Cześc. Byłam ze swoim facetem 4 lata. Jesteśmy młodzi, bo mamy po 22 lata. Na początku jak w każdym związku sielanka, wszystko pięknie, buziaki, przytulasy, motyle. Z biegiem czasu wszystko zaczeło się psuć. On zaczął mi ubliżać, dochodziło do szturchania i z jednej i z drugiej strony. Zaczeliśmy pozwalać sobie na zbyt wiele. Szybko zobaczyłam, że nasze zachowanie jest nienormalne, zmieniłam to. Dbałam o niego i chuchałam. Byłam strasznie o niego zazdrosna i on o tym wiedział. Nadużywał mojego zaufania, zaczął okłamywać, jeździć do klubów zapewniając, że śpi, coraz bardziej mi ubliżał, wkurzało go to że płacze, nie dawał mi wsparcia, nie przytulał nic kompletnie zero. W czasie naszego związku pisał z innymi o sexie, chciał tego spróbować z kimś innym, ciągnęło go do innych lasek. Widziałam, że już mu na mnie ni zalezy, ale ciągnełam to bo kochałam go tak mocno, że ansza miłość starczyła, by dla nas obojga. Już nie wspomne nawet o tym, że byłam w ciąży którą kazał mi usunąć, bo on nie chciał dziecka... W końcu nadszedł dzień w którym strasznie się pokłóciliśmy. Wygarnął mi wszystko, że mną rzyga, że nie może na mnie patrzeć, że to koniec. Miałam tak popuchnięte oczy od płaczu, że sama siebie nie poznawałam. Nie widzieliśmy się przez dwa dni. Spotkaliśmy się i wtedy właśnie powiedział mi prosto w twarz, że to koniec, że on już nie chce ze mnąbyć, że nie kocha mnie tak jak kiedyś. Wygarnął, że jestem nieuczynna i go to wkurwia, bo nie latam mu koło dupy. Powiedział, że irytuje go na maxa od pół roku...To był cios, wyłam z bólu i cierpienia przez całe dwa tygodnie. Powiedział, że spotkamy się po miesiącu i wtedy on się zastanowi czy wracamy do siebie czy nie. Od tego dnia co doszło do rozstania widywaliśmy się pare razy w tygodniu niezobowiązująco, jakiś sexik czy coś. Mówił mi wtedy, że mnie kocha, po sexie też był kochany... a rano nic, nagle inny człowiek. Minął miesiąc i postanowil ze to koniec, ze on woli byc sam, nie chce sie z nikim wiazac, ewentualnie spotykac, popisac czy cos, jednoczesnie mowiac mi, ze moze za 2 miesiace mu sie zacche zwiazku. Dzisiaj jest drugi dzien kiedy nie mamy ze soba zadnego kontaktu. Nie ma go na fb nic. Obiecalam sobie, że nie odezwę się pierwsza. Strasznie przeżywam to wszystko. Zalogowałam się na jego konto na portalu społecznościowym i zobaczyłam wiadomości z kolegom, który mowił, że jestem tępa i ogólnie straszne negatywy. Moja samoocena spadła na maxa, mam myśli samobójcze, ciągle placzę. Nie wiem jak sobie poradzić. Nieakceptuje samej siebie, tęsknie za nim nie wiem właściwie nawet dlaczego.
Podobne tematy
Tkwienie w toksycznym zwiazku jest zle, niepotzrebne, niszczace.
Chcesz umrzec, bo Twoje cierpienie z nim sie skonczylo ? Teraz juz bedzie tylko lepiej.
Dobrze ze tak sie stalo.On zrobil to, czego Ty nie zrobilabys nigdy.
Nie byłam z nim szczesliwa, bo cierpialam gdy mowil mi takie rzeczy i gdy mnie po prostu olewał, ale jednocześnie kochałam go baaardzo mocno i zrobilabym dla niego wszystko. Boli mnie to wszystko niewyobrazalnie mocno
No ...pewnie sex bez zobowiązań...facetowi kobieca głupota jest bardzo na rękę. Aktualnie cierpisz, jesteś załamana, pogoda też swoje robi. Uwierz mi, że będzie lepiej. Daj sobie szansę dziewczyno. Przestań wchodzić na jego konto, szpiegować, inwigilować ..to jest chore.
Związek był toksyczny, nie ma za czym ani za kim rozpaczać. Wypłacz się raz a porządnie, a potem przestań ubolewać nad przeszłością. Jesteś młoda...wszystko przed Tobą. Wykorzystaj teraz czas na pracę nad samą sobą. Pamiętaj jedną rzecz, wszystko przychodzi do Nas we właściwym czasie...a to nie było to ![]()
Uszy do góry, wiele z Nas ( forumowiczów) przechodziło przez rozstania i większość Ci powie banalnie, ale prawdziwie : CZAS, CZAS, CZAS!
Cokolwiek Ci tutaj napiszą, BŁAGAM!!!!!!!!!!!!!! nie kwituj tego stwierdzeniem - "ale ja go kocham"
Nieee!
Nadużywał mojego zaufania, zaczął okłamywać, jeździć do klubów zapewniając, że śpi, coraz bardziej mi ubliżał, wkurzało go to że płacze, nie dawał mi wsparcia, nie przytulał nic kompletnie zero. W czasie naszego związku pisał z innymi o sexie, chciał tego spróbować z kimś innym, ciągnęło go do innych lasek.
I w tym momencie powinnaś dać mu solidnego kopa. Nie szanujesz siebie, inni też nie będą.
Widziałam, że już mu na mnie ni zalezy, ale ciągnełam to bo kochałam go tak mocno, że ansza miłość starczyła, by dla nas obojga
"wasza miłość"??? nie oszukuj się na przyszłość i postaraj się postrzegać rzeczywistość taką, jaka jest. To była jednostronna, ślepa miłość Twoja do niego.
Już nie wspomne nawet o tym, że byłam w ciąży którą kazał mi usunąć, bo on nie chciał dziecka... . Wygarnął mi wszystko, że mną rzyga, że nie może na mnie patrzeć, że to koniec.
Zmusił Cię do takiego czynu, prawie na Ciebie narzygał???????????? a na Ciebie nadal nie spłynęła łaska boska w postaci, choćby refleksji na tym, kim się stałaś i z kim byłaś??
...To był cios, wyłam z bólu i cierpienia przez całe dwa tygodnie.
Właściwie, za czym tak wyłaś, przecież cierpienie, ból, upokorzenie, miałaś fundowane z nawiązką? nie przyzwyczaiłaś się?
Od tego dnia co doszło do rozstania widywaliśmy się pare razy w tygodniu niezobowiązująco, jakiś sexik czy coś. Mówił mi wtedy, że mnie kocha, po sexie też był kochany... a rano nic, nagle inny człowiek.
...a na co liczyłaś, na prawdę uwierzyłaś w jego słowa?
....zobaczyłam wiadomości z kolegom, który mowił, że jestem tępa
Może nie aż tak, ale otępiała z pewnością
.....Nieakceptuje samej siebie.........
...i słusznie, bo w takiej postaci nie możesz siebie akceptować.
panizalamana - Wybacz mój sarkazm w pewnych fragmentach mojej wypowiedzi, ale w Twojej historii, to Ty jesteś postacią tragiczną i bynajmniej nie z powodu tego co Cię spotkało, ale dlatego, że sama do tego doprowadziłaś.
Nie wiem skąd u Ciebie tak wysoki próg wytrzymałości na znoszenie bólu, upokorzenia, jak mogłaś przez tak długi czas pozwolić sobą pomiatać, deptać swoją godność?
Miłość do drugiej osoby nie jest usprawiedliwieniem.
NAJPIERW POKOCHAJ SIEBIE, odrobina egoizmu, a przede wszystkim szacunku dla siebie, nie zawadzi, choćbyś nie wiem jak kochała.
Warto też zastanowić się, dlaczego i za co tak naprawdę kochasz, co Cię w nim ujęło, no i w ogóle warto myśleć.
panizalamana masz 22 lata, pomyliłaś się, popełniłaś błąd lokując swoje uczucia w taki gnojku, masz prawo do popełniania błędów, ale wyciągaj z nich jakieś wnioski.
Zamiast myśleć o najgorszym, postaraj się dostrzec pozytywy sytuacji w jakiej teraz jesteś, bo po za złamanym sercem (tak, to duży problem), cała reszta działa na Twoją korzyść, tylko wykorzystaj to i nie zmarnuj okazji.
Co masz zrobić teraz, banał; wyrzuć go ze swojego życia, zablokuj, nie kontaktuj się, nie rozmawiaj o nim ze znajomymi, nie pokazuj się publicznie zapłakana, załamana, nie daj się już namówić na jakiekolwiek spotkania, a nawet rozmowę, odetnij się od niego, jego już nie ma.
Na leczenie złamanego serca jest też parę sposobów, ale przede wszystkim potrzebny jest czas i zorganizowanie sobie zajęć, rozrywki, spotkań z ludźmi itd.
To wszystko zależy od silnej woli jaką z siebie musisz wykrzesać, po prostu musisz........i nie mów "ale ja go..........."
Tak, ale boli mnie że on tak zachowywał się tylko wobec mnie, mam wrażenie, że to jest moja wina. Myślę, że gdyby był z kimś innym to inaczej by się zachowywał i to mnie boli, bo z czym ja jestem gorsza? Chyba nie traktuje się tak osoby którą się kocha. Przez całe dwa tygodnie od rozstania płakałam, nawet przy nim, prosiłam o jakąś szanse, czułam, że jestem od niego uzależniona. Nasza znajomość była toksyczna, po rozstaniu zmienił swoje zachowanie do mnie, ale dalej nie chciał naprawiać naszego związku. Powiedział, że może za jakiśczas pogadamy ehhh
Powiedział, że może za jakiśczas pogadamy ehhh
No to za jakiś czas powiesz mu "SPIE****" chłopcze ![]()
Tak, ale boli mnie że on tak zachowywał się tylko wobec mnie, mam wrażenie, że to jest moja wina. Myślę, że gdyby był z kimś innym to inaczej by się zachowywał i to mnie boli, bo z czym ja jestem gorsza? Chyba nie traktuje się tak osoby którą się kocha. Przez całe dwa tygodnie od rozstania płakałam, nawet przy nim, prosiłam o jakąś szanse, czułam, że jestem od niego uzależniona. Nasza znajomość była toksyczna, po rozstaniu zmienił swoje zachowanie do mnie, ale dalej nie chciał naprawiać naszego związku. Powiedział, że może za jakiśczas pogadamy ehhh
Osoby toksyczne biją zdradzają kłamią poniżają i wmawiają swojej ofierze że to jej wina... i całkiem dobrze im się to udaje.
A Ty idealizujesz siebie i swoją miłość - "Jak go pokocham całą sobą to on się zmieni" - niestety, to tak nie działa.
Właśnie jak on widzi jak go kocham to ma bardziej na mnie wyjebane i go juz wtedy wgl nie interesuje, a jak widzi ze ktos sie mna interesuje to troche go to wkruza
W pełni zgadzam się z josz. W Twojej historii zastanawia mnie jedynie kwestia Twojej miłości do niego. Jak można kochać człowieka, który zachowuje się w taki sposób jak opisałaś? Sama napisałaś, że nie byłaś szczęśliwa w związku z nim więc po co do tego wracać. Moim zdaniem zerwij wszystkie kontakty z nim, popracuj nad sobą, zajmij się czymś co lubisz i co Ci sprawia przyjemność i najważniejsze zacznij się szanować chyba nie chcesz być do końca życia traktowana w taki sposób.
Dobrze kombinujesz, tak, to Twoja wina, bo j.w. pozwoliłaś sobą pomiatać i deptać swoją godność. Poszukaj jej czym prędzej.
Płakałaś przy nim, żebrałaś, tym bardziej utwierdziłaś go w przekonaniu, że jesteś słaba i uzależniona od niego, tyle, że on ma to gdzieś, on Cię nie kocha, a nikogo do miłości nie zmusisz, ani prośbą, ani groźbą.
Zastanów się o kogo walczyłaś i czemu to miało służyć? Przedłużaniu Twojego cierpienia, jesteś masochistką?
panizalamana, on mógł przestać Ciebie kochać, bo np. doszedł do wniosku, że nie pasujecie do siebie, mniejsza o Twoje wady, bo nikt nie jest idealny, ale mógł przestać kochać i miał prawo rozstać się z Tobą i zgadza się, że być może spotka kogoś z kim będzie mu dobrze, ale Ty nie jesteś tą osobą.
Jednak sposób w jaki to zrobił, całkowicie go dyskwalifikuje, okazał się chamem i brutalem, który nie dość, że potraktował Cię jak ............, to jeszcze wykorzystywał Cię bez skrupułów, gdy naszła go chęć na bzykanko (nie wyobrażaj sobie, że to z miłości do Ciebie).
"Chyba nie traktuje się tak osoby którą się kocha."
Owszem, tak nie traktuje się nikogo, bez względu na uczucia, tylko on powiedział Ci, że Cię nie kocha, więc skąd Twoje zdziwienie.
Zacznij myśleć i logicznie analizować fakty.
Powiedział, że kocha mnie coraz minej, potem mówił, że nie kocha, potem że nie wie, potem że kocha i zawsze kochał, potem że tajemnica i tak w kółko, bawił się tym, że cierpie, a kocham go, bo na poczatku fajnie nam sie ukladalo, super bylo. To byla taka pierwsza moja prawdziwa milosc i stad to przywiazanie, wszystko z nim pierwszy raz...
Powiedział, że kocha mnie coraz minej, potem mówił, że nie kocha, potem że nie wie, potem że kocha i zawsze kochał, potem że tajemnica i tak w kółko, bawił się tym, że cierpie, a kocham go, bo na poczatku fajnie nam sie ukladalo, super bylo. To byla taka pierwsza moja prawdziwa milosc i stad to przywiazanie, wszystko z nim pierwszy raz...
Fajnie było na początku, ale się skończyło, w przykry dla Ciebie sposób, facet okazał się pomyłką.
Źle ulokowałaś swoje uczucia i zdaj sobie z tego sprawę w trybie natychmiastowym.
Przestań się nakręcać i powtarzać jak go kochasz.
Zamiast wspominać, co było miłe, przypomnij sobie jak się czułaś, jak cierpiałaś, gdy on traktował Cię jak .........., przypomnij sobie jak się do Ciebie wulgarnie odzywał.
Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, przy okazji dowiedziałaś się jaki cham, prostak i burak jest z Twojego "ukochanego".
Dla własnego dobra, nie rozczulaj się nad sobą, bo dałaś się przeczołgać na własne życzenie i nie gloryfikuj go, bo zresztą cóż dobrego możesz o nim powiedzieć.
Nie daj się też nabrać na jego - "...może kiedyś".
Tak, to "kiedyś" nastąpi, gdy on będzie chciał spuścić z krzyża i nie będzie miał pod ręką innej chętnej, wtedy przypomni sobie o Tobie, rzuci tekst, że jednak ciągle trochę Cię kocha, a Ty ochoczo wskoczysz z nim do łóżka, a potem nad ranem będziesz zachodzić w głowę - dlaczego już się odkochał "inny człowiek"???
Na prawdę nie kapujesz jak to działa? nie dziw się potem, że śmieją się z Ciebie, że jesteś tempa.
Nie analizuj już dlaczego to zrobił, bo to oczywiste, zastanów się co z sobą zrobić, jak zająć sobie czas.
Zaplanuj dla siebie jakąś przyjemność na najbliższy czas; zakupy, spotkanie ze znajomymi, kino itp.
panizalamana, tak być nie może! Sama tkwiłam w toksycznej relacji przez 3 lata.
Nie zauważyłaś jak bardzo to niszczy? Nie chciałaś się od niego uwolnić? Myślę, że zastanawiałaś się nad tym nie raz.
Wiem, że - paradoksalnie - nadal go kochasz. Ja też kocham, choć zostałam potraktowana podobnie.
Ale uwierz mi, że po jakimś czasie zauważysz, że on nie był Ciebie wart. Że to nie Twoja wina. Po prostu Cię nie docenił, a sam jest toksyczny i niedojrzały.
Nie poddawaj się! Wyjdź na imprezę, pogadaj z przyjaciółmi, a nawet z rodziną. Jeśli to nie pomoże - wybierz się do psychologa. Ja chodzę i uważam, że taka rozmowa ze specjalistą naprawdę dużo daje.
Nie wmawiaj sobie, że jesteś temu winna! Toksyczni ludzie potrafią tak zmanipulować, że wydaje Ci się, że to wszystko stało się przez Ciebie. A to błąd. Ty po prostu kochałaś i starałaś się za bardzo. A on bawi się Twoimi uczuciami... Nie pozwól na to i zerwij tę znajomość.
Życzę Ci mnóstwo wytrwałości!
Moze ta historia będzie dla Was natchnieniem,by mimo porzucenia pozostac zgodnym z własnymi wartościami i pozytywnym podejsciem do otaczającego świata (niestety linki nie przechodza,ale wpiszcie sobie " Porzucona-panna-mloda-zorganizowala-uczte-dla-bezdomnych "
Autorko!Jedyne,co moge ci napisac,to to,ze jestes kompletnie uzalezniona od tego ukladu.Nie jestes w tym odoosobniona,wiele kobiet tak ma...ja tez to przechodzilam.Brniesz w cos,co i tak nie ma zadnych logicznych szans na powodzenie,ale Ty wciaz wierzysz...Jest w tym Ciebie coraz mniej.To jaki on jest ,nie powinno byc dla Ciebie tematem do analizy.Wiadomo,ze z taka postawa ,jaka on ma ,moze tworzyc jedynie antyzwiazek-cos na ksztalt parodii zwiazku.Ty nawet w takim czyms chcesz uczestniczyc ,i chwytasz ostatnie ochlapy tego co on Ci rzuca.Bo jestes tak od tego uzalezniona,ze jestes w stanie nawet az tak sie upokarzac .Robisz to by karmic swoje marzenia ,ze to zlo sie w koncu odwroci ,a on bedzie taki jak kiedys.Najbardziej smutne jest to,ze to chore uzaleznienie Cie po prostu zabija .Powinnas w tej sytuacji ratowac siebie.Ale Ty niestety juz nie masz szacunku do siebie samej.Nie ratujesz sie z tego-tak jakbys nie miala juz instynktu samozachowawczego.Jezeli nie porzucisz tego ukladu,on bedzie dawal Ci coraz wiecej upodlenia,a Ty coraz bardziej bedziesz chciala to utrzymac.I tak mozesz trwac w tym cale zycie.Jedyne co mozesz zrobic,to ratowac siebie.Poczytaj o chorych ukladach milosnych,o uzaleznieniu(mechanizm jest ten sam jak w przypadku uzaleznienia od jakiejs substancji),odwiedz psychologa.Zrob cos dla siebie.
Może masz poczucie niskiej wartości i wolałaś związać się z byle kim? Popracujesz nad sobą i wtedy wartościowy chłopak będzie chciał z tobą być.
Czuje się wrakiem człowieka, a nie człowiekiem. Nie rozumiem jak przez 3 lata ja mogę tak bardzo go kochać, a on tak bardzo mieć mnie gdzieś. Powiedział mi, że już nigdy ze sobą nie będziemy... Dbałam o niego, latałam koło niego, całowałam, domagałam się czułości, a on nic. Ja nie mam ani matury, nie moge znalezc pracy, nie czuje sie atrakcyjna, nie mam nawet kolezanek przy ktorych czuje sie swobodnie, wiekszosc odrzucilam dla niego.. Czuje sie nikim. Codziennie wstaje i patrze sie w okno i nic, widze tylko szarosc i brzydka jesien. Jak bylam mala stracilam ojca w wypadku, to dla mnie bylo straszne. Moj facet mi go w pewnej czesci zastepowal, czulam sie przy nim kochana... Wiem, że nie byłam doskonała w tym związku, bo wiele kłotni bylo przeze mnie i moja zazdrość, ale ona nie brała się bez powodu... On ma swoja firme, ktora dobrze sie rozwija, duzo znajomych, poznaje mnostwo dziewczyn i sie bawi, w kazdy weekend jest na imprezie i wracajac z nich ma mnie coraz bardziej gdzies. Przestal sie nawet ze mna kontaktowac, a ja tylko placze z bolu i mysle o samobojstwie, bo wydaje mi sie ze smierc, bol fizyczny bedzie duzo mniejszy od psychicznego
Dziewczyno, po pierwsze musisz odbudowac wiare w siebie.
Jestes mloda osoba a piszesz i myslisz o sobie tak jakby przed Toba nie bylo zadnej przyszlosci bez tego faceta. A to nieprawda.
Czy Ty nie masz ani jednej bliskiej Ci osoby, ktora pomoglaby Ci podniesc sie z tego bagna?
A co z Twoja mama?
Ten facet nie jest wart nawet jednego Twojego spojrzenia.
Wez zycie w swoje rece i juz nie ogladaj sie na niego. To ze zauwazylas ze nie masz matury czy przyjaciol to juz jest punkt zaczepienia co nalezy zrobic ze swoim zyciem. Tylko musisz uwierzyc ze dasz rade. A dasz. Tylko odetnij sie od swego eks chlopaka ktory Ci wciaz powtarza ze jestes nikim.
Wyobrazasz sobie w przyszlosci Wasze malzenstwo, kiedy dzien po dniu ponizal by Cie, ublizal..
Gdzie Ty w ogole mieszkasz? Z czego sie utrzymujesz? Jesli jestes w miare samodzielna to dasz rade.
Po prostu wyznacz sobie cel i nie ogladaj sie na tego faceta tylko sprobuj go zrealizowac. A zobaczysz ze wcale nie jestes mniej warta niz inne osoby.
Zrob cos dla siebie. Zadbaj troszke o siebie.
Dziewczyno, po pierwsze musisz odbudowac wiare w siebie.
Jestes mloda osoba a piszesz i myslisz o sobie tak jakby przed Toba nie bylo zadnej przyszlosci bez tego faceta. A to nieprawda.
Czy Ty nie masz ani jednej bliskiej Ci osoby, ktora pomoglaby Ci podniesc sie z tego bagna?
A co z Twoja mama?
Ten facet nie jest wart nawet jednego Twojego spojrzenia.
Wez zycie w swoje rece i juz nie ogladaj sie na niego. To ze zauwazylas ze nie masz matury czy przyjaciol to juz jest punkt zaczepienia co nalezy zrobic ze swoim zyciem. Tylko musisz uwierzyc ze dasz rade. A dasz. Tylko odetnij sie od swego eks chlopaka ktory Ci wciaz powtarza ze jestes nikim.
Wyobrazasz sobie w przyszlosci Wasze malzenstwo, kiedy dzien po dniu ponizal by Cie, ublizal..
Gdzie Ty w ogole mieszkasz? Z czego sie utrzymujesz? Jesli jestes w miare samodzielna to dasz rade.
Po prostu wyznacz sobie cel i nie ogladaj sie na tego faceta tylko sprobuj go zrealizowac. A zobaczysz ze wcale nie jestes mniej warta niz inne osoby.
Zrob cos dla siebie. Zadbaj troszke o siebie.
Bo tak tez sie czuje jakby przedemna nie bylo juz zadnej przyszlosci. Mam pare osob ale rpzy nich nie czuje sie dobrze, nie czuje sie swobodnie, zreszta nie potrafie gadac o czyms innym co nie ma nic wspolnego z nim. Mama nawet nei wie ze sie rozstalismy. Mieszkam z nia, ona mnie utrzymuje, jestem w trakcje szukania pracy
Czuje się wrakiem człowieka, a nie człowiekiem. Nie rozumiem jak przez 3 lata ja mogę tak bardzo go kochać, a on tak bardzo mieć mnie gdzieś. Powiedział mi, że już nigdy ze sobą nie będziemy... Dbałam o niego, latałam koło niego, całowałam, domagałam się czułości, a on nic. Ja nie mam ani matury, nie moge znalezc pracy, nie czuje sie atrakcyjna, nie mam nawet kolezanek przy ktorych czuje sie swobodnie, wiekszosc odrzucilam dla niego.. Czuje sie nikim. Codziennie wstaje i patrze sie w okno i nic, widze tylko szarosc i brzydka jesien. Jak bylam mala stracilam ojca w wypadku, to dla mnie bylo straszne. Moj facet mi go w pewnej czesci zastepowal, czulam sie przy nim kochana... Wiem, że nie byłam doskonała w tym związku, bo wiele kłotni bylo przeze mnie i moja zazdrość, ale ona nie brała się bez powodu... On ma swoja firme, ktora dobrze sie rozwija, duzo znajomych, poznaje mnostwo dziewczyn i sie bawi, w kazdy weekend jest na imprezie i wracajac z nich ma mnie coraz bardziej gdzies. Przestal sie nawet ze mna kontaktowac, a ja tylko placze z bolu i mysle o samobojstwie, bo wydaje mi sie ze smierc, bol fizyczny bedzie duzo mniejszy od psychicznego
Twoje calkowite,absolutne zaangazowanie doprowadzilo do tego,bys czula sie tak jak teraz.W tym calym zwiazku nie zostawilas miejsca dla siebie...stad Twoj obecny stan.Piszesz,ze nie rozumiesz jak on mogl tak na Ciebie zobojetniec...Otoz zaden czlowiek nie da nam absolutnej gwarancji,ze zawsze nas bedzie kochal i ,ze zawsze z nami bedzie.nie ma czegos takiego.Nie istnieje taka gwarancja.Zawsze nalezy liczyc sie z taka ewentualnoscia,ze cos sie skonczy,ze bedziemy sami.Wiem,ze pewnie moje rady Cie nie satysfakcjonuja,rozumiem,ze pewnie wolalabys w kolko analizowac ta sytuacje,roztrzasac w nieskonczonosc.Rozumiem Cie.Niestety jest to droga donikad,slepy zaulek.mozesz w tym tkwic latami.Powinnas sie ratowac.Daj sobie czas,to troche potrwa.Ale nie wydluzaj sobie meki.
Spójrz na swój problem inaczej. Zamiast wylewać łzy za kimś kto Cię sponiewierał i odtrącił, zastanów się nad sobą i własnym życiem.
Piszesz, że nie masz matury, nie możesz znaleźć pracy (czy to znaczy, że przez te 3 lata on Cię utrzymywał?), całą swoją energię, wszystkie siły włożyłaś w nadskakiwanie mu, stałaś się kobietą bluszczem.
Jesteś z pewnością młodą osobą, ułóż sobie plan na najbliższy czas, zamiast tracić czas na wspomnienia i czekać, czy Twój były odezwie się do Ciebie, uzupełnij wykształcenie, bierz jakąkolwiek pracę (bez matury tez można).
Jak wyobrażałaś sobie swoje życie, uczepiona chłopa, całkowicie zależna od niego? Popracuj nad własną niezależnością, jesteś dorosła, musisz zacząć żyć na własny rachunek.
Może zamiast myśleć o samobójstwie, poszukaj jakiejś szkoły wieczorowej, odśwież dawne znajomości, a na przyszłość pamiętaj, nigdy nie poświęcaj wszystkiego dla faceta, to nie miłość, tylko chore uzależnienie i jak widać wdzięczności brak.
Jeszcze raz, dla własnego dobra, odetnij się od niego, wykasuj, zablokuj, nie odbieraj, nie śledź i na miłość boską nie czekaj już na niego.
On uwolnił się od Ciebie, bawi się, żyje jak chce, Ty też zacznij, nie oglądając się na niego.
Właśnie jak on widzi jak go kocham to ma bardziej na mnie wyjebane i go juz wtedy wgl nie interesuje, a jak widzi ze ktos sie mna interesuje to troche go to wkruza
Typowy męski syndrom psa ogrodnika, sam z Tobą nie chce być ale że uważa Cię za swoją własność, to dalej odczuwa najbardziej prymitywne uczucia, jaką jest zazdrość. On się z Tobą rozstał, bo chciał zaliczyć kilka panienek- ale Ty masz siedzieć w celibacie, wyć z tęsknoty i czekać, aż Jaśnie Pan zechce może z Tobą porozmawia... albo spotka się pobzykać.
Litości dziewczyno, to jest typowy DEBIL !!! Trzymaj się tej myśli, wypisz sobie wszystkie krzywdy, które Ci wyrządził (jakbyś miała chwile, kiedy miałabyś ochotę do niego napisać- przypomnij sobie, dlaczego tego nie robić), skup się nad sobą, idź na imprezę i baw się dobrze.
Jeżeli będziesz się trzymać tych wytycznych jakieś 2-3 miesiące, powinnaś już zauważyć duże poprawy i jasność myślenia, oceny sytuacji (obiektywne) powinno wrócić do normy.
Nie polecam również śledzenia, co się u niego dzieje, czy dociekanie co o Tobie sądzi. Po tym wszystkim miałabym osobiście w dup**, co osoba takiego pokroju o mnie myśli. Ty też powinnaś. A płakanie mu w rękaw tylko pogarsza Twoje samopoczucie i utwierdza go w przekonaniu, ze jesteś jakąś furiatką.
Trzymam kciuki ![]()
Fajnie, że mieszkasz z mamą. Nie jesteś sama. Może warto zaufać jej doświadczeniu i troszkę się przed nią otworzyć? Zostałyście we dwie po śmierci Taty, na pewno jesteś dla niej najważniejsza na świecie...
To, że mama Cię utrzymuje jeszcze to też stwarza Ci dodatkowe możliwości na rozwój zawodowy. I spokojnie możesz pomyśleć o dokształceniu się. A na początek tak jak sugeruje Josz znajdź jakąkolwiek pracę. Zobaczysz ile lepiej się poczujesz będąc niezależną finansowo.
To jakim du....m był Twój były facet dotrze do Ciebie za jakiś czas. Wtedy, gdy zobaczysz jak facet traktuje kobietę gdy naprawdę mu na niej zależy. A wcześniej czy później znajdzie się taki ktoś... Pod warunkiem, że sama zaczniesz się cenić. Udowodnij sobie i przy okazji temu du....i że jesteś wartościową dziewczyną i NIKT nie ma prawa Cię tak traktować jak ten facet.
Za zarobione pieniądze kup sobie kilka fajnych ciuchów, idź do fryzjera... I broń Boże za żadne skarby świata nie proś się więcej tego gościa o nic. Ani o kontakt, ani o zainteresowanie ani o miłość. On dla Ciebie już powinien przestać istnieć. Tak jakby umarł...
On powiedział, że to jest definitywne rozstanie i zdania już nigdy nie zmieni. Przestał do mnie pisać, znalazł już inną kobiete. Nie wierze jak można być kimś tak podłym. Powiedział, że mogę robić sobie co chce, bo on ma to gdzieś, że już go nie interesuje, że nie będzie do mnie wracał, bo potem by się tylko rozczulał. Serce pękło mi na pół, nie mam siły żyć, nie mam po co wstawać z łóżka, chwile spania przedłużam jak najdłużej się da. Jeśli chodzi o kontakty w domu, to mieszkam jeszcze z siostrą, która mnie nienawidzi, ogólnie w domu jestem odrzucona, wszyscy traktują mnie jak popychadło, coś zniknie to jest, że ukradłam, pożycze lakier to jest że ukradłam. Siostra nawet mówi, że trzeba mnie wyeksmitować. Wychodzę z domu do ludzi i nie czerpie satysfakcji z tego, że spędzam z nimi czas, bo cały czas myślę o tym co było wcześniej, wracam do domu i nie mam nawet świętego spokoju, cały czas ktoś mnie o coś oskarża. Znajomi obgadują mnie za plecami, że jestem przyjebana... Jestem z natury na maxa wrażliwą osobą i jak dzieją się takie rzeczy w moim życiu to po prostu najbliższą i najmniej bolesną drogą w tej chwili jest stanie na torach i czekanie...
To co przezylas z nim przez ten czas to nie e był związek tylko EKSPERYMENT OWANIE. Nigdy nie traktował Cię poważnie sku***.….jeden. I jeszcze to usunięcie ciąży. Debil, debil i jeszcze raz debil. Dziekuj bogu, że już Cię nie chce i trzymaj się od niego z daleka. Teraz się czujesz zalamana, przygnębiony itd. Z czasem wszystko przeminie. Musisz zacząć wychodzic z domu, spotykać się że znajomymi. A jego WYRZUCIC definitywnie że swojego życia i SERCA!!!
A najlepsze, ze on dla swojej nowej dziewczyny jest mily, czuly, interesuje sie nia, nie przeklina, malo pije ogolnie przeciwienstwo czzlowieka jaki byl dla mnie. Moze to dlatego ze to poczatek
A najlepsze, ze on dla swojej nowej dziewczyny jest mily, czuly, interesuje sie nia, nie przeklina, malo pije ogolnie przeciwienstwo czzlowieka jaki byl dla mnie. Moze to dlatego ze to poczatek
Sugerujesz, że od początku Waszego związku, on zachowywał się w stosunku do Ciebie tak fatalnie? To dlaczego z nim byłaś?
Posłuchaj, nie ma znaczenia jaki on ma teraz układ z nową dziewczyną i jak ją traktuje, dla własnego dobra nie interesuj się nimi.
Bez względu na stan jaki teraz przeżywasz, przerażająca jest Twoja indolencja.
Dlaczego nie chcesz dostrzec innych rozwiązań, jak tylko skończenie z sobą? Ile masz lat, jak wyobrażałaś sobie swoje życie, czy na prawdę sądziłaś, że będziesz do końca życia czyjąś utrzymanką (najpierw rodzice, potem facet)?
Jak sądzę, jesteś już dorosła, zacznij więc postępować jak dorosły człowiek, nikt nie będzie prowadził Cię za rękę i utrzymywał do końca życia.
Nie usprawiedliwiam Twojego byłego faceta, być może wiążąc się z Tobą miał nadzieję na udany związek, ale szybko przekonał się, że w przeciwieństwie do niego jesteś osobą bez ambicji, pozbawioną chęci na rozwój i pracę, osaczającą go, zazdrosną, z którą być może nie miał nawet o czym rozmawiać.
.....zreszta nie potrafie gadac o czyms innym co nie ma nic wspolnego z nim.........
Bez względu na wszystko, wykorzystał Cię i potraktował fatalnie, ale obawiam się, że rozstanie i tak byłoby nieuniknione, jak i Twoje cierpienie w związku z tym.
Mógł jednak zakończyć Wasz związek w kulturalny sposób i nie przychodzić do Ciebie na bzykanko po tym, jak z Tobą zerwał.
Zastanawiam się, czy Twoja rozpacz spowodowana jest bardziej utratą miłości faceta, czy raczej utratą "bezpiecznej" (wyzwiska, poniżanie, to duża cena za wikt i opierunek) przystani.
Współczuję, że nie masz wsparcia w rodzinie, ale może oni też są już zmęczeni Twoim nic nie robieniem i koniecznością utrzymywania Cię.
Piszesz, że mają pretensje, gdy coś pożyczasz, a z czego oddajesz, jeśli nie pracujesz?
panizalamana, zrozum, że jeśli chcesz mieć udany związek, musisz mieć coś do zaoferowania, samo gotowanie, sprzątanie i wygląd zewnętrzny to za mało.
Powinnaś mieć zainteresowania, zawód, pracę, swoją przestrzeń w której się realizujesz, a nie koncentrować się tylko na partnerze, żyć jego życiem, być jego powietrzem (albo na odwrót).
Zamiast stawać na torach (nawet tak nie myśl), stań może w kolejce do urzędu zatrudnienia, zacznij działać, szybciej wyjdziesz na prostą i pogodzisz się z tym co Cię spotkało, a przede wszystkim wyciągnij wnioski.
Nie pożyczam od rodziny pieniędzy, żebym musiała oddawać, facet też mnie nie utrzymywał, każdy wyjazd cokolwiek opłacałam ze swojej kieszeni. Nie mam pracy, ale to nie oznacza, że jakoś sobie nie dorabiałam. Od niego nawet nie miałam co liczyć na róże na urodziny. Torche przekłamałam z wiekiem, bo mam 19 lat, a nie 22. Na początku związku też był dla mnie miły i czarujący i to mnie właśnie w nim urzekło, w jej przypadku pewnie jest to samo. Powiedział, że teraz na pewno ze sobąnie będziemy, ale nie wiadomo co będzie za pare lat ........