Hej,
mam 25 lat i nie wiem chyba jak sie zachowywać. Wiem, że jestem dorosła i nie powinnam mieć takich rozkmin. Czuję, że stoję na uboczu, że jestem obserwatorem życia i bardzo trudno mi jest znaleźć osoby podobne do mnie. Nie chodzi o to,że jestem introwertykiem, ekstrawertykiem, nieśmiała, otwarta.
Bardzo trudno jest mi wejść w inne , nowe dla mnie środowisko.
Musi być chyba kilka jakiś etapów które muszę przejść aby się dobrze poczuć, swobodnie w danym środowisku- szczególnie kiedy wchodzę w nie SAMA a nie jestem prowadzona za rączkę z kimś.
Poza tym, jestem singlem. Nie szukam na razie związku na stałe, ale chciałabym kogoś normalnego, takiego który nie pobawi się mną, ale każdy będzie miał swoje sprawy, że będziemy mogli na sobie polegać, ufać sobie ale też bez żadnych wielkich zobowiązań rodzinnych, małżeńskich. Po prostu chcę z kimś chodzić.
Problem w tym, że nie potrafię sobie nikogo znaleźć.
Ostatnio weszłam w pewne środowisko artystyczne. I znowu musiałam się otworzyć co trwało dość długo. Widzę, że wzbudzam zainteresowanie mężczyzn, jestem miła, mam swój humorek, charakter, ale się nie narzucam, nie biegam za facetami, robię swoje- tak jak facet. I wydaje mi się, że tym właśnie przegrywam, bo na około siebie mam pełno koleżanek, które są brzydsze, głupsze, a umieją tak zakręcić facetem, że on jest zainteresowany tylko nimi .
Mam takie dwie dobre koleżanki, apodyktyczne zołzy, które postradały zmysły. Jak spotykamy się same jest okej. Natomiast kiedy obok jest jakiś facet od razu one się zmieniają- podrywają, są takie zaborcze, np degradują mnie wtedy jakoś słownie, niby żarcik ale nie są miłe. Tak jakby bały się, że ja im odbiorę atencję? Nie mam pojęcia.
Koleżanka flirtowała z kimś latem. On wyznał jej uczucia, ona powiedziała, że nie chce nic od niego. On zaczął z kimś innym flirtować miesiące później- ona mówiła mi, że źle się z tym czuje, że on jest jej przyjacielem i nie powinien mieć nikogo....
Ja też mam przyjaciół z liceum, chłopaków i dziewczyny, niektórzy są w związkach, niektórzy nie- i problem jest taki , że ja nigdy się nikomu do niczego nie wtrącam, nigdy nie radziłam ludziom tak aby tylko MNIE było dobrze. Zawsze brałam pod uwagę tą drugą stronę.
Nie wiem co jest nie tak, ale widzę czasem ( i to nie jest tylko moja obserwacja, ale moich bardzo bardzo zaufanych osób), że chłopaki chyba boją się do mnie podejśc, bo nie jestem trzpiotką, ale osobą skoncentrowaną na danym celu, dążącym do niego. Poza tym w towarzystwie to ja jestem zagłuszana, a nie ja zagłuszam, ja się nie śmieję z piwem w ręcę, palę ale okazjonalnie.
Czasem mam wrażenie, że nie pasuję do tego obecnego świata. Że wiele dziewczyn po prostu zabija się o facetów, że musi coś mieć- a ja nie muszę, bo uważam, że powinno tu zagrać coś więcej niż tylko fizyczność ( miałam takie związki kiedyś i wiem jak to działa). Może dlatego faceci nie chca się ze mną wiązać bo myślą, że ja chcę czegoś więcej niż normalnego chodzenia?
Zwykle jest tak, że jestem obczajana przez facetów przez dłuższy czas- i później kiedy już rozmawiamy, oni do mnie zwracają się z szacunkiem, a nie tak jak do innych. Jednak taki proces poznawania trwa bardzo długo. Ja widzę te moje koleżanki, które ciągle przeklinają, które myślą, że jak pójdą do kina z kolegą to na pewno on zapomni o swojej dziewczynie...... I teraz nie wiem czy ja za bardzo nie rozkminiam i nie żyją po prostu chwilą?
Ale wkurza mnie takie zachowanie. Czasem mam wrażenie że to moje koleżanki nie chcą dopuścić mnie do jakiejś grupy znajomych, do jakiś chłopaków, bo one muszą czuć się atrakcyjne poprzez atencję facetów. Ja mogę ale nie muszę. Potrafię o siebie sama zadbac. I tu chyba jest problem, bo od razu na wstępie przegrywa,m, bo nie jestem głośna, jakaś strasznie imprezowa, nie mam parcia na szkło....
Czasem mam wrażenie że jestem po prostu nudna.
Że nie mam charakteru- że i tak nawet jakbym kogoś poznała to wolałby moją bardziej apodyktyczną i głośną koleżankę.
Czuję, że powinnam się zmienić, że może bardziej otworzyć. Ale nie wiem jak to zorbić.
Wiem, że ludzie mnie ogólnie lubią ale mam chyba jakąś barierę przed sobą. Nie potrafię bardzo szybko zaufać innym, pogadać mimo, że się staram.