Nie wiem od czego zaczac. Moze od tego ze uswiadomilam sobie ze to ja mam problem.
Bylam z moim partnerem ponad 5 lat, przez pierwsze trzy super, zaufanoe w stu procentach, nawet przez mysl mi nie przeszlo zeby go sprawdzac.
Ale potem zaczal bardziej o siebie dbac, znikac wieczorami, chowac telefon...i stalo sie, sprawdzilam telefon. Byly smsy, byly spotkania, nie za bardzo wiedzial jak sie z tego wytlumaczyc, ale definitywnie zakonczyl znajomosc i probowalismy naprawic nasz zwiazek.
Tylko ze ja juz nie ufalam, mialam paranoje ze gdziekolwiek wychodzi na pewno idzie do jakiejs kobiety. Sprawdzalam, wypytywalam, kontrolowalam. To byl koszmar.
W koncu w wakacje mnie zostawil. Ot tak z dnia na dzien, mowiac ze musi odpoczac, ze czuje sie przytloczony itp ale to w zadnym stopniu nie zmienia jego uczuc do mnie. Bylo ciezko, ale pomyslalam ze moze taka przerwa wyjdzie na dobre. Nie minal miesiac, dowiedzialam sie ze sie z kims spotyka. Znow awantura, jego tlumaczenia, moje krzyki. I z przerwy kilkutygodniowej zrobilo sie prawie pol roku. Spotykamy sie regularnie, on caly czas mowi ze mnie kocha, ale w zasadzie ma wolna reke, bo nie jestesmy razem. Nie wiem czy w ogole kiedykolwiek do siebie wrocimy, bo ja zawsze bede sprawdzac. Dal mi kilka powodow, wiec dlaczego teraz mialoby byc inaczej? Wiem, ze czesto wymienial smsy z roznymi kobietami otwarcie z nimi flirtując. Tylko on nie widzi nic zlego w tym co robił. Nie moge sobie uswiadomic ze to koniec i trzeba isc dalej, bo chyba serce mi peknie jak on kogos sobie znajdzie.