Brawo za temat i konkretne postawienie tematu, następstwa bycia osobą zdradzajacą bo większość nie widzi w tym problemu, że zrobili coś nagannego, dobrze się z tym czują do momentu ... kiedy sami to odczują będąc po drugiej stronie.
Otoż, zasadnicza wg. mnie kwestia leży w tym, jak postrzegamy to co zrobiliśmy. Jeśli postrzegamy to jako coś negatywnego, to oczywiście możemy sobie i kochankowi to wybaczyć, siebie nie zabijemy ale ... postrzeganie negatywne tego co zrobiliśmy, niesie ze sobą świadomość, że kochanek, czy związek z nim, jego postępowanie, niosło, ze sobą krzywdę, którą wyrządzał on bezpośrednio nam. W takim ujęciu pomaga też, uzmysłowienie sobie krzywdy, którą wyrządzaliśmy swojemu partnerowi. Jeśli więc robiliśmy coś złego (wg. np. naszych nowych zasad, obecnego myslenia) to nie moglismy robic czegos dobrego (zlo i dobro nie sa ze soba tozsame w zadnym aspekcie). Jak więc możemy mysleć ciepło o kochanku?
Skoro więc kochanek nam nie sprzyjal, to jak mozemy o nim myslec cieplo? To absurd albo pokazuje iz tak naprawde w glebi nie uwazamy nadal ze robilismy cos zlego. Gdybysmy tak uwazali, wiedzilibysmy ze kochanek to zwykla szuja (tak jak i my w tamtym czasie).
Normalnie odrzucamy to co zrobilismy co sie laczy z postrzeganiem kochanka jako zwyklej mendy. Wtedy mozemy zyc dalej, i sam aspekt kochanstwa juz nas nie meczy (chyba ze na zasadzie samego czynu), bo odrzucajac cos, co zroblismy zlego, odrzucamy rowniez osobe, z ktora to robilismy, jako zla lub ciagnaca nas do zlego. I wtedy nie ma tam nic dobrego, nic milego. Inaczej jest caly czas powrot do czegos milego. I stad takie stan psychiczny obecny. Niby chce zyc dalej, ale ciagle wraca do przeszlosci, nie w sensie zalowania (i starania sie wtedy o obecny zwiazek) ale w sensie milego wspominania (co obecny zwiazek i tzw. wigor niszczy)
Dla mnie autorka zatrzymala sie w pol drogi, w przerobieniu tej sytuacji. Tkwi w mysleniu gdzies pomiedzy, caly czas trzymana przez wizje wspanialych przezyc. Odrzucajac to musialaby sie przyznac do bledu i tego ze to co piekne bylo gownem? Tylko jak sie do tego przyznac skoro bylo tam tak wiele emocji i seksu. Czy to są wartości? (albo są albo nie są, jeśli są to są, jeśli nie są to są bez znaczenia).
Odpowiedz wiec tkwi w systemie wartosci. Nie do konca ulegl on zmianie. Nadal to co bylo jest zachowaniem nie do konca nagannym, albo przynajmniej usprawiedliwionym przez okolicznosci.
Niby tyle zostalo zrobione, tyle poswiecenia dla obecnego partnera a dalej jest to sytuacja zawieszenie, nie odrzucenia przeszlosci i osoby kochanka jako zwyklej mendy, ktory utrzymywal kontakty z mezatka za plecami jej meza.
Przeciez w relacjach miedzy mezczyzna i kobieta zawsze jest milo. I co z tego? Czy ta "milość" to wartość czy tylko środek do osiągnięcia celu? Przeciez wątek kroteczki doskonale to pokazał.
[EDIT] o przepraszam, nie spodziewalem sie, w sumie smiesznie wyszlo (chociaz dobrze skojarzylem dylematy) bo odeslalem Ciebie do twojego wlasnego watku, ok. wszystkie odpowiedzi masz wiec podane jak na talerzu, znasz je sama, wystarczy wyciagac wnioski
Ale tych wniosków nie ma:
"Wiem ze przed nami jeszcze powazna rozmowa o tym co bylo. Bez tego jednak nie pojde dalej, nie ogarne sie."
Przeciez to najgorsze co mozna zrobic! To w sobie czlowiek ma odszukac swoje wlasne odpowiedzi, ocenic a nie szukac odpowiedzi i usprawiedliwienia swojego postepowania w kochanku? Jak dla mnie to jakis absurd. Bo jest to tylko szukanie odpowiedzi, takich, ktore CHCE SIE USLYSZEC. Tak jakby tez inni ciagle mieli decydowac o tym co ja czuje, wplywac na to co ja mysle.