Cześć zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu.
Moja wieloletnia przyjaciółka (jak mi deklaruje, szczęśliwa w związku, fajny mąż, kochający dbający, usatysfakcjonowana pożyciem seksualnym, udane dzieci, dobrze funkcjonująca rodzina, spełniona zawodowo itp., itd. - słowem szczęśliwa) oświadczyła, że mnie kocha od lat i zaproponowała romans.
Odmówiłem. Kocham moją żonę najbardziej na świecie, o czym wielokrotnie jej mówiłem. Zwyczajnie nie mógłbym, nie czuję takiej potrzeby, wszystko czego mi potrzeba mam w domu.
Mimo tego nie odpuszczała.
Powiedziałem, że albo da spokój albo kończymy znajomość.
Niby dała spokój ale raz na jakiś czas sonduje temat.
Po co szczęśliwa kobieta /zgodnie z tym co mówi/ miałaby to robić ?
Czy każda tak ma ?