Witam,
Historia mojego(?) "związku" w skrocie ;
Prawie rok związku, dość częste problemy. Przerwa w czerwcu, dlatego, że nie potrafił mnie wesprzeć wtedy kiedy najbardziej go potrzebowałam. Postanowiłam znowu pisac ze znajomymi, przyjaciółmi, dużo ich zaniedbałam, praktycznie nie miałam na nich czasu, z pisaniem tez było kiepsko, ogólnie kontakt był znikomy, cały czas jaki miałam poświęciłam jemu, wybierałam jego miedzy rodzina, znajomymi, przyjaciółmi. W tym czasie miał kontakt z paroma dziewczynami, z jedna sie widywał. Wróciliśmy do siebie około 1 lipca, a 3 lipca pojechałam z koleżanką, jej chłopakiem i jego kolega nad morze (dzięki temu chłopakowi mieliśmy i kierowcę i czym jeździć) moja mama zgodziła sie na wyjazd na dzień przed wiec wtedy mu o tym powiedziałam a on sie na mnie obraził i nie odzywał sie do mnie przez tydzień, przez ten tydzień miał inną dziewczynę, był z tą z którą widywał się w czerwcu. (Opowiedział mi, że został do tego ich związku zmuszony przez tą dziewczynę i jej najlepszą przyjaciółkę, jego byłą hahaha pózniej sam zagrzebał sie w swoich kłamstwach.) Byłam nad morzem piętek wieczór, sobota i w niedziele rano wróciliśmy, do poniedziałku zostałam u koleżanki i pojechałam do domu po czym w środę zostałam wysłana do Polski (mieszkamy za granica). (Wtedy zaczęłam pisac z jakimś typem którego nadal praktycznie nie znam, pisaliśmy o niczym sensownym, denerwujący był ale jak nie miałam z kim pisac to dobre było i to.) Odezwał sie do mnie po tygodniu tylko po to aby naubliżać mi i mojej koleżance za zdjecia znad morza (na jednym jadłyśmy razem żelka w samochodzie) i pózniej znowu tydzień spokoju, po tym czasie znowu wrócił wyzywać, kłóciliśmy sie i w końcu sie pogodziliśmy. Po kilku dniach powiedział mi, żebył z tą dziewczyna. Było mi przykro, ja mu za to awantury nie zrobiłam, on za takie coś na pewno by mi coś zrobił. Podczas mojego półtorej miesięcznego pobytu w Polsce, większość czasu spędzałam w domu, zamknięta w swoim pokoju nie robiąc nic. Nie ładnie wobec mnie sie zachowywał, wiec mało pisaliśmy. W końcu wróciłam, moj powrót się przedłużał, za co był zły, bo przez to nie mógł pojechać z siostrą na wakacje. Zaczelismy wymieniać sie smsami jak tylko przekroczyłam granice, miałam 2 godziny do domu, pisał jaki to on wielce stęskniony a co robił? Był na rowerze i spacerze z psem. Zajeżdżam pod dom a tam ani żywej duszy, dupy do mnie nie ruszył, nie było nawet 23 a o tej porze to on potrafił jeździć do kolegów bez problemu. Pytam sie go czy potrzebne mu jakieś zaproszenie aby przyjechał do mnie pod dom sie ze mna przywitać po tym jak sie półtorej miesiąca nie widzieliśmy. To zapytał sie czy to SMS do niego. Źle się czułam i poszłam spać. Rano, nie czułam sie lepiej ale mimo to postanowiłam pojechać do niego (jak zawsze, nie ważne czy to ja byłam chora czy on to ja do niego jeździłam, on może 3 razy do mnie przyjechał jak ja byłam chora) go obudzić i spędzić z nim dzień. Wieczorem, chciał zobaczyć z kim pisałam jak byłam w Polsce to mu pokazałam zaczął czytać, uciekać z telefonem, oddał mi go, chciał nawet wtargnąć sie na własne życie (nie wiem dokładnie jak to sie pisze
), chciałam go spokojnie odprowadzić do domu, na dziś dzień dużo lepiej bym zrobiła jakbym zwiała i tak by nic nie zrobił. Wróciliśmy do domu, zabrał mi znowu telefon i zaczął czytać. Wpadł w furię po przeczytaniu wiadomości z drugiego tygodnia milczenia kiedy napisałam do tego chłopaka "insynuujesz ze przespimy sie", szarpnął mnie za włosy, wziął zamach i rzucił moim telefonem. Roztrzaskał go. Wstałam i pierwszy raz przez chwile krzyczałam na niego, chciał pójść po swoją matkę która była w pokoju obok i zamiast tego rozwalił szybę w drzwiach. Przez 4 dni było dobrze. Znowu sporo sie dowiedziałam. W domu wydało sie, ze wciskałam kit z telefonem i moj kontakt z tym człowiekiem został ucięty. Wydzwaniał, kiedy moja mama w końcu odebrała telefon powiedział mojej mamie "ale ja musze Pani wytłumaczyć dlaczego ja jej telefon rozwaliłem" oczywiście na fb zaraz zrobił z siebie wielce poszkodowanego. Naubliżał. Cisza. Niby chciał to naprawić. Znowu ubliżał. (3 tygodnie to trwało, nikomu o tym nie mowilam) Aż pewnego dnia spokój, który trwał około 2 tygodni. Odezwał sie, po kilku dniach zgodziłam sie z nim spotkać. Utrzymywaliśmy kontakt az w sobotę wieczorem (3 tygodnie temu ) pojechałam i powiedziałam mu, ze cos jest nie tak, ze to czuje i ma mi powiedzieć wszystko. No i powiedział. Kiedy sie do mnie nie odzywał (przez 2 tygodnie) był z inna panna, z ta sie przespał kilka razy i powiedział, że było mu jak w siódmym niebie.
Większość kazałaby mu spier*alac od razu po tym jakby to powiedział. od tego minęły 2 tygodnie, utrzymuje z nim kontakt ale staram sie nie pisac z nim za często. Spotkaliśmy sie tydzień temu na spacer z jego psem, długo to nie trwało. Zgodziłam sie z nim spotkac na kolacje (pierwsza!!!) ze względu na to, ze poznaliśmy sie 31 października pare lat temu. Było fajnie, postarał sie, zapomniał kilku drobiazgów ale mimo to było fajnie. Stol udekorowany czerwonymi płatkami róż, różowy bukiet heh. Zjedliśmy i poszliśmy zbierać cukierki z jego siostrzenica i jej koleżanka. Cieżko było mu dać mi kasę na taksówkę na powrót bo nie miałam juz autobusu do domu ale nie raz podczas wieczoru powtórzył jak to sie on nie nakosztowal na te kolacje...
Kasy za telefon mi nie oddał a miał oddać, wie gdzie mieszkam, mogl ruszyć swoje cztery litery i przywieźć mi je, tak aby był już święty spokój. Kupił sobie nowe ubrania, na samochód pieniędzy napożyczał.. Pracy nie ma od rozstania naszego, praktycznie nic nie robi w tym kierunku.
Nie pisałam z nim wczoraj, nie odzywam sie, wysłał mi SMS "zemdlałem, uderzyłem głową o kant stołu, źle się czuję" z jednej strony wiem, że robi to abym odpisała a z drugiej strony wiem, że mogło mu sie coś takiego przydarzyć.
Podczas kolacji padło pytanie "chcesz do mnie wrocic?" Odpowiedziałam "nie wiem"
Podoba mi sie to jak sie stara tylko dlaczego nie robił takich rzeczy rok temu? Dlaczego wtedy sie z tym nie obudził?
Znam wszystkie konsekwencje powrotu. Jednak potrzebuje jeszcze paru osób które mi powiedzą co myślą.
Wiem, że będzie mi cieżko. Ranił mnie co chwile, tak często jak tylko mógł, zepsuł to na czym mi zależało. Czuje, że nie kochał mnie, tylko się mną bawił i chce dalej to robić bo nie ma żadnej innej dziewczyny...
Nie wiem czy warto nadal utrzymywać z nim kontakt...
Przez ostatni rok były fajne chwile ale tez i nie fajne.
Często jak coś się działo to zwalał winę na mnie.. Tak jak np. To, że był z tą dziewczyną kiedy ja byłam nad morzem ; pojechałaś, zostawiłaś mnie, nie miałem wyboru.
Stwierdził, że go zdradziłam jak pisałam z tamtym chłopakiem.
Dałam mu wejść sobie na głowę...
Sporo sie dowiedziałam do tej pory.
Ciekawa jestem co o tym myślicie.
Podobne tematy
Nie warto utrzymywac z nim zadnego kontaktu. Trzymalabym sie na Twoim miejscu z daleka od niego!!! W przyszlosci poznasz jeszcze wiele wartosciowych ludzi. A on jest czlowiekiem niestabilnym emocjonalnie.