Witam wszystkich ![]()
Zazwyczaj nie korzystam z takich for w celu porady, ale nie mam komu się zwierzyć z tego, co przeżywam...
3 miesiące temu rozpoczęłam studia na uczelni, na której już studiowałam przez rok inny kierunek, ale nie pasował mi, więc go zmieniłam. No i stało się... Już pierwszego dnia zakochałam się w pewnym chłopaku od pierwszego wejrzenia. Na początku było normalnie- częste patrzenie na siebie, uśmiechy. Potem podszedł do mnie przedstawił się chwilkę pogadaliśmy, ale bardzo się stresowałam i rozmowa średnio się kleiła. Parę dni później napisałam do niego na fejsie, trochę popisaliśmy. Jako, że jesteśmy w różnych grupach i mamy tylko jedne zajęcia wspólne to zbyt często się nie widywaliśmy. Zawsze jak mnie widział to próbował zagadywać, gdy czekaliśmy na tramwaj, bądź przed zajęciami. Jako, że zbyt imprezowa nie jestem, to mogłam go zobaczyć tylko i wyłącznie na uczelni. Za każdym razem, gdy przebywał w mojej obecności, to czułam, że coś iskrzy między nami.Niestety na studiach nazbierałam trochę zaległości i postanowiłam skupić się tylko na nauce. I tak od trzech ostatnich tygodni ignoruję go, gdy przechodzi obok, to odwracam głowę itp.No i stało się najgorsze, też zaczął mnie olewać już od jakiś 2 tygodni, nawet się nie patrzy, unik mnie. Nie dziwię się mu wcale, bo skoro tak go potraktowałam...Strasznie źle się z tym czuję, nie mogę spać w nocy, mam wyrzuty sumienia, cierpię i mam wrażenie, że on też. Chciałabym go przeprosić, myślałam nad tym, żeby napisać do niego i zaprosić na jakiś piwo i rozmowę. Tylko, czy wypada, jeśli nigdy nigdzie z nim nie byłam i ogólnie bardzo niewiele o sobie wiemy? Może pomyśli, że jestem nachalna i głupia, ale tak bardzo nie umiem z tym żyć, że tak nagle go olałam, choć strasznie mi na nim zależy...
Proszę o pomoc