netkobietyWszystkie działy
Psychologia

czy mam się zmienić?

13 odpowiedzi3 326 wyświetleńzałożony przez kaja.ab, 18.12.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » czy mam się zmienić?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: czy mam się zmienić?

Hej,
mam 25 lat i nie wiem chyba jak sie zachowywać. Wiem, że jestem dorosła i nie powinnam mieć takich rozkmin. Czuję, że stoję na uboczu, że jestem obserwatorem życia i bardzo trudno mi jest znaleźć osoby podobne do mnie. Nie chodzi o to,że jestem introwertykiem, ekstrawertykiem, nieśmiała, otwarta.
Bardzo trudno jest mi wejść w inne , nowe dla mnie środowisko.
Musi być chyba kilka jakiś etapów które muszę przejść aby się dobrze poczuć, swobodnie w danym środowisku- szczególnie kiedy wchodzę w nie SAMA a nie jestem prowadzona za rączkę z kimś.

Poza tym, jestem singlem. Nie szukam na razie związku na stałe, ale chciałabym kogoś normalnego, takiego który nie pobawi się mną, ale każdy będzie miał swoje sprawy, że będziemy mogli na sobie polegać, ufać sobie ale też bez żadnych wielkich zobowiązań rodzinnych, małżeńskich. Po prostu chcę z kimś chodzić.
Problem w tym, że nie potrafię sobie nikogo znaleźć.
Ostatnio weszłam w pewne środowisko artystyczne. I znowu musiałam się otworzyć co trwało dość długo. Widzę, że wzbudzam zainteresowanie mężczyzn, jestem miła, mam swój humorek, charakter, ale się nie narzucam, nie biegam za facetami, robię swoje- tak jak facet. I wydaje mi się, że tym właśnie przegrywam, bo na około siebie mam pełno koleżanek, które są brzydsze, głupsze, a umieją tak zakręcić facetem, że on jest zainteresowany tylko nimi .
Mam takie dwie dobre koleżanki, apodyktyczne zołzy, które postradały zmysły. Jak spotykamy się same jest okej. Natomiast kiedy obok jest jakiś facet od razu one się zmieniają- podrywają, są takie zaborcze, np degradują mnie wtedy jakoś słownie, niby żarcik ale nie są miłe. Tak jakby bały się, że ja im odbiorę atencję? Nie mam pojęcia.

Koleżanka flirtowała z kimś latem. On wyznał jej uczucia, ona powiedziała, że nie chce nic od niego. On zaczął z kimś innym flirtować miesiące później- ona mówiła mi, że źle się z tym czuje, że on jest jej przyjacielem i nie powinien mieć nikogo....
Ja też mam przyjaciół z liceum, chłopaków i dziewczyny, niektórzy są w związkach, niektórzy nie- i problem jest taki , że ja nigdy się nikomu do niczego nie wtrącam, nigdy nie radziłam ludziom tak aby tylko MNIE było dobrze. Zawsze brałam pod uwagę tą drugą stronę.

Nie wiem co jest nie tak, ale widzę czasem ( i to nie jest tylko moja obserwacja, ale moich bardzo bardzo zaufanych osób), że chłopaki chyba boją się do mnie podejśc, bo nie jestem trzpiotką, ale osobą skoncentrowaną na danym celu, dążącym do niego. Poza tym w towarzystwie to ja jestem zagłuszana, a nie ja zagłuszam, ja się nie śmieję z piwem w ręcę, palę ale okazjonalnie.

Czasem mam wrażenie, że nie pasuję do tego obecnego świata. Że wiele dziewczyn po prostu zabija się o facetów, że musi coś mieć- a ja nie muszę, bo uważam, że powinno tu zagrać coś więcej niż tylko fizyczność ( miałam takie związki kiedyś i wiem jak to działa).  Może dlatego faceci nie chca się ze mną wiązać bo myślą, że ja chcę czegoś więcej niż normalnego chodzenia?

Zwykle jest tak, że jestem obczajana przez facetów przez dłuższy czas- i później kiedy już rozmawiamy, oni do mnie zwracają się z szacunkiem, a nie tak jak do innych. Jednak taki proces poznawania trwa bardzo długo. Ja widzę te moje koleżanki, które ciągle przeklinają, które myślą, że jak pójdą do kina z kolegą to na pewno on zapomni o swojej dziewczynie...... I teraz nie wiem czy ja za bardzo nie rozkminiam i nie żyją po prostu chwilą?

Ale wkurza mnie takie zachowanie. Czasem mam wrażenie że to moje koleżanki nie chcą dopuścić mnie do jakiejś grupy znajomych, do jakiś chłopaków, bo one muszą czuć się atrakcyjne poprzez atencję facetów. Ja mogę ale nie muszę. Potrafię o siebie sama zadbac. I tu chyba jest problem, bo od razu na wstępie przegrywa,m, bo nie jestem głośna, jakaś strasznie imprezowa, nie mam parcia na szkło....
Czasem mam wrażenie że jestem po prostu nudna.
Że nie mam charakteru- że i tak nawet jakbym kogoś poznała to wolałby moją bardziej apodyktyczną i głośną koleżankę.
Czuję, że powinnam się zmienić, że może bardziej otworzyć. Ale nie wiem jak to zorbić.

Wiem, że ludzie mnie ogólnie lubią ale mam chyba jakąś barierę przed sobą. Nie potrafię bardzo szybko zaufać innym, pogadać mimo, że się staram.

2

Odp: czy mam się zmienić?

"Ale wkurza mnie takie zachowanie. Czasem mam wrażenie że to moje koleżanki nie chcą dopuścić mnie do jakiejś grupy znajomych, do jakiś chłopaków, bo one muszą czuć się atrakcyjne poprzez atencję facetów."

Brawo, świetna obserwacja, my zawsze ze sobą konkurujemy o uwagę facetów. Dosłownie zawsze, nawet między przyjaciółkami jest nieustanna konkurencja o męską atencję.

3

Odp: czy mam się zmienić?

Powinnaś całe życie pracować nad sobą, ale nigdy zmieniać się pod wpływem impulsu osoby trzeciej, społeczeństwa, dla czegokolwiek i kogokolwiek.

4 Ostatnio edytowany przez Ingunn (2015-12-18 15:54:17)

Odp: czy mam się zmienić?

Myślę, że to jak opisałaś siebie, Twój charakter dobrze o Tobie świadczy. Dlaczego miałabyś czuć się źle, nie udając nikogo? Dlaczego masz wrażenie, że to wszystko dookoła dzieje się poza Tobą i bez Twojej obecności, bo Ty nawet nie chcesz w tej chorej grze uczestniczyć? Jesteś sobą. A Ty, tam głęboko w środku chciałabyś znaleźć miłość, ale mężczyźni lecą na łatwiznę. Wolą głośne panie, którymi można dyrygować. Które krzyczą o atencję i ją otrzymują, ale czy na pewno na długo i naprawdę?

Uwierz w to, że fakt nie dążenia tylko i wyłącznie do pokazania się w grupie, to naprawdę mądre działania. Czujesz że niecodzienne? Owszem. Bo teraz trudno o prawdziwe związki, w dużej mierze liczy sę dobra zabawa, jak największa ilość potencjalnych partnerek/ów na koncie i brak zobowiązań. Na pewno na tym wielkim świecie są mężczyźni, dla których liczy się coś więcej, niż wesoła otoczka na pokaz. I to Ty będziesz mogła zabłysnąć wnętrzem. Oni są na tyle bojaźliwi, że wolą polować na znanym terytorium. Jesteś niepospolita, ale też jak nieznany, dziki teren. Ty tak naprawdę się wyróżniasz. Swoją dojrzałością. Przyjdzie czas, że zostaniesz nie tylko dostrzeżona, ale też naprawdę doceniona. Oni z wiekiem szukają kobiet takich, jak Ty. Prawdziwych, nie-aktorek. A tym bardziej nie księżniczek. Zastanów się, kto tak naprawdę traci na swoim podejściu. Bo według mnie nie Ty, Droga Kaju.ab, tylko wszyscy Ci, którzy nie zechcieli lub nie zdobyli się na odwagę, by zajrzeć do Twojego wnętrza.
Poznawaj ludzi, baw się, ale tak jak Ty sama tego chcesz. I w nic nie musisz grać. smile

Pozdrawiam

5

Odp: czy mam się zmienić?
Ingunn napisał/a:

Myślę, że to jak opisałaś siebie, Twój charakter dobrze o Tobie świadczy. Dlaczego miałabyś czuć się źle, nie udając nikogo? Dlaczego masz wrażenie, że to wszystko dookoła dzieje się poza Tobą i bez Twojej obecności, bo Ty nawet nie chcesz w tej chorej grze uczestniczyć? Jesteś sobą. A Ty, tam głęboko w środku chciałabyś znaleźć miłość, ale mężczyźni lecą na łatwiznę. Wolą głośne panie, którymi można dyrygować. Które krzyczą o atencję i ją otrzymują, ale czy na pewno na długo i naprawdę?

Uwierz w to, że fakt nie dążenia tylko i wyłącznie do pokazania się w grupie, to naprawdę mądre działania. Czujesz że niecodzienne? Owszem. Bo teraz trudno o prawdziwe związki, w dużej mierze liczy sę dobra zabawa, jak największa ilość potencjalnych partnerek/ów na koncie i brak zobowiązań. Na pewno na tym wielkim świecie są mężczyźni, dla których liczy się coś więcej, niż wesoła otoczka na pokaz. I to Ty będziesz mogła zabłysnąć wnętrzem. Oni są na tyle bojaźliwi, że wolą polować na znanym terytorium. Jesteś niepospolita, ale też jak nieznany, dziki teren. Ty tak naprawdę się wyróżniasz. Swoją dojrzałością. Przyjdzie czas, że zostaniesz nie tylko dostrzeżona, ale też naprawdę doceniona. Oni z wiekiem szukają kobiet takich, jak Ty. Prawdziwych, nie-aktorek. A tym bardziej nie księżniczek. Zastanów się, kto tak naprawdę traci na swoim podejściu. Bo według mnie nie Ty, Droga Kaju.ab, tylko wszyscy Ci, którzy nie zechcieli lub nie zdobyli się na odwagę, by zajrzeć do Twojego wnętrza.
Poznawaj ludzi, baw się, ale tak jak Ty sama tego chcesz. I w nic nie musisz grać. smile

Pozdrawiam

no tak ale trudno mi jets też być samej obecnie. nie szukam księcia ale widzę po prostu  ze niektorzy ( w większości)zwracają  uwagę na osoby głośne po prostu. a ja tak jakbym byla w tle mimo ze robie swoje.

6

Odp: czy mam się zmienić?
kaja.ab napisał/a:

no tak ale trudno mi jets też być samej obecnie. nie szukam księcia ale widzę po prostu  ze niektorzy ( w większości)zwracają  uwagę na osoby głośne po prostu. a ja tak jakbym byla w tle mimo ze robie swoje.

Nie odbierz tego jak atak, tylko jak dobrą radę. Przejrzałam Twoje tematy na tym forum i widzę, że wciąż borykasz się z problemami natury damsko -męskiej, w stylu jak się otworzyć na facetów, jak zaufać itp. Wiele razy o to pytasz i wiele razy uzyskałaś już odpowiedź. Czego oczekujesz? Że "zjedziemy" z góry na dół cały męski ród? Że poklepiemy po ramieniu i zapłaczemy razem nad samotnością? Że połączymy się z Tobą w przekonaniu, że każdy facet to świnia? Owszem, można tak zrobić. Ale nie można generalizować mężczyzn. I to nie rozwiąże sprawy. Sama tak naprawdę już wiesz, co powinnaś zrobić. Skompresuję te opinie innych w jednej odpowiedzi:

  • Nie zmieniaj się; dąż wciąż do swoich celów, życiowych pasji, zostań sobą, bo taką chcesz, żeby Cię kochano.

  • Przestań rozpamiętywać złe momenty z mężczyznami, którzy Cię zranili już na początku znajomości, bądź dopiero po wspólnych upojnych chwilach.

  • Zapomnij o tamtych draniach i zakończ rozdział w życiu(możesz go zatytuować: jak kończą się spotkania z TYM typem facetów; ACHTUNG!); wyciągnij wnioski z każdej z tych relacji.

  • Czas najwyższy odciąć pępowinę i nabrać własnych doświadczeń i poglądów.

  • Daj sobie szansę ochłonąć od tego parcia na poznanie kogoś, bo schemat znów się powtórzy.

  • Szukanie facetów na imprezach, to nie najlepszy pomysł. Chcesz poznać inteligentnych facetów? Oni po pracy często siedzą w domach i odpoczywają, a jeśli wychodzą , to chyba raczej nie na libację. I nie mówię o studentach niedawno wyrwanych spod klosza rodziców. Tylko o mężczyznach, którzy już wiedzą, czego chcą od życia. Choć i wśród Twoich rówieśników można zaobserwować sporą ilość takich... nieoszlifowanych diamentów, które czekają, aż ktoś je odkryje.

  • I tu właśnie o tych diamentach. Daj szansę zupełnie niepozornym facetom, których spotykasz na Twojej drodze. Może nieśmiało zagadują do Ciebie, a Ty nie rozpoznajesz sygnałów zainteresowania? wink

  • Pojawiaj się w miejscach, w których wiesz, że spotkasz pasjonatów, takich jak Ty sama. Wodne szachy? To dopiero musi być odlot! wink wink

  • Wiesz, że jak Ty się czujesz ze sobą, tak postrzegają Cię inni? Piszesz, że jesteś energetyczna. Ale w środku czujesz pustkę. To teraz wyobraź sobie, że emanujesz i chęcią życia i wewnętrznym smutkiem. Kołowrotek, nie? Gdybym była facetem - za dużo konsternacji wywołanej za jednym zamachem.

  • Dookoła jest tyle facetów, że codziennie możesz umawiać się na kawę z innym. Kto Ci broni? To zarówno trening dla Ciebie, jak i mile spędzony czas przy rozmowie i poznawaniu męskiej natury i sposobu postrzegania. Żadnych zobowiązań, żadnego naciskania na drugą osobę, zero nachalności.

  • Nikt nie mówi, że masz od razu wiązać z pierwszym lepszym, który się pojawi. Wybieraj, przebieraj, ucz się siebie.

  • Są różne opinie na temat seksu na początku znajomości. Jedni twierdzą, że facet tylko na to czeka, będzie robił wszystko, by spędzić z Tobą noc, a potem się ulotni. Inni twierdzą, że tak można poznać, czy jesteście dopasowani i warto kontynuować poznawanie siebie. Jeszcze inni, że kobiety same się pchają w te sidła, a potem płaczą. Ja uważam, że jesteś dorosłą, myślącą dziewczyną i to od Ciebie zależy, jak potoczy się dany wieczór. Nie od osób trzecich. Zrobisz tak, jak będziesz chciała. Licząc się zarówno z przyjemnościami, jak i konsekwencjami. To też świetna nauka. Warto tak poobserwować, jak działa ta chemia we krwi, o której męska część tego forum się wypowiedziała. Wyciągnąć wnioski.

  • Nie wszyscy faceci to świnie. Tylko Ciebie tacy kręcą. Przemyśl to. Może warto zmienić priorytety?... tongue

  • Uważaj na dzieciatych i/lub rozwodników. Samą mnie o takich przestrzeżono. Takie relacje dobrze nie rokują. No chyba, że jesteś cierpliwa i chcesz poznać w pełni takiego mężczyznę, na własnej skórze przekonać się, jaki on jest, jakie ma kontakty z byłą, z dziećmi, a potem ocenić, czy się na to piszesz, czy to jednak za dużo. A i tak zawsze będziesz tą drugą.

I pamiętaj: to Twoje życie i TYLKO Ty masz wpływ na to, jak nim pokierujesz.

A ze swojej strony życzę Ci szczęścia i cierpliwości. No i nie zrażaj się! wink

7

Odp: czy mam się zmienić?

Dziękuję Ci bardzo za tak wyczerpującą odpowiedź. Tak tu jest też wina mojego comfort zone.
Ogólnie od lipca, od momentu mojej znajomości z tym chłopakiem o którym prawdopodobnie czytałaś.

Wcale nie mam ochoty się z nim widzieć w grupie.
Dziś jest wyjście które specjalnie dla niego koleżanka zarezerwowała- nie wiem dlaczego on nie mógł sam zarezerwować ani ogarnąć jeśli to był jego pomysł.

I ta koleżanka oczywiście zbiera ludzi na spotkanie, zawsze organizuje wszystko. Ja też kiedyś taka byłam ale przestałam organizować.

Jestem dorosła, coraz bardziej odcinam pępowinę. Od lipca od tego momentu dużo sie zadziało- chyba to też był taki mój kop w tyłek. Poznałam pełno nowych ludzi, weszłam w NOWE środowisko, mam nowych znajomych, na razie z pracy, ale z czasem myślę, że można się z nimi poumawiać po pracy. Ludzie są ok. mimo,że każdy robi swoje, Widzę że oni do mnie są pozytywnie nastawieni- nie  tak jak ja sobie wymyśłałam- że nikt mni enie lubi, że muszę przejść gehennę towarzyską aby z kimś wyjść.  Jest inaczej. Kiedyś miałam po prostu złe przekonanie o sobie i oświecie. Kiedy spotykam nowych ludzi i kiedy jestem z nowym miejscu, nowym środowisku czuję się lepiej- wychodzę z comfort zone.
Nawet nadal mieszkając z rodzicami czuję się lepiej, pewniejsza siebie nawet o ten 1% może o więcej. Ale zadowolona jestem, że poznałam nowych ludzi. Nie mam już peoblemu z tym że kiedy ktoś sie na mnie spojrzy na pewno a) mni enienawidzi albo b) się we mnie zakochał. Życie nie jest czarno białe ale szare. I widzę ze powoli zaczynam to rozumiec ( dobrze ze teraz, w ogóle a nie np za 20-30 lat).
Widzę, że nawet w moim mieście, nawet mieszkając z rodzicami mozna czuć się ok i lepiej, ale należy mieć inne środowisko i postrzeganie świata.

Jeśli chodzi o tych znajomych. Widzę że tylko ta kolezanka pisze sama, że ogarnia. ten chłopak wrócił- wysłał mi snapczata - hahah po 6 miesiącach nieodzywania się do siebie- że wrócił i koniec. Niby zaprosił na dziś na piwo. Wiem, że się zmienił, jest zadowolony wyjazdem, jest szczęśliwy, pewnie chce aby tu było ok znowu. ALE szkoda, że wcześniej potraktował mnie idiotycznie, szkoda, że uciekł, zniknął nic mi nie mówiąc. Ja tez dziwnei sie zachowalam, nie rozmawiałam z nim. ALe jesli on pisze mi, że nie wie o co mi chodzi a wczesniej, czulam jakby po prostu nie chcial miec ze mna do czynienia.

A pozniej wyjechal, ogarnal siebie, wrocil- moze jest inny , moze nie- ma popularnosc, bo byl na innym kontynencie i ludzie o niego zabiegają. KOlezanki szczą w konwersacjach, że on wrocil i ze super a on im słodzi na grupie smile
Moze to moja wina, że wtedy tego nie rozwiązałam, ale z drugiej strony to ja byłam 'miła' ja nawet poszlam na jego urodizny, siedzaiłam i myslalam ze on do mnie podejdzie? A on olewał ciepłym moczem, ignorował i odwracał sie plecami/ Jako jedynej nie podziekował za prezent- awkward straszny.
Jak mam sie teraz zachowywać. Wole spotykac sie z ludzmi osobno a nie w grupie.

Moze przesadzam, ale nadal rozpamietuje to wydarzenie. I nadal mam jakieś zadry i gorycz kiedy slysze cos o nim. Wiem, ze kazdy jest na innym etapie zycia, ja tez sie ogarnelam. On tez. Nie wiem czy warto jest sie od 'nowa' spotykać nawet w grupie czy nie smile

Po prosty pierwszy raz w zyciu ktos mnie tak potraktował. Nie wiem dlaczego. I jeszcze ktos sie w to wtracał.

8

Odp: czy mam się zmienić?
  • Nie zmieniaj się; dąż wciąż do swoich celów, życiowych pasji, zostań sobą, bo taką chcesz, żeby Cię kochano.

  • Przestań rozpamiętywać złe momenty z mężczyznami, którzy Cię zranili już na początku znajomości, bądź dopiero po wspólnych upojnych chwilach.

  • Zapomnij o tamtych draniach i zakończ rozdział w życiu(możesz go zatytuować: jak kończą się spotkania z TYM typem facetów; ACHTUNG!); wyciągnij wnioski z każdej z tych relacji.

I pamiętaj: to Twoje życie i TYLKO Ty masz wpływ na to, jak nim pokierujesz.

A ze swojej strony życzę Ci szczęścia i cierpliwości. No i nie zrażaj się! wink


tak to są chyba najwazniejsze punkty na obecny czas. dziękuję raz jeszcze.
trudnojest zapomniec, ale jak widać jest wiele kwiatu na tym światu smile
nie musze się zmuszać do kontaktu z kimś jesli zle sie czuje ( czy troche dziwnie)

9

Odp: czy mam się zmienić?

Takie zachowania chłopców, z którymi przyszło Ci się zadawać są śmieszne i na poziomie podstawówki. Proszę Cię, przestań biadolić i teraz Ty wszystkich olej ciepłym moczem. Nie myśl już tyle i nie rozprawiaj, bo za dużo analizujesz. Jest sytuacja, Jest problem, jest zakończenie. Są wyciągnięte wnioski. Idziesz więc dalej. Tyle w temacie i aż tyle. proste smile

Pozdrawiam

10

Odp: czy mam się zmienić?

Hej, dziękuję Ci bardzo za pomoc i odpowiedzi.
Od stycznia czy lutego chcę się wyprowadzić i będę do tego dążyła.

Mam nadzieję, że to opiszę w lutym. Jeszcze się odezwę. Dlatego zostawiam tutaj niedokończony post. Aby później zobaczyć czy tego dokonałam.

Dzięki,

K

11

Odp: czy mam się zmienić?

Nie ma sprawy smile Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój sytuacji i trzymam kciuki!

12

Odp: czy mam się zmienić?
Ingunn napisał/a:

Nie ma sprawy smile Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój sytuacji i trzymam kciuki!


mam straszne parcie na to aby ulożyć sobie życie. nie za szybko ale powoli, kroczkami.
mieszkajac nadal z rodzicami uważam że przechodzę dopiero teraz bunt nastoletni.
mam problem z tym aby ustalić sobie proprytety w życiu. czyli np czy mam zostać w domu z mamą i tatą bo np jedno z nich jest chore, czy iśc na imprezę z dawno niewidzianymi znajomymi. a może pojechać do babci bo mieszka od kilku lat sama i czuje się staro.

mam straszne mętliki w głowie od momentu kiedy widze, że moi rodzice się starzeją a ja chcę sobie sama ułożyć życie, pozwiedzać świat.
czasem mają do mnie pretensje że jestem oschła, jakaś nieswoja w stosunku do nich ale np mam problem z tym, że nadal mieszkam z nimi, widzimy się codziennie - a tylko np ze znajomymi widuję się o określonych porach, dniach, na imprezach.
nie mam czegoś takiego, że żyję w społeczności młodych ludzi, że nie widze jak oni się zachowują- wnioskuję takie zahcowania tylko z imprez, z innych spotkań kiedy każdy jest pijany czy jakiś nieogarnięty.
po prostu albo za długo mieszkam w domu rodzinnym albo jakaś częśc mnie po prostu nie może się wyprowadzić ze względu na to, że np rodzice sobie beze mnie. bez mojego towarzystwa nie poradzą. moja siostra jest inna niż ja - bardziej spokojna i czasem mam wrażenie że powiela schemat każdej koleżanki.

ja jestem inna, wolę jak się dużo dzieje. czasem boję się siebie bo slyszę od mamy ze na pewno zostawię ją jak będzę stara i nie będę pomagać albo oddam do domu starców. od takich tekstów mam w ogóle wyrzuty sumienia i najchętniej bym zostawała w domu, ciągle spała i rozkminiała to co robią moi znajomi- gdzie się spotykają, czy z kimś się spotykają, czy coś innego robią.

wiem, że mam dużo znajomych, lubią mnie ale tylko z niektórymi mam bliższy kontakt. czuję że powinnam coś zmienić w życiu kosztem czegoś.
np ludzie z innych miast mieszkający tutaj są bardzej ogarnięci życiowo- nie mówię zawodowo ale życiowo. studiują, pracują ( lub nie) sami się utrzymują ( lub dostają kasę od rodziców) i jakby żyją wśród siebie, znają swoje nawyki, młodych ludzi. a ja? ja czasem dochodzę do takich grupek, czasem mam problem z tym, że ktoś się zachowuje tak a tak.
bo mam porównanie z tym, że np w domu nikt się tak nie zachowuje.

nei wiem co musi sie stać abym byla bardziej otwarta. nie wiem tego do tej pory.
czasem mam wrażenie że niektózy tylko kolegują się ze mną bo tak wypada. bo i tak wroce do domu i tak bede musiala isc na rynek z mamą, ugotowac obiad, kolacje, odrobic projekt ( jak w liceum) i iść spać. a np znajomi spotykają się w nocy, chodza do siebie na wino wink ja nie jestem tego czescia. tylko chodzę na imprezy, na jakieś sylwetsry a tak na co dzień nie wiem jak ludzie się zahcowują. czy to prawda że młodzi faceci myślą tylko o przeleceniu koleżanek, a czy oni pracują, jakie są ich priorytety. czy np moje kolezanki tylko piją a może naprawdę są dobrymi pracownikami a na imprezach po prostu się wyluzowywują a ja widze tylko tą imprezową część.

13

Odp: czy mam się zmienić?

Dziewczyno. Studia to to taki czas, kiedy kończysz życie w dotychczasowym miejscu, zamykasz w pełni lub tylko po części dawne sprawy, znajomości i rozpoczynasz nowe życie. Samodzielnie, bez prowadzenia za rączkę. U Ciebie tego zabrakło, a to bardzo otrzeźwiające i pouczające doświadczenie. Najlepiej jeszcze daleko od domu. Nie miałaś szansy się wyszaleć, popełnić tych wszystkich błędów, SAMA PODEJMOWAĆ DECYZJI O SOBIE. Dobrze, że zdajesz sobie z tego choć po części sprawę. Rozumiem, że kochasz swoją rodzinę, ale nie możesz być uwiązana jak pies do budy. Na własne życzenie podcinasz sobie skrzydła. A jak się napatrzysz na chlańsko i ćpanie na imprezach, to Ci się życia odechciewa. A dlaczego nie pójdziesz do kina, na wystawę, na spacer, tylko powielasz te toksyczne schematy, które dobijają Cie jeszcze bardziej?
Pisałaś, że wyjechałaś na zagraniczne stypendium,czy cuś. To było fajne. Wreszcie wolność. Dokładnie. Bo Ty tej wolności nie zaznałaś. A to jest potrzebne, żeby się ukształtować. Ja od kilku lat żyję sama bez rodziny w obcym mieście. Wyzerowałam dawne życie, postawiłam wszystko na jedną kartę. Przez ten czas poznałam siebie i zrozumiałam swoje wartości, drogę, którą chcę podążać.

Dla Ciebie to trochę późny czas na to, ale lepiej późno, niż wcale. I polecam zabrać się za to od razu i z "grubej rury". Tylko tak podziała. Nie wiem, zmień miasto, zmień znajomych. Nawyki zmień. Zainteresowania rozwijaj. Świetna sprawa. A od tego krótka droga do samoakceptacji. A jak akceptujesz siebie, akceptują Cię inni, bo widzą, że Ci ze sobą dobrze.

14 Ostatnio edytowany przez kaja.ab (2015-12-20 14:54:32)

Odp: czy mam się zmienić?
Ingunn napisał/a:

Dziewczyno. Studia to to taki czas, kiedy kończysz życie w dotychczasowym miejscu, zamykasz w pełni lub tylko po części dawne sprawy, znajomości i rozpoczynasz nowe życie. Samodzielnie, bez prowadzenia za rączkę. U Ciebie tego zabrakło, a to bardzo otrzeźwiające i pouczające doświadczenie. Najlepiej jeszcze daleko od domu. Nie miałaś szansy się wyszaleć, popełnić tych wszystkich błędów, SAMA PODEJMOWAĆ DECYZJI O SOBIE. Dobrze, że zdajesz sobie z tego choć po części sprawę. Rozumiem, że kochasz swoją rodzinę, ale nie możesz być uwiązana jak pies do budy. Na własne życzenie podcinasz sobie skrzydła. A jak się napatrzysz na chlańsko i ćpanie na imprezach, to Ci się życia odechciewa. A dlaczego nie pójdziesz do kina, na wystawę, na spacer, tylko powielasz te toksyczne schematy, które dobijają Cie jeszcze bardziej?
Pisałaś, że wyjechałaś na zagraniczne stypendium,czy cuś. To było fajne. Wreszcie wolność. Dokładnie. Bo Ty tej wolności nie zaznałaś. A to jest potrzebne, żeby się ukształtować. Ja od kilku lat żyję sama bez rodziny w obcym mieście. Wyzerowałam dawne życie, postawiłam wszystko na jedną kartę. Przez ten czas poznałam siebie i zrozumiałam swoje wartości, drogę, którą chcę podążać.

Dla Ciebie to trochę późny czas na to, ale lepiej późno, niż wcale. I polecam zabrać się za to od razu i z "grubej rury". Tylko tak podziała. Nie wiem, zmień miasto, zmień znajomych. Nawyki zmień. Zainteresowania rozwijaj. Świetna sprawa. A od tego krótka droga do samoakceptacji. A jak akceptujesz siebie, akceptują Cię inni, bo widzą, że Ci ze sobą dobrze.

na razie widze, że jedyną możliwością jest wyprowadzka. chcę tu skończyć studia - jestem jeszcze na magisterskich. może pojadę znowu na erazmusa.
masz rację, na stypendium czułam się świeżo , fajnie - wiem, że to był inny czas- teraz bardziej dorosłam, ale czasem mam wrażenie że od tych 2 lat od kiedy wróciłam ciągnę się w dół a nie w górę. że nade mną jest jakaś czarna chmura. że jakby cały czas byłam poklepywana po główce- bo byłam grzeczna, bo byłam taka a taka. a prawidziwe życie mnie trochę przerasta. dlatego od lipca, od obrony dyplomu 1 stopnia staram się to zmienić- poznałam pełno nowych ludzi,czuję się inaczej. czuję się lepiej.
i jakby zauważyłam, że nalezy spojrzec inaczej na siebie i na życie. może nie od razu emigracja. tylko jakby wszystko zalezy od ludzi. mialam też rok temu problem, bo pół roku spędziłam na pisaniu dyplomu, sama w domu- kontakt z max 3-4 osobami plus uczelnia. czułam się fatalnie tak jakbym zmarnowała część życia.
teraz jest inaczej ale nadal, jak napisałam, miewam wyrzuty sumienia w stosunku do siebie, że np zamiast widzieć sę ze znajomymi na wigilii powinnam zostać w domu.

a tak kiedyś nie miałam. zdrowy egoizm jest potrzebny do samorozwoju- ja to wiem. zdaję sobie ze wszystkiego sprawę. tylko, że wracając do mieszkania z rodzicami, mam ok 80-85% znajomych z mojego miasta, którzy studiują i nadla mieszkają z rodzicami. i czują to samo co ja.
inni , przyjezdni są w lepszej sytuacji bo nie mają wyboru. ja mam jeszcze taki problem bo mieszkam w centrum. i wszędzie mam blisko.

czasem wmawiam sobie, że to nie wazne gdzie się mieszka - wazne aby byc wsród ludzi, być obecnym miec wielu znajomych, kontakty, a czasem jak jestem sama w domu mam żal do sebie ze np nie mam wspolokatorek nowych co rok, co pół roku. że wszystko osiada- nie ma rotacji....


kiedy byłam na stypendium ludzie dowiadując się że nadal mieszkam z rodzicami- robili wielkie oczy, łapali się za głowę.
a później spotykałam innych Polaków, którzy tak samo mieszkali w Polsce z rodzicami. i dla nas było to w miare normalne. dla ludzi z zagranicy nie.
np dla Amerykanów czy Australijczyków. Wiem o co chodzi, jestem tego świadoma. ALe czasem mam wrażenie, że po prostu nie stać mnie na wynajem czegoś za 700 zł- teraz takei ceny są w moim mieście.
Pracuję dorywczo, studia mam 4 razy w tygodniu po 8-10h . Podobno w następnym semestrze będzie jeszcze ;gorzej'.
Na stypendium socjalne się nie załapuję bo pracuję dorywczo, rodzice też pracują. Rektorskiego nie dostałam- byłam 1 pod kreską- nawet odwołanie nic nie dało.

Więc pracuję ciułam, i się denerwuję tym, że coś mnie omija. NO ale może tak jest i powjnno być.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » czy mam się zmienić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026