Czesc, wydaje mi sie ze najgorsza decyzje do podjęcia mam wlasnie przed soba..
Jestem ze swoim facetem 4 lata, od trzech lat mieszkamy razem, pierwsze 3 lata bylo cudowne, naprawde chyba lepiej sobie tego nie moglam wymarzyc jednak ostatni rok nalezy do najgorszych, nie wiem kiedy i jak to sie stalo ale gdzies sie pogubilismy, probowalam ratowac zwiazek, zreszta nadal probuje. Przez ostatni rok nasze zycie to tylko praca, dom, praca dom, odwiedziny rodzicow i tak w kolko, oszalec mozna! Od swieta pojdziemy do kina, sporadycznie pojdziemy razem pobiegac a tak ostatnio nic nas nie laczy wspolnego. Probowalam to naprawic zeby bylo tak jak kiedys, mowilam w prost zebysmy gdzies poszli, pojechali itp proponowałam jakas restauracje mowilam mu wprost ze brakuje mi naszych starych wyjsc, ja nawet nie pamietam kiedy ostatni raz stalam godzine przed lustrem myslac ktora kiecke ubrac i buty zeby mu sie podobalo ( normalnie jak jakies stare malzenstwo), oczywiscie on przytakiwal glowa jednak nic sie nie zmienilo, dalej jest jak jest. Juz nie wiem co robic i jak to ratować, wiem jedynie ze nie tego oczekuje i serio szkoda mi lat mlodosci na siedzenie na kanapie i martwienie sie, bo kiedy mamy wyjezdzac, szalec jak nie teraz poki nie ogranicza nas dziecko itp
I tutaj w pewnym momencie nawet sama nie wiem kiedy przeszla mi mysl ''czy to na pewno jest to czego chce? czy to na pewno jest ten facet?'', i w calym tym zamieszaniu poznalam faceta, ktory ma dziewczyne, swietnie sie dogadujemy itp i nawet nie wiem kiedy cos do siebie poczulismy, nie wiem czy to jest prawdziwe czy to moze tylko tesknota za tym co minelo w naszych zwiazkach, ale po wszystkich sms, rozmowach itp stwierdzilam ze tak nie moze byc ze to nie fer itp jednak kazde moje zakonczenie tej znajomosci konczylo sie jedynie parodniowa przerwa i znowu byly sms, rozmowym mowilam mu ze to bezsensu bo mamy partnerow itp i uslyszalam '' i tak dobrze wiemy ze nie z nimi powinnismy byc''
i wiecie co, zaczelam sie zastanawiac czy naprawde tak jest, czy moze akurat poznalismy sie po to zeby zobaczyc ze mimo naszych prob ratowania zwiazkow nic z tego nie wyjdzie, ze to tylko przyzwyczajenie. Nie wiem juz kompletnie co robic, jestem rozbita, chyba nawet nieszczesliwa, nie jest tak jak dawniej i to jest najgorsze... a najlepsze ze moj facet mysli ze wszystko okej, albo udaje, ze moja rodzina mysli ze po tylu latach to zaraz zareczyny, ze go wrecz uwielbiaja a ja ? a ja nawet nie wiem czy to ma jeszcze sens...