Witam.
Wczoraj rozstałam się z moim chłopakiem. Sama z nim zerwałam. Od kilku dni nam się nie układało... Studia, dużo nauki, zbliżająca się sesja... On bardzo ambitny, potrzebował dużo czasu dla siebie. Nie szanowałam tego, zabierałam mu czas, telefony i smsy zaczęły go mocno irytować, gdyż ich częstotliwość była spora. Potrzebowałam jego zainteresowania, wsparcia.. Zamiast tego ciągle się sprzeczaliśmy, traciliśmy czas na kłótnie. Wczoraj po którejś rozmowie (sprzeczce) stwierdziłam, że nic na siłe, skoro nie potrafimy normalnie rozmawiać, tracimy czas to nie warto tego ciągnąć. Żałuję tej decyzji. Działałam nieracjonalnie, pod wpływem emocji. Padło o kilka słów za dużo. Od razu chciałam naprawić sytuacje, powiedziałam mu, że w rzeczywistości nie chce kończyć tego związku. On się wkurzył, nie chciał tego słuchać, stwierdził, że stworzyłam mu horror, ze ma dość, że musi się skupić na sobie, na studiach. Nie rozmawiamy od tamtej pory.
Mi bardzo na nim zależy, czuję, że trace miłość swego życia. Nigdy na żadnym chłopaku mi tak nie zależało. Wierzę, że mu na mnie też zależy. Jeszcze przed wczorajszą kłótnią mówił, że tęskni, dziś nie chce się ze mną widzieć.
To koniec czy potrzebujemy czasu? Dać mu spokój czy próbować go odzyskać?
Z góry dziękuję za sugestie.