Witajcie,
Obserwuje i czytuje to forum już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz zdecydowałam się napisać o swoim problemie.
Otóż jestem 2 lata po rozwodzie, dochodzilam psychicznie do siebie w zasadzie ponad rok...i właśnie wtedy, gdy wydawało mi się, że już wszystko jest ze mną w porządku, pojawił się problem. Z racji swojej pracy i ogólnie towarzyskiego usposobienia, przez miniony rok poznałam wielu mężczyzn i niestety zawsze scenariusze są dwa- odmienne, ale oba słabe.
Scenariusz nr 1: zjawia się ktoś, kto jest fajny, sympatyczny, zainteresowany, z mojej jednak strony nie ma wielkiego wow. Wchodzę jednak w taką relacje, na zasadzie spotkań towarzyskich na początku, bo a nuż coś się zmieni i obdarze tego mężczyznę jakimiś głębszym uczuciami...niestety tak się nie dzieje, jestem emocjonalnie oziebla, co oczywiście tą druga strona widzi i
predzej czy później daje sobie spokój.
Scenariusz nr 2: poznaje kogoś, kto potencjalnie mógłby być kimś więcej, pojawia się wspólny język, fascynacja, nakrecam się lub nakrecamy się oboje...i nagle zaczynam robić wszystko, żeby się wycofać: odwołuje spotkania, odsuwam się, sugeruje, że ten ktoś nie będzie ze mną szczęśliwy. Chyba nie muszę dodawać, jak to się kończy.
Uswiadomilam sobie to dopiero w Sylwestra, kiedy podsumowalam poprzedni rok.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że poznałam mężczyznę ze scenariusza nr 2 i nie chcę kolejny raz skopac sprawy, a z drugiej strony już mam znowu jakieś dziwne schizy...
Pomóżcie, doradzcie, może ktoś również miał podobny problem?
Z góry dziękuje :-)
Podobne tematy
Mam podobnie, ale z tą różnicą, że jestem facetem. Nie potrafię znaleźć na to złotego środka.
Może porozmawiaj z psychologiem
Scenariusz nr 2 brzmi jakby brakowało Ci pewności siebie...
Ona_94- no właśnie chodzi o to, że ja się boję kolejnej porażki,.skoro.z mężem była taka wielka love i nie wyszło...i na logikę wiem, że zamykam sobie drogę do szczęścia, ale i tak robię swoje. Nie potrafię wznieść się ponad swoje leki i obawy i zaczynam się zastanawiać czy ja w ogóle jestem normalna ?
Tobie jest potrzebna relacja bez wielkich uniesień bo one powodują efekt odwrotny. Twój system nerwowy przechodzi w stan pobudzenia i powoduje niekontrolowane wybuchy złości. Jeśli ktoś się podoba, to zmień podejście jakie miałaś z mężem. Pozwól żeby to się rozwijało powoli.
Skorzystaj z coachingu terapeutycznego. Wiele osób tak ma. To bardzo utrudnia budowanie trwałych relacji.
Nic nie napisałaś o przyczynach rozstania z byłym mężem.
Wielka miłość i klęska związku. Dlaczego tak się stało? Cierpiałaś ponad rok.
Rozumiem, że to Ty zostałaś porzucona?
8 2016-01-07 11:43:06 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-07 12:12:57)
Sama się zdiagnozowałaś w temacie wątku ![]()
Kieruje tobą lęk przed związkiem. Unikasz bliskości.
Pierwszy model relacji jesteś w stanie kontynować, bo są bezpieczne z uwagi na fakt, że nie grozi tobie zaangażowanie. W drugim rodzaju relacji strach przed zranieniem, nie pozwala tobie kontynuować relacji, rozwijać ją i przenosić na wyższe poziomy.
Jedynym skutecznym lekarstwem na strach jest zmierzenie się z nim
Mówisz sobie, że zostałam zraniona, mam opory przed angażowaniem się w obawie, że znów będę cierpiała, ale nie chcę być sama, chcę kogoś kochać i chcę być kochana, dlatego mimo obaw, spróbuję, ryzykując ból. Potrzebujesz zaakceptować fakt, że może być różnie, ale bynajmniej nie radzę tobie, abyś ignorowała swoją intuicję. Po prostu wchodź powoli w relację i obserwuj swoje reakcje a gdy zobaczysz, że ze strachu zaczynasz uciekać to powtarzaj sobie, źe to nie jest facet, który mnie skrzywdził, ale zupełnie inna osoba, która zasługuje na szansę. Bądź świadoma swojego strachu przed związkiem. Uciekaj tylko wtedy, gdy w twoim nowym wybrańcy dostrzenżesz cechy, których nie jesteś w stanie zaakceptować.
Witaj
Również mam podobny problem od ponad 3 lat. Ciężko jest mi zbudować trwałą relację z drugą osobą. Kiedyś zostałem zdradzony przez osobę z którą planowałem spędzić resztę mojego życia. Efekt jest taki że nie jestem w stanie wyobrazić siebie u boku drugiej osoby, nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego,że buduję z kimś trwałą relację. Wchodzę w romans bo tego na pewno związkiem nazwać się nie da który najczęściej kończy się po 2,3 miesiącach. Ktoś się ze mną rozstaje nie widząc zaangażowania z mojej strony albo ja kończę relację bo jestem wypalony. Ciężka sprawa
Cholera... skąd ja to znam....
Właśnie kończę kolejną relację... gość jest super - jest pisarzem
, bardzo elokwentny, oczytany, zabawny, dowcipny, dobrze sytuowany i przystojny...
I qur...wa mać, wszystko było dobrze, dopóki nie doszło do konkretów, dopóki gadaliśmy całymi wieczorami, a ja byłam bezpieczna...
Gdy tylko dystans zaczął się zmniejszać, ja uciekam ![]()
Dziubus, u mnie było trochę podobnie, tylko że ja po rozwodzie "zakochiwałam się" bardzo szybko i jeszcze szybciej "odkochiwałam", chyba musiałam się nauczyć na nowo różnych emocji. Teraz myślę że to wszystko było po prostu za szybko, że nie przepracowałam sprawy sama ze sobą. Na początku próbowałam tak jak kitkaoskara sugeruje, zmierzyć się z tym, dać komuś szansę, spróbować. Ale potem było tak że mi się po prostu przestało chcieć chodzić na randki, stroić, szykować, wolałam sobie posiedzieć w domu i poczytać. No bo po co pójdę, myślałam, posiedzę, zjem, wypiję, pogadam a potem się rozejdziemy i tyle będzie. Tyle zachodu na nic.
W końcu zadecydowałam że nie szukam już faceta, że chcę pobyć sama ze sobą a jak się znajdzie to będzie. I się ku ironii znalazł bardzo szybko a skutki odczuwam do dzisiaj :-)
Teraz jestem w punkcie wyjścia i znowu nie szukam faceta, a moje przygody nauczyły mnie tylko ostrożności. Nie wykluczam związku w przyszłości ale też nie staram się jakoś dążyć do tego, wciąż się uczę jak czuć się dobrze ze sobą i wydaje mi się że w tym przypadku to najlepsze rozwiązanie. Jest coraz lepiej, zraniona dusza ponownie się goi a ja nie zawracam sobie głowy ewentualnym odrzuceniem czy zranieniem w przyszłości.
Myślę że masz dwa wyjścia dziubus, albo dasz temu związkowi szansę, spróbujesz i zobaczysz jak się potoczy, ale musisz być otwarta i gotowa na wszystko, a ewentualną porażkę zaakceptować i potraktować jako cenne doświadczenie, albo wycofaj się zanim przejdzie do czegoś poważniejszego i jeszcze trochę popracuj nad sobą.
I ja również mam ten problem... Chętnie wchodzę z relacje, jestem "otwarta", natomiast jak facet pokazuje mi, że się angażuje, że jest coś więcej-natychmiast uciekam... Podobnie jak Ty autorko doszłam do pewnych podsumowań i przestaję się oszukiwać, że taki mam charakter, że potrzebuję dużo przestrzeni - lęk przed bliskością jest niezdrowy i niszczy