Witajcie, nie wiem jak opisać dokładnie na czym polega specyfika mojego problemu, ale spróbuje od tego, że skończyłam niedawno studia. Zostałam zmuszona, aby wrócić do swojej rodzinnej miejscowości, której nienawidzę, bo jest tu zwyczajnie nudno. Nie mam wielu znajomych. Jeszcze niedawno miałam chłopaka, ale się rozstaliśmy. Bardzo za nim tęsknie. Od paru miesięcy chodzę na terapię, bo miałam słabe dzieciństwo (alkoholizm, etc) oraz zaliczyłam przed moim ostatnim chłopakiem toksyczny związek. Dodatkowo, rzuciłam palenie - paliłam dużo i długo. Po studiach dość szybko znalazłam pracę, ale jak to w pracy różnie w niej bywa. Jednak ciesze się, że ją w ogóle mam. Moje życie stało się okropnie nudne- tylko praca, jedzenie i spanie. Życie stało się czystą fizjologią, rutyną. Nie mam już żadnej pasji, rzadko co mnie cieszy. Wiem, że dużo dałaby mi przeprowadzka do innego miasta, to było by coś w rodzaju przełamania strefy komfortu. Muszę tylko znaleźć pracę w innym mieście i się utrzymać. Boje się, że jej nie znajdę, a nawet jeśli ją znajdę, że będę żałować że zrezygnowałam z dotychczasowej, bo może być gorzej (zła atmosfera, mała pensja, wyzysk). Z drugiej strony nie chce mieszkać w moim rodzinnym mieście, ponieważ tutaj nie ma młodych ludzi prawie w ogóle ( to nie tylko moje zdanie- ofc). Chciałabym kogoś znaleźć, ale w tym mieście to trudne. Zresztą nie wyobrażam sobie życia w tym mieście, więc nie chciałabym się związać z osobą mieszkającą tutaj. Chce się usamodzielnić. Innym problemem jest to, że muszę dokończyć terapię, bo teraz nie mogę jej przerwać- to byłoby bez sensu. Potrzebuje też dużo pieniędzy, aby dalej się kształcić (chciałabym robić studia podyplomowe, które są bardzzooo drogie w pewnnym mieście- potrzebuje dużo kasy) Śmieszne jest to, że naprawdę przeprowadzka zmieniłaby wiele, ale czuje się udoopiona tutaj. Brakuje mi ludzi. Moje przyjaciółki zakładają już rodziny, a ja jestem sama. Nie mam z kim nawet wyjść na spacer, etc. Wcześniej byłam często odrzucana przez mężczyzn. Robię różne kursy, które zwiększą moją szansę na rynku pracy. Jednak przestaje wierzyć, że coś się ruszy, że coś się uda. Czuje się bezsilnie i beznadziejnie. Może faktycznie marudzę, ale naprawde jest mi źle. Nie czuje żadnej motywacji. Nie wierze w siebie. Nie wierzę, że dam radę to zrobić, że odważę się zostawić to co mi dobrze znane i że przełamię ten schemat. Chciałabym strasznie się z kimś związać, ale nie czuje na siłach. A, drugiej strony- tak strasznie czuje się samotna i beznadziejna. Nie czuje sensu życia. Musiałam się wyżalić. Bardzo długo to we mnie siedziało. Mam nadzieje, że zrozumiecie i pomożecie mi coś fajne wymyślić. Liczę na Was, z góry wielkie dzięki ![]()
Podobne tematy
Hmmm znam to na własnym przykładzie. Np. uwielbiam podróżować, ale w kółko się wykręcam, że nie mam wystarczająco dużo kasy, urlopu itd. itp. Prawda jest taka, że niektórzy moi znajomi po prostu się pakują i jadą- zwiedzają świat, poznają ludzi, pracują w różnych państwach zarabiają na dalsze podróże itd. Jaki z tego morał? Ja szukam powodu by nie jechać, a oni sposobu by to zrobić. To samo jest u Ciebie. Z jednej strony chcesz, a z drugiej już tak przywiązałaś się do swojej rutyny, że boisz się cokolwiek zrobić ze swoim życiem. Snujesz plany, ale boisz się je zrealizować. A Twoje wymówki nie mają nic do rzeczy. Znajdujesz pracę i się przenosisz koniec kropka. Wynajęcie pokoju nie powinno aż tak nadszarpnąć Twojego budżetu, a przy okazji możesz poznać fantastycznych ludzi. Studia podyplomowe? Fajna sprawa, ale odkładać bądź płacić w ratach też możesz w innym mieście. Ja aktualnie małymi kroczkami wdrażam plan naprawczy w moje podróże, a Ty zacznij go wdrażać w swoje życie:) Nie szukaj powodu tylko sposobu i zrób to! Powodzenia