Cześć.
Nie uważacie, że człowiek w relacjach międzyludzkich jest trochę jak pies, że potrzebuje się oswoić? Tak sobie rozmyślam bo ostatnio mam spore problemy z rozkminieniem własnej osobowości, czy to ze mną coś jest nie tak, czy to jest zupełnie normalne, brak mi takiego punktu zaczepnego. Bo poznaję fajną dziewczynę, z góry widzę że mi się podoba, jest chętna, wolna, a jednak nie potrafię na wstępie w pełni otworzyć, sprawiam wrażenie nieśmiałego, dopiero po paru dniach znajomości staję się normalny, taki jak na co dzień. Nie wiem, pewnie wiąże się to z chęcią dobrego wypadnięcia przed ciekawą osobą. Powiedzcie, czy u was też proces takiego "oswajania" trochę trwa, czy raczej jesteście społecznymi kameleonami i szybko wkręcacie się w towarzystwo, chcecie się poznać dokładnie tu i teraz bez żadnych zahamowań itp?
Zmiażdżyłem trochę nazwą tematu swoją drogą, co? :DDDD