Postaram się jak najkrócej opisać mój problem. Aktualnie jestem po rozstaniu z chłopakiem. Jest mi z tego powodu niesamowicie przykro,gdyż mówiąc prosto z mostu to moja wina. Na początku nie widziałam w sobie żadnego problemu, uważałam, że dobrze robię,że to on ma pretensje o byle co itd. Teraz tak naprawdę dostrzegłam to, jak bardzo mój chłopak był przeze mnie olewany. Nie chodziło o to, ze specjalnie to robiłam, po prostu mam cięzki charakter i czasem lubię postawic na swoim. On natomiast był baaaardzo zaangażowany.. ale jest typem chłopaka, którego łatwo można zranić, zniechęcic. Już minał ponad tydzień od tego czasu,a ja odchodze od zmysłów. Mamy relacje koleżanka - kolega, ale nie sądzę żebym potrafiła tak dłużej.. W głębi serca mam taka nadzieje,ze jednak coś go ruszy... że zmieni zdanie,że będzie chciał zacząć od nowa. Cholernie mi zależy.. Ale pytanie teraz.. Czy mam mu pokazywać, że dalej mi zależy..że go kocham i nie potrafie bez niego żyć? Czy raczej pozostac narazie na tych stosunkach kolezenskich i zobaczyc co czas pokaże? Ogólnie powiedzcie mi co o tym sądzicie. Chciałabym cofnąć czas.. ale jak to się mówi, docenia się dopiero wtedy, kiedy się straci:(
Podobne tematy
Opiszesz swoj problem bardziej dokladnie? O co sie poklociliscie i dlaczego Ty go olewalas?
Ciezko stwierdzic co robic... Widzieliscie sie i macie stosunki kolezanka-kolega?
Opiszesz swoj problem bardziej dokladnie? O co sie poklociliscie i dlaczego Ty go olewalas?
Ciezko stwierdzic co robic... Widzieliscie sie i macie stosunki kolezanka-kolega?
właśnie w tym wszystkim chodzi o to, że na początku był aż zaborczy, mnie to przerastało,wiec chciałam troche poluźnić ten kontakt. Widywaliśmy się czesto bo kilka razy w tygodniu,gdzie kontakt mielismy 24/7 . Ale ja też chciałam wyjść do znajomych, z koleżankami raz na jakiś czas... Jemu to przeszkadzało, bo stwierdził, że dla mnie są inne rzeczy ważniejsze niż on. Mało się kłóciliśmy, wiem, że bardzo mnie kochał bo to się czuje... Ale dziwi mnie że tak z dnia na dzień, albo przynajmniej po 3,4 dniach idzie tak zmienic nastawienie... przecież jak się kocha, to się walczy?
Prześledźmy twój tok rozumowania: Ty go olewasz - OK, on Ciebie - nie ok, "powinien walczyć".
Acha. Już rozumiem..mhm
Zejdź na ziemię, księżniczko.
Prześledźmy twój tok rozumowania: Ty go olewasz - OK, on Ciebie - nie ok, "powinien walczyć".
Acha. Już rozumiem..mhm
Zejdź na ziemię, księżniczko.
Czy ja powiedziałam, że on ma walczyć? CHCIAŁABYM TYLKO, ŻEBY DAŁ MI SZANSĘ, ŻEBYŚMY RAZEM MOGLI NAPRAWIĆ SWÓJ ZWIĄZEK.Bo do tego potrzebne są dwie osoby,nie jedna. Jedna może się starać a druga może mieć wyrąbane! I nie powiedziałam, że ZACHOWYWAŁAM SIE W STOSUNKU DO NIEGO OK.
(...) Czy mam mu pokazywać, że (...) nie potrafie bez niego żyć? (...)
Przecież żyjesz.
bezlitosna1234 napisał/a:(...) Czy mam mu pokazywać, że (...) nie potrafie bez niego żyć? (...)
Przecież żyjesz.
Zwracając się do was wszystkich liczyłam na pomocną radę?
a widze, niektórzy siedza tu tylko po to zeby po każdym pojechać i tyle
aha
Chyba się nieco zagalopowałaś... W lipcu jeszcze nie miałaś chłopaka, na początku listopada już zdążyłaś sie zakochać na wieki i nawet rozstać...
Wiesz, ludzie na początku znajomości sprawdzają czy do siebie pasują. Wasz "związek" pełen napięć i zaborczości z jego strony powinien być dla Ciebie sygnałem, że wy jednak do siebie nie pasujecie. Teraz na siłę chcesz go wznowić. Po co? Żebyś znowu mogła posiedzieć sobie w klatce? Obiecasz poprawę i zerwiesz kontakty ze znajomymi? A skoro już tę poprawę obiecasz to on będzie miał zielone światło, zeby skrócić łańcuszek - przecież obiecałaś, że nie będziesz go olewać ![]()
Piękne pranie mózgu sobie zrobiłaś (sama, on nie zdążył raczej), żeby uwierzyć, ze spotykanie się z koleżankami jest oznaką olewania partnera w związku...
Chcesz rady? Bądź przytomną i dojrzałą osobą (dojrzałość nie jest zależna od wieku).
Elle88 napisał/a:Prześledźmy twój tok rozumowania: Ty go olewasz - OK, on Ciebie - nie ok, "powinien walczyć".
Acha. Już rozumiem..mhm
Zejdź na ziemię, księżniczko.
Czy ja powiedziałam, że on ma walczyć? CHCIAŁABYM TYLKO, ŻEBY DAŁ MI SZANSĘ, ŻEBYŚMY RAZEM MOGLI NAPRAWIĆ SWÓJ ZWIĄZEK.Bo do tego potrzebne są dwie osoby,nie jedna. Jedna może się starać a druga może mieć wyrąbane! I nie powiedziałam, że ZACHOWYWAŁAM SIE W STOSUNKU DO NIEGO OK.
Może facet poszedł po rozum do głowy i doszedł do wniosku, że stać go na kobietę, która będzie zwracała na jego potrzeby uwagę.
Fajnie, że doszłaś do jakichś wniosków odnośnie swojego zachowania, ale pytanie na ile je zmienisz gdyby udało Ci się go namówić na kolejną próbę?
Z autopsji wiem, że jeśli jednej osobie już na początku mniej zależy to z czasem będzie tylko gorzej, po prostu nie jesteś zakochana w swoim ex chłopaku. Gdybyś była, sama dążyłabyś do spędzania razem czasu a już na pewno nie olewała go.
To nie chodzi o to, że Ty "poczułaś się zbyt pewna" jego uczuć, co o prosty fakt, którego sama przed sobą możesz nie chciec przyznać - jemu zależy, a Ty jesteś /byłaś z nim z rozsądku i dlatego, że mu zależy.
Przeczytaj swojego pierwszego posta zresztą..Piszesz jak to jemu zależało, że był zaangażowany, ale NIC o swoich uczuciach do niego, nic o tym jak go kochasz, zero. Piszesz tylko o swoich wyrzutach sumienia, no i szkoda Ci utraty kogoś, kto za tobą ganiał i pompował ego.
Wątpię byś miała jaja się przyznać do tego, ale powodzenia.
Chyba się nieco zagalopowałaś... W lipcu jeszcze nie miałaś chłopaka, na początku listopada już zdążyłaś sie zakochać na wieki i nawet rozstać...
Wiesz, ludzie na początku znajomości sprawdzają czy do siebie pasują. Wasz "związek" pełen napięć i zaborczości z jego strony powinien być dla Ciebie sygnałem, że wy jednak do siebie nie pasujecie. Teraz na siłę chcesz go wznowić. Po co? Żebyś znowu mogła posiedzieć sobie w klatce? Obiecasz poprawę i zerwiesz kontakty ze znajomymi? A skoro już tę poprawę obiecasz to on będzie miał zielone światło, zeby skrócić łańcuszek - przecież obiecałaś, że nie będziesz go olewać
Piękne pranie mózgu sobie zrobiłaś (sama, on nie zdążył raczej), żeby uwierzyć, ze spotykanie się z koleżankami jest oznaką olewania partnera w związku...
Chcę naprawić, bo wiem, że już kogoś takiego nie spotkam...i teraz byłabym w stanie ograniczyć kontakty z koleżankami do minimum. i wcale nie na siłe
[ . Ale ja też chciałam wyjść do znajomych, z koleżankami raz na jakiś czas... Jemu to przeszkadzało, bo stwierdził, że dla mnie są inne rzeczy ważniejsze niż on.
Naprawde zalezy Ci na zyciu z takim narcyzem?
Jesli Ty juz teraz nie mozesz miec znajomych, to co bedzie jak bedziecie malzenstwem, jak myslisz?
I nigdy dziewczyno nie wmawiaj sobie, ze nie mozesz bez kogos zyc, bo jeszcze w to uwierzysz ![]()
Chcę naprawić, bo wiem, że już kogoś takiego nie spotkam...i teraz byłabym w stanie ograniczyć kontakty z koleżankami do minimum. i wcale nie na siłe
Oto sposób myślenia kobiet pakujących się w toksyczny związek...
bezlitosna1234 napisał/a:[ . Ale ja też chciałam wyjść do znajomych, z koleżankami raz na jakiś czas... Jemu to przeszkadzało, bo stwierdził, że dla mnie są inne rzeczy ważniejsze niż on.
Naprawde zalezy Ci na zyciu z takim narcyzem?
Jesli Ty juz teraz nie mozesz miec znajomych, to co bedzie jak bedziecie malzenstwem, jak myslisz?I nigdy dziewczyno nie wmawiaj sobie, ze nie mozesz bez kogos zyc, bo jeszcze w to uwierzysz
To, że nie mogę bez niego żyć powinno być w cudzysłowie.
Zależy mi bardzo, i on wie o tym doskonale...
Czy zdajesz sobie sprawe, ze po paru latach wpatrywania sie w niego
zapragniesz tez zobaczyc inne ludzkie twarze?
Albo bedziesz chciala zrobic czasem cos innego niz posprzatac, ugotowac obiad, zmienic pieluchy i obejrzec serial?
Dziewczyny, dlaczego zakładacie odrazu, że gość jest Narcyzem i despotą?
Ja uważam że prawdziwych despotów nie ma statystycznie tak wielu
, natomiast zazwyczaj z tą zazdrością o spotkania ze znajomymi to bywa tak, że partnerowi zaczyna to przeszkadzać w momencie gdy czuje si ę zaniedbywany lub olewany, nudny na tle innych "rozrywek".
I byc może tutaj właśnie o to chodziło?
Ja nie mówię, że będąc w związku należy być do siebie przyklejonym 24h na dobę, ale jednak początki mają to do siebie, że mając do wyboru kolejny wieczór ze znajomymi, sami z siebie wybieramy wieczór z partnerem.
wiadomo, że to z czasem minie, ale początki z reguły powinny byc intensywne i obojgu powinno zależec na tym czasie razem i ciągle powinno go byc za mało by się nagadac, naprzytulać etc. ![]()
Czy zdajesz sobie sprawe, ze po paru latach wpatrywania sie w niego
zapragniesz tez zobaczyc inne ludzkie twarze?
Albo bedziesz chciala zrobic czasem cos innego niz posprzatac, ugotowac obiad, zmienic pieluchy i obejrzec serial?
to chyba od nas zależy,jak poukładamy sobie życie
Skoro wiesz, jakie błędy popełniłaś, skoro chcesz te błędy naprawić, to nie wahaj się i zrób to.
Chcesz, by dał Ci szansę? Masz szansę, dalej utrzymujecie znajomość.
Dziewczyny, dlaczego zakładacie odrazu, że gość jest Narcyzem i despotą?
Ja uważam że prawdziwych despotów nie ma statystycznie tak wielu
, natomiast zazwyczaj z tą zazdrością o spotkania ze znajomymi to bywa tak, że partnerowi zaczyna to przeszkadzać w momencie gdy czuje si ę zaniedbywany lub olewany, nudny na tle innych "rozrywek".
I byc może tutaj właśnie o to chodziło?Ja nie mówię, że będąc w związku należy być do siebie przyklejonym 24h na dobę, ale jednak początki mają to do siebie, że mając do wyboru kolejny wieczór ze znajomymi, sami z siebie wybieramy wieczór z partnerem.
wiadomo, że to z czasem minie, ale początki z reguły powinny byc intensywne i obojgu powinno zależec na tym czasie razem i ciągle powinno go byc za mało by się nagadac, naprzytulać etc.
Ale to też nie wyglądało tak, że ja widywałam się z nim raz na tydzień i koniec... zdarzało się ze 5,6 razy w tygodniu.
Oczekiwał chyba ode mnei tego,zeby kazda wolna chwile jemu poświecić.
Skoro wiesz, jakie błędy popełniłaś, skoro chcesz te błędy naprawić, to nie wahaj się i zrób to.
Chcesz, by dał Ci szansę? Masz szansę, dalej utrzymujecie znajomość.
kiedy z nim się spotkałam, powiedziałam mu jak jest, przeprosiłam,powiedziałam ze go kocham i nie chce go stracić
ale on powiedział, że boi sie ze bedzie tak jak zawsze, ze narazie nie potrafi.
Najgorszy jest fakt, że on mi siedzi w głowie non stop. Nawet chocbym chciała sie pozbyc tych myśli, nie umiem.
Łzy momentalnie napływają mi do oczu. I już mam dzień do dupy.
W przyszłym tyogdniu się mam z nim zobaczyć, nie wiem czy rozmawiac mam z nim o nas czy narazie poczekać, bo może potrzebuje czasu?
I teraz, dobrowolnie, chcesz poświęcać mu każdą chwilę? Załóżmy, że spełnia się Twe marzenia i staniecie się parą; jak długo dasz radę być w klatce?
Aa.. czyli on nawet nie chce rozmawiać? No to trochę zalatuje szantażem emocjonalnym, bierną agresją.. Skoro powiedziałaś mu, że go kochasz i Ci zależy, to nie do końca go olałaś ![]()
Co innego gdybyś w ogóle nie zareagowała na jego odsunięcie się i nie chciała niczego wyjaśniać.
z jednej strony mu się trochę nie dziwię, bo to nie jest przyjemne na pewno chcieć spędzać więcej czasu z partnerem/-ką niż on sam z własnej nieprzymuszonej woli ma ochotę i potrzebę z nami spędzić, a wymuszanie jest bezsensu.
Z drugiej strony Ty nie możesz czuć się jak w klatce.
Pytanie: Przypomnij sobie kiedy byłaś wcześniej naprawdę zakochana i porównaj ilość czasu spędzanego razem z WŁASNEJ WOLI. To powinno Cię naprowadzić.
Chyba, że to Twój pierwszy związek, ale to wtedy bym obstawiała, że nie jesteś zakochana aż tak
jak już wcześniej napisałam.
I teraz, dobrowolnie, chcesz poświęcać mu każdą chwilę? Załóżmy, że spełnia się Twe marzenia i staniecie się parą; jak długo dasz radę być w klatce?
Szczerze? miałam takie myśli, że nie odstępuje mnie na krok,że wszystko kontroluje. Dlatego poniekad była ta moja obojętność. Ale teraz tak żałuję że go tak traktowałam. On po prostu taki jest.. Potrzebuje kogos kto caly czas bedzie obok niego, to jest naprawde uczuciowy chlopak. Sam mi raz powiedział, że troche poluźnił to bo będzie mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie.
Aa.. czyli on nawet nie chce rozmawiać? No to trochę zalatuje szantażem emocjonalnym, bierną agresją.. Skoro powiedziałaś mu, że go kochasz i Ci zależy, to nie do końca go olałaś
Co innego gdybyś w ogóle nie zareagowała na jego odsunięcie się i nie chciała niczego wyjaśniać.z jednej strony mu się trochę nie dziwię, bo to nie jest przyjemne na pewno chcieć spędzać więcej czasu z partnerem/-ką niż on sam z własnej nieprzymuszonej woli ma ochotę i potrzebę z nami spędzić, a wymuszanie jest bezsensu.
Z drugiej strony Ty nie możesz czuć się jak w klatce.Pytanie: Przypomnij sobie kiedy byłaś wcześniej naprawdę zakochana i porównaj ilość czasu spędzanego razem z WŁASNEJ WOLI. To powinno Cię naprowadzić.
Chyba, że to Twój pierwszy związek, ale to wtedy bym obstawiała, że nie jesteś zakochana aż takjak już wcześniej napisałam.
Masz rację...
Zaraz...bo ja nic nie rozumiem....
Ty nie mozesz sie z nim dogadac odnosnie spedzanego razem czasu..
( cyt. mam trudny charakter, stawiam na swoim, olewam go)
Ty z nim zrywasz, bo czujesz sie ograniczana
Dochodzisz do wniosku, ze jednak ci go brakuje
Oczekujesz, ze on bedzie walczyl, ze on to naprawi- bo on kocha...
1 a ty kochasz, jesli tak, to weglug twoich slow, powinnas walczyc
2 jesli do tej pory cie ogranivzal, to skad mysl, ze przyszlosci nie bedzie ci to przrszkadzac
3 w pierwszym poscie piszesz wyraznie, ze to byla twoja wina, w kolejnych, juz ze jego
4 jesli macie kontakt kolezenski, to czemu sobie nie wyjasniliscie precyzyjnie swoich oczekiwan
5 moze on doszedl do wniosku( pod wplywem twojego zachowania), ze do siebie nie pasujecie( i moze ma racje)
6 czemu tak bardzo ci na nim zalezy?
Doonna napisał/a:Czy zdajesz sobie sprawe, ze po paru latach wpatrywania sie w niego
zapragniesz tez zobaczyc inne ludzkie twarze?
Albo bedziesz chciala zrobic czasem cos innego niz posprzatac, ugotowac obiad, zmienic pieluchy i obejrzec serial?to chyba od nas zależy,jak poukładamy sobie życie
Powinno tak byc.
Ale z tego co piszesz, to on chce je ukladac tak jak mu odpowiada, nie liczac sie z tym czego chcesz Ty.
Co najgorsze, to zmusza Cie do tego swoim odejsciem, a Ty jestes gotowa zgadzac sie na jego szantarze emocjonalne.
oldorando, myślę, że autorka doszła do tego, że nie jest w nim zakochana.. Można kogoś kochać, ale nie być w nim zakochanym.
Zakochanie objawia się właśnie m.in. ta 'obsesyjną' niemal potrzeba przebywania w towarzystwie drugiej osoby, bo to daje szczerą przyjemność i podnosi wibracje obojgu.
Jeśli taka potrzebę ma tylko jedna strona, to wkrótce zaczynają się te sławetne kłótnie o byle g..., oskarżenia o "ograniczanie", a raczej ma się poczucie ograniczania, bo tak naprawdę będąc zakochanym na każdy taki kontakt i inicjatywę spotkania to nogi same by się rwały i uśmiech od ucha do ucha, a tak.. to jest jak jest.
Nie ma co się oszukiwać, bo z czasem,jak słusznie zauważył jej chłopak, nic się nie poprawi, a takie sprzeczne potrzeby mogą doprowadzić nawet do odczuwania wzajemnej niechęci, a w skrajnych przypadkach nienawiści ![]()
Zaraz...bo ja nic nie rozumiem....
Ty nie mozesz sie z nim dogadac odnosnie spedzanego razem czasu..
( cyt. mam trudny charakter, stawiam na swoim, olewam go)Ty z nim zrywasz, bo czujesz sie ograniczana
Dochodzisz do wniosku, ze jednak ci go brakuje
Oczekujesz, ze on bedzie walczyl, ze on to naprawi- bo on kocha...
1 a ty kochasz, jesli tak, to weglug twoich slow, powinnas walczyc
2 jesli do tej pory cie ogranivzal, to skad mysl, ze przyszlosci nie bedzie ci to przrszkadzac
3 w pierwszym poscie piszesz wyraznie, ze to byla twoja wina, w kolejnych, juz ze jego
4 jesli macie kontakt kolezenski, to czemu sobie nie wyjasniliscie precyzyjnie swoich oczekiwan
5 moze on doszedl do wniosku( pod wplywem twojego zachowania), ze do siebie nie pasujecie( i moze ma racje)
6 czemu tak bardzo ci na nim zalezy?
On zerwał. Ja chcę tylko, żeby dał szansę... Znam siebie i wiem, że teraz moje podejście do niego byłoby inne...
29 2015-11-08 21:14:14 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-08 21:17:55)
Będziesz się starała zmienić podejście żeby nie doszło do rozstania. Szkoda, że nie będzie to Twoje naturalne zachowanie wynikające z własnych potrzeb.
Daje wam max 3 mce. Po tym czasie zmęczysz się dopasowywaniem i udawaniem bardziej zaangażowanej niż jesteś..i zranisz chłopaka podwójnie, bo tym razem zaufanie Tobie będzie go już trochę kosztowało.
Będziesz się starała zmienić podejście żeby nie doszło do rozstania. Szkoda, że nie będzie to Twoje naturalne zachowanie wynikające z własnych potrzeb.
Daje wam max 3 mce. Po tym czasie zmęczysz się dopasowywaniem i udawaniem bardziej zaangażowanej niż jesteś..
To nie o to chodzi. Myślę, że jakby było tak ja mówisz, olałabym całkowicie sprawę, nie myślała bym o nim w ogóle.
Nie chcę żeby przez taka sytuacje wszystko zaprzepaścić..
Było mnóstwo pięknych chwil które razem spędziliśmy. I jak było dobrze, albo trochę gorzej.
Najbardziej co mnie w nim urzekło to szacunek jaki do mnie miał. Teraz faceci to przepraszam za wyrażenie świnie i nic wiecej.
oczywiscie wyjatki istnieja. Nie chciał mnie przeleciec na pierwszym spotkaniu i nara..
31 2015-11-08 21:25:40 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-08 21:27:28)
Tak, szacunek to jest najważniejsza sprawa - bez ironii mówię. I masz rację, że teraz wśród młodego pokolenia zajadłych anty-feministów, a tak naprawdę mizoginów i szowinistów, nie łatwo o kogoś kto nie myśli tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb i to jak najszybciej.
Kiedyś bym Ci poradziła żebyś się dobrze zastanowiła, ale wiem, że "danie sobie czasu do namysłu" nic Ci w tej sytuacji nie pomoże, bo przeżywasz teraz naturalne wahania nastroju i obsesję odzyskania chłopaka, bo to on odrzucił Ciebie. Gdybyś to Ty zerwała, wtedy to inna bajka -nie spieszyło by Ci się do podjęcia decyzji
tak to już jest.
Tak czy inaczej, czas pokaże jak to między wami naprawdę jest. Ja jednak uważam, że nie jesteś w nim zakochana, choć nie wykluczam, że kochasz go i doceniasz, ale niekoniecznie w sposób jaki każdy facet by tego sobie życzył od kobiety, w której sam jest zakochany ![]()
milosny12321 napisał/a:Opiszesz swoj problem bardziej dokladnie? O co sie poklociliscie i dlaczego Ty go olewalas?
Ciezko stwierdzic co robic... Widzieliscie sie i macie stosunki kolezanka-kolega?właśnie w tym wszystkim chodzi o to, że na początku był aż zaborczy, mnie to przerastało,wiec chciałam troche poluźnić ten kontakt. Widywaliśmy się czesto bo kilka razy w tygodniu,gdzie kontakt mielismy 24/7 . Ale ja też chciałam wyjść do znajomych, z koleżankami raz na jakiś czas... Jemu to przeszkadzało, bo stwierdził, że dla mnie są inne rzeczy ważniejsze niż on. Mało się kłóciliśmy, wiem, że bardzo mnie kochał bo to się czuje... Ale dziwi mnie że tak z dnia na dzień, albo przynajmniej po 3,4 dniach idzie tak zmienic nastawienie... przecież jak się kocha, to się walczy?
A gdzie tu jest to twoje olewanie? Bo jakoś nie widzę, widzę natomiast zaborczego chłopaka, a od takich trzeba uciekać jak najdalej. Ciesz się, że odszedł, bo dopiero dałby ci w kość jak bylibyście nieco dłużej, a tu on się na razie rozkręcał.
Elle88 napisał/a:Będziesz się starała zmienić podejście żeby nie doszło do rozstania. Szkoda, że nie będzie to Twoje naturalne zachowanie wynikające z własnych potrzeb.
Daje wam max 3 mce. Po tym czasie zmęczysz się dopasowywaniem i udawaniem bardziej zaangażowanej niż jesteś..To nie o to chodzi. Myślę, że jakby było tak ja mówisz, olałabym całkowicie sprawę, nie myślała bym o nim w ogóle.
Nie chcę żeby przez taka sytuacje wszystko zaprzepaścić..
Było mnóstwo pięknych chwil które razem spędziliśmy. I jak było dobrze, albo trochę gorzej.
Najbardziej co mnie w nim urzekło to szacunek jaki do mnie miał. Teraz faceci to przepraszam za wyrażenie świnie i nic wiecej.
oczywiscie wyjatki istnieja. Nie chciał mnie przeleciec na pierwszym spotkaniu i nara..
Alez to wlasnie o to chodzi co pisze Elle.
Chcesz go, bo go nie masz i brakuje Ci jego adoracji.
Zakochana bys swiata poza nim nie widziala (przynajmniej w pierwszych miesiacach).
Wierz mi, jak juz go zdobedziesz i zacznie wchodzic Ci w tylek, to Twoj zapal ostygnie.
Tak, szacunek to jest najważniejsza sprawa - bez ironii mówię. I masz rację, że teraz wśród młodego pokolenia zajadłych anty-feministów, a tak naprawdę mizoginów i szowinistów, nie łatwo o kogoś kto nie myśli tylko o zaspokojeniu swoich potrzeb i to jak najszybciej.
Kiedyś bym Ci poradziła żebyś się dobrze zastanowiła, ale wiem, że "danie sobie czasu do namysłu" nic Ci w tej sytuacji nie pomoże, bo przeżywasz teraz naturalne wahania nastroju i obsesję odzyskania chłopaka, bo to on odrzucił Ciebie. Gdybyś to Ty zerwała, wtedy to inna bajka -nie spieszyło by Ci się do podjęcia decyzji
tak to już jest.
Tak czy inaczej, czas pokaże jak to między wami naprawdę jest. Ja jednak uważam, że nie jesteś w nim zakochana, choć nie wykluczam, że kochasz go i doceniasz, ale niekoniecznie w sposób jaki każdy facet by tego sobie życzył od kobiety, w której sam jest zakochany
Naprawdę dziękuję za pomoc. Czas jest chyba najlepszym doradcą...
35 2015-11-08 21:31:19 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-11-08 21:32:40)
Zakochana bys swiata poza nim nie widziala (przynajmniej w pierwszych miesiacach).
Wierz mi, jak juz go zdobedziesz i zacznie wchodzic Ci w tylek, to Twoj zapal ostygnie.
Dokładnie to miałam na myśli.
Gdybyś była zakochana do głowy by Ci nie przyszło, że chęć spędzenia z Tobą jak największej ilości czasu to coś złego. Ba, sama byś tego chciała i dostawała dreszczy na sam dźwięk smsa ![]()
I tak jak napisała Doonna - jak tylko go znowu "zdobędziesz" Twój entuzjazm do "stawiania się na spotkania częściej" -bo tak można to szczerze określić, jak obowiązek.. szybko Ci minie. Ja w optymistycznej wersji dałam 3 m-ce, ale może być w praktyce o wiele krócej, gdy zaczną się kłótnie, a zaczną jak tylko poczujesz się pewniej i znowu zobojętniejesz na niego.
Ale wiem, że nie zrezygnujesz z próby odzyskania go, dlatego, że kieruje Toba poczucie winy, a to potężny 'napęd'. Niestety..
Tak czy inaczej, oboje coś z tego doświadczenia wyniesiecie. Na szczęście to nie małżeństwo z kredytem pod hipotekę i dziećmi ![]()
36 2015-11-09 12:54:09 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-11-09 12:57:38)
vinnga napisał/a:Chyba się nieco zagalopowałaś... W lipcu jeszcze nie miałaś chłopaka, na początku listopada już zdążyłaś sie zakochać na wieki i nawet rozstać...
Wiesz, ludzie na początku znajomości sprawdzają czy do siebie pasują. Wasz "związek" pełen napięć i zaborczości z jego strony powinien być dla Ciebie sygnałem, że wy jednak do siebie nie pasujecie. Teraz na siłę chcesz go wznowić. Po co? Żebyś znowu mogła posiedzieć sobie w klatce? Obiecasz poprawę i zerwiesz kontakty ze znajomymi? A skoro już tę poprawę obiecasz to on będzie miał zielone światło, zeby skrócić łańcuszek - przecież obiecałaś, że nie będziesz go olewać
Piękne pranie mózgu sobie zrobiłaś (sama, on nie zdążył raczej), żeby uwierzyć, ze spotykanie się z koleżankami jest oznaką olewania partnera w związku...
Chcę naprawić, bo wiem, że już kogoś takiego nie spotkam...i teraz byłabym w stanie ograniczyć kontakty z koleżankami do minimum. i wcale nie na siłe
I to jest argument! Gratulacje! Ale zawsze mozna spotkac kogos lepszego i wtedy co? Zdrada? A jesli ktos jest...wartosciowy to warto budowac zycie z kims, oszukiwac go tylko po to, zeby nie stracic
dobrej dla nas partii?
Jak to czytam to nie dziwie sie wynikom starszych badan, jak to tylko 21% kobiet wychodzilo za maz tylko i wylacznie z milosci na 1 miejscu. Dzis jest wrecz podobnie. Budujemy zwiazek bo...dobry, obiecujacy kandydat jakbyscie wybieraly...towar w sklepie. Tylko ze to czlowiek i do tego oszukiwany odnosnie uczucia, na ktore zasluguje. W ten sposob budowana jest kolejna bylejakosc, ktora wynika z bylejakosci naszych rodzicow, jest
przykladem bylejakosci dla naszych dzieci, i tak to idzie bez konca. Ludzie ludziom sami gotuja ten los.
Jesli dbamy o zwiazek, zalezy nam to rowniez mamy sie starac. Dziewczyna zastanawia sie czy olany przez na chlopak odezwie sie po raz kolejny, po raz kolejny sie postara, sama sie czuje zraniona. A jak bedzie potem w malzentwie wygladal ten mechanizm? Jak nie bedzie motywacji, z jakis wgledow chlopak, juz maz nie bedzie sie staral (bo praca, bo zmeczony, bo znudzenie) to ona bedzie pelna zalu i pretensji, znadzie sobie pocieszenie, albo wmowi mu wine za rozpad zwiazku. Bo tak to dziala.
Jak sie kocha, chce sie nauczyc kochac to trzeba bezwglednie! sie starac nie patrzec na inna osobe ale tylko na siebie.
Zakochana bys swiata poza nim nie widziala (przynajmniej w pierwszych miesiacach).
Wierz mi, jak juz go zdobedziesz i zacznie wchodzic Ci w tylek, to Twoj zapal ostygnie.Dokładnie to miałam na myśli.
Gdybyś była zakochana do głowy by Ci nie przyszło, że chęć spędzenia z Tobą jak największej ilości czasu to coś złego. Ba, sama byś tego chciała i dostawała dreszczy na sam dźwięk smsa
I tak jak napisała Doonna - jak tylko go znowu "zdobędziesz" Twój entuzjazm do "stawiania się na spotkania częściej" -bo tak można to szczerze określić, jak obowiązek.. szybko Ci minie. Ja w optymistycznej wersji dałam 3 m-ce, ale może być w praktyce o wiele krócej, gdy zaczną się kłótnie, a zaczną jak tylko poczujesz się pewniej i znowu zobojętniejesz na niego.
Ale wiem, że nie zrezygnujesz z próby odzyskania go, dlatego, że kieruje Toba poczucie winy, a to potężny 'napęd'. Niestety..
Tak czy inaczej, oboje coś z tego doświadczenia wyniesiecie. Na szczęście to nie małżeństwo z kredytem pod hipotekę i dziećmi
Jesli masz racje to chlopak juz wyniósl, bedzie tylko kolejny raz oszukany co do uczuc. Czy to dobre doswiadczenie? Raczej wyniesie z tego bledny obraz zwiazku. Pytanie podstawowe jaki on mial przyklad w domu a jaki miala autorka? Czy byly to prawdziwe malzenstwa kochajacych sie rodzicow czy malenstwa panstwa Dulskich?