Trafiłam tu przez przypadek. Pobierznie przejrzałam.
Takich postów jak mój jest masę. Zostałam zdradzona.
Dowiedziałam się wczoraj. Sam powiedział.
Jesteśmy razem od 1,5 roku. Krótko. Sexu masę.
Kiedy tylko chcial - miał. Nawet bym powiedziala, że ja chyba częścicej chciałam niż on sam.
Zostawiłam dla niego wszystko.
Zostawiłam rodzinę, zostawiłam przyjaciół - wyjechałam za granicę, żeby być blisko niego.
Ryba bez wody nie przeżyje, a on dla mnie jest jak ta woda..
Dużo razem przeszliśmy.. mieliśmy dużo upadków. Mogę powiedzieć, że był to dość burzliwy związek.
Historia jest długa, i długo by opowiadać.
A mimo wszystko miłość zawsze wydawała się silniejsza i zawsze wychodziliśmy na prostą.
Aż do teraz.
Od kilku dni chodził taki nie mrawy i mnie odtrącał.
Pracujemy razem. Ona też tam pracuję. Znam ją.
Wiedziałam podświadomie, że coś do niego czuje.
I wiedziałam, że ona też mu się podoba.
Zrobiłam chyba dosłownie wszystko, zeby ich od siebie odciągnąć.
Najwidoczniej za mało.. albo może za dużo...
Wczoraj powiedział, że schrzanił mi życie, że schrzanił wszystkim życie..
Już wiedziałam..
Zdarzyło się tylko raz. Dziewczyna najprawdopodobniej jest w ciąży.
Wiecie, zawsze dziwiłam się kobietą, które zdradzone... mimo wszystko trwały.
Kobiety, które kochały za bardzo?
Widzę po sobie, że ja jestem taka sama..
Że mimo wszystko jestem skłonna przebaczyć..
Mimo, ze to tak cholernie boli.
Tylko zastanawiam się, czy jeśli dalej zostanę, czy ten mały koszmar się nie powtórzy?
Czy nie jestem zbyt łatwowierna.
Ile razy jeszcze muszę się na nim zawieść, żeby go w końcu zostawić?
Dzisiaj idę do pracy i dzisiaj ją zobaczę.
Mam ochotę ją rozstrzelać i poćwiartować na kawałki...
Chciałam z nią porozmawiać..
Ale po co? To raczej poniżej mojej godności.
Wiem, że większość porad będzie że skoro to zrobił, to nie jest mnie wart. Ze mnie nie szanuje i że powinnam go zostawić...
Najgorsze jest to, ze jestem tego świadoma. I wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama sobie z tym rady nie dam.
On mówi że kocha, że nie chce mnie stracić.
Wiem, ze kocha, bo zawsze to czułam. Bo mimo wszystkich moich wybryków, fochów.. on był i wspierał.. i rozumiał...
Co ja zrobiłam, że życie tak kopie po dupie??