>>>hronologicznie 3ci jednak zakladam jako nowy temat bo tyczy innego zagadnienia<<<<
Hmm... widzę, że nie ma osoby, która stwierdziłaby, że jest to tego warte. Nie dziwię się bo czasem ludzie stojący z boku i będący bezstronni potrafią podjąć trafną decyzję nie mieszając w to swoich uczuć itd.
Powiem tak macie racje i sam nie wiem czemu staram się wszystko utrzymać na siłę. Może dlatego, że ja potrafiłem tyle zmienić, zaakceptować pokochać i pomagać stopniowo(tak mnie ujęła i była taka wspaniała ...kiedyś). To przykład na to, kiedy kobieta (opis takowej po przeczytaniu moich powyższych wypowiedzi) potrafi zawrócić w głowie komuś takiemu jak ja albo w drugą stronę... jacy potrafią być naiwni/nieudolni faceci tacy jak ja?
Czasami myślę, że jestem zbyt w porządku za bardzo uczuciowy, nieprzystosowany i wierze z jakieś nieistniejące wartości. Potrafiłem znieść naprawdę wiele i wykluczyć wiele różnic, aby nie ingerowały w związek... możliwe i pomóc w imię Jej deklaracji i poświęcenia. Wszystko co prawda było na prostej zasadzie ... kilka fajnych chwil jedno przyznanie z jej strony (np ze nie ma matury) wywód że mógłbym ja zostawić i że się bała mojej reakcji, później moja akceptacja i tak stopniowo aż wszystko już zaakceptowałem... z jej strony nie jest tak fajnie...zawsze jakieś ale albo na zasadzie obracania kota ogonem...Oj Kobiety to wciąż robią. Nie jestem facetem, który zabiera zabawki kiedy coś mi się nie podoba w piaskownicy tylko walczy do końca... ale w ten sposób widzę, że jest to bezcelowe i powoduje więcej problemów niż rozwiązuje.
Teraz jest tak...
-wiem czemu zawsze siedzi na pewnym portalu (czeka aż wejdzie Jej były żeby Ją zagadnął) rozmawiają całymi dniami w pracy smsy i wiadomości na portalu XXXXX . A wszyscy w około mówią że się uśmiecha do Niego i patrzy jak na solenizant na torcik.
-Z ciekawości naruszyłem Jej prywatność bo chciałem wiedzieć czy faktycznie mówi mi wszystko i jaką jest osobą żebym nie miał złudzeń. Ale od początku zaoferowała mi wyjście do klubu w święta a ja się zgodziłem gdyż wiem że uwielbia ten klub i taniec...zgodziłem się. Później zaczęła mieszać że chce iść gdzie indziej ...wyszło że to ze względu na to że On tam będzie a dla niepoznaki zaprosi jeszcze kilku znajomków że niby też Oni tam będą. A wiem bardzo dobrze że chodziło o Niego.
Na następny dzień podczas oglądania filmu Ona przez 2 godziny smsowała z Jego kolegami i Nim (jeśli Jego koledzy nie jadą to On też a nie chcieli) że niby ogląda ...aha ta jasne. Ale przeprosiła wszystko cacy...
Później znów coś nie tak wróciła do domu i zero oznak życia nie chce ze mną gadać wieć sprawdzam czy rozmawia z Nim na portalu a ja mam Jej hasło (miałem) okazało się że od słowa do słowa ...gadka mycie plecków, kiedy Ona dostanie buziaka, że to musi sie skonczyć w łóżku i że ja nic nie muszę wiedzieć bo wiele rzeczy jest miedzy Nimi co się dzieje w pracy... Spanikowałem pojechałem do Niej o 1szej w nocy. Ona wyrzuciła mnie za drzwi jak się dowiedziała że przeczytałem to... i zerwała a ja chciałem to naprawić... Niby zakończyła bo to co zrobiłem świadczy o tym że Jej nie wierze ale ja zobaczyłem coś takiego...kto ma większe prawo bycia wkurzonym???
Więc zerwała wyrzuciła mnie z hukiem i koniec a na następny dzień wyprosiłem próbowanie (tak wiem wyzwiecie mnie od idioty głupka naiwniaka trudno... miłość obiera z rozsądku i dumy) ...taka ostatnia deska dla Nas ustaliliśmy że nie bezie rozmawiać o sexie z Nim i prowokować takich sytuacji i oznajmiła że nigdy mnie nie zdradziła(wyglądało szczerze ale nigdy nie wiadomo ...ja potrafię uwierzyć w największe kłamstwo i przekonać eskimosa ze za lód musi zapłacić)
Później byliśmy na zabawie sylwestrowej gdzie Ona wciąż wysyłałą smsy zerkała na komórke itd... A w pewnej chwili rzuciła się na mnie w porywie ...no wiecie:D. Po tym znów zaczeła się dziwnie zachowywać ...smutniec etc. Po imprezce znów była jak obca osoba a spałem u Niej ... poszła spać a ja jakoś nie mogłem zasnąć... połozyła się tak że uchylona poduszka ukazała komórkę która się zaświeciła (musiala się wcisnąć) no cóż zaciekawiony tym o czym tak namiętnie pisała...jak sie bawią że skzoda że Go nie ma tam gdzie My itd widziałem też wcześniejsze sms z 1i 2 dni wcześniej ...umawianie się na wiecie co ...
Że nie ma pieniędzy na hotel że można by w aucie że ma ochotę na to z Nim i w drugą strone ... szok!!! Rozumiem że czasami ciągnie Nas do innych ale to świadome działanie a Ona nie potrafi się opamiętać ...jedyne rozwiązanie byłoby jasne ... zostawić Ją w Cholerę i nie przejmować się gówniarą... a uczucie/miłość odstawić na bok bo i tak wiele się wycierpiałem...
Za dużo filozofuję i myśl że jest ze mną i rezygnuje ze mnie dla takiego klesia i ze mogłaby z Nim tak łatwo wskoczyc do łóżka ... to mnie dobija ...to Co mówiła a co może robić... to że wierzyłem że jest inna to ze Ją pokochałem gdyż mówiła mi tyle. Tak czy inaczej albo jest nieszczera albo nie mówi mi wszystkiego co myśli i się zabezpiecza że ejsli z Nim nie wyjdzie to ma mnie. Powiedziała kiedyś że z Niego nigdy nie zrezygnuje bo świetnie się z Nim dogaduje... że zrezygnowała z bycia z Nim aby nie popsuć obecnych relacji które ma z Nim w pracy. Nie przypuszczałem ...albo nie chciałem wierzyć że do tego dojdzie.
Cóż teraz czuję się jakbym był wabiem na Niego ... ponoć o wartości kobiety świadczy facet z jakim Ona jest? tak czy inaczej Przyznała mi się że mogłaby iśc z Nim na układ o zasadzie niezobowiązującego sexu po pracy (moze i w pracy) szok..Jak ktoś kto mówi o wartościach i wierzy w miłość może robić coś takiego. Zachowuje się jakby miała rozdwojenie jaźni raz tak raz tak... Lub ejst zagubiona. Nie wiem czy łudzić się dalej i próbować czy poprostu sobie darowac bo prócz tych kłamst i złych chwil tyle jest między Nami różnic. Czy w ogóle dochodzić jakim człowiekiem Ona jest co Nia powoduje i spróbować zrozumieć czy szybko zapomnieć. Tyle jest fajnych dobrych wspomnień których mi szkoda ale też tyle złego.
Wczoraj dostałem smsa który miał byc do Niego ... i wg mnie sugerował już rozmowe prowadzoną w odpowiednim kierunku " też mam ochotę na wiele co ejst w tym momencie niemożliwe smile" przebudził mnie więc napisałem do Niej że to nie do mnie i jak Ona może... dostałem opr że nic nie napisała o TYM i że myślała że ten temat mamy za sobą i że chyba powinniśmy mieć jeszcze coś za sobą!. Z jaką łatwością Ona może zrezygnować ze mnie ... Dziś poważna rozmowa i myśląć rozsądnie to jest już koniec!
Szczerze mógłbym napisać już książkę lub scenariusz o miłości gdzie jakaś tam chora "brzydula" się kryje a widzowie po filmie/przeczytaniu lampiliby się w ekran jak szpaki w transformator pytając jak to!?!?!
Jestem chyba najbardziej naiwnym facetem lub nawet osoba która jest na tym forum...
Dziękuję za Wasze wypowiedzi i przepraszam za chaos wypowiedzi... jeśli ktoś ma ochotę poznania całej tej historii od początku do końca ładnie ułożonej i pocieszyć się że nigdy nie przeżyli czegoś takiego lub nie są frajerami takimi jak ja to zapraszam smile A takich pokręconych związków juz mam dwa (2 zmarnowane lata mojego życia w pogoni za czymś czego nie znalazłem i chyba juz nie znajdę)
Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz dziękuje za kulturalne wypowiedzi i pomoc
(Wcześniejsze problemy w tym samym "związku")
<<<<<1>>>>
Witam,
pomimo tego, że jestem facetem wybrałem napisać na tym forum gdyż chciałbym poznać opinie kobiet o całej sprawie i może ktoś udzieli mi podpowiedzi, która pomoże mi w mojej całkiem dziwnej sytuacji?pisze wszystkie możliwe informacje może to lepiej przedstawi obraz sytuacji i od razu proszę o wyrozumiałość i przepraszam z góry za chaotyczność wypowiedzi.
Mam 26 lat po skończeniu studiów (mgr inż.) i pracuje w firmie będącej częścią międzynarodowej grupy? od ponad 4 miesięcy jestem z dziewczyną o 6 lat ode mnie młodszą pracującą w lokalu gastronomicznym jednej z sieci.
Problemy zaczęły się już na samym początku. Okazało się, pracuje Ona ze swoim byłym facetem, który od kilku lat wcześniej bardziej się jej podoba. Zakończyli związek stwierdzając, że przyjaźń im lepiej wychodzi więc nie przejmowałem się tym do czasu?
Zaczęło się na wspólnym wyjeździe gdy dostała od Niego smsa i wtedy zrobiła się dla mnie oschła i było widać, że się zastanawia. Ten czas przeszedł a Ona oznajmiła mi, że wybrała mnie i koniec. Po około 1-1,5 miesiącu ta sprawa wróciła. Ona utrzymuje z Nim dobry kontakt a to, że się rewelacyjnie dogadują sprawiło, że wróciły do niej wspomnienia i znów ta oschłość. Wiedziałem co się dzieje ?Ona myślała o celowości naszego związku i o Nim. Dodam, że jest Ona osobą, która bardzo lubi wspominać i zatrzymuję wszelkie pamiątki z jakiś wyjazdów (bilety do kina, rachunek a nawet kapselki od napojów wypitych w ważnej sytuacji). Pomimo tego, że ją kocham byłem skłonny zrezygnować z Niej dla wyższego dobra ?oboje byśmy się męczyli: Ona myśląc o nim i postawiona na rozstaju z decyzją, a ja nie mogąc bym tym jedynym. Czułem się bezradny i bardzo zraniony gdyż nieważne jakbym się nie starał to i tak ten facet nic nie musi takiego robić a i tak Ją bardzo pociąga. W rezultacie powiedziałem Jej co czuję pozostawiając decyzję po Jej stronie czekając. Odpowiedź była tego samego dnia? Ona utrzymuje to co postanowiła ?przeprosiła mnie za całą sytuację ,i oznajmiła że wybrała mnie na początku i to podtrzymuje bo mnie naprawdę kocha. ..wciąż czuje do Niego sentyment. On się jej podoba zarówno fizycznie jak i intelektualnie, oraz chce z nim utrzymywać kontakt i pracować jak najdłużej. Sprawa ciężka gdyż za każdym razem kiedy nie odpisuje mam przed oczami obraz Jej siejącej się razem ze swoim byłym.
Dodatkowo ciągle naciskałem na Nią aby poszła na studia żeby w przyszłości mieć lepszą pracę i żyć lepiej. Niestety spotykam się z nastawieniem typowym dla nastolatka wobec czczego gadania rodziców i ogólnym zlewaniem. Wykształcenie jest dla mnie bardzo ważne i w doborze kobiet decydowało także jaką szkołę skończyła lub czy po prostu ma szczery zamiar się kształcić. Wiem że to głupie ale po prostu jest to cos co rzutuje na przyszłe życie (chociaż czasami ludzie po zawodówkach zarabiają kokosy a wykształceni mgr inż. pracują za grosze). Okazało się, że Ona mnie okłamała i nie ma nawet matury? a dowiedziałem się przypadkiem od Jej mamy. Coś we mnie pękło, ale starałem się pozostać opanowanym i wysłuchać co Ona ma do powiedzenia. Spotkałem się najpierw z ostrym atakiem ze strony mojej partnerki następnie było tłumaczenie: że nie chciała mi tego mówić bo zależy Jej na mnie a wiedziała jakie to dla mnie ważne. Wg mnie kłamstwo ma krótkie nogi i dowiedziałbym się tego prędzej czy później. Zwłaszcza, że odmawiała zmiany obecnej pracy. Nienawidzi matematyki i z tego powodu nie podchodziła do egzaminu dojrzałości. Postanowiłem że przygotuję ją do tego egzaminu zwłaszcza że matematyka nie jest dla mnie czymś trudnym jednak Ona wciąż odkłada możliwości nauki ;(. Ma takie dziwne podejście do życia?młodzieńcze niedojrzałe podejście???
Dodatkowo jest Ona zagorzałą fanką koszykówki i tacy sportowcy pociągają ją niemiłosiernie podobnie jak czarnoskórzy mężczyźni. Przyciągają ją jak magnes i w ogóle dla Nich traci głowę. Kiedy rozmawia z koszykarzami bądź z czarnoskórymi facetami jest zdenerwowana i trzęsą się jej ręce. Ja takiej reakcji u Niej nie wywołuje. Kiedyś rozmawialiśmy na temat dzieci i oboje stwierdziliśmy, że jest za wcześnie i chcemy sobie pożyć. Natomiast wczoraj widziała malutkie czarne dziecko i powiedziała, że takie może mieć już od zaraz. Do tego kiedy powiedziałem, że może Ona chce mieć czarnego faceta zamiast mnie odpowiedziała, że chciałaby mieć czarnego ( wymowne noooooo) jednak w naszym mieście nie ma. Tak właśnie powiedziała ...to jako pierwsze co przyszło Jej na myśl? nie to że ma mnie tyko że nie ma w mieście. To mnie zabolało. Poczułem się jak nikt ?jak zamiennik bo nie ma czarnych facetów. Obojętnie co bym nie robił jaki opiekuńczy bym nie był i tak nie będę mógł być dla niej tak pociągający jak Oni. Podejrzewam, że wystarczy żeby podszedł do Niej zainteresowany czarny facet Ona zostawiłaby mnie i to byłoby tylko kwestią czasu. Wiem, że zaufanie to podstawa ale widzę co się dzieje. Czuje się okropnie i nie wiem czy dalej ciągnąć ten związek. Prawie każde jej zamiłowanie/upodobanie jest wręcz obsesją. Jakbyście się poczuli gdyby osoba, którą się kocha i która mówi że Nas kocha powiedziała Wam że nie możecie macie tego co inni (czarni lub koszykarze) lub nie możecie tego dać? Czuje się, że obojętnie jak dużych gór nie próbowałbym dla Niej podnieść przyszedłby taki jakiś czarnoskóry facet i poderwał Ja na skinienie ręki. Boje się tego i nie wiem już sam. Może powinienem sobie odpuścić ? Czy ktoś miał taki przypadek czy tylko ja trafiam na skomplikowane przypadki?
To logiczne, że podobają nam się inne osoby i będąc w związku często spoglądamy na interesujące Nas osoby. Mi np. podobają się takie mulatki nie ma konkretnej rasy po prostu odcień skóry ale bez takiej przesady. To tak samo jakbym przy Niej powiedział że podoba mi się tamta kobieta bo ma fajne duże piersi a Ona Mi tego nie może zapewnić a wiem że to jest Jej słaby punkt. Może iść za ciosem i oświadczać że ma się wielka słabość do Latynoskich kobiet i wariować na Ich widok? Tak psychologicznie pokazać, że nie wszystko zależy tylko Od niej? Za każdym razem kiedy Ona zachwyca się czarnymi ja powinienem robić tak samo latynoskami aby czuła się tak samo jak ja i może troszkę bała się ze mnie straci?
Proszę o opinie lub może przykładowe wypowiedzi abym znalazł złoty środek. Na tę chwilę jestem rozdarty ? Wiem że ja kochałem ale przez te wszystkie rzeczy nie wiem czy powinienem lub czy nawet zaryzykuje stwierdzenie: nie wiem czy chcę kontynuować związek a nawet już nie wiem co do Niej czuję?czy to miłość czy tylko przywiązanie? Ciągnie mnie do niej gdy Jej nie ma ale zdecydowanie nie jest tak jak wcześniej i jestem pewny że to przez to. Jestem facetem który chce mieć kobietę która jest dla mnie taka jak ja dla Niej. Przeżyłem w życiu już kilka związków w których bardzo się zawiodłem na moich partnerkach życiowych i każda zabrała ze sobą jakąś cześć mnie tak że niewiele już zostało. Po kolejnym rozczarowaniu po prostu nic ze mnie nie zostanie a ja będę zgorzkniałą męska świnią traktującą kobiety jak przedmioty bo chyba takie podejście byłoby najlepsze żeby nie cierpieć ponownie. Ehhhh. Bardzo Was proszę o przemyślane interesujące wypowiedzi a bezwstydne niecenzuralne i płytkie komentarze.
Kris
>>>>2<<<<<<
Na wstępie bardzo dziękuje za wyczerpujące odpowiedzi. Wszystko w Waszych postach już przeszło przez moją głowę jednak na zasadzie weszło jedna stroną wyszło drugą. Dlatego lepiej mi jak jeszcze ktoś mi zwróci na to uwagę.
A więc kolejne ważne rzeczy o których nie pomyślałem pisząc pierwszego trochę rozbudowanego posta...
Poważnych rozmów i przemyśleń było wiele i praktycznie na każdy temat więc opiszę po kolei w punktach jak to wyglądało.
Na początku Naszego związku ustaliliśmy taką zasadę, iż nie będziemy siebie okłamywać i mówiąc co naprawdę myślimy. Cóż to bardzo logiczne podejście do sprawy prawda? Hmmm w teorii prawda nawet najbardziej bolesna na dłuższą metę jest dobra ale czy jest tak naprawdę? U Nas jest tak na zasadzie nie powiem prawdy dopóki nie zapyta a jak już zapyta to powiem. Stąd ja pytam Ona odpowiada, a że ?wiem? o co pytać to dostaje szczere odpowiedzi. Teraz się zastanawiam? prawda jest na dłuższą metę dobra gdyż można zdecydować o przyszłości na bazie tego co wiesz. Jednak jest tez tak że jest to dobijanie obecnie trwającego związku ciągłymi przemyśleniami prawda? Jest tak iż dobre chwile ulegają zatarciu a te złe zawsze wracają jak śnieżna kula utoczona z nich wszystkich.
Poważnych rozmów było kilka i nie do końca będę w stanie ich poskładać analogicznie ale myślę że dla szerszego obrazu nawet i to dobre.
Pierwszy temat, który pamiętam traktował o Jej stosunku do byłego? Odpowiedziała bez ogródek, że podobał się Jej od dłuższego czasu zanim zaczęła z Nim pracować i wręcz marzyła aby móc Go poznać. Kiedy przyjęła się do pracy była w wniebowzięta i robiła wszystko aby móc z Nim spędzać czas. Ich związek był lekko burzliwy i wszystko wyglądało jakby to Ona robiła wszystko pod Niego. Była skłonna jechać kilka km w nocy na rowerze do Niego do domu na zawołanie etc. Po prostu zgroza ile była w stanie dla Niego zrobić. Nawet Jej mama powiedziała, że miał na Nią bardzo duży wpływ. Dowiedziałem się także, że przed Nim miała chłopaka, którego tak mocno kochała (teraz mnie), ale związek nie przetrwał odległości. Powiedziała mi, że lubi pracować z swoim byłym?czas szybciej leci, wszystko łatwiej zrobić i każdy każdemu pomaga? chce z nim utrzymywać kontakt i mieć z Nim styczność. Powiedziała także, że przede mną kochała tylko tamtego Faceta, który mieszkał daleko w innym mieście (wspominałem, że to był koszykarz?)? Kocha mnie a swojego współpracownika-ex nie i nie kochała. Rozmawialiśmy o tym na początku problemów i drugi raz niedawno jakieś może 2 tyg. wstecz. Pytanie jak mam w to wierzyć skoro nigdy Go nie kochała to czemu robiła coś takiego dla Niego a jak sądzę dla mnie by czegoś takiego nie zrobiła. (dodatkowo po pierwszej rozmowie była chora na anginę a ja dzień w dzień byłem przy niej, kiedy ja zachorowałem Ona nie mogła być przy mnie ...pracowała a do tego nie była nigdy u mnie w domu więc nie chcieliśmy z powodu mojej choroby nic zmieniać. Ale kiedy dowiedziałem się że podczas gdy ja z 40stopniową gorączką leżałem w łóżku Ona poszła na imprezę ze swoim byłym i jeszcze jednym współpracownikiem. Za co przepraszała i co skutkowało późniejszymi rozmowami- Tak mnie to zabolało że do dziś to czuje...niby nie zrobiła nic złego bo tylko poszła na imprezę tak jak kiedyś to zawsze z Nim robiła i pewnie brakowało Jej tego ale.... cóż postawcie się w mojej sytuacji... Wybaczyłem ale pamiętam. ) Czy Ona tak tylko mi mówi gdyż jestem dobrą partią, bo myślę o poważnie o przyszłości dobrych zarobkach własnym domu i częstych wyjazdach na zagraniczne urlopy? Jestem pewny że nie pociągam Jej tak jak On ?czyżby była ze mną gdyż tylko ja potrafię zapewnić Jej poczucie bezpieczeństwa?... Ona sprawia czasami wrażenie bojącej się świata dziewczynki, która potrzebuje kogoś kto się nią zaopiekuje. Jednak mam już dość tego że wciąż to ja muzę czekać za odpowiedziami od Niej, to ja muszę zaczynać trudne tematy i to ja zawsze wszystko muszę zaczynać. Rzadko mogę liczyć na to że Ona przyjdzie do mnie i mnie przytuli ?spogląda się tylko w ten monitor komputera i chyba czeka na mnie. Faceci, też chcą żeby ta druga strona pokazała, że jej zależy i okazywała więcej czułości tak ot. Czy to zawsze facet musi wszystko inicjować? chciałbym żeby czasem to Ona rzuciła się na mnie pokazując, że Ją pociągam ;(.
Innym razem powiedziała mi, że boi się, że jestem zbyt poważny i nie podchodzi do wszystkiego jak ja. Przeraża ją moje podejście do życia i ogrom tego wszystkiego. Ale na B. Ona ma już 20 lat ...kiedy ma zamiar dorosnąć jak nie teraz? za 5 lat kiedy zmarnuje najlepszy czas i nie będzie się nic chciało? Ehhh jestem zbyt wyrozumiały czy mi się wydaje? Ja w Jej wieku już studiowałem, co prawda wszystko było raczej za ciągłymi namowami rodziców, ale potem sam przyszło. Wyobraźcie sobie, że marzycie o wyjazdach o luksusowym życiu a nic nie robicie w tym kierunku prócz wymuszonego stwierdzenia, że ?się z tym liczy??. A więc odpowiadając fakt ? ja jestem zbyt poważny a Ona jeszcze chce czerpać z tego słodkiego leniwego młodzieńczego życia gdzie nie pojawiają się trudne wybory. To potrafię zrozumieć jednak żeby tak kurczowo się tego trzymać? Znam pary, które tak zrobiły ?mówiąc kocham i na zawsze niezależnie od okoliczności olewali ważne sprawy a teraz klepią biedę, a kłótnie są wszechobecne. Tak, więc miłość jest super, ale jeśli nie będzie pielęgnowana i nie będzie na to środków po niedługim czasie zostanie dobita przez monotonie i ograniczenia finansowe. A nie chcę mówić jak praktycznie każdy, że teraz nie byłbym taki głupi.
Co do koszykarzy sama powiedziała mi, że kiedyś to była mania i że teraz już się naprawdę hamuje się w porównaniu z wcześniejszym. Więc to dało mi nadzieję, że jak większość mani to Jej przejdzie. Najgorsze było to stwierdzenie odnośnie czarnoskórych mężczyzn. Dla mnie to trochę jak rasizm ?czuje się jak czarny w białym towarzystwie;(. Gdy Ona się tłumaczy, że po prostu tak ma ?podoba się Jej to i tyle. Z jednej strony rozumiem to tłumaczenie z drugiej strony jestem zły, że nie mogę tego zmienić. Nie mam nic przeciwko czarnoskórym i nawet mógłbym mieć takiego czarnego malucha, a z natury technicznej nie jest to możliwe przy obojgu białych rodziców, a wole zdecydowanie swoje,
Problemów jest sporo i to nie takie łatwe jakby się można spodziewać. Ona jest taka, że z bardzo nie okazuje uczuć. Ma pełno okropnych obsesji i nawet strach chociażby pająkami jest śmiertelną paniką, więc z tym tak samo (dodam że tych fobii ma tyle że nawet żywych ryb się boi yikes).
Tak czy inaczej jestem bardzo upartą osoba i przyjąłem postawę, że nie zostawię Jej tak i mogę zagwarantować Jej lepszą przyszłość tlyko żeby Ona tego chciała i dążyła do tego? tylko kto mi zagwarantuje że jak Ona się wykształci nie zapozna sobie kogoś i zostawi mnie od tak dla lepszej partii? Każdego obiegają takie obawy czy tylko ja jestem takim czarnowidzem???
Co do matury? spoko jestem wyrozumiały i tak właśnie potraktowałem to kłamstewko, które jakoś przebolałem i zdeklarowałem się pomóc? na razie delikatnie sugeruje aby znalazła książkę od matematyki i przejedziemy całość materiału jakoś ostatnio słyszę ?zapomniałam lub nie miałam czasu. Minoł miesiąc?
Pytanie czy jest niepoważna i niedojrzała czy mnie olewa jak rodziców. Jeśli to drugie i wie lepiej to może powinienem Ją zostawić i pojawić się za 10 lat z uśmiecham na twarzy aby widziała co Ją ominęło czy może trwać w związku i na ?siłe? (odpowiednim podejściem intelektualnym) nakłonić Ją? Teraz to ja stoję na skrzyżowaniu i zastanawiam się czy pokazać jej drzwi a Ona powinna przez Nie przejść czy mam Ją przez nie przenieść???
Wiem, że jesteśmy krótko w tym związku i to dopiero początki i można się dotrzeć zwłaszcza, że jest ta różnica wieku, a co za tym idzie postrzegania świata. I wiem także, że przez moje wypowiedzi wydaje się, że nasz związek jest pasmem wielkich niepowodzeń ale weźcie proszę pod uwagę że poruszam raczej nurtujące mnie problemy jak sugeruje temat a nie opisuje wszystko co jest super. Gdyby były same problemy nie trwałbym w nim jednak tak się zastanawiam czy to co jest nie tak nie jest oznaką że nie warto dalej go kontynuować. Nawet nie wiecie jakbym chciał raczej czytać o takich ?błahych? z pozoru problemach niż je mieć i się rozpisywać. Albo ja wyolbrzymiam wszystko albo po prostu trafiam/wybieram nieodpowiednie kobiety? Lub być może zbyt wiele oczekuje za każdym razem? Sam już nie wiem co jest z mojej strony do Niej... na pewno mi bardzo na Niej zależy z jednej strony z drugiej jak pomyślę o wszystkim co wypisałem wcześniej nie widzę przyszłości o ile nic się nie zmieni. Być może aż tak bardzo do Ją kocham, że pomimo takich problemów nie chcę się rozstawać, a same problemy tak urosły, że przysłaniają mi to? Gdzieś w głębi wiem lub też mam nadzieję, że Ona się dla mnie zmieni dojrzeje i wszystko Nam wyjdzie. Na razie jestem pełny obaw zwłaszcza po ostatnich związkach i wszystko jest niewiadomą.
Kris