witam...mam 40 lat dziecko i meza ,ktorego nie kocham...7 lat temu na czcie poznalam 19 letniego chlopaka ... po krotkiej rozmowie wymienilsmy sie gg ... i tak okolo 4 lat trwala nasza wirtualna znajomosc...ktora przerodzila sie w real... dzielilo nas 200km...spotykalismy sie w kazdy weekend...bylo nam super a on oszalal na moim punkcie... dla mnie tez byl kims bardzo waznym ale nie na tyle bym mogla odejsc od meza ...wiedzial o tym doskonale ale jemu to nie przeszkadzalo ...kochal
> mnie i to sie dla niego tylko liczylo ...balam sie tej znajomosci najbardziej tego ,ze jest 14 lat mlodszy ale jemu to nigdy nie przeszkadzalo ...po raz pierwszy w zyciu przekonalam sie ze ktos moze mnie tak bardzo , kochac ... oszalal na moim punkcie i to odbieralo mu rozum ...dochodzilo do klotni ......ale nie w tym byl problem...problem byl we mnie mialam straszne obawy co do jego wieku i balam sie ,ze kiedys znajdzie sobie mlodsza ...tego najbardziej sie balam...
> ... zniechecalam go do siebie ,kazalam by wreszcie znalazl sobie kogos bliskiego , kogos z kim bedzie mogl normalnie zyc i spedzac jak najwiecej czasu ...nie lubil nigdy jak tak mowilam i strasznie sie zloscil ... powtarzal mi ciagle ze nie szuka bo juz ma... ...nie sluchalam go, nie moglam tego pojac ,ze tak fajny chlopak woli towarzystwo starej baby...ale on kochal mnie najmocniej na swiecie...wtedy to do mnie nie docieralo i mialam swoje racje...spotykalismy sie dalej a jego
milosc byla coraz bardziej silniejsza . .chcial jak najwiecej czasu spedzac razem a ja zamiast chciec tego samego ciagle sie czepialam ...mialam duzo spraw na glowie i problemy rodzinne .. bylam ciagle zla.. nie mialam czasu byc ze swoimi myslami ..sam na sam, tylko ciagle jakies problemy...on cierpliwie to znosil ...nie myslalam o nim ... myslalam tylko o swoich problemach z ktorymi sobie juz nie radzilam ...zaczelam coraz mniej z nim rozmawiac ,rzadziej sie spotykac ...
chcialam byc sama ze swoimi problemami i myslami ...mowil ze kocha ,ze teskni ale do mnie to nie docieralo ...chcialam byc sama ..chcialam poukladac sobie w glowie co dalej mam robic ...bylam panicznie przerazona powrotem meza z zagranicy ...balam sie tego ze nie bede miala swobody na spotkania ...balam sie ,ze w tym czasie pozna kogos i juz mnie nie bedzie chcial takie chore mysli chodzily mi po glowie a on caly czas myslal jak by sie zblizyc do mnie i w pewnym momecie oznajmnil mi ,ze chce
zmienic prace ,chce sie przeprowadzic by byc blisko mnie... w tamtym momecie przestraszylam sie ... i zakonczylam ta znajomoc w dosc okropny sposob...oklamujac go ze chce ulozyc sobie zycie z mezem ze zawsze rodzina bedzie dla mnie najwazniejsza ... na pierwszym miejscu ... ale to nie byla prawda .. nie chcialam by ciagle wyczekiwal na mnie, kiedy maz znow wyjedzie i bede mogla sie widywac ... dzis wiem ,ze zle postapilam nie mowiac mu calej prawdy ...zniszczylam ta milosc i znajomosc i
bardzo tego zaluje ...kocham go ... tesknie...potrzebowalam czasu na przemyslenie wszystkiego ...dzis juz wiem ze moglabym odejsc od meza by byc z nim ...chcialabym pokazac mu ze jest najwazniejsza osoba w moim zyciu ,ze nic nie jest juz wazne ... wazny jest tylko on...kiedy nabralam pewnosci ,ze chce byc tylko z nim i pozbyam sie leku, ze dzieli nas tak duza roznica wieku ... i uwierzylam w to ,ze dla niego wiek nie ma zadnego znaczenia, ze kocha mnie taka jaka jestem ...bo to wlasnie jestem ja ...a nie ktos inny...
...... odezwalam sie do niego ale on juz nie chce mnie znac.....:( nie odbiera tel.zostawil mi na fb wiadomosc....
....................................
wiesz, dziś dostałem od Ciebie wiele wiadomości i wczoraj też, ja już nie chce dalej tego ciągnąć nawet nie możesz być moją znajomą bo to się źle kończy...najlepiej będzie i dla mnie i dla Ciebie jak to zakończymy, nawet nie potrafię spojrzeć Tobie w twarz ani tego powiedzieć przez telefon. Przykro mi ale tak będzie lepiej. Przepraszam.Te dwa miesiące, jednak bardzo wpłyneły na moje zdanie. I już go nie zmienie.
.......................................
najgorsze jest to , ze juz nigdy nie bedzie mial okazji przekonac sie jak bardzo go kocham i ,ze jestem w stanie wszystko dla niego zrobic i duzo moge z siebie dac a wiem ,ze rzadko to okazywalam i to jest najgorsze ... wiem ze teraz byloby zupelnie inaczej
...chcialabym mu bardzo pokazac ze jest mezczyzna mojego zycia a nie jakims malolatem za ktorego go mialam...stracilam nadzieje ze mozemy byc razem ...czuje bol .gniew,zal ...nienawidze siebie za to ile zla wyrzadzilam jemu ...
chcialabym by ulozyl sobie ZYCIE TAK JAK CHCE I DLATEGO USZANUJE jego DECYCJE....ZROBIE TO TYLKO I WYLACZNIE dla jego DOBRA... ZAWSZE BEDE go KOCHAC I NIGDY NIE ZAPOMNE TYCH NAJPIEKNIEJSZYCH CHWIL KTORE PRZEZYLISMY RAZEMMMM:((((((((
mam metlik w glowie i nie wiem co robic ,moze powinnam zawalczyc o ta milosc ...prosze niech ktos mi doradzi co mam zrobic.................. no i proszę jaka niespodzianka... koffanie zadzwoniło:)