Mam ogromnego moralniaka, ponieważ pierwszy raz w życiu się upiłam. Najgorsze w tym jest to, że upiłam się dokładnie w taki dzień, kiedy nie powinnam. Nie wiem jedynie, czy to przez stres (okazało się, że na mojej imprezie będzie mój były chłopak), czy przez to, że od bardzo dawna nie piłam alkoholu.
Historia z moim byłym to już stare sprawy - bardzo długo to przeżywałam, stąd kiedy dowiedziałam się, że się spotkamy chciałam wypaść jak najlepiej. Być radosna, miła, dobrze wyglądać. Wszystko było na dobrej drodze, ale kiedy poczułam, że w głowie dziwnie szumi (a nie znałam wcześniej tego uczucia), unikałam zarówno jego, jak naszych wspólnych znajomych (oprócz tych, których zaprosiłam ja).
Ciężko mi to wszystko wyjaśnić, wszak z relacji osób, które pytałam (tzn. dobrych znajomych - mam nadzieję, że szczerych), nie zrobiłam ani nie powiedziałam niczego złego, nie zataczałam się, ale fakt - widać było, że piłam.
Bardzo mnie to wszystko boli, bo kiedyś zdarzało mi się wychodzić dość często i to zawsze ja byłam tym "ogarniaczem", pilnowałam innych, dobrze się bawiłam (no bo będąc świadomym w stu procentach można się dobrze bawić). Tymczasem nie wszystko pamiętam, co jest dla mnie istnym koszmarem i nie mogę tego zdzierżyć. Czuję, jakbym zmarnowała jakąś szansę (bo to, że zupełnym zbiegiem okoliczności miałam być w tym samym miejscu co on, z moimi przyjaciółmi traktowałam jako taki znak, że teraz będę mogła się zrehabilitować).
Chciałabym wreszcie przestać zastanawiać się, czy na pewno nikt (a przede wszystkim on czy jego bliżsi przyjaciele) nie pomyśleli o mnie niczego złego. Przeraża mnie myśl, że może ten wieczór w jego mniemaniu był takim potwierdzeniem, że nie warto było marnować dla mnie czasu.
Czy ten stan minie? Jest mi z tym bardzo źle, chwilowo nie potrafię normalnie funkcjonować, tylko myślę o tym, jak mogło być, gdyby nie to, a jak w istocie było...