Drogie Panie, jestem kobietą przed 30-tką. Jestem inteligentną i kochającą ludzi osobą, ale niesamowicie w siebie niewierzę, ponieważ mam trochę kilogramów za dużo. W życiu spotykało mnie w związku z tym wiele przykrości. Dlatego, kiedy poznałam Jego (4 lata przeszło), tego który podziwiał mnie za wszystko co robię, doceniał na każdym kroku i okazywał uczucie, którego nie chce nazwać miłością- byłam wniebowzięta. To nie było coś błahego, rozumieliśmy się bez słów, teskniłąm za jego osobą, kiedy odszedł na krok, bardzo szybko sie porozumieliśmy. Rozmawiamy o wszystkim, mogę z nim konie kraść. Takich ludzi spotyka się rzadko. Wie o nas kupa znajomych i moich i Jego. Łączy nas naprawdę wiele. Twierdzi, ze jego zona od razu nie byla ta osoba, ktorej on chce. wiele nocy przespal u mnie, wiele okazji bylo do tego, zeby sie przyznal. Ponoc boi się o dzieci. Moze tak, to on dobrze zarabia, kiedy zona jest po podstawowce, ma mniej niz najnizsza krajowa do kieszeni, twierdzi ze nie pusci jej z dziecmi, a jemu nikt ich nie przyzna. slysze jak z nia rozmawia, nie spedza czasu w domu bo sie z nia meczy, nudzi. Pozwolił mi kiedyś mocno w siebie uwierzyć, mimo tego, że poczucie własnej wartości, jest jeszcze pode mną. Bardzo szybko dał mi poczucie zrozumienia, bezpieczeństwa i szczęścia. Ale równie szybko odebrał. Kiedy zaczął interesować się bardziej kolegami, alkoholem, przestałam być tak ważna. Potrafił powiedzieć mi przez telefon "Nigdy niczego o miłości Ci nie wspomniałem, jesteś jakaś chora" kiedy stałam w deszczu, mrozie koło jego garażu, a drzwi były przede mną od środka zamknięte. Potrafił zgnoić mnie przy swoich kumplach bo byłam uszczypliwa np. To jest mężczyzna około 40-tki, bardzo atrakcyjny, zabawny i dobry, ale czasami, kiedy coś mu nie pasuje, po prostu jebie mnie jak sukę. Dosłownie. Za co ja muszę go przeprosić "bo sprowokowałam". Nie umiem się od niego oderwać, bardzo mi pomaga, bardzo go potrzebuję i chcę, on też do momentu, kiedy ma gorszy dzień i traktuje mnie jak kogoś na chwilę i mowi "mam dosc juz przestanmy sie spotykac". Nic w tym dziwnego, gdyby nie to, że to zwykle glupoty, gdyby nie to ze kazdy ma uczucia i nie zasluguje na takie odrzucanie co chwile. Nie umiem nauczyć go szacunku do mojej osoby. PRzecież to nie ja spytałam "czy chcesz ze mną zyć" to nie ja chwytałam. Ja jestem duzo mlodsza, zostalam tak usidlona. Dał mi wszystko czego potrzebuję, a czasami leżę przez dwa dni w łóżku nie mając siły zrobić sobie krzywdy raz na zawsze, bo tak mnie skopie psychicznie. Tego nie da się opisac dziewczyny!!! To jest przeszło 4 lata słuchania, jednego dnia, jestes najwazniejsza, drugiego dnia, mam Cie w dupie. Ja kocham! Kocham a jestem zwyklym smieciem dla niego. Czasami cudowna kobieta, ktora go rozumie. Jak mam to skonczyc ? Jak mam sobie poradzic? On zniszczył mi zycie, czy ja mam zniszczyc jemu? Nie umiem bez niego zyc, ciagle prosze, zeby dal mi jeszcze sanse bo boje sie juz konczyc swoje zycie. Pomocy, blagam. pomocy!
Podobne tematy
Dodam jeszcze, że na początku znajomości, byłam bardzo rozrywkową dziewczyną, wszyscy mnie uwielbiali za to kim jestem, zadne towarzystwo nie stanowilo wiekszego problemu. Własciwie tak zakrywalam swoje kompleksy, nie pokazywalam nikomu ze je mam. Kiedy on zaczal tak mocno mnie kopac, zaczelam zamykac sie w domu, przestalam utrzymywak kontakty z ludzmi, zaczelam mowic o samobojstwie, zaczelam panikowac, krytykowac sama siebie i dolowac jeszcze bardziej. Dzisiaj siebie nienawidze, nie zalezy mi na wlasnej osobie, chcialabym juz umrzec.
3 2015-12-13 00:49:35 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2015-12-13 00:56:39)
Musisz definitywnie się z nim rozstać i zerwać wszelkie kontakty. To nie on niszczy ci życie, ty sama je rozwalasz, pozwalając na obecność w nim człowieka, który traktuje cię jak zabawkę. To manipulator,od którego powinnaś jak najszybciej uciekać. Nie pleć tu o samobójstwie, tylko weź się w garść, bo skoro żyłaś normalnie zanim go poznałaś i radziłaś sobie w życiu, to jeden człowiek nie jest w stanie tego zniszczyć. Widzisz jaki jest, jak potrafi się zachowywać, jak potrafi cię wywyższyć pod niebiosa, by za chwilę traktować jak najgorszego wroga, zmieszać z błotem? Dlatego zostaw go jak najszybciej i nie poniżaj się więcej. Nie szukaj w takim człowieku na siłę miłości, bo on nie jest w stanie cię nią obdarzyć. To emocjonalnie niestabilny człowiek, który wyładowuje swoje życiowe frustracje i niepowodzenia na tobie. Nie pozwól mu na to!!
Edit:
Jak najszybciej się z nim rozstań, odseparuj, byś nie miała żadnego kontaktu. Poproś o pomoc i wsparcie rodzinę i znajomych. Jeżeli znają sytuację to zrozumieją co się stało i dlaczego tak się stało i pomogą ci się z tym uporać. Jeżeli nie do końca wiedzą co się u ciebie dzieje, to zaufaj im i powiedz o tym. Potrzebujesz teraz wokół siebie bliskich, życzliwych ci osób, które pomogą stanąć ci na nogi i odzyskać równowagę psychiczną.
Ja nie mam nikogo bliskiego, nie mam nikogo komu moge o tym powiedziec, dlatego tak bardzo sie boje. Nie ma mi kto pomoc.
Musisz z nim zerwać. Ma żonę i traktuje Cię bardzo źle. Obawiam się, że nie bez przyczyny na kochankę wybrał dziewczynę z kompleksami. Pewnie, że ich nie pokazywałaś, ale on je wyczuł.
Na pewno dał Ci, tak jak piszesz, poczucie zrozumienia, bezpieczeństwa. Coś musiał Ci dać. Przecież inaczej nie zgodziłabyś się być jego kochanką. A teraz czuje się już pewny swego, bo uzależniłaś się psychicznie.
Koniecznie zerwij z nim i nie kontaktuj się. Zablokuj numer etc.
Sama piszesz, że wcześniej byłaś towarzyską dziewczyną. Spokojnie, wrócisz do tego, dasz radę. Tylko pierwszy warunek jest taki, abyś zerwała z nim. On Ci to pewnie będzie utrudniał (nie wiew czemu, ale toksyczni tak mają. Potrafią latami się kontaktować nawet jak już dawno po wszystkim). Potem przyjdzie czas na pracę nad sobą. Wyjdziesz z tego silniejsza i mądrzejsza.
Napisz proszę, czego się boisz.
Czasem jest kochany, czasem cię jebie. Jesteś jak zdalnie sterowany samochodzik w tym momencie.
Utrzymuje cię w stanie huśtawki emocjonalnej, zamiast myśleć cały czas coś czujesz i nie wiesz co robić.
Zimny prysznic, odstawienie na 3 - 4 tygodnie tego pana, jak emocje się uspokoją wtedy zaczniesz myśleć.
Jakiej rady od nas oczekujesz, jak go przywiązać do ciebie?
Paskiem, sznurem, możesz użyć jakiegoś kleju...
Obudź się - jesteś zabawką w rękach jakiegoś psychola z podwójną twarzą
Coś jeszcze przyszło mi do głowy. Jak myślisz, dlaczego wybrał na żonę kobietę po podstawówce? Chciał się poczuć lepszy. Myślał, że będzie z nią robił, co zechce. Na 100% przy niej odgrywał taką samą rolę. Tylko u niej kompleksy leżały gdzie indziej. I widzisz, jak ta kobieta skończyła. Ma męża niezrównoważonego psychicznie, który ją na dodatek zdradza.
Zapomnij o tym, że nauczysz go szacunku do siebie. Tego się nie da zrobić. Owszem czasem jest tak, że ludzie nas nie szanują, bo im na to pozwalamy. Ale moim zdaniem tylko w przypadku nikłego odsetka takie relacje (niekoniecznie damsko-męskie) zmieniają się, gdy zmienisz swoją postawę. Dojrzały i porządny człowiek nie kopie kogoś tylko dlatego, że ten nie umie się bronić lub sam się podkłada. Choć też czasem są takie osoby, które chcą koniecznie wejść w rolę ofiary i jak im na to nie pozwalamy, nie okazujemy im braku szacunku, to robią się agresywne. Wtedy to faktycznie może się zdarzać, że ktoś przyzwoity wchodzi na chwilę w rolę kata, ale to nie ten przypadek raczej i już dygresja.
On Cię nie szanuje teraz, ale też nigdy tego nie planował. Wybacz, ale on pewnie ogólnie ludzi dość mało szanuje. Samego siebie zresztą też.
Boje sie tej samotnosci. On wypelnia kazda minute mojego zycia, spedzamy razem cale dnie, robimy razem wszystko, ja bardzo to lubie. Z nim moge zrobic doslownie wszystko, prawie zawsze, prawie wszedzie. Przez chwile myslal, zeby odejsc i zyc ze mna, odradzil mu znajomy, ktory to zrobil i mu sie nie udalo. Boje sie, ze bede go widywac, ze mi peknie serce z bolu. Peka mi co drugi dzien, ale jak slysze jego "przepraszam" to znow jest dobrze. Ja boje sie sama o siebie. Po prostu boje sie tego, co ze mna bedzie i tego co jest. Ja czuje sie jak wrak! czuje ze nisko upadlam
10 2015-12-13 13:27:04 Ostatnio edytowany przez cb (2015-12-13 13:27:15)
Hmm przez chwilę myślał...
Ok, nisko upadłaś. Wstań więc
Jeśli już własne dobro nie przekonuje Cię do odejścia, to chociaż może fakt, że romansujesz z żonatym? Czy nie przeszkadza Ci to?
Jak to możliwe, że spędzacie razem całe dni, gdy on ma rodzinę?
pracujemy w tej samej firmie. Praca jest w terenie wiec jezddzimy razem, pozniej spedzamy czas u mnie. zazwyczaj od rana do wieczora. To jego wybor. Czesto prosze, zeby lecial do syna. Zabiera go do kina, na przejazdzke itp. Corka jest juz w takim wieku ze ojciec raczej jej przeszkadza.Do tego matka nastawia dzieci przeciwko niemu, ona grozi dzieciom, nie jemu. Twierdzi, ze nie chce tam wracac do niej. Ona go traktuje jeszcze gorzej niz on mnie. Dlatego jest mi go tez szkoda
To na czym polega Twój problem?
Ale ta sytuacja nie doprowadzi chyba do niczego.
Ty to wiesz on to wie.
Z jego strony to on tam nie zrobi to i tak predzej czy pozniej pojawi sie przypomnienie ze ta sytuacja nie doprowadzi do niczego i nie moze trwać wiecznie.
Pora sie chyba usamodzielnić emocjonalnie a potem pomysleć o czymś innym.
Nie nauczysz go szacunku do swojej osoby bo najpierw musiała byś przestać tak rozpaczliwie domagać sie jego uwagi.
Potem musiałoby być tak ze to on chciałby z Toba być a nie ty znim.
Na sam koniec on musiałby nie być żonaty.
No wiec myślę ze on odbiera te sytuacje taka jaka ona jest a Ty próbujesz zaklinać rzeczywistość.
Na tym, ze tylko chwilami jest dobrze. Ze ja go potrzebuje, a on mnie zle traktuje. mimo wszystko traktuje mnie jak smiecia czasami. Na tym, ze mam nadzieje ze kiedys bedzie moj, a on wraz mnie traktuje jak smiecia. Nawet w momencie kiedy jestem na jego zawolanie
Tak wlasnie, ja rozpaczliwie chce zeby on zwrocil na mnie uwage, zeby spojrzal na mnie inaczej niz na chwilowa (4 letnia!!!!) dobra zabawe i swietnie spedzony czas. Ja nie chcialam byc na chwile, ja nie wiedzialam w co sie pakuje
Bo taka masz osobowość a on on o tym wie.
Albo posłuchasz sygnałow ktore dostajesz i coś zmienisz albo zostanie Ci to co masz.
Proponuje potraktować to jako nauke w stylu czasem zycie mowi nam ze jesteśmy do kitu i mamy niepowtarzalna okazje coś naprawić.
Ale zeby to naprawić trzeba znać przyczyny tego że coś jest zepsute.
(Chory) związek z żonatym mężczyzną - zgadza się, nie tylko ten pseudo związek jest chory, ale przede wszystkim TY.
Sądząc po tym co piszesz i jak piszesz, obawiam się, że bez pomocy specjalisty nie wyjdziesz z tego bagna w które weszłaś na własne życzenie.
Jesteś osobą słabą, pozbawioną silnej woli, pozbawioną zasad egoistką, bez umiejętności realnej oceny rzeczywistości w jakiej tkwisz, do tego histerycznego usposobienia:
"Kiedy on zaczal tak mocno mnie kopac, zaczelam zamykac sie w domu, przestalam utrzymywak kontakty z ludzmi, zaczelam mowic o samobojstwie, zaczelam panikowac, krytykowac sama siebie i dolowac jeszcze bardziej. Dzisiaj siebie nienawidze, nie zalezy mi na wlasnej osobie, chcialabym juz umrzec.
Jak mantrę powtarzasz, że nie możesz bez niego żyć, ile Was łączy, jak pięknie jest między Wami - to niestety tylko Twoje pobożne życzenia, bo gdy wczytać się w to co piszesz o jego stosunku do Ciebie, wyłania się zupełnie inny obraz; obraz klasycznego zdrajcy, który naiwnej kochance sprzedaje bajki o złej żonie, a sam stawia się w roli biednego misia.
Mało tego, obraz chama, który nawet nie kryje się ze swoimi uczuciami do Ciebie i nie jest to z pewnością miłość, a raczej pogarda po tym gdy sobie ulży wykorzystując Cię.
On nigdy niczego Ci nie obiecywał, nigdy nie powiedział, że Cię kocha, nie ma żadnych planów na przyszłość z Tobą związanych, jesteś tylko pojemnikiem na spermę, bez względu na to jak Ty chciałabyś widzieć Wasz "związek" on ma Cię za nic.
Z ironią piszesz, że jego żona ma tylko podstawowe wykształcenie, a Ty? może masz wyższe od niej, jednak Twoje zachowanie, świadczy niestety, że poziomem nie odbiegasz od osób...no właśnie, wykształcenie nie jest wyznacznikiem poziomu inteligencji, jak widać.
Każdą chwilę spędzacie razem?? chyba nie koniecznie.
Wyobrażam sobie sytuację, którą opisałaś, gdy stoisz pod jego garażem, w deszczu i mrozie? (więc chyba nie była to odosobniona sytuacja, bo deszcz i mróz wykluczają się nawzajem), dobijasz się, prosisz, płaczesz, a on siedzi tam sam, lub z kumplami i każe ci się wynosić, kpi z Ciebie, wyśmiewa...
Jak nisko trzeba upaść, żeby doprowadzić się do takiego stanu.
Niestety, szmacisz się i też on Cię tak traktuje.
Możesz się oburzać tym, co tutaj napisałam, ale tak mniej więcej wygląda Twoja sytuacja.
Napisałaś tutaj, szukając rady i chociaż jako kochanka żonatego, współczucia raczej tu nie znajdziesz, to jednak ludzie starają ci sie pomóc, dobrze radzą, co z tego, skoro Ty jesteś zamknięta na wszystkie logiczne rozwiązania.
Dlatego uważam, że potrzebna Ci pomoc psychiatry, albo kochanka.
W jaki sposób kochanek może Ci pomóc - odchodząc od Ciebie, stanowczo zrywając wszelkie kontakty, tyle, że jemu wygodnie tak jak jest, a Ty nie chcesz niczego zmieniać.
Rwij więc włosy z głowy, rozpaczaj, czekaj, oddawaj mu się, gdy on będzie chciał spuścić z krzyża, oszukuj się i czekaj, czekaj....
Ockniesz się, gdy stuknie ci 40-tka - na własne życzenie.
Jego żona, by się odegrać na nim wyżywa się na dzieciakach, on by się odegrać na całym świecie, za to że jest dwulicowym popaprańcem, wyżywa się na tobie, a ty chciałabyś chyba tupnąć nóżką, krzyknąć na forumowiczów, by, on zauważył w tobie kobietę, przyjaciółkę, człowieka, partnerkę, cokolwiek, by zauważył cię, a nie traktował jak zabawkę
Tak wlasnie, ja rozpaczliwie chce zeby on zwrocil na mnie uwage, zeby spojrzal na mnie inaczej niz na chwilowa (4 letnia!!!!) dobra zabawe i swietnie spedzony czas. Ja nie chcialam byc na chwile, ja nie wiedzialam w co sie pakuje
Chyba nie rozumiesz rad, tego co ludzie ci napisali - uprość nam zadanie, zacytuj te rady, które jesteś skłonna zaakceptować.
Twój cały problem polega na tym, że jesteś w tej chwili bezbronną i słabą psychicznie osobą, która nie jest w stanie samodzielnie podejmować życiowych decyzji.
Pod wpływem braku samoakceptacji i zerowego poczucia własnej wartości weszłaś w relację, która jest z góry skazana na niepowodzenie. Twój ''ideał'' Cię wykorzystuje, a do tego stosuje wobec Ciebie przemoc fizyczną i psychiczną. Robisz krzywdę nie tylko sobie, ale również rodzinie tego mężczyzny.
Nie wierz w to, co on Ci mówi - kłamie. Manipuluje Tobą.
W tej chwili potrzebujesz odciąć się od niego i odnaleźć równowagę emocjonalną, byś mogła podjąć jak najlepszą dla siebie decyzję. Twoje samopoczucie i zdrowie są w danej chwili najważniejsze. Skorzystaj z pomocy specjalisty, zapisz się do psychiatry/psychologa. Możesz też zadzwonić na telefon zaufania, nikt Ci tam pomocy nie odmówi.
My, forumowicze, nie możemy Ci pomóc. Możemy ewentualnie wesprzeć Cię, byś zawalczyła o siebie i swoją spokojną przyszłość.
Od siebie mogę dodać tylko - NIGDY nie daj sobie wmówić, że jesteś zerem. Nigdy.
(Chory) związek z żonatym mężczyzną - zgadza się, nie tylko ten pseudo związek jest chory, ale przede wszystkim TY.
Sądząc po tym co piszesz i jak piszesz, obawiam się, że bez pomocy specjalisty nie wyjdziesz z tego bagna w które weszłaś na własne życzenie.
Jesteś osobą słabą, pozbawioną silnej woli, pozbawioną zasad egoistką, bez umiejętności realnej oceny rzeczywistości w jakiej tkwisz, do tego histerycznego usposobienia:
"Kiedy on zaczal tak mocno mnie kopac, zaczelam zamykac sie w domu, przestalam utrzymywak kontakty z ludzmi, zaczelam mowic o samobojstwie, zaczelam panikowac, krytykowac sama siebie i dolowac jeszcze bardziej. Dzisiaj siebie nienawidze, nie zalezy mi na wlasnej osobie, chcialabym juz umrzec.
Jak mantrę powtarzasz, że nie możesz bez niego żyć, ile Was łączy, jak pięknie jest między Wami - to niestety tylko Twoje pobożne życzenia, bo gdy wczytać się w to co piszesz o jego stosunku do Ciebie, wyłania się zupełnie inny obraz; obraz klasycznego zdrajcy, który naiwnej kochance sprzedaje bajki o złej żonie, a sam stawia się w roli biednego misia.
Mało tego, obraz chama, który nawet nie kryje się ze swoimi uczuciami do Ciebie i nie jest to z pewnością miłość, a raczej pogarda po tym gdy sobie ulży wykorzystując Cię.
On nigdy niczego Ci nie obiecywał, nigdy nie powiedział, że Cię kocha, nie ma żadnych planów na przyszłość z Tobą związanych, jesteś tylko pojemnikiem na spermę, bez względu na to jak Ty chciałabyś widzieć Wasz "związek" on ma Cię za nic.
Z ironią piszesz, że jego żona ma tylko podstawowe wykształcenie, a Ty? może masz wyższe od niej, jednak Twoje zachowanie, świadczy niestety, że poziomem nie odbiegasz od osób...no właśnie, wykształcenie nie jest wyznacznikiem poziomu inteligencji, jak widać.
Każdą chwilę spędzacie razem?? chyba nie koniecznie.
Wyobrażam sobie sytuację, którą opisałaś, gdy stoisz pod jego garażem, w deszczu i mrozie? (więc chyba nie była to odosobniona sytuacja, bo deszcz i mróz wykluczają się nawzajem), dobijasz się, prosisz, płaczesz, a on siedzi tam sam, lub z kumplami i każe ci się wynosić, kpi z Ciebie, wyśmiewa...
Jak nisko trzeba upaść, żeby doprowadzić się do takiego stanu.
Niestety, szmacisz się i też on Cię tak traktuje.
Możesz się oburzać tym, co tutaj napisałam, ale tak mniej więcej wygląda Twoja sytuacja.
Napisałaś tutaj, szukając rady i chociaż jako kochanka żonatego, współczucia raczej tu nie znajdziesz, to jednak ludzie starają ci sie pomóc, dobrze radzą, co z tego, skoro Ty jesteś zamknięta na wszystkie logiczne rozwiązania.
Dlatego uważam, że potrzebna Ci pomoc psychiatry, albo kochanka.
W jaki sposób kochanek może Ci pomóc - odchodząc od Ciebie, stanowczo zrywając wszelkie kontakty, tyle, że jemu wygodnie tak jak jest, a Ty nie chcesz niczego zmieniać.
Rwij więc włosy z głowy, rozpaczaj, czekaj, oddawaj mu się, gdy on będzie chciał spuścić z krzyża, oszukuj się i czekaj, czekaj....
Ockniesz się, gdy stuknie ci 40-tka - na własne życzenie.
Umierająca z bezradności, ja mam dla ciebie jedną radę - wydrukuj sobie, to co napisała josz i czytaj codziennie.spróbuj też zrozumieć. Twoja sytuacja, twój kochanek, to co was niby łączy, to typowe, powtarzające się zachowania w takich układach. Nic nowego. Powiem ci jeszcze, że to co piszesz o swojej rozpaczy, prawdopodobnie przeżywa też jego "niedobra" żona, chyba, że jest mądrzejsza i już otrząsnęła się z tej głupiej "miłości".
Racja, muszę utożsamić się z tym, że tak jest. Kiedy ja do niego tak mowie "traktujesz mnie jak worek na sperme, traktujesz mnie jak smiecia" on wkurza sie niemilosiernie, zazwyczaj wychodzi, odklada sluchawke. Ale wytlumaczcie mi, po co spelnial moje wszystkie marzenia, zabieral mnie w miejsca, ktore ja zawsze chcialam zobaczyc, po co ? dlaczego byl blisko mnie, kiedy mialam ciezka sytuacje w domu i potrzebowalam pomocy. Dlaczego on to robi ?
Racja, muszę utożsamić się z tym, że tak jest. Kiedy ja do niego tak mowie "traktujesz mnie jak worek na sperme, traktujesz mnie jak smiecia" on wkurza sie niemilosiernie, zazwyczaj wychodzi, odklada sluchawke. Ale wytlumaczcie mi, po co spelnial moje wszystkie marzenia, zabieral mnie w miejsca, ktore ja zawsze chcialam zobaczyc, po co ? dlaczego byl blisko mnie, kiedy mialam ciezka sytuacje w domu i potrzebowalam pomocy. Dlaczego on to robi ?
Ale po co chcesz znać jego motywacje? Ważniejsze jest, dlaczego Ty to robisz. Dlaczego weszłaś w taką toksyczną relację.
23 2015-12-13 21:03:44 Ostatnio edytowany przez Averyl (2015-12-13 21:04:14)
umierająca z bezradności napisał/a:Racja, muszę utożsamić się z tym, że tak jest. Kiedy ja do niego tak mowie "traktujesz mnie jak worek na sperme, traktujesz mnie jak smiecia" on wkurza sie niemilosiernie, zazwyczaj wychodzi, odklada sluchawke. Ale wytlumaczcie mi, po co spelnial moje wszystkie marzenia, zabieral mnie w miejsca, ktore ja zawsze chcialam zobaczyc, po co ? dlaczego byl blisko mnie, kiedy mialam ciezka sytuacje w domu i potrzebowalam pomocy. Dlaczego on to robi ?
Ale po co chcesz znać jego motywacje? Ważniejsze jest, dlaczego Ty to robisz. Dlaczego weszłaś w taką toksyczną relację.
... bo jak już "pozna" motywy, to będzie mogła dalej ... że on taki super-man, ze wstrętna żoną, a ona przecież czasem zasługuje na jego burę, na jego karę, bo on jest taki super
OFFTOP ALERT
A tak z innej beczki, to niech mi nikt naprawde juz nie zwala na kilka kilogramow za duzo. "Daje soba pomiatac, bo mysle, ze na nic lepszego nie zasluguje, bo jestem gruba/brzydka/mam krzywe zeby". Jezusie. Serio?
Co mi przypomina historie z wlasnego zycia, jak kiedys, za mlodszych lat, przegladalam w pracy Pudelka i zobaczylam gebe kolesia, z ktorym mi sie ten tego w knajpie poprzedniego wieczoru. I mysle sobie, powiedzialabym komus, ze mi sie ten tego z celebryta, ale przeciez mi cholera nikt nie uwierzy, ze ja z taka geba... ;-)
A tak naprawde, to sadze, ze bycie gruba i brzydka laska to blogoslawienstwo. W zyciu nie musialam zdobywac niczego przez lozko, ludzie zawsze zwracali na moje kompetencje, wiedze i dobre serce, a moj facet (wysoki, gibki, blond Anglikoszkot) to wiem, ze mnie kocha za calosc, a nie za bycie lachonem. A naprawde gosc miewa za mna ciezko, bo nigdy - chociazby z racji braku urody - nie uwazalam, ze musze bycie pasztetem jakos nadrabiac, byc mila, zgadzac sie, uslugiwac i usmiechac. Amen, siostry.
W ogole to opowiadam sie pelna geba (ta brzydka) za spoleczna emancypacja ludzi brzydkich. Za uwolnienie slowa takie jak "gruby" z pejoratywnego kontekstu (zeby mozna bylo powiedziec "jestes gruba", "jestes Zydem", "lesbijko! itd bez tej calej kulturowej nalecialosci, ze to cos zlego. Jakby cos moralnie nie tak bylo z Zydami, lesbijkami i grubasami! Czy moge dostac t-shirt z napisem "gruba lesbijka Zydowka" Nosilabym!
Nie jest moralnie zla rzecza byc grubym.
Te wszystkie "pulchne", "puszyste", "kilka kilogramow za duzo" sa zbedne. Jest mega duzo pieknych grubych kobiet. Gruby to przymiotnik, nie obelga. Jest obelga tylko dlatego, ze traktujemy je jak obelge.
Nikt nie ma prawa Cie z tego powodu krzywdzic.
Ty nie masz powodu z tego powodu pozwalac sie krzywdzic, ani myslec o sobie w zaden sposob gorzej.
Podpisuję sie obydwiema rękami pod tym co napisała josz. Sama prawda. A tak na marginesie- też byłam taką zdradzaną żoną. Po wykryciu zdrady długo zastanawiałam sie, co jest tak atrakcyjnego w żonatym, dzieciatym, starszawym facecie dla młodych panienek. Kasa? A może zanik ludzkich uczuć, jakieś bezmózgowie?
26 2016-04-19 16:07:58 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-04-19 16:18:34)
Kiedy przeczytałam tę historię przetarłam oczy, a moja pierwsza myśl była taka - to po prostu jakaś prowokacja serwisu, co by ludzie tu częściej zaglądali i pisali. Potem pomyślałam sobie, nie mierz wszystkich swoją miarą, może umierającej z bezradności faktycznie się coś takiego przytrafiło.
Jak dla mnie facet, o którym pisze umierająca z bezradności, to klasyczny TATA-PSYCHOPATA, tu byłoby pole do popisu dla psychologa klinicysty, ale wyjęłam kilka perełek, które może młodym lub słabszym psychicznie kobietom powinny zapalić czerwoną lampkę w głowie:
Twierdzi, ze jego żona od razu nie była ta osoba, której on chce.
Biedny bezwolny żuczek siłą zaciągnięty do ołtarza. Zapewne umierająca z bezradności, mająca bardzo niskie poczucie własnej wartości, usłyszała na samym wstępie coś w stylu gdybyśmy tylko spotkali się wcześniej, resztę w wyobraźni i stęsknionym za miłością sercem sobie dopowiedziała i już było po niej.
slysze jak z nia rozmawia, nie spedza czasu w domu bo sie z nia meczy, nudzi.
Ja mam w życiu taką zasadę - jak słyszę, że ktoś o kimś tak rozmawia, to mam 100% pewność, że za chwilę o mnie będzie to samo, tylko że znów z kimś innym. A że się z żoną męczy i nudzi - cały pierwszy wpis autorki świadczy o tym, jaki to typ bez celu w życiu i szukający, śmiem twierdzić, taniej rozrywki. Autorką też się męczy i nudzi, tylko ona tego nie dostrzega...
Josz zaś słusznie pisze:
wyłania się zupełnie inny obraz; obraz klasycznego zdrajcy, który naiwnej kochance sprzedaje bajki o złej żonie, a sam stawia się w roli biednego misia
Podpisuję się obiema rękami pod tą wypowiedzią!
Kiedy zaczął interesować się bardziej kolegami, alkoholem, przestałam być tak ważna.
Jego rozrywki też jakoś nie dorzucają pozytywnych elementów charakterystyki głównego bohatera... Jakby autorka jeszcze napisała - pasjonują go góry, podróże, samochody, motory... A tu zwykła wóda w towarzystwie podobnych sobie buraków.
Potrafił powiedzieć mi "jesteś jakaś chora" kiedy stałam w deszczu, mrozie koło jego garażu, a drzwi były przede mną od środka zamknięte.
Już wtedy ten deszcz powinien podziałać otrzeźwiająco...
Potrafił zgnoić mnie przy swoich kumplach
Prymitywne, prostackie zachowanie. W głowie to powinna wyć już syrena!
kiedy coś mu nie pasuje, po prostu jebie mnie jak sukę.. Za co ja muszę go przeprosić "bo sprowokowałam".
Ta prowokacja przez ofiarę i kara dla niej też mi jakoś podchodzi pod psychopatę...
To jest przeszło 4 lata słuchania, jednego dnia, jestes najwazniejsza, drugiego dnia, mam Cie w dupie. Ja kocham!
Specjalistą nie jestem, podkreślam, ale nie wygląda to na zaburzenie zwane chorobą afektywną dwubiegunową?
Averyl słusznie to skomentowała:
Jakiej rady od nas oczekujesz, jak go przywiązać do ciebie?
Paskiem, sznurem, możesz użyć jakiegoś kleju...
Obudź się - jesteś zabawką w rękach jakiegoś psychola z podwójną twarzą
Mnie zastanowił nick umierająca z bezradności - jesteś totalnie zagubiona i czujesz się bezradna i powoli umierasz. Ten nick wiele, naprawdę wiele mówi, nie wybrałaś go bez powodu...
kwadrat pisze:
Bo taka masz osobowość a on o tym wie.
Psychopaci instynktownie i bezbłędnie przyciągają do siebie właściwe osoby o słabej, labilnej osobowości. Autorka pisze też, że kiedyś była radosną osobą, podejrzewam chętna do niesienia pomocy i ... idealnie radar psychopaty ją wychwycił spośród tłumu.
Dorzucę do Autorki coś jeszcze - naprawdę nigdy nie przeszkadzało Ci, że on jest żonaty? Ten świat to już zupełnie postawiony na głowie, zero wartości, zero, a potem prośby i błagania tego typu na forum o "radę".
A ja mam takie pytanie: dlaczego ten szarmancki jegomość mieszka w garażu? ?