nie wie kiedy będzie miał czas tak żebym przyjechała. Raz tak a za chwilę inaczej. Zaczynam się w tym wszystkim gubić i to też powoduję że zaczyna mi być źle.
Czy dam sobie sama z tym, jakoś to uporządkować? Zaczęłam się nawet zastanawiać czy nie udać się do psychologa żeby porozmawiać z nim o mojej sytuacji. Może mi coś doradzi jak mam uspokoić swoje życie bo nie chce tak żyć...