I nic. Uświadomiłem sobie, że mam problem, otóż nigdy nie miałem dziewczyny, nie byłem w związku, nie poszedłem nigdzie z żadną dziewczyną. Prawdopodobnie dlatego, że nigdy na to nie zwracałem uwagi w czasach szkolnych, młodzieńczych. Można powiedzieć, że relacje męsko - damskie, to dla mnie rzecz kompletnie nieznana, ale do tego wrócę później. Mam problem z samym sobą ponieważ jestem strasznie nieśmiały, nie umiem zagadać - "sprzedać się", czuję ogromny lęk kiedy widzę interesującą mnie dziewczynę. Myślę, że jestem wartościowym gościem, ale mam niskie poczucie wartości, być może chorą ambicję. Dlaczego sobie to uświadomiłem, ponieważ spotykam na ulicy, w sklepie znajomych ze szkolnych lat i wszyscy mówią mi, że jestem sam, powinienem się ustabilizować znaleźć pracę na miejscu, ożenić, mieć dzieci tak jak oni. W rodzinie również pojawiają się podteksty, że będę sam, po co mi te wszystkie rzeczy, które posiadam dla kogo ja to będę mieć. Uważam, że jest w tym jakaś prawda, ale ja mam swoje życie i na razie zależałoby mi na jakimś związku.
Zawsze wychodziłem z założenia, żeby być atrakcyjnym dla kobiety aby związek bazował na solidnych fundamentach trzeba mieć pracę, pieniądze, mieszkanie, niezależność. Wszystko, to posiadam. Mam wykształcenie średnie techniczne, 4 prawa jazdy, dwa zawody, posługuję się dwoma językami obcymi, lubię sport - biegam trzy razy w tygodniu, nie mam żadnych nałogów(alkohol, papierosy, narkotyki, to dla mnie rzecz obca), jestem czysty od strony prawnej, znam się na wielu rzeczach, pracuję od 2014 za granicą po 6 miesięcy, a następnie wracam do Polski, można by jeszcze trochę wymieniać i ciągle mi mało jeśli chodzi o sukcesy, pracowanie nad sobą by być lepszym, jednak doszedłem do wniosku, że moje życie jest puste mimo wszystko chciałbym się tym wszystkim, podzielić z drugim człowiekiem. Takim sukcesem byłoby niewątpliwie znalezienie sobie kogoś, już nawet odsuńmy wątek miłości. Kogoś z kim można by spotkać się po powrocie do Polski porozmawiać podzielić doświadczeniami i nie na zasadzie ja ją zasypię opowieściami, chciałbym po prostu usiąść i posłuchać jak ktoś coś opowiada.
Problem ze mną jest taki, że tam za granicą w kontaktach z kobietami, dziewczynami w pracy nie mam problemu, rozmawiamy, żartujemy, uśmiecham się, one do mnie zagadują itd. Zastanawiałem się czy nie wyjść z inicjatywą spotkania się, na przysłowiową kawę, ale zawsze jak o tym pomyślę mam lęk w sobie, że jak ona na to może zareagować, że się kompletnie zbłaźnię, ośmieszę. Natomiast po pracy jak idę pobiegać, na spacer i widzę ładne dziewczyny, to już włącza się blokada. Tak samo w Polsce nie ma szans podejść i w jakiś sposób zagadać i zaprosić na spotkanie ponadto dochodzi strach jak zareaguję kiedy ona odpowie, że ma chłopaka - jest już zajęta.
Widzę wiele razy na mieście chłopaków z dziewczynami, byle jak ubrany, ona patrzy na niego jak w obrazek, idzie z jedną i pluje albo pali papierosy, albo zamiast zaprosić do kawiarni kupić coś do picia, to stoją na dworze i marzną, a ona patrzy jak w obraz, tak się zastanawiałem jak oni to robią, że dziewczyna świata nie widzi poza nim. Tu nie chodzi o jakąś zazdrość, złe życzenia, ale jak widzę na mieście pary, to pojawia się myśl, też chciałbym tak sobie z kimś iść.
Analizowałem jeszcze na wiele sposobów koncepcję związku, to będzie i tak problem, bo ja mam 24 lata. Załóżmy, że poznam dziewczynę w Polsce w 2016 roku zanim, to wszystko zacznie się kręcić , to minimum rok i co dalej? Przecież ja wyjadę znowu na 6, a może i 9 miesięcy, to nawet randki, spotkania nie dojdą do skutku. Zaproszę np. na 4 spotkania i koniec relacji. Dziewczyny w moim wieku w moim mieście są pozajmowane mają obrączki, pierścionki, pracę na miejscu i jak ja to połączę. W Polsce przecież pojęcie stabilizacji w zasadzie nie istnieje, na początku tematu wspominałem, znajome osoby mówiły o tym, a sami narzekają jak jest ciężko. Zakładając, że jakoś zapoznałbym dziewczynę, to tylko na zasadzie ona do mnie inaczej sobie tego nie wyobrażam wrócić z tamtego pięknego miejsca, ogromne możliwości na spełnienie marzeń dorobek. Do Polski wrócę i nie będzie pracy dla mnie albo znajdę za niską płacę, dziewczyna, co zarabia tyle samo i jak żyć? Podobno miłość jest procesem chemicznym, który trwa określony czas potem nie ma motylków, zawrotów głowy itd. Zostaje życie, więź emocjonalna, problemy które trzeba rozwiązywać do końca życia i wtedy co? najczęściej wtedy rozpadają się związki, małżeństwa, bo nie ma alternatyw. Ponadto boję się odrzucenia, ja zrezygnuję dla niej ze wszystkiego poświęcę się w związek jak we wszystko inne, a ona mnie zostawi, bo tak i tyle. Wiele razy widziałem jak ludzie kończą ze sobą związki, a potem smutek, żal, zrujnowane życie.
Drugim założeniem jest znalezienie sobie kogoś za granicą tam jest znacznie więcej dziewczyn, większy wybór. Zakładając, że znajdę sobie kogoś, pokochamy się będziemy wracać do Polski kupować wszystko i żyć w szczęściu i dobrobycie. Dostałbym drugie obywatelstwo masa możliwości, założenie rodziny itd.
Zastanawiałem się jeszcze nad psychologiem i psychoterapią. Skoro mam tyle problemów ze swoją osobowością jak straszliwa nieśmiałość, lęk przed rozmową z obcymi dziewczynami, brak zaufania do ludzi, lęk przed odrzuceniem. Tylko, że jak pójdę do terapeuty, to taki proces również potrwa, a ja muszę wyjeżdżać.
Dlaczego założyłem ten temat? Po prostu dużo myślałem i nie wiem jakie założenia podjąć na przyszłość w tym niewątpliwie ważnym kawałku życia. Chciałbym żeby ludzie z "zewnątrz" ocenili swoim okiem i udzielili wskazówek jeśli łaska.
Pozdrawiam.