Witam.
Jestem w 29 tygodniu ciązy. Jest to moja pierwsza ciąza. I niestety przerzywam ja samotnie...
Mój mąz gdy sie dowiedział o ciązy pojechał za granice by przyrobic. Dostał ofertę na rok od Czerwca do czerwca.
Z jednej strony ciesze sie ze troche grsza sie uzbiera, bo tu jak z 1/2 moego etatu i jego zleceniwki mielibysmy dac sobie rade.
Jednak jest cos co mnie niepokoji... Gdy mówie mu o moim samopoczuciu... Uwarza ze marudze...
boje sie czasem juz mówic co u mnie bo miło nie jest bol pleców, palarizuje mi prawa noge. Wspomniałam mu o tym to odrazu przeprosiłam ze mu to mowie bo znow by powiedział ze marudze. Ja poprostu chce choc trochy zrozumienia. Dlaczego faceci tacy sa nie potrafia wejsc w nasza skóre.
Wraca do mnie na poród i przez to wszystko ciesze sie ze potem wyjezdza spowrotem. Nie powinno tak byc.
Miałam tez napady dpresyjne. Jedynie comi powiedział ze przesadzam i mam sie wziasc w garsc. Zdolowało mnie to jeszcze bardziej.
Siedzie sobie samotnie od kilkunastu miesiacy. Znajomi mnie olali bo Studenciki. A wiecie nie mam zamiaru siedziec cały czas na głowie moich rodziców. Zas tesciowie?
Gdy mi powiedzieli ze daja na wnuka az 500zł (gdzie moi rodzice juz chyba wydali tyle plus zakupuja łózeczko a sa mniej zamozni niz oni) to siadlam se z wrazenia.
Moze jednak moj maz ma racje i za bardzo marudze? Moze nie powinnam mówic co mnie boli, i mówic to co widze bo wyjdzie ze cokolwiek powiem to jest marudzenie.
Piszac to co pisze mam wrazenie ze tez marudze. Czasem to jak gadamy przez skypa to wole nic nie mówic bo boje sie ze co kolwiek powiem to wyjdzie ze narzekam.
A ja nic nie mwie to zle ze nie mówie.
Teraz za kazdym razem cokolwiek napisze mu koncze to zdaniem "Wybacz jesli to zdanie zabrzmiało marudzaco" ja juz boje sie cokolwiek pisac i mówic.
Ale olac to najbadziej boli mnie fakt ze inne kobiety, jak np moja ciocia, mieli wielkie oparcie w mezu. Masował jej plecy nogi, był na sali przy porodzie. Zazdroszcze im.
Czy macie podobnie ze wasi mezowie was nie wspieraja?
sorki za bledy z fona pisze.